Marta Lau

Marta Lau (fot. archiwum własne)

ludzie

"Józek, przychodź, bo kobiecina sędziuje". Na jej pierwsze mecze ściągały tłumy. Każdy chciał zobaczyć "babę na boisku"

Marta Lau jako 18-latka została sędzią piłkarskim. W tym z pozoru męskim świecie radzi sobie znakomicie. Jest stanowcza, mocno gwiżdże spalonego i pokazuje kartki, również kobietom. Dla niej najważniejsze jest pierwsze pięć minut meczu - jeśli pokaże, że to ona ma władzę, to piłkarze okażą jej respekt.

Kiedy zdecydowałaś, że zostaniesz sędzią piłkarskim?

- Zawsze bardzo interesowałam się sportem, nie tylko piłką nożną, ale także innymi dyscyplinami. Chciałam spróbować swoich sił, mój brat był sędzią, a jak to zwykle bywa w relacji młodsza siostra - starszy brat, wzorowałam się na nim i we wszystkim kopiowałam: w wyborze liceum, studiów, a nawet zawodu. Z czasem zdałam sobie sprawę, że lubię boisko i całą otoczkę sędziowania. Poznałam wielu ciekawych ludzi, którzy tworzą to środowisko.

Kiedy pierwszy raz przyszłam na kurs, miałam 18 lat i byłam „rodzynkiem”, dlatego wiele osób chciało ze mną rozmawiać, dowiedzieć się, kim jestem i co tutaj robię. Spotykałam się raczej z serdecznością ze strony kolegów, ale czy wierzyli w moje umiejętności i w to, że będziemy razem sędziować? Na pewno mieli wątpliwości. Jeżeli chodzi o piłkarzy, to byłam oczywiście sensacją na boisku - gdy zaczynałam w 2007 roku, nie było jeszcze zbyt wielu kobiet sędzi.

Obecnie jest w Polsce zarejestrowanych około 10 tysięcy sędziów, z czego dosłownie kilka procent stanowią kobiety.

- No właśnie. Jest wiele kobiet, które chciałyby sędziować, ale nie wiedzą, jak się do tego zabrać. Wydaje im się to niedostępne, a wcale takie nie jest. Nam bardzo zależy na tym, żeby przychodziły i próbowały swoich sił. A kobiety, choć zgłaszają się na kurs, to go nie kończą. Z początkowych dziesięciu zostaje jedna, dwie. Boisko wszystko weryfikuje. Dla kobiet trudniejsze są początki, bo to ich umiejętności są na boisku analizowane bardziej niż mężczyzn i muszą swoją pracą udowodnić, że znalazły się w odpowiednim miejscu.

Z tego powodu kobiety są wobec samych siebie bardziej surowe?

- Nie znam osoby, która byłaby zadowolona ze swoich pierwszych meczów, ale liczy się wytrwałość. Nie można się poddawać, tylko słuchać uwag starszych sędziów i wyciągać wnioski z różnych sytuacji. Początki sędziowania nie są łatwe. Trzeba też mieć do tego odpowiednie predyspozycje psychiczne, nie można rozpamiętywać swoich błędów, przeżywać, że ktoś krzyknął z trybun na przykład: Do garów!

Umiejętności sędziowskie najpełniej weryfikuje boisko (fot. archiwum własne)Umiejętności sędziowskie najpełniej weryfikuje boisko (fot. archiwum własne)

Jak sobie radzisz z sytuacją, kiedy zdarzy ci się podjąć błędną decyzję?

- Z tym bywa różnie. Nie rozpamiętuję tego, że źle pokazałam aut. Jeśli podejmuję w moim przekonaniu dobrą decyzję, z którą nie zgadza się jakaś drużyna, to mimo wszystko obstaję przy swoim. Zdarza się, że trenerzy mają do mnie pretensje po meczu. Szczególnie kiedy drużyna bardzo chce zdobyć bramkę, to zaczyna wywierać presję na sędzi. Gorzej jest, kiedy rzeczywiście popełniam błąd. Wtedy go analizuję i podpytuję innych sędziów, nigdy nie przechodzę nad nim do porządku dziennego, tylko staram się wyciągnąć wnioski. Muszę przy tym pamiętać, żeby nie skupiać się na rozpamiętywaniu za długo, bo to może się odbić na innym meczu. Często sędziuję i na kolejne zawody powinnam wyjść bez obciążenia psychicznego.

A co ze skandalami sędziowskimi?

- Jeśli pojawia się jakaś afera wokół błędu sędziowskiego, to wpływa ona na całe środowisko. Zawsze trzymam stronę sędziów, jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy błędy.

Sędziowanie to również duży wysiłek kondycyjny. Jak się do niego przygotowujesz?

- W trakcie meczu przebiegam około 10 km, więc przygotowanie jest dla mnie bardzo ważne. Jako sędzia muszę być cały czas w ruchu, nie mogę niczego przeoczyć. Piłkarze, jeśli nie mają piłki, mogą się na chwilę zatrzymać, a ja muszę być ciągle w akcji. Dlatego ćwiczę kilka razy w tygodniu. Każdy z nas dostaje specjalną listę treningów od Grzegorza Krzoska, trenera sędziów. Korzystam też z zajęć indywidualnych, które przeprowadza ze mną ceniony w Warszawie trener przygotowania kondycyjnego i fizjoterapeuta, Jarosław Stec. Jarek przygotowuje mnie do egzaminów kondycyjnych, które odbywają się co pół roku. Na ten sprawdzian składa się sześć biegów 40-metrowych, które należy pokonać w określonym czasie. Każdy sędzia ma swój najlepszy czas, poniżej tego poziomu nie powinien schodzić. Ja mam 6,6 sekundy. Oprócz sprintów robimy też testy interwałowe - dziesięć razy okrążamy bieżnię, biegniemy 150 metrów, a potem idziemy 50 metrów i tak w kółko.

Sędziowie rywalizują ze sobą?

- Każdy jest skupiony na swoich meczach i chciałby piąć się w górę. Późniejsze awanse i spadki są wynikiem boiskowej pracy, którą weryfikują obserwatorzy.

Przed meczem finałowym Mistrzostw Świata Domów Dziecka. Marta Lau wita się z Grzegorzem Krychowiakiem (Fot . Kuba Atys / Agencja Gazeta)Przed meczem finałowym Mistrzostw Świata Domów Dziecka. Marta Lau wita się z Grzegorzem Krychowiakiem (Fot . Kuba Atys / Agencja Gazeta)

Jesteś sędzią ekstraligi kobiet oraz meczów okręgowych w Mazowieckim Związku Piłki Nożnej. Jak wysoko może piąć się kobieta sędzia? Są w tej profesji sfery zarezerwowane wyłącznie dla mężczyzn?

- W tym momencie na przykład nie mamy kobiet sędziujących w polskiej ekstraklasie. To przestrzeń opanowana przez mężczyzn. Najlepszym kobiecym sędzią w Polsce jest Monika Mularczyk, która pracuje w grupie razem z mężczyznami i sędziuje w wyższych ligach. Myślę, że ona ma szansę wkrótce trafić do ekstraklasy.

Jak reagują mężczyźni, kiedy słyszą, że sędzią ich meczu jest kobieta?

- Takich sytuacji jak zaskoczenie czy niedowierzanie przeżyłam bardzo wiele, ale chyba więcej pozytywnych niż negatywnych. Gdy zaczynałam sędziować i jeździłam na mecze B klasy, zdarzało się, że większość mieszkańców wioski przychodziła na mój mecz, żeby zobaczyć babę na boisku. Słyszałam okrzyki na trybunach, na przykład: - Józek, przychodź, bo kobiecina sędziuje. Obecnie zaskoczenie w oczach piłkarzy pojawia się rzadko, bo kluby w moim okręgu już mnie znają.

Zdarza się, że piłkarze przy tobie łagodnieją?

- Na pewno hamują się, jeśli chodzi o wulgaryzmy, chociaż nie jest to regułą. Czasami, gdy są bardzo przejęci grą, zapominają, że mają do czynienia z kobietą, i mówią do mnie: Panie!, po czym następuje chwila konsternacji i śmiech. Takie sytuacje na pewno rozluźniają atmosferę. Nie wysnuwałabym jednak teorii dotyczącej tego, że kobieta na boisku ma wpływ na jakość gry piłkarzy.

A nie buntują się, kiedy dostaną od ciebie kartkę?

- Zdecydowanie nie jest to miła sytuacja dla piłkarza, ale nie robi im to specjalnej różnicy, że dostali kartkę od kobiety. Czasem sami czują, że na nią zasłużyli, i są z tym pogodzeni. Gorzej jest z czerwoną kartką, której konsekwencją jest zejście z boiska. Wtedy zdarza się, że próbują się buntować czy negocjować ze mną. Ale nigdy nie zdarzyło mi się, żeby ktoś mnie nie posłuchał.

Sędziujesz głównie damskie rozgrywki. Łatwiej dać czerwoną kartkę drugiej kobiecie niż mężczyźnie?

- Dużo łatwiej sędziuje mi się rozgrywki mężczyzn. Ich zachowania są dla mnie bardziej przewidywalne. Obserwując różne mecze, widzę, że kobiety są zawzięte, walczą do końca, dopóki piłka jest w grze wszystko się może wydarzyć. Piłka nożna kobiet w Polsce rozwija się w szybkim tempie. W momencie, kiedy spotykają się dwie drużyny reprezentujące podobny poziom, mecze potrafią być naprawdę ciekawe dla publiczności. Co więcej, powstaje coraz więcej klubów i szkółek piłkarskich, w których mogą trenować dziewczynki. Mistrzostwo Europy kadry Polski U-17 na pewno zwróciło uwagę wielu osób, które przedtem nie interesowały się piłką nożną kobiet.

Przed meczem oglądasz inne rozgrywki, analizujesz je?

- Oczywiście, oprócz treningów kondycyjnych staram się być na bieżąco zarówno z polską ekstraklasą, jak i z zagranicznymi ligami. Kiedy przechodzę obok boiska, na którym trwa mecz, zawsze poświęcam chwilę, żeby zobaczyć te zawody.

Jak oceniasz poziom polskiej piłki?

- Jeśli chodzi o naszą męską reprezentację to jestem optymistką i uważam, że z roku na rok idzie nam coraz lepiej. Najlepszym tego dowodem są wyniki naszej kadry w eliminacjach do Mistrzostw Europy. Mamy wielu piłkarzy, którzy są cenieni na całym świecie, jak Robert Lewandowski, Wojciech Szczęsny czy Grzegorz Krychowiak. Myślę, że nie mamy się czego wstydzić, bo potrafimy grać nawet z najlepszymi drużynami, stawiać im czoła i czasem też zwyciężać. Nie jesteśmy rywalami, których można lekceważyć.

Nie chciałabyś się czasem znaleźć po tej drugiej, piłkarskiej stronie?

- Często śni mi się tzw. koszmar sędziego: gwiżdżę, a z mojego gwizdka nie wydobywa się żaden dźwięk. Oznacza to, że przeżywam mecze, ale z punktu widzenia sędziego, nawet gdy oglądam zawody w telewizji, to zawsze śledzę uważniej pracę sędziego. Nigdy nie marzyłam o tym, żeby zostać piłkarką. Choć czasem, dla przyjemności, lubię sobie pograć.

Marta Lau (fot. archiwum własne)Marta Lau (fot. archiwum własne)

Marta Lau. Absolwentka Instytutu Badań Interdyscyplinarnych Artes Liberales Uniwersytetu Warszawskiego - kierunek cywilizacja śródziemnomorska - oraz Szkoły Aktorskiej Jana i Haliny Machulskich. PR Manager w ASCG PR, pracuje obecnie dla takich firm jak TomTom i Gannet Guard Systems. Sędzia piłki nożnej PZPN oraz Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej.

Magdalena Linke. Historyk sztuki i studentka prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Pracowała w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, była kuratorem wystawy „Tadeusz Baranowski. Powrót” w Soho Factory. Dziś publikuje m.in. na łamach „Label”, „Viva! Moda”, „Zwykłego Życia”, „Art & Business” i vumag.pl. Uczestniczka warsztatów Fashion Writing i laureatka nagrody Kick into Fashion Industry na festiwalu Art & Fashion by Grażyna Kulczyk. Założycielka portalu o biznesie, prawie i modzie: Sezon.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (9)
Zaloguj się
  • nospeeding

    Oceniono 30 razy 28

    Pozdrowienia dla Marty z Ząbeczek, kibice bloku nr 7

  • zerozer52

    Oceniono 24 razy 24

    Fajna babka.

  • mid1

    Oceniono 3 razy -3

    Kobiety grające w piłkę nożną są od 2 do 8 razy bardziej narażone na kontuzje kolana (łąkotki, wiązadła, itp.). Warto ?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX