Do czego potrzebujemy dziś liderów i gdzie mamy ich szukać?

Do czego potrzebujemy dziś liderów i gdzie mamy ich szukać? (fot. Shutterstock.com)

wywiad gazeta.pl

Skuteczni przywódcy. Do czego potrzebujemy dziś liderów i gdzie mamy ich szukać?

Ojcem chrzestnym mojej klasy w Berlin School of Creative Leadership był Keith Reinhard. Człowiek legenda, podobno inspiracja postaci Dona Drapera z ?Mad Men?. On ma styl przywództwa, który jest mi bliski. Wierzy w zarządzanie z cienia, czyli takie, w którym zespołowi wydaje się, że sam wszystko zrobił, bez pomocy szefa - mówi Basia Metelska, dyrektor operacyjna poznańskiej School of Form, Katedry Wzornictwa Uniwersytetu SWPS.

Zaczynając swój wykład „Leader as a Brand” na TEDx-ie, w pierwszym zdaniu powiedziałaś: „Odkąd pamiętam, jestem liderem”.

- To był cytat z mojego brata, który zawsze tak ze mnie żartuje. Ale faktycznie bardzo wcześnie powierzano mi odpowiedzialne zadania. Często ku mojemu przerażeniu. I nie przemawia przeze mnie fałszywa skromność, ale ja po prostu nigdy nie marzyłam o tym, żeby być szefem. Za to zawsze chciałam robić interesujące projekty, fascynowali mnie ludzie, którzy takie rzeczy robią. Uznałam, że najwięcej nauczę się, pracując dla najlepszych. Miałam i mam szczęście do takich szefów, którzy też dostrzegli we mnie umiejętności przywódcze.

Prezentacja na TEDx była synopsis mojej pracy dyplomowej na studiach MBA w Berlin School of Creative Leadership. W ramach pisania pracy zrobiłam badania na temat fenomenu liderów, przywódców, którzy zaczynają funkcjonować jako marki same w sobie.

Basia Metelska (fot. archiwum prywatne)Basia Metelska (fot. archiwum prywatne)

Kim są zatem liderzy i na czym polega przywództwo w biznesie?

- W codziennej relacji są to osoby, które mają takie cechy jak każdy. Nie są nieomylne. Nie są to też herosi z nieosiągalnego świata, ale jednak potrafią podejmować decyzje i wyznaczać cele, o których większość nie ma pojęcia. Tak jakby wiedzieli więcej.

Myślę, że może być tyle typów liderów, ilu jest ludzi, więc żeby zrozumieć istotę, trzeba szukać elementów wspólnych. Podczas moich badań miałam moment załamania. Z ankiet przeprowadzonych w 13 państwach wynikało mało cech wspólnych. Podobnie z wywiadów z liderami: od Stefana Sagmeistera do Grażyny Kulczyk. Na szczęście była jedna wartość, która się powtarzała: autentyczność. I myślę, że to jest klucz. Lider musi być także refleksyjny, znać siebie, swoje braki i przede wszystkim wiedzieć, co chce osiągnąć i jakich ludzi do tego potrzebuje. Ważna jest też świadomość, jakim kapitałem są ci ludzie. Bo tak naprawdę to oni są najważniejsi.

Co cię zainspirowało do zajęcia się tym tematem?

- Zaczęłam robić studia, będąc dyrektorem marketingu i PR-u Starego Browaru w Poznaniu. W ich trakcie zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nieświadomie badam przywództwo od lat dziecięcych, że wiele moich decyzji życiowych wynikało z tej pasji.

Ojcem chrzestnym mojej klasy w Berlin School of Creative Leadership był Keith Reinhard. Człowiek legenda odpowiedzialny za reaktywowanie agencji DDB, członek Advertising Hall of Fame i podobno inspiracja postaci Dona Drapera z „Mad Men”. Miałam okazję w jego 75. urodziny przeprowadzić z nim bardzo inspirujący wywiad. On ma styl przywództwa, który jest mi bardzo bliski. Wierzy w zarządzanie z cienia, czyli takie, w którym zespołowi wydaje się, że sam wszystko zrobił, bez pomocy szefa. I to sięga do tradycji tego, co mówił Lao Tzu, że najlepsze przywództwo to takie, kiedy ludzie prawie nie zdają sobie sprawy z tego, że lider istnieje, a kiedy praca jest wykonana i cele są osiągnięte, mówią: „Zrobiliśmy to sami”. Do tego dążę.

Zarządzanie to bardzo ciężka i odpowiedzialna praca. Codziennie ma się wpływ na życie wielu ludzi, można tych ludzi budować lub niszczyć. Mnie zdecydowanie interesuje ta pierwsza opcja. To poważne zobowiązanie i niekończąca się podróż, która bardzo mnie fascynuje.

Don Draper w „Mad Men” (fot. AMC / materiały promocyjne)Jon Hamm jako Don Draper w serialu „Mad Men” (fot. AMC / materiały promocyjne)

Potrzebujemy przywódców?

- Bardzo. Moim zdaniem dziś, oprócz wielu innych kryzysów, mamy również kryzys przywództwa. Dobre przywództwo daje poczucie sensu i bezpieczeństwa. Pytanie brzmi, czy ci liderzy, którzy funkcjonują w życiu publicznym, dawaliby sobie radę bez swoich stanowisk samorządowych, instytucjonalnych, korporacyjnych. Czy nadal byliby tak postrzegani przez swoje środowisko?

Z czego ten kryzys wynika?

- Moim zdaniem kryzys przywództwa wynika z kryzysu jednostki. Żyjemy w ciekawych, ale i trudnych czasach. Na przykład w Polsce mamy względny dobrobyt. To, że nikt nam bezpośrednio nie zagraża, jest nam ciepło, mamy pełne brzuchy i jesteśmy wolnymi ludźmi, przestało nam wystarczać. Nasze potrzeby przesuwają się w górę piramidy Maslowa. Dodatkowo jesteśmy w ciągu kilku dni bombardowani ilością informacji porównywalną do tej, którą w XIX wieku uzyskiwało się w ciągu całego życia. Do tego więzi społeczne są coraz luźniejsze. Trudno zachować równowagę, wziąć odpowiedzialność za swoje życie, a co dopiero za innych. I to wszechobecne ocenianie - dzięki internetowi niektórzy w swojej krytyce czują się bezkarni.

Narzekamy na prezydentów naszych państw i miast, ale kto z nas ma odwagę pełnić taką funkcję? Kto ma siłę zmierzyć się z polityczno-medialną machiną, wyjść z tego zwycięsko i jeszcze zrealizować swoje cele? Niestety w takich warunkach wielu wartościowych ludzi, cytując „Fausta” Goethego, „pozwala, by wielki świat szumiał dalej”, i zajmuje się czymś innym na boku. Niewielu z nas wierzy, że ma realny wpływ na cokolwiek.

Jakie błędy współcześni liderzy popełniają najczęściej? Grają na siebie? Uprawiają mikrozarządzanie? Są chaotyczni? Brakuje im charyzmy?

- Nie czuję się uprawniona do oceniania innych. Mogę jedynie odnieść się do własnej pracy i wiem, że funkcja, którą sprawuję, jest większa niż ja sama. Przywództwo według mnie ma wpisane w siebie służenie większej idei, gdzie przywódca staje się środkiem, sposobem do jej osiągnięcia.

Uważam, że nie da się uniknąć błędów. No, chyba że nie robi się nic. Oczywiście priorytetem jest, by nie krzywdzić, ale trzeba podejmować ryzyko, eksperymentować. Cała sztuka w tym, żeby szybko uczyć się na porażkach i szczerze przepraszać. Dlatego prośba o trochę wyrozumiałości. Przywódcy to też ludzie, mają lepsze i gorsze dni i byłoby prościej, gdybyśmy o tym pamiętali.

Wydaje się, że współcześni liderzy są coraz bliżej ludzi. Spójrzmy na nowy typ - milionera w klapkach, raczej młodego, ostentacyjnie skromnego, który dorobił się na technologicznym start-upie, ale żyje jak przedtem...

- Tutaj zadałabym pytanie, czy faktycznie ten młody milioner jest liderem. Jeśli myślisz o Marku Zuckerbergu, założycielu Facebooka, to faktycznym szefem jest Sheryl Sandberg. Niesamowita postać, moja duża inspiracja. Kupuję koleżankom jej książkę „Włącz się do gry” i wręcz zmuszam do jej przeczytania. Ale fakt, Zuckerberg - jak każdy dobry przywódca - najpierw oszacował swoje siły i znając swoje słabości, zatrudnił Sandberg.

Sheryl Sandberg (fot. Michael Wuertenberg / Wikimedia Commons / CC BY 2.0)Sheryl Sandberg (fot. Michael Wuertenberg / Wikimedia Commons / CC BY 2.0)

Gdzie powinniśmy szukać liderów XXI wieku? Jak ich kształcić?

- Nie ma jednej, słusznej odpowiedzi na to pytanie. Żyjemy w czasach gwałtownej zmiany, wymagających dużej elastyczności, w zasadzie przed podjęciem każdej decyzji trzeba zrobić rozeznanie. Wiedza jest ogólnodostępna, choćby w internecie, ale nie starczy nam życia na jej przyswojenie.

Byłam niedawno na warsztacie zorganizowanym przez założyciela Uniwersytetu SWPS Piotra Voelkela oraz rektora Uniwersytetu SWPS Andrzeja Eliasza. Zastanawialiśmy się, jak powinny wyglądać studia z zakresu zarządzania. Brało w nim udział wielu przedstawicieli świata biznesu i nauki i pojawiło się dużo cennych pomysłów. Skłanialiśmy się ku zarządzaniu humanistycznemu, opartemu na wiedzy psychologicznej. Zauważyłam, że wiele z rozwiązań, które padały, jest już praktykowana w School of Form, np. formuła egzaminów wstępnych czy współpracy z biznesem. Granica między projektowaniem a zarządzaniem jest w moim odczuciu niewielka.

W procesie projektowym trzeba zrobić dogłębną analizę sytuacji, przedstawić diagnozę, dokonać syntezy, przygotowując rozwiązanie problemu projektowego, który potem trzeba jeszcze sprzedać - to doskonały trening zarządzania.

A czym różni się lider od influencera?

- Influencer jest szerszym pojęciem, bo do niego włączyłabym ludzi, którzy wyprzedzają trendy, kreują je, są cząstką społeczeństwa, która najszybciej wychwytuje wszelkie zmiany i przetwarza je na swój sposób. Lider, który określi swój cel i to, jakim kapitałem ludzkim dysponuje, może zdecydować, czy to on jest w stanie wyznaczyć trendy, czy może znajdzie kogoś innego, kto to zrobi.

Zanim zaczęłaś studia MBA, na swojej drodze spotykałaś i liderów, i influencerów. Na samym początku studiowałaś na ASP w Poznaniu, na Wydziale Projektowania i Architektury Wnętrz.

- Tak, byłam po liceum ogólnokształcącym, więc te studia były dla mnie wejściem w inny świat. Mam zdolność szybkiego uczenia się i jeśli jestem w środowisku, które jest dla mnie silnie stymulujące, lubię się w nie zanurzyć. Ale też szybko się nudzę i po jakiś czasie poczułam, że chcę czegoś więcej. Wyjechałam na stypendium Edinburgh College of Art w Szkocji, gdzie zrobiłam specjalizację: projektowanie mebli i architektury wnętrz. Potem dostałam się na staż u Jerszego Seymoura w Mediolanie. Miałam 23 lata i w pracy zaczęłam spotykać ludzi, o których czytałam tylko w książkach: Marc Newson, Stefano Giovannoni, Franca Sozzani itd. Robiliśmy fantastyczne projekty dla Vitry, Magis, ale także autorskie wystawy na iSaloni. To są takie momenty, w których zastanawiasz się, czy to dzieje się naprawdę, czy musisz się uszczypnąć. Do Poznania wróciłam, żeby zrobić dyplom. Schowałam się w piwnicy rodziców na trzy miesiące.

Co było tematem dyplomu?

- Chodząc po klubach, zauważyłam, że ludzie rzadko siadają w miejscach do tego przeznaczonych. Wszyscy stoją, tańczą albo opierają się o ścianę lub wiszą na barze. Zrobiłam badania postawy ciała, która od wieków jest postrzegana za atrakcyjną, i wymyśliłam system podparć w płaszczyźnie pionowej, który nazywał się „Cool hanging out”. Opatentowałam go i projekt został uznany za na tyle udany, że pokazano go jako jeden z 20 polskich projektów na wystawie Italian Design on Tour w całej Europie.

A potem rzuciłaś się w wir pracy.

- Posłuchałam się mojego profesora Grzegorza Marszałka, który poradził mi, żeby po prostu próbować i się nie bać. Pomagałam wykładać na Vitra Design Workshops we Francji. Reprezentowałam Polskę na berlińskim Design Mai w 2004 roku. Projektowałam nakładkę reklamową na pistolet do nalewania paliw, produkowałam sesje dla australijskiej firmy Crumpler. Wyjechałam do USA i pracowałam dla studia zajmującego się brandingiem. Naszym głównym klientem był producent cygar, które palił Tony Soprano w serialu „The Sopranos”. Projektowaliśmy także meble do seriali HBO, np. do „Californication”. Do Polski ściągnęła mnie propozycja pracy przy tworzeniu marki Flo. To było bardzo interesujące, bo tym razem nie chodziło o projektowanie produktu, ale opracowanie całej koncepcji sklepu - zaczynając od ceny, poprzez wybór lokalizacji, a kończąc na doborze asortymentu. W pewnym momencie zmęczyło mnie spanie w wynajmowanych mieszkaniach i wróciłam do Poznania. Dostałam pracę u Grażyny Kulczyk i zajęłam się marketingiem i PR-em Starego Browaru oraz festiwalem Art & Fashion.

Teraz jesteś dyrektor operacyjną School of Form i masz wpływ na edukację młodych ludzi, przyszłych projektantów. Co jest dla ciebie ważne w tej pracy?

- Bardzo wierzę w ideę starożytnej akademii. I myślę, że nie wymyślono nic lepszego. To też pewnie łączy się z moim zainteresowaniem przywództwem. Inspiruje mnie system oparty na mistrzu, który uczy, ale także na dużej samodzielności. School of Form jest szkołą projektową. Nie kształcimy artystów. Kształcimy projektantów, a projektowanie jest usługą. W związku z tym, że jesteśmy częścią Uniwersytetu SWPS, uczymy projektowania wraz z nauką przedmiotów humanistycznych oraz nauk społecznych. Każdy student przechodzi przez moduł, który zawiera antropologię, psychologię, socjologię, filozofię. I nie na zasadzie teorii, ale zastosowania w procesie projektowym. To wszystko zawiera w sobie bardzo duży szacunek dla klientów. Nie mam na myśli tutaj tylko klienta końcowego, który będzie użytkował dany produkt, ale też firm, które będą ich zatrudniały. Chcemy wyedukować ludzi, którzy będą potrafili poradzić sobie w życiu. W naszych badaniach studenci deklarują, że potrzebują takich umiejętności, które pozwolą im określić, a potem uzyskać swoje cele.

A kogo potrzebuje rynek pracy?

- Zdolnych, świadomych siebie ludzi. Niekoniecznie do projektowania produktów, bardziej do wpływania na procesy, potrafiących pracować w grupie, „myślących designem”. Ale muszą mieć też opanowany warsztat, co pozwoli im odnaleźć się w różnych sytuacjach. Nasi absolwenci kierunku Fashion Design mówili po pokazie końcowym: „Jak nie uda mi się założyć firmy, to będę rymarzem, bo potrafię szyć skórę”. Uważam, że to piękne i daje poczucie bezpieczeństwa, że posiada się umiejętności, których nikt nam nie zabierze, że sobie zawsze poradzimy. Moim zdaniem to właśnie daje siłę, która pozwala mierzyć bardzo wysoko.

Dyplom Pauliny Marii Masternak, specjalność: domestic design. Projektantka zadała sobie pytanie czy korzystanie z noża i widelca jest konieczne? Wynikiem przeprowadzonych badań jest zestaw ceramicznych obiektów, które swoją formą prowokują do porzucenia sztućców i używania wyłącznie dłoni jako narzędzi (fot. School of Form / materiały promocyjne)Dyplom Pauliny Marii Masternak. Projektantka zadała sobie pytanie: czy korzystanie z noża i widelca jest konieczne? Wynikiem przeprowadzonych badań jest zestaw ceramicznych obiektów, które swoją formą prowokują do porzucenia sztućców i używania wyłącznie dłoni jako narzędzi (fot. School of Form / materiały promocyjne)

Dyplom Magdaleny Majnusz, specjalność: domestic design. Zestaw akcesoriów na stół do produkcji różnego rodzaju jedzenia (fot. School of Form / materiały promocyjne)Dyplom Magdaleny Majnusz. Zestaw akcesoriów na stół do produkcji różnego rodzaju jedzenia (fot. School of Form / materiały promocyjne)

Jest różnica między tym, że wiem, jak coś zrobić, a zrobieniem tego samodzielnie? Wracamy do pracy własnoręcznej?

- To prawda. Nasi studenci przechodzą przez szereg rzemieślniczych kursów. Na przykład School of Form, jako jedyna uczelnia wyższa w Polsce, uczy koronki klockowej. Praca ręczna daje coś niesamowitego, ma archetypiczną, pierwotną siłę. Również dla psychiki. Wiem, co mówię, bo przecież haftuję. Co nie oznacza, że mamy rezygnować z nowych technologii.

Jedno drugiego nie wyklucza. Istotą jest odpowiedni balans.

- To, co stworzymy na komputerze, możemy potem w warsztatach SoF wyciąć np. na ploterze frezującym lub wydrukować na drukarce 3D. Nadal jednak najistotniejsze jest to, co chcemy powiedzieć i wyrazić. Idea. Sposób, w jaki ją wyrazimy, czy to będzie projektowanie mody, industrial czy ceramiczny projekt, i idąca za tym technologia jest drugorzędna.

Ale wspomniana „idea” musi być atrakcyjnie opakowana.

- Oczywiście. Każdy produkt musi być atrakcyjny i spełniać dobrze swoją funkcję. Ludzie szybciej zrozumieją, co chcieliśmy nim powiedzieć, jak nie będą skupiali się na tym, że coś jest źle zszyte czy siedzisko jest niewygodne. To podstawa. Jednak technologia ani to, że coś jest pięknie zrobione lub opakowane, nie może przysłonić komunikatu, jaki niesie w sobie produkt.

Dyplomy specjalności fashion design. Od lewej: Projekt Klaudii Filipiak (Struktura snu i składające się na nią fazy były inspiracją do wykonania elementów z parunastu warstw tkaniny); Projekt Klaudii Dopierały (Praca projektowa opiera się na koncepcie wyróżnienia się w granicach norm obowiązujących w modzie) (fot. School of Form / materiały promocyjne)Dyplomy specjalności fashion design. Od lewej: projekt Klaudii Filipiak (struktura snu i składające się na nią fazy były inspiracją do wykonania elementów z parunastu warstw tkaniny); projekt Klaudii Dopierały (praca projektowa opiera się na koncepcie wyróżnienia się w granicach norm obowiązujących w modzie) (fot. School of Form / materiały promocyjne)

Projekt Przemysława Podolaka (punktem wyjściowym był bunt. Inspiracją dla przygotowania sylwetek były subkultury alternatywne: gay, techno, acid. Wszystkie materiały do projektów zostały przygotowane z odpadów, śmieci, starej odzieży); Projekt Victorii Pietrasik (Praca zainspirowana historią i kulturą czarnoskórych kobiet, pracujących jako pomoce domowe w Południowej Afryce skąd pochodzi autorka) (fot. School of Form / materiały promocyjne)Od lewej: projekt Przemysława Podolaka (punktem wyjściowym był bunt, inspiracją dla przygotowania sylwetek były subkultury alternatywne, wszystkie materiały do projektów zostały przygotowane z odpadów, śmieci, starej odzieży); projekt Victorii Pietrasik (praca zainspirowana historią i kulturą czarnoskórych kobiet, pracujących jako pomoce domowe w Południowej Afryce ,skąd pochodzi autorka) (fot. School of Form / materiały promocyjne)

Która gałąź polskiego przemysłu potrzebuje dzisiaj młodych projektantów?

- Każda, bo jeśli spojrzeć na projektowanie jak na sposób myślenia, to każda branża może na tym zyskać. Innowacja, która idzie za projektowaniem, jest potrzebna wszędzie. Nie patrzyłabym na projektowanie jak na pudrowanie powierzchni i stylizowanie „żeby było trochę ładniej”, ale jak na sposób na wprowadzenie rzeczywistych zmian od środka.

Młode pokolenie ma dużą łatwość w pudrowaniu swoich pomysłów atrakcyjną oprawą graficzną.

- Tak, ale pomysł jest zawsze pierwszy, dopiero potem przychodzi wykonanie. I ono oczywiście musi być na poziomie. Wtedy możemy mówić o dobrym projekcie. To, jaką metamorfozę przeszły mieszkania, ulice, ludzie w Polsce w porównaniu z rokiem 2004, kiedy wchodziliśmy do UE, to jest coś niesamowitego. Ale nadal, wbijając kij w mrowisko, zobaczmy, ile jest rzeczy, które są autentyczne i prawdziwie inne. A ile jest powielanych? Ile jest miejsc, w których menu mamy napisane na farbie tablicowej? Ile jest dziewczyn ubranych w szarą bawełnę? Warto bardziej szukać w sobie. Największe szanse na przetrwanie mają te projekty, koncepty, które bazują na jakiejś autentycznej historii. Czymś, czym chcemy podzielić się ze światem. Coś, co będzie nową jakością, a nie wpisaniem się w trend, o ile już nie kopią. Podobnie jak przy przywództwie pojawia się kwestia znalezienia siły w autentyczności. Niestety w dzisiejszym globalnym natłoku informacji szybciej można dotrzeć do nagiej Kim Kardashian, niż zajrzeć w siebie. Tym bardziej samoświadomość staje się cenna.

Po lewej: Dyplom Jagody Frycy. Kolekcja obuwia powstała jako wynik fascynacji amatorskim wytwarzaniem przedmiotów codziennego użytku przez nieprofesjonalistów oraz refleksji nad produktem masowym. Po prawej: Dyplom Kamili Figarskiej. Projekt tkaniny rozwijający zmysły dziecka (fot. School of Form / materiały promocyjne)Po lewej: Dyplom Jagody Frycy. Kolekcja obuwia powstała jako wynik fascynacji amatorskim wytwarzaniem przedmiotów codziennego użytku przez nieprofesjonalistów oraz refleksji nad produktem masowym. Po prawej: Dyplom Kamili Figarskiej. Projekt tkaniny rozwijający zmysły dziecka (fot. School of Form / materiały promocyjne)

Jak oceniasz dyplomy pierwszych licencjatów School of Form?

- Jestem po spotkaniu u marszałka Wielkopolski, który przygotowuje wystawę designu. Mają wziąć w niej udział różne uczelnie z całego regionu. Widziałam dyplomy innych instytucji i myślę, że SoF wnosi nową jakość. Wypełniła niszę na wielopłaszczyznowe zagadnienia. Takie, w których projektowanie staje się pretekstem do rozwiązania większych problemów, jest sposobem myślenia.

Co dyplomy tegorocznych absolwentów mówią o dzisiejszych czasach?

- Prawdę. Niestety nie zawsze jest ona wesoła. Ale jest nadzieja. Absolwenci pokazali nam swoje rozwiązania bolączek współczesności. Takich jak nadmierny konsumpcjonizm, radzenie sobie z toczącymi się wokół wojnami poprzez stawianie osobistych granic, maskowanie i otulenie, trudnościach w budowaniu relacji społecznych czy też powrotu do życia po chorobie. Jest też piękna opowieść o relacji rzemiosła i technologii - fantastyczny dyplom Basi Dżaman, która „nauczyła” robota snuć snutkę golińską. Dla mnie to prace potencjalnych influencerów i liderów zmian. Napawają mnie dumą i optymizmem co do przyszłości. Wiem, że to wielkie słowa, ale wypowiadam je świadomie. Pamiętajmy, że to są dopiero dyplomy licencjackie.

Polska sztuka ludowa w języku nowych technologii, dyplom Barbara Dżaman, specjalność: industrial design. Podstawową inspiracją dla projektu było nawiązanie do tradycji haftu snutkowego, związanego z obszarem Wielkopolski (fot. School of Form / materiały promocyjne)Polska sztuka ludowa w języku nowych technologii, autor: Barbara Dżaman, dyplom w ramach specjalności: industrial design. Podstawową inspiracją dla projektu było nawiązanie do tradycji haftu snutkowego, związanego z obszarem Wielkopolski (fot. School of Form / materiały promocyjne)

Polecamy audiobooki i e-booki o przywództwie dostępne w Publio.pl

 

Basia Metelska. Ukończyła studia MBA na Berlin School of Creative Leadership oraz projektowanie produktu na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Jest stypendystką Edinburgh Collage of Art w Szkocji. Od kilkunastu lat wymyśla i realizuje lubiane i nagradzane interdyscyplinarne projekty. W latach 2008-2013 członek zarządu, dyrektor marketingu i PR Starego Browaru w Poznaniu oraz kurator Art & Fashion Forum by Grażyna Kulczyk. W roku 2014 pracowała jako niezależny konsultant; stworzyła ruch Pola Parysek popularyzujący rzemiosło haftu ręcznego. Od grudnia 2014 roku dyrektor operacyjna poznańskiej School of Form, Katedry Wzornictwa Uniwersytetu SWPS.

Dominika Olszyna. Kulturoznawca, wicenaczelna magazynu o wnętrzach „M jak mieszkanie”, w którym prowadzi rubrykę „Ładne rzeczy” poświęconą polskim projektantom. Autorka tekstów o designie, kulturze oraz modzie publikowanych na łamach „Exklusiva”, „K Maga”, „Wysokich Obcasów”, „Podróży”. Kuratorka wystawy „Work in Progress” (wraz z Agnieszką Gruszczyńską-Hyc) przygotowanej na Łódź Design Festival w 2014 roku.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

"Metoda" - hiszpański film o nietypowym procesie rekrutacji w pewnej korporacji, reż. Marcelo Pineyro

Komentarze (12)
Zaloguj się
  • andrzejbak

    Oceniono 41 razy 39

    Co to ma być zdjęcie Marka Z. później Sheryl S. ta pani została wyrzucona ministerstwa finansów USA za kradzieże informacji, jej córka współpracowała z Markiem Z. przy kradzieży portalu Facebook, teraz Mark Z zatrudnia Sheryl S jako główną księgową i tak się świat kręci ale czy to są wzory dla młodych ? to już nawet nie jest legenda o tym że pierwszy milion trzeba ukraść jest gorzej na takich kradzieżach najwyraźniej trzeba jechać cały czas.

  • fakit.pl

    Oceniono 39 razy 19

    Popatrzcie na świat dookoła i zobaczcie do czego nas doprowadzili owi "liderzy"...

  • amorvertical

    Oceniono 24 razy 18

    Sorry, ale sądziłem, że Pani będzie mówić o przywódcach, a skończyło się na hafcie i jakichś pierdołach. Świat potrzebuje prawdziwych przywódców. Polska takich potrzebuje. A wybieramy na prezydenta faceta który na kolanach przed jakimś klechą liże miskę i ma wbity w tyłek patyk którym porusza Jarosław K. Przez 8 lat premierem był gościu, który wszelkimi siłami starał się nic nie robić, co teraz jest aż nadto widoczne kiedy pojechał do Brukseli. Premier jedzie do Watykanu i liże łapy Szefowi watykańskiej Korporacji. Do sejmu trafia projekt ustawy z poprawkami i nie wiadomo, kto je naniósł. Żyjemy w kraju w którym system sprawiedliwości opanowała mafia i który nie funkcjonuje bo wydaje się, że ma nie funkcjonować ponieważ tak łatwiej jest wszystkim. Kraju w którym nie obowiązują żadne reguły ani procedury. Zawsze jakiś "lider" zażąda żeby lądować i posłuszny potomek pańszczyźnianego chłopa posłucha i rozmaże się na brzozie. Zawsze ktoś powie, no tak zrobiliśmy konkurs, ale niestety wygrał nie tan kto powinien i musimy wybrać inaczej. Kraju w którym pracę zdobywa się tylko przez znajomości a nie umiejętności. Kraju w którym szubrawiec z Torunia może powiedzieć, że jego prawo nie obowiązuje, bo jest katolikiem i bredzić moherowym babciom trzy po trzy traktując je jak psy do szczekania. Kraju w którym ABW nie panuje nad swoimi agentami. Można by długo. No cóż, ale my wolimy o hafcie i akcesoriach do jedzenia. To ci ludzie mają w przyszłości zostać przywódcami????

  • wolo

    Oceniono 31 razy 15

    sorry ale to pierdu pierdu, zero konkretu, zero wiedzy.

  • urbuu

    Oceniono 13 razy 7

    Liderów potrzebujmy do uruchomienia potencjału ludzi, którzy liderami nie są.

    Wolnych mediów potrzebujemy do mówienia o wszystkim. Także o rzeczach niewygodnych. I musi tam być również miejsce dla ludzi, których wypowiedzi są intelektualnie niehigieniczne. Dlaczego? Bo na tym polega wolność słowa. Wolność słowa właśnie została złamana. Na Waszym portalu nie ma możliwości wypowiedzenia się w kwestii uchodźców. Zatem przestańcie wypowiadać się w jakiejkolwiek sprawie. Właśnie staliście się ostatecznie niewiarygodni.

    Dodam, że nie mam absolutnie nic przeciwko uchodźcom. Mogę mieć ich za sąsiadów. W sytuacji krytycznej mogę z nimi mieszkać pod jednym dachem. Dzielić się z nimi wszystkim, co mam. Moją córkę mogę wydać za jednego z nich, jeśli będzie taka jej wola. Jestem człowiekiem i wyobrażam sobie moją przyszłość z innymi ludźmi. Wystarczy, jeśli będą to ludzie sprawiedliwi.

    Nie wyobrażam sobie natomiast przyszłości bez wolności słowa. Ta wolność została właśnie przez koncern Agora złamana. Mam nadzieję, że szybko oprzytomniejecie.

  • mniklasp

    Oceniono 2 razy 2

    liderow nie ma i dlugo nie bedzie, Gandhi , Maria Teresa, de Gaulle, J Kennedy nie zyja, nie ma nastepcow

  • zlosliwyskrzat

    Oceniono 8 razy 2

    Przywódcy?!? Dziś takowych praktycznie nie ma. Mieć wizję. Widzieć dalej niż rok do przodu. Działać wbrew poprawnościom i przeciwnościom. Dziś liczyć się tu i teraz. Przywództwo na miarę naszych czasów i naszych możliwości. Przywódcom jest dobrze. Podążającym za przywódcami niekoniecznie. Odpowiedzialność równa danej władzy i posiadanym kompetencjom to już mrzonka. To musi być katastrofa, ale być może jaka piękna katastrofa.

  • piesiec81

    Oceniono 5 razy 1

    Do czego potrzebujemy dziś liderów? W szczególności do tego, żeby działali w interesie kraju, który reprezentują i obywateli, dzięki którym opływają w dostatki, a nie zachowywali się jak merdający ogonami wasale wobec suzerenów, którzy w zamian za dobre sprawowanie pogłaszczą ich po główce i poklepią po ramionach. Jeżeli suzeren grozi swojemu psu, że zabierze mu miskę z jedzeniem, jeśli pies nie będzie tańczył, jak mu zagrają, to na kiego grzyba nam takie "elity"?
    Gdyby rządziły nami prawdziwe Elity, a nie wiernopoddańcze psy kanclerzowej, to postąpiłyby tak jak Węgrzy, Słowacy, czy nawet Czesi - przedkładając interes swoich krajów i przyszłe bezpieczeństwo swoich obywateli ponad smakołyki w postaci strefy Schengen, dotacji z UE, czy stanowisk.

  • ltte

    Oceniono 9 razy 1

    Wizje, projekty, przywódcy, ble, ble, ble, ...
    A na końcu i tak jest pogoń za inwestorem, mecenasem, zleceniodawcą, ...
    W tym kontekście rację mają politycy. Projekty zostawmy tym z ograniczoną wizją, a my skoczmy od razu tam, gdzie jest kasa. A przywódcy? Jak będzie trzeba, to przyjadą z USA, gdzie zajmowali się cygarami, do Polski, żeby udekorować sklepy. To nie przywódcy będą o tym decydować, tylko my ;-)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX