Cztery na pięć polskich związków doświadczy zdrady

Cztery na pięć polskich związków doświadczy zdrady (fot. Shutterstock.com)

psychologia

Anatomia niewierności. ''Cztery na pięć polskich związków doświadczy zdrady''

Podczas rozmów w gabinecie pacjenci bagatelizują flirt w internecie. Mówią: przecież to tylko rozmowa, przecież seks przez internet to prawie jak oglądanie filmu porno, a więc nic takiego. Ale te wirtualne znajomości przenoszą się czasem do rzeczywistości - mówi Katarzyna Kucewicz, psycholog, psychoterapeuta, przez zdradzających mężów nazywana "tą terapeutką od zdrad".

*Weekend na wakacjach - przypominamy nasze najpopularniejsze teksty*

Mąż mojej koleżanki przyznał, że zdradza ją na boku. Czy jej małżeństwo ma szansę na przetrwanie?

- Ma. Praktyka pokazuje, że wielu parom dotkniętym zdradą udaje się wyjść z kryzysu cało. Ale by wyleczyć związek po zdradzie, musimy zaangażować obie strony relacji. Przyjrzeć się i partnerowi, i samemu sobie.

Zaraz, zaraz. Obie strony? Przecież zdrajca jest tylko jeden.

- Powód zdrady zawsze jest jakoś ulokowany w związku. Jesteśmy znudzeni, zniechęceni, coś się zaczyna psuć. Partner przestaje nas zauważać. Lub wchodzimy w fazę przyjacielską związku, trochę wygasa namiętność, pierwsze porywy zniknęły. Wiele par w takich momentach przechodzi kryzys i czasami to się kończy zdradą. Jeśli dopuszcza się jej kobieta, mówi na przykład: Chciałam znów poczuć się atrakcyjnie, chciałam, by partner traktował mnie jako kogoś więcej niż tylko przyjaciółkę czy matkę swoich dzieci. Dlatego w przypadku zdrady potrzebna jest terapia par, a nie indywidualna. Przecież zazwyczaj w zdradzie bierze udział cały trójkąt: zdradzający, osoba zdradzana, no i ta trzecia osoba, która się pojawiła w życiu pary. Oczywiście ona nie jest zapraszana do gabinetu. Warunkiem rozpoczęcia terapii par jest bowiem deklaracja, że z kochankiem czy kochanką zawiesiło się kontakt.

By wyleczyć związek po zdradzie w terapię muszą być zaangażowane obie strony - zdradzona i zdradzająca (fot. Shutterstock.com)By wyleczyć związek po zdradzie w terapię muszą być zaangażowane obie strony - zdradzona i zdradzająca (fot. Shutterstock.com)

"Ta trzecia" też cierpi w wyniku zdrady?

- Zwykle tak. Do gabinetu często trafiają kochanki. Rzadko jednak zdarzają się panie, które zupełnie świadomie zgadzają się na taki status i są z niego w pełni zadowolone. Zazwyczaj kochanki kobiety, które mają niskie poczucie własnej wartości, są przekonane, że "okruchy ze stołu" to wszystko, na co je stać. Że nikt ich nie będzie kochał, że nie są dość dobre, ciekawe. Z punktu widzenia psychologii podłoża tego upatruje się w dzieciństwie - kochanka jako dziewczynka mogła być odrzucana przez swojego tatę, mogła czuć się nieważna. I gdy potem wchodzi w relacje, jest tak samo traktowana - jako ta druga, mniej ważna. Paradoksalnie taka sytuacja jest dla niej łatwiejsza, taką umie przyjąć. Nie umie przyjąć relacji całkowitej, tylko poboczną. To jest osobisty dramat.

To, o czym pani mówi, odbiega od stereotypu kochanki: seksownej, zimnej, wyniosłej femme fatale.

- Faktycznie, taki obraz mają zwykle w głowach kobiety, które są zdradzane. Wydaje im się, że mężczyzna odchodzi do znacznie atrakcyjniejszej, młodszej. To też stereotyp lansowany przez media, popkulturę. Ale w rzeczywistości jest inaczej: mężczyźni przy wyborze kochanki kierują się raczej innymi potrzebami - tymi, których nie mogą zrealizować w małżeństwie.

Dość często zdarza mi się usłyszeć, że kochanka jest właściwie mniej atrakcyjna niż żona - np. fizycznie, ma niższą pozycją społeczną - ale jest ciepła, dobra, miła, wysłuchuje, nie krytykuje, nie osacza. I odwrotnie: mężczyzna, który jest zagłaskany przez żonę, bo żona jest spolegliwa, ciepła, dobra, poszukuje innej kobiety - chłodniejszej, która będzie stymulować inne jego cechy, np. go zdominuje.

Kobiety zdradzające chcą się poczuć lepszymi, atrakcyjniejszymi w oczach partnera, akceptowanymi w stu procentach. Czasem skarżą się, że nie tylko dziecko mówi o nich "mama", ale i partner. Kiedy kobieta czuje, że przestaje być seksualna w oczach swojego mężczyzny, ten potencjalny kochanek, który będzie ją adorował, może ją skusić.

Najprostsze rozwiązanie: nie mam czegoś w związku, szukam tego na zewnątrz.

- O osobie, która decyduje się na zdradę, mówimy, że jest psychoseksualnie niedojrzała. To jest ktoś, kto zamiast realizować swoje potrzeby i fascynacje w inny sposób w związku, szuka ich na zewnątrz.

Kto częściej zdradza?

- Kiedyś mówiono, że najczęściej zdradzają mężczyźni, ale prawda jest taka, że kobiety ich doganiają. Trudno jest powiedzieć, jak to wygląda naprawdę: czy to my częściej przyznajemy się do zdrad, czy ta tendencja faktycznie rośnie. Fakty są takie, że cztery na pięć polskich związków doświadczy zdrady. Świadczą o tym badania spekulujące Centrum Profilaktyki Społecznej. To trochę nie mieści mi się w głowie: wychodzi na to, że w większości związków pojawiła się zdrada.

Można się uodpornić na zdradę? Będąc świadomym tych wszystkich mechanizmów, zrobić coś, by do niej nie dopuścić?

- Można. Rozmawiać ze sobą, nie ukrywać swoich emocji, nie czekać na wybuch, tylko starać się o zdrową komunikację: na bieżąco mówić o swoich potrzebach, nie atakować, lecz wprost wyrażać swoje oczekiwania. Ja zawsze polecam zapoznanie się koncepcją Porozumienia Bez Przemocy autorstwa M.B. Rosenberga. To koncepcja komunikowania się w związku, oparta na wzajemnym słuchaniu siebie, na empatyzowaniu. Jest czymś, co warto w relacji ćwiczyć.

W Polsce w czterech na pięć związków wydarzyła się zdrada (fot. Shutterstock.com)W Polsce w czterech na pięć związków wydarzyła się zdrada (fot. Shutterstock.com)

Jak właściwie wygląda taka prosta ścieżka do zdrady?

- Najpierw czujemy, że dzieje się coś niedobrego, oddalamy się, widzimy, że w zachowaniu partnera coś nam się nie podoba, i mówimy sobie: Mam już tego dość. W drugiej fazie komunikujemy partnerowi: Słuchaj, coś tu jest nie tak. W tym momencie zdarza się, że partner, mimo że przyjął nasz komunikat, nie reaguje na niego. Bo np. para ma dziecko, więc żona nie będzie reagowała na potrzeby seksualne męża tak często, jak on by sobie tego życzył. Po takim akcie zwerbalizowania problemu, gdy partner nie reaguje, druga strona przechodzi zwykle do działania. Tu może pojawić się zdrada. Ważne: jeśli na poprzednim etapie jesteśmy w stanie się dogadać, to właściwie oznacza, że opanowaliśmy problem w zarodku.

A jeśli poruszenie tych pozornie stabilnych fundamentów niemówienia o problemach doprowadzi do naprawdę poważnego kryzysu?

- Kryzysy są w każdym związku. Związek bez kryzysu to związek zamrożony, pusty. Kryzysy są rozwojowe, dobre są kłótnie, nawet złość. Nie jest natomiast dobra agresja, ocenianie siebie, niszczenie, dewaluowanie. Kłótnie są wpisane w związki. Jeden z moich profesorów Jerzy Mellibruda powiedział kiedyś, że związek jest umiejętnością rezygnacji. Potwierdza to praktyka terapeutyczna; gdy człowiek potrafi zrezygnować z pewnych swoich impulsów, potrzeb na rzecz związku, to po czasie nie czuje się wcale stłamszony, lecz czuje się lepiej. To dotyczy również zdrady.

Są takie koncepcje, które mówią, że jeśli ktoś doświadczył zdrady ze strony jednego z rodziców w dzieciństwie - bo np. ojciec postanowił wyjechać za granicę i zostawić nas z mamą - to taka osoba traci zaufanie, nie umie nim nikogo obdarzyć, zaufanie nie ma dla niej wielkiego znaczenia, "zamraża się" na nie. I w swoim późniejszym życiu może zacząć zdradzać.

Czyli zdradę determinuje dzieciństwo?

- Niekoniecznie, ale jeśli ktoś miał doświadczenie wczesnej zdrady, to nie potrafi stworzyć trwałego związku. Będzie tę zdradę miał w sobie, wchodził w zachowania ryzykowne - flirtował, poruszał się po bandzie. W konsekwencji może zdradzać. I tu ważne spostrzeżenie: gdy powstrzymamy impuls do zdrady, nauczymy się go opanowywać, po pewnym czasie poczujemy się silniejsi. Gdy ktoś mnie podrywa, a ja nie oglądam się na boki, jestem wierny żonie - pokazuję, że mogę sam sobie zaufać. Przełamuję w sobie tę "determinację do zdrady". A utrzymanie wierności jest z psychologicznego punktu widzenia bardzo istotne.

Kiedy właściwie zaczyna się zdrada? Czy już myślenie o niej jest zdradą?

- Gdyby tak było, wszyscy bylibyśmy zdrajcami. W zdrowym związku - i myślę tu o relacjach 15-, 20-letnich - to właściwie niemożliwe, by nie pojawiły się myśli o zdradzie. Powiem nawet, że tam, gdzie nie ma takich myśli, związek choruje. Sama myśl o zdradzie jest czymś ewolucyjnie naturalnym. Zdrada zazwyczaj zaczyna się tam, gdzie zaczynają się kłamstwa wobec partnera. Ale kiedy to się tak naprawdę dzieje? Czy wtedy, gdy instalujemy w telefonie Tindera? Gdy się do niego logujemy? Gdy po raz pierwszy "lubimy" czyjś profil? Czy gdy aplikacja nas z kimś kojarzy? Gdy rozmawiam z tym kimś, a może wtedy, gdy umawiam się z nim na spotkanie? Trudno powiedzieć, gdzie dokładnie przebiega ta granica.

Jedno jest pewne: każdy człowiek czuje intuicyjnie, gdy ta granica zostaje przekroczona. Nawet jeśli wchodzę na Tindera i myślę: jeśli poznam tam jakiegoś fajnego chłopaka czy dziewczynę i umówię się raz na kawę, to nie zrobię przecież nic złego, to bardzo często podświadomie wiemy już, że to jednak coś znaczy. I wtedy właśnie zaczyna się zdrada.

Z nowymi aplikacjami można zdradzać łatwo i szybko. Są intuicyjne, łatwe w obsłudze. Zmienia się zatem dostępność zdrady - ale czy zmienia się też sam jej charakter?

- Zdradę mamy na wyciągnięcie ręki. To dla wielu osób jest kuszące. Jeszcze do niedawna w portalach randkowych trzeba było wykonać odpowiednie kroki: np. założyć swój profil, wykupić dostęp. To sprawiało, że czas na zastanowienie się wydłużał, można było jeszcze przemyśleć swoje zachowanie, zadać pytanie: czy ja kogoś nie krzywdzę? Czy nie robię krzywdy samemu sobie?

Podczas rozmów w gabinecie pacjenci bagatelizują flirt w internecie. Mówią: Przecież to tylko rozmowa, przecież seks przez internet to prawie jak oglądanie filmu porno, a więc nic takiego. Ale te wirtualne znajomości przenoszą się później czasem do rzeczywistości.

Czy intymna rozmowa z nieznajomym przez internet to też zdrada?

- Możemy tu mówić o zdradzie lojalności. Bo pojawiają się pretensje ze strony partnera: Nie mówisz mi czegoś, ale mówisz to innym osobom przez internet. Tymczasem ludzie często się tak zachowują. Dlaczego? Bo gdy rośnie bliskość między partnerami, rosną też lęki i obawy, że nie sprostamy w jakiś sposób ich oczekiwaniom, że zauważą naszą słabość. Łatwiej jest przyznać przed kimś, na kim nam nie zależy, że mam kompleksy, mam mały biust itp. Pogłębianiu bliskości towarzyszy pogłębianie się obaw - że może ktoś zauważy, że wcale nie jesteśmy tacy fajni, i uzna, że się pomylił. Więc często jest tak, że ludzie nie mówią o swoich marzeniach.

Jest coś atrakcyjnego w sposobie reklamowania aplikacji typu Tinder . Niewierność wydaje się modna, zmienia swój kulturowy wizerunek.  Abstrahując od tego, co robi nam emocjonalnie.

- Zawsze zastanawiam się, czy to media zmieniają postrzeganie zdrady, czy odwrotnie - odpowiadają na nasze niewypowiedziane pragnienia. Jeśli twórcy reklam portali i aplikacji służących zdradzie znają zasady psychologii, to na pewno wiedzą, jak odpowiadać na zapotrzebowanie użytkowników. Wystarczy, że postawią na wyciąganie instynktów pierwotnych. I to zadziała.

Dziennikarz David Spark postanowił zapytać specjalistów od bezpieczeństwa w sieci, co użytkownicy Ashley Madison powinni zrobić w obliczu wycieku danych. Jak sam przyznaje, ich rady nie są jednak zbyt pomocne (fot. Tenable Network Security / bit.ly/1PVSAGM/bit.ly/1EkyMeP/bit.ly/1EkyO6v / CC BY 2.0)Dziennikarz David Spark postanowił zapytać specjalistów od bezpieczeństwa w sieci, co użytkownicy Ashley Madison powinni zrobić w obliczu wycieku danych. Jak sam przyznaje, ich rady nie są jednak zbyt pomocne (fot. Tenable Network Security / bit.ly/1PVSAGM/bit.ly/1EkyMeP/bit.ly/1EkyO6v / CC BY 2.0)

Ashley Madison promował się sprytnie: przez obietnicę zachowania pełnej dyskrecji. Teraz gdy hakerzy włamali się na serwery portalu i upublicznili dane użytkowników z całego świata, ten zakazany owoc smakuje gorzko.

- Doświadczenia pokazują, że jeśli człowiek czuje stres, napięcie, to zmienia się jego ocena rzeczywistości. Przeprowadzono badania, które miały pokazać różnicę między reakcjami, gdy coś człowieka podnieca i przeraża. Biorący w próbie mężczyźni szli po dwóch mostach: zwyczajnym i uszkodzonym. Na końcu każdego z nich stała ta sama ankieterka. Mężczyźni mieli ocenić jej atrakcyjność. Ci, którzy przechodzili przez most rozchwiany, odczuwali napięcie, na końcu uznając ankieterkę za szalenie atrakcyjną - w przeciwieństwie do tych, którzy pokonywali nieuszkodzony most. Ci pierwsi skojarzyli stres z napięciem związanym z atrakcyjnością kobiety. Portal i jego "tajemnica" niewątpliwie wzbudzały napięcie. Sądzę, że przytoczony eksperyment może wyjaśniać powodzenie reklamy.

Wróćmy na chwilę do kwestii terapii par po zdradzie. Jakie są warunki do tego, by taką psychoterapię podjąć?

- Do podjęcia każdego rodzaju psychoterapii potrzebna jest motywacja do zmiany. Chęć nawiązania pozytywnego kontaktu, wysłuchania siebie. Nie ma też co, jak mawiał psycholog Arnold Lazarus, reanimować trupów. Czyli jeśli w związku jedna strona obraża drugą, a druga krytykuje pierwszą, to nie szukamy na siłę sposobów, by tych partnerów do siebie zbliżyć. Czasem jest tak, że przychodzą pary, które oczekują, żebym zawyrokowała, kto ma rację, stanęła po jednej ze stron, weszła w układ sił.

Natomiast jeżeli para przejawia chęć utrzymania związku, to warto jest go reanimować, nawet w przypadku ciężkich zdrad. Na początku zawsze podkreślam, że bardzo ważna jest szczerość. Wymagam, by przynajmniej na czas terapii uciąć relacje z kochankiem. Jeśli dochodzi do kłamstwa i te relacje nadal są utrzymywane, terapia nie ma sensu.

Jakie są szanse powodzenia?

- Terapia nie daje pełnej gwarancji, że się uda. Zresztą różnie można rozumieć to, czy się udała. Bo uznajemy ją za udaną także wtedy, gdy ludzie ostatecznie się rozstają, ale pogodzeni.

Terapia trwa długo?

- To zależy od pary. Przeważnie pół roku, czasem trochę dłużej. Bywa tak, że para, choć umawia się na regularne spotkania, przerywa terapię, gdy relacja trochę się poprawia. Po miesiącu miodowym, który nastąpił po burzy, problemy nawracają. Wtedy para stawia się u mnie i zgłasza reklamację.

Jak często spotyka się pani z partnerami? Czy zawsze z obojgiem?

- To zależy - raz w tygodniu, co dwa tygodnie. Dodatkowo zalecamy też uczestniczenie w terapiach indywidualnych u innych terapeutów. Z takim założeniem, że to jest rozmowa półjawna. Bywa, że pacjent na terapii indywidualnej przyznaje: zdradził nie raz, wiele razy i właściwie nadal to trwa. Wówczas nie ma takiej możliwości, aby ten fakt zataić. Umawiamy się wtedy, że albo ja, albo pacjent powie to podczas kolejnej wspólnej sesji. Bardzo ważne, by podczas takich spotkań nie tworzyły się żadne koalicje.

Podczas psychoterapii ujawniają się czasem dziecięce cechy zdrajcy, mocno świadczące o jego niedojrzałości. Partnerzy wchodzą w dziwaczny podział ról - niczym matka i dziecko: partner płacze i przeprasza, a partnerka pochyla się nad nim i mówi: No dobrze, przebaczam, miej sobie tę kochankę, i tak nadal będziemy razem. Albo zdradzana osoba chętnie wchodzi w rolę ofiary. A ja nie chcę, żeby wchodziła w tę rolę, nie chcę, by czuła się słabsza. Chcę, by poczuła swoją w tej sytuacji sprawczość.

"Życie jest krótkie. Pozwól sobie na romans" (fot. www.ashleymadison.com / fot. The LAMP / bit.ly/1IjBYCk / CC BY 2.0)

To chyba strasznie trudne w zawodzie terapeuty: słucha pani takich wynurzeń zdrajcy, myśli: co za drań! I nie może pani tego powiedzieć głośno.

- Tak się zdarza. Zazwyczaj staram się oddzielić czyn od sprawcy. Tak trzeba, bo nadmierne przejmowanie się zachowaniami naszych pacjentów właściwie dyskwalifikowałoby z wykonywania tego zawodu. Dla mnie nic nie jest czarne czy białe, zawsze widzę szarości. A czasem jedna ze stron usilnie chce mi pokazać, jaki to drań przyszedł z nimi na terapię.

Bywają też sytuacje, gdy osoby o zdradliwym usposobieniu jednak budzą jakąś sympatię. Miałam kiedyś pacjenta, który przez wiele, wiele lat żył w dwóch związkach, przy czym żadna z pań o sobie nie wiedziała. Człowiek prowadził dosłownie dwa odrębne życia. Przyszedł do mnie wtedy, gdy wpadł. To było dla mnie niesamowite doświadczenie - rozmawiałam z nim, miałam dużą sympatię do niego, ale wsłuchując się w to, co mówi, czułam duży dyskomfort, bo jednak w tej osobie były mocne cechy psychopatyczne.

Proszę zauważyć: żeby prowadzić dwa życia bez żadnych skrupułów, wyrzutów sumienia, człowiek musi mieć jakiś punkt odniesienia - przynajmniej grupę ludzi wokół siebie, którzy robią dokładnie to samo, np. środowisko facetów z dziewczynami na boku, którzy rozgrzeszają siebie nawzajem. Albo być posiadaczem silnych cech psychopatycznych - nie rozumieć zachowań innych ludzi, nie być praktycznie świadomym, jak bardzo ich swoim postępowaniem krzywdzi. Dla każdego słuchacza, również psychoterapeuty, to jest trudne moralnie, ma się czasem ochotę powiedzieć wprost, jakie to jest okropnie niegodziwe! Zdarza się zresztą, że też o tym mówię, nie oszczędzam zdradzających, wskazuję, co ich zachowanie może powodować u innych.

To znaczy, że potrzeba szczególnych predyspozycji, by robić to co pani?

- Od kilku lat słyszę od pacjentów, że jestem "tą terapeutką od zdrad". Zauważyłam, że polecają mnie sobie przeważnie zdradzający mężowie. Może dlatego tak jest, że choć moje zdanie na temat zdrady jest klarowne - nigdy nie jest ona dobrym wyjściem z sytuacji - to jednak staram się być dla nich empatyczna i rozumieć, że nie zawsze zdradzający to łajdak. Kiedy posłucha się opowieści zdradzających partnerów, widać, że często pobrzmiewa w nich nuta dużego cierpienia, rozgoryczenia. Przychodzą przeważnie nie po to, by uzyskać rozgrzeszenie (choć czasem i tak bywa), tylko by się zmienić i przerwać swoje zachowania. Zawsze biorę to za dobrą monetę na rzecz ratowania związku, a jeśli nie związku - to samego siebie.

Proszę też pamiętać, że skuteczna terapia to nie ta, która sprawi, że para do siebie wróci, tylko ta, w której para zrozumie siebie: jak chce żyć, z kim? Czy zdrada to kryzys związku, czy też kryzys spowodował zdradę? Czasem sukcesem terapeutycznym jest, że choć nie udaje się nam uratować małżeństwa, ludzie w końcu dogadują się ze sobą i podejmują decyzje o oddaniu sobie wolności, a nie tkwieniu w wypalonej relacji.

Jak skończyła się historia pani pacjenta o podwójnym życiorysie?

- Z tego co wiem - dobrze. Wybrał żonę i jego związek przeszedł przez terapię. Nadal są razem. Również dzięki temu, że żona mu przebaczyła. To ważny wątek - przebaczenie. Jest niezwykle trudne. Nie może nastąpić zbyt szybko, bo wtedy jest kruche i złudne. Czasami musi trwać miesiące, lata. I potrzebna do niego jest skrucha, przyznanie się partnera do błędu. Moment, w którym mówi: to była moja wina, przepraszam, a nie zwala winy na kochankę. Gdy pojawia się skrucha, przebaczenie przychodzi szybciej.

Przebaczenie, wierność, prawdomówność, skrucha - to wartości przynależne raczej konserwatywnemu światopoglądowi, w świecie konsumpcji często wyśmiane i niemodne. Podobnie jak pojęcie odroczonej gratyfikacji, które stoi w sprzeczności z ideą zdrady. Można bez nich żyć?

- Są to wartości moralne, uniwersalne i z psychologicznego punktu widzenia powinniśmy się ich trzymać, by było dobrze - i nam, i innym ludziom z nami. Faktem jest, że jeśli człowiek potrafi powstrzymywać pewnego rodzaju popędy, to jest szczęśliwszy. Ze zdradą jest jak z objadaniem się: fajnie jest się najeść, ale potem człowiek ma wyrzuty sumienia, podniesiony cholesterol i wcale nie czuje się dobrze. Może nawet zdrada byłaby fajna, gdyby nie jej opłakane skutki.

Osoba, która zdradza, to osoba raczej niedojrzała na poziomie psychoseksualnym i nie radzi sobie z impulsem. Nie umie go pohamować, a to podobny mechanizm jak w przypadku uzależnień. Tymczasem szczęśliwi są ludzie, którzy potrafią się hamować, panować nad impulsami. To kwestia dojrzałości. Kontrola daje niesamowicie dużą satysfakcję. Jeśli się bierze życie w swoje ręce, dobrostan psychiczny jest dużo większy. Kiedyś przeczytałam w gazecie zabawne zdanie: odmów kremówce, odmówisz szefowi. To banalny przykład, ale w punkt: ktoś, kto umie sobie odmawiać, może poczuć się silniejszy, świadomy. Ma życie pod kontrolą.

Czy to oznacza, że jeśli chcemy uodpornić się na zdradę, powinniśmy ćwiczyć siłę woli?

- Dokładnie. I odnaleźć w tej sile nie przykry przymus, lecz klucz do wewnętrznego ubogacenia. Jeśli będziemy myśleć, że rezygnacja ze zdrady to przykre poświęcenie, to nie oszukujmy się - raz się poświęcimy, ale drugi raz już nie. Ale jeśli stwierdzimy, że ta rezygnacja ze zdrady będzie dla nas lepsza, odczarujemy pokusę. Zauważymy, że zdrada wcale nie jest nam potrzebna.

Czasem nie udaje się uratować związku, ale ludzie w końcu dogadują się ze sobą i podejmują decyzje o oddaniu sobie wolności. To też jest sukces (fot. Shutterstock.com)Czasem nie udaje się uratować związku, ale ludzie w końcu dogadują się ze sobą i podejmują decyzję o oddaniu sobie wolności. To też jest sukces (fot. Shutterstock.com)

Od czasu pojawienia się Tindera, a teraz również wybuchu afer Ashley Madison ma pani więcej pacjentów?

- Widzę, że pojawia się więcej osób. Ale sądzę, że nie wynika to z tego, że ludzie częściej zdradzają, lecz z tego, że częściej decydują się na pomoc specjalisty. Wolą to niż żyć w rozgoryczeniu lub udawać, że nic się nie stało.

Mówić czy nie mówić partnerowi o zdradzie?

- Na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi. Jedni mówią: nawarzyłeś piwa - sam je wypij i nie krzywdź osoby, którą kochasz. Ale czasami lepiej jest się przyznać i ponieść konsekwencje. Zresztą różne są motywacje mówienia o swojej zdradzie. Niektórzy mężczyźni chcą się po prostu poszczycić kochanką przed partnerką. Albo opowiedzieć, jak mamie, o swojej winie, by zeszło napięcie, żeby "mama" zdjęła ciężar.

Nie jest też oczywiste, czy po zdradzie zostać, czy odejść. Arnold Lazarus opisywał przypadek, gdy pięćdziesięcioletnia kobieta nie odeszła od mężczyzny, mimo że dowiedziała się o jego zdradzie. Dlaczego? Bo w jej oczach był wspaniałym ojcem jej dzieci i przyjacielem, utrzymywał ją i dawał poczucie stabilności. Był dla niej najważniejszy.Choć zrobił jej ogromną przykrość, na przekór wszystkim przyjaciołom, którzy mówili: zdradził cię, więc zostaw go - wybaczyła. Takich historii jest wiele.

Nie obowiązuje tu zasada szczerości za wszelką cenę?

- To już kwestia bardziej etyki niż psychologii. Musimy zadać sobie pytanie, jak to się ma do naszego systemu wartości i jaka jest prawdziwa motywacja? Bo może przekazanie takiej wiadomości ma tylko przynieść mi ulgę, i nic więcej się nie liczy, nawet krzywda bliskiej osoby? Wtedy pojawia się pytanie: o czym świadczy fakt, że nie mogę sam znieść napięcia, więc komuś je oddaję? Bo być może to tylko kolejny sygnał mojej niedojrzałości.

Polecamy książkę "Dlaczego zdradzamy? Światowy atlas niewierności" dostępną w Publio.pl

Katarzyna Kucewicz. Psycholog, psychoterapeuta z Centrum Psychoterapii Kucewicz&Piotrowicz. Prowadzi terapię indywidualną i grupową, pomaga osobom cierpiącym na wahania nastroju, mającym problemy w związkach i innych relacjach międzyludzkich, cierpiącym na brak zadowolenia z siebie i swojego życia. Studiowała na warszawskiej SWPS, doświadczenie zdobywała w I i II Klinice Psychiatrycznej Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Inspiruje się dorobkiem klasycznych psychoterapeutów (Rogers, Jung, Yalom), ale i z pasją korzysta z nowoczesnych technik pomagania, np. z life coachingu.

Karolina Przewrocka. Dziennikarka. Współpracowała z polskimi i niemieckimi mediami: "Tygodnikiem Powszechnym", TVP Kultura, "Przekrojem", "Deutsche Welle" w Bonn i "Der Freitag" w Berlinie. Bloguje dla "Polityki" o miejscach z blizną, tłumaczy z niemieckiego. Mówi kilkoma językami.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (278)
Zaloguj się
  • dihydrogen_monoxide

    Oceniono 259 razy 121

    Nigdy w życiu nikogo nie zdradziłem i nie rozumiem jak można coś takiego zrobić. Jak się ma ochotę na romanse i skoki w bok, to związek należy zakończyć, chociażby z elementarnego szacunku dla drugiej osoby. Mimo wszystko mam nadzieję, że artykuł podkolorował statystyki, bo nie chce mi się wierzyć, że ludzie są aż tak ułomni czy też infantylni, że nie dorośli do życia w związku.

  • fakit.pl

    Oceniono 156 razy 76

    4/5 związków doświadczyło zdrady?
    Jestem niemal pewien, że ludzie w takich badaniach kłamią, żeby pokazać jacy to są megar*chacze. Tak samo jak zapytać się ile razy w tygodniu uprawiasz seks, większość powie, że codziennie.

  • calmy

    Oceniono 79 razy 57

    "Cztery na pięć polskich związków doświadczy zdrady''

    Co jest nie tak z tym piątym?

  • stach_79

    Oceniono 91 razy 49

    4/5.... jaaaaaaasneee! może sprawdzane wśród nastolatków? Chyba że jestem dinozaurem i niedługo wymrę :))))

  • jakubwawaursynow

    Oceniono 54 razy 34

    Spolegliwy- ktoś na kim można polegać, osoba pewna.
    Uległy- ktoś, kto łatwo się podporządkowuje.

  • anorektycznazdzira

    Oceniono 60 razy 32

    Artykuł ciekawy, ale jest w nim ta sama tendencja, co we wszystkich innych: każdy przykład, każda analizka płytsza czy głębsza to "zdradzający mąż"- a o żonie (?), "kochanka"- a o kochanku (?), "zdradzona żona"- a o panu puszczonym w trąbę (?).
    Niby psychologia, niby porada, ale jednostronnie i schematycznie. Zdradzani faceci i kobiety z podwójnym życiem ciągle sobie sami muszą wymyśleć, co się właściwie dzieje w ich życiu, bo schemat jest taki, że "to faceci zdradzają".
    OK, W TAKIM RAZIE Z KIM???!

  • mniklasp

    Oceniono 33 razy 27

    Faceci i kobiety sie pobieraja w Polsce z milosci ale bez przyjazni. W zwiazkach Polakow przyjazn nie istnieje. Dlatego sie zdradzaja.

  • wiesenblum

    Oceniono 174 razy 18

    Przecież tak zawsze było. Dlaczego zdradzają? A ja pytam raczej, dlaczego ktoś kiedyś wpadł na pomysł, żeby monogamię uznać za standard? Cywilzacyjna bzdura nie do obrony w świecie rzeczywitym (oczywiście jest zawsze jakaś pula wyjątków). Skąd się bierze wiara w "miłość po grób"? To nie znaczy, że jestem za brutalnym i chamskim zakańczniu aktualnego związku, w ogóle nie rozumiem jak można osobę którąś się kiedyś naoprawded kochało traktować źle, ale to nie oznacza, że miłość jest "wieczna" - trzeba sie po prostu umieć rozstawać z klasą, nikt nikomu nie broni utrzymywania dalszych pzryjaznych kontaktów (inaczej tego po kilku latach związku nie widzę) ale nikt nikogo nie może zmusić do miłości, czy zabronić mu nowej. Aha, jeszcze jedno - tu żebyśmy się dobrze zrozumieli - nie dopuszczalna jest zdrada w trakcie trwania innego związku. Najpierw kończymy jedno, potem zaczynamy drugie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX