Ingrid Bergman

Ingrid Bergman (fot. pixabay.com / CC0 Public Domain)

ludzie

"Zwyrodniała pani Bergman". Historia kobiety namiętnej

Nie chcę, aby ludzie zapamiętali mnie jako tę, która wywołała jeden z największych skandali XX wieku, nie chcę być personifikacją kobiety upadłej - mówiła u kresu życia Ingrid Bergman. Nieświadoma, że w XXI wieku nic nie starzeje się tak szybko jak skandal i że nie z jego powodu zasłuży na pamięć kolejnych pokoleń.

Wcześnie zrozumiała, co kocha. Już wtedy, gdy w wieku 15 lat z twarzą pomalowaną na żółto, ściskając w ręku zarobione 10 koron, wracała ulicami Sztokholmu z planu filmowego, gdzie po raz pierwszy była statystką. Zagrała umierającą dziewczynę, w której jeszcze tliło się życie. Czuła, że kocha grać. I przeczuwała, że będzie sławna.

Być może dlatego od wczesnych lat archiwizowała swoje pamiątki. Nie spodziewała się tylko jednego: że wywoła największy skandal w powojennej historii Hollywood.

"Grałam, jeszcze zanim nauczyłam się czytać i nie ma znaczenia, że była to rola doniczki"*

Do zdjęć zaczęła pozować już w wózku. Za sprawą ojca pasjonata. Sentymentalny, wrażliwy romantyk uwielbiał sztukę, wierzył, że życie jest tajemnicą i że jego mała córeczka będzie kimś niezwykłym. Kochał ją, rozpieszczał, motywował i nagradzał. Długo na nią czekał.

Zaczęło się od tego, że Justus Bergman wypatrzył szesnastoletnią pannę Friedel Adler w sztokholmskim parku. On przyszedł ze sztalugami malować. Ona przyjechała z rodzicami z Kolonii odwiedzić kuzynów. Friedel wpatrywała się w obrazy Justusa, a on w nią. Rodzicom młodziutkiej Niemki nie spodobał się ani ten Szwed, ani jego nędzny status społeczny. Ale Bergman jeszcze bardziej niż w sztukę uwierzył w miłość. Porzucił więc artystyczne aspiracje i rozkręcił z sukcesem sklep fotograficzny. Po siedmiu latach zdobył pokaźne oszczędności i zgodę rodziców panny Adler na ślub.

Pierwszych dwoje dzieci Friedel i Justusa zmarło. Dopiero po ośmiu latach wyczekiwania, dokładnie 29 sierpnia 1915 roku, urodziła się zdrowa dziewczynka - Ingrid. Oszalały ze szczęścia ojciec dzień w dzień robił jej zdjęcia. Niewykluczone, że była najczęściej fotografowanym dzieckiem w Skandynawii. Gdy miała dwa lata, ojciec nakręcił swoją pierwszą kamerą filmik o tym, jak Ingrid idzie z matką na spacer. Od tego czasu filmował ją ciągle. Być może w tym ojcowskim oswajaniu z obiektywem tkwił sekret późniejszej gwiazdy, o której mówiono, że gra tak naturalnie, jakby urodziła się przed kamerą. Matka zostanie w jej pamięci właśnie z tego filmiku i kilku zdjęć. Umrze na skutek choroby wątroby, gdy Ingrid będzie miała trzy lata. Ukochany ojciec odejdzie na raka żołądka, gdy córka skończy 12 lat, ale zdąży zabezpieczyć jej przyszłość. Mała Ingrid zamieszka u sumiennej cioci Ellen, a gdy ta umrze, przeniesie się do surowego wujka Otto i jego żony Huldy.

Ingrid Bergman (fot. pixabay.com / CC0 Public Domain)Ingrid Bergman (fot. pixabay.com / CC0 Public Domain)

Ingrid Bergman zawsze będzie powtarzała, że szczęście odegrało wielką rolę w jej życiu, ale największą odegrało to, że miała najwspanialszego ojca na świecie. To dzięki niemu wierzyła w siebie. Wiedziała, że będzie zdawać do szkoły aktorskiej. Na egzaminach komisja przerwała jej w połowie. Do domu wróciła zapłakana, nie czekając na upokarzające wyniki. Przecież nawet nie wysłuchali jej do końca. Tymczasem egzaminatorzy oniemieli z wrażenia na widok jej pewności siebie, zuchwałości i naturalności. Byli jednomyślni co do wielkości jej talentu.

Ta pewność, nie tyle siebie, co swojego celu, sprawiła, że Ingrid szybko porzuciła szkołę. Nie chciała czekać, chciała grać. Ale na co dzień była nieśmiała. W szkole potrafiła się zaczerwienić, gdy pytano ją o imię. Nie miała koleżanek. Nie zwracała uwagi kolegów. Była za wysoka, za poważna, zbyt skryta. Na pierwszą randkę poszła dopiero w wieku osiemnastu lat. Zaaranżowała ją kuzynka.

"Nawet jeśli nie masz ochoty latać, miło jest jednak wiedzieć, że możesz to zrobić"

Nazywał się Petter Lindsröm. Ceniony stomatolog z ambicjami chirurga zabrał ją do najdroższego hotelu w mieście. Był opanowany, czuły, miał błękitne oczy, sylwetkę atlety, no i... samochód. Na 21. urodziny przysłał jej etolę z lisa. Miała ją każda modna dziewczyna. Lis trzymał w pysku swój ogon, a Ingrid piszczała ze szczęścia. Czuła się tak, jakby to Petter obejmował ją wokół szyi. Tak podskakiwała, biegnąc do telefonu, by wyrazić co czuje, że skręciła kostkę. Gotowa była tańczyć z Petterem nawet w gipsie.

Poślubiła go, będąc dziewicą. Przed Petterem nie miałam żadnych adoratorów i wcale mi to nie przeszkadzało. Byłam nawet zadowolona, ponieważ nie lubiłam nikomu odmawiać, więc dobrze się składało, że nikt nie chciał się ze mną umówić. Cały swój czas i energię wolałam poświęcić na to, by stać się dobrą aktorką. Ingrid już przed ślubem zaproponowała przyszłemu mężowi, żeby spędzili razem noc. Odmówił, bo bardzo ją szanował. Po ślubie chwilami marzyła o tym, by szanował ją trochę mniej. W łóżku wydawał jej się nazbyt przyzwoity. Zakładałam, że namiętność będzie coraz większa. Myliłam się jednak.

Ingrid Bergman (pierwsza od lewej), jej córka Pia na rękach u Jenny Ann oraz mąż - Petter Lindsröm (fot. SAS Scandinavian Airlines via Wikimedia Commons / Public Domain / bit.ly/1NBlUnu)Ingrid Bergman (pierwsza od lewej), jej córka Pia na rękach u Jenny Ann oraz mąż - Petter Lindsröm (fot. SAS Scandinavian Airlines via Wikimedia Commons / Public Domain / bit.ly/1NBlUnu)

Petter zaopiekował się nią. Gdy wystąpiła w swoim pierwszym filmie i pierwsi wielbiciele zaczęli prosić ją o autografy, powiedział: Nie trać głowy. Potem powtarzał jej to regularnie. Nie tylko to. Także jaka ma być, czego ma nie robić.

Październik 1938 rok. Berlin. Ingrid przyjeżdża, by zagrać w filmie Karla Floerlicha, który uchodzi za ulubieńca Hitlera. Karl zabiera ją na zjazd nazistów, a niemieccy filmowcy ostrzegają, że Goebbels interesuje się każdą atrakcyjną aktorką, która gra w Niemczech. W każdej chwili może zostać do niego wezwana. Goebbels rzeczywiście zainteresował się talentem Ingrid, a zwłaszcza jej urodą i wdziękiem. Miał już nawet pewne plany, ale kiedy zobaczył ją w rzeczywistości, zmienił je. Za wysoka - syknął i dał sobie spokój.

Mąż Ingrid jest zawsze tam, gdzie ona. Dba o jej kontakty, o to, w co ma się ubierać, zarządza jej pieniędzmi. Pilnuje, żeby nie zginała kolan, żeby nie przytyła. Niebawem przychodzi na świat ich córka Pia. Ingrid gra coraz więcej. Prawdziwą sławę przynosi jej film pt. "Intermezzo". Producent David Selznick wykupuje do niego prawa i ściąga Ingrid do Hollywood, by zrobić amerykańską wersję dzieła.

"Zmień nazwisko, popraw zęby, wyreguluj brwi"

Drapacze chmur, światła Broadwayu, no i banana split - ten boski deser z lodami. Ameryka zachwyci Ingrid. Kiedy wchodzi po raz pierwszy do domu Selznicka, ten radzi jej: - Zdejmij buty! - Nie ma takiej potrzeby, mam buty na płaskim obcasie - odpowiada Ingrid. Wie, że jej wzrost to problem, ale wie również, że nie musi robić tego, czego chcą inni. Jest niewinna. Otwarta. Strasznie ufna. Niebywale naturalna. Ale i odważna. - Pokazać ci sztuczkę? - pyta czasem Ingrid. Chwyta za obrus i wyszarpuje go spod zastawy na stole. Nawet woda ze szklanek się nie wylewa. - Trzeba tylko zrobić to bez wahania - wyjaśnia zaskoczonemu obserwatorowi. - Jeśli będziesz myślał, że zbijesz naczynia, to je zbijesz. Strach sprawia, że tracisz pewność ręki.

David Selznick wie, że Ingrid jest utalentowana i piękna. Wie, że będzie wielka. Patrzy na nią zaskoczony, gdy pojawia się u niego na przyjęciu w płaszczu. - Będziesz wielką gwiazdą. Musisz mieć futro z norek - mówi. Futro? Ingrid w ogóle go nie potrzebuje. Ale rozumie, że potrzebują go tu, w Hollywood. Zresztą nie tylko tu. Za kilka lat przekona się, że w Rzymie będzie tak samo. Ingrid lubi wyzwania, nie znosi nudy. Jest najbardziej sumienną aktorką pod słońcem. Zawsze przygotowana, zawsze punktualna, czeka w skupieniu. A jednocześnie jest eteryczna i zmysłowa, wytworna, trudno jej się oprzeć. Jest świadoma wrażenia, jakie wywiera na innych, ale nie ekscytuje się tym. Im bardziej jednak staje się sławna, tym bardziej robi się niezależna. Tym trudniej Petterowi ją kontrolować.

"Twoje zdrowie, mała!"

Ingrid występuje w kolejnych hollywoodzkich filmach. Marzy o spektakularnym sukcesie, który zapewniłby jej całkowitą wolność wyboru. W 1942 roku Selznick załatwia jej propozycję zagrania w melodramacie wojennym pt.: "Casablanca" realizowanym przez Warner Brothers. Ingrid nieszczególnie jest tym zainteresowana. Podejrzewa, że rola będzie stratą czasu. Zamiast grać Ilsę - żonę czeskiego działacza ruchu oporu - wolałaby w tym czasie zagrać Marię w "Komu bije dzwon". Podobno to właśnie ją wytypował do tej roli Ernest Hemingway. Jej filmowy partner z "Casablanki" - Humphrey Bogart - też nie chce grać. Rozmowy między nimi się nie kleją. Ona czuje się przy nim za wysoka, on ma gdzieś to, że jest niski. Ona lubi jeść wolno i dużo, on mało i szybko. A do tego realizatorzy nie wiedzą, jakie zrobić zakończenie.

Ingrid Bergman (fot. Pierre Tourigny / bit.ly/1JAYHee / CC BY 2.0)Ingrid Bergman (fot. Pierre Tourigny / bit.ly/1JAYHee / CC BY 2.0)

Wreszcie, kilka miesięcy później, wciela się w hemingwayowską Marię przekonana, że to ta rola przejdzie do historii. Z "Komu bije dzwon" do historii przeszło słynne uczesanie "na Marię", które prezentowała w filmie Ingrid. Natomiast "Casablanca" dostała trzy Oscary i stała się wielkim hitem. - Cóż, Casablanca mówi sama za siebie i nie jest to krzyk, lecz szept, który jednak zdołał przetrwać przez wiele lat - przyzna Ingrid później, kiedy będzie już wielką gwiazdą.

Hitchcock obsadza ją u boku Gregory'ego Pecka w filmie "Urzeczona". Gdy, swoim zwyczajem zawsze perfekcyjnie przygotowana, Ingrid dopytuje Hitchcocka o wskazówki, bo nie rozumie motywacji postaci, ten odpowiada jej zdaniem, które przylgnie do niego jak logo: - To udawaj, to tylko film.

Jest rok 1945. Paryż w kurzu i zgliszczach. Ingrid przyjeżdża tu, by występować dla amerykańskich żołnierzy. Aktorzy jadą zwiedzać obóz koncentracyjny, ona nie ma odwagi, siedzi samotnie w pokoju. Ktoś wsuwa jej przez drzwi liścik z zaproszeniem na kolację. Okazuje się, że zapraszających jest dwóch: Irwin Shaw i Robert Capa. Z tym pierwszym niebawem połączy ją film "Łuk triumfalny", do którego Shaw napisze scenariusz. Z tym drugim - dzika namiętność.

Capa - fotograf wojenny, który wierzy, że będzie żył krótko i żyje tak odważnie, jakby każdą chwilę chciał przeżyć podwójnie. To on wypełnia długo skrywaną tęsknotę Ingrid za wyimaginowanym kochankiem. Jest hazardzistą. I w kasynie, i w życiu. - Myślę, że nie chodziło o to, co miał, ale czego w sobie nie miał. Nie miał lęku - będzie wspominać Ingrid. Brakuje między nimi podobieństw, ale jest żar. Może to, że Robert Capa robi zdjęcia, budzi w Ingrid jakiś sentyment za ojcem, który miał tę samą pasję. Alfred Hitchcock zainspirowany ich romansem nakręci w 1954 roku "Okno na podwórze". Związek nie trwa długo, ale doświadczony, otwarty i namiętny Capa rozbudza zmysły aktorki, która pierwszy raz w życiu widzi mężczyznę zdolnego zatracić się w łóżku. Kochanek powtarza jej, że musi szerzej otworzyć oczy, by zobaczyć prawdziwy świat. Ale to nie Capa staje się przyczyną najgłośniejszej afery w powojennym Hollywood.

Ingrid Bergman (fot. Film Star Vintage / bit.ly/1JAYyYd / CC BY 2.0)Ingrid Bergman (fot. Film Star Vintage / bit.ly/1JAYyYd / CC BY 2.0)

Szwedzka dziewica staje się światową dziwką

Los Angeles. Jeden z tych dni, które zaczynają się niewinnie, a wywracają do góry nogami całe życie. Ingrid idzie z mężem do kina na film jakiegoś włoskiego reżysera. Film nosi tytuł "Rzym, miasto otwarte". Ingrid wychodzi z seansu kompletnie zahipnotyzowana. Zapamiętuje nazwisko reżysera, które mignęło na ekranie. I jest pewna: musi poznać tego człowieka.

Nazywa się Roberto Rossellini. Dzieciństwo spędził w kinie. Jednym z wielu, które zaprojektował jego ojciec architekt. Raz nawet myślał, że w kinie przyjdzie mu umrzeć, bo schronił się tam w czasie bombardowania. Wyświetlali akurat jakiś szwedzki film pt. "Intermezzo". Teraz, w kilka lat od tego zdarzenia, patrząc na list, który przyszedł z Ameryki od jakiejś aktorki, marzącej, by u niego zagrać, nie kojarzy, ani kim jest Ingrid Bergman, ani że to ona grała główną rolę w filmie, który oglądał podczas bombardowania.

List przychodzi 7 maja, ale Roberto będzie opowiadał wszystkim, że dotarł dzień później, w dniu jego urodzin, i dlatego poczuł, że to przeznaczenie. Rossellini kocha niezwykłość. Nie lubi latać, ale w styczniu 1949 roku leci do Nowego Jorku. Oficjalnie po to, by odebrać nagrodę Amerykańskiego Stowarzyszenia Krytyków za swój film "Paisa", ale także po to, by spotkać się w Kalifornii z panią Bergman. Gdy ją ujrzy, pomyśli to, co wielu na jej widok. Że jest jeszcze piękniejsza w rzeczywistości niż na ekranie. Promieniała. Żadna kamera nie była w stanie uchwycić takiej jasności.

Ingrid Bergman i Roberto Rossellini (fot. kate gabrielle / www.flickr.com / CC BY 2.0 / bit.ly/1JxofsC)Ingrid Bergman i Roberto Rossellini (fot. kate gabrielle / www.flickr.com / CC BY 2.0 / bit.ly/1JxofsC)

Rossellini to chodzący testosteron. Rozsadza go charyzma. Ingrid dostrzega, że jest przystojnym i żywiołowym mężczyzną, ale bardziej fascynuje ją to, co mówi, niż to, jak wygląda. Uruchamia kontakty, by pomóc mu znaleźć pieniądze na nowy film "Stromboli, ziemia Boga". 20 marca 1949 roku w dniu, w którym wyjeżdża do Włoch, by w nim zagrać, jeszcze nie wie, że oto jej mąż Petter traci żonę, mała Pia swoją matkę, a Hollywood wielką gwiazdę. W Rzymie na Ingrid czekają tłumy paparazzi, a na Rosselliniego czeka niebawem słynny talerz spagetti, który na pożegnanie romansu rozbije na jego głowie kochanka - słynna włoska aktorka Anna Magnani.

Rzym! Miasto otwarte. Ale nawet tu liczą się norki. Zaskoczony Rossellini, patrząc na jej płaszcz, pyta: Nie masz futra z norek? Przecież wszystkie gwiazdy z Hollywoodu je mają. Na najbliższe święta kupi jej norki. Do kieszeni włoży karteczkę: Z wyrazami miłości, Roberto. Ingrid bardziej polubi tę karteczkę niż futro, ale zatrzyma je. W końcu to futro od Rosselliniego.

Nigdy w życiu nie widziałem tak pięknej istoty - krzyknie na jej widok Federico Fellini. Na próżno jednak marzy, by pani Bergman zagrała w jego filmach. Roberto Rossellini nigdy na to nie pozwoli. Zdążywszy już zdobyć serce Ingrid, kręci na wyspie Stromboli swój nowy film z nią w roli głównej. Ale ani on, ani ona nie przypuszczają, że będzie to film, którego nikt w Ameryce nie będzie oglądał, a wszyscy będą o nim mówić.

Ingrid Bergman - najjaśniej świecąca gwiazda Hollywood, pierwsza aktorka w historii, która przez trzy lata była numerem jeden w krainie snów, w ciągu zaledwie trzech miesięcy traci swoją pozycję i zostaje wyklęta. Masakrują ją media. Traci poważanie u producentów. Duchowni katoliccy w Ameryce potępiają ją z ambon. Kościół luterański w Szwecji odsądza ją od czci. Dyrektor Production Code - instytucji odpowiedzialnej za standardy moralne amerykańskiego kina - wysyła do niej list z prośbą, by oficjalnie zaprzeczyła plotkom, że ma zamiar porzucić męża i dziecko, by związać się z Rossellinim. Za późno. Zamężna Ingrid jest już w ciąży z żonatym Roberto. Obydwoje mają problemy z uzyskaniem rozwodu.

Setki ludzi piszą do Bergman bluźniercze listy. Obrzucają wyzwiskami ją i mające narodzić się dziecko. Jeszcze nigdy w historii żadna gwiazda nie wywołała takiego skandalu. Ingrid czyta te listy oszołomiona, Roberto dziwi się, że ona je czyta. On się tym nie przejmuje. Już w młodości zdecydował, że jego życie będzie przygodą. Fizyczną i umysłową. I tego się trzyma. Nie obchodzi go opinia innych.

Gdy urodził się ich pierwszy syn, w rubryce "ojciec" wpisano Rosselliniego, w rubryce "matka" widniało: tymczasowo nieznana. W 1950 roku, zgodnie z włoskim prawem, zamężna kobieta nie mogła urodzić dziecka innego mężczyzny. Tymczasem w amerykańskim senacie wygłaszana jest publicznie mowa przeciwko Ingrid. Senatorzy proponują projekt ustawy, który chroniłby Amerykę przed zgnilizną moralną, którą zapoczątkowała "zwyrodniała" pani Bergman.

Burzliwa miłość w środku stulecia

W końcu obydwojgu udaje się rozwieść. Biorą kameralny ślub w Juarez i niebawem Ingrid znów jest w ciąży. Tym razem na świat przychodzą bliźniaki. Roberto Rossellini kocha dzieci i kocha życie. Należy do pokolenia, które widziało rozpad monarchii, stracone fortuny, zagładę, widziało, jak rozsypuje się w pył to, co trwało wieki. Być może dlatego nie wybiega w przyszłość. Żyje chwilą. Wydaje więcej, niż zarabia. Tonie w długach i nigdy się tym nie przejmuje. Gdy przestraszona Ingrid, której przyszło po raz pierwszy w życiu martwić się o pieniądze, próbuje go prosić, by nie żyli ponad stan, odpowiada jej, że życie bez luksusu nie ma sensu. Po latach pracy w Hollywood trudno jej przystosować się również do stylu Roberto, który ciągle się spóźnia, improwizuje na planie i nikogo nie słucha. Powtarza Ingrid, że jej problemem jest to, że jest zbyt piękna. Ingrid wcale nie chce być taka piękna przed kamerą. Marzy o tym, by zaskakiwać widzów. Tyle tylko, że widzowie nie chcą być przez nią zaskakiwani.

Michelangelo Antonioni uważa, że pojawienie się Ingrid Bergman w filmach Rosseliniego to był "jeszcze większy absurd niż spotkanie Flipa i Flapa z gorylem na moście linowym w Alpach". Ingrid sama odkryje, że nie wpasowuje się w filmy Rosseliniego, a co gorsza - także w jego życie. Ale dopiero wtedy, gdy będą mieli trójkę dzieci, kilka wspólnych, nieudanych filmów na koncie, a Hollywood zdąży już prawie o niej zapomnieć. Choć Ingrid nauczy się w międzyczasie lepiej mówić po włosku, okaże się, że mają z Roberto coraz mniej wspólnych spraw do omówienia. Wiele czasu upłynie, zanim Ingrid zmęczona brakiem sukcesów i brakiem pieniędzy, odważy się powiedzieć Rosselliniemu: - Chcę zrobić film, który odniesie sukces, film, który widzowie będą chcieli zobaczyć. I chcę kupić dzieciom nowe buty. Roberto po raz pierwszy nie urządzi kłótni.

Ingrid Bergman w Sztokholmie (fot. Victor Malmström  via Wikimedia Commons / Public Domain / http://bit.ly/1i41E0V)Ingrid Bergman w Sztokholmie (fot. Victor Malmström via Wikimedia Commons / Public Domain / http://bit.ly/1i41E0V)

Ingrid zagrała w sztuce teatralnej na deskach Theatre de Paris. Bilety zostały wyprzedane na kilka miesięcy naprzód. Rossellini, który wróżył klapę przedsięwzięciu, nie może znieść wielkiego sukcesu żony. Wkrótce wyjeżdża realizować swój dawno zapowiadany film w Indiach. Ingrid po latach rozłąki spotyka się w Paryżu ze swoją córką Pią. W międzyczasie poznaje szwedzkiego producenta Larsa Schmidta, który umila jej samotne wieczory pod nieobecność męża. Roberto powraca z Indii po kilku miesiącach. Arcydzieła nie przywozi, za to ma ze sobą scenarzystkę... spodziewającą się jego dziecka.

Ingrid nie robi scen. Płacze w skrytości. Daje mu rozwód. Sama wkrótce bierze w Londynie cichy ślub z Larsem. Z dziećmi nie będzie tak łatwo. Roberto zacznie utrudniać ich zagraniczne wyjazdy z matką. Wreszcie Ingrid zabiera je z Larsem na wspólne wakacje do Szwecji, gdzie urządzają nagie kąpiele nad morzem i świetnie się bawią. Po ich powrocie Roberto robi jej karczemną awanturę za to, że naraziła dzieci na widok nagiego mężczyzny. Może jednak chodzić nie o sam męski negliż. Raczej o to, że ich syn zrelacjonował Rossellinniemu, że Lars "ma coś większego niż tata". Ingrid udaje się udaremnić próbę przejęcia przez byłego męża całkowitej opieki nad dziećmi.

"Najbardziej czuję się sobą, kiedy gram kogoś innego"

Z nowym mężem Ingrid leci do Ameryki, gdzie po długiej nieobecności debiutuje w telewizyjnej adaptacji powieści Henry'ego Jamesa "W kleszczach lęku". Jedna po drugiej sypią się kolejne propozycje. Z Nowego Jorku, Paryża i wreszcie... z Hollywood. Sam mistrz suspensu Alfred Hitchcock, który podobno zawsze podkochiwał się w Ingrid, przez lata jej nieobecności opłakiwał filmy, których w tym czasie nie mógł z nią zrobić. Uważał, że jej wyjazd do Włoch był stratą dla niej, dla niego i dla całego świata.

Ingrid kocha grać i głosi, że nigdy aktorstwa nie porzuci. Zrezygnowała z niego tylko raz, na ponad rok, by opiekować się swoją córką Isabellą Rossellini podczas jej choroby kręgosłupa. Teraz znów Ingrid Bergman odradza się jako światowa gwiazda i chce już nią pozostać. Nie rozumie Grety Garbo, swojej szwedzkiej poprzedniczki w Hollywood, która uchodziła tam za najbardziej tajemniczą gwiazdę. Dlaczego skończyła karierę, mając zaledwie 36 lat? Ona, Ingrid, świetnie sobie wyobrażała, że zagra najstarszą kobietę na świecie albo jakąś wiedźmę w teatrze dla dzieci. Jednak nigdy nie zagra staruszki.

Któregoś wieczoru w 1974 roku, oglądając pismo dla kobiet, czyta artykuł, który zaleca samokontrolę piersi. Tuż po lekturze wyczuwa guz, ale wbrew zaleceniom Larsa nie idzie do lekarza. Niebawem ma przecież zacząć zdjęcia do "Morderstwa w Orient Expressie" w reżyserii Sidneya Lumeta. W pół roku później przechodzi mastektomię. Ledwo zebrawszy się po chorobie, rusza w trasę przez Amerykę ze sztuką "The Constant Wife". Gdy w kilka miesięcy później słyszy w radiu, że po raz trzeci jest nominowana do Oscara, wydaje tylko jęk: - O nie, znów będę musiała kupić sobie sukienkę. Nie lubi ani ubrań, ani ich kupowania. Wyjątek stanowią buty. A już zwłaszcza te od Manolo Blahnika - nieznanego projektanta, któremu przepowiada wielką karierę.

Mimo choroby Ingrid ciągle gra. Okresy rozłąki małżeńskiej są częste. Aż w końcu jej trzeci mąż - czarujący i przystojny Lars - serwuje jej to co drugi. Oznajmia, że spodziewa się dziecka z inną. Ingrid jest już dojrzałą kobietą, ale czuje się jak mała, porzucona dziewczynka. Rozstają się w zgodzie. Po rozwodzie nadal się przyjaźnią. Patrząc wstecz, Ingrid podsumowuje: Mój doktor Petter Lindstrom był perfekcyjnie uporządkowany, podczas kiedy ja pragnęłam odrobiny szaleństwa. Mój Roberto Rossellini zapewnił mi szalone chwile, w czasie kiedy ja potrzebowałam stabilizacji. Mój Lars Schmidt zawsze wydawał się spokojny i może za bardzo dałam się temu zwieść.

W 1978 roku gra u Ingmara Bergmana w "Jesiennej sonacie". Współpraca nie układa się najlepiej. Ona jak zwykle zadaje dużo pytań, on tego nie lubi. Reżyser w scenie, w której córka (Liv Ullmann) obwinia matkę, że zajmowała się swoją karierą, a nie nią, każe powiedzieć Ingrid kwestię: - Och, proszę, przytul mnie, pokochaj mnie. Ingrid oponuje. Nie powie tego. Chce uderzyć filmową córkę w twarz i wyjść z pokoju. Dla niej to jest prawdziwsze. Dochodzi między nią a reżyserem do strasznego spięcia. Ingrid nie chce zagrać potulnej kobiety. - Mówiła w imieniu tych wszystkich kobiet, które zostały wychowane na grzeczne dziewczynki i pozbawione własnej woli - skomentowała to po latach Liv Ullmann. Na ten policzek reżyser się nie zgodził, ale Ingrid nie zagrała potulnie.

"Nie ma nic przyjemniejszego od lizania lodów w rożku, podczas spaceru w parku latem. W płaskich butach bez pończoch"

Ingrid nie lubi marnować czasu na zadowalanie innych ludzi, ale dba o to, by ich nie ranić. I o to, by doceniać małe radosne chwile, które przytrafiają się w życiu, nie czekając na wielkie szczęście. Przez całą chorobę stara się nie mówić o tym, jak się czuje, i pracować najdłużej, jak się da. Swoją ostatnią rolę Goldy Meir gra, kiedy jej ciało jest już w bardzo złej kondycji. Udaje się jej jeszcze wyprawić urodziny swoim córkom. Jest szwedzki stół, śledzie i rodowe naszyjniki w prezencie dla każdej z córek. Niedługo później aktorka odwiedza po raz ostatni rodzinny Sztokholm. Do Londynu powraca na tydzień przed swoimi sześćdziesiątymi siódmymi urodzinami. Ma je spędzić z córką Brittą. Rankiem Ingrid czuje w pokoju czyjąś obecność. Nie otwierając oczu, widzi swoją młodą matkę. Zdąży jeszcze wyszeptać do Britty: - Moja matka przyszła po mnie, bym do niej podążyła. W kilka godzin później umiera.

W Hollywood szeptano, że może popełniła samobójstwo. Bo któż miałby takiego farta, żeby umrzeć we własne urodziny? Ale przecież Ingrid Bergman za bardzo kochała życie, by sama z niego rezygnować. Kochała też celebrowanie urodzin. Może dlatego dotrwała ostatkiem sił do ich dnia? Podczas jej pogrzebu zagrano piosenkę "As Time Goes By" z filmu "Casablanca". Prochy, zgodnie z jej wolą, rozsypano nad wodami Danholmen.

Ingrid Bergman w trudnych chwilach lubiła powtarzać, że szczęście to krótka pamięć i dobre zdrowie. Ale żyła tak, jakby wierzyła, że to śmierć wspomnień jest najgorszą rzeczą na świecie i włożyła sporo wysiłku w to, by świat tak łatwo o niej nie zapomniał.

*Cytaty i niektóre śródtytuły pochodzą z książek:

R. Möhrmann, "Ingrid Bergman i Roberto Rossellini", Wyd. Literackie, 1999

Ch. Chandler, "Ingrid Bergman", Prószynski i S-ka, 2007

Ula Ryciak. Pisarka i scenarzystka. Kiedy nie pisze, to słucha albo ludzi, albo dźwięków. Opublikowała trzy książki, kilkadziesiąt reportaży ze swoich podróży po Europie, Azji i Ameryce Łacińskiej, liczne teksty o kulturze i stylu życia.

Zobacz także
Komentarze (119)
Zaloguj się
  • mariarkad7

    Oceniono 420 razy 400

    Artykuł rzeczowy, ciekawy, pełen faktów z życia jednej z najlepszych aktorek kina światowego i jednej z największych skandalistek (ale, czy taką była?). Trzeba przeczytać ten artykuł. Polecam. Autorce dziękuję.

  • 2-julita

    Oceniono 286 razy 270

    była piękną kobietą
    jej piękna twarz bez śladu silikonu i botoksu- dzisiejsze twory powinny jej tylko pozazdrościć

  • jawanda

    Oceniono 198 razy 184

    Ingrid Bergman to aktorka wybitna,zjawiskowa i nieprzeciętna.Dziś takich aktorek nie ma.

  • czemublokujecie_mikonto

    Oceniono 182 razy 172

    Lepiej gdyby na wyborcza.pl oraz gazeta.pl były takie artykuły częściej, pokazywane na dłużej nawet 2-3 dni, niż śmieci promowane co dwie godziny z nastawieniem na kliki oraz komentarze zniecierpliwionych czytelników, mających dość "artykułów" "pół-akapitowych" złożonych z napisu "cenisz ble, ble, ble za 99groszy" oraz ćwiartki błędów lub gazetoneologizmów typu "fakszejwing".
    Gazeto-Daily Mailem nie będziecie, więc ścigać z onetem się nie musicie, bo dno tak jak onet osiągnęliście już dawno. Jesteście Tabloidem, a mogliście być poważną gazetą, jak w początkach swojego istnienia. Szkoda. Czyżby nie było szansy na zmianę polityki? Na artykuły jak powyższy częściej, pisane, przygotowywane przez dziennikarzy a nie tylko znajomych pociotków czy darmowych powerstażystów marzących o etacie, którego nigdy nie dostaną? Jest wielu wspaniałych artystów - warto pisać takie artykuły, a każdy przeczyta je z przyjemnością.

  • nowel1

    Oceniono 141 razy 129

    Dobrze napisany, interesujący, w świetnym stylu artykuł.
    Poproszę więcej tekstów pani Uli Ryciak, pierwszy raz od dawna, czytając artykuł w sieci, nie jestem rozczarowana poziomem dziennikarskim i stylem.

  • 1234qwerty

    Oceniono 97 razy 81

    Szok taki artykuł w GW ????

  • czemublokujecie_mikonto

    Oceniono 91 razy 81

    A teraz mam prośbę do Uli Ryciak oraz gazety:) Dziękuję za świetny artykuł, krótki niestety, syntetyczny, ale widać, że było jakieś badanie materiałów, jakieś przygotowanie a całość dobrze napisana. Teraz proszę o artykuł o mojej ukochanej artystce Grace Jones:)

  • cirano

    Oceniono 75 razy 63

    Wspaniała babka trochę może nie pasująca do swego czasu. Była wolna , żyła bez pruderii typowej do tamtych czasów. Polacy raczej powinni się za nosy złapać i nie krytykować bo i tam podobne kwiatki były, że wymienić tylko Konopnicką czy Marię Skłodowską. Kochały życie no i co?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX