Warszawska Białołęka

Warszawska Białołęka (fot. Filip Springer)

Prawo do mieszkania już nam nie przysługuje. ''Ludzie uwierzyli, że nie mają gdzie mieszkać, bo za słabo się starają. To nieludzkie''

Mieszkaniem można zabić - mówi Filip Springer. W nowej książce ?13 pięter? bada, jak to się stało, że uwierzyliśmy w to, że kredyt oznacza dorosłość, a posiadanie mieszkania - wolność. Szuka historii, które mogły przytrafić się wszystkim, a wielu niestety się przydarzyły. Przy okazji rozprawia się z mitami - cudu transformacji i Paryża Północy, za jaki w powszechnym przekazie uchodzi przedwojenna Warszawa.

Czym jest dla ciebie dorosłość?

- Na pewno nie jest kredytem na trzydzieści lat, choć może być zobowiązaniem na trzydzieści lat. Może być gotowością do podjęcia takiego zobowiązania, ale świadomie - po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw. Były takie reklamy kredytów hipotecznych, w których przedstawiano je jako warunek dorosłości: że jak już weźmiemy ten kredyt, to wreszcie będziemy dorośli. To puste hasło, wydmuszka, ale dobrze się przyjęło. Dla mnie dorosłość to dojrzałość do podejmowania świadomych decyzji.

Co oznacza dla ciebie wolność?

- To, że jestem autonomiczny. Z reguły od kogoś się zależy - w pewnym sensie zależę od moich wydawców, zależę od moich rodziców w tym znaczeniu, że czasem robię coś, czego oni ode mnie oczekują, mimo że nie chcę. Ale nie są to zależności krzyżowe. Kiedy pojawiają się takie, czyli jeśli dwie różne osoby lub instytucje chcą ode mnie czegoś w tej samej sprawie, to mi się kończy wolność. Nie jestem w stanie wtedy racjonalnie podejmować decyzji, tak jak bym chciał, żeby zachować twarz. Wolność jest więc dotąd, dokąd jestem zależny tylko od jednej instytucji w danej sprawie.

A dom?

- Kiedy podczas pracy nad książką pytałem o to ludzi, czułem się bardzo wygodnie, bo nie musiałem na to pytanie odpowiadać. Kiedy jednak zacząłem opowiadać znajomym, co usłyszałem, oni zaraz spytali: „A dla ciebie czym jest dom?”. Chcąc nie chcąc, zostałem jak moi bohaterowie z głupim pytaniem i musiałem sobie jakoś odpowiedzieć. No więc dom jest wtedy, kiedy mam ochotę zmieniać przestrzeń wokół siebie, wpływać na nią czy choćby sprzątać. Kiedy chcę, żeby było tam ładnie, schludnie i fajnie, to wtedy mam dom.

Osiedle TOR na warszawskim Kole (fot. Filip Springer)Osiedle TOR na warszawskim Kole (fot. Filip Springer)

Pytam o to, bo wydałeś właśnie książkę, w której opisujesz, jak ma się do tego wszystkiego mieszkanie. Czy też, prościej, jak w ogóle ma się mieszkanie. Skąd pomysł na „13 pięter”?

- Parę lat temu promowałem w Berlinie którąś z moich książek. Szliśmy z Jackiem Łaszczem z Instytutu Polskiego przez Neukölln, a on mówi, że Neukölln szybko się gentryfikuje, że jest gorzej, a mieszkania drożeją. Pytam więc, ile kosztują. On, że sześćset euro. „Ale co sześćset euro?”. „No, wynajęcie mieszkania na miesiąc”. Ja na to, ile kosztuje metr, kiedy się kupuje. On spojrzał na mnie zdziwiony: „Przecież tu nikt nie kupuje”. To jeszcze nie było objawienie, bo mniej więcej wiedziałem, że tam tak jest, ale on mówił dalej: „Bo wiesz, głupio byłoby tak brać kredyt, przecież nie wiadomo, co będzie za pięć czy dziesięć lat w gospodarce. Tu nikt tego nie robi, chyba że bardzo dobrze zarabia”. I to było jak kubeł zimnej wody.

Wcześniej właściwie nie kwestionowałem tego, że kredyt jest etapem w życiu, jak matura, studia, dla niektórych małżeństwo, dziecko. Przez lata nie przyszło mi do głowy, że może być inaczej. Rozmowa z Jackiem była pierwszym z szeregu objawień. A że byłem akurat między książkami, skończyłem „Zaczyn” i „Wannę z kolumnadą”, to miałem trochę czasu, by pochodzić do biblioteki dla przyjemności. I złapałem się na tym, że gdy czytam różne rzeczy, zatrzymuję się na słowie „mieszkanie”. Gromadzę w notesiku różne historie - takie, które może kiedyś, coś, do czegoś - i okazało się, że większość z nich też jest o mieszkaniach. Tak powstał pomysł na książkę, potem pozostało tylko jakoś to ułożyć.

Zaczyna się od historii Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej i innych przedwojennych inicjatyw, które miały sprawić, że robotnicy będą mieli gdzie mieszkać. Dlaczego tak?

- Dlatego, że czytając teksty Stanisława Tołwińskiego i Teodora Toeplitza, założycieli WSM, miałem wrażenie, jakbym czytał o współczesnych problemach. Oczywiście wtedy bezdomnych na ulicach Warszawy było więcej, zmieniła się skala, ale problem pozostał. Minęło sto lat, a ludzie dalej mieszkają w garażach albo kontenerach. Co ciekawe, kiedy Tołwiński i Toeplitz zakładali WSM - w skrócie chodziło im o to, żeby zbudować tanie mieszkania dla robotników - nawet ich najwięksi adwersarze nie utrzymywali, że robotnicy powinni sobie te mieszkania kupować.

Dzisiaj zaś, choć dyskusja jest podobna - jedni mówią, że mieszkanie jest prawem i trzeba ludziom pomóc, a drudzy, że rynek wszystko załatwi - nie pojawia się nikt podobny do Tołwińskiego z Toeplitzem. Pod wieloma względami robimy jeszcze większe błędy niż w dwudziestoleciu. Być może dlatego, że mamy więcej pieniędzy, niż miała II Rzeczpospolita.

Co to są za błędy?

- Największy to zaniechanie programów budownictwa społecznego, co zresztą wydarzyło się krótko po tym, jak one powstały. Dalej - uwłaszczenie lokatorów mieszkań komunalnych. Gminy sprzedały mieszkania lokatorom za 20 proc. wartości, a tym samym pozbyły się lokali, które mogłyby wynajmować. Reprywatyzacja, ale to jest temat na trzytomowe dzieło reporterskie. U podstaw tego wszystkiego leży wycofanie się państwa z aktywnej roli zaspokajania potrzeb mieszkaniowych.

Kiedy już państwo postanowiło się tym zająć, to wymyśliło dwa szkodliwe, populistyczne programy - najpierw „Rodzinę na swoim”, potem „Mieszkania dla młodych”. Oba były oparte na tym, że państwo ułatwia wzięcie komercyjnego kredytu na mieszkanie zbyt małe, żeby pomieścić wymarzoną przez państwo rodzinę dwa plus dwa. Oba powodują transfer pieniędzy z budżetu do biznesu - do deweloperów i do banków. I biznes okazuje się największym beneficjentem tych programów. Na pewno nie najsłabsi, do których teoretycznie były kierowane. Oni wpadają przeważnie do takiej dziury, że zarabiają trochę za dużo, by ubiegać się o mieszkanie komunalne, a za mało, żeby wziąć kredyt.

Wynajęte mieszkanie (fot. Filip Springer)Wynajęte mieszkanie (fot. Filip Springer)

Pani Iza, która pracuje u dużego dewelopera, mówi w wywiadzie z tobą, że najsłabszym ogniwem kupowania mieszkania, również tego na zupełnie komercyjnych zasadach, jest klient.

- Tak. Mówi też drugą ważną rzecz. Że intencją dewelopera nie jest oszukiwać ludzi, a jedynie trochę ich naciągnąć. Chodzi mu o zarabianie pieniędzy po prostu. I chociaż mam jak najgorsze zdanie o branży deweloperskiej w Polsce, to wierzę, że jej głównym zadaniem jest zarabianie pieniędzy na budowaniu mieszkań, a nie na czym innym. Pani Iza, która swoją drogą zgłosiła się do mnie sama, mówi jasno: „Póki wszystko jest dobrze, będziesz mieć mieszkanie, jednak jeśli tylko coś się wysypie, jesteś pierwszym, który straci szanse na odzyskanie swoich pieniędzy”.

Mówi ci też, że opowiada ci to wszystko, bo to, że o tym napiszesz, nie zepsuje jej interesu. Nie ma nadziei?

- Jest. Kończy się generacja ludzi, których można na tym kredycie powiesić. Ona się kończy liczebnie, bo jest niż demograficzny. No i ludzie, którzy teraz mają dwadzieścia parę lat, już widzieli frankowiczów protestujących pod Sejmem, już wiedzą, że kredyt może być zagrożeniem. Ponadto po kryzysie jest mniejsza dostępność kredytów. To wszystko sprawia, że banki i deweloperzy będą musieli przestawić się na to, by zacząć poważniej myśleć o mieszkaniach na wynajem. Natomiast nie bardzo mam nadzieję, że zacznie myśleć o tym państwo. Trwa kampania parlamentarna, nasłuchuję jakichś debat o mieszkalnictwie, ale coś nie słyszę. Ostatnio słowo „mieszkanie” padło w debacie między Hanną Gronkiewicz-Waltz a Jackiem Sasinem przed wyborami na prezydenta Warszawy. Raz.

To jest plan czy głupota?

- Kiedy zaczynałem prace nad książką, myślałem, że to spisek. Tak samo gdy zaczynałem „Wannę z kolumnadą”, wierzyłem, że stoi za tym wszystkim spisek producentów farb pastelowych, co okazało się nieprawdą. Rozmawiałem o mieszkalnictwie z wieloma ekspertami, ludźmi, którzy mieli narzędzia, mieli wpływ. I oni studzili mój zapał rewolucyjny, śmiali się ze mnie. Mówili, że żeby był spisek w takim trudno rozwiązywalnym temacie jak mieszkalnictwo, to trzeba by go zaplanować na dziesięć-piętnaście lat do przodu, a nikt w Polsce nie planuje w takiej perspektywie.

Nie jestem dziennikarzem śledczym, żeby tropić powiązania między politykami a lobbystami deweloperskimi czy bankami, choć one pewnie są. Myślę, że dla przeciętnego człowieka, który wziął kredyt albo nie może go wziąć, to, czy to jest spisek, czy głupota polityka, to jest rzecz wtórna. Istotne jest to, że on nie może zaspokoić swojej potrzeby mieszkaniowej. Mnie interesowała ta perspektywa, a nie rozliczanie.

Warszawski Żoliborz (fot. Filip Springer)Warszawski Żoliborz (fot. Filip Springer)

Ktoś z twoich rozmówców mówi, że najgorszym skutkiem tej polityki mieszkaniowej jest to, że mieszkanie przestało się kojarzyć z obywatelskim prawem. „Ludzie uwierzyli, że zaspokojenie tej potrzeby zależy tylko od ich ciężkiej pracy. Jeśli nie mają gdzie mieszkać, to znaczy, że zbyt słabo się starają. Takie postawienie sprawy jest po prostu nieludzkie” - mówi.

- Tak, to jest to, w co uwierzyliśmy w swoim czasie ja i moi rówieśnicy. I to jest przerażające. Bo straty ekonomiczne w jakiejś perspektywie da się odrobić, ale z mentalnymi jest trudniej. Ciągle słyszę od ludzi: „Ale jak to, dlaczego miałbym oczekiwać czegoś od państwa?”. Jest taka historia w mojej książce - pani, która z mężem i córką wynajmuje dwupokojowe mieszkanie na Pradze. W sumie zarabiają chyba trzy tysiące, za wynajem płacą tysiąc siedemset. I ona jest przeszczęśliwa, na nic nie narzeka, chociaż żyje na progu ubóstwa. Jest szczęśliwa, że córka ma własny pokój, którego ona nie miała, a nie myśli: „Co się, k**wa, dzieje w tym kraju”. To jest tak, jakby wsadzić żaby do gara i delikatnie podgrzewać wodę, żeby żadna z żab nie zauważyła, że się wszystkie gotują.

Przedwojenny reporter napisał, że mieszkaniem można zabić jak maczugą. Ktoś ze współczesnych bohaterów mówi, że chodzi raczej o podduszanie. Mieszkaniem można zabić?

- Tak. Wszyscy płacimy za wynajem, za kredyty o wiele więcej, niż powinniśmy w relacji do dochodów, ale przyzwyczailiśmy się. Tak już jest. Wszyscy godzimy się na życie przy obniżonym poziomie tlenowym.

 

Książka Filipa Springera „13 pięter” ukaże się 12 sierpnia nakładem wydawnictwa Czarne.

Filip Springer (fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta); Filip Springer (fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta); "13 pięter" (fot. materiał promocyjne / wyd. Czarne)

Książki Filipa Springera można kupić w dobrej cenie w Publio.pl

 

Filip Springer. Reporter, fotograf, współpracuje z "Dużym Formatem", "Polityką", "Tygodnikiem Powszechnym". Autor książek reporterskich poświęconych przestrzeni, między innymi „Zaczynu. O Zofii i Oskarze Hansenach” (Karakter) oraz „Wanny z kolumnadą. Reportaży o polskiej przestrzeni” (Czarne). Stypendysta Fundacji Herodot im. Ryszarda Kapuścińskiego.

Aleksandra Boćkowska. Dziennikarka, redaktorka. Sekretarz redakcji w magazynie „Viva! Moda”. Autorka książki „To nie są moje wielbłądy. O modzie w PRL”.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (312)
Zaloguj się
  • theorema

    Oceniono 303 razy 257

    my tu sobie gadu-gadu, pan Filip popełnił mądrą publikację, my mamy trafne spostrzeżenia - i co z tego. To naprawdę nikogo z rządzących nie interesuje. Oni mają gdzie mieszkać.Trzeba by ich wygonić na ulicę na miesiąc, albo kazać przez pół roku płacić 2/3 dochodów za wynajem, żeby zrozumieli. Dopóki rządzący mają wysokie pensje, a płacą ze życie tyle samo, co biedacy - nie będą w stanie zrozumieć życia w strachu przed bezdomnością. Nie oczekuję od państwa nic - także dlatego, że nie jestem już młoda. Niby jestem, ale metrykalnie to już co najwyżej mogę sobie teraz czekać na programy pomocowe dla seniorów. ze 20 lat jeszcze zejdzie, jak dożyję.

  • ali.binak

    Oceniono 168 razy 142

    Pierwszym problemem Polski jest bardzo zły rynek wynajmu, zmuszający do zakupu mieszkania własnościowego tych, którzy wcale tego nie chcą na danym etapie życia albo nawet w ogóle.

    Drugim problemem jest brak dobrego mieszkalnictwa komunalnego, które oprócz zapewnienia dachu nad głową najbiedniejszym (to powinien być główny cel), pełni także drugą ważną rolę. Czyni żywot ludzi, których stać na kredyt czy wynajem spokojniejszym - bo wiedzą, że zawsze będzie jakiś dach nad głową. To wcale nie jest antyliberalne, jeśli nie przybiera przerośniętych rozmiarów. Przykładowo, ludzie są bardziej skłonni zakładać własne firmy, jeśli wiedzą że w razie porażki nie wylądują na bruku, bo jakieś zabezpieczenie socjalne jest.

    Ciągle jednak uważam, że zadaniem państwa wcale nie jest zapewnianie mieszkań wszystkim - głównie najbiedniejszym i raczej przejściowo - a drobna własność prywatna (normalne, "nieapartamentowe" mieszkania to jest właśnie drobna własność) ciągle jest jednym z ważnych fundamentów klasy średniej, która jest rdzeniem każdego zdrowego społeczeństwa, o czym pisał już Arystoteles.

    Państwo powinno w pierwszej kolejności stwarzać wszystkim równe szanse samodzielnego zarobienia na własne mieszkanie - wynajęte lub kupione, własnościowe lub spółdzielcze. Spółdzielczość też przecież jest formą niepaństwowego, oddolnego organizowania się ludzi. Państwo powinno zapewniać mieszkanie tylko wtedy, gdy komuś powinie się noga lub wtedy, gdy ma w życiu szczególnie ciężki start.

  • white_lake

    Oceniono 169 razy 123

    w Berlinie też się zmienia mentalność, też ludzie coraz częćciej chcą "mieć",
    nadal wiele osób wynjmuje, ale coraz więcej kupuje, zabudowuje się każdy kawałek wolnej przestrzeni i zawsze są to "luksusowe apartamenty" na sprzedaż, często grodzone kompleksy budynków nawet
    pewnie często kupują obcokrajowcy, w charakterze inwestycji, ale lokalsi też, to już nie jest miasto luzaków, znaleźć mieszkanie na wynajem w znośnej cenie jest prawie niemożliwe, niestety, poza tym wiele jest wynajmowanych turystom
    ten spuszczony z łańcucha kapitalizm niszczy wszystko, wszystko prywatyzuje i czyni towarem

  • czujny_jak_pies_podwojny

    Oceniono 187 razy 115

    W zeszłym miesiącu skończyłam 29 lat, mieszkam w wynajętym pokoju na warszawskiej Woli. Moi przyjaciele, większość nieco starszych, jest w podobnej sytuacji. My już nie mamy "mentalnego" problemu. Problemem są nasi rodzice. Nie chcemy ładować się w kredyty, wiemy jak jest chociażby w Niemczech, mamy w dupie polską, kołtuńską normalność. Tylko ciężko jest to wyjaśnić naszym rodzicom, to jest bolączka większości z nas, im najcięzej wyjaśnić, że nie chcemy wejść w to błędne koło małoskotkowych, gó...anych kredytowych zobowiązań, które są dla nich wyznacznikem dorosłości. Może podrzucę im tę książkę, kto wie. Oni widzieli jak sypie się "niezniszczalna" komuna, ale pogląd, że mieszkanie to wolność trzyma się mocno...

  • prezio1eki

    Oceniono 134 razy 108

    Budownictwo na wynajem będzie tylko wtedy gdy mieszkanie będzie normalnym towarem. Obecnie gostek wynajmie, potem przestaje płacić a ty prywatna inicjatywo albo łamiesz prawo i go nękasz żeby się wyprowadził albo w sposób formalny: sądzisz się, płacisz za wszystko i za wygodne życie gostka a potem ewentualnie znajdujesz mu lokum i odbierasz ruinę. Winno być: nie płacisz 2 m-ce to przychodzi się z f-szami prawa (policja) i wystawiasz go na ulicę. To jest sposób na mieszkania do wynajęcia.

  • errorem

    Oceniono 88 razy 68

    Dziękuję Panu za poruszenie tego dramatycznego problemu. Wielokrotnie zastanawiałem się, dlaczego w Polsce, porządne, wygodne mieszkanie dla "Kowalskich/ego", nie rujnujące domowego budżetu, jest w Polsce CIĄGLE i od zawsze - jak pamiętam - dobrem luksusowym. Jedyne wytłumaczenie, to to, że jest coś rzeczywiście nieludzkiego w większości polskich działań politycznych i społecznych. Tzn podstawowy BRAK myślenia ( i postępowania) mający na celu dobro innych ludzi.

    Może więc i cytat:
    "... wciąż pozostajemy jednak w ogonie Europy pod względem sytuacji mieszkaniowej obywateli, zajmując dopiero 29. miejsce w gronie 31 krajów.

    Z przeprowadzonej przez Home Broker analizy wynika, że w naszym kraju aż 41,2 proc. osób mieszka w nieruchomości, którą według standardów europejskich należałoby uznać za przeludnioną. Dla porównania średnia dla całej Unii to 14,1 proc., czyli prawie trzy razy mniej niż nad Wisłą. Powód? - Zgodnie z europejskimi standardami zarówno małżeństwo bez dzieci, jak i single powinni mieć do dyspozycji mieszkania dwupokojowe. Gdy tylko pojawi się potomstwo, mieszkanie trzeba zamienić na trzypokojowe, natomiast gdy rodzina składa się z małżeństwa i trójki dzieci, to wymagałaby nawet pięciopokojowej nieruchomości (...)"

    P.S. Chciałem zamieścić link do artykułu z którego pochodzi cytat > wyborcza.biz/finanse - Prawie_polowa_Polakow_zyje_w_ciasnocie. ... ale okazało się, że są to "treści niedozwolone" :))

  • Anna Wójcik

    Oceniono 85 razy 59

    Mam nadzieję, że budownictwo spółdzielcze wróci - przed wojną nieźle zaczynało funkcjonować, ale jego rozwój został przerwany przez wojnę. Jego zaletą jest też to, że członkami danej spółdzielni budowlanej byli ludzie do siebie podobni, mający podobny styl życia (np. w Warszawie - robotnicy poszczególnych zakładów, urzędnicy, dziennikarze, wojskowi), lepiej im się więc planowało budowę a potem mniej konfliktowo mieszkało.

  • Jan Spiewak

    Oceniono 58 razy 50

    Bardzo ciekawy wywiad z Filipem Springerem o rynku mieszkaniowym w Polsce, który pozostawia jednak ogromny niedosyt.

    "Nie jestem dziennikarzem śledczym, żeby tropić powiązania między politykami a lobbystami deweloperskimi czy bankami, choć one pewnie są. Myślę, że dla przeciętnego człowieka, który wziął kredyt albo nie może go wziąć, to, czy to jest spisek, czy głupota polityka, to jest rzecz wtórna. Istotne jest to, że on nie może zaspokoić swojej potrzeby mieszkaniowej. Mnie interesowała ta perspektywa, a nie rozliczanie."
    Nie da się wytłumaczyć tego co się wydarzyło na rynku mieszkaniowym tylko i wyłącznie z perspektywy kulturowej. Jeśli Józef Wojciechowski właściciel JW Construction jednego z największych deweloperów narynku w wywiadzie dla Wyborczej mówi wprost: "Oczywistym jest, że prawie wszystkie nasze fortuny powstały na styku polityki i biznesu" - to dla mnie pisanie o rynku nieruchomości bez zbadania tego styku jest po prostu niemożliwością i obraz, który się buduje będzie niepełny i ułomny.
    Dla przypomnienia dwie największe spółki deweloperskie w kraju funkcjonowały niemal jako przybudówki rządzących krajem i stolicą partii:
    Prezesem JW Construction w latach 2001-2005 była Barbara Blida minister ds budownictwa, odpowiedzialna za słynną ustawę o ochronie lokatorów wprowadzającą możliwość ekmisji na bruk, będąca członkiem komisji budownictwa oraz gospodarki przestrzennej i mieszkaniowej w latach 2001-2005 wtedy gdy doszło właściwie de facto do bardzo opłacalnej dla deweloperów likwidacji planowania przestrzennego w Polsce. Wiceprezesem rady nadzorczej JW Construction był (zdaje się aż do śmierci) Józef Oleksy, którego nikomu przedstawiać nie trzeba.
    Dom Development był za to spółką, której wiceprezesem był obecny senator PO Łukasz Abgarowicz, prawa ręka Piskorskiego z czasów układu warszawskiego. Lobbying i pijar dla tej spółki robił od początku Andrzej Halicki dyrektor biura Polskiego Związku Firm Deweloperskich obecnie Minister Administracji. To za rządów PO zlikwidowano Krajowy Funduszu Mieszkaniowy i zaczęto transferować kasę z budżetu do deweloperów za pomocą programów MDM czy Rodzina na Swoim. Jan Krzysztof Bielecki jako dyrektor wykonawczy Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju w 2002 roku udzielił ogromnego jak na tamte czasy kredytu w wysokości 30 milionów Euro bez zabezpieczeń. Jak mówił wtedy Bielecki: - Kredyt jest niezabezpieczony, co powoduje, że bierzemy na siebie większe ryzyko. Za to firma, której go udzielamy może się szybciej rozwijać (WTF!).
    Nie da się pisać o polskim rynku mieszkaniowym nie pisząc o tych powiązaniach. Szkoda, że nowa książka Springera tych tematów w ogóle nie dotyka. I nie jest to zadanie dla dziennikarza śledczego tylko dla każdego dziennikarza, który się tym tematem zajmuje. Nie jest to żadne rozliczanie. Ci ludzie dalej są w rządzie i dalej podejmują kluczowe decyzje dotyczące tego jak i za ile mają Polacy mieszkać.

  • wranek

    Oceniono 66 razy 50

    Mieszkanie komunalne będzie dobrem na początkowym etapie rozwoju rodziny, jeśli powstanie system, gdzie lokator dewastujący lub niepłacący będzie automatycznie wywieziony do kontenera. Miasto powinno utrzymywać lokale wg ww zasady. I budować kontenery, gdzie zawsze będą wolne miejsca. A przewóz mebli będzie darmowy i natychmiastowy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX