Plaża miejska w Gdyni

Plaża miejska w Gdyni (fot. Renata Dabrowska / Agencja Gazeta)

obyczaje polskie

Polacy na plaży. Ona w przyciasnym kostiumie, on w slipach. Wypoczywają w fortecy zbudowanej z parawanów

Król Życia gasi pety w piasku, a puste butelki rzuca "za siebie". Zdziwiony nie może pogodzić się z myślą, że nie dla wszystkich szaleństwa jego dzieci to czysta słodycz. Gniazdownik nad morze lub jezioro zabiera tyle rzeczy, że mógłby z nich wybudować dom, a Lanser smaży na słońcu tors i laptopa. Sprawdźcie, jak wygląda polska plaża w środku sezonu. Bo nierzadko to szczyt wszystkiego, co się na niej dzieje.

Ponad 7 tys. jezior i około 770 km linii brzegowej z plażami i innymi zakątkami do wypoczynku, do tego tereny rekreacyjne nad rzekami - to z grubsza letni potencjał urlopowy naszego kraju, wykorzystywany przez miliony Polaków. Według danych Ministerstwa Sportu i Turystyki z ostatnich lat w lipcu i sierpniu około 11-13 mln rodaków (w zależności od roku) spędza wakacje w Polsce. Lwia część tych turystów preferuje relaks nad wodą - o tym nie trzeba przekonywać nikogo, wystarczy rzut oka na zakorkowane drogi prowadzące na Pomorze czy Mazury, na zatłoczone plaże, albo w policyjne statystyki.

>>> Od dzisiaj działamy siedem dni w tygodniu. Poznaj nowy Weekend w Gazeta.pl

- W samym Mielnie mamy 100 tys. wczasowiczów. To mniej więcej tak, jakby przeprowadził się tam cały Koszalin - mówi mł. asp. Monika Kosiec z koszalińskiej policji. Gmina Mielno liczy około 5 tys. mieszkańców, więc na co dzień trudno tu o zastępy mundurowych, bo niby czego mieliby strzec? Ale w letnim sezonie z całej Polski ściągają nad Bałtyk posiłki, z grupą szturmową policji włącznie. Czego (lub kogo) szuka tu oddział "przygotowany do bezpośredniego ujęcia i obezwładnienia osób ściganych", można się tylko domyślać.

Tłok na plażach da się tłumaczyć tym, że Polacy nie mają zbyt wiele czasu, by cieszyć się ładną pogodą. Przeciętna polska rodzina z dziećmi ma ledwie dwa wakacyjne miesiące, żeby zgrać swoje urlopy i "wstrzelić się w bezchmurne okienko". Przyjeżdża wtedy - zwykle autem - do miejscowości nad Bałtykiem czy nad jezioro na Mazurach lub Pomorzu, żeby złapać trochę słońca. - I odpocząć w tej ludzkiej masie, która w pierwszej chwili wydaje się jednorodna, co oczywiście jest tylko mylnym wrażeniem - mówi Przemysław Staroń, psycholog i kulturoznawca z Uniwersytetu SWPS w Sopocie. - Większość plażowiczów to kulturalnie zachowujący się mili ludzie. Ale zwykle z wakacji zapamiętujemy tych, którzy czymś się wyróżnili.

Królowie Życia

Najbardziej w oczy rzucają się Królowie Życia. Wychodzą z założenia, że są najważniejsi, a to automatycznie oznacza, że wszyscy inni są mniej ważni. Za nic mają wszelkie przepisy i zasady - zarówno prawne zakazy i nakazy, jak i savoir-vivre. Nad morzem czy jeziorem piją alkohol na potęgę. I nie tylko. - Do alkoholu już się przyzwyczailiśmy, ale ludzie zamroczeni narkotykami czy dopalaczami to dla nas stosunkowo nowy problem - mówi Marek Koperski, prezes pomorskiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. - Leżą na plaży, kontakt z nimi jest utrudniony, policja ani pogotowie nie chcą delikwentów przejmować, więc nasi ratownicy układają ich w bezpiecznym miejscu, w cieniu, i mają cały czas na oku, aż do "wytrzeźwienia".

Obrazek z gdyńskiej plaży (fot. Dominik Sadowski)Obrazek z gdyńskiej plaży (fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta)

Pół biedy, jeśli swoje "królowanie" na plaży taki osobnik kończy zwinięty na piasku w pozycji embrionalnej. Gorzej, jeśli ma jeszcze siły, ponosi go fantazja i wsiada na skuter wodny. Koniecznie musi pływać przy brzegu, niech inni patrzą, "jak szlachta się bawi". A że ktoś przy tym może ucierpieć albo zginąć... Tego wyobraźnia mu nie podpowiada. Podobnie jak konsekwencji zażywania kąpieli "na podwójnym gazie". W ubiegłym roku utonęło w Polsce 656 osób. O 157 wiadomo, że były pod wpływem alkoholu, który we wczasowych miejscowościach leje się strumieniami właściwie przez całą dobę. Ilu zażyło inne środki odurzające? O tym policyjne statystyki milczą.

Król Życia pety gasi w piasku, puste butelki rzuca "za siebie". Często towarzyszy mu sprzęt muzyczny, ustawiony na cały regulator, i zapach kebabu, hamburgera, frytek... - Albo jedzenia z grilla, oczywiście samodzielnie przyrządzonego na plaży - potwierdza Dorota, która w tym roku wraz z mężem i dziećmi postanowiła spędzić tydzień na polu namiotowym nad jednym z mazurskich jezior, bo takie biwakowanie bardzo podobało się maluchom. - Dymem z grilla byliśmy wędzeni z różnych stron i o różnych porach dnia i nocy. Niedopalone węgle regularnie lądowały w jeziorze, a o przypalone lub niedopieczone resztki z "pańskiego stołu" rywalizowały biegające po całym polu psy. Zwierzęta najpierw gryzły się o kawałki mięsa, a potem nimi wymiotowały. Akompaniamentem do tego wszystkiego były nie tylko hity disco polo, ale i porykiwania nietrzeźwych delikwentów, którzy odzyskali siły po grillowanych kiełbasach.

Ten typ wczasowicza jest głuchy na prośby o ciszę, czy uwagi, żeby nie sikał tam, gdzie akurat stoi. Jeśli uzna za stosowne przemówić, wypluwa stek przekleństw, albo reaguje szczerym zdziwieniem: "Przecież są wakacje...".

Zaśmiecona plaża nad jeziorem (fot. Przemysław Skrzydło)Zaśmiecona plaża nad jeziorem (fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta)

Zdziwieni

Zdziwienie to w ogóle reakcja wielu plażowiczów, którym zwróci się uwagę na niestosowne zachowanie. Zwłaszcza jeśli chodzi o ich dzieci albo psy, które powinny być traktowane jak książęta. "Naprawdę sypanie piasku na plecy tego pana z koca obok to nie jest najlepszy pomysł? Przecież powinien się śmiać". - Ostatnio rozwaliła mnie historia znad Bałtyku opowiedziana przez znajomych - mówi Piotr, pracownik firmy telekomunikacyjnej. - Podczas ich kąpieli czy spaceru dzieci z grajdołu obok wyżarły im całe drugie śniadanie. Przeprosimy ze strony rodziców? Ależ skąd! Przecież pacholęta były głodne. I jak w ogóle można dziecku żałować...

Widok szkrabów sikających do morza czy jeziora, matek zmieniających im pieluchy na plaży i brudnych pieluch walających się w okolicy potrafi sprawić, że odechciewa się i kąpieli, i opalania. - Rok temu, podczas sierpniowego długiego weekendu, pojechaliśmy do Władysławowa. Nad wodą spędziliśmy raptem 15 minut, bo wszędzie leżały pety i śmieci. Ale szczytem był taki oto obrazek: mamusia na środku plaży, między leżącymi na ręcznikach turystami, wygrzebała w piasku dołek, jej pociecha zrobiła tam kupę, którą następnie mama zasypała - opowiada Dorota.

Jedni rodzice myślą, że kupa ich dzieci pachnie fiołkiem, inni są przeświadczeni, że dziecko puszczone samopas na plaży będzie do nich wracać jak bumerang. - Coraz częściej mamy do czynienia z zagubionymi maluchami - mówi mł. asp. Karina Kamińska z sopockiej policji. Tym, co ją uderza, jest niefrasobliwość rodziców. "No pięć minut temu go widziałam" - zarzeka się mama. Szkopuł w tym, że jest to niemożliwe, bo jej syna właśnie udało się odnaleźć cztery kilometry od plaży, na której są rodzice - opowiada policjantka.

Gniazdownicy

Dla odmiany Gniazdownik to typ wczasowicza, który potomstwa pilnuje wyjątkowo czujnie. Jego obserwacja może przynieść wiele uciechy połączonej, niestety, z irytacją. Często występuje w grupie, głównie złożonej z członków jednej rodziny. Jeśli wypoczywa w hotelu - nieważne w Polsce czy za granicą - z pewnością oddeleguje jednego z przedstawicieli stada, by o 5 rano rozrzucił ręczniki na leżakach przy basenie, zajmując tym samym najlepsze miejsca. Najokazalej prezentuje się jednak w przestrzeni otwartej. Bo na plażę zabiera tyle rzeczy, że mógłby z nich wybudować dom. I buduje.

Plaża w Międzywodziu (fot. Mieczysław Michalak)Plaża w Międzywodziu (fot. Mieczysław Michalak)

Rozpoznać można go z daleka. - Facet ciągnie wózek spacerówkę wyładowany po brzegi sprzętem plażowym - relacjonuje spotkanie z rodziną gniazdowników jedna z forowiczek na gazeta.pl. - Za nim żona - z trzema ogromnymi torbami - i dzieci. Zaczęli rozstawiać fortecę: cztery parawany z małym wyjściem. W tej zagrodzie nadmuchali materace, potem rozstawili jeszcze gigantyczny parasol, ale to nie wszystko... Mieli jeszcze dmuchany basenik! Zajął miejsce pośrodku obozu. Myślałam, że skończyli, ale nie... był jeszcze namiot plażowy ustawiony w rogu zagrody. Pan domu wyglądał jak dumny samiec budujący rodzinie gniazdko, samica krzątała się pośród dzieci z małą przenośną lodówką, obmyślając, jak umeblować to mieszkanko.

Gniazdowników jest coraz więcej. Czasem co prawda budują fortecę z trzech parawanów (czyli bez jednej ściany), ale tylko po to, by uzyskać dostęp do morza, zagradzając go innym plażowiczom. Niechętnie się z nimi integrują, choć koczują na piasku przez cały dzień. Najlepiej wypoczywają w swoim gronie i nie ufają innym. Dystans do obcych i podejrzewanie ich o najgorsze intencje wpajają także swoim dzieciom. - Moja córka wie, że zabawkami trzeba się dzielić, więc nie histeryzuje, kiedy dzieci biorą jej łopatki czy wiaderka, ale sama też wyciąga chętnie ręce po cudze. O ile za granicą takie zachowanie jest tolerowane, to polski rodzic, widząc, że obce dziecko przejęło zabawkę jego malucha, albo zaczyna śledzić potencjalnego "złodzieja", albo konspiracyjnym szeptem mówi do swojego dziecka: "Uważaj, żeby ci nie zabrała" - opowiada Ewelina z Krakowa. Z jej doświadczeń wynika, że takie zachowanie niekoniecznie musi iść w parze z odgradzaniem się parawanami od reszty wczasowiczów. To po prostu stan umysłu.

Lanserzy, Strojnisie i Golaski

Choć policja ostrzega, by nie zostawiać na ręcznikach i materacach rzeczy, które mogą paść łupem złodzieja, co roku z polskich plaż ginie masa sprzętu elektronicznego. O ile noszenie przy sobie smartfona to standard nie tylko plażowy, są tacy miłośnicy najnowszych technologii, którzy nad wodę zabierają laptopy, tablety i drogie aparaty fotograficzne czy kamery. Skoro telefonem można dziś zrobić zdjęcie, posłuchać z niego muzyki, sprawdzić pocztę i użyć go w wielu innych celach - jak inaczej niż lansem tłumaczyć tę gadżetomanię?

Gosia Kuniewicz, stylistka z Osy, zwraca uwagę, że Polak na plaży nadmiernie obwiesza się biżuterią. - Ostentacyjnie duże wisiorki czy bransoletki u pań, łańcuchy na szyjach panów nie dość, że wyglądają źle, to jeszcze mogą skończyć się poparzeniami. Przecież to wszystko się nagrzewa... - mówi. Chwali jednak mężczyzn za to, że coraz rzadziej noszą skarpety do sandałów. I tylko kobietom należałoby przypomnieć, że ostry makijaż i nienaganna fryzura, usztywniona tak, że żaden wiatr jej nie zburzy, nie wyglądają na plaży naturalnie, za to na wieczorne przyjęcie są jak najbardziej stosowne.

Gdynia. Plaża miejska (fot. Kamil Gozdan / Agencja Gazeta)Gdynia. Plaża miejska (fot. Kamil Gozdan / Agencja Gazeta)

- Polacy w ogóle mają problem z rejestrowaniem pewnych granic. Ta myśl powraca do mnie zawsze, gdy widzę pana w slipkach paradującego Monciakiem. Zadaję sobie pytanie, czy takie osoby nie są w stanie wyczuć, gdzie kończy się plaża, a gdzie zaczyna miasto, a tym samym gdzie jest granica, po przekroczeniu której zaczynają obowiązywać inne zasady związane z ubiorem? - zastanawia się Przemysław Staroń. Gosia Kuniewicz twierdzi wręcz, że slipki nawet na plaży to ubiór niestosowny. - Panowie powinni nosić szorty. Slipki to bielizna, a obcisłe kąpielówki zostawmy, bardzo proszę, pływakom - dodaje. Pytana o to, czy zdarza się jej na zagranicznej plaży spojrzeć na kogoś i pomyśleć: "To na pewno wczasowicze z Polski", odpowiada, że znakiem rozpoznawczym Polek są niedopasowane stroje kąpielowe. - Na przykład małe majteczki przy dużej pupie i sporym brzuchu to nie najlepszy wybór, powinny być zabudowane - mówi.

Lokalsi

Czy w tym kolorowym tłumie mogą się jakoś odnaleźć mieszkańcy nadmorskich kurortów? - W lipcu i sierpniu omijam nadbałtyckie plaże i zauważyłem, że jest to strategia wielu osób - mówi Staroń. "Od kiedy przepłynęła koło mnie podpaska, już nie kąpię się w Bałtyku" - twierdzi jedna z internautek mieszkających na Wybrzeżu. Większą tolerancję wobec turystów mają ci, którzy na nich zarabiają. Ale po intensywnym wakacyjnym sezonie i oni czują ulgę. Bo pomyślcie, jak spokojnie musi zrobić się w Milenie, gdy już wyjedzie stamtąd 100 tys. ludzi?


Jolanta Molińska. Dziennikarka i redaktorka weekendowego magazynu Gazeta.pl. Pisała m.in. do "Życia Warszawy" i "Newsweeka".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (619)
Zaloguj się
  • a-siek

    Oceniono 1158 razy 700

    Miało wyjsć światowo, a wylazły polskie kompleksy. Pani redaktor chyba za granicę rzadko zagląda, bo tam pety, pampersy i gole opasłe brzuchy wiszące nad ciasnymi slipami to norma.
    Prym wiodą Holendrzy czy Niemcy, oni zachowują się na płazy tragicznie.

  • fabbien70

    Oceniono 927 razy 619

    Artykuł jest po prostu żałosny. Jesteśmy chyba jedyną nacją, która zawsze największe buractwa całego świata przypisuje sobie. Nie jeżdżę nad Bałtyk od lat, bo ciężko trafić z pogodą, bo morze zimne i brudne itd. Nieistotne, aczkolwiek muszę obiektywnie stanąć w obronie Rodaków. Każdego lata wypoczywamy w tzw. ciepłych krajach i widzę jak się zachowują " cywilizowany " Niemcy, Holendrzy, Duńczycy, Anglicy itd. Dramat i
    maska. To właśnie ich kobiety, a także faceci poobwieszani są łańcuchami wszelakiej maści, piją piwsko na potęgę i głośno się zachowują, poza tym w kwestii ubioru tez można mieć wiele zastrzeżeń. Oczywiscie dotyczy też w pewnym sensie Polaków, ale nie jest to tylko i wyłącznie nasza narada wada. W tym roku wróciliśmy z Turcji i kolejny raz potwierdziło się, że buractwo jest wszędzie, na całym świecie,:a nie tylko w Polsce. Przykładami mógłbym sypać na lewo i prawo. Masz problem polega na tym , że jeśli buraczanie będzie zachowywał Anglik to uznany to za normę, ale jeśli podobnie zachowa się Polak to jest to mega wiocha i obciach. Ludzie szanujmy się! Sami nie potrafimy się szanować, później mamy pretensję, że pół Europy nas nie lubi! Ale jak może być inaczej, skoro na forach często sami siebie nazywamy POLACZKAMI! Makabra! Takiego klienta to w trybie ad hoc wyp...ił na zbity pysk do Korei Północnej.

  • sloncenadnami

    Oceniono 405 razy 353

    w tym roku byłam nad polskim morzem i każdego dnia byłam poirytowana, bo ludzie nie maja wyczucia-potrafią człowiekowi przed buzią wbić parawan. to odgradzanie się na 4 parawany to jest fakt. jednak z tą modą plażową bym nie przesadzała-coraz więcej panów w szortach, a panie w ładnych kostiumach kąpielowych-bez tapety i tapirów. jedna rzecz jednak rzuca się w oczy-otyłość-coraz więcej młodych ludzi ma nadwagę i niemalże co 2 dziecko

  • leohans7

    Oceniono 409 razy 287

    Gosia Kuniewicz twierdzi wręcz, że slipki nawet na plaży to ubiór niestosowny. - Panowie powinni nosić szorty. A niby czemu mamy się stosować do mody amerykańskiej, tak amerykańskiej bo nawet w Europie jeszcze naście lat temu nosili mężczyźni i głównie slipy tzw speedos. Co najmniej od lat 60 do 2000nych to była norma w Polsce a teraz nie wypada bo tak pani Gosi mówi. mam gdzieś opnie pani Gosi.

  • stewex

    Oceniono 447 razy 269

    "Gosia Kuniewicz twierdzi' - jakieś dziecko będzie mi mówić że szorty OK a kąpielowki to dla pływaków. niech zamieści swoje zdjęcie to będzie beka :D

  • susceptant

    Oceniono 437 razy 249

    Jak ostatnio bywa - tekst zebrany z kilku różniastych opinii i przez to zupełnie niespójny.
    Parawany be - a nad Bałtykiem często jest zimny wiatr.
    Małe dzieci be: bo sypią piaskiem, noszą pieluchy i - o grozo! - mają potrzeby fizjologiczne. Nie mówię, że mają załatwiać się na plażę, czy do morza, ale też realnym problemem jest słaba infrastruktura na plaży. No bo gdzie: na taką masę ludzi stoi sobie jeden dwa toi-toje co kilkaset metrów. Zmiana pieluchy: żeby tym nie epatować przydaje się namiot plażowy. A nie, zapomniałem: namiot też jest be
    Slipy są be: w slipach to się na basen chodzi nie na plażę. Tyle, ze nad Bałtykiem obok plaży zwykle jest morze, służące zasadniczo w podobnych co basen celach. No ale te uczucia estetyczne paniuś i chłopaczków...
    Zastanawiam się jak takie osoby spędzają urlop? Bałtyk nie - z wyżej opisanych powodów. Morze zagranicą: hmm... tam jest podobnie (Niemcy, Anglicy). Góry: tam przeciez latem chodzą spoceni ludzie, w schroniskach może być problem z ciepłą wodą. poza tym jak można nosić buty do chodzenia po górach w upał? No i na szlaku ktoś zrobi siku. Nie mówiąc już o panach w klapkach i paniach w szpilkach wchodzących na Tarnicę i Giewont...
    W miescie? Tam, panie to dopiero: są bezdomni, faceci w skarpetkach i sandałach, upał w komunikacji miejskiej. No i gdzie tu jechać, gdzie?
    To już kolejny tekst (po tym o rybach ze smażalni) mających zohydzać Bałtyk. Cui bono?
    Rozumiem, że takie bzdurne tekściki (kilka opinii na forach internetowych plus parę opinii znajomych znajomych) "pisze się", żeby była klikalność, komentarze etc. Im bardziej kontrowersyjna teza tym lepiej. Tylko, pani Jolanto - nie szkoda nazwiska? Chyba, że "dziennikarka magazynu weekendowego" ma to tłumaczyć.

  • kat.2

    Oceniono 291 razy 213

    autorowi artykułu radzę pojechać /polecieć/ na Majorkę i zrelacjonować "występy" turystów z Anglii i Niemiec. Oczywiście należało wspomnieć o skarpetkach. W skarpetkach widziałem wielu Azjatów oraz turystów z Ameryki. Nie zauważyłem by się tego wstydzili. Więcej tolerancji proszę.

  • wiesiek57

    Oceniono 232 razy 182

    Ja w sprawie slipów chociaż nie jestem entuzjastą tej formy kąpielówek to w obronie ich odpowiem argumentem feministek które broniły dziewczyn kuso lub odważnie ubranych to jest wolność wyboru ,nie chcesz nie patrz,chcesz akceptujesz nie każda dziewczyna to dziunia nie każdy slipiarz to pokazywacz,A skarpetki do sandałów noszę bo mi się tak podoba i nie będzie mi jakiś Jac,,,, mówił w czy mi do twarzy.Miłych Wakacji i poluzujcie gumy w slipach przecież macie urlop.

  • mietekkowalski

    Oceniono 257 razy 181

    Na szczęście jeszcze nie doszło, że jakieś młode dupy nie leja lasek za niemoralne bikini jak we Francji, więc wolę naszą przasnosc...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX