Widok na Pałac Kultury z dachu parkingu naziemnego przy ulicy Nowogrodzkiej

Widok na Pałac Kultury z dachu parkingu naziemnego przy ulicy Nowogrodzkiej (fot. Jacek Fota)

wywiad gazeta.pl

Co tak naprawdę jest w środku Pałacu Kultury? Tego się nie spodziewacie

Najbardziej charakterystyczny budynek Warszawy kończy w tym roku 60 lat. Wydaje się, że wszyscy go znają, ale poza tym, ile ma pięter i kto go zaprojektował, niewiele o nim wiadomo. Do tej pory krążą legendy o tym, co kryją wnętrza monumentalnego budynku. Fotograf Jacek Fota spędził w nim ponad półtora roku. Dla niego PKiN tajemnic już nie ma.

Projekt skończony, książka "PKiN" gotowa. Nadal zaglądasz do Pałacu Kultury i Nauki?

- Spędziłem tam tyle czasu, że trudno po prostu uciąć wszystko tak z dnia na dzień. Nadal chodzę do Pałacu, chociaż od momentu, kiedy skończyłem zdjęcia, już nie tak często. Wciąż leży tam jednak mój statyw. Tam też umawiam się na kawę i większość spotkań. Od czasu do czasu odwiedzam również pana Janka, krawca z Teatru Dramatycznego, u którego poprawiam ubrania. Wpadam też kogoś odwiedzić, na herbatę, zwyczajnie pogadać. Lubię to miejsce i ludzi, których tam poznałem.

A kiedy po raz pierwszy zobaczyłeś Pałac?

- Na wycieczce szkolnej, kiedy byłem w podstawówce. Pałac Kultury i Nauki to obowiązkowy punkt na trasie zwiedzania wycieczek, które przyjeżdżają z innych stron Polski. Wtedy jednak większą atrakcją był dla mnie McDonald's.

Dlaczego więc po latach zdecydowałeś się zrobić projekt fotograficzny akurat o tym budynku?

- Bezpośrednią inspiracją był teledysk zespołu Kamp! do utworu "Melt", na którym zobaczyłem basen w Pałacu Młodzieży. I pomyślałem sobie, że to jest bardzo ciekawe wnętrze, a nawet nie wiedziałem o jego istnieniu. Znałem Pałac z widzenia, ale nie miałem pojęcia, co znajduje się w środku. Mijałem go codziennie i było dla mnie zawsze oczywiste, że po prostu jest, aż przestałem go zauważać. Myślę, że wiele osób tak ma. Tymczasem jest to miejsce kultowe, bez którego trudno wyobrazić sobie Warszawę. Basen zaintrygował mnie na tyle, że postanowiłem zobaczyć więcej.

Chciałem przede wszystkim odkryć, co jest w tym budynku, i umożliwić poznanie go innym, bo do środka można wejść tylko do niektórych miejsc. Zdecydowałem, że zrobię o tym miejscu projekt fotograficzny.

Marianna, uczestniczka zajęcia gimnastyki artystycznej w Pałacu Młodzieży (fot. Jacek Fota)Marianna, uczestniczka zajęcia gimnastyki artystycznej w Pałacu Młodzieży (fot. Jacek Fota)

Nie było jednak łatwo, dosyć długo starałeś się o pozwolenie na jego realizację.

- To prawda. Chodzenie od biurka do biurka, pisanie kolejnych pism zajęło mi kilka miesięcy, ale jestem dosyć uparty.

Kiedy miałeś już zgodę na robienie zdjęć, dokąd poszedłeś najpierw?

- Na początku obszedłem wszystkie sale: Marmurową, Ratuszową, Kruczkowskiego. One są dostępne na co dzień i dla każdego, ale dopiero po wykupieniu biletu na zwiedzanie. Tak że najpierw zobaczyłem sale reprezentacyjne. Potem poszedłem do warsztatów, piwnic. Mówię o tych częściach budynku, do których prowadzi główne wejście. Z innych stron Pałacu początkowo nie wszędzie mnie wpuszczono, na przykład nie mogłem wejść pod Salę Kongresową.

To, że miałem zgodę na zdjęcia, nie oznaczało pozwolenia na ich robienie w poszczególnych instytucjach. Musiałem pisać kolejne pisma. Basen z teledysku zobaczyłem dosyć szybko, ale do pozostałych części Pałacu Młodzieży wszedłem dopiero po kilku miesiącach. W pierwszej fazie projektu cały czas towarzyszyli mi pracownicy Pałacu Kultury i Nauki. Jak ustawiałem aparat, to czasami wtedy sprzątali. Po kilku tygodniach wszystko się jednak zmieniło. Już nikt mnie nie pilnował. Mogłem chodzić, gdzie chciałem, i poznawać budynek po swojemu.

Antoni Burak - mistrz sekcji zasilania wysokiego napięcia (fot. Jacek Fota)Antoni Burak - mistrz sekcji zasilania wysokiego napięcia (fot. Jacek Fota)

Dużo czasu zabrało ci zdobycie pełnego zaufania pracowników?

- Kilka tygodni. Ten proces był dla mnie największym wyzwaniem. Ludzie mnie nie znali, traktowali jak intruza. Na początku przychodziłem tam jednak bardzo często, więc zaczęli mnie rozpoznawać i przyzwyczajać się. Od razu pojawiłem się z aparatem, nie kryłem się, więc wiedzieli, że będę robił zdjęcia. Niektórych szybko przekonałem do fotografii, innych namawiałem pół roku. Nie udało mi się jednak sfotografować wszystkich, których chciałem. Nie mam zdjęcia Darka, spawacza gazowego, którego przekonuję za każdym razem, kiedy go widzę.

Jakie miejsce, o którego istnieniu wcześniej nie miałeś pojęcia, zaskoczyło cię najbardziej?

- Właściwie wszystko było zaskoczeniem. Poznawałem ten budynek od nowa. Z teledysku wiedziałem, że w Pałacu Młodzieży jest basen, ale nie wiedziałem, że są tam jeszcze sale gimnastyczne. Odbyły się tam na przykład pierwsze mistrzostwa Polski na deskorolce. Muszę powiedzieć, że Pałac spełnił wszystkie moje wyobrażenia i oczekiwania.

Dużym odkryciem był dla mnie koci raj. To miejsce znajdujące się na poziomie -2, gdzie żyją koty, które nigdy nie były na zewnątrz. Wiele lat temu założyła to miejsce pani Ela, która jest kierowniczką Sali Kongresowej. Martwiła się, że koty nie mają gdzie się podziać. Podobno było ich tam w pewnym momencie sześćdziesiąt. Kilkanaście lat temu opiekę nad nimi przejęła pani Celina, która je karmi i po nich sprząta.

Pani Celina zajmująca się kotami mieszkającymi w podziemiach (fot. Jacek Fota)Pani Celina zajmująca się kotami mieszkającymi w podziemiach (fot. Jacek Fota)

Poza tym właściwie na każdym kroku coś mnie zaskakiwało. Na przykład dyspozytornia główna - dba się w niej o działanie Pałacu pod względem technicznym. Setki guziczków, nad którymi czuwa główny dyspozytor, pan Jerzy. Pałac to jest takie miasto w mieście. Organizm, nad którego funkcjonowaniem czuwa ponad trzysta osób różnych zawodów. Jednak nawet pracownicy nie znają go dobrze. Zazwyczaj poruszają się w obrębie jednego pionu, skrzydła czy instytucji, w którym pracują. I tylko tę część dobrze znają.

Gdzie spędziłeś najwięcej czasu?

- Zdecydowanie w podziemiach i warsztatach, czyli na tak zwanym zapleczu technicznym, do którego nikt nie ma dostępu. Na poziomie -1 są wszystkie warsztaty, a na -2 są koci raj i magazyny. To najniższy poziom Pałacu, dla mnie najważniejszy.

Korytarz na poziomie -1 (fot. Jacek Fota)Korytarz na poziomie -1 (fot. Jacek Fota)

A gdzie byłeś w Pałacu najwyżej?

- Na balkonie na iglicy. I to w momencie, kiedy skończyłem już projekt, a książka o Pałacu była już prawie w drukarni. Normalnie nie można tam wchodzić, bo wytwarza się potężne pole promieniowania elektromagnetycznego, płynące z nadajników antenowych. Raz w roku jednak są one wyłączane, aby sprawdzić ich działanie i zrobić konserwację. Kiedy trwają prace, w Warszawie nie odbiera na przykład radiowa Dwójka. W tym roku udało mi się w końcu na ten balkon dostać. Niesamowity widok. Spędziłem tam kwadrans, zrobiłem kilka zdjęć telefonem, ale wrażenie zostaje. To takie domknięcie mojego projektu. Teraz mogę powiedzieć, że w Pałacu byłem wszędzie.

Anteny satelitarne na dachu na 32. piętrze (fot. Jacek Fota)Anteny satelitarne na dachu na 32. piętrze (fot. Jacek Fota)

A co mieści się pośrodku Pałacu, między iglicą a podziemiem, w którym byłeś?

- Na 30. piętrze jest słynny taras widokowy. Biura, szkoły, aule wykładowe są na 8., 10. i 12. piętrze. O aulach też nie wiedziałem. Mało tego, w ich rogach znajdują się ewakuacyjne klatki schodowe, które na co dzień są zamknięte. Raz otwarto dla mnie taką klatkę i przeszedłem nią z 6. na 14. piętro. Doszedłem do warsztatu tapicerskiego i wystraszyłem pracującą tam panią Agnieszkę, bo tych klatek nikt nie używa.

Kogo odwiedzasz najczęściej z osób, które poznałeś w Pałacu?

- Pana Janka, który od 35 lat prowadzi w PKiN zakład tokarski. Mieści się na poziomie -1. Odpowiada również za dwie fontanny na placu Defilad, w których woda tryska z lwich głów. Czyści je, wymienia wodę, kontroluje. Poznałem go na samym początku, kiedy akurat robił coś przy tych fontannach i światło padało w taki sposób, jakby wkładał głowę w paszczę lwa. Zrobiłem zdjęcie, on mnie zagadał i tak już do niego zacząłem przychodzić. To bardzo fajny, życzliwy i rozmowny człowiek.

W twojej książce "PKiN" osobny wywiad będzie poświęcony pani Hani Szczubełek, kronikarce.

- Tak, pracuje tam od 55 lat, czyli właściwie przez cały czas istnienia Pałacu. I zawsze była kronikarką. Teraz, na emeryturze, jest zatrudniona na pół etatu, aby zachować ciągłość tej kroniki. Pani Hania pracuje na 15. piętrze. Troch się od niej o Pałacu dowiedziałem.

O słynnych przejściach i tunelach też? Pałac jest pełen legend.

- To prawda, sam słyszałem te wszystkie legendy, zanim jeszcze przystąpiłem do projektu. I oczywiście wszystko sobie zweryfikowałem w trakcie jego realizacji. Ale nie będę ich potwierdzać czy im zaprzeczać. Legendy są po to, aby istnieć. Okazało się natomiast, że jest dużo dodatkowych, fascynujących miejsc. Zostałem zabrany do kilku takich pomieszczeń w pionie A. Znajdują się jakby pod głównym wejściem do Pałacu, przechodzi się przez właz i wchodzi się do głównej czerpni powietrza.

Kilkanaście lat temu pracownicy odkryli, że jest za nią jakieś pomieszczenie, nieskończone i zamurowane w trakcie budowy Pałacu. Znaleźli tam kaski, ubrania, butelki, niedopałki papierosów. Są też podziemia, gdzie gruz jest chyba jeszcze z czasów budowy - ogromne przestrzenie pełne hałd gruzu. Dokładnie pod placem Defilad. Był kiedyś plan, aby powstały tam parkingi podziemne.

Strychy Sali Kongresowej (fot. Jacek Fota)Strychy Sali Kongresowej (fot. Jacek Fota)

Znasz Pałac jak mało kto. Które miejsca, twoim zdaniem, mogłyby zostać udostępnione dla ludzi?

- Jeśli chodzi o warsztaty, to rozumiem, że nie są udostępniane, bo ludzie normalnie tam pracują. Myślę, że sale reprezentacyjne powinny być jednak otwarte bez biletowania. Teraz służą najczęściej jako sale wystawiennicze czy konferencyjne. Od niedawna jest też udostępniana do zwiedzania część podziemi, w tym między innymi dyspozytornia główna. To fajny pomysł.

Zaraz ukaże się twoja książka fotograficzna o Pałacu.

- Tak, z takim zamiarem tam poszedłem. Chciałem w niej opowiedzieć o miejscach, do których nie ma dostępu, i pokazać ludzi, którzy tam pracują, tworzą to miejsce. Zrobiłem w sumie 400 zdjęć, z których 70 znalazło się w książce. Dosyć długo zbierałem pieniądze na jej wydanie. Byłem tym zaskoczony. Może nie oczekiwałem, że ktoś z tymi pieniędzmi do mnie przyjdzie, ale też nie spodziewałem się, że będzie tak trudno z ich uzbieraniem. Szczególnie że jest o takim budynku jak Pałac. Zgłaszałem się do instytucji miejskich, państwowych i nikt nie był zainteresowany. Wydawało mi się, że ta książka jest potrzebna. W końcu dostałem pieniądze od miasta. Udostępnili mi też za darmo Salę Marmurową na wystawę, która rozpocznie się 22 lipca i potrwa do 26 sierpnia.

W książce jest tylko jedno zdjęcie Pałacu.

- Taki był mój zamiar. Budynek znają wszyscy, a moja książka nie miała zawierać pocztówek z Pałacem.

Zrobiłeś projekt o miejscu kultowym. Chyba trudno będzie przebić ten temat. Masz już kolejne pomysły?

- Trudno, to prawda, ale gdybym miał zacząć go jeszcze raz, zrobiłbym to bez zastanowienia. Pałac spełnił wszelkie moje oczekiwania. Tak zagłębiłem się w ten materiał, że trudno z niego wyjść. Trochę obawiam się, że będę rozpoznawalny przez pryzmat Pałacu. Nie na tyle jednak, żeby nie myśleć o kolejnych tematach. Pracuję już nad kilkoma, między innymi o Warszawie i o Kaszubach, gdzie się wychowałem. Jedno jest pewne - nigdy nie będę chciał już zrobić projektu o budynku.

Pałac i tak zostanie z tobą na zawsze, w końcu go sobie wytatuowałeś!

- Nie chciałem kolejnych tatuaży, bo mam ich już kilka, ale w końcu zrobiłem i ten. Nie jest to jednak sam budynek Pałacu, ale plan jego wentylacji. Tak wyszło...

 

Zdjęcia Jacka Foty będzie można zobaczyć w Pałacu Kultury i Nauki od 22 lipca do 26 sierpnia.

Warto przeczytać: Spacerownik po Pałacu Kultury i Nauki >>

Jacek Fota (fot. Aleksandra Pavoni)Jacek Fota (fot. Aleksandra Pavoni)

 

Jacek Fota. Pochodzi z Trójmiasta, a obecnie mieszka w Warszawie. Po powrocie ze studiów w USA do Polski w 2009 roku zajął się fotografią, a od trzech lat jego główne pole zainteresowań to fotografia dokumentalna. Realizuje długoterminowe projekty fotograficzne. Od stycznia 2013 roku jest związany z agencją Anzenberger.

Magdalena Gorlas. Absolwentka socjologii. Od lat w trasie między dwoma miastami - Poznaniem i Warszawą. Dziennikarzem bywa, ale stara się to zmienić. Z "czasami" na "często". Publikowała m.in. w "Polityce" i "Wysokich Obcasach".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (55)
Zaloguj się
  • hapeke

    Oceniono 364 razy 182

    A kretyn Radek Sikorski chciał zburzenia Pałacu.
    Swój dworek w Chobielinie sobie zniszcz sołtysie od siedmiu boleści.

  • white_lake

    Oceniono 79 razy 73

    naprawdę nazywa się Fota? he, he, musiał zostać fotografem

  • Katarzyna Łuczak

    Oceniono 49 razy 39

    parkingi podziemne nie powstały, bo ówcześni rządzący nie uważali za potrzebne ich budowy, bo "przecież w Warszawie nigdy nie będzie tylu samochodów, żeby były potrzebne takie parkingi". Wypowiedź jednego pana z lat 60.

  • Kamil Tumulec

    Oceniono 38 razy 26

    Świetnie, że powstał taki album, muszę mieć na półce :)
    Polecam świetny film dokumentalny "Pałac" (reż. Tomasz Wolski, 2012) oraz wydaną niedawno książkę "Pałac w Warszawie" prof. Waldemara Baraniewskiego.

  • white_lake

    Oceniono 16 razy 16

    dla mnie PKiN kojarzy się przede wszystkim z Gawędą,
    wtedy strasznie chciałam być taką śpiewającą dziewczynką w kolorowej spódniczce, ale u siebie nie miałam możliwości

  • viking2

    Oceniono 48 razy 12

    Spojrzcie uwaznie na zdjecie nr 3, podpisane "Antoni Burak - mistrz sekcji zasilania wysokiego napięcia". Pan Burak wyglada na nim jak Ed O'Neill, czyli Al Bundy z "Married... with children". Albo moze Ed O'Neill wyglada jak Antoni Burak - co w sumie na jedno wychodzi....

  • Oceniono 32 razy 10

    Moje zdanie jest takie że PKiN jest super. Wywalić tylko spod niego te dzikie parkingi dla busików wożących słoików (no sorry ale to są jakieś klimaty wczesnych lat 90-tych) - niech Ci ludzie potrzebujący przewozu otrzymują go w okolicach dworca zachodniego. Niech w parku przy PKiN będą boiska dla młodzieży, koszykówka, siatkówka, niech będzie spot dla foodtrucków coby pobliskie białe i niebieskie kołnierzyki sobie pożarli itd. Ale wywalmy tą zaściankowość, te busy, te budy, trochę dalej z Centrum. Da się. :)

  • 1asdfghjk

    Oceniono 9 razy 9

    Pamiętam gruzy w Warszawie i jak budowano PKN dla mnie był to punkt orientacyjny gdzie się znajduję, nikt z przyjeżdżajacych do W-wy nie zgubił się to taka wieża dla warszawików jak aifla dla paryżan . Szkoda że zakrywa się innymi wieżowcami podobnymi do siebie, Teraz można się zgubić!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX