Piotr Ibrahim Kalwas

Piotr Ibrahim Kalwas (fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta)

wywiad gazeta.pl

Piotr Ibrahim Kalwas - polski muzułmanin w Egipcie. "To jest wciąż nieznana ziemia"

Popieraliśmy przez lata krwawych dyktatorów dla ropy i świętego spokoju. To była krótkowzroczna polityka. Teraz mamy brodate demony, ziejące nienawiścią na niespotykaną wręcz - od czasów inkwizycji - skalę, i setki tysięcy imigrantów - mówi Piotr Ibrahim Kalwas, Polak i muzułmanin, pisarz i dziennikarz, który siedem lat temu przeprowadził się z rodziną do Egiptu. Nowej ojczyźnie poświęcił zbiór reportaży "Egipt: Haram Halal". Wyłania się z nich obraz kraju istniejącego w nieustannym napięciu między "halal", czyli tym, co zgodne z religią, a "haram" - tym, co zabronione.

Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy siedem lat temu, właśnie sprzedawałeś mieszkanie, by zrealizować swój wielki plan życiowego przewrotu: przeprowadzki wraz z całą rodziną do Egiptu. Pamiętam, jak mnie to zaintrygowało, pomyślałam, że to nie jest typowy kierunek emigracji...

- Zdziwiłabyś się, jak wielu Polaków osiedla się w Egipcie. Oczywiście większość z nich kupuje mieszkanie w Hurgadzie czy Dahabie i dojeżdża tam regularnie, traktując je jak „daczę”, tyle że osiągalną czarterem. Ale są też ludzie, zwłaszcza starsi, którzy mieszkają w Egipcie na stałe, wygrzewają się. Nawet za średnią polską emeryturę dobrze się tam żyje. A mieszkania są śmiesznie tanie - około 1000 złotych za metr.

Ty nie wyjechałeś jednak „grzać kości”. Wybrałeś nie turystyczny Dahab, ale Aleksandrię, miasto prowincjonalne, chociaż ze wspaniałą wielokulturową przeszłością. Jaki był powód? Bo przeszedłeś na islam? Bo chciałeś zacząć nowe życie? Bo Polska cię wkurzyła?

- Trochę mnie Polska wkurzyła i nadal mnie wkurza pod wieloma względami.

Z książki wynika, że Egipt też cię wkurza.

- Tak, ja będę wszędzie narzekał. (śmiech)

Muzułmanin, ale „prawdziwy Polak”?

- Czy ja wiem... Choćby sytuacja sprzed chwili. Siedzimy sobie w tej kulturalnej warszawskiej kawiarnioksięgarni, a obok przy stoliku dwie młode dziewczyny klną jak szewc i nawet się nie opierdzielają, że dziecko słucha! To mnie wkurza! Jednym z powodów wyjazdu było właśnie to, że przeszkadzało mi polskie chamstwo codzienne. I to podtrzymuję.

W Egipcie nie ma chamstwa?

- Tak, chciałbym to podkreślić - w Egipcie na co dzień spotyka się znacznie mniej chamstwa. Są ludzie prymitywni czy prości, bywa brudno, krzywo, wyłączają prąd albo wodę, hałas jest straszny - 70 proc. Egipcjan ma uszkodzony słuch, ale nie ma tam takiego chamstwa. Są inne okropne rzeczy, które opisałem. Natomiast przeciętny Egipcjanin jest niezwykle miłym (choć bynajmniej nie otwartym, bo chowa swój świat przed cudzoziemcem) człowiekiem. Na ulicy, na której mieszkamy, jesteśmy absolutnie bezpieczni, inni też. Paradoksalnie to się bierze stąd, że wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. Typowe Południe.

Są dwie strony tej wspólnotowości czy plemienności: obserwują cię, nie pozwalają przekraczać ustalonych granic, ale jednocześnie, jeśli dzieje ci się coś złego, jesteś chroniony. Nie ma tam indywidualizmu, ale nie ma też samotności. Dla nas, Europejczyków - co opisuję w książce - jest to trochę męczące, bo my musimy być czasem sami. Moja rodzina na pewno. Bo samotność to książki, muzyka, myślenie. To cisza. Natomiast tam ludzie tego nie potrzebują. Są razem cały czas, pomagają sobie. Jest okropna bieda, ale nikt nie chodzi głodny, nawet ten najuboższy. Nikt nie umiera z głodu na ulicy, jak to widziałem w Indiach.

Egipska rodzina zebrana przy stole podczas Ramadanu (Amr Nabil / AP Photo)Egipska rodzina zebrana przy stole podczas Ramadanu (Amr Nabil / AP Photo)

A inne powody wyjazdu? Wybór islamu jako „swojej” religii?

- Islam też był powodem, ale w tym wypadku...Może nie tyle się zawiodłem, co zobaczyłem, jak wygląda prawdziwe oblicze tradycjonalizmu islamskiego w wydaniu arabskim. I tutaj stałem się bardzo, bardzo krytyczny. Choć wciąż znajduję tam wiele fajnych rzeczy, ale jednak trudno jest żyć rodzinie muzułmańskich indywidualistów, bo za taką się mamy, w islamie arabskim.

To dlaczego Egipt i Aleksandria?

- Dlatego że było tam bezpiecznie - któż by przewidział, że wybuchnie rewolucja? Także dlatego, że to kraj z drugim językiem angielskim, nie francuskim, jak Maroko czy Tunezja, a my nie znamy francuskiego za dobrze. Dlatego że łatwość dojazdu, niezliczone tanie czartery. I tanie życie - za niewielkie pieniądze kupiliśmy ogromne mieszkanie. Do tego bardzo dobra szkoła anglojęzyczna dla dziecka, którą mieliśmy już poleconą, też dużo tańsza niż podobne placówki w Polsce. Koszty życia czterokrotnie niższe niż w Polsce i przyjemny klimat oczywiście. To wszystko złożyło się na decyzję o wyjeździe. Nie żałujemy. Egipt stał się źródłem mojej pracy, moją inspiracją. I teraz bez tego Egiptu nie mogę żyć.

Nie jest to jednak proste uczucie miłości, jak już powiedzieliśmy. Tak jak w tytule: „Egipt: Haram Halal”, który rozpięty jest między dwoma ekstremami - tym, co dozwolone: halal, i niedozwolone: haram. Cała ta książka jest pełna pasji, ciągle powtarzasz, że jednocześnie kochasz ten kraj i go nienawidzisz, nie możesz bez niego żyć i nieustannie cię on frustruje. To jak to jest?

- Frustruje mnie, jak tam jestem, ale kiedy wyjadę, natychmiast zaczynam tęsknić.

A za Polską tęsknisz, będąc tam?

- Nie. Bardzo dobrze się czuję, kiedy tu przyjeżdżam, jak teraz, na krótko. Wtedy jest super. Może więcej oglądam tam starych polskich filmów, które są moją namiętnością od zawsze, a także stare kroniki z czasów PRL-u. Zapewne wyjedziemy z Egiptu za kilka lat, bo chcemy, żeby nasz syn Hasan, w tej chwili 12-letni, studiował w Europie. W Egipcie musielibyśmy płacić za studia jako cudzoziemcy, a poziom uczelni jest tam niski. Ale nawet wtedy będziemy się starali zachować mieszkanie w Egipcie, żeby tam wracać. Ja, podobnie jak moja żona, lubię takie krążenie: tu mieć mieszkanie, tam kącik, jeszcze gdzie indziej rodzinę do odwiedzania, i przemieszczać się pomiędzy tymi punktami. Jeżeli będę miał trzy ojczyzny, czyli Egipt, Polskę i trzeci kraj, który mamy już na oku, to będzie dla mnie całkiem OK. Syn mówi w trzech językach i jeszcze uczy się czwartego. Jest otwarty na religie, kuchnie, cywilizacje, i to jest świetne!

Tego właśnie szukałeś, opuszczając Polskę?

- Tak. Ja tak zawsze żyłem. Kosmopolitycznie. Uwielbiam to.

Ale otoczenie, w którym żyjesz teraz i które opisujesz w książce, nie jest specjalnie kosmopolityczne i otwarte. Śmiem twierdzić, że wręcz przeciwnie. Równie dobrze można było zostać tutaj i tu szukać tego kosmopolityzmu.

- To prawda, że Egipt, islam arabski w ogóle, to świat zamknięty. Ale dla mnie to źródło nieustającej inspiracji, kopalnia tematów do artykułów, do książek. Gdybyśmy mieszkali w jakimś kraju europejskim, nie byłoby specjalnie o czym pisać. A w Egipcie cały czas coś zaskakującego się dzieje. Siedem lat tam mieszkam i nadal go nie znam. Niektóre rzeczy są już dla mnie oczywiste, ale zakładam, że pod wieloma względami mogę się mylić. Mimo że nam, Polakom, ten Egipt turystyczny wydaje się tak bliski, to jednak prawdziwy Egipt dla wszystkich ludzi zainteresowanych głębiej innymi kulturami jest wciąż ziemią nieznaną.

Mówisz, że po przyjeździe rozczarowałeś się tamtejszą wersją islamu. Czym konkretnie?

- Tym, że islam arabski absolutnie nie jest moim islamem. O tym musiałem się przekonać tam.

Jesteś więc odszczepieńcem?

- Niejedynym. Tych odszczepieńców trochę jest, opisuję niektórych w książce. To Egipcjanie niepogodzeni ze swoim krajem, jak np. przywoływany przeze mnie profesor A.

Żyjąc w Egipcie, wykształciłem w sobie czynnik obronny wobec tego tradycjonalizmu arabskiego. Schowałem się do środka ze swoim islamem i jest to teraz dla mnie bardzo, bardzo indywidualna, prywatna przestrzeń religii.

Nie mogę należeć do kolektywnego plemienia, w tym wypadku wspólnoty muzułmańskiej. Jest wielu Polaków, którzy przenieśli się do krajów arabskich i zapuścili brody, są też Polki w nikabach, dla których europejska kultura już nie istnieje - odcięli się. Dla mnie to niemożliwe. Ja jestem wychowany na polskich książkach, polskich filmach, na europejskiej kulturze i mój islam musi być czymś innym niż ten w wydaniu kolektywnym, arabskim.

Mężczyzna czyta Koran (fot. Mohamed Abd El Ghany / Reuters)Mężczyzna czyta Koran (fot. Mohamed Abd El Ghany / Reuters)

To kim tam jesteś? Obcy czy swój?

- Zawsze jestem swój (śmiech). W tym znaczeniu, że nawet jak mieszkałem w Polsce, miałem swoją malutką grupkę znajomych - 4, 5 osób, i zawsze lubiłem żyć w samotności. Podobnie moja żona. Nie jestem tam obcy, ale traktują mnie trochę jak dziwaka. Generalnie cudzoziemcy są inaczej traktowani.

Wam wolno posprzątać śmieci rozkładające się tygodniami na chodniku przed apartamentowcem i wydające okropny odór, a dla Egipcjanina to wykluczone. Nie pozwoli sobie na to, choćby mdlał od smrodu, tak?

- Właśnie. Krytykuję tę kulturę, ale szanuję ją. W takim sensie, że nie narzucam się tym ludziom z moim punktem widzenia. Jedynie w prywatnych rozmowach i kontaktach. Nie mówię im: jesteście głupi, nie dorośliście do cywilizacji. Także z powodów bezpieczeństwa - nie chcę się nikomu bezpośrednio narażać. Żyjemy tam z żoną bardzo prywatnym życiem. Mamy małe grono znajomych, Hasan ma swoich kolegów ze szkoły, ale tak samo żyliśmy w Polsce. W swojej bańce. I tak jest dobrze.

Czytając twoje reportaże, odnoszę wrażenie, że wcielasz się w rolę prowokatora, zmuszasz ludzi do konfrontacji z rzeczami, o których nie chcą mówić. Doprowadzasz ich czasem wręcz do płaczu!

- No tak, bo to są ludzie tak przyzwyczajeni - nie tylko w Egipcie, w ogóle ludzie Orientu - do zatajania, ukrywania swoich poglądów, swojego życia przed cudzoziemcami, że aby coś z nich wyciągnąć, trzeba ich trochę forsować, prowokować. Czasami nawet poddać mocnej krytyce. Zdenerwować. Oczywiście zawsze wiem, kogo mogę tak potraktować.

W Egipcie często co innego mówi się cudzoziemcom, a co innego zachowuje się dla swojej rodziny czy wspólnoty. Jest to rodzaj zakłamania, hipokryzji, ale to trwa od wieków. To krycie się przed tymi „innymi” ze swoimi zwyczajami, które cudzoziemcy mogą odbierać jako wady czy objawy barbarzyństwa. Jak obrzezanie kobiet.

Poświęciłeś temu tematowi jeden z najbardziej poruszających tekstów w swojej książce. Obrzezanie oficjalnie jest w Egipcie zakazane, a tymczasem ponad 90 procent kobiet jest tam obrzezanych, często w strasznych warunkach. Cierpią męki psychiczne i fizyczne. Matki robią to córkom. Także w rodzinach postępowych, niespecjalnie religijnych

- Taka jest straszliwa siła tradycjonalizmu. Jeszcze paręnaście lat temu to wszystko było do ukrycia. Kto o tym mówił w Europie? Nawet dziś 90 procent ludzi, z którymi o tym chciałem rozmawiać, odmówiło mi. Kobiety i mężczyźni. Ci, co mówią, to są zupełne wyjątki, większość w ogóle nie chciała o tym słyszeć.

Najbardziej wstrząsające jest ostatnie zdanie, kiedy twoja rozmówczyni mówi: „Pomóżcie nam ”. Pomyślałam, że gdybym mieszkała w Egipcie, tobym wtedy chyba wyjechała, nie dałabym rady unieść tego cierpienia wokół.

- Nie dotyczyłoby cię to zupełnie. W innych kulturach też jest pełno okropieństw, np. ludzie są zafascynowani Indiami, a tam się przecież dzieją rzeczy straszne. To porusza, jeśli się ma empatię, ale nie dotyczy jednak bezpośrednio naszego życia. Nie tak, żeby wyjechać. Zresztą jest tam jeszcze sporo takich trudnych tematów.

Niedawno robiłem rozmowę z dwiema Egipcjankami na temat tzw. testów dziewiczych. Bo tam bardzo ważna jest czystość przedmałżeńska. Myślałem, że zwariuję od tego, to było potworne! Nikt nie chciał o tym rozmawiać, tylko te dwie kobiety, nazwijmy je - feministki egipskie, moje znajome, które miały wręcz potrzebę, żeby to z siebie wyrzucić. Poza tym nikt! I cały czas ludziom wydaje się, że to ukryją. A przecież w czasach internetu, telewizji satelitarnej to jest już nie do ukrycia. Kilkanaście lat temu wiedzieli o tym tylko specjaliści. Teraz mówi się o tym na świecie, więc oni się muszą do tego ustosunkować, co jest problemem. Narastanie fundamentalizmu, dżihadyzmu i terroryzmu islamskiego wiąże się również z tym.

To rodzaj oporu przed konfrontacją z wypaczeniami własnej tradycji?

- Tak, bo świat zaczyna o tym wszystkim wiedzieć, również niektórzy współobywatele zaczynają protestować. Chcą wolności, demokracji. Nie wiedzą jeszcze jakiej, ale chcą. I ten tradycjonalizm, który tam panuje i jest podstawą wszystkiego, zaczyna się sypać. A jeżeli się sypnie, to co ma wypełnić tę pustkę? Świat Zachodu, przynajmniej od renesansu, cały czas się zmienia, jest płynny, a tam wszystko jest stałe. Tak żył ojciec, tak żył dziad, tak wszyscy żeśmy żyli. Niektórzy zaczynają chcieć żyć inaczej, ale jak? Co ma teraz zastąpić nasze codzienne rytuały? Jak to zmienić? Pojawia się lęk.

Egipcjanki kupują tradycyjne lampiony (fot. Mohamed Abd El Ghany / Reuters)Egipcjanki kupują tradycyjne lampiony (fot. Mohamed Abd El Ghany / Reuters)

Świat islamu jest rozdarty. Na przykład wielbi popkulturę amerykańską, a jednocześnie gardzi Ameryką, nienawidzi jej...

- Kolejki pod ambasadą amerykańską są ogromne, wszędzie widać amerykański sprzęt, słychać muzykę amerykańską, widać amerykańskie ubrania. A z drugiej strony 80 procent ludzi - młodych, starych, każdych - nienawidzi Ameryki. Same sprzeczności! Przecież ponad 80 procent Egipcjan chce w różnej formie wprowadzenia szariatu! Ale ci sami ludzie obalili najpierw jednego dyktatora, a potem znieśli dyktaturę fundamentalistów. Co prawda stawiając na armię, ale była to w tym momencie jedyna siła, która mogła zablokować marsz po władzę Bractwa Muzułmańskiego. Nie do pojęcia! To są takie sprzeczności, które dla mnie czynią ten świat fascynującym.

W jednym z reportaży „przebierasz się” za zwykłego turystę i prowadzisz z napotkanym ortodoksyjnym kaznodzieją salafickim dyskusję. Prowokujesz go do opowieści, co jest słuszne, a co nie. Pada tam zdanie, że wizja przyszłości, którą oni reprezentują, już niedługo może być wizją, która będzie dotyczyć nas wszystkich. Rzeczywiście tak myślisz?

- To się już staje. Społeczność muzułmańska na Zachodzie rośnie, to nie ulega wątpliwości. W związku z tym rozszerzają się tam środowiska radykalne i w wielu zachodnich krajach są już zauważalną siłą. Nasze dzieci czy wnuki mogą stanąć wobec problemu, że nie będziemy mieli do czynienia z muzułmanami jako zwykłymi obywatelami, ale z ludźmi, którzy będą chcieli wprowadzać swoje porządki, obyczaje. W Anglii mamy już przecież początki sądów szariackich. Dlatego trzeba tę kulturę poznawać, żeby tych ludzi integrować, asymilować, uczyć ich naszych wartości. Nie znaczy to, że muszą tracić swoją tożsamość, ale będąc w Europie, muszą żyć tak, jak wymagają tego podstawy równości, wolności, braterstwa. Ważne, żebyśmy się wzajemnie integrowali - my i oni, bo inaczej będzie coraz więcej gett, coraz więcej wykluczonych.

Wspomniałeś o egipskich feministkach. W twoich reportażach pojawiają się właśnie osoby, które wyłamują się z tego tradycjonalistycznego społeczeństwa, buntownicy. Jak młodzi ateiści, którzy myślą o emigracji, jak muzycy deathmetalowi, jak Jasmin - aktywistka walcząca z okrucieństwem rytualnego uboju - czy profesor A., który „od dziecka” był niepogodzony z Egiptem.

- Egipt zawsze miał silną grupę intelektualistów, doskonałych pisarzy, filmowców, twórców teatru. W skali tego kraju to co prawda mała grupa, bo to ogromny naród, w tej chwili ok. 90 milionów ludzi, ale działaczy prowolnościowych jest całkiem sporo. Są też maoiści, socjaldemokraci, komuniści - pełen przegląd. Jest to jednak nieporównywalne w skali do krajów europejskich. To jest jakaś nisza nisz.

Czy ta nisza się poszerzyła choć trochę po rewolucji arabskiej?

- Nie może się zbytnio poszerzać, jeżeli chodzi o swobodę działalności politycznej, bo to ciągle państwo wojskowo-policyjne. Ale bardzo się poszerza np. artystycznie. Jest ogromny wykwit fundacji, teatrów, grup twórczych. Rozwój sztuki jest niebywały po rewolucji, a to jest przecież przejaw ludzkiej niezależności, wewnętrznej wolności.

W książce zwracasz uwagę na bardzo silną kastowość tego społeczeństwa

- To jeden z objawów tradycjonalizmu społecznego. Tam każdy od razu każdego rozpoznaje, każdy jest gdzieś przypisany. Trochę podobnie było w przedwojennej Polsce - do pewnych knajp nie mógł wejść robotnik, nawet jak się przebrał w garnitur. Do naszego dozorcy w Aleksandrii powinienem się zwracać „ya usta”, czyli coś jak: „człowiecze prosty”, co nie przechodzi mi przez usta. Sąsiedzi mnie oczywiście napominają. Ta kastowość to kolejna rzecz, która wstrzymuje rozwój tego i innych społeczeństw arabskich, opóźnia wejście w demokrację.

Podobnie brzmi cytat z Nadżiba Mahfuza, egipskiego pisarza noblisty, który przytaczasz na początku książki, że trzeba przebudować całe społeczeństwo egipskie, żeby demokracja tam była możliwa

- Tak. Ale jak to zrobić i kto to ma zrobić - nikt do końca nie wie. Jako tako udało się to w Turcji i teraz po rewolucji islamskiej - w Tunezji. Z punktu widzenia europejskiego Turcja nie jest może jakąś wielką demokracją, ale z punktu widzenia krajów islamskich - jest!

Na plaży w Sousse, w miejscu zamachu z 26 czerwca, znajduje się pamiątkowa tablica (fot. Anis Mili / Ruters)Na plaży w Sousse, w miejscu zamachu z 26 czerwca, znajduje się pamiątkowa tablica (fot. Anis Mili / Ruters)

Mówisz, że w Tunezji tzw. rewolucja arabska się udała. Czy rzeczywiście? Czy ostatnie tragiczne wydarzenia w tym kraju nie wskazują na coś innego?

- Mimo dwóch krwawych zamachów na turystów rewolucja tunezyjska powiodła się lepiej niż egipska, i to m.in. z tego powodu, że Tunezja jest i była krajem o wiele bardziej zorientowanym na Zachód, przede wszystkim na Francję, swojego byłego okupanta. To smutny paradoks: im więcej wpływów kolonialnych w krajach arabskich, tym bardziej społeczeństwo otwarte i większe szanse przynajmniej na podstawy demokracji. Tunezja, tak jak i Turcja przeszły wieloletnie procesy sekularyzacyjne. Te procesy, mimo iż niekiedy dramatyczne i brutalne, otworzyły społeczeństwa obu tych krajów na zachodnią, racjonalną myśl o wiele bardziej niż społeczeństwa innych krajów arabskich, gdzie wpływy zachodnie były słabsze.

Ostatnie tragiczne wydarzenia w Tunezji tylko to podkreślają: fundamentaliści i konserwatyści islamscy całego świata arabskiego są przerażeni wizją potencjalnej wolności Tunezji i wprowadzenia tam demokratycznych rządów na wzór znienawidzonego Zachodu. To byłby koszmar dla fundamentalistów oraz początek końca religijnie i obyczajowo opresyjnego społeczeństwa arabskiego, rozciągającego się od Mauretanii po Iran. Podobny mechanizm myślenia widać u rosyjskich polityków despotów obserwujących, jak „ich świat” - Ukraina, Gruzja, kraje bałtyckie - wymyka się im pod kontroli, podążając w kierunku wolności i demokracji.

Tunezja, pomimo zamachów, ma ciągle największe szanse bycia pierwszym krajem arabskim, który wyrwie się spod jarzma zabójczego, toksycznego konserwatyzmu islamskiego. I zapewne, właśnie dlatego, jeszcze niejeden raz islamiści tam uderzą. To jest wściekłe wycie ranionego nowoczesnością tradycjonalizmu, który widzi, jak „jego świat” ginie na jego oczach...

Co ten ostatni zamach przyniesie Tunezji - jak uważasz? Zatrzyma demokratyzację czy wręcz przeciwnie? W końcu załamanie się turystyki, spowodowane lękiem przed zamachami, uderzy w gospodarkę tego kraju, odbije się na zwykłych ludziach...

- Trudno prorokować o przyszłości Tunezji, tak jak trudno prorokować o przyszłości całego świata arabskiego - to kwadratura koła, ale myślę, że nic już nie zatrzyma demokratyzacji tego świata. Arabowie posmakowali wolności. Proces ten jednak będzie długi i bardzo bolesny. Ten świat czeka na swoje oświecenie i na swoją reformację. Wiemy, jak długo te epoki trwały w Europie i jak długo czekać trzeba było na ich owoce, których teraz używamy. Ale jednak współczesne czasy są dynamiczne, świat jest stechnicyzowaną „globalną wioską”, więc - być może - proces „detradycjonalizacji” i oświecenia świata arabskiego będzie trwał krócej niż w świecie zachodnim.

Tunezyjski i cały arabski sektor turystyczny bardzo ucierpi na terroryzmie, nie pierwszy raz zresztą, a w konsekwencji spadać będzie i tak niski poziom życia w Egipcie czy Tunezji. To się przeniesie na nastroje społeczne, sfrustruje i tak biedne społeczeństwa, zwróci ich niechęć w kierunku własnych rządów, niektórych - głównie młodych - popchnie w ręce radykałów, a przecież o to właśnie terrorystom islamskim chodzi.

Jak uważasz, dlaczego właśnie teraz doszło do tego zamachu?

- Zachód popełniał w świecie islamskim całą gamę strasznych błędów od dekad, jeśli nie dłużej, i to się teraz mści. Popieraliśmy przez lata krwawych dyktatorów dla ropy i świętego spokoju. To była krótkowzroczna polityka. Teraz mamy brodate demony, ziejące nienawiścią na niespotykaną wręcz - od czasów inkwizycji - skalę, i setki tysięcy imigrantów, których już niedługo będziemy musieli przyjąć. Jeżeli Europa nie rozwiąże sensownie problemu imigracji, to będziemy mieli  problem, bardzo duży problem. Miasta naszych dzieci i wnuków będą miastami euroislamskimi.

Mówię to z pełną odpowiedzialnością, chociaż zdaję sobie sprawę z „niepoprawności politycznej” moich słów. Tym bardziej uczmy się tego świata, jego obyczajowości, języków, kulturowych grypsów, a przede wszystkim religii. Poznajmy ten świat sensownie, merytorycznie i głęboko, bez nerwowych uprzedzeń i stereotypów, ale też bez fascynacji i zauroczenia, na chłodno. To nam może się bardzo przydać, a na pewno przyda się naszym dzieciom.

(fot. materiały prasowe)(fot. materiały prasowe)

 

Piotr Ibrahim Kalwas (ur. 1963) - pisarz, dziennikarz, autor reportaży i książek, m.in. „Salam”, „Czas”, „Międzyrzecz”. W przeszłości znany również m.in. jako wokalista punkowej kapeli i scenarzysta popularnego serialu telewizyjnego. W 2000 roku przeszedł na islam, a w 2008 wyjechał na stałe do Egiptu. Mieszka w Aleksandrii z żoną i 12-letnim synem.

Anna Sańczuk. Z wykształcenia historyczka sztuki, z zawodu dziennikarka, czasem zajmuje się również PR-em kultury. Współautorka książki „Warszawa. W poszukiwaniu centrum”. Razem z Maciejem Ulewiczem prowadzi program „KULTURA DO KWADRATU” na antenie Polsat News 2. Projektuje i szyje biżuterię pod marką SANKA. Mieszka w Warszawie na Starej Ochocie.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (239)
Zaloguj się
  • futon

    Oceniono 633 razy 553

    "W Egipcie spotyka się o wiele mniej chamstwa."
    Interesujące. Ciekawe skąd było tak wiele (setki) zgwałconych kobiet w czasie demonstracji na placu Tahrir.
    Czy w Polsce w czasie jakichkolwiek demonstracji politycznych były gwałcone kobiety ? Jakoś nie moge sobie przypomnieć.
    Może pan Ibrahim jako mężczyzna nie odczuwa tego, w jaki sposób w Egipcie (i innych krajach arabskich) traktowane są kobiety.

  • mukazy1988

    Oceniono 631 razy 485

    widze ze jest to proba urabiania opinie przed przyjeciem hord muzulmanow z afryki.

    Zadnych muzulmanow w Polsce!!!

  • glemp1

    Oceniono 511 razy 465

    "Teraz mamy brodate demony, ziejące nienawiścią na niespotykaną wręcz - od czasów inkwizycji - skalę, i setki tysięcy imigrantów, których już niedługo będziemy musieli przyjąć"

    Nikogo przyjmować nie musimy, szanowny Ibrahimie.

  • reyamtet

    Oceniono 447 razy 429

    Moment moment bo nie rozumiem. Egipt wspaniały ale na studia syna do Europy muszą wysłać? I po co wszyscy?

  • dyktator_bolandy

    Oceniono 313 razy 293

    "Jeżeli Europa nie rozwiąże sensownie problemu imigracji, to będziemy mieli problem, bardzo duży problem. Miasta naszych dzieci i wnuków będą miastami euroislamskimi"
    więc powinien się cieszyć...Ale chyba się nie cieszy, bo sam widzi ten islamski syf na co dzień.

  • as.pik

    Oceniono 273 razy 269

    "To smutny paradoks: im więcej wpływów kolonialnych w krajach arabskich, tym bardziej społeczeństwo otwarte i większe szanse przynajmniej na podstawy demokracji. "

    Żaden paradoks - i z pewnością nie smutny. Im więcej wpływów europejskich, tym wyższy poziom organizacji post kolonialnego społeczeństwa. Nie ma się czego wstydzić.

  • artu30

    Oceniono 312 razy 262

    Niech Pan jako muzułmanin zostanie w Egipcie, razem z kolegami. niech Pan tu nie przyjeżdża i nikogo nie zaprasza. Pan już wybrał. żegnamy.

  • petronella.kozlowska

    Oceniono 266 razy 254

    chamstwo arabskich azylantów widać codziennie w meldunkach mediów niemieckich, niestety też i prasy podziemnej.
    Zaczepianie kobiet, zaczepiane są nawet dziewczynki 13 letnie prze hordę spacerujących 10-15 Arabów krzyczących za nimi fuck, fuck. Arabowie w grupie łapią i obmacują dziewczyny

    O chamstwie islamskim jest sporo w YouTube, wszędzie tam gdzie są obozy dla islamistów jest chamstwo. Wchodzą np. w grupach na posesje domku i w grupie odbywa się oddawanie moczu lub kału. Nie liczą się z nikim i z niczym, nienawiść do wszystkiego co europejskie to jest islam.

  • donna deary

    Oceniono 247 razy 217

    Drogi Panie, przyjął Pan Islam, żeby go reformować? Chyba nie. Islam to Koran , a w nim wszystko jest dokładnie określone: jak żyć , kogo zabić. Co do chamstwa, wolę "chamstwo" ( przemoc słowną) niż obrzezanie , kamieniowanie i odrąbywanie głów maczetą. TO JEST ISLAM! Zakłamywanie tego i szukanie "duchowości" , to jakieś nieporozumienie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX