Bolesław Drapella odbiera nagrodę

Bolesław Drapella odbiera nagrodę (fot. Tomasz Kamiński / archiwum InfoShare)

im się udało

Od pomysłu do potęgi. Stworzona przez Polaka aplikacja pomaga podróżować taniej

Gdański startupowiec Bolesław Drapella stworzył aplikację RoomAuction.com, która pozwala użytkownikom negocjować ceny pokoi w 55 tysiącach hoteli w 170 krajach. Pokonał 154 start-upy z 19 krajów i 5 kontynentów, zwyciężając w prestiżowym konkursie Startup Contest powered by STARTER, organizowanym podczas konferencji InfoShare, największego w Europie Wschodniej festiwalu technologii i nowych mediów. Drapella otrzymał też 20 tysięcy euro, ufundowane przez prezydenta Gdańska, nagrodę publiczności oraz propozycje od inwestorów. O co w tym wszystkim chodzi? O lepsze i tańsze podróże.

Jak się pan czuje po tak prestiżowym zwycięstwie?

- Niesamowicie! Startup Contest w ramach konferencji InfoShare to konkurs, podczas którego mieliśmy okazję pokazać nasz projekt klientom, konkurencji i inwestorom. Dostaliśmy nagrodę publiczności od kilku tysięcy uczestników konferencji, potencjalnych użytkowników naszej aplikacji. To gwarancja, że pomysł na RoomAuction.com ma przyszłość. Za to nagroda od inwestorów potwierdza potencjał zarobkowy projektu, bo to właśnie inwestorzy najlepiej wiedzą, czy start-up ma szansę na globalną ekspansję. Rozmawiamy już z pięcioma funduszami, które chciałyby nasz projekt wesprzeć.

Udział w konferencji polega na prezentowaniu projektu ogromnej publiczności. Czy startupowiec musi być trochę showmanem?

- Sam show się nie obroni. Tu liczy się pomysł. I to, żeby pokazać pasję. Inwestorzy lokują przecież pieniądze w konkretnych ludzi. Projekt może zmienić się 10 razy w czasie życia firmy, ale jeśli właściciele nie będą mieli pasji, to nic się nie uda. Umiejętności performerskie oczywiście pomagają przy prezentacji, bo wtedy łatwiej opanować tremę i dać się zapamiętać. Przed konkursem my, wszyscy półfinaliści, przez miesiąc pracowaliśmy z mentorami nad naszym wystąpieniem, zarówno merytorycznie, jak i od strony formalnej. Zastanawialiśmy się, co warto pokazać, jak to pokazać, w jaki sposób mówić. Potem na przekonanie jurorów i publiczności mieliśmy tylko 180 sekund!

Bolesław Drapella podczas InfoShare z trzema spośród czterech swoich synów (fot. materiały prasowe InfoShate)Bolesław Drapella podczas InfoShare z trzema spośród czterech swoich synów (fot. materiały prasowe InfoShare)

To trochę jak na sesji speed dating. Trzeba zrobić świetne pierwsze wrażenie, bo drugiego już nie będzie.

- Speed dating, i to z wieloma osobami naraz (śmiech). Masz tylko trzy minuty, żeby zostać zapamiętanym przez jury, które słyszało już dziesiątki podobnych wystąpień.

Startup Contest ma więc nie tylko wyłonić zwycięzcę, ale i wyszkolić finalistów. Działa trochę jak inkubator.

- Tak, choć jedna osoba wygrywa, 30 zespołów, które trafiają do półfinału, jest objętych programem mentorskim. Wsparcie ekspertów pozwoli biznesom się rozwijać, lepiej komunikować, zweryfikować pomysły, dlatego właściwie konkurs to wygrana dla całej trzydziestki.

Czemu RoomAuction.com zawdzięcza zwycięstwo?

- Wstrzymywaliśmy się długo z wystąpieniem o inwestorów, zajmowaliśmy się rozwijaniem produktu. Dlatego zamiast pokazać prezentację w PowerPoincie z zarysem tego, co planujemy, zaprezentowaliśmy działającą aplikację, z której korzysta już 55 tysięcy hoteli w 170 krajach. Nasz produkt rozwiązuje problemy wielu osób. Przecież większość z nas korzysta z hoteli i chciałoby za nie płacić mniej. RoomAuction.com to właśnie umożliwia.

Ale słowo "start-up" kojarzy się z początkową fazą działania biznesu, a RoomAuction.com ma już 12 lat.

- Firma działa od 2003 roku, ale przez 10 lat była niejako w zamrażarce, działała na autopilocie. Gdy zaczynałem, internetowe rezerwacje hoteli były raczkującym biznesem, dlatego przez kilka ostatnich lat postawiłem na zdobywanie doświadczenia w branży online.  Byłem szefem serwisów ogłoszeniowych Gratka.pl, a potem jako prezes pomagałem budować giełdowego Morizona, czyli serwis sprzedaży i wynajmu mieszkań, wprowadziłem go na giełdę New Connect, a teraz spółka przygotowuje się do wejścia na główny parkiet warszawskiej giełdy. Przez ten czas rynek rezerwacji dojrzał i ja dojrzałem.

(fot. Tomasz Kamiński / archiwum InfoShare)(fot. Tomasz Kamiński / archiwum InfoShare)

RoomAuction.com nie jest tylko kolejną mutacją Booking.com?

- Nie, bo Booking.com oferuje w swoim serwisie pulę pokoi w danym hotelu po standardowej cenie. RoomAuction.com pozwala klientowi indywidualnie negocjować z hotelem cenę. Jeśli hotel wie, że w danym terminie nie ma pełnego obłożenia, opłaca mu się oferować indywidualnym klientom pokoje za niższą stawkę niż w oficjalnym cenniku, ale chce pozostawić sobie wolność, by na konkretne zapytania odpowiedzieć: tak lub nie. Działa to więc tak: najpierw podróżujący znajduje na RoomAuction.com hotel, widzi jego normalną stawkę, np. 150 zł za noc. Korzystając z naszego narzędzia, informuje hotel, że chciałby w przyszły weekend przyjechać na jedną noc za 100 zł. Hotel wtedy decyduje, czy przyjmuje ofertę. Może się zgodzić albo np. za normalną stawkę zaoferować apartament prezydencki. Obie strony zyskują.

Czyli działa to trochę jak serwis aukcyjny, gdzie ludzie mogą poczuć, że wynegocjowali na własną rękę najlepszą stawkę?

- Do pewnego stopnia. W RoomAuction.com hotelarz decyduje się obniżyć cenę za konkretną noc dla konkretnego klienta, ale nie opłaca mu się wystawiać całych pakietów promocyjnych. RoomAuction.com działa jako pośrednik między klientem a hotelem, który przedstawia obu stronom negocjacji korzystne oferty.

Czytałam na Facebooku po ogłoszeniu wyników konkursu, że kilka osób oburzało się, że w polskim konkursie wygrała brytyjska firma...

- To nie jest tak. Gdy zakładałem firmę, mieszkałem i pracowałem w Wielkiej Brytanii. Otwieramy też polski oddział, bo chcemy mieć udział w rozwoju polskiego rynku. Robienie globalnego biznesu i pozyskiwanie globalnych inwestycji jest wciąż niestety łatwiejsze z Londynu niż z Gdańska. Kilkaset tysięcy czy kilka milionów złotych mogę pozyskać w Polsce, większe kwoty, rzędu kilkudziesięciu milionów - na świecie. Wartość podróżniczego rynku online to trzysta miliardów dolarów!

Dla wielu osób te sumy są abstrakcyjne. Na co właściwie są przeznaczane w firmie takie dofinansowania?

- Teraz wdrażamy program Travel Ambassador, w ramach którego będziemy wysyłać w świat ambasadorów RoomAuction.com - blogerów, dziennikarzy, podróżników, pasjonatów. Otrzymaliśmy zgłoszenia do programu aż z 40 krajów z 6 kontynentów, w tym wiele ciekawych zgłoszeń z Polski. Przeszło 450 osób chciałoby zostać naszymi ambasadorami, a dopiero trzy tygodnie temu uruchomiliśmy ten program! Program Travel Ambassador będzie działać jak system rekomendacji, ale zamiast recenzji na dwie linijki ambasadorzy przygotują rzetelny tekst. To ma być taka ekspercka inspekcja hotelowa oraz ciekawy opis miasta i okolicy.

(fot. archiwum prywatne)(fot. archiwum prywatne)

A panu w biznesie pomaga doświadczenie zdobyte w pracy menedżera hotelu w Londynie?

- Tamta praca pomogła mi zrozumieć, czego hotelarze nienawidzą w narzędziach rezerwacyjnych. Zależy im, żeby system nie wymuszał na nich przyjęcia rezerwacji po niższej cenie. Będą bardziej elastyczni, jeśli dostaną możliwość odrzucenia oferty. Dla dobra klienta nie chcemy walczyć z hotelami, tylko stworzyć świetne warunki współpracy. Booking.com i inni duzi gracze wymagają automatycznego przekazania np. 10 pokoi do dyspozycji serwisu bez gwarancji ich zapełnienia. W RoomAuction.com nie ma tego problemu, bo każde zapytanie może być odrzucone.

Czego szuka klient hotelu?

- Najtańszej oferty i indywidualnego traktowania. W aplikacjach konkurencji wszystko jest zautomatyzowane. U nas można bezpośrednio zapytać, jak dojechać do hotelu, czy pokój ma widok na morze czy na śmietnik, co będzie na śniadanie. Czynnik ludzki jest w biznesie kluczowy.

Sam pan dużo podróżuje?

Zwiedziłem ponad 20 krajów, więc wiem, na czym może zależeć gościom hoteli, choć mam pewnie skrzywione spojrzenie, bo na każdy hotel patrzę z perspektywy mojego hotelarskiego doświadczenia. Zwracam uwagę na poziom obsługi, na wykorzystywane lub marnowane szanse marketingowe, na budowanie relacji i oczywiście na samą jakość obiektu.

Czego nauczył się pan, pracując w Wielkiej Brytanii?

- Tam prowadzenie działalności gospodarczej jest 10 razy prostsze! Zakłada się biznes, składając jeden podpis na jednym dokumencie, który składa się w Urzędzie Skarbowym 90 dni po rozpoczęciu działalności. W tym trzymiesięcznym okresie próbnym można działać legalnie bez rejestracji. To pozwala sprawdzić, czy obrany model biznesowy w ogóle ma sens. A potem można skupić się na prowadzeniu biznesu, a nie księgowości. W spółce z o.o. sprawy księgowe zajmują dwie godziny w roku i kwadrans na kwartał. Praca mojego księgowego w Wielkiej Brytanii polegała na przygotowaniu rocznego sprawozdania. W Polsce potrzebny jest do tego osobny etat i dużo często aktualizowanej wiedzy. W Wielkiej Brytanii w urzędach otrzymuje się realną pomoc. Często pod byle pretekstem wchodziłem do urzędu skarbowego, żeby po prostu porozmawiać z ludźmi. W Polsce nie mam jeszcze takiej pokusy.

Gdyby w Polsce uprościć procedury, byłoby więcej młodych przedsiębiorców?

- Oczywiście! Młody przedsiębiorca marnuje jedną trzecią swojego czasu, energii i pieniędzy na sprawy formalne. Mam nadzieję, że uda się ten system usprawnić. Trzeba o tym głośno mówić!

To dlaczego zdecydował się pan wrócić do Polski?

- Dość szybko zdałem sobie sprawę, że biznes internetowy można prowadzić z dowolnego miejsca na świecie i wcale nie musi być ono oddalone od rodzinnego Gdańska. Wracając z Wielkiej Brytanii, nie miałem jeszcze własnej rodziny, ale czułem, że chcę, żeby była ona w Polsce. Tu poznałem moją Anię, tu rosną nasze dzieci.

(fot. archiwum prywatne)(fot. archiwum prywatne)

Często mówi się, że każdy startupowiec powinien mieć na koncie choć jedną porażkę. To uczy pokory?

- Im więcej projektów, im więcej prób i im więcej porażek na koncie, tym większa szansa na powodzenie biznesu. RoomAuction.com nie jest moim pierwszym biznesem, więc pozyskane pieniądze wydam dwa, trzy, a nawet pięć razy lepiej niż przy pierwszych projektach. Niestety, w Polsce każde niepowodzenie jest stygmatyzowane. Porażka nie jest traktowana jako element procesu, tylko ostateczna klęska. Zagraniczni inwestorzy traktują porażkę jako sukces, bo wiedzą, że uczy ona wydawania pieniędzy, badania rynku, weryfikacji pomysłu. Ktoś, kto raz poniósł porażkę, nie powtórzy już swoich błędów.

Kto jest pana start-upowym idolem?

- Michał Sadowski z Brand24. Za to, że dzieli się informacjami o postępach w pracy jego firmy, konsekwentnie tworzy globalny biznes, nie zapominając jednocześnie o innych polskich młodych przedsiębiorcach.

Co czyni pana dobrym liderem?

- O to trzeba zapytać mojego zespołu. Staram się zachować dystans do siebie. Nie udaję, że wiem wszystko najlepiej. Moim pracownikom powtarzam, że mogą mnie krytykować, bo z tej konfrontacji powstanie lepszy pomysł. Choć finalna decyzja należy do szefa, pracownicy powinni być dopuszczani do dialogu. Wtedy firma działa prawidłowo.

Ceni pan silne osobowości, a nie potakiwaczy?

- Lubię zatrudniać ludzi mądrzejszych od siebie, którzy są w stanie wytknąć mi błędy. Im więcej kompetencji i zadań deleguję, tym większa szansa na sukces mojej firmy. Biznesu globalnego nie zrobi jedna osoba. Zespołowi trzeba dać decyzyjność, a nie tylko zadania do wykonania.

Ale w Polsce wciąż pokutuje wizja szefa, który dyryguje podwładnymi, a sam nic nie robi.

- Szef leniwy to dobry szef. Jeśli nie pracuje bez przerwy, to znaczy, że nie jest wąskim gardłem w każdej decyzji firmy. Doskonały szef to ten, który jest zaangażowany osobiście, ale potrafi też delegować. Ja nie mam osobnego gabinetu, siedzimy wszyscy razem, bo pracownicy powinni widzieć, że się nie obijam. Gdy robimy odprawę, zawsze mówię, czym będę się danego dnia zajmował, a nie tylko wymagam zdania relacji od podwładnych.

(fot. archiwum prywatne)(fot. archiwum prywatne)

Co jest najtrudniejsze w byciu szefem?

- Zwalnianie zawsze jest trudne. Ale jeżeli każdy pracownik wie, w którym kierunku firma podąża, i każdy zna swoje w niej zadanie, to do zwolnienia czasem musi dojść. I często pracownik wie przede mną, że jego czas w firmie się kończy. Ja najbardziej boję się tego, że angażując się operacyjnie, mogę nie mieć czasu na opracowanie i regularną weryfikację strategii.

Pana firma ma teraz siedzibę w Gdańsku. To dowód na to, że w tym biznesie nie ma już centrum i peryferii?

- W świecie start-upów, szczególnie w branży internetowej, można działać zewsząd! Jeśli masz dobry pomysł, to się obroni. Gdańsk wspiera przedsiębiorczość, a jestem lokalnym patriotą, więc bardzo mi pasuje ten układ. Tu się urodziłem, tu chcę pozostać i budować coś dobrego dla miasta.

Pana żona nie narzeka, że pan za dużo pracuje?

- Wychodzę z założenia, że pracę można zmienić, rodziny nie, dlatego staram się dbać o równowagę między życiem osobistym a zawodowym. Od kiedy prowadzę firmę w Gdańsku, spędzam w domu zdecydowanie więcej czasu. Ania, moja żona, bardzo wspiera mnie w tym, co robię. Co w powiązaniu z aktywnością zawodową (jest lekarzem rodzinnym) oraz przy naszej liczbie dzieci - mamy aż czterech synów - jest dużym wyzwaniem.

Czy któryś z synów już przejawia żyłkę biznesową?

- Tak, sześcioletni, drugi z kolei syn Wojtek złapał biznesowego bakcyla. Jak na swój wiek zadaje naprawdę mądre pytania! Mało który przedszkolak dopytuje się ojca o postępy rozmowy z inwestorami, o model biznesowy czy o kompetencje pracowników. W rodzinach wielodzietnych często to właśnie drugie dziecko jest najbardziej przedsiębiorcze. Ja też byłem drugim dzieckiem w dużej rodzinie, choć moi rodzice nie zajmują się biznesem. Mama jest z wykształcenia architektem, ale od lat realizuje się jako nauczyciel języka angielskiego, a tata jako kapitan żeglugi wielkiej aktywnie zachęca nas do poznawania świata. Łącznie, jako rodzina, dzięki pracy taty, udało nam się odwiedzić wszystkie kontynenty świata, z Antarktydą włącznie.

Dzieciom jest teraz chyba łatwiej poznać się na biznesie. Nas uczono biznesu tylko na lekcjach przedsiębiorczości, i to zazwyczaj nieudolnie.

- Może to jest paradoksalnie nasza przewaga? Jesteśmy nieskażeni teorią, więc myślimy innowacyjnie. Nikt nam nie powiedział, co jest niemożliwe, więc wszystko wydaje nam się prawdopodobne. Mam 34 lata, branża internetowa praktycznie nie istniała jeszcze, gdy szedłem na studia.

(fot. archiwum prywatne)(fot. archiwum prywatne)

Sam pan jest heavy userem?

- Znajomi mówią, że mieszkam w Gdańsku i na Facebooku. Ale dbam też o te głębsze, prawdziwsze relacje poza siecią. Jednak networking w mediach społecznościowych pomaga poznać również klientów i ich problemy.

Hobbystycznie zajmuje się pan fotografią. Jak to się zaczęło?

- Jeszcze w liceum, w późnych latach 90., pracowałem jako fotoreporter w "Dzienniku Bałtyckim". Potem zajmowałem się trochę fotografią produktową, teraz robię sesje modelingowe. To moja odskocznia, próba stworzenia czegoś pięknego. Ale niestety mam na to za mało czasu, robię może jedną sesję na kwartał.

Czyli miał pan nieoczywistą ścieżkę kariery. Dzisiaj na pierwszym roku studiów trudno przewidzieć, co się będzie robiło w przyszłości.

- I to będzie zmieniało się jeszcze szybciej! Nie jestem nawet w stanie sobie wyobrazić, jakie zawody będą wykonywały moje dzieci. Jest coraz więcej rzeczy, których nie rozumiem, choć staram się je chłonąć, np. ostatnio założyłem konto na Snapchacie, ale nie wkręciłem się w to. Specjalizacja w obszarach pracy, komunikacji, a nawet hobby jest tak duża, że nie da się znaleźć czasu na wszystko.

 

Bolesław Drapella. Gdańszczanin, ojciec czterech synów, twórca aplikacji RoomAuction.com, a wcześniej prezes spółki Morizon i dyrektor ds. rozwoju w Gratka.pl. Przez kilka lat pracował w Londynie jako menedżer hotelu.

Anna Konieczyńska. Sekretarz redakcji magazynu "InStyle", jedna druga agencji kreatywnej ThinkFashion.pl, połowa duetu serialowego Qkmal, doktorantka w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Lubi pisać, pracować, plotkować.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (49)
Zaloguj się
  • jurdok66

    Oceniono 84 razy 46

    Czytam wasze opinie i rzygac mi sie chce. Cieszcie sie sukcesem rodaka, a nie tylko widzicie podpuche, zdzierstwo,oszustwo itp! masakra, Polak to zawistne COŚ

  • protoplasta.czempionow

    Oceniono 52 razy 30

    "Hobbystycznie zajmuje się pan fotografią. Jak to się zaczęło?"

    DWA MILIARDY LUDZI ZAJMUJE SIE HOBBYSTYCZNIE FOTOGRAFIA. Gratuluje obu.

  • onter

    Oceniono 34 razy 24

    Oj, naiwni, naiwni... Sukcesem jest opchnięcie portalu województwa dolnośląskiego za 66 mln
    wyborcza.biz/biznes/1,100896,18171743,Wojewodztwo_dolnoslaskie_zawarlo_ugode_z_wykonawca.html

  • novasolutions

    Oceniono 39 razy 19

    Roomauction.com to kopia biznesu Laterooms.com tylko strona laterooms.com jakoś wygląda. Najciekawsze jest to, że zarówno Roomauction.com jak i Laterooms.com oferują
    dostęp do ponad 55000 hoteli (???). Kto skopiował kogo (???)

  • szlag

    Oceniono 22 razy 18

    Spieszmy się kochać aplikacje, tak szybko odchodzą.

  • Oceniono 21 razy 17

    ja mam jedno pytanie! dlaczego prezes bogatej spolki, notowanej na gieldzie, rzuca swoja intratna posade i zaklada stronke, ktora lubi na fejsie 800 osob!, wiec ile z niej realnie korzysta miesiecznie i jaki jest jej przychod? a strona podobno istnieje od 2003 roku! i wyglada tak, jakby w tamtej epoce sie zatrzymala. a dyrektor pisze, ze doprowadzil morizon w ciagu ledwie 4-ech lat do generowania zysku w kwocie niemal 1 miliona dolarow rocznie! z tysiaca dolarow do 300 tys. w skali roku, realny zysk za 2014 to ponad 700 tys. dolarow! i on jako prezes tej spolki rzuca ja w cholere i skupia sie juz wylacznie na prowadzeniu swojej lichej stronki (ktorej nie wiedziec czemu nie potrafil od 2003 doprowadzic do wiekszego wzrostu niz 800 osob lubiacych ja na fejsie) i cieszy sie, ze dostal zatrwazajaco wysoka nagrode dla swego produktu w wysokosci 20 tys. euro! moze ktos odpowie mi na pytanie, o co w tym wszystkim chodzi? i dlaczego przestawia sie to jako sukces?

  • strange_email

    Oceniono 35 razy 15

    Powiedz misiu ile masz zawsrtych miesiecznie transakcji I ilu uzytkownikow. 55k hoteli nic nie mowi, ta baze mozna sobie zaciagnac z sieci.

  • clinteast

    Oceniono 33 razy 15

    Super POLAK skoro zapomniał o możliwości wyboru polskiego języka na stronie, chociaż hotele w Polsce można wyszukać.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX