Kadr z filmu

Kadr z filmu "Strefa nagości" (fot. materiały prasowe)

Wywiad Gazeta.pl

Urszula Antoniak o erotycznym pojedynku kobiet: Poddanie się Arabki to zwycięstwo Zachodu

Dlaczego film o rozkwitającym romansie dwóch dziewczyn nie jest kinem lesbijskim? Czy eutanazja może bawić? I co na to wszystko Baudrillard, Kierkegaard i Bataille? O pełnej napięcia "Strefie nagości" opowiada reżyserka obrazu Urszula Antoniak. Od niedawna znowu w Polsce, z nowymi projektami i pomysłami na robienie kina "tu".

Od debiutanckiego „Nic osobistego” (2009) Urszula Antoniak to jedno z najgorętszych nazwisk wśród reżyserek kina autorskiego. Swoją filmową karierę rozpoczęła i rozwijała w Holandii, gdzie mieszkała przez 25 lat. Zdobyła tytuł Najlepszej Holenderskiej Reżyserki, jej filmy podbijały najbardziej prestiżowe festiwale, od Cannes po Locarno. Za granicą gwiazda, w Polsce wciąż mało znana.

Może to pech? „Nic osobistego” miał premierę zaplanowaną na 10 kwietnia 2010. A może poziom trudności? Jej kolejny obraz, „Code Blue” (2012), zachwycał, ale w hermetycznym, festiwalowym obiegu. Antoniak nie robi łatwego kina. Lubi mocować się ze stereotypami, kulturowymi schematami.

Jej najnowszy film, „Strefa nagości”, długo czekał, by ujrzeć światło dzienne. Dwie młode dziewczyny, grane przez debiutantki - jedna z nich jest dziś topową modelką. Ekstrawagancka, uprzywilejowana Europejka i tajemnicza Arabka z tradycyjnego domu. Gra spojrzeń, która powoli przeradza się w coś więcej. Gęstniejące napięcie. Fascynacja. Ale też przeciąganie liny. Uwodzenie jako przemoc, rodzaj sadystycznej gry, starcie kultur. Która zatriumfuje? Wszystko pokazane poprzez bliskie skóry, intymne zdjęcia Piotra Sobocińskiego jr.

Urszula AntoniakUrszula Antoniak (fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta)

Anna Tatarska: Twój film nie wpasowuje się w ramy kina LGBT, choć wielu tak chce go szufladkować.

Urszula Antoniak: - Wiem, ale tak nie jest. W tym filmie nie chodzi o fascynację typu: „Hej, podobasz mi się, chciałabym z tobą pójść do łóżka”. Tu dziewczyna Europejka patrzy na dziewczynę Arabkę i myśli sobie: „Co jest pod tą chustką? Jak daleko mogę cię zwieść z twojej drogi?”.

To nie przypadek, że po francusku séduire znaczy nie tylko „uwodzić”, ale też właśnie „sprowadzić na inną drogę”. W „Strefie nagości” uwodzenie polega na tym, żeby zobaczyć, jak daleko można zwieść tę drugą stronę. Czy Sammy uda się doprowadzić Imaan do momentu, kiedy ta po prostu rozłoży nogi i się podda? Pozwoli dotknąć włosów, których nie wolno przecież pokazywać, dotykać? Bo to jest pojedynek. W podtekście poddanie się Arabki to zwycięstwo zachodniej kultury.

To gra sił.

- I strategia. Jeden z najlepszych thrillerów, jakie czytałam w życiu, to „Dziennik uwodziciela” Sorena Kierkegaarda. Facet opisuje krok po kroku, jak uwiódł siedemnastolatkę. Gdy książka została wydana, wszyscy w Kopenhadze wiedzieli, kim jest bohaterka. W swojej książce Kierkegaard robi z uwodzenia akt estetyczny. Twierdzi, że to ona go uwiodła swoim pięknem, zatem on musiał zrównoważyć jej piękno swoją inteligencją. Krok po kroku opisuje swoje strategie: dlaczego pozwala się jej dojrzeć na otwarciu galerii, nie odwzajemnia spojrzenia, ale zaraz potem celowo wpada na nią na schodach. On ją hipnotyzuje jak derwisz.

Uwodzi ją.

- To nie ktoś nas uwodzi, to my sami siebie uwodzimy. Od momentu pierwszego spojrzenia zaczynamy się zastanawiać: „Dlaczego on na mnie spojrzał? Może mu się podobam! Spojrzał na mnie już drugi raz! Co to znaczy!”. Szukamy tego znaczenia, zaczynamy wypełniać znaczeniem coś, co być może w ogóle nie istniało. Ten człowiek mógł na mnie spojrzeć przypadkiem.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Strefa nagości" (fot. materiały prasowe)

A czy ma znaczenie, czy źródło emocji jest prawdziwe czy wyobrażone, skoro jego efektem jest realne uczucie? To tak jak w popularnym ostatnio teście Aarona, gdzie odpowiednio dobrany zestaw pytań ma obudzić w rozmówcach miłość.

- To jest bardzo fajne pytanie. Czy to jest ważne, czy ta osoba w ogóle o mnie pomyślała? To ja się sama napędzam, ja się sama uwodzę. To ja sama cierpię. To jakaś autohipnoza, rodzaj choroby psychicznej, gdzie wszystko niby związane z drugą osobą kręci się wokół mnie. Czyli forma skrajnego egoizmu.

Najbardziej mnie wkurza takie przekonanie, że to, co uwodzi, to „czyste piękno”, bo stanowi dla uwodziciela wyzwanie. Że trzeba je zrównoważyć intelektem, jak u Kierkegaarda. Czar tych pięknych rozkwitających niczym u Prousta dziewcząt, tych piętnasto-, szesnastolatek - jaka tam jest tajemnica? Nie ma żadnej. To faceci tę tajemnicę projektują na te dziewczynki. Czystego piękna nie można poznać, można je tylko popsuć.

W filmie dzielący bohaterki mur jest dodatkową zachętą do gry w uwodzenie.

- Bataille powiedział, że gdyby w erotyzmie nie było ograniczeń, to bylibyśmy jak zwierzęta. Kopulowalibyśmy cały czas, ale też nic nie miałoby znaczenia. Potrzebujemy ograniczeń, żeby je przełamywać, skracać dystans. Dzięki temu erotyzm jest dla nas ciekawy, to tworzy nas jako ludzi.

Symboliczną rolę na ekranie odgrywają włosy.

- Dotknięcie włosów to w filmie niemal substytut masturbacji - dotknięcie czegoś bardzo intymnego. Taka metonimia: zamiast seksu są włosy. Zdejmowanie chustki jest jak striptiz. Gdyby to był film z dorosłymi dziewczynami, byłby seks. Ale tu są tylko włosy. To znaczy dokładnie tyle samo, a może nawet więcej?

Kadr z filmu Kadr z filmu "Strefa nagości" (fot. materiały prasowe)

Patronem filmu jest Roland Barthes. Cytujesz jego „Fragmenty dyskursu miłosnego”.

- Barthes pięknie pisze, prawda? Jego teoria jest taka: nigdy nie jesteśmy tak samotni, jak wtedy, gdy się zakochujemy. Zapadamy się do środka, świat przestaje istnieć. Zaczynamy dyskurs sami ze sobą, z tym wyobrażeniem idealnej osoby.

Zobacz, jakie to jest ciekawe, kiedy chodzi o miłość tej samej płci. Bo kiedy ja się zakochuję w facecie, to to jest moje wyobrażenie jego jako mężczyzny - odrębnego konstruktu. Ale kiedy zakochuję się w kobiecie, to to jest moje wyobrażenie jej, wymodelowane gdzieś tam na mnie. Kiedy mężczyzna i kobieta tworzą związek, stają się razem takim „człowiekiem idealnym”. A co, jeśli zakocham się w kobiecie? Nasza unia byłaby... no właśnie, czym? Kobietą idealną? Kobietą, jaką ja sama chciałabym być?

Niektórzy znajdują podobieństwa między „Strefą nagości” a „Życiem Adeli”. Myślisz, że to droga na skróty czy coś w tym rzeczywiście jest?

- To, co mi się bardzo podobało w filmie Kechiche'a, to że one są takie inne: Adela lubi makaron, Emma woli ostrygi. Francuzi to strasznie kastowe społeczeństwo... Często te kontrasty, które nas przyciągają na początku związku, potem stają się obiektem wzajemnych drwin. I tak się dzieje w „Życiu...”, z czasem Adela ze słodkiej dzikuski staje się dla Emmy wieśniarą. Jak byłoby w przypadku moich bohaterek, gdyby - co trudno sobie wyobrazić - udało im się stworzyć związek? Czy taka Arabka poszłaby na tyle daleko, żeby wspólne żyć, mieszkać? Nie sądzę.

Miłość to też chęć skolonizowania, zawłaszczenia. Skonsumowania. „Bądź mój”, „Oddaj mi się”. Tylko że w naszej kulturze oddanie się wiąże się tylko z przyjemnością. A dla takiej Arabki oznaczałoby zanurzenie, rozpuszczenie. Znalazłaby się w skrajnym położeniu, całkowicie odrzucona przez swoją kulturę, nie miałaby do czego wracać, miałaby tylko partnerkę. I cały czas słyszałaby, jak wszyscy o tamtej mówią, jaka to jest tolerancyjna i wielkoduszna...

Arabkę traktowaliby jak pewnego rodzaju gadżet.

- Pamiętam z holenderskiej prasy taką historię - młoda Arabka dostała pracę w restauracji. Nie nosiła chustki, nie umiała jej nawet zawiązać jak moja Imaan. Ale właściciel kazał jej ją nosić, bo chciał, żeby goście widzieli, jaki jest tolerancyjny i otwarty, skoro zatrudnił Arabkę. Stała przy wejściu, w chustce, odbierała od ludzi płaszcze. Czyli przy całej chęci pokazania otwartości szef jednocześnie potraktował ją jak niewolnika, wieszak. Zobacz, jakie to jest myślenie. Tolerancja po holendersku.

Na ekranie, zamiast poddawać się myślowym schematom, kwestionujesz je.

- Gram ze stereotypami. Jak w scenie w metrze, gdy wszystkie spojrzenia kierują się w stronę bohaterki Arabki. W białej chuście wygląda jak Obcy, nie wiadomo, co jest pod tą powierzchnią. Czy jest niewinna, czy doskonale wie, że ktoś się jej przygląda? Gra czy jest nieświadoma? Baudrillard mówi, że uwodzimy słabością. Pytanie w filmie brzmi, czy jeśli Arabka wie o tym, że się uwodzi słabością, to jest słaba?

Kadr z filmu Kadr z filmu "Strefa nagości" (fot. materiały prasowe)

One bawią się układem pan - poddany. Ale nie ma to postkolonialnego posmaku.

- One się do pewnego momentu bawią, ale w którymś momencie ta granica zostaje przekroczona. Tylko po to, żeby się móc przepraszać. Trochę jak w sado-maso... Ale w tej konfiguracji prawdziwą władzę ma często ten słabszy: niewolnik.

Co Holendrzy myślą o Arabach?

- Holendrom się wydaje, że to, co oni projektują na Arabów, ich wyobrażenia, to jest prawda. Najlepiej to widać w wyobrażeniu kobiety arabskiej jako zniewolonej - podczas gdy w arabskich domach często to kobiety mają władzę. Holendrzy wyobrażają sobie, że nauczą Arabów „swojej” wolności. A może oni wcale nie szanują naszej kultury, nie doceniają tej wolności, którą tak się chełpimy? Może mają jej więcej od nas? Nie znamy języka ich wolności.

Na ile jest to temat obecny w publicznym dyskursie?

- W Polsce nie ma właściwie Arabów. W Holandii, gdzie stanowią 10 proc. populacji, to jest ważny i dyskutowany społeczny temat. W takim Rotterdamie, drugim co do wielkości porcie na świecie, szala się już przechyliła - dziś 60 proc. populacji nie jest rdzennymi Holendrami. Burmistrz pochodzi z marokańskiej rodziny.

W Holandii jest niby ogromne parcie na integrację, pod hasłem: integrujcie się, musicie poznać wartości holenderskiej kultury. Ale efekt nie jest jednoznaczny. Ja sama mam holenderski paszport, w Holandii kończyłam szkołę, mieszkałam tam 25 lat - i na mnie się mówi „Polka, która mieszka w Holandii”. Moja sąsiadka pracuje w szpitalu, skończyła w Holandii studia i mówi po holendersku lepiej niż mój sąsiad, typowy Holender. Ona wciąż jest „Marokanką”. A on jest Holendrem.

A jaki status ma w kraju twoja aktorka, Imaan Hammam?

- Imaan urodziła się w Holandii, w trzecim pokoleniu arabskich imigrantów. Ale też mówią na nią „Marokanka”.  Jej matka pochodzi z Maroka, ojciec jest Egipcjaninem. Oboje mówią po holendersku tak sobie, za to Imaan mówi pięknym, poprawnym holenderskim. Ale zna też taki slang, którym posługuje się marokańska młodzież. To były zabawne momenty, kiedy ta zjawiskowa dziewczyna nagle zaczynała gadać jak zakapior z podwórka (śmiech). Imaan bywała naszym tłumaczem, kiedy omawialiśmy kwestię nagości w filmie z jej rodzicami. Umiała ich przekonać prawie do wszystkiego. Jest profesjonalna, nauczona, że ma obowiązki. Na nią się liczy.

Po drugiej stronie jest Sammy Boonstra, grająca drugą bohaterkę. Jej matka jest stylistką, która pracuje z modelkami i aktorami. Jej ojciec jest muzykiem. Dziewczyna z domu, gdzie się czyta, ogląda, miejska inteligencja. Na planie potrafiła zachowywać się jak małe dziecko.

- czwarta od prawej (fot. materiały prasowe)Imaan Hammam na okładce amerykańskiego Voque'a - czwarta od prawej (fot. vogue.com)

Dziś Imaan jest wielką gwiazdą świata mody.

- Teraz, kiedy robi wielką karierę w modelingu, za jedną sesję zarabia pewnie więcej niż jej ojciec w pięć lat. Była już na okładce amerykańskiego i włoskiego „Vogue'a”, czyli zdobyła tzw. złotego Graala modelek. Jest ulubienicą Anny Wintour i twarzą domu mody Givenchy, jako siedemnastolatka otwierała ich pokaz w Paryżu. Kiedy poznałam ją w 2012 r., miała 15 lat. Nie mogła jeszcze pracować na wybiegu, chciała skończyć szkołę. W 2013 r. spotkałyśmy się po zdjęciach - była już inna, wytrenowana, wychudzona. Zgubiła chyba z 10 kilogramów. Miała zupełnie inne rysy. Stała się kobietą. Dziś na zdjęciach wygląda jak Szeherezada. Dwa razy minęłyśmy się na lotnisku w Amsterdamie, ja leciałam na jakiś festiwal, ona pewnie na wybieg do Nowego Jorku. Kilka kroków za nią - jej mama, tradycyjnie ubrana Arabka. Mama jeździ z nią wszędzie, po całym świecie.

Wspomniałaś, że nie umiała wiązać chusty.

- Bo jej na co dzień nie nosi. Jej filmowa bohaterka - tak. To był problem, bo na początku nie umiała jej nijak ułożyć, musiała radzić się siostry, która nosi chustę. Ale choć nie zakrywa włosów, Imaan ubiera się raczej skromnie.

Imaan jest dziś „aniołkiem” Victoria's Secret. W pracy gołe pośladki, w domu - skromna tunika? Jak to możliwe?

- Bo dla niej praca to jakiś rodzaj performansu. Pamiętam rozmowy z jej ojcem, kiedy ustalaliśmy, co możemy na ekranie pokazać, a czego nie. Pokazywałam mu zdjęcie z sesji i mówię, że przecież tu biust wystaje prawie cały, a on, że „TO jest zakryte”. Rzeczywiście pokaz mody miał u niego jakiś inny status. „Ona tak nie chodzi po ulicy” - powtarzał. Dla niego było bardzo ważne, żeby w scenach, gdzie Imaan gra nago, miała zakryte miejsca intymne - musiała nosić stringi - i zalepione naklejkami sutki. Tyle! Mimo że wiedział, że na planie będą mężczyźni. Myślę sobie: „Aha, czyli mężczyzna może zobaczyć, jaki ma kształt biustu, ale sutek - Boże broń”. Ciekawe.

Na planie Imaan miała „wsparcie”, bo nagich kobiet było tam wiele.

- W scenach w łaźni potrzebowaliśmy nagich statystek. Myślałam, że będzie problem, żeby się rozebrały, ale skąd! Jedna kobieta w zmysłowej bieliźnie zrobiłaby na naszym planie więcej zamieszania niż ten tabun nagusów. Ich negliż stał się w pewnym sensie przezroczysty. Stoi taka goła, je bułkę, whatever! Trochę wtedy zrozumiałam, jak to jest, jak Arabki idą razem do łaźni. Myją sobie plecy, włosy - ale dla nich to nie jest erotyzm.

To jest ciekawe: kiedy u Arabek ten dotyk staje się czymś innym? Kiedy może w takiej sytuacji pojawić się wątek lesbijski? Kiedy to, co zwyczajne, staje się znaczące? To trudne do ustalenia, bo bliskość między dziewczynami jest inna. Jest więcej dotykania, wymienianie się ciuchami, trzymanie za ręce... Pomiędzy facetami jest od razu odległość, dotyk jest tabu. Tylko w niektórych kulturach - na przykład w Turcji - istnieje tradycja fizycznej bliskości między heteroseksualnymi mężczyznami. Zachód to przeważnie odrzuca.

Zrobiłaś film posklejany nie ze scen, ale z momentów, wrażeniowy. Celowo?

- Dla mnie najgorszym zarzutem, jaki może paść wobec filmu, to nazwanie go „sfilmowanym scenariuszem”. Ktoś pisze scenariusz i filmuje go jeden do jeden, praktycznie widać przewracane kartki. A scenariusz to jest forma przejściowa. Film powstaje na planie, w montażowni, za każdym razem się zmienia. To jak ktoś, kto dojrzewa i rośnie. Ja dwudziestoletnia i ja dziś to dwie inne osoby. W przypadku tego filmu był scenariusz, nawet z zabawnymi dialogami.

Bo masz fantastyczne poczucie humoru, tylko twoje filmy są zawsze mroczne, poważne...

- Ależ ja uważam, że „Code Blue” jest bardzo zabawnym filmem!

Film m.in. o eutanazji, samobójstwie, dewiacjach?

- Bohaterowie widzą się po raz pierwszy, będąc świadkami gwałtu, a na końcu ona się modli przed nim o seks - sama przyznasz, że jest w tym coś specyficznie zabawnego, choć może nie takie „ha-ha”, funny... No bo jak się robi film o śmierci, to on nie może przyjemnie osiąść na żołądku.

W przypadku „Strefy nagości” z zabawnych dialogów wyszedł film całkowicie ich pozbawiony.

- Na stole montażowym okazało się, że najmocniejsze z tego materiału są momenty, kiedy te dwie dziewczyny są autentyczne. A autentyczne były, kiedy nie musiały nic mówić, kiedy tylko na siebie patrzyły. Wtedy między nimi jest napięcie. Dialogi straciły wartość.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Strefa nagości" (fot. materiały prasowe)

Nie zniechęciło cię to, że „Strefa nagości” miała tak długą i wyboistą drogę na ekrany? Nie miałaś ochoty złożyć broni?

- W każdym zawodzie spotykasz się z trudnymi sytuacjami. Żeby pozostać kreatywnym, musisz pilnować, żeby cię to nie zniszczyło, nie stłamsiło. Ja cały czas muszę pisać, myśleć o następnym projekcie. Muszę mieć wiarę w ludzi.

Jest nadzieja na humor a la Antoniak? Dofinansowanie z PISF-u dostał twój następny projekt...

- Tak, nazywa się „Polski Gigolo”. Było sporo filmów o seksualności kobiet, ale niewiele o seksualności mężczyzn. A na pewno nie ma żadnego polskiego filmu o seksualności polskiego mężczyzny. Pytanie brzmi: jeżeli Polska jest kobietą, to jaka jest seksualność polskiego mężczyzny? A, i to nie będzie satyra! No tak, po mojemu: znowu nie będzie klasycznie „ha-ha”, funny...

 

Urszula Antoniak (ur. 1968 w Częstochowie). Absolwentka Wydziału Radia i Telewizji im. Krzysztofa Kieślowskiego Uniwersytetu Śląskiego, Nederlandse Film en Televisie Academie (NFTA) w Amsterdamie (Holandia). Do Holandii wyjechała z mężem, muzykiem Jackiem „Lutrem” Lenartowiczem, współzałożycielem zespołów Deadlock i Tilt, który na obczyźnie skończył szkołę filmową i zajął się pisaniem scenariuszy. Lenartowicz zmarł na raka mózgu w 2004 roku. Zanim Antoniak zajęła się fabułą, tworzyła filmy dokumentalne. Jej debiut „Nic osobistego” (2009) zdobył liczne nagrody na festiwalach międzynarodowych, przyniósł jej także laur dla najlepszej holenderskiej reżyserki. W 2011 r. na festiwalu w Cannes w sekcji Quenzaine” pokazywano jej „Code Blue”. Teraz na nasze ekrany wchodzi „Strefa nagości”.

Anna Tatarska. Dziennikarka filmowa pisząca dla polskich i amerykańskich mediów. Współpracuje z wieloma redakcjami, od magazynów branżowych po pisma kobiece. Tak jak w pracy, ceni wolność też w życiu: zawsze na walizkach, w ruchu. Za dużo mówi. Jej pasją są wywiady, podróże, sztuka kulinarna i rowery, ale najbardziej lubi innych ludzi.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (32)
Zaloguj się
  • dr_avalanche

    Oceniono 81 razy 47

    "Holendrom się wydaje, że to, co oni projektują na Arabów, ich wyobrażenia, to jest prawda. Najlepiej to widać w wyobrażeniu kobiety arabskiej jako zniewolonej - podczas gdy w arabskich domach często to kobiety mają władzę". Ba, no jasne, to jak w polskiej rodzinie. U nas też często kobieta ma władzę. To ona decyduje na co wydawać zarabiane przez męża pieniądze, wychowuje dzieci i tym podobne. A to że przy okazji od czasu do czasu dostanie po łbie, jak się mąż wkurzy albo nawali, że tkwi czasami w toksycznych, dysfunkcyjnych czy patologicznych związkach całymi dekadami, bo "taki jej los", że nie ma prawa do decydowania o swoim ciele, bo antykoncepcji zabrania jej Kościół, a aborcji także państwo, to drobiazg. Taka kultura.

  • ciotka_ltd

    Oceniono 37 razy 23

    Chetnie obejrze, ale...Tradycyjna kultura arabska dopuszcza erotyzm miedzy kobietami. Wlasciciele haremow nawet sie z tego cieszyli, bo mogli sobie troche odsapnac pomiedzy wizytami w zon I naloznic sypialniach (w islamie nie ma lekko, Mahomet kazal kobiete zadowolic). Podobnie dopuszczano zabawki erotyczne dla pan...
    Nie-erotyczna bliskosc pomiedzy mezczyznami w kulturze arabskiej tez wyglada inaczej nizli sie Europejczykom wydaje. - nie kazdy dotyk jest odbierany jako homoseksualny, obejmowania sie I pocalunki sa na porzadku dziennym, to "braterstwo". W ogole kultura arabska uznaje znacznie mniejszy od naszego dystans za intymny.
    Czy kto kiedys napisze historie tajemnic haremow?

  • ulanzalasem

    Oceniono 19 razy 13

    Nie wszędzie film jest pokazywany, są miasta w których znajduje się kino dużej sieci i jakoś nie widzę tego filmu...
    To nie tylko Polska jest zaściankowa, ma jakieś fobie społeczne ? U nas może bardziej widoczny jest ten akcent wrogości czy agresji, ale przecież on istnieje od USA przez UK po Holandię. Oczywiście w różnych natężeniu. Czyli w Holandii to objawia się bardziej na zasadzie pan i poddany. Ja wielki, dumny...biały i ta biedna...hołota, a przynajmniej ta biedna "reszta". No i mówi się tyle o nieludzkich zachowaniach Niemców, hitlerowców, ale zapomina się czasami jaką politykę prowadzono w Azji, w Afryce. Belgia, Szwecja, Francja czy Wielka Brytania mają sporo brudu za paznokciami włącznie z eugeniką, obozami. Trzeba pamiętać o własnych wpadkach, ale jeśli ktoś poucza innych, tworzy organizacje międzynarodowe, chce przewodzić innym, kreować politykę czy po prostu uważa siebie za kogoś lepszego lub równie dobrego na arenie międzynarodowej to powinien pamiętać o swojej historii. Wydaje się, że sami mieszkańcy ww państw, ich władze u siebie czy na arenie międzynarodowej zapominają o swojej polityce, którą kiedyś prowadzili.
    Z drugiej strony jeśli przyjeżdżasz do Polski, Szwecji, Anglii to jestem gościem. Masz prawo oczekiwać, że nie będziesz szykanowany, poniżany, traktowany gorzej od innych. Tylko, że nie możesz oczekiwać, nawet za dawne winny, że ktoś nagle da ci mieszkanie, jedzenie, kablówkę za nic. Nie masz prawa oczekiwać, że będziesz mógł zmieniać swoje otoczenie, zarówno w aspekcie architektury jak i prawa, religii i obyczajów. Możesz się pomodlić do swojego bożka, najlepiej prywatnie w domu, ale nie oczekuj, że inni, a w szczególności ci którzy cię przyjęli mają zmieniać swoje prawo, przyzwyczajenia, życie. To ty jesteś gościem, a nie odwrotnie. Jak się nie podoba to możesz wracać do Syrii, Afryki czy któregoś z konserwatywnych państw arabskich. Droga jest wolna, nikt cię na siłę nie trzyma. Ktoś porównuje przyjeżdżających Polaków do innych imigrantów, szczególnie tych z dalszych zakątków świata. Polak jedzie jednak głównie do pracy, czasami korzysta nie do końca fair z socjału, ale większość chce tylko pracy. Polak nawet jak się napije, może zarzyga chodnik to nie zachowa się gorzej niż "angol". Jak da komuś po głowie to powinien zostać postawiony przed sądem, to oczywiste. Tylko, że Polak raczej nie mówi nikomu kiedy i jak ma się ubierać, kiedyś jeść pierogi, bigos, biały barszcz. A jeśli zacząłby tak robić to niech wraca do Polski - ale i tutaj niech robi to prywatnie, a nie narzuca to innym. Np. wigilia w firmie - chcesz to wpadnij na małe przyjęcie w pracy na 2h przed wyjściem, jeśli chcesz to możesz już iść do domu. Ktoś może przynieść bigos, inna osoba sałatkę z kurczaka, ktoś owoce morza. Nie musisz oddawać się kultowi danego bożka, można spotkać się razem, są uniwersalne wartości które na to pozwalają.
    Tak w temacie - erotyki, podrywania, całości relacji to czasami bardziej podnieca, ciekawi właśnie to czego nie widać, budowanie napięcia, atmosfery. To prywatne sprawy i jeśli nikomu nie dzieje się krzywda to droga wolna, a przesadna obsceniczność może niektórych razić niezależnie od preferencji.

  • rikol

    Oceniono 17 razy 7

    Wyjaśnienia tej pani zupełnie mnie nie przekonują. W dodatku niewiele wie o Arabach, np. dotykanie się przez mężczyzn nie tylko w Turcji jest normalne, najprawdopodobniej wynika to z tego, że kobiety są kontrolowane. Facet nie może dotykać kobiety, więc dotyka innego faceta.

    Wolność w islamie nie istnieje. Tam nie jest ważna osoba, jej marzenia, ale społeczność muzułmańska. Dlatego dziewczyny, które noszą spodnie, są zabijane. Oczywiście w Europie ta presja na kobiety nie jest tak silna jak w krajach islamskich, ale i tak całkiem sporo jest morderstw na muzułmankach, które ośmieliły się żyć nietradycyjnie (czyli np. studiować, albo wybrać sobie samodzielnie męża).

  • silver_666

    Oceniono 4 razy 2

    "Myślę sobie: „Aha, czyli mężczyzna może zobaczyć, jaki ma kształt biustu, ale sutek - Boże broń”. Ciekawe"
    Powiedziałabym, że to jak w Polsce, reszcie Europy i w większości stanów USA :D
    Idzie facet z gołym torsem po ulicy, nikt mu nic nie powie, nawet gdy uważa, że to objaw chamstwa. Policjant nie zainteresuje się gościem i mandatu nie wlepi, ale Boże broń jeśli kobieta wyjdzie sobie w samym staniku na ulicę, nie mówiąc już o nagim biuście. Wtedy to wręcz groza! W tym drugim przypadku natychmiast przybędzie policja i wlepi mandat za obsceniczne / nieobyczajne zachowanie. Z drugiej strony, kiedy dziewoja ma kusą kieckę i wielki dekolt odkrywający niemal wszystko, to ok. Żenująca hipokryzja i podwójna moralność.
    Czytając fragmenty wywiadu o tradycyjnie odzianej mamusi kroczącej za odsłoniętą córką i tatusiu, dla którego pokaz mody i zdjęcia z gołymi pośladkami są dopuszczalne, widzę, że hipokryzja może wyglądać podobnie także wśród ludzi wywodzących się z tamtej kultury. I to jest całkiem ciekawe.

  • k_rol

    Oceniono 6 razy 2

    Ciekawe

  • marudna.menda

    Oceniono 38 razy 2

    Dzis do kina to albo zombie, albo hetero inaczej odkrywaja swoje uczucia. Kino kiedys mialo bawic, dzis propaguje style zycia. Widzialem Adele. Nudy na pudy.

  • majacywszystkogdzies

    Oceniono 7 razy 1

    Lewackie gó.... Sztuka dla podłączonych do intelektualnej kroplówki z centrali na Czerskiej

  • Oceniono 3 razy 1

    Chyba najwiekszy problem w geenralnie europejskim, ale tak samo polskim podejsciu do Arabow jest to, ze my sbie duzo wyobrazamy, nam sie wiele wydaje, a tak naprawde w tych wyobrazeniach jest bardzo niewiele prawdy.
    Skutkuje to tym, ze "walczymy" z naszymi wyobrazeniami o nich, ktore bierzemy za rzeczywistosc.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX