Raphael Fellmer

Raphael Fellmer (fot. Patrick Lipke)

Wywiad Gazeta.pl

Życie bez pieniędzy? Raphael Fellmer udowadnia, że to możliwe. Od kilku lat nie wydał ani grosza

Po miesięcznej podróży z Niderlandów do Meksyku, w czasie której nie wydał ani grosza, Raphael Fellmer postanowił, że nie da się wciągnąć w szaleńczy wir konsumpcji. - Ludzie codziennie sprawdzają stan swojego konta, jakby miało to określić ich sens bycia na Ziemi. Wpadają w pułapkę, idą na życiowe kompromisy, pracują tam, gdzie nie chcieliby pracować, rezygnują z marzeń, stają się zgorzkniali - zauważa aktywista i założyciel serwisu społecznościowego Foodsharing.de, w którym można dzielić się jedzeniem.

Jak długo żyjesz bez pieniędzy?

- Pięć lat.

Co cię skłoniło do podjęcia takiej decyzji?

- Miesięczna podróż z Niderlandów do Meksyku, podczas której nie wydaliśmy z moimi przyjaciółmi ani grosza. Jedynym kosztem wyprawy były opłaty celne, które musieliśmy ponieść, gdy przekraczaliśmy granice. Zrozumiałem wtedy, że skoro mogę przejechać pół świata za darmo, to dlaczego nie miałbym poradzić sobie bez pieniędzy w Berlinie?

Raphael Fellmer i jego rodzina (fot. archiwum prywatne)Raphael Fellmer i jego rodzina (fot. archiwum prywatne)

Jak wyglądała twoja trasa z Niderlandów do Meksyku?

- Europa, Maroko i Wyspy Kanaryjskie, gdzie złapaliśmy statek do Brazylii. Kapitan pozwolił nam wejść na pokład pod warunkiem, że będziemy na nim pracować. Zrobiliśmy to z przyjemnością. Z Brazylii przedostaliśmy się bezpośrednio do Meksyku. Podróż była dla mnie momentem przełomowym, bo zdałem sobie sprawę, że ludzie z natury są dobrzy. Przebyliśmy pół świata i zawsze po drodze znajdowaliśmy kogoś, kto był życzliwy i chciał nam pomóc, dzielił się jedzeniem, dachem nad głową i wszystkim, co miał.

Pomyślałem wtedy o ludziach, którzy poświęcają całe życie tylko po to, żeby spłacić kredyt. Albo odkładają podróże na później, bo zakładają, że zajmą się przyjemnościami na emeryturze, gdy odchowają dzieci. W efekcie są zmęczeni i sfrustrowani, nie mają na nic czasu. Nawet na to, żeby pomyśleć na serio o tych dzieciach... Zrezygnowali z marzeń, żeby zarabiać pieniądze. Na pewno znasz takich ludzi.

Raphael Fellmer z przyjaciółmi w podróży (fot. archiwum prywatne)Raphael Fellmer z przyjaciółmi w podróży (fot. archiwum prywatne)

Jasne, że tak.

- Choroba konsumeryzmu dotknęła ludzi prawie na całym świecie. Po mojej podróży postanowiłem, że nie dam się wciągnąć w szaleńczy wir konsumpcji, w który wpada tyle osób. Dlaczego mam podporządkować swoje życie absurdalnej idei gromadzenia i wydawania pieniędzy? Kto powiedział, że nie da się żyć inaczej? Nie chodzi o to, żeby być pasożytem i żerować na pracy innych, ale żeby zmienić nasze podejście do pieniędzy i w ogóle konsumpcji.

Co jest złego w wydawaniu pieniędzy?

- Mało kto się do tego przyzna, ale zarabianie pieniędzy jest dla wielu najważniejszym celem w życiu. Pieniądze dają dziś ogromne możliwości, ale przede wszystkim budują złudzenia i fałszywą wiarę, że zapewnią nam poczucie bezpieczeństwa. Nic bardziej mylnego. Ludzie codziennie sprawdzają stan swojego konta, jakby miało to określić sens ich bycia na Ziemi. Wpadają w pułapkę, bo fiksując się na pieniądzach, idą na życiowe kompromisy, pracują tam, gdzie nie chcieliby pracować, rezygnują z marzeń, stają się zgorzkniali.

Raphael Fellmer (fot. archiwum prywatne)Raphael Fellmer (fot. archiwum prywatne)

To uproszczenie, bo są przecież ludzie, których pieniądze w pozytywny sposób motywują do działania.

- Z pewnością, ale czy to znaczy, że bez pieniędzy by im się nie chciało? Czy nie ma innych motywatorów do działania poza czysto egoistycznymi pobudkami? Chcę zwrócić uwagę na inną patologię, której jesteśmy świadkami - to olbrzymia nadkonsumpcja. Doszliśmy do stanu, w którym nie tylko kupujemy więcej, niż możemy, bo nas na to nie stać, ale kupujemy więcej, niż jesteśmy w stanie skonsumować. W Europie marnuje się ponad pięćdziesiąt procent żywności!

Gdybyśmy oddali jedzenie, które kupiliśmy i którego nie zjedliśmy, nie byłoby problemu głodu na świecie. Żyjemy w sytym społeczeństwie, w którym wszystkiego jest za dużo. Jest olbrzymia masa dóbr, które się marnują. Samochody, ubrania, sprzęty elektroniczne, jedzenie - reklama przekonuje nas, że żeby być szczęśliwym, powinniśmy ciągle kupować nowe rzeczy. Bo na przykład dzięki nowemu modelowi telefonu będziemy mogli się lepiej porozumiewać z innymi ludźmi - i kupujemy, a starsze modele, też dobre, wyrzucamy na śmietnik. Doszło do tego, że żyjemy, żeby mieć. To wszystko łączy się z olbrzymim zanieczyszczeniem naszego środowiska. Trujemy się dla gadżetów, które po roku, dwóch wyrzucamy. Podcinamy gałąź, na której siedzimy.

Jak tobie udaje się żyć za darmo w Berlinie? Rozmawiamy przez Skype'a, a to oznacza, że musisz mieć przecież dostęp do internetu. To kosztuje.

- Razem z żoną i dwójką dzieci współdzielimy mieszkanie z ludźmi, którzy postanowili żyć zgodnie z ideą dzielenia i wymiany. To podstawowa zasada tzw. house sittingu, czyli opiekowania się domem czy zwierzętami w zamian za dach nad głową. Idea jest prosta - dzielimy się tym, co mamy. Po co mieć w bloku kilka podłączeń do internetu, skoro można mieć jedno? Podobnie jest z samochodem. Wielu z nas nie potrzebuje go na stałe, wystarczy jeden na kilka osób.

Raphael Fellmer: Razem z żoną i dwójką dzieci współdzielimy mieszkanie z ludźmi, którzy postanowili żyć zgodnie z ideą dzielenia i wymiany (fot. archiwum prywatne)Raphael Fellmer: Razem z żoną i dwójką dzieci współdzielimy mieszkanie z ludźmi, którzy postanowili żyć zgodnie z ideą dzielenia i wymiany (fot. archiwum prywatne)

To jest sposób na oszczędności, ale jak żyć bez kupowania jedzenia?

- Przez lata zbierałem jedzenie przygotowane przez supermarkety do wyrzucenia. Sklepy mają obowiązek pozbywania się żywności z przekroczonym terminem ważności, mimo że wciąż nadaje się do spożycia.

Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy mają ochotę i czas, aby w taki sposób zdobywać jedzenie, dlatego założyłem serwis społecznościowy Foodsharing.de, w którym ludzie pomagają sobie w zdobywaniu żywności za darmo. W ramach serwisu ponad pięć tysięcy osób w legalny sposób odzyskuje jedzenie z dziesięciu tysięcy supermarketów, lokalnych sklepów, piekarni, kawiarni, restauracji, od rolników. Użytkownicy - ponad osiemdziesiąt tysięcy w Niemczech i Szwajcarii - odbierają jedzenie, ratując je przed zniszczeniem, i dzielą się nim z tymi, którzy go potrzebują. Wkrótce udostępnimy za darmo licencję oprogramowania, dzięki czemu takie same strony będą mogły powstawać na całym świecie. Dzięki serwisowi odzyskaliśmy już ponad milion kilogramów jedzenia.

To przeterminowane jedzenie?

- Nie tylko. Chleb, owoce, warzywa czy orzechy - te zwykle nie mają daty ważności, ale nie nadają się do sprzedaży, bo nie spełniają wyśrubowanych standardów sklepu, na przykład chleb nie jest wystarczająco świeży, a owoce wyglądają na stare. Oczywiście to nie jest tak, że żywimy się spleśniałymi produktami.

Raphael Fellmer (fot. archiwum prywatne)Raphael Fellmer (fot. archiwum prywatne)

Taki system ma tę wadę, że jesz tylko to, co uda ci się znaleźć lub wymienić. Czy zawsze udaje ci się znaleźć jedzenie, na które masz ochotę?

- Jesteśmy wegańską rodziną, a podstawą naszej diety są świeże owoce, warzywa. Jemy zdrowe, organiczne produkty i nie narzekamy na żadne braki. Przeciwnie, mamy tyle jedzenia, że starcza nie tylko dla nas, ale też dla naszych przyjaciół.

Mimo wszystko trzeba czasu, żeby zdobyć żywność w taki sposób. Większość osób wolałaby raczej zarobić na nią pieniądze, niż spędzać czas na jej szukaniu.

- Dziesięć lat temu zbieranie darmowego jedzenia w supermarketach rzeczywiście zajmowało bardzo dużo czasu, ale teraz już nie. Wszystko dzięki społeczności, którą stworzyłem z moimi przyjaciółmi. To kwestia podejścia. Bardzo cenię sobie przestawienie na społecznościowy tryb życia, bo jest oparty na zaufaniu, wymianie, dawaniu i przyjmowaniu.

Raphael Fellmer (fot. archiwum prywatne)Raphael Fellmer (fot. archiwum prywatne)

A nie wydaje ci się, że gdyby nie pieniądze, ludziom najzwyczajniej nie chciałoby się wstawać z łóżka?

- Nic dziwnego, że niektórym nie chce się wstawać. Myślę, że jakieś sześćdziesiąt procent zachodniego społeczeństwa, jeśli nie więcej, zajmuje się bezużyteczną pracą. Nie pracują dla siebie ani dla swoich najbliższych, tylko dla korporacji, w których stajesz się bezużyteczny, jeśli jesteś za stary lub za mało wydajny. Ludzie pracujący w sektorze usług na dobrą sprawę nie widzą efektu swojej pracy, działają od projektu do projektu. Po nic. Czy to ich w jakikolwiek sposób wzbogaca?

System, w którym żyjemy, stworzył masę bezużytecznych stanowisk, które służą wyłącznie administracji i nakręcaniu konsumpcji. Jest masa ludzi, którzy nie chcieliby wykonywać swojej pracy, gdyby nie konieczność zarabiania pieniędzy. W efekcie stają się niewolnikami, poświęcają swoje życie dla czegoś, co tylko tworzy sztuczną barierę między ludźmi. Uważam, że należy to zmienić. Wierzę, że bylibyśmy lepszymi ludźmi, gdybyśmy pracowali dla siebie i dla innych wyłącznie z pasji.

Zdajesz sobie sprawę, że twoja wiara jest utopijna? Hippisi w latach sześćdziesiątych mieli marzenia podobne do twoich.

- Nie uważam, że ruch hippisowski poniósł klęskę. Zrewolucjonizował świat. Zmienił świadomość ludzi, wniósł wiele cennego do wspólnego dobra. Jestem optymistą, bo dostrzegam ewolucję postaw. Jedną z nich jest konsumpcja mięsa. 31 lat temu, gdy się urodziłem, było zaledwie 300 tysięcy wegetarian w Niemczech, obecnie ich liczba przekracza milion. Do tego trzeba doliczyć ponad 100 tysięcy wegan, których kiedyś w ogóle nie było. Społeczeństwo Zachodu, zresztą nie tylko Zachodu, staje się bardziej świadome i wrażliwe na świat, który nas otacza. Hippisi mówili o miłości między ludźmi, ale nie rozumieli, że ponosimy odpowiedzialność nie tylko względem siebie, ale też innych gatunków. Wiele podróżuję po świecie i dostrzegam głód zmiany. Ludzie nie chcą mieć więcej, chcą więcej być. Dojrzewamy do tego, żeby nie tylko o tym gadać, ale także wziąć sprawy w swoje ręce, żeby decydować o sobie.

Raphael Fellmer ze znajomym w podróży (fot. archiwum prywatne)Raphael Fellmer ze znajomym w podróży (fot. archiwum prywatne)

Myślisz, że internet pomoże zmienić świat?

- Internet, jak żadne inne narzędzie wcześniej, połączył nas w sposób globalny. Ułatwia współpracę ludziom o podobnych poglądach i wrażliwości. Przyspiesza procesy, które kiedyś trwałyby latami. Wierzę, że internet pomoże nam w dokonaniu wielu zmian. Dotarliśmy do ściany i albo zaczniemy myśleć o przyszłych pokoleniach, albo skażemy na wyginięcie nasz gatunek i planetę.

Jak chcesz walczyć z wielkimi korporacjami i reklamą, która jest dźwignią kapitalizmu? Ludzie nie myślą o tym, żeby ratować planetę. Chcą nowy smartfon.

- Taki sposób myślenia z góry zakłada porażkę. Blokuje nas przed jakimkolwiek działaniem. Moje podejście jest inne. Myślmy o sobie i naszych bliskich, rodzinie lub sąsiadach. Jeśli chcemy zmiany - bądźmy nią. Jeśli chcemy lepszego świata, zacznijmy od siebie, od tego, jak żyjemy i co jemy. Od naszych wyborów zależy naprawdę wszystko. A mając do dyspozycji internet, nigdy nie jesteśmy sami.

Raphael Fellmer (fot. Stephan Benz)Raphael Fellmer (fot. Stephan Benz)

Ty naprawdę wierzysz w jasną stronę człowieka.

- Bo uwierzyłem w ludzi i wiem, że warto. Przedostałem się w dwie strony z jednego kontynentu na drugi bez pieniędzy. Robię tylko to, co kocham. Mam wspaniałą żonę i dwójkę dzieci. Razem z przyjaciółmi działamy na rzecz zrównoważonej konsumpcji. Coraz więcej ludzi rozumie, dlaczego to robimy. Wieść niesie się dalej.

Musiałeś nauczyć się wiary w ludzi?

- Miałem szczęście, bo rodzice przekazali mi gen zaufania, a to kluczowa sprawa w relacjach międzyludzkich. Pomogli mi wejść w dorosłość z otwartymi oczami i sercem. Sam musiałem natomiast zrozumieć, że nigdy nie zdobędę niezależności poprzez zarabianie pieniędzy. Uważam, że całe nasze życie zależy od natury i innych osób, którym zawdzięczamy wszystko: jedzenie, idee. I nie ma w tym niczego złego, że zależymy od innych. Być zależnym od kogoś, to tyle, co mieć z nim więź.

Tymczasem żyjemy w czasach, w których ceni się chorobliwy indywidualizm. Za produktami nie stoją ludzie, tylko fabryki i marki. Nie płacimy za czyjąś pracę, tylko za marzenia wykreowane w agencjach reklamowych.

Raphael Fellmer z przyjaciółmi (fot. archiwum prywatne)Raphael Fellmer z przyjaciółmi (fot. archiwum prywatne)

Myślisz, że nowe serwisy internetowe takie jak twój foodsharing mogą to zmienić?

- Powstaje coraz więcej serwisów internetowych, które pomagają ludziom spotkać się i wymienić tym, co mają. Couchsurfing umożliwia znalezienie darmowego noclegu w praktycznie każdym miejscu na świecie. Foodsharing i wiele innych działających lokalnie serwisów opiera się na podobnym mechanizmie.

Jakie działania planujesz w najbliższym czasie?

- Obecnie pracujemy z przyjaciółmi nad projektem, który roboczo nazywa się "unity" [ang. jedność]. To będzie wielka platforma wymiany, nie tylko jedzenia, ale na przykład przestrzeni. Załóżmy, że ktoś chciałby mieć ogródek, ale nie ma ziemi, z kolei ktoś ma ziemię, ale nie ma czasu, żeby ją uprawiać - nasz serwis pomoże spotkać się tym osobom i działać bezpośrednio. To będzie projekt na skalę Amazona - wielka platforma nieskrępowanej wymiany dóbr, usług i idei. Bez ograniczeń, które narzucają ludziom pieniądze. Przecież wcale nie musi być tak, że jak chcę przeczytać jakąś książkę, to muszę od razu kupić ją w księgarni. Może dwie ulice dalej albo nawet w mojej kamienicy ktoś już tę książkę ma?

Raphael Fellmer z żoną i córką (fot. Stephan Benz)Raphael Fellmer z żoną i córką (fot. Stephan Benz)

Naprawdę wierzysz w to, że ludzie przestaną kiedyś używać pieniędzy?

- Wierzę, że ludzkość idzie w dobrym kierunku, a pieniądze uczą nas chciwości, psują relacje między nami, sprawiają, że niszczymy własne życie i planetę. Coraz więcej osób szuka czegoś więcej: medytuje bądź ćwiczy jogę. To dopiero początek. Wyobraźmy sobie świat, w którym nie ma pieniędzy, czy to nie byłoby piękne? W przyrodzie funkcjonuje bezwarunkowe dawanie i przyjmowanie.

W przyrodzie jest też okrucieństwo i nierówność. Może to nie pieniądze są problemem? Może to gen egoizmu, który jest w każdym człowieku?

- Nie neguję cienia, który kładzie się na ludzkość, ale wierzę, że możemy go przezwyciężać. Na tym polega siła naszego gatunku - umiemy przezwyciężać pierwotne odruchy na rzecz wspólnego dobra. Nie ma nic twórczego w byciu złośliwym i egoistycznym. Opłaca nam się życie w warunkach pokoju i wzajemnej życzliwości. Kiedy czujemy zawiść, zamykamy się w klatce negatywnych emocji.

Raphael Fellmer (fot. archiwum prywatne)Raphael Fellmer (fot. archiwum prywatne)

Tobie i twoim bliskim zawsze udaje się żyć bez kłótni i napięć?

- Wychowanie moich dzieci opiera się na zasadach miłości i wzajemnego szacunku. Nie kłócimy się. Marzymy o życiu w większej wspólnocie, zresztą mamy już konkretny plan. W najbliższe lato przeniesiemy się na południe Europy, prawdopodobnie do Hiszpanii, gdzie stworzymy wegańską wspólnotę żyjącą według zasad wzajemności. Bez handlu i pieniędzy. To będzie eksperyment pod nazwą Eotopia.org.

Ile osób będzie należeć do tej wspólnoty?

- Na początku około pięćdziesięciu, ale nie tworzymy sztywnych reguł, jesteśmy otwarci na innych. Każdy, kto zawsze marzył o takim życiu, może do nas dołączyć. Chcemy udowodnić, że można stworzyć samowystarczalną wioskę, a może nawet miasteczko funkcjonujące bez żadnych pieniędzy. Zrywamy z ułudą, że możemy być wolni w oderwaniu od innych. Zamiast pielęgnować swój egoizm, myślmy o tym, co możemy zrobić dla drugiego człowieka. W końcu wszyscy płyniemy na tym samym statku.

 

Raphael Fellmer. Od 5 lat nie wydał ani grosza. Ma żonę, dwójkę dzieci, niedawno napisał książkę "Happy Without Money" ("Szczęśliwy bez pieniędzy"), mieszka w Berlinie. Jest aktywistą działającym na rzecz idei foodsharingu - budowania społeczności ludzi dzielących się jedzeniem i prowadzenia działań na rzecz bardziej zrównoważonej konsumpcji.

Łukasz Knap. Krytyk filmowy, kulturoznawca. Doktorant w Instytucie Kultury Polskiej UW. Publikuje m.in. w "Kinie", "Wysokich Obcasach", "Dwutygodniku", "Tygodniku Powszechnym". Wyróżniony w Konkursie dla Młodych Krytyków Filmowych im. Krzysztofa Mętraka.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (521)
Zaloguj się
  • maxthebrindle

    Oceniono 1106 razy 1008

    O ile zgadzam się z kawałkami o marnotrawieniu olbrzymich dóbr i kretyńskiej polityce wielu koncernów, i tyle cała ta ideologiczna gadka jest bez sensu. Kilka przykładów:
    1. Pan pojechal z Niderladów (co to za kraj? Holandia?) do Meksyku za darmo. Oóż nie, prosze pana. Po pierwsze, płacił pan za wizy, więc nie za darmo, bo tam przyjmuja tylko pieniądze. Po drugie - na statku do Brazylii płacił pan swoją pracą, czyli też nie za darmo. Kiedy ja wydaję w sklepie zarobione przeze mnie pieniądze, to robię dokładnie to samo - wydaję ekwiwalent wartości pracy, jaką wykonałem, za co dostaję określone dobra. Czyli robię dokładnie to samo, co pan na statku do Brazylii, tylko w nowoczesniejszy sposób, kóry umozliwia mi uelastycznienie dostęu do dóbr w sytuacji, gdy akurat moj pracodawca nie dysponuje tymi dobrami, ktore są mi potrzebne, więc nie może mi nimo zapłacić za pracę. Poza tym nie zająknął się pan, jak wróciliście - a podróż to ma to do siebie, że bez powrotu jest tylko połową podróży.
    2. Dobrzy ludzie, ktorzy dzielili się z panem żywnością i dacheem nad głową, ktorzy podwozili pana samochodem na stopa musieli... tak - kupic tę zywnosć, zaplacić za dom, w którym pana goscili, kupic paliwo i samochod, oplacić go i utrzymać. A jeśli oni przypadkiem to wszystko dostali za darmo, to gdzieś na końcu tego niewiarygodnego łańcucha musiał być ktoś, kto ZAPŁACIŁ lub ostatecznie wykonał pracę, więc pozbył się swoich dóbr (energia, czas). Bo darmowych obiadów prosze pana nie ma - zawsze ktoś płaci, choć nie zawsze pieniądzem.
    Oczywiście mozna załozyc idealistycznie, ze jeśli wszysycy zrezygnuja z pieniedzy, to problem zniknie, bo ktoś, kto sie podzieli ze mna jedzeniem nie kupi go wczesniej za pieniądze, tylko dostanie za pracę na farmie. Ale - powtórzę - to nie bedzie ZA DARMO, on czy ona ciężko na to zapracują, najwyżej podziela sie ze mną za darmo, ale wtedy ja będę pasożytował na ich pracy. Oczywiście może być tak w teorii, że gdziekolwiek nie trafię to osoba, kóra zaspokoi moje potrzeby będzie akurat przypaadkowo potrzebowała czegoś, co ja w czasie mojego z nia kontaktu bedę mógł dostarczyć. Niestety, wtedy wszycy będziemy musieli się zamknąc w nazych lokalnych społecznościach i podóze staną się wspomnieniem przeszłości, bo potrzeby ludzi bardzo się różnią i jest mało prawdopodobne, że mieszkaniec Barlina czy "Niderlandów" będzie wstanie zaspokoić rzeczywiste potrzeby mieszkanca dżungli amazońskiej, bo w realiach jego życia nie będzie posiadał odpowiediej wiedzy i umiejętności, by okazac się pomocnym. Oczywiście idealista może wierzyć, że każdy na świeice potrzebuje kursu gotowania wegańskiego z produktów recyclingowanych, ale obawiam się, że to moze się sprawdzac jedynie jako wyjątek od reguły, gdy taką alternatywna ekonomię wykorzystuja tylko barwne, ale nieliczne jednostki. Jeśli wszyscy na ten bezpieniężny sposób świadczenia usług i dostarczania dobr przejdziemy, to zapewniam pana, że jeśli do mojego domu z cieknącą rurą przez tydzień będa po posiłek zachodzli artysci, pisarze, ginekolodzy i programisci C++, to sie wnerwię i od nowa wynajde pieniądz, żeby jednak zapłacić hydraulikowi. A jesli nie ja, to zrobi to ktokolwiek inny!

  • qwerfvcxzasd

    Oceniono 1155 razy 851

    fakt - on nie wydał ani grosza. - wydali frajerzy, którzy go utrzymują - czyli mówiąc wprost - podatnicy.

  • barosob

    Oceniono 570 razy 452

    Gdyby nie ten zgnily konsumpcjonizm, kapitalizm itd., sklepy nie mialyby sie jak dzielic z panem weganem, bo mialyby tylko gole haki. Jak jest szczesliwy codziennie zebrzac w sklepach o suchy chleb, to super. Ja tego nie kupuje. Albo facet zarabia na rodzine albo wisi na garnuszku innych. Swiadomie czy nie, ale wisi.

  • jozefpawowski

    Oceniono 528 razy 452

    Gazeta przygotowuje czytelnikow do zycia na emeryturze. Dojdzie do tego zaraz freeganizm, zywienie sie swiatlem i wspieranie kraju czynem.

  • lazy_bones

    Oceniono 482 razy 400

    To co lubię w naszym narodzie, pomimo wrodzonego malkontenctwa, to jednak trzeźwość umysłu i intuicyjny 'alert mode' na wszelkiej maści faryzeuszy, jak ów hipokryta z artykułu;)

  • lemisiaque

    Oceniono 432 razy 370

    To jest po prostu utrzymywanie się cudzym kosztem. Gdyby wszyscy wybrali taki styl życia, wciąż polowalibyśmy na antylopy.

  • slav_

    Oceniono 388 razy 350

    To serio?
    Ciekawe skąd bierze ubrania. I czy dzieci do szkoły chodzą. I ciekawe co jak zachoruje.
    Brakuje tych paru pytań jakoś.
    Facet żyje z odpadków tego wyklinanego "społeczeństwa konsumpcyjnego". Jak go nie będzie to nie będzie odpadków.
    A to co promuje to najzwyklejszy handel wymienny. Bez pieniędzy ale handel - nie ma "bez handlu". Ktoś ma ziemie, ktoś ma czas - to ten wyklinany HANDEL. Ludzkość to już przerobiła i wymyśliła pieniądz bo handel wymienny stwarza bariery rozwojowe tak więc koła nie wymyślił. Ale zawsze można ładnie opakować i wciskać gawiedzi.
    Z resztą całość to kompletna bzdura. Oczywiście paru takich nawiedzonych z odpadków się wyżywi. Z reszta poza żywnością nie wierzę w te odpadki.
    Jest zwykłym pasożytem. Nie wydaje "ani grosza" bo wydając te pieniądze inni - ci na których żeruje.
    A internet którym się tak zachwyca istnieje dzięki pieniądzom i skoro z niego korzysta to znaczy że ktoś za niego płaci - ten na którym pasożytuje.
    Ten hipokryta tylko nie dotyka pieniędzy ale z nich jak najbardziej korzysta.

  • burina

    Oceniono 324 razy 302

    Wszystko łądnie pięknie, ludzie SĄ dobrzy. Sama udzielam gościny tego typu pięknoduchom (w domu, który de facto nie jest mój). Problem zaczyna się jednak w momencie, w którym jedynym, co ludzie żyjący bez pieniędzy przestają zauważać, że jednak ktoś za ich wybór płaci - jedzenie nie jest za darmo: inni muszą płacić ceny, w które wkalkulowane jest wyrzucanie, podróże nie są za darmo, bo ktoś, kto dzieli się wszystkim, co ma, musi najpierw skądś to wszystko mieć. A już najbardziej mnie rozśmiesza, jak jakiś couchsurfer prosi o nocleg i w zamian oferuje opowieści o swoich podróżach. Po czym będąc u mnie przez parę dni nawet nie dotrze na rynek i do muzeum, do którego wstęp jest za darmo, tylko zalega przy 'darmowym' wifi wyszukując kolejnych okazji. A opowieści o podróżach okazują się zawsze być 'a najfajniej to było, jak jakiś superbogaty gość wziął nas do swojego domu z basenem i nie jedliśmy w domu, tylko zabierał nas do restauracji' :)

    Więcej uwagi na łamach gazety należy się ludziom, którzy naprawdę zmieniają system (ostatnio we Francji wprowadzono wysokie kary dla sklepów za wyrzucanie żywności nadającej się do spożycia), a nie takim, którzy żyją za darmo tylko dlatego, że system jest jaki jest (tzn. pasożytują).

  • elemir

    Oceniono 258 razy 238

    Zabawne nawet. Bogate społeczeństwa Zachodu
    stać i na takich oryginałów. Ciekawe jak gość
    poradziłby sobie w Burkina Faso. Do ideału
    całkiem blisko, ale na śmietnikach trudno
    znaleźć nieogryzioną kość, nie mówiąc
    o zestawie obiadowym.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX