Natalia Kukulska

Natalia Kukulska (fot.Marta Wojtal/Alternat)

Wywiad Gazeta.pl

Natalia Kukulska: Będzie mnie coraz mniej dla wszystkich

Wkurza mnie liczba frustratów, pouczeń, to, że każdy ma gotowy przepis na życie. Od razu "Dzień świra" mi się przypomina: "Moja racja jest bardziej mojsza niż twojsza". Przeciąganie tego sznura trwa tak długo, że on w końcu pęknie - mówi Natalia Kukulska. W tym roku artystka wróciła, i to od razu podwójnie. W lutym ukazała się jej najnowsza płyta "Ósmy plan", a przed chwilą premierę miał album "Wygnane" projektu Panny Wyklęte, do którego została zaproszona u boku m.in. zespołu Dziewczyny, Ani Brachaczek, Anny Przybysz, Ani Rusowicz czy żeńskiego hiphopowego duetu Paresłów. Dlaczego się zdecydowała? Bo rzadko udaje nam się mówić o sprawach związanych z historią Polski bez patosu.

Trochę cię nie było.

A gdzie miałam być?

Szukałem ostatniego wywiadu z tobą w archiwum Gazety Wyborczej” - był z 2010 roku. Nie licząc ostatniej wspólnej rozmowy z mężem o związkach w Wysokich Obcasach”.

- Nie zależy mi na ciągłym pokazywaniu się w mediach, a w 2010 roku ukazała się moja poprzednia płyta „CoMix”. Mogłabym skorzystać z wielu zaproszeń i okazji - być ekspertem od ciężkich plecaków dla dzieci, szczepionek, wypowiadać się autorytatywnym tonem na temat wychowania czy kwestii związanych z macierzyństwem. Ale nie chcę tego. Uważam, że punktem wyjścia do mojej rozmowy, do rozmowy z artystą, powinien być pretekst artystyczny. Oczywiście prowadzi to do dyskusji na różne tematy, nie tylko związane z muzyką, ale ważne jest, żebyśmy mieli powód, dla którego rozmawiamy.

Teraz mamy...

- Wyszły dwie płyty - mój solowy „Ósmy plan” i „Wygnane” projektu Panny Wyklęte z moim udziałem. Czyli jest mnie więcej w mediach, ale też nie we wszystkich, bo cały czas mam wątpliwości.

Na przykład jakie?

- Takie, że media bardzo mielą słowa i naprawdę trzeba uważać na to, co się komu powie.

To znaczy?

- Ostatnio udzieliłam wywiadu związanego z akcją SOS Wioski Dziecięce. Inicjatywa była super, cieszyłam się na ten wywiad, a później...

...ani słowa o wioskach.

- Przeczytałam taki tytuł: „Tylko u nas! Natalia Kukulska szczerze o śmierci swoich rodziców”.

Natalia Kukulska (fot.Marta Wojtal/Alternat)Natalia Kukulska (fot.Marta Wojtal/Alternat)

Tak się robi współczesne media!

- Wiem od dawna, że kontakt z mediami to nie rozmowa z przyjaciółką przy kawie - trzeba ważyć każde słowo. I mnie to zżera, bo jestem osobą uczciwą. Co innego wywiad w telewizji, gdzie widzisz nastrój, mimikę, gestykulację, mowę ciała. Natomiast słowo pisane ma zupełnie inną wagę. Wczoraj mój mąż siedział nad wywiadem dla magazynu „Estrada i studio”, zajęło mu to bardzo dużo czasu. Kiedy skończył, mówi: Boże, jak ja cię podziwiam!.

Ja chyba - dla zdrowia - machnąłbym na to ręką.

- Tak nie można. Jesteśmy bombardowani tyloma informacjami, że przeciętny czytelnik widzi już tylko lead i zdjęcie, i na tym opiera swoją wiedzę, buduje o kimś swoją opinię.

Mnie się wydaje, że dzisiaj ludzie już niespecjalnie chcą czytać rozmowy o muzyce. Przekonałem się o tym wielokrotnie. A ty wzięłaś udział w Pannach Wyklętych - zaraz sobie pogadamy o patriotyzmie.

- Trudno, tak musi być, zwłaszcza że martyrologia, patriotyzm i ofiara są już mocno wpisane w kod genetyczny naszego narodu. Albo temat katastrof lotniczych, w który też jestem poniekąd wpisana...

To co się stało, że wzięłaś udział w tym projekcie?

- Prosta decyzja.

Pieniądze?

- Jak wszystko w moim życiu - tym się głównie kieruję.

Mieliśmy ważyć słowa.

- Oczywiście, o projekcie słyszałam dużo wcześniej i wydał mi się bardzo ciekawy, ponieważ rzadko udaje nam się mówić o rzeczach ważnych, związanych z naszą historią bez patosu. A Panny Wyklęte, mimo że opowiadają o sprawach istotnych, podchodzą do tego inaczej. Może dlatego, że do projektu zostali zaproszeni bardzo ciekawi artyści, a może dlatego, że udało się to zrobić od strony muzycznej w taki sposób, iż jest to do przełknięcia dla młodych ludzi. I okazuje się, że można opowiadać o historii, przemycać treści narodowo-patriotyczne bez obciachu. Bez tonu, który pamiętam z akademii szkolnych.

Natalia Kukulska (fot.Marta Wojtal/Alternat)Natalia Kukulska (fot.Marta Wojtal/Alternat)

Płyta, jak ją sami zapowiadacie, ma przenieść słuchaczy w czasy, kiedy w codzienność młodych Polaków wpisana była walka o wolność”. Wartość, o której już dzisiaj nie pamiętamy?

- Wydaje mi się, że tak. Zwłaszcza kiedy obserwuję młodych ludzi, mam wrażenie, że to pokolenie jest bardzo skupione na sobie.

Cały czas się dorabiamy?

- Każdy myśli o czubku własnego nosa. Mało myślimy o sobie jako o społeczeństwie. Mówimy: Mnie to nie dotyczy. W zasadzie mój świat to jest to, co widzę wokół: moje telefony, moje kontakty, SMS-y, zawodowe sprawy.

Dlaczego mówisz: młodzi ludzie?

- Ponieważ wydaje mi się, że jeszcze moje pokolenie chowane było troszkę inaczej. W poczuciu zgoła odmiennym: że wszystko jest dla społeczeństwa. Mnie wychowywała jeszcze babcia, więc ten powojenny duch patriotyczny wciąż w jej życiu gdzieś się unosił. I to też nie jest dobre, bo sama widzę, jak przenoszę pewne wartości wychowania na moje dzieci.

Na przykład jakie?

- Że musisz być bardzo obowiązkowy. Czasami mam wrażenie, że strasznie dużo od swoich dzieci wymagam. Zwłaszcza kiedy widzę, jak mój syn ciężko haruje.

Tenis, angielski, francuski i...

- Nie, głównie szkoła muzyczna. Ale to sprawia, że musi łączyć dwie szkoły, godzić pasję z nauką, do tego dojazdy spod Warszawy.

Inspiracja rodzicielska czy jego własna decyzja?

- Do pewnego momentu inspiracja rodzicielska wynikająca z domu - u nas muzyka była cały czas obecna. Stykał się z nią, więc szkoła muzyczna miała pomóc mu w naturalnym rozwinięciu jego talentu. Później sam mógł podjąć decyzję. I mam nadzieję, że... Nie, ja widzę, że on to lubi, bo trudno odciągnąć go od pianina czy perkusji.

Zmierzam do tego, że strasznie dużo sobie narzucamy - bez przerwy myślimy o pracy, chcemy być przydatni, mieć jakiś fach w ręku, wpasować się w społeczeństwo, odpracować swoje. Dla mnie jest to jednak jakiś rodzaj służalczości. Wpajano mi w dzieciństwie chęć rozwoju, pracy, nietracenia czasu, ale czy to coś, co bezwarunkowo daje nam szczęście? Wątpię. Człowiek musi mieć trochę luzu, harmonii, a mojemu pokoleniu tego brakowało. Dla młodych życie to z kolei rodzaj jakiegoś pędu - trzeba zrobić wszystko, trzeba się nachapać.

Natalia Kukulska (fot.Marta Wojtal/Alternat)Natalia Kukulska (fot.Marta Wojtal/Alternat)

Nie ma miejsca na empatię?

- Nie ma poczucia, i to jest chyba najważniejsze, wspólnoty. A Facebook już na pewno jej nie daje.

Albo wręcz odwrotnie - społeczeństwo atomizuje.

- Z drugiej strony poczucie wspólnoty czasami przybiera przerażające twarze: ekstremalne, nacjonalistyczne, bogoojczyźniane. I to jest fajne w projekcie Panny Wyklęte, że przypomina nam o tym, iż kiedyś łączyły nas naprawdę ważne sprawy.

Ania Brachaczek w piosence „Raj” śpiewa: Raj, moje miejsce na ziemi bez strachu i wojny / Raj, gdzie można spokojnie i normalnie żyć”. Normalnie, czyli jak?

- Dla każdego to słowo pewnie oznacza coś innego.

A co jest twoim rajem?

- Przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa i poczucie wolności, z której chyba sami nie potrafimy do końca korzystać. Wiedzą o tym zwłaszcza rodzice wchodzących w dorosłość dzieci. Wtedy doskonale widać, jak trudno tę wolność dawkować, jak młody człowiek może ją źle zinterpretować.

Śpiewasz w Pannach Wyklętych: „Pomilczmy o piekle, choć wciąż się w oczach tli / (...) Ktoś miał ukryty cel, gdy tułaczki kres początkiem jest”.

- Tak, bo czasem większą moc niż wykrzykiwanie ma milczenie o tym, co było. Choć tutaj muszę przywołać historię pani Jadwigi i pana Jerzego, żeby wiadomo było, czym ten tekst był inspirowany.

Czym?

- Kiedy przystępowałam do tego projektu, miałam za zadanie zapoznać się z historią tych ludzi, wygnanych na Syberię jeszcze jako dzieci. Ich ojcowie poginęli, zostały im tylko matki, ale oni zostali odesłani do sierocińca w Indiach prowadzonego przez Jama Sahiba, który zresztą jest patronem szkoły, do której zdawał mój syn w Warszawie, więc znałam jego historię już wcześniej. Nazywali ten sierociniec „małą Polską”, polskie flagi, pielęgnowanie polskiej kultury - dzieciaki miały tam wspaniałe warunki. Pani Jadwiga i pan Jerzy wylądowali później w Tanzanii, aż w końcu wrócili do Polski. Mimo wieloletniej tułaczki, przeciwności losu przyjaźnili się całe życie, mieli ze sobą kontakt, łączyła ich trudna przeszłość, założyli własne rodziny. A później, w wieku 78 lat, wzięli ślub.

Niesamowite.

- Tak. I dlatego kiedy śpiewam, że „tułaczki kres początkiem jest”, to mam na myśli to, że nowe życie, miłość, mimo wielu trudnych doświadczeń, mogą się zacząć nawet w wieku 80 lat. Ta nowa wartość jest odpowiedzią na pytanie z tytułu tej piosenki: „Po co to było”. Dla mnie to prawda, która przyprawia o dreszcze.

Panny Wyklęte to ambitny projekt, ale wydaje mi się, że jest nie do końca uczciwy w stosunku do historii.

- Dlaczego?

Bo to wszystko nie było takie proste.

- Ale tutaj nikt nie mówi, że to było proste.

Natalia Kukulska (fot. Michał Grocholski / Agencja Gazeta)Natalia Kukulska (fot. Michał Grocholski / Agencja Gazeta)

Może nie jest to tutaj powiedziane wprost, ale mam wrażenie, że patriotyzm w Pannach Wyklętych skręca w stronę poświęceń i bohaterskich czynów.

- To źle?

Nie wiem, ale kiedy rozmawiałem z Dawidem Podsiadłą, stwierdził, że jednak lepszy jest żywy obywatel niż martwy bohater. I tak chyba dzisiaj myśli większość młodych ludzi.

- Bo w tym wszystkim życie jest największą wartością. Kiedy jednak dochodzi do naszych własnych wyborów, sytuacji, kiedy to my musielibyśmy stanąć przed taką decyzją, nie wiadomo, jak sami byśmy się zachowali. I mam nadzieję, że nigdy nie będziemy musieli.

Marysia Peszek mówi wprost, że dla niej patriotyzm to nie krew i narodowe zrywy, tylko kasowanie biletu w tramwaju, sprzątanie po swoim psie, życzliwość dla drugiego człowieka.

- I ma rację! Chodzi przede wszystkim o szacunek do świata i drugiego człowieka, a nie ślepe poświęcenie. Problem w tym, że łatwo nam się o tym mówi z miejsca, w którym teraz jesteśmy. Wcześniej perspektywa wojny wydawała nam się kompletnie odległa, założyliśmy, że to już nigdy nie wróci. Dopiero sytuacja na Wschodzie spowodowała, że zaczęliśmy o tym myśleć w kontekście nas samych. Nawet moje dzieci zaczęły mnie pytać: Mamo, czy to prawda, że może być wojna?

I co odpowiadasz?

- Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Kiedy patrzę na nasz świat, widzę, jak na naszych oczach dokonały się przełomowe zmiany, a jednocześnie przeraża mnie to, że za moment wszystko może wziąć w łeb. Czyli tak: dzisiaj patriotyzm to przede wszystkim tolerancja i szacunek do drugiego człowieka.

A bohaterowie?

- Wciąż uważam, że warto opowiadać te historie, bo są prawdziwe i szlachetne. Poza tym historia z mojej piosenki nie łączy się z przelewaniem krwi, tylko z wygnaniem, bolesną stratą i znalezioną miłością.

Zresztą, czy ja wiem, czy te wartości są dzisiaj tak odległe. Kiedyś powiedziałaś: „Śpiewam do kogoś, kto cały czas czuje się tłamszony i szuka wolności. To człowiek, który boi się spełniać swoje marzenia”.

- Wielki brat, media, poczucie ciągłej obserwacji, permanentna inwigilacja - wydaje mi się, że to są problemy, które dotykają dzisiaj każdego. Oceniamy świat po pozorach, a myślę, że prawda jest ukryta gdzieś głębiej. Temat sztuczności i zakrywania się maskami kontynuuję na nowej płycie.

W zapowiedzi czytamy: „Ósma płyta artystki to ważny sygnał, że Natalia Kukulska świadomie wycofuje się na dalszy plan. Bez krzyczącego wizerunku, bez wielkich sloganów promocyjnych”... Dość już masz tego pokrzykiwania?

- Mam dość tego targowiska. Robię muzykę, której i tak komercyjne rozgłośnie nie zagrają.

Na YouTube też nie bijesz rekordów. Wychodzi na to, że nie dość, że wypadasz z obiegu, to jeszcze sama coraz bardziej się kryjesz.

- Co więcej: nawet w moich nowych teledyskach nie gram już swoim wizerunkiem. W klipie do piosenki „Pióropusz” nie występuję w ogóle, to świat lalkowy - animowany, trochę turpistyczny. Daleko mu do ładnych i przyjemnych obrazków, do których tak dzisiaj jesteśmy przyzwyczajeni. Piosenka „Na koniec świata” to już inna skrajność - prosty, poetycki obraz o starości, bez tego całego kultu młodości i wypychania sobie ust czymkolwiek.

A gdzie są tancerki, seks, roznegliżowane ciała?

- Nie ma.

To nie ma też wyświetleń i lajków.

- Wiesz, znam sposoby, dzięki którym mogłabym dalej uczestniczyć w tym pędzie za, jak to nazywasz, lajkami. Ale świadomie z nich nie korzystam. Nie ma tam mojego wizerunku, nie ma tam prowokacji.

A to właśnie prowokacja jest siłą napędową dzisiejszego show-biznesu.

- Jedyną rzeczą, której dzisiaj rzeczywiście żałuję i nad którą chciałabym popracować, jest dotarcie do osób, które prawdopodobnie nigdy nie sięgnęłyby po moją płytę, a myślę, że są moimi potencjalnymi słuchaczami. Zaskoczyłoby ich to, co obecnie robię. Liczba wyświetleń nie świadczy o tym, czy komuś się to podoba czy nie, tylko ile osób po to sięgnęło. A ja liczę na świadomego odbiorcę.

Na nowej płycie, w piosence „Pióropusz”, śpiewasz: „Nie widzisz tego, że najmniejszy nawet gest/ Wołaniem rozpaczliwym o uwagę twoją jest”.

- Śpiewam o postaci, która zasłania się blichtrem, klakierami, a tak naprawdę wynika to z jej kruchej natury. Zazwyczaj ludzie, którzy są świadomi swoich sił, wcale nie krzyczą najgłośniej. Nie są tymi, którzy najszerzej rozdziawiają japy. Pokrzykiwanie chyba bierze się stąd, że człowiek czuje się wewnątrz bardzo samotny, niekochany, a więc stwarza sobie ten sztuczny świat. No bo czym jest ten cały Facebook?

Targowiskiem próżności.

- I miejscem, gdzie przedstawiamy swoje życie takim, jakim sami byśmy chcieli, żeby ono było, co często z prawdą nie ma nic wspólnego. Sama w tym uczestniczę i jestem chyba coraz bliższa decyzji wycofania się z tego. Tak jak mój mąż, który posiadł już tę mądrość i przestał tam zaglądać.

Ja musiałem wrócić ma Facebook - potrzebny mi był do pracy. I to jest to, o czym pisał Wojciech Orliński w książce „Internet. Czas się bać”: nie każdy może sobie dzisiaj pozwolić na luksus nieistnienia w sieci.

- Pytanie, czy człowiek, którego tam nie ma, wypada z gry. Masz poczucie, że wypada?

Wydaje mi się, że tak.

- A mnie się wydaje, że nie. Obserwuję mojego męża i znajomych, którzy w wirtualne życie się nie bawią - i oni sobie doskonale bez tego narzędzia radzą. Inna historia to dzieci: czy je przed tym chronić, czy je wdrażać i pokazywać, jak mądrze z tego korzystać?

Sami chyba wciąż nie potrafimy z tego mądrze korzystać. Zanim dziecko zacznie raczkować - na Facebooku ma już całą galerię swoich zdjęć.

- Zgadza się.

Wrzucałaś do sieci zdjęcia swoich dzieci?

- Nie ukrywam, wrzucałam... Ale ja akurat na prywatnym profilu na Facebooku mam bliskich znajomych, ludzi, których znam i z którymi rzeczywiście miałam kontakt w realu.

To co cię tak wkurza w tym fejsie?

- Wkurza mnie liczba frustratów, pouczeń, to, że każdy ma gotowy przepis na życie. Od razu „Dzień świra” mi się przypomina: Moja racja jest bardziej mojsza niż twojsza. Przeciąganie tego sznura trwa tak długo, że w końcu on pęknie. Polityka.

Natalia Kukulska (fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta)Natalia Kukulska (fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta)

Stan krytyczny?

- Coraz mniej jest w ludziach łagodności i pokory, co doskonale widzę po sobie - kiedy się nakarmię tymi informacjami, sama chodzę zatruta i kraczę jak te wrony. A ja nie chcę dokładać kolejnej cegiełki do tego wybudowanego na fundamentach frustracji wieżowca. Teraz znajomi mi mówią: Słuchaj, lepszy, zdrowszy jest Instagram!. Ale ja nie wiem, czy mam siłę. Nie, chyba nie mam, więc podziękuję.

Jeśli nie na fejsie, nie na Instagramie, to gdzie cię szukać?

- I to jest pytanie na dziś. Na płytach i koncertach, a w życiu prywatnym z kontaktami sobie poradzę. Wciąż uważam, że najlepszą wizytówką jest spotkanie na żywo, bez sztucznych przekaźników po drodze. Wydaje mi się, że trzeba iść właśnie taką drogą. Coraz mniej być dla wszystkich.

Wybitnie niewspółczesne podejście.

- Teraz gramy przede wszystkim w małych klubach. Podczas trasy promującej płytę było różnie, sale nie pękały w szwach, ale jednocześnie miałam poczucie takiego spełnienia, wrażenie, że ci ludzie wychodzą z tego koncertu w tak fajnych nastrojach, że kiedyś na pewno wrócą. Wykonujemy z mężem, z którym zrobiłam całą autorską płytę, pracę u podstaw, ale nam się chce, bo ten jarmark już nas zmęczył.

Natalia Kukulska (fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta)Natalia Kukulska (fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta)

O.S.T.R. kiedyś rapował: „Bracie odpocznij, zastanów się trzy razy / Gdybym zaczął od początku, to nie pokazałbym twarzy”. Kasia Nosowska w wywiadzie dla Tomka Kwaśniewskiego powiedziała wprost: mam marzenie, nie śpiewam.

- Ostatnio spotkałam się ze sporą krytyką oświetlenia na moich koncertach. Piotrek Tarasewicz z CGM [Codzienna Gazeta Muzyczna - przyp. red.] mówi: Nie zrobiłem prawie żadnego zdjęcia, bo nic nie było widać!. A ja dopiero wtedy znakomicie czułam się na scenie! Nie jak wydobywana w świetle reflektora diwa, ale w lekkiej kontrze, ukryta w cieniu czułam się częścią jakiegoś większego przekazu. Czułam obecność publiczności.

Ale przecież coś was pchało do tego zawodu. I jestem przekonany, że nie była to chęć skrycia się w cieniu.

- Zgadza się, ale nie miałam pojęcia o niektórych konsekwencjach i pułapkach tego zawodu. Lubię występować i kocham muzykę. Teraz chyba dojrzałam do tego, by świadomie kierować swoją drogą. Show-biznes to jarmark, stosowanie różnego rodzaju podstępów, tanich zabiegów, „cyrkowych chwytów dla chłonnych mas” - jak śpiewam. I możemy w tym albo uczestniczyć, jak Lady Gaga, która znakomicie potrafi manipulować mediami, albo powiedzieć: Nie, dziękuję, ta maskarada nie jest już dla mnie. Dzisiaj wreszcie chcę i mogę robić muzykę po swojemu, niech to będzie szczere, niech to będzie dla mniejszej publiczności, ale przynajmniej wtedy mam pewność, że jeśli z tymi ludźmi usiądę po koncercie, będę miała o czym rozmawiać. Pióra w dupsku? Nie, dziękuję.

Kim Kardashian zrobiła całkiem niezłą karierę na tym dupsku.

- W ogóle kariera oparta na dupsku nie jest wcale złym pomysłem, pod warunkiem że godzisz się z tym, że uwaga publiczności zaczyna się i kończy na tej części ciała... Wychodzi na to, że wykoleiliśmy się z Michałem kompletnie.

I dobrze wam tam na tym uboczu?

- Dobrze, bo wracamy do podstaw, do pasji, jaką jest dla nas muzyka. Do zabawy brzmieniem. I do wolności.

(fot. materiały promocyjne)(fot. materiały promocyjne)

CZYTAJ TAKŻE: Muzyczni patrioci. ''Żyjemy w kraju, w którym niektórzy próbują historię zohydzić i na nią napluć''

 

Natalia Kukulska. Wokalistka, autorka tekstów, matka dwójki dzieci, żona perkusisty i producenta muzycznego Michała Dąbrówki, z którym pracuje. Zadebiutowała w wieku 10 lat albumem „Natalia”, na którym znalazł się przebój „Puszek okruszek”. Dziś pełnoprawna artystka, która zmaga się ze swoim dawnym wizerunkiem, a także nazwiskiem. Jest córką Anny Jantar i Jarosława Kukulskiego. Na koncie ma już osiem solowych płyt. Dziennikarze do dzisiaj pytają ją o rodziców i katastrofy lotnicze.

Mariusz Wiatrak. Dziennikarz - kiedyś muzyczny, dziś człowiek od wszystkiego. Kiedyś m.in. „Gazeta Wyborcza” i „Machina”, dziś redaktor Kultura.gazeta.pl. Dwukrotnie wylądował na okładce „Tygodnika Powszechnego” - raz jako apostata, a raz jako dziecko, które przestaje wierzyć.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (40)
Zaloguj się
  • alpepe

    Oceniono 171 razy 151

    Przyjemnie się czytało. Dziękuję.

  • dementievalena

    Oceniono 149 razy 125

    Artystka z głową we właściwym miejscu :) Szacun Natalko, choć muzycznie się przez te dwadzieścia kilka lat rozminęliśmy, to jednak sympatia pozostała, ale na szacunek dla własnej Osoby (i nie tylko artystyczny, ale życiowy) sobie zapracowałaś sama :) Byle więcej takiego podejścia wśród wokalistek, które jeszcze nie przekroczyły trzydziestki :)

  • jacutin

    Oceniono 98 razy 76

    Pozdrowienia dla myślącej normalnie. A panu dziennikarzowi: Jeśli Pan myśli, że bez Facebooka się nie istnieje, to ja panu współczuję. I wszystkim podobnie zakompleksionym frustratom, którzy nie potrafią bliźnim zaoferować nic poza swoim ekshibicjonizmem.

  • Ewa Kusz

    Oceniono 70 razy 58

    Nie zmanierowna, naturalna dziewczyna - artystka.

  • p.bronski

    Oceniono 39 razy 35

    Super wywiad. Gratulacje. Więcej takich

  • wilma.flintstone

    Oceniono 41 razy 33

    Wywiad calkiem do rzeczy, a jednak wrazenie jest nieodparte, ze na luksus celowego pozostawania w cieniu moze sobie pozwolic corka Jantar i Kukulskiego, a nie artystka Iksinska. Taka to roznica zasadnicza miedzy Natalia a reszta. Aczkolwiek przyznaje, ze Natalia rowniez moglaby zaczac wywijac piorami w tylcu, zeby sie nachapac. Tak wiec chwala jej , ze woli nie.

  • vicina

    Oceniono 31 razy 23

    Fajna ta Kukulska.

  • Oceniono 13 razy 13

    Kolejny świetny wywiad, po Marcinie Prokopie, który mnie bardzo pozytywnie zaskoczył. Natalia dzięki, takich słów i postaw nam potrzeba w dzisiejszym obłąkanym świecie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX