Kate Zamana

Kate Zamana (fot. archiwum prywatne)

ludzie

Polska ''tańcząca z wilkami''. Kate Zamana: Dzięki psom Północy przestałam bać się ludzi

Wydaje się delikatna i nieśmiała, ale odwagi może jej zazdrościć niejeden siłacz. Kate Zamana, córka legendy kolarstwa, była jedyną reprezentantką Polski wśród 20 uczestników ekstremalnej wyprawy Fjällräven Polar 2015. Pokonała 300 km psim zaprzęgiem w burzy śnieżnej i arktycznych temperaturach. Spełniło się jej marzenie. Kocha nie tylko Północ, ale i wilki, które długo były jej bliższe niż ludzie. - Wychowałam się wśród zwierząt, przyrody, i w miejskim świecie jestem trochę dzikuską - mówi nam Kate, która na co dzień tworzy świat fantasy w grach komputerowych i filmach.

Kiedy my, w Polsce, z utęsknieniem czekamy na słońce, z euforią witamy każdą wyższą temperaturę, ty wybierasz polarne klimaty i 300 km przez arktyczną tundrę, góry i zamarznięte jeziora. Przejechałaś psim zaprzęgiem od Signaldalen w Norwegii, aż do lasów koło Jukkasjärvi w szwedzkiej Laponii.

- Może to dziwne, ale Fjällräven Polar był spełnieniem moich marzeń. Połączenie Północy, psich zaprzęgów, ekstremalnych warunków i przygody. Czułam się wspaniale. Zawsze miałam poczucie, że jestem inna, że mam w sobie jakąś dzikość. Wychowałam się wśród zwierząt, przyrody, i w miejskim świecie jestem trochę dzikuską. Na wyprawie spotkałam ludzi, którzy są do mnie podobni, i dzięki temu się otworzyłam. Było idealnie, chociaż jak zaczęła się wyprawa, zdarzyło się kilka bardzo trudnych momentów.

Mieliście najgorsze warunki w historii wyścigu.

- Tak! Trafiliśmy na burzę śnieżną z prawdziwego zdarzenia, którą nasz przewodnik, słynny survivalowiec Johan Skullman, nazwał „burzą pierwszej klasy”. Wiatr był tak silny, że aż pękały naczynka na twarzy, bo zamarznięte minikrople deszczu, właściwie kryształki, uderzały w skórę z błyskawiczną prędkością. To był ogromny wysiłek fizyczny i psychiczny. Zmaganie się ze sobą. Jak wstawałam rano, to myślałam sobie czasem: Nadal jestem w tym cholernym namiocie i kiedy to się wreszcie skończy!

Kate Zamana na Fjällräven Polar (fot. Kate Zamana)Kate Zamana na Fjällräven Polar (fot. Kate Zamana)

Chodziło tylko o zmęczenie fizyczne?

- Okazało się, że ta wyprawa stała się nie tylko spełnieniem marzeń, ale i punktem przełomowym w moim życiu. Kiedy jest się w tak skrajnych warunkach, patrzy się na siebie z innej perspektywy. Mnie dopadły traumy z przeszłości. Od kilku lat pracuję jako Concept Artist (grafik koncepcyjny), czyli tworzę wirtualny świat gier komputerowych, filmów, komiksów. Z jednej strony to świat bardzo piękny, magiczny, kreuję go od podstaw, ale z drugiej strony to praca przy komputerze, w specyficznej społeczności. Tworzą ją ludzie trochę zamknięci, odizolowani, żyjący sami sobie. Dlatego na co dzień zawsze byłam raczej z boku, a na Fjällräven Polar poczułam się wolna.

To w którym momencie dopadły cię traumy z przeszłości?

- Jak zaczęliśmy rozkładać pierwsze obozowisko na śnieżnej pustyni w środku nocy, podczas burzy śnieżnej. Przez załamanie pogody wyprawa odbywała się w trybie przyspieszonym, w krótkim czasie trzeba było przyswoić dużo teorii - co i jak każdy ma robić. Mam wadę słuchu i w tym pośpiechu i stresie prawie nic nie zrozumiałam. Nie wiedziałam, jakie mam zadania. Nagle przestałam być samodzielna - jak w szkole, kiedy straciłam słuch. Bałam się i byłam na siebie wściekła, nie mogłam się pozbyć tych uczuć.

Najlepszym momentem była natomiast chwila, kiedy kierowałam zaprzęgiem na samym przedzie wyścigu. To było wyróżnienie, bo normalnie ma do tego prawo tylko przewodnik, ale on mi zaufał, a ja się odważyłam. Mimo że nie znałam tego zespołu psów, nie wiedziałam, jak zareagują. Prawdziwa odpowiedzialność na zaprzęgach to współpraca między psem a człowiekiem. To było niesamowite doświadczenie, bo nie podążasz za nikim automatycznie, tylko prowadzisz. Od ciebie zależy, co się stanie. Psy w ogóle mi nie ufały, były lękliwe. To ciekawe, bo one niejako oddawały moje emocje. A ja chciałam jechać z nimi dalej, sprawić, żeby poczuły się ze mną bezpieczne. Pomyślałam sobie, że to jest trochę jak w życiu. Nie chcę już za nikim podążać, chcę wziąć odpowiedzialność za swój los. Mimo że jest to bardziej stresujące, bo musisz obserwować, przewidywać. Od tego momentu zaczęłam sobie lepiej radzić. Ta burza śnieżna paradoksalnie dodała mi sił, bo pojawił się żywioł, nad którym nikt nie panował. Nie wystraszyłam się nawet, jak cały zaprzęg się wywrócił. Dla mnie ten wyścig to była tak naprawdę walka z przeszłością.

Trudne warunki na Fjällräven Polar (fot. archiwum prywatne)Trudne warunki na Fjällräven Polar (fot. archiwum prywatne)

Fjällräven Polar (fot. Kate Zamana)Fjällräven Polar (fot. Kate Zamana)

Kate Zamana po prawej, Fjällräven Polar (fot. archiwum prywatne)Kate Zamana po prawej, Fjällräven Polar (fot. archiwum prywatne)

Jak zaczęła się twoja przygoda z wilkami?

- Właściwie od zawsze byłam blisko zwierząt. Urodziłam się w USA i ze względu na karierę sportową mojego ojca - legendy kolarstwa szosowego Cezarego Zamany - ciągle się przeprowadzaliśmy. Normalnie młodzi ludzie dorastają w jednym miejscu, chodzą do tej samej szkoły, nawiązują przyjaźnie. A ja ciągle się przenosiłam, trafiałam do nowego miejsca, kolejnej klasy, gdzie ludzie się już znali. Nie miałam właściwie szansy nawiązać bliższych kontaktów, bo zaraz znowu czekała mnie przeprowadzka. Dlatego byłam zamknięta w sobie i uciekałam do świata zwierząt.

Dlaczego wybrałaś akurat psie zaprzęgi?

- Jako nastolatka tak naprawdę w ogóle nie chciałam uprawiać sportu. W tym buntowniczym okresie wolałam siedzieć przy komputerze. Mój ojciec sportowiec nie mógł pogodzić się z tym, że jego córka nie znosi sportu. Zaczął mi szukać dyscypliny, która połączy moją pasję do zwierząt z ruchem. Najpierw jeździłam konno, ale jakoś mnie to nie wciągnęło. Na szczęście ojciec znał wielokrotnego mistrza świata psich zaprzęgów Andrzeja Wilczopolskiego i uznał, że to może być coś idealnego dla mnie. Miałam wtedy 15 lat, to było krótko po naszym powrocie do Polski. To był strzał w dziesiątkę - zakochałam się w psach od pierwszego wejrzenia.

To są właściwie psy czy wilki?

- Psy Północy. Ich pierwotną rolą jest przetrwanie, a świat polarny jest najbardziej surowym klimatem, niewiele jest tam życia. Te psy towarzyszą człowiekowi i umożliwiają przetrwanie. Tak jest do dzisiaj na przykład u Inuitów na Grenlandii. Wilk to jedno z niewielu zwierząt, które ma doskonałe predyspozycje do przetrwania, dlatego im pies ma więcej cech wilka, tym jest silniejszy i ma większe szanse na przeżycie w ekstremalnych warunkach. Przez naszą cywilizację większość tych zwierząt utraciła pierwotne instynkty. Jest 4-5 ras psów Północy. Wśród nich są te „bardziej cywilizowane”, jak dobrze znany syberyjski husky, którego obecnie częściej można spotkać na wystawach niż w zaprzęgach. Najbardziej pierwotne i najbliższe wilkom są psy grenlandzkie, którymi się teraz opiekuję.

Po lewej: karmienie wilka, po prawej: dziki wilk w USA (fot. Kate Zamana)Po lewej: karmienie wilka, po prawej: dziki wilk w USA (fot. Kate Zamana)

Co takiego jest w tych zwierzętach, że tak je pokochałaś?

- Najbardziej niesamowita jest współpraca między psem a człowiekiem. Takie „domowe” posiadanie psa zupełnie tego nie oddaje, a przecież i tak ta więź jest bardzo silna. Jednak kiedy człowiek postawiony jest w sytuacji, w której musi przetrwać i do tego przetrwania potrzebny jest pies, wchodzi się na inny poziom. Nie widziałam żadnego innego zwierzęcia, które potrafiłoby się oddać człowiekowi tak jak pies zaprzęgowy.

Trenowanie zwierząt pomogło mi też zrozumieć drugą istotę. Przelałam na psa swoją miłość i on mi się odwdzięczył swoim uczuciem. To była moja terapia, która pomogła mi otworzyć się na drugiego człowieka. Wcześniej byłam zapatrzona w siebie, nie umiałam pracować z ludźmi, właściwie się ich bałam i odruchowo traktowałam trochę jak wrogów. To może paradoks, ale dzięki wilkom spojrzałam na ludzi z innej perspektywy, przestałam się ich bać.

Kate Zamana (fot. archiwum prywatne)Kate Zamana (fot. archiwum prywatne)

Podróż z psem w Bułgarii (fot. archiwum prywatne)Podróż z psem w Bułgarii (fot. archiwum prywatne)

Skąd wziął się twój lęk przed ludźmi? Chodziło tylko o te ciągłe przeprowadzki?

- Nie tylko. Przeprowadzki uniemożliwiły mi zawarcie przyjaźni, więc uciekłam w swój dziki świat, przez to z kolei byłam postrzegana jako dzikuska. To uczucie spotęgowało się, kiedy kompletnie straciłam słuch. Po wszczepieniu implantu musiałam się nauczyć żyć od nowa, zaakceptować swoją inność i to, że już nigdy nie będę słyszała jak inni. Dużo trudniej było mi się porozumiewać, a to był akurat czas gimnazjum.

Według mnie to najgorszy czas w szkole. Strasznie zmanipulowany. Relacje ludzi są przeważnie sztuczne, emocje udawane, trwają ciągłe przepychanki o pozycję lidera. Wielu kolegów może nie tyle mnie nie akceptowało, co wykluczyło - byłam inna, a na inność w gimnazjum nie ma raczej miejsca. Inność zaburza porządek, a to oznacza, że nie chce się być takim jak lider. Nie radziłam sobie w grupie. Jak wszyscy rozmawiali, mówili jednocześnie, to wpadałam w panikę. Dla słyszących rozmowa to takie odbijanie piłeczki, a ja nadal za tym nie nadążam. Mogę teraz rozmawiać z tobą swobodnie, bo jesteśmy tylko my, ale w grupie nie mam szans dyskutować. Jakkolwiek bym się starała, przegrywam praktycznie na samym starcie. W szkole byłam więc odizolowana, a to bardzo odbiło się na moim poczuciu własnej wartości. Nie akceptowałam tej swojej inności. Bałam się jej, a koledzy pewnie to wyczuwali i odsuwali się jeszcze bardziej. To zbudowało straszną barierę.

Jak straciłaś słuch?

- Nie przeżyłam żadnej choroby ani wypadku. Lekarze, najlepsi specjaliści nie potrafią powiedzieć, dlaczego straciłam słuch. To stało się w tydzień. Zaczęłam gorzej słyszeć, pojawiły się halucynacje, pojechaliśmy do świetnych klinik, ale nikt nie potrafił mi pomóc. Nagle zrobiło się totalnie cicho. Głucha cisza. Przeszłam operację wszczepienia implantu, którego mój organizm nie chciał zaakceptować. Dla niego to było obce ciało i traktował je jak zagrożenie. Rehabilitacja trwała dwa lata. Patrzyłam wtedy na siebie i powtarzałam w myślach, że jestem beznadziejna, bezwartościowa, że to się nigdy nie zmieni, bo nigdy już nie będę słyszała. Marzyłam, żeby zresetować swoje życie i urodzić się znowu zdrowa...

Twój tata umiał ci jakoś pomóc w tym stanie? Jako sportowiec na pewno rozumiał, co to jest poczucie porażki, ból przegranej, mimo że dajesz z siebie naprawdę wszystko.

- Tata zawsze mnie wspierał, pchał do przodu. Widział, że jestem inna, ale nigdy nie chciał, żebym to zmieniła. Wręcz przeciwnie, cieszył się z tego. Pomógł mi natomiast wykształcić w sobie odwagę. Jak dziś miałabym powiedzieć, jaka cecha jest symbolem mojego charakteru, to byłaby to odwaga. Chcę iść do przodu i sięgać po rzeczy dla mnie niemożliwe. Tata po zakończeniu kariery sam wpadł w dołek, oczywiście nie chciał tego po sobie pokazać, ale ja to czułam. Nie umiał mi realnie pomóc wyjść ze stanu, w którym byłam, ale zabierał mnie w podróże, żeby pokazać, że ten świat jest dla mnie otwarty. Dzięki podróżom, szczególnie tym samotnym, odnalazłam się i zaakceptowałam to, kim jestem. Słabości przemieniłam w siłę.

Ilustracja Kate (fot. archiwum prywatne)Ilustracja Kate (fot. archiwum prywatne)

Masz dopiero 25 lat, tyle już przeszłaś, wydajesz się taka delikatna i krucha, a ciągnie cię w sam środek burzy śnieżnej, w skrajne temperatury... Dosyć osobliwa pasja jak dla dziewczyny, nie uważasz?

- Wiesz, ja bardzo lubię takie uczucie dyskomfortu fizycznego. Wtedy za dużo nie myślę. Ten śnieg, górskie wyprawy, wysiłek... Dzięki nim wiem, że żyję. W tych warunkach czuję, że idę do przodu, nie zastanawiam się nad tym, co było, nie przejmuję się tą presją: co będzie, co będę robić, po prostu idę do przodu. Walczę o siebie w tej konkretnej chwili. Jak jest słońce, leżę na leżaczku, jest niby fajnie, ale zaraz przychodzą te męczące myśli i pytania. Nie chcę już snuć wielkich planów, bo nauczyłam się, że życie potrafi się wywrócić do góry nogami. Zanim straciłam słuch, chciałam zostać pilotem. W jednej chwili mój świat się zawalił i marzenia nie miały już znaczenia. Północ sprawia, że żyję dniem. Nawet jak narzekam, że chcę już normalną łazienkę i już chcę być w domu.

W Polsce jest dużo zawodów psich zaprzęgów?

- Teraz jest ich zdecydowanie mniej. Kiedyś w Jakuszycach odbywały się nawet mistrzostwa świata, ale to się niestety skończyło.

Polska nie kojarzy się raczej ze śniegiem, wilkami i wyścigami.

- Rzeczywiście, ale to właśnie Polacy są mistrzami świata w psich zaprzęgach. To jedna z nielicznych dyscyplin sportowych, które przynoszą nam tyle medali, ale o tym nikt nie wie. Tym śmieszniejsze jest, że w 2013 r. ówczesna minister sportu Joanna Mucha podjęła decyzję, że psie zaprzęgi nie będą już dyscypliną sportową, tylko hobby. Oznacza to, że ta dyscyplina nie dostała żadnego dofinansowania od państwa. Również media nie zauważają naszych ogromnych osiągnięć w tej dziedzinie. W Polsce niestety wszyscy interesujemy się piłką nożną, a nie sukcesami Polaków. Taki paradoks. Mimo że wygrywamy, bijemy Norwegów, Niemców, wszystkie zawody i tak odbywają się w Niemczech, na południu Czech, Słowacji, generalnie poza Polską, bo u nas nikt nie chce w to inwestować.

Też startujesz w wyścigach?

- Pomagam przy nich, ale nie startuję jako zawodnik. Jeżdżę sama dla siebie. Nie mam potrzeby, żeby rywalizować. Ta moja dzikość potrzebuje samotności.

Kate (fot. archiwum prywatne)Kate (fot. archiwum prywatne)

Kate w pracy (fot. archiwum prywatne)Kate w pracy (fot. archiwum prywatne)

Zaciekawiło mnie to, co wcześniej powiedziałaś - że podczas wyprawy psy z zaprzęgu ci nie zaufały, okazały lęk.

- To był zresztą najciekawszy moment wyprawy - niepewność, jakie psy dostaniemy, bo przecież nikt nie przyjechał z własnymi. Trafiły mi się bardzo lękliwe, miały specyficzny charakter, dlatego zwróciłam uwagę, że oddawały moje emocje.

Psy zaprzęgowe rzeczywiście mają tak różne charaktery? Jest tak jak na filmach, że na przedzie musi być lider, którego boją się inne psy, że koło siebie nie mogą być zadziorne, bo zamiast biec, zaczną się „kłócić”, i warto dać koło siebie samicę i samca, bo wtedy pies będzie chciał zaimponować suce i będzie szybciej biegł?

- (śmiech) Mniej więcej tak. Obserwowanie i rozróżnianie charakteru psów jest w tym wszystkim chyba najciekawsze. To fascynujące, jak te zwierzęta potrafią być podobne do ludzi. Mają dominujące cechy, pokazują je. Na wyprawie wiedziałam, jak z nimi pracować. Tuliłam je, mówiłam do nich, okazywałam im wdzięczność, ale i tak były zachowawcze. Pies potrzebuje czasu, żeby zaufać człowiekowi.

Jakie charaktery najczęściej mają wilki?

- Bardzo różne. Jedne wilki są bardziej stadne, inne są samotnikami, ale łączy je jedno - są bardzo intuicyjne. To znaczy, że podążają za „wewnętrznym ja”. Nikomu nie ufają i albo od razu wyraźnie dają to do zrozumienia, albo doskonale maskują. Ja jestem trochę podobna do psów z dalekiej Północy, bo wilki otwarcie pokazują emocje, nie ukrywają lęku. Ludzie potrafią grać, a ja zawsze mówię, co czuję. Nawet kiedy się boję, nie ukrywam tego, bo nie widzę w tym sensu. Nie wiem, czy to jest dobre, ale na pewno jest prawdziwe.

 

Kate Zamana (ur. w 1990 w Providence w USA). Artystka i podróżniczka. Studiowała w PJWSTK w Warszawie. Przerwała studia i ruszyła w podróż dookoła świata, gdzie doświadczenie zawodowe zdobywała u artystów grafików, u których zatrzymywała się w różnych częściach świata. Ukończyła m.in. szkolenie Bali Illustration Workshop w Indonezji w 2014 roku. Współpracowała z deviantART.com, najbardziej wpływową społecznością ludzi kreatywnych. Organizowała devMEETingi, gdzie prowadziła wykłady. Obecnie zajmuje się tworzeniem ilustracji i Concept Artem (grafiką koncepcyjną). Robi fotoreportaże z imprez sportowych, m.in. jako oficjalny fotograf mistrzostw świata w psich zaprzęgach (Austria 2015) oraz Iditarod (Alaska 2013). Reprezentantka Polski na Fjällräven Polar 2015.

Marta Pawłowska. Dziennikarka i redaktorka weekendowego magazynu Gazeta.pl. Wcześniej m.in. wydawczyni i reporterka serwisu naTemat.pl. Publikowała m.in. w „Dzienniku”, „Gazecie Wyborczej” i „Metropolu”. Realizowała projekty dziennikarskie dla ONZ-etu i PARP-u. Niecierpliwa fascynatka podróży i kryminałów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (15)
Zaloguj się
  • bialamysz

    Oceniono 132 razy 124

    Wspaniała osoba, piękna kobieta i POLKA, która godnie reprezentuje nasz kraj, a mogłaby robić wszystko co robi pod flagą chociażby USA. I co...? I same złośliwości na tym forum. DRAMAT, ludzie skąd wy się bierzecie?!

    Pani Katarzyno (Kate, jeśli tak Pani woli) proszę być tym kim Pani jest, jest Pani wspaniałym przykładem młodego pokolenia Polaków. I błagam, proszę się nie przejmować tymi nieudacznikami, którzy zmieszają Panią z błotem, żeby podleczyć swoje kompleksy. To nie ich wina, wmówiono im, że wszyscy są równi, a każdy z nich najrówniejszy i boją się takich ludzi jak Pani. Ludzi wolnych, kreatywnych, prawdziwie odważnych (śmiało powiem - mężnych), mądrych, bo takim właśnie człowiekiem Pani jest.

    I na koniec, cokolwiek się stanie, proszę nie przestawać być Polką. Ja i wielu mnie podobnych jesteśmy dumni, że są takie osoby jak Pani w naszym Szczepie Piastowym.

  • Oceniono 73 razy 71

    Wspaniała osoba z niesamowitą, naturalną wrażliwością. Poszukująca, podążająca za najbliższym sobie zewem, rozwijająca się, autentyczna, dążąca do piękna.

  • dziewczynaikosmos

    Oceniono 55 razy 53

    gratuluję siły i własnej drogi. imponujące.
    podobnych spotkań w weekendowym chcę co tydzień.

  • bambolina1

    Oceniono 33 razy 31

    Moje marzenie: pojechac w takim zaprzegu. Kocham Finlandie i mam nadzieje, ze pewnego dnia bedzie mi dane doswiadczyc tego co Pani!!

    Gratuluje!

  • yv71

    Oceniono 23 razy 21

    fajne kejtry i pani też

  • Dariusz Halota

    Oceniono 13 razy 11

    AURORA - Running With The Wolves. Idealny komentarz muzyczny :)

  • Olaf Kamiński

    Oceniono 8 razy 8

    woooow "szacun" jak mawia młodzież ....a swoją drogą świat jest mały ...ja startuję w Mazovii a w domu mam dwa malamuty i poznałem Biegnącego Wilka ...którego pewnie Pani też zna
    Biegnący Wilk startował w FINNMARKSLOPET i jest maszerem (dla tych co nie wiedzieli)

  • maxthebrindle

    Oceniono 84 razy -16

    ' legendy kolarstwa szosowego Cezarego Zamana'
    Rozumiem, że córeczka - Amerykanka - może źle odmieniac nazwisko ojca, ale autor tekstu winien wiedzieć, że poprawnie powinno być Cezarego Zamany. Pamiętam doskonale, gdy był on jeszcze aktywnym zawodnikiem zawodowych peletonów i odmiana ZAWSZE była taka, jak podałem, sam zainteresowany nigdy tego ie prostował. Oczywiście w świecie anglojęzycznym mozna czasem wybrać tę formę, która jest najłatwiejsza do poprawnego wymówienia dla osób anglojezycznych, ale w polskim medium prosze trzymac się polskich zasad pisowni i odmiany.

  • manmo4

    Oceniono 23 razy -17

    ciężkie słowa o trudnosciach w gimnazjum. A czy Pani powiedziała wychowawcy, nauczycielom i kolegom, zę traci sluch? Czy ukrywała to przed szkołą? Tak robią wszyscy przyglusi w szkole. A koledzy nie rozumieja, dlaczego przygłuchy nie śmieje się z dowcipów, stroi głupie miny (bo natężą słuch i to widac na twarzy) i "arogancko" nie odpowiada na przywitania (bo nie słyszy).

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX