Złota 44 - inwestycja BBI Development SA

Złota 44 - inwestycja BBI Development SA (fot. Krzysztof Wierzbowski)

TREND

Deweloperzy, architekci czy urzędnicy? Kto tak naprawdę buduje polskie miasta?

Czy za to, jak wyglądają najważniejsze miasta świata, odpowiadają wykształceni w projektowaniu urbaniści i architekci? Może ostateczna decyzja o zmianach i nowych inwestycjach należy do władz poszczególnych miast? Na każde z zadanych pytań można odpowiedzieć zarówno przecząco, jak i twierdząco. Nawet deweloperzy nie do końca zgadzają się między sobą w tych kwestiach. Jednak to oni budują nowe osiedla, centra handlowe i luksusowe apartamentowce. Czy więc w deweloperce panuje swego rodzaju oligarchia? Kto ma kapitał, ten może budować, co i jak chce?

Za pośrednictwem Polskiego Związku Firm Deweloperskich udało nam się porozmawiać z przedstawicielami kilku wiodących firm na rynku. Wszyscy dostali podobny zestaw pytań.

Czasem perspektywy się pokrywały, czasem bardzo różniły.

Jakie są podstawowe pryncypia dewelopera?

Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży i marketingu osiedla Alpha i Alpha Park, RED Development, członek PZFD: Najważniejszy jest rozsądek. Dobra inwestycja cechuje się idealnym stosunkiem jakości i lokalizacji do ostatecznej ceny mieszkania. Niezmiennie od wielu lat, poszukując własnych czterech kątów, kierujemy się trzema kryteriami: ceną, lokalizacją oraz planem mieszkania i jego funkcjonalnością. Doświadczony deweloper potrafi zaoferować lokal, który najkorzystniej łączy te kryteria. Pamiętając przy tym o innych wyznacznikach, jakimi są także trendy rynkowe.

Jacek Bielecki, dyrektor do spraw jakości firmy Marvipol, członek PZFD: Deweloper jako przedsiębiorca dąży do zrealizowania projektu, który przyniesie zysk finansowy. Musi więc brać pod uwagę oczekiwania klientów, bo to oni ostatecznie zadecydują o powodzeniu przedsięwzięcia. Te oczekiwania są różne, ale to one determinują decyzję dewelopera. Bardzo duże znaczenie ma zawsze lokalizacja, jednak wiąże się z kosztami - w centrach miast są one wyższe niż w odległych dzielnicach. Oczywiście chcielibyśmy budować apartamenty w prestiżowych lokalizacjach, trzeba jednak znaleźć na nie nabywców. Obecnie dla kupujących mieszkania liczy się przede wszystkim cena i dostęp do komunikacji publicznej.

Piotr Wesołowski, prezes Zarządu Polnord SA: Lokalizacja jest bardzo ważnym kryterium wyboru lokalu i dlatego przywiązujemy do niej kluczową wagę. Każdy chce mieszkać w projekcie wyjątkowym, blisko miejskiej infrastruktury i jednocześnie z wygodnym dostępem do terenów zielonych. Znalezienie takiej „idealnej” lokalizacji nie jest proste, dlatego teze wybór miejsca inwestycji determinuje projekt.

Red Development Alpha (fot. materiały promocyjne)Red Development Alpha (fot. materiały promocyjne)

A estetyka? Kto dyktuje trendy w branży?

Rafał Szczepański, wiceprezes BBI Development SA: Trendy, jak w każdej dziedzinie, wyznaczają ci, którzy nie boją się wyzwań i chętnie angażują się w nowatorskie, ambitne projekty. Dziś warszawska Praga jest już trendy, ale gdy zaczynaliśmy tam naszą działalność 25 lat temu, z pewnością taka nie była. Nie ukrywam, że idziemy nieco w poprzek aktualnym modom, szukamy nisz i nowych szans.

Dziś Centrum Praskie Koneser wydaje się oczywistym wyborem, ale nie był takim dla rynku, gdy go kupowaliśmy jeszcze przed upadkiem Lehman Brothers. Gdy w zeszłym roku nabywaliśmy Złotą 44, nie każdy wierzył w ten projekt. My, wspólnie z naszymi amerykańskimi partnerami z funduszu Amstar, uwierzyliśmy natomiast, że ten najbardziej luksusowy budynek mieszkalny w naszej części Europy to świetna inwestycja, zarówno dla nas, jak i dla naszych potencjalnych klientów.

Jacek Bielecki: W deweloperce mieszkaniowej trendy wyznaczają kupujący mieszkania. I to nie tyle ich pragnienia, co możliwości. A te od lat są podobne: mieszkanie 2-pokojowe, w lokalizacji dobrze skomunikowanej z centrum miasta, w cenie mieszczącej się w zdolności kredytowej. Brzmi to dość banalnie, ale taka jest nasza rzeczywistość. To są oczywiście warunki konieczne, ale na konkurencyjnym rynku niewystarczające. Stąd też stałe podnoszenie atrakcyjności oferty, głównie poprzez coraz ciekawsze zagospodarowanie terenu. Plac zabaw dla dzieci to za mało, standardem staje się boisko, fitness czy lobby w budynku.

Teresa Witkowska: O trendach możemy mówić w kontekście architektonicznym, konstrukcyjnym i estetycznym. Jedną z najnowszych tendencji w branży jest w tej chwili ekologia, zwłaszcza w budownictwie jednorodzinnym, ale staje się też coraz bardziej widoczna w budownictwie wielorodzinnym. Powstają budynki z tzw. certyfikatem LEED (Leadership in Energy and Enviromental Design), które spełniają restrykcyjne wymogi dotyczące m.in. zużycia energii i wody czy systemu wentylacji i nawilżania.

Piotr Jaczewski, prezes firmy Ama-Bud: Trend, który nazwałbym raczej standardem rynkowym, może dotyczyć na przykład stosunku powierzchni lokalu mieszkalnego do liczby pokoi. W latach prosperity na rynku nieruchomości takim standardem dla 3-pokojowego mieszkania była powierzchnia 75-85 m kw. Dziś jest to 60 m kw. Najbardziej poszukiwane mieszkania 2-pokojowe to dziś powierzchnia około 35-40 m kw., a kiedyś było to przynajmniej 50 m kw. Trendem można również nazwać dążenie do powiększenia lub pomniejszania skali prowadzonego pojedynczego projektu. Przy skomplikowanej obecnie drodze uzyskiwania prawomocnego pozwolenia na budowę deweloperzy wolą duży projekt na kilkaset mieszkań, bo wysiłek podjęty do uzyskania zgody na budowę jest podobny w przypadku małego i dużego projektu.

Residents Club - Złota 44 (fot. materiały promocyjne)Residents Club - Złota 44 (fot. materiały promocyjne)

Czy to znaczy, że trendy dyktowane są przez demokratyczną większość? Zwykle jest przecież zgoła odwrotnie - podąża się za ekscentryczną mniejszością. Czy dobrze rozumiem i jest to swego rodzaju zachowawczość? Ma to coś wspólnego z kryzysem?

Rafał Szczepański: Jest to zapewne konsekwencja wybranego modelu biznesowego firmy. Jak w każdej dziedzinie życia, tak i w tej mamy mainstream i awangardę. Nie wszyscy mogą specjalizować się przykładowo w realizacji luksusowych nieruchomości. To segment rynku, który wymaga odpowiedniego doświadczenia, znajomości branży i precyzji ze strony inwestora. W BBI Development wybraliśmy właśnie taki profil i idzie nam naprawdę dobrze. Nasz luksusowy apartamentowiec Rezydencja Foksal został obsypany nagrodami i cieszy się zainteresowaniem klientów.

Piotr Jaczewski: Myślę, że trendy w deweloperce w dużym stopniu warunkowane są przez stronę popytową. Tylko największe firmy na świecie mogą sobie pozwolić na dyktowanie trendów. Polski rynek jest jeszcze na tyle niewielki i rozproszony, że nie może być o tym mowy. Dostrzegam jednak perspektywę konsolidacji rynku deweloperskiego, co zapewne nastąpi w ciągu najbliższych 10-15 lat, w ślad za rosnącymi w siłę liderami branży. Nie ma to raczej nic wspólnego z kryzysem, bo najbliższe lata rysują się raczej pozytywnie dla deweloperów z ugruntowaną pozycją.

Jacek Bielecki: Mody przemijają, a dobrze zaprojektowana architektura nie traci na atrakcyjności przez dziesiątki lat. Stawiamy na funkcjonalność i ponadczasową estetykę, a mniej zwracamy się w stronę trendów, które często się zmieniają. Zaprojektowany 10 lat temu Melody Park nadal wyróżnia się nad Potokiem Służewieckim. Projektując fasadę, staraliśmy się, żeby była ciekawa, nie oglądaliśmy się na trendy.

Park Światowida Ama-Bud (fot. materiały prasowe)Park Światowida Ama-Bud (fot. materiały prasowe)

Czy na międzynarodowym rynku są firmy, które państwo obserwują, podobnie jak w branży modowej podgląda się największych projektantów?

Rafał Szczepański: Idziemy swoją ścieżką, ale oczywiście szukamy inspiracji zarówno lokalnie, jak i globalnie. W przypadku Złotej 44 szczegółowo analizowaliśmy rynek luksusowych nieruchomości wysokościowych w Nowym Jorku, takich jak chociażby One57. W przypadku Konesera szukaliśmy z kolei inspiracji w postindustrialnych przestrzeniach Londynu. Ale bronimy się przed polityką „copy paste”, dobre praktyki powinny stanowić wzór, ale nie możemy sobie pozwolić na bezkrytyczne kopiowanie gotowych rozwiązań.

Sylwia Świątczak, menedżer ds. marketingu & PR w Tree Development Group Sp. z o.o.: Obserwujemy światowe trendy nie tylko w budownictwie, ale także aranżacji wnętrz i designie, projektowaniu terenów wspólnych czy marketingu i sprzedaży. Staramy się wybiegać w przyszłość. Przykładem jest osiedle Brzozowa Aleja 2, które zostało zaprojektowane przez londyńską pracownię architektoniczną Rolfe Judd.

Piotr Jaczewski: Interesują nas ciekawe projekty architektoniczne, ale o wyglądzie zewnętrznym budynków w największej mierze decyduje de facto autor projektu - architekt. My pełnimy raczej funkcję doradczo-kontrolną. Najlepszym przykładem innowacyjności w budownictwie i projektach deweloperskich jest Dubaj. Mam na myśli nie tylko pomysł budowy sztucznych wysp, który u swoich podstaw miał ideę maksymalnego wydłużenia linii brzegowej, ale również pomysł wybudowania stoku narciarskiego w środku centrum handlowego czy najwyższy na świecie wieżowiec Burdż Chalifa. Jeszcze 50 lat temu to miasto było biednym portem rybackim, o którym nikt w Europie nie słyszał. Dziś Dubaj jest wzorem perspektywicznej myśli o biznesie deweloperskim. Proszę pamiętać, że zdecydowana większość zrealizowanych tam projektów zakończyła się również sukcesem ekonomicznym.

Brzozowa Aleja 2 - Tree Development Group Sp. z o.o. (fot. materiały prasowe)Brzozowa Aleja 2 - Tree Development Group Sp. z o.o. (fot. materiały prasowe)

Z jakich inwestycji są państwo najbardziej dumni? Jak te nowe różnią się od tych sprzed, powiedzmy, 10 lat?

Rafał Szczepański: Inwestujemy w ambitne projekty, w które - ze względu na swoją skalę, kompleksowość czy czasochłonność - mniej chętnie angażują się inne firmy. Krótko mówiąc, nie boimy się wyzwań i mamy na tym polu sukcesy. Im trudniejsza materia, im większe wyzwanie, tym większa determinacja i poczucie satysfakcji po zamknięciu projektu. W ostatnim czasie najbardziej dumni byliśmy z zakończenia, a potem sprzedaży wspomnianego Placu Unii autorstwa Stefana Kuryłowicza, największego projektu biurowo-handlowego zrealizowanego w ostatnich latach w Warszawie.

Piotr Jaczewski: Jestem dumny z każdej prowadzonej i zakończonej inwestycji. Jak do tej pory każda zakończyła się sukcesem. Obecnie prowadzimy dwie: Park Światowida w centralnym punkcie warszawskiego osiedla Tarchomin oraz bardziej apartamentowa Włościańska 23 na Żoliborzu. Każda inwestycja różni się od siebie. Teraz jeszcze bardziej dbamy o szczegóły i staramy się pod każdym względem dopasować produkt do potrzeb naszych klientów.

Sylwia Świątczak: Każda z naszych inwestycji jest inna, na swój sposób wyjątkowa, bo przygotowana z myślą o różnych grupach klientów. Wszystkie łączy lokalizacja w otoczeniu zieleni, dobra komunikacja z centrum miasta oraz wysoka jakość wykonania. Klienci cenią bezpieczeństwo, spokój i komfort, dlatego nasze osiedla są zamknięte i monitorowane.

Villa Sonata - Melody Park - Marvipol Development (fot. materiały promocyjne)Villa Sonata - Melody Park - Marvipol Development (fot. materiały promocyjne)

W designie idzie się w stronę minimalizmu, ale i wspomnianej już wcześniej ekologii, czy w waszej branży też widać ten kierunek? Czym dzisiaj jest luksus?

Piotr Jaczewski: Nie dostrzegam w architekturze warszawskich osiedli minimalizmu, choć jest to dla mnie pojęcie nieostre, podlega różnym interpretacjom. Jeśli chodzi o ekologię, budownictwo mieszkaniowe również zmierza w jasno wyznaczonym kierunku - mieszkania muszą być bardziej energooszczędne, a za chwilę normy energooszczędności będą jeszcze wyższe. Wśród domów jednorodzinnych już można znaleźć tzw. domy pasywne. Takie rozwiązania narzuca nam Unia Europejska.

Sylwia Świątczak: Projektów ekologicznych będzie w Polsce oczywiście coraz więcej, należy jednak pamiętać, że zastosowanie rozwiązań spełniających kryteria nowoczesnego designu, czyli wysokiej jakości wykonania, bezpieczeństwa, komfortu i energooszczędności, będzie miało znaczący wpływ na cenę nieruchomości. Obecnie inwestycja w ekologię znacznie lepiej sprawdza się w branży nieruchomości komercyjnych, nastawionych na projektowanie „inteligentnych” obiektów w przestrzeni publicznej.

Rafał Szczepański: Rynek luksusowych nieruchomości w Polsce i definicja luksusu zmieniają się. Zarabiamy coraz więcej, poprawia się poziom naszego życia, ale i rosną oczekiwania - chcemy dostępu do usług i udogodnień, które od dawna oferowane są w innych krajach i metropoliach na całym świecie. Nie jest to bynajmniej luksus, który kojarzymy z serialu „Dynastia”. Dziś coraz chętniej zamiast na przykład podmiejskich rezydencji Polacy wybierają luksusowe apartamenty zlokalizowane w ścisłym centrum Warszawy. Oprócz ekskluzywnego wnętrza czy awangardowego projektu luksus to również bliskość kulturalnej, rozrywkowej i kulinarnej oferty miasta, pięknego parku, najlepszej szkoły dla dzieci.

25-metrowy basen - Złota 44 (fot. materiały prasowe)25-metrowy basen - Złota 44 (fot. materiały prasowe)

W magazynach o designie i wnętrzach często pojawiają się tzw. lofty, czyli mieszkania urządzone w pofabrycznych budynkach. Czy właśnie taki loft będzie dla klienta luksusem, czy może jednak coś zupełnie nowego? Wysoki połysk i szklane ściany? Odchodzimy już na szczęście od estetyki „polskiego dworku”, ale trudno chyba jednoznacznie stwierdzić, w którą stronę się skłaniamy.

Jacek Bielecki: Polskie przykłady przystosowania dawnych budynków przemysłowych do celów mieszkalnych pokazują, że trudno jest znaleźć amatorów takich rozwiązań. Głównie z powodu bardzo wysokich kosztów adaptacji i utrzymania loftów. W Łodzi, Żyrardowie i Warszawie jest kilka przykładów tego typu inwestycji, które można uznać za bardzo ciekawe projekty, jednak nie znalazły one wielu nabywców. Wciąż jesteśmy krajem na dorobku i bardzo kosztowne inwestycje nie cieszą się dużym zainteresowaniem. Brutalna prawda jest taka, że to luksus, na który nas nie stać, i nieprędko będziemy mogli sobie na niego pozwolić.

Sylwia Świątczak: Urok poprzemysłowych budynków aranżowanych na mieszkania czy luksusowe apartamenty podbija serca osób, które stawiają na przestronne, otwarte wnętrza o wyjątkowej atmosferze. Miłośnicy takiej architektury cenią historię miejsca, industrialny styl i detale, na przykład zabytkowe elementy dawnej fabryki. Należy jednak pamiętać, że nie każdemu będzie się podobała atmosfera zamknięta (najczęściej) w ceglanych murach. Luksus może być przez każdego postrzegany zupełnie inaczej. Dla jednych będzie to prestiżowa lokalizacja, całodobowa recepcja i ochrona lub wspomniana wcześniej ekologia, a dla innych pofabryczne wnętrze, któremu nadano drugie życie.

Rafał Szczepański: Przygotowując wieżowiec Złota 44 do użytku mieszkańców, nie boimy się twierdzić, że zmieniamy definicję luksusu w Polsce. Tuż za progiem własnego apartamentu nasi klienci będą mieli dostęp do piętra rekreacyjnego o powierzchni 1400 metrów kwadratowych. Znajdą się tam m.in.: największy w Polsce dostępny w budynku apartamentowym 25-metrowy basen, słoneczny taras z jacuzzi i prywatna sala kinowa wyposażona w symulator do gry w golfa. Koneserzy szlachetnych trunków otrzymają piwniczkę do profesjonalnego przechowywania win mieszczącą około 10 tys. butelek wraz z pokojem do degustacji. Nad jakością usług świadczonych rezydentom, tak dorosłym, jak i dzieciom, będzie stale czuwać wykwalifikowany konsjerż i obsługa.

Centrum Praskie Koneser to z kolei przykład wielofunkcyjnej architektury określanej mianem „mixed-use”. Nasz projekt łączy różne elementy na wielu płaszczyznach: tradycję z nowoczesnością oraz przestrzeń mieszkaniową, handlową, biurową i kulturalną. W Koneserze realizujemy też tzw. soft-lofty, nowoczesne budynki wpisujące się w zabytkową tkankę. Obecnie, wspólnie z partnerami z Liebrecht &Wood, przygotowujemy się do realizacji części biurowo-handlowej, no i oczywiście Muzeum Polskiej Wódki.

Centrum Praskie Koneser (fot. materiały promocyjne)Centrum Praskie Koneser (fot. materiały promocyjne)

Jak zostaje się deweloperem?

Jacek Bielecki: Dziś bardzo trudno nim zostać. Nowa firma musi dysponować znaczącym kapitałem, kadrą posiadającą tajemną wiedzę w zakresie postępowań administracyjnych inwestycji budowlanych i musi zdobyć zaufanie klientów wśród firm od lat kształtujących swoją markę. Zaporą jest też ustawa, która już w nazwie ma ochronę przed deweloperami i która nakłada wiele obowiązków nieznanych przedsiębiorcom w innych branżach.

Jeśli już ktoś zdecyduje się wejść na rynek deweloperski, musi liczyć się z tym, że wiele lat zajmie mu poznawanie specyfiki tej działalności. Jest tu duże ryzyko pozabiznesowe: nieprzewidywalność możliwości wykorzystania przestrzeni z powodu braku planów miejscowych, nieprecyzyjność procedur administracyjnych, która skutkuje uznaniowością decydentów i wieloletnim czasem na oczekiwanie rozstrzygnięć, oraz zmienność uwarunkowań prawnych.

Wielu współczesnych deweloperów znalazło się w tej branży przez przypadek. Ja sam zostałem zaproszony do zarządzania firmą w 1997 roku i nie był to jakiś zaplanowany krok na ścieżce kariery, ale po prostu zbieg sprzyjających okoliczności. Wtedy było znacznie łatwiej prowadzić taką działalność. Wolność gospodarcza nie była wówczas tylko sloganem, prawo było prostsze i bardziej jednoznaczne, administracja jeszcze nie znała obecnych metod przedłużania postępowań. Firmy deweloperskie dopiero powstawały, rynek był więc mniej konkurencyjny. Z drugiej strony nie było kredytów mieszkaniowych, nasi klienci postrzegali nas przez pryzmat spółdzielni mieszkaniowych, co nie zawsze ułatwiało zdobycie zaufania. Było więc znacznie łatwiej i jednocześnie trochę trudniej, ale na pewno ciekawie, bo formowaliśmy zupełnie nową, nieznaną wówczas w Polsce branżę.

Piotr Jaczewski: Jestem przedstawicielem tej specyficznej grupy młodych właścicieli firm deweloperskich, która ma swoje korzenie na rynku kapitałowym. Niektórzy z nas na odpowiednim etapie kariery po prostu natknęli się na interesujący projekt i po podsumowaniu wszystkich „za” i „przeciw” uznali, że jest to zwyczajnie dobry pomysł na biznes. Jeśli ktoś potrafi liczyć i lubi wyzwania, może to być ciekawa i dochodowa działalność. Uczy pokonywania kolejnych barier, hartując przy tym charakter. Z całą pewnością nie jest to biznes dla ludzi, którzy bujają w obłokach.

Narutowicza Residence - Tree Development Group Sp. z o.o. (fot. materiały prasowe)Narutowicza Residence - Tree Development Group Sp. z o.o. (fot. materiały prasowe)

Jaka odpowiedzialność pod kątem wizerunku miasta spoczywa na deweloperze? Kto tak naprawdę buduje miasta?

Teresa Witkowska: To duża odpowiedzialność. Stawiając każdy kolejny budynek, kreujemy obraz miasta na długie lata, tworzymy ten obraz zarówno dla mieszkańców, jak i gości. Należy mieć tego świadomość, bo deweloperka nie jest branżą, w której tworzy się „dla siebie”. Efekty naszej pracy są długotrwałe i wpływają na otoczenie w bardzo wielu aspektach. Nie tylko pod kątem wizerunkowym.

Rafał Szczepański: Deweloperzy mają duży wpływ na kreowanie przestrzeni miejskiej. Angażując się w niestandardowe, ambitne projekty, są nierzadko prekursorami zmian zachodzących nie tylko w ramach ich projektu, ale też dzielnicy, a nawet całego miasta. Ważne jest, żeby zrozumieć miejsce, jego historię i zaproponować budynek, który wpisze się w otoczenie, wzbogaci je. To duże wyzwanie i odpowiedzialność.

Piotr Wesołowski: Wizerunek miasta zależy w dużej mierze od przestrzeni publicznej, architektury i dbałości deweloperów o estetyczne i funkcjonalne rozwiązania. Powstające w aglomeracjach miejskich projekty deweloperskie powinny stanowić spójną koncepcję architektoniczną i zachęcać mieszkańców do korzystania z lokalnej infrastruktury. Dlatego odległości między budynkami powinny zapewniać prywatność, a przestrzeń wspólna musi być zaplanowana z myślą o codziennych potrzebach: posiadać miejsce do odpoczynku i zabawy, ale też otwartą drogę do komunikacji z miejską infrastrukturą. Ma to bardzo duże znaczenie dla funkcjonowania przestrzeni miasta i jego charakteru.

Piotr Jaczewski: Deweloper odpowiada za kształtowanie przestrzeni publicznej nie tylko poprzez zlecenie wykonania projektu architektonicznego i jego realizację, ale również (a może przede wszystkim) poprzez decyzje o usytuowaniu infrastruktury niezbędnej do zaspokajania potrzeb przyszłych mieszkańców. Mam tu na myśli sytuowanie lokali usługowych, biurowych, co wiąże się z miejscami pracy, ale również rozmieszczenie terenów rekreacyjnych i zielonych, ulic, elementów małej architektury itp. Również od naszych decyzji, dotyczących struktury wszystkich tych elementów, zależy wizerunek miasta. Wydaje się, że to właśnie planiści mają największy wpływ na przyszły wizerunek miasta.

Jacek Bielecki: Odpowiedzialność za wizerunek miasta ciąży przede wszystkim na jego władzach. To nie tylko jego wizualny aspekt, ale w równej mierze ocena jakości życia. Władze lokalne mają bardzo duże możliwości kształtowania jakości życia w mieście, chociażby pod kątem urbanistyki, transportu publicznego, miejsc rekreacji, dostępu do dóbr kultury, obciążeń podatkowych. W tym kontekście rola deweloperów jest bardzo ograniczona. W praktyce inwestorzy wyszukują kawałki przestrzeni dla projektu, który zyska uznanie przyszłych użytkowników.

To, na co deweloper ma realny wpływ, to kształt architektoniczny budynków, jego funkcjonalność i oddziaływanie na otaczającą przestrzeń. Można znaleźć wiele przykładów obiektów, które ze względu na usytuowanie, kształt, fasadę stają się wyróżnikami miasta i w tym aspekcie rola inwestora jest decydująca. To on postanawia o wyborze koncepcji architekta i ma duży wpływ na ostateczny kształt projektu. Oczywiście inwestor dąży do optymalizacji kosztów, ale ma też świadomość, że postrzeganie realizowanego projektu wpływa na wizerunek całej marki. Podobnie jak architekt, deweloper chce pozostawić w mieście wyraźny znak swojej aktywności. W ciągu ostatnich dwudziestu lat prywatni inwestorzy wyznaczyli nową jakość w architekturze polskich miast. To, czego wciąż nam brakuje, to wyraźnego ładu urbanistycznego, ale to zadanie dla władz publicznych.

Włościańska 23 - Ama-Bud (fot. materiały promocyjne)Włościańska 23 - Ama-Bud (fot. materiały promocyjne)

Architekt marzy, żeby stworzyć budynek ikoniczny, kultowy. A o czym marzy deweloper?

Rafał Szczepański: O oddaniu takiego kultowego budynku do użytku. Marzy, by ten budynek odpowiednio służył ludziom, niezależnie od tego, czy będą to mieszkańcy, klienci sklepów czy użytkownicy biur. Marzy, by projekt był ponadczasowy, starzał się z klasą, korespondował z otoczeniem. Oczywiście istotne jest, by inwestycja na siebie zarobiła, ale to nie jest już kategoria marzeń, tylko twardej rzeczywistości.

Piotr Wesołowski: Deweloper marzy o sukcesie tworzonego od zera projektu, który będzie można uznać za wizytówkę firmy. Na początku jest idea, potem projekt architektoniczny, a na końcu tysiące zadowolonych mieszkańców. W ten sposób zostało wykreowane np. warszawskie Miasteczko Wilanów, założenie urbanistyczne, o którym teraz można tylko marzyć. Ogromna przestrzeń została zagospodarowana nowoczesnymi, przyjaznymi dla mieszkańców osiedlami, które tworzą spójną koncepcję architektoniczną i zgraną społeczność.

Piotr Jaczewski: Współpraca na linii deweloper - architekt zawsze była i będzie dość burzliwa. Architektom zależy w dużej mierze na wykonaniu dzieła sztuki. Zapominają czasem o realiach wykonawczych i użytkowych danego projektu. Nie zawsze to, co narysuje architekt, jest możliwe do zrealizowania w rzeczywistości. A nawet jeśli jest możliwe, może nie być racjonalne z punktu widzenia użytkowego lub po prostu ekonomicznego. Deweloper jako przedsiębiorca musi pamiętać o kotwicy w postaci rachunku wyników. Jestem jednak zdania, że zawsze należy poszukiwać kompromisu w tej materii, bo deweloperom - jako „rodzicom” każdego projektu - również zależy na stworzeniu czegoś wyjątkowego, co przyniesie im satysfakcję i znajdzie uznanie.

Teresa Witkowska: Deweloper marzy, aby wszyscy czuli się w jego budownictwie doskonale, aby tworzyli w nim szczęśliwe domy lub prowadzili udane interesy. Dopiero w drugiej kolejności może pomyśleć o sobie, a wówczas najczęściej marzy - jak każdy twórca czy biznesmen - o tym, aby inni podążali za wytyczanymi przez niego drogami.

 

Jacek Bielecki. Dyrektor ds. rozwoju i jakości firmy deweloperskiej Marvipol Development. Absolwent Politechniki Warszawskiej. Współzałożyciel, wieloletni członek zarządu i dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich, członek Rady Naukowej Instytutu Rozwoju Miast w Krakowie. W latach 2002-2012 członek Rady Dyrektorów UEPC (Europejskiej Unii Deweloperów). W latach 2004-2011 pełnił funkcję wiceprezesa Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych Bezpieczny Dom, a w 1997-2004 dyrektora zarządzającego firmy deweloperskiej PIB LECH. Ekspert, autor artykułów i wypowiedzi w prasie i telewizji na temat rynku mieszkaniowego, zaangażowany w proces legislacyjny ustaw regulujących rynek mieszkaniowy w Polsce.

Piotr Jaczewski (ur. 1977). Prezes zarządu spółki deweloperskiej AMA-BUD Sp. z o.o. Członek zarządu PZFD o/W-wa. Członek rad nadzorczych giełdowych spółek Próchnik SA oraz Altus TFI SA. Magister ekonomii wydziału finanse i bankowość, absolwent SGH. Były analityk giełdowy CA IB Securities SA. Żonaty, dwoje dzieci. Hobby: piłka nożna (były młodzieżowy reprezentant Polski).

Rafał Szczepański. Wiceprezes Zarządu BBI Development SA i Prezes Zarządu Juvenes-Projekt Sp. z o.o. Pełni także funkcje kierownicze w ramach grupy m.in.: Członka Rady Nadzorczej Nowy Plac Unii S.A.; Prezesa Zarządu w spółce Realty 4 Management Sp. z o.o.; Członka Zarządu Zarządzanie SEZAM Sp. z o.o. Do jego kompetencji należy pozyskiwanie nowych projektów dla spółki, a także nadzór nad polityką sprzedażową i marketingową. W styczniu 2010 r. zapoczątkował akcję STOP Janosikowe. Zainicjował powstanie obywatelskiego projektu nowelizacji ustawy „janosikowej”, którą poparło swoimi podpisami 157 tysięcy Polek i Polaków. Prezentował projekt nowelizacji podczas plenarnego posiedzenia Sejmu zimą 2012 r. Jest pomysłodawcą cyklu książek poświęconych historii Warszawy „oglądanej” przez pryzmat inwestycji prowadzonych przez spółkę BBI Development SA. Dotychczas z serii „Warszawa wielkomiejska” ukazały się: „Pasaż Simonsa”, „Rezydencja Foksal i okolice”, „Koneser, Ząbkowska i okolice”, „Plac Unii i okolice” i reedycja „Rezydencji Foksal”. Za działalność społeczną na rzecz stolicy został uhonorowany medalem „Zasłużony dla Warszawy”.

Sylwia Świątczak. Menedżer ds. marketingu i PR w Tree Development Group Sp. z o.o. Odpowiada za kompleksowe działania marketingowe i PR. Absolwentka kierunków dziennikarstwo i komunikacja społeczna oraz zarządzanie w Społecznej Akademii Nauk w Łodzi. Od ponad 6 lat zajmuje się tworzeniem oraz realizacją kompleksowych strategii komunikacji i marketingu m.in. dla branży nowych technologii, e-commerce oraz nieruchomości komercyjnych i mieszkaniowych. Wcześniej związana m.in. z AGORA SA jako specjalista ds. promocji łódzkiego oddziału „Gazety Wyborczej” oraz Senior Account Executive w Żarówka PR i Marketing.

Piotr Wesołowski. Prezes zarządu Polnord SA. Z branżą budowlaną związany od ponad 20 lat. Zaczynał jako kierownik w Zakładzie Usługowo-Produkcyjnym UNIBUD w Gdańsku. W 1991 roku założył spółkę UNI-BUD MARMURY, w której objął stanowisko prezesa zarządu. Z bardzo małej firmy zajmującej się obrotem materiałami budowlanymi stworzył prężne i liczące się na polskim rynku przedsiębiorstwo. W 2005 roku założył WES-BUD Nieruchomości. W czerwcu 2005 roku objął stanowisko wiceprezesa zarządu Polnord SA. Od listopada 2012 roku pełni funkcję prezesa zarządu Polnord SA. Zasiada w radzie nadzorczej KB Dom SA jako jej przewodniczący. Absolwent Wyższej Szkoły Wychowania Fizycznego w Gdańsku, były szermierz i trener tej dziedziny sportu.

Teresa Witkowska. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, studia podyplomowe na SGH - marketing i zarządzanie, studia podyplomowe na SGH - wycena nieruchomości. Związana z rynkiem nieruchomości od 2003 roku. Od 2007 roku dyrektor sprzedaży i marketingu w firmie RED Real Estate Development Sp. z o.o.

Maja Święcicka. Zaczęła pisać zaraz po maturze i z rozpędu została dziennikarką. Specjalizuje się w sztuce, designie i architekturze, ale lubi pisać o środowisku, współczesnych zjawiskach socjologicznych, duchowości, jedzeniu, seksie i interesujących ludziach. W wolnym czasie przerabia pekińską na kimchi, kręci ramen, medytuje i włazi na ścianki wspinaczkowe. Publikuje też w „Monitor Magazine”.

Komentarze (15)
Zaloguj się
  • mariusz-bykowski

    Oceniono 45 razy 43

    Dlaczego na wizualizacjach nie ma aut zaparkowanych na każdym skrawku w miarę płaskiej powierzchni, jak to ma miejsce w rzeczywistości?
    To samo z szyldami/reklamami obklejającymi budynki. Na wizualizacjach ich nie widzę?

  • medorex

    Oceniono 43 razy 39

    No cóż. Na pytanie kto buduje polskie miasta nie dostałem odpowiedzi. Ale właściwie to jej nie oczekiwałem bo ją znam - deweloperzy. W szczególności w odniesieniu do Warszawy. Wystarczy wiedzieć jak powstają plany zagospodarowania (najczęściej gdy jest już wszystko zagospodarowane), ewentualnie jak omijać zapisy planów, wiedzieć jak bardzo nie respektuje się zapisów umów użytkowania wieczystego, znać przepisy - w każdym cywilizowanym kraju deweloperzy partycypują w rozbudowie ulic, infrastruktury - tylko nie u nas. Tak więc kształtowanie przestrzeni publicznej to efekt dążenia do maksymalizacji zysku przez deweloperów. Moim ulubionym miejscem jest Białołęka, gdzie powstały osiedla na dłuuuuugich zagonach kapusty... Piękny widok .A jakie rano korki, bajka! Oczywiście zdarzają się chlubne wyjątki ale generalnie deweloperka ma wszytko gdzieś - byle sprzedać, byle zarobić.

  • dinowar

    Oceniono 28 razy 26

    Żadnego zdjęcia, same wizualizacje, a to oznacza, że rzeczywistość jest dużo gorsza niż komputerowe dzieło. Deweloperzy budują polskie miasta, architekci i urzędnicy są tylko na ich usługach. Gdyby kompetentni urzędnicy mieli wpływ na tworzenie miasta, nie byłoby takiego misz-maszu i chaosu urbanistycznego powodującego brzydotę polskich miast.

  • miu_zalogowana

    Oceniono 17 razy 15

    Powinno byc tak: wnetrza budynkow powstaja wg potrzeb kupujacych, nimi kieruje rynek. Jednak fasady oraz bryly powinny powstawac wg potrzeb miasta i okolicy, tak aby budynek dobrze sie komponowal z okolica.

    Tymczasem, w Polsce o charakterze budynku decyduje... pieniadz, ktory ma sie znalezc w kieszeni dewelopera. Co oznacza, ze na dzialke wpycha sie najwiecej, najwyzej i jak najblizej jej granic. Co wowczas powstaje? HORROR do zycia. Tak jest np. na wlasnie powstajacym Zoliborzu "Zielonym" (tam nie ma zadnych terenow zielonych), a tak naprawde Przemyslowym. Osiedla ktore tam powstaja, w tym przy czynnej lini kolejowej, to KOSZMAR do zycia. Wysokie bloki, nawtykanie jak tylko sie da. Przy tym koszmarku, Miasteczko Wilanow, to przestrzen, luz, cisza i lad architektoniczny. Gdy na Zoliborzu Przemyslowym jeden sasiad wlaczy wieczorem glosniej muzykie jakies 200 rodzin nie zmruzy oka. Niestety, przy takim zageszczeniu, bedzie to codziennosc. Do tego dzieci pod oknami (dziwiek ofbjajacy sie po scisnietych budynkach), psy szczekajace na balkonach, itd. MASAKRA.

    Innym przykladem, jak "buduje sie" polskie miasta jest osiedle na Goclawiu. Wstawione w klin napowietrzajacy Srodmiecie Warszawy. Warszawa w bardzo krotkim czasie stala sie jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast Europy. Tak retorycznie zapytam: kto zaplaci za leczenie astm i innych chorob zwiazanych z zanieczszczonym powietrzem? Deweloperzy?

    Tak wlasnie wyglada polskie budowanie. Wladze ma pieniadz i deweloperzy. Miasto? Miasto siedzi cicho. Daje zarobic. Podobnie panstwo. "Panstwo, ktore istnieje tylko teoretycznie" (to nie moje, to Sienkiewicz, potomek wielkiego pisarza-noblisty).

  • mazuvian

    Oceniono 8 razy 6

    Ok, budynki są ładne, ale budowanie w Polsce jako deweloper wiąże się z ogromną korupcją, której urzędnicy oczekują, nawet w Warszawie. Trzeba zgłaszać korupcję. Jeśli ktoś ma czas i ochotę, zawsze można wziąć w rękę telefon i zrobić prowokację, a potem na policję. Korupcja z Polski musi zniknąć, by Polska była w stanie się rozwijać szybko.

  • przypadki-pilota-pirxa

    Oceniono 6 razy 4

    W moim miasteczku przez ostatnie 5 lat wybudowano 2 biedronki I lidla.

  • anuszka_ha3.agh.edu.pl

    Oceniono 3 razy 3

    A teraz poczytajcie, jak można by projektować osiedla, gdyby komuś się chciało: jedyniesluszne.blox.pl/2015/05/Ursynow-Polnocny-do-rejestru-zabytkow.html
    Ursynów Północny, zaprojektowany i zbudowany za ciemnej komuny, prześciga twórczość deweloperską pod praktycznie wszystkimi względami.

  • goodlife-blog

    Oceniono 11 razy 3

    Polska robi się z roku na rok coraz brzydsza, bo Polacy nie posiadają ŻADNEGO poczucia estetyki. Do niedawna ulubione samochody polaków to Tico, Lanos i Polonez Caro, którego jak wiadomo kupi, ten co jest naprawdę głupi. Kraj miłośników disco polo i klapek noszonych ze skarpetami. Jedynym kryterium jest cena, Polak kupi dowolnie brzydkie mieszkanie na dowolnie brzydkim osiedlu, bo nawet nie zauważy, jak bardzo jest brzydkie. Nie ma potrzeby otaczania się estetycznymi przedmiotami, bo w żadnym momencie życia tego nie doświadczył, nie nauczyła go tego szkoła, w której lekcje plastyki zastąpiły lekcje religii, a jakie mamy media, wiadomo.Dzisiejsze pokolenie jest już stracone, ale możemy odwrócić ten trend, pokazać dzisiejszym kilkulatkom, że istnieje coś poza galerią handlową, że nie tylko samochodem można podjeżdżać pod same drzwi sklepów i urzędów, że mieliśmy kiedyś, w tej przeklętej komunie myślenie o urbanistyce, a do tego np. fantastyczną szkołę neonu. To, że były cinkciarz z łapówkarzem na urzędzie chcą się dorobić tu i teraz, nie obchodzi ich, że przestrzeń publiczna należy do nas wszystkich, a także wpływa na nasz nastrój a więc w konsekwencji na kreatywność i zarobki, nie znaczy, że mamy im oddawać pole. Przegrywamy, ale jeszcze Polska nie zginęła.

    goodlife-blog.com

  • Przemek Brożek

    Oceniono 2 razy 2

    Nie było chyba w Polsce jeszcze tak chaotycznej architektonicznie epoki jak współczesna. To smutne jak żaden z powołanych do tego urzędników państwowych nie jest w stanie poradzić sobie z samowolką dewastatorów (nie mylić z inwestorami). Przestrzeń publiczna jest wręcz gwałcona przez cwaniaków wykorzystujących dziurawe prawo. Ponurym symbolem tej epoki jest piesek (gigantyczna, dmuchana reklama papieru toaletowego) dumnie majaczący swego czasu nad budynkiem dworca Warszawa Śródmieście. Piesek, z którym żaden z włodarzy miejskich nie mógł sobie poradzić przez miesiące. A wystarczy pojechać nawet nie do Berlina, ale do Wilna. Tam tych problemów po prostu nie ma. Skoro polscy urzędnicy nie potrafią sobie poradzić z nawałnicą reklamowych szmat, bilbordów oraz samowolnych dmuchanych instalacji i innych potworków to niech nawet nie próbują się zabierać za porządkowanie przestrzeni publicznej w obszarze architektonicznym. Wam panowie krowy pasać, nie urzędy piastować!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX