Niels Stokholm

Niels Stokholm (fot. Maggie Olkuska)

Ludzie

Niels Stokholm - kapłan z widłami. Zbuntowany farmer zmienia świat na przekór unijnym normom

82-letni Niels Stokholm ratuje ginące gatunki, słucha słońca i karmi kopenhaskich smakoszy. Przy okazji - jako twarz rolnictwa biodynamicznego - zmienia świat i konsumencką świadomość na przekór normom Unii Europejskiej. Na jego ortodoksyjną farmę można i warto się wybrać. Nam leciwy gospodarz w ogrodniczkach opowiada o tym, jak zabija wegetarianin, czym krowy różnią się od ludzi i dlaczego naturę powinno się kochać jak człowieka. A opowiadający o nim film ?Dni, na które czekamy? pokazywany będzie w ramach festiwalu Docs Against Gravity.

Jestem prawie pewna, że kiedy spotkaliśmy się w kawiarni eleganckiego berlińskiego hotelu, miał na sobie zielone, robocze ogrodniczki. Ktoś mógłby pomyśleć, że siedzący wśród wybrylantynowanych biznesmenów poczochrany siwy brodacz to zagubiony przechodzień. Nic bardziej błędnego.

82-letni Niels Stokholm doskonale wie, gdzie i po co zdąża. 40 lat temu wraz z żoną, Ritą Hansen, założył farmę w Thorshoj, gdzie ziemię uprawia się od 6 tys. lat. Stokholm jest mniej więcej 180. opiekunem tego wyjątkowego gospodarstwa. Misją dwójki mieszczuchów było pierwotnie odtworzenie tradycyjnej rasy krów mlecznych, Duńskiej Czerwonej. Udało się zrobić więcej. Po kilku dekadach położona na północ od Kopenhagi Thor Hojgard stała się symbolem zrównoważonej hodowli i rolnictwa biodynamicznego, 63-hektarową świątynią, gdzie mówi się językiem natury i mekką, która przyciąga gości z całego świata. Obok krów mieszkają tam dziś psy, koty, rzadkie tradycyjne rasy świń, kur oraz owiec. Rosną zboża, warzywa i owoce. Gleba użyźniana jest naturalnym nawozem. Od ryjących ją dżdżownic, przez miodne pszczoły i zapylające motyle, po kryjące się w liściach drzew gawrony - wszyscy mieszkańcy farmy Stokholma są równie ważni. Wspaniałe produkty Thor Hojgard doceniają przedstawiciele świata prestiżowych kulinariów - m.in. słynni szefowie duńskich restauracji Rene Redzepi (NOMA) i Jesper Moller (Restaurant Julian).

Filozofii Thor Hojgard nie doceniają za to biurokraci. Mimo że majestatyczne krowy Nilsa żują najbardziej zróżnicowane trawy i niedotknięte chemią siano, naturalnie się rozmnażają i żyją w stadzie, najbliższy naturze farmer w Danii nie może dostać certyfikatu żywności organicznej. Rolnictwa biodynamicznego nie da się uregulować - chodzi o to, by słuchać ziemi, pór roku i zwierząt. Specjaliści od rolnictwa przemysłowego i kontrolerzy, pilnujący wytyczonych przez Unię Europejską norm, nie umieją dopasować tej filozofii do swoich tabel i wykresów. Grożą odebraniem licencji na hodowlę bydła. Kary długo pożerały pieniądze, które idealista Stockholm powinien inwestować w modernizację wiekowego gospodarstwa. Z pomocą przyszedł wspomniany już Jesper Moller, inicjator Copenhagen Street Food, który w zeszłym roku powołał do życia Fundację „Thorshojgaard Fonden”. Był jej pierwszym dobroczyńcą. Dzięki jego donacji wyremontowano stajnię, gdzie krowy zamiast kamieni mają teraz wygodny piasek. Fundusze wciąż spływają. Jak podkreśla Stokholm, wszelkie zmiany na farmie nie są wymysłem ludzi, lecz „powstają w konsultacji” ze zwierzętami.

Niels Stokholm (fot. Maggie Olkuska)Niels Stokholm (fot. Maggie Olkuska)

Anna Tatarska: Wraz z żoną, Ritą Hansen, od 1975 prowadzi pan pod Kopenhagą Thor Hojgard - farmę biodynamiczną. Co oznacza ten termin?

Niels Stokholm: Funkcjonujemy zgodnie z porami roku, rytmem natury. Zwierzęta, plony i ziemię postrzegamy jako elementy jednego systemu. Dla naszych krów to znacznie lepsze - stado jest spokojniejsze, łagodniejsze, zdrowsze. Krowy są szczęśliwe, a to daje szczęście nam i wtedy jeszcze bardziej chce się starać! Obserwuję moją farmę własnymi oczami, wącham własnym nosem - a zapewniam, że czasami śmierdzi niemiłosiernie - i słucham jej uważnie. Wykorzystuję zmysły, by lepiej współpracować z naturą, a nie przeszkadzać jej, wykorzystywać za pomocą sztucznych narzędzi. Takie podejście do natury wpływa też pozytywnie na relacje z ludźmi. Bo zarówno w próbie zrozumienia natury, jak i w próbie zrozumienia sąsiada musi być miłość. Staramy się tego uczyć przyjeżdżających do Thor Hojgard gości. Ale nie podajemy im recept. Kiedy przychodzą do mnie z pytaniami, każdemu odpowiadam inaczej. Nie mam oklepanych formułek. Liczę, że sami znajdą odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Dajemy im wolność.

Odwiedza was wielu mieszczuchów. Wychowani z dala od natury tęsknią za jej pierwotnym ładem i porządkiem?

- Rzeczywiście przyjeżdża do nas wielu gości z miast - nie tylko Duńczycy, ale też obcokrajowcy, w tym Polacy. Mam wrażenie, że dzisiejsze „mieszczuchy” nie chcą wracać do natury, ale mają potrzebę jej zrozumienia. Naprawdę interesują ich zachodzące w niej procesy! Wycieczki za miasto, na wieś, obserwacja i analiza natury oraz zwierząt pozwalają lepiej poznać nie tylko świat, ale przede wszystkim siebie, własne uczucia, sposób myślenia. Dopiero kiedy ukonstytuujemy indywidualną siłę w sobie, można próbować zacząć rozumieć naturę. A potem może zrobić dla niej coś dobrego? Jak wiadomo, zrozumienie tematu zawsze wzmaga efektywność działania, czyni je lepszym.

(fot. materiały prasowe)Wycieczka szkolna w Thor Hojgard (fot. materiały prasowe)

A odwiedzają was też inni hodowcy, chcący zasięgnąć rady, zainspirować się waszymi unikalnymi metodami?

- Wspomniana chęć zrozumienia natury jest znacznie bardziej widoczna wśród populacji miejskiej. Ludzie pracujący na roli są tak skupieni na pracy, zajęci swoim rytmem, obowiązkami, że nie zastanawiają się często, czym jest ta natura, z której przecież żyją. Nie mają na to czasu - bo by zbankrutowali!

Czym zajmował się pan w swoim „poprzednim” życiu?

- Mieszkałem w mieście i zajmowałem się głównie wyszukiwaniem informacji na temat energii słonecznej, alternatywnych materiałów budowlanych i tym podobnych. To były ciekawe tematy! Moje poszukiwania służyły przemysłowi. Budowałem mosty na całym świecie - w USA, Kanadzie, Francji, Irlandii, Szwecji, Bangladeszu, Pakistanie. Nad Gangesem i Brahmaputrą. W Polsce akurat nie, bo w tamtych czasach nie można było podróżować do Polski [mowa o latach 70. - przyp. red.]. Bardzo dobrze zarabiałem, mogłem odkładać sporą część pensji. Potem się przydała (śmiech). Kiedy wróciłem do Kopenhagi, zacząłem współpracować z różnymi firmami prywatnymi, pracowałem też jako konsultant na uniwersytecie oraz uczyłem dzieci i młodzież. Któregoś dnia zacząłem wyobrażać sobie, jak będzie wyglądać moja jesień życia. Czy będę profesorem na szacownej uczelni? Piękna perspektywa. Ale obudziło się we mnie dziwne poczucie winy. Jakbym miał dług wobec ziemi uprawnej, na której się wychowałem. Tęskniłem! Skończyłem 42 lata i zdecydowałem się wywrócić swoje życie do góry nogami.

(fot. materiały promocyjne)Niels Stockholm z żoną, Ritą Hansen (fot. materiały promocyjne)

Oprócz poczucia winy i nostalgii nie bez znaczenia była też sytuacja, w jakiej znajdowało się wówczas duńskie rolnictwo. Nie przypominało to pana wspomnień z rodzinnej sielskiej farmy.

- W tamtych czasach tendencja w duńskim rolnictwie była bardzo niepokojąca. Stawiano wyłącznie na ilość, tempo, nie myślano o jakości i sposobie produkcji. A takie nastawienie jest złe dla krów, dla mleka, mięsa, dla ludzkości. Nie można na to patrzeć i uważać, że wszystko jest OK! Czułem, że muszę się tym zająć i zrobić coś dobrego. Mam w ogóle wrażenie, że wielu konsumentów myśli podobnie. Chcieliby, by farmerzy mocniej reagowali na ich postulaty. Ale to niemożliwe. W tym momencie około 90 proc. duńskich farmerów jest zmuszanych przez instytucje i przepisy, by dostarczać określoną ilość produktów, np. mleka, każdego dnia, każdego roku. To nie ma nic wspólnego z naturalnym rytmem. Ja świadomie postawiłem na rolnictwo biodynamiczne, nienaruszające równowagi ekologicznej, zrównoważone. Swoją farmę uprawiam po swojemu, ale nieustannie zmagam się z biurokracją, karami finansowymi, groźbą procesów.

Taki tryb pracy to idealistyczna próba odtworzenia świata, jaki pamięta pan z młodzieńczych lat?

- Na pewnym poziomie. Dorastałem na przełomie lat 30. i 40. na tradycyjnej farmie. Doskonale poznałem metody, jakie dawniej stosowano w hodowli krów, kurcząt, świń, koni... Wówczas naturalne było założenie, że rolnictwo to dialog z naturą, że ze zwierzęciem się rozmawia. Tamta etyka pracy mnie ukształtowała. To wspomnienie, a raczej dobre uczucie, które noszę w sobie do dziś.

(fot. materiały prasowe)Zwierzęta z Thor Hojgard także w zimie spędzają czas na zewnątrz. Krowy na spacerze (fot. materiały prasowe)

Widziałam, jak rozmawia pan ze zwierzętami. To jakaś magia. Naprawdę macie wspólny język.

- Kiedy podchodzę do krowy z dojarką, ona wstaje, jeszcze zanim ją o to poproszę. Nie muszę jej mówić, po co przychodzę - ona wie. Dziękuję jej za to, chwalę. Moje krowy uwielbiają towarzystwo ludzi. Lubią, gdy na nie patrzymy. To taka gra - one się cieszą, że nas widzą, my się cieszymy, że one się cieszą, a one cieszą się jeszcze bardziej! (śmiech) Zwierzęta myślą inaczej niż ludzie. Nie mówią sobie przykrych czy złośliwych rzeczy. Jak głosi powiedzenie - zostaliśmy stworzeni na podobieństwo Boga. Dano nam wolność decydowania, co jest dobre, a co złe. Krowy nie wiedzą, czym jest dobro i zło. W ich społeczeństwie panują inne zasady. Nie ma rozterek, które nam „oferuje” nasza wolność.

Na swojej farmie przyjmuje pan porody, pielęgnuje i leczy swoje zwierzęta. Ale też je zabija. Udało się panu oswoić śmierć?

- Mogę to robić tylko dlatego, że rozumiem naturę. Nie myślę o tym jak o mordowaniu, ale raczej formie pomocy. Wszystkie rośliny umrą, tak samo wszystkie zwierzęta - w tym my, ludzie - aby zrobić miejsce następnym. Ludzie myślą, że zwierzęta tego nie wiedzą, ale to nieprawda. Wydaje się nam, że one mają takie same uczucia jak my i że śmierć jest dla nich smutnym doznaniem. Ja tak nie uważam. Oczywiście nie mówię o wielkich przemysłowych hodowlach, gdzie śmierci zwierząt towarzyszy panika, strach, niewyobrażalny stres. Zawsze rozmawiam ze zwierzętami, kiedy przygotowuję się do odebrania im życia. Są spokojne. Reszta stada też się nie denerwuje. Najwidoczniej istnieje między nami jakiś rodzaj więzi. Krowy mnie znają, rozumieją moją pozycję w stadzie, akceptują mnie. Jest mi smutno, ale też czuję, że w ciepłej krwi, która wsiąka w ziemię, gdy zwierzę umiera, jest jakiś rodzaj mocy, siła niemierzalna i niedefiniowalna. Bo kiedy taka wyselekcjonowana do zabicia krowa odchodzi, reszta stada staje się mocniejsza. Proszę mi wierzyć - to nie jakieś moje szamańskie bujdy, lecz obserwacja faktów. Można powiedzieć, że w Thor Hojgard nie tylko żyjemy blisko natury, ale żyjemy z nią, jesteśmy jej częścią.

Niels Stokholm (fot. Maggie Olkuska)Niels Stokholm (fot. Maggie Olkuska)

Jest pan wegetarianinem.

- Od urodzenia i z wyboru. Istnieją ludzie, którzy potrzebują mięsa, i tacy, którzy świetnie sobie bez niego radzą. Słucham siebie i swojego ciała, robię to, co dla mnie najlepsze. Wegetarianizm mi służy. A najwięcej daje mi zaczynanie każdego dnia z odwagą, nadzieją i chęcią zrobienia czegoś dobrego. Wydaje mi się, że to powinna być nadrzędna zasada, bez względu na nasz fach czy miejsce pracy. Wiele osób mnie pyta, jak to jest, że hoduję krowy i świnie, które zarzynam, mimo że sam nie jem mięsa. Nic nie musi być łatwe. Nic nie jest łatwe w życiu. Wokół siebie widzę tyle osób żyjących w ogromnym stresie, które codziennie nie dorastają do oczekiwań środowiska i czują się coraz gorzej. Wydaje mi się, że nasze wybory dietetyczne często nie wynikają z nas samych, tylko z kanonów, mód czy przekonań, które niekoniecznie są dla nas dobre. Ja nie narzucam innym swoich wyborów.

Pewnie tym, którzy żywią się głównie kotletami, można by zasugerować, żeby ograniczyli produkty odzwierzęce, a kilku weganom przydałoby się do nich wrócić, poczuliby się lepiej. Ale oni są w konkretny sposób ideologicznie uformowani. Uważam, że warto mieć więcej odwagi. Nie tylko myśleć o tym, co byśmy zrobili - ale to robić. Dobrze dobrane do naszych potrzeb pożywienie w odpowiedniej dla organizmu dawce potrafi nam dać do tego siłę.

Wspomniał pan wcześniej o Bogu. W Thor Hojgard przed każdym posiłkiem odmawiacie coś w rodzaju modlitwy. „Drogie słońce, droga ziemio, dziękujemy ci za twe dary. Pobłogosław to pożywienie”.

- To jest nasza „modlitwa” o łaskę natury. W ten sposób dziękujemy naturze bezpośrednio, bo oferuje nam ona wszystkie swoje dobra jako dary właśnie. Znasz to uczucie, kiedy mama daje ci na święta prezent, a tobie on się nie podoba? Starasz się niczego nie okazać, ale kiedy potem siadacie razem do posiłku, wszyscy to czują. A mamie jest wyjątkowo przykro. Musimy zatem być bardzo szczęśliwi, kiedy jemy, bo krowy i rośliny chciały dać nam coś najlepszego. Doceńmy to.

(fot. materiały prasowe)Owce z Thor Hojgard (fot. materiały prasowe)

Jest pan w waszym „kościele natury” papieżem?

- Ja nie jestem żadnym guru czy księdzem, który głosi słowa oświecenia. W Thor zatrzymaliśmy czas, szukamy Boga, duchowości nie w słowach wygłaszanych przez desygnowanych duchowych przewodników, ale we własnym wnętrzu. Nie mówimy o przyszłości. To jest przyszłość. Nie robimy tego, co mówią nam inni. Patrzymy na naturę z punktu widzenia integralnej jej części. W każdym z nas jest pragnienie czynienia dobra, odkrycia prawdy, jestem o tym przekonany. Dlatego nie boję się o przyszłość farmy, bo wiem, że to, w co wierzymy, to prawda. Kontakt z naturą pozwala nam ćwiczyć bycie dobrym.

Nie każdy założy farmę, ochroni ginący gatunek krów. Co możemy zrobić dla natury? I dlaczego powinniśmy chcieć zrobić dla niej cokolwiek?

- Naturę powinno się podziwiać. Kochać. Zachowywać wobec niej jak najlepiej. Wtedy w człowieka wstępuje spokój, czuje się lepiej każdego dnia. To tak jak z miłością między ludźmi - kiedy kogoś kochamy, chcemy każdego dnia robić dla niego coś dobrego, jeszcze lepszego, dać mu wszystko. Jeśli brak nam siły, by tak postępować, warto pomyśleć nad wprowadzeniem w nasze życie poważnych zmian.

Niels Stokholm (fot. Maggie Olkuska)Niels Stokholm (fot. Maggie Olkuska)

Opowiadający o Thor Hojgard i Stokholmie film „Dni, na które czekamy” pokazywany będzie w ramach festiwalu Docs Against Gravity, a jego reżyserka Phie Amboo spotka się z publicznością.


Niels Stokholm. Jest indywidualistą kochającym naturę i zwierzęta. 40 lat temu wraz z żoną Ritą Hansen założył w Danii, w położonym na północ od Kopenhagi Thorshoj, farmę Thor Hojgard. Podporządkowane zasadom rolnictwa biodynamicznego gospodarstwo wspiera założona przez znanego duńskiego restauratora Jespera Mollera Fundacja „Thorshojgaard Fonden”. Niels Stokholm jest bohaterem filmu „Dni, na które czekamy” w reżyserii Phie Amboo.

Anna Tatarska. Dziennikarka filmowa pisząca dla polskich i amerykańskich mediów. Współpracuje z wieloma redakcjami, od magazynów branżowych po pisma kobiece. Tak jak w pracy, ceni wolność też w życiu: zawsze na walizkach, w ruchu. Za dużo mówi. Jej pasją są wywiady, podróże, sztuka kulinarna i rowery, ale najbardziej lubi innych ludzi.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (26)
Zaloguj się
  • impervia

    Oceniono 152 razy 140

    Moja babcia miała podobne podejście. Z każdą świnką babcia rozmawiała, drapała po głowie. Zwierzęta ufnie do niej podchodziły, delikatnie szturchały ją ryjkami w dłonie. Babcia nauczyła mnie, że skoro zwierzę umiera żebyśmy mieli co jeść, to trzeba to szanować i nie marnować żadnej jego części. Dlatego dla mnie normalne jest jedzenie świńskich kopytek, ogonów, uszu itp.

  • ply

    Oceniono 86 razy 78

    Szacun dla państwa Hansenów.

  • mesaverde111

    Oceniono 62 razy 58

    Zapach skoszonej trawy, (trawa pięknie pachnie), "kwiatków", i babci z obiadem na świeżym powietrzu.

    Ziemniaczki,śmietanka i kompot. Pycha!

    I ,oczywista, ukochana babcia nazywająca mnie z uśmiechem "powsinogą" gdzie musiałem oczywiście włóczyć się tam gdzie nie trzeba i tam gdzie mnie nie chcą:)

    Ale tak najedzonych wiśni nie oddam nikomu:)

    Tak samo jak i wspomnień o babci, malarki.

    Fajny tekst.

    Spokój ducha, praca, inteligencja, wrażliwość, moralność i doświadczenie.

    Takich ludzi mnóstwo jest na całym świecie. Również w Polsce.

    I dopiero tych ludzi odkrywają restauratorzy.

    Ale nie oto w tym wszystkim chodzi.

  • ajaskowiec

    Oceniono 154 razy 52

    w przemysłowo rolniczej Danii to ewenement i wydaje się cud natury. mieszkam na polskiej wsi. i to o czym gada ten staruszek to norma u nas. poza wegetarianizmem. przyjaźń z przyrodą, kalendarz, obserwacja pogody, zachowań ptaków, gadanie z krowami, kurami, świniami.... to rzecz naturalna. przysłowia polskie o tematyce rolniczej... nie trzeba jechać do Hansenów, przyjechać proszę do polskiego rolnika i zobaczycie o samo.... ech. gazeta... gdzie wy żyjecie??? na jakiej planecie???

  • henryk domagala

    Oceniono 63 razy 41

    Tak właśnie wyglądało POLSKIE ROLNICTWO....jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku.....każda krowa miała swoje imię....tak jak i koń.....kury były przywoływane ludzkim głosem do karmienia.........ale to było zacofanie i prymitywizm dla ludzi zakochanych w głupocie zachodu i tak staliśmy się członkiem CYWILIZACJI ŚMIERCI>>>>

  • 123k321

    Oceniono 39 razy 29

    Przykre jest to, że jak zwykle zwykłe braki w wiedzy maskuje się wymogami EU. Oczywiście mam na myśli braki wiedzy dziennikarki, a nie Pana który prowadzi gospodarstwo. Być może jakieś DUŃSKIE przepisy zmuszają go do spełniania absurdalnych norm. Nie są to jednak przepisy UE, w Polsce z takimi gospodarstwami nie ma żadnego problemu, co więcej większość działa w podobny sposób (w sensie praktycznym jeśli idzie o produkcję, a nie miłość do natury)

  • Daro Darlat

    Oceniono 28 razy 18

    Taka hodowla to jedyne rozwiązanie problemów z tzw. chorobami cywilizacji . Wszędobylski rak wszystkiego . Dzieci nie znają smaku mięsa , jajka ,mleka . Jemy wyroby z dodatkiem pseudo mięsa ,mleka i jaj . Nie mówiąc już o nieludzkim traktowaniu zwierząt od narodzin do uboju .

  • arvek9

    Oceniono 17 razy 9

    Bardzo mądry człowiek. Ma więcej mądrości niż połowa jakiegokolwiek rządu, parlamentu i gremium naukowego dowolnego kraju w UE. Poszukującym prawdy i rozwoju duchowego polecam ebook "To duch daje życie..." Isaias Justo. To arcy ciekawa pozycja wyjaśniająca wiele spraw duchowych i całego Stworzenia. Poruszone są tam takie tematy jak np: karma, los, życie pozagrobowe, wolna wola, cud, żywa wiara, ewolucja, kreacjonizm i wiele innych.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX