John Thavis w książce

John Thavis w książce "Dzienniki watykańskie" ujawnił tajemnice Stolicy Apostolskiej (fot. Roberto Taddeo / bit.ly/1DEdEcu / CC BY / bit.ly/1mhaR6e)

wywiad gazeta.pl

Seksskandale, tajne sojusze i zacięta rywalizacja. John Thavis ujawnił tajemnice Watykanu

Jako dziennikarz akredytowany przy Watykanie od ponad 30 lat bacznie przygląda się funkcjonowaniu Stolicy Apostolskiej. Choć z tego powodu John Thavis był dalej od ludzi, to jednak bliżej źródła. W swojej książce ?Dziennik watykański. Władza, ludzie, polityka? pisze o zakulisowych rozgrywkach w cieniu Bazyliki Świętego Piotra, skandalach związanych między innymi z legionistami Chrystusa, różnych koncepcjach sprawowania władzy przez kolejnych papieży i nietykalności kardynała Stanisława Dziwisza. - Nie zaprzeczam, w Watykanie toczą się różnego rodzaju rozgrywki, intrygi, mieszka tam przecież wielu potężnych ludzi - mówi nam Thavis.

Watykan w pana opowieści przypomina średniowieczną osadę.

- Watykan jest swojego rodzaju hybrydą. To połączenie królewskiego dworu i średniowiecznej wioski. Z zewnątrz widzimy królewski splendor, który objawia się w liturgiach, obwieszczeniach, wizytach oficjeli. To samo miejsce tysiącom ludzi, którzy są w środku tej machiny, przypomina średniowieczną wioskę - z plotkami, sojuszami, przyjaźniami, które zawierają, z wymienianiem się różnymi przysługami, rywalizacją. Jeśli spojrzymy na Watykan z tej perspektywy, zobaczymy wioskę.

Czytając pana książkę, miałem czasami skojarzenia z intrygami rodem z „Gry o tron”.

- (śmiech) To skojarzenia związane pewnie z królewskim dworem. Nie zaprzeczam, w Watykanie toczą się różnego rodzaju rozgrywki, intrygi, mieszka tam przecież wielu potężnych ludzi. W mojej książce chciałem napisać także o ludziach z mniejszą władzą, którzy odegrali jednak ważną rolę, mieli swoje pięć minut.

John Thavis (fot. Nancy Phelan Wiechec Catholic News Service)John Thavis (fot. Nancy Phelan Wiechec Catholic News Service)

Jedną z takich postaci jest ojciec Reginald Foster, karmelita bosy, duchowny o wielkim temperamencie, orędownik łaciny w liturgii i jeden z najważniejszych ekspertów tego języka w Watykanie. Przez wiele lat był wykładowcą na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, tłumaczył też oficjalne dokumenty wydane przez Stolicę Apostolską. Ojciec Foster nie należał do najpotężniejszych, ale potrafił postawić na swoim i nieźle namieszać.

- Dlatego o nim napisałem. Chciałem pokazać, że nawet ktoś, kto biegnie watykańskimi korytarzami, wykrzykując swoje krytyczne uwagi na temat tego, co napisał lub co robi papież, może przeżyć w Watykanie. Co więcej - jest nie tylko tolerowany, lecz także doceniany. Jego sugestie są brane pod uwagę.

Za szczerość duchowny musiał zapłacić. Po swoim powrocie do Stanów Zjednoczonych z Watykanu powiedział: „Dałem nogę, póki czas”.

- To taka słodko-gorzka historia, której watykański epizod kończy się dość smutno. Myślę, że ojciec Foster po ucieczce ze Stolicy Apostolskiej, gdzie pracował przecież u boku pięciu papieży, może dziś powiedzieć: Jestem szczęśliwy. Po dużych problemach zdrowotnych, które dopadły go jeszcze w Rzymie - miał problemy z chodzeniem, przeszedł operację serca - udało mu się dojść do siebie. Teraz wykłada łacinę na jednym z uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych. To, mimo wszystko, historia z dobrym zakończeniem.

Wnętrze bazyliki św. Piotra (fot. xlynx / bit.ly/1JgpJMM / CC BY / bit.ly/1hYHpKw)Thavis napisał o zakulisowych rozgrywkach w cieniu Bazyliki św. Piotra (fot. xlynx / bit.ly/1JgpJMM / CC BY / bit.ly/1hYHpKw)

W swojej książce pisze pan także o skandalach seksualnych wśród duchownych i roli Jana Pawła II w sprawie ojca Marciala Maciela Degollada, założyciela zgromadzenia Legion Chrystusa [zgromadzenie zakonne powstało w 1941 roku w Meksyku, posiada placówki w kilkudziesięciu krajach na świecie - przyp. red.], który został oskarżony o pedofilię. Okazało się, że prowadził także życie poza zakonem, miał rodzinę i dzieci. To trudna karta w posoborowej historii Stolicy Apostolskiej.

- Wydaje mi się, że rozdział poświęcony ojcu Marcialowi dla wielu katolików jest najbardziej bolesnym fragmentem mojej książki. Sądzę, że w Polsce to szczególnie trudny temat, przecież uważamy papieża Jana Pawła II za nieskazitelnego.

Jak dziennikarz katolickiej agencji prasowej (Catholic News Service) zabiera się do pracy nad takim tematem? Miał pan obawy, jak pisać, by pozostać wiernym prawdzie?

- Pisząc ten rozdział, nie miałem żadnych wątpliwości. Jako dziennikarz katolicki, watykański zawsze pisałem i będę pisał prawdę. A prawda była taka, że doszło do nadużyć. To był skandal i sprawa, którą należało upublicznić.

Pierwsze informacje na temat nadużyć w zgromadzeniu legionistów Chrystusa i pierwsze oskarżenia seminarzystów dotyczące molestowania seksualnego, skierowane pod adresem ojca Marciala docierały do Stolicy Apostolskiej już za pontyfikatu Jana Pawła II.

- Wydaje mi się, że polski papież nie miał pełnej informacji na temat nadużyć ojca Marciala. Słyszał plotki, pogłoski, ale nie dawał im wiary. Moim zdaniem były dwa powody takiego postępowania. Po pierwsze, wcześniejsze dochodzenie Watykanu oczyściło zakonnika z zarzutów. Po drugie, papież pochodził z komunistycznej Polski, gdzie na porządku dziennym było prowadzenie szeroko zakrojonych kampanii związanych z pomówieniami przeciwko ludziom Kościoła. Mógł być przeświadczony o tym, że watykańskie plotki mogą mieć podobny charakter, czyli są po prostu pomówieniami przeciw księżom. Pod koniec pontyfikatu Jana Pawła II wznowiono dochodzenie w tej sprawie. Wtedy papież zdał sobie sprawę z ciężaru oskarżeń. Najwyraźniej zbyt długo nie dawał im wiary, zbyt długo wspierał duchownego. Nie sądzę, by Ojciec Święty celowo ignorował lub ukrywał dowody winy założyciela zgromadzenia legionistów Chrystusa. To przykład typowego błędu w ocenie.

Inna sprawa, że pod koniec pontyfikatu Karola Wojtyły wystąpił problem z przesyłaniem do niego informacji. Niewiele wiadomości ze świata docierało do Ojca Świętego. Był chroniony. Czy to, że popełnił błąd w ocenie ojca Maciela, podważa jego świętość? Bynajmniej. Uważam, że Jan Paweł II jest święty. Żył zanurzony w Ewangelii, nauczał, starał się podążać za słowem. Nie oznacza to jednak, że był osobą nieomylną, że nie popełniał błędów. Popełniał! Był po prostu człowiekiem.

Msza kanonizacyjna Jana Pawła II i Jana XXIII (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)Msza kanonizacyjna Jana Pawła II i Jana XXIII (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Tym, który chronił papieża, był kardynał Stanisław Dziwisz, który odgrywa na kartach pana książki znaczącą rolę. Jest strażnikiem, który wręcz odseparowuje papieża od niektórych wiadomości. Jego zadaniem jest filtrowanie informacji.

- Wydaje mi się, że kardynał Stanisław Dziwisz był bardzo wiernym sługą Jana Pawła II. Pod koniec jego dni stał się strażnikiem papieża. Chronił go przed nadmiarem informacji, przed zalewem próśb o audiencję. Wszystko z troski o stan zdrowia papieża. Znam biskupów, którzy przyjeżdżali do Rzymu specjalnie na spotkanie z Ojcem Świętym, ale byli odprawiani z kwitkiem. Twierdzili, że nie mogą „przedrzeć się” przez kardynała Dziwisza. Byli skonfundowani, ale można zrozumieć, że don Stanislao chronił papieża. W hierarchii watykańskiej byli ludzie, którzy nie przepadali za sekretarzem Dziwiszem, za sposobem, w jaki „otacza opieką” Jana Pawła II. W 2003 roku papież mianował swojego powiernika na arcybiskupa. W ten sposób ulokował go wysoko w kościelnej hierarchii, zapewniając mu swego rodzaju nietykalność.

Czy kardynał Dziwisz blokował przesyłanie informacji o skandalach związanych z działalnością ojca Marciala?

- Ofiary Marciala same zadawały sobie pytanie, czy informacje, które próbowały przekazać Ojcu Świętemu, docierają do niego, czy zablokował je don Stanislao. Kardynał Dziwisz przyznaje teraz, że popełnił błąd, obdarzając ojca Degollada tak dużym zaufaniem.

Kardynał Stanisław Dziwisz (fot. Krzysztof Karolczyk / Agencja Gazeta)Kardynał Stanisław Dziwisz (fot. Krzysztof Karolczyk / Agencja Gazeta)

Seksskandal związany ze legionistami Chrystusa mógł stanąć na przeszkodzie w procesie beatyfikacyjnym Jana Pawła II. Pisze pan, że między innymi dlatego Benedykt XVI zdecydował się na dość szybką procedurę beatyfikacyjną.

- Tak, to mogło być znaczące. Myślę, że Benedykt XVI nie chciał, aby cień skandalu seksualnego związanego z ojcem Marcialem w jakiś sposób zagroził całemu dziedzictwu Jana Pawła II, nadszarpnął je. Nie chciał, żeby z tego powodu spuścizna polskiego papieża odeszła w niepamięć.

W Polsce niektórzy komentatorzy podkreślali, że była to jedna z najszybszych beatyfikacji w historii. W samej Stolicy Apostolskiej wątpliwości co do szybkiego wyniesienia Jana Pawła II na ołtarze wyrażał między innymi kardynał Angelo Sodano.

- Rzeczywiście, była to najszybsza beatyfikacja i kanonizacja w historii Watykanu. Warto jednak przypomnieć sobie o mszy świętej podczas pogrzebu Jana Pawła II - padły wtedy słowa, że papież jest święty, że patrzy na nas z góry, z nieba. W tym sensie Watykan uważał, że jest to samo nasuwający się wniosek i nie ma potrzeby zwlekać.

Historia pontyfikatu Benedykta XVI to u pana opowieść o chrześcijaństwie w starym i nowym znaczeniu. Kardynał Ratzinger dla części wiernych był tym, który wróci do niektórych praktyk sprzed II Soboru Watykańskiego. Chodzi choćby o prowadzenie mszy po łacinie.

- Zgadza się. Myślę, że Benedykt XVI jest w sercu tradycjonalistą. Tu zasadniczo różni się od Jana Pawła II. Karol Wojtyła żył poza Kościołem - pracował, był poetą, pisał sztuki, dość dobrze poznał świat zewnętrzny, zanim zdecydował się na ścieżkę kapłańską. Benedykt XVI do seminarium duchownego trafił w wieku 12 lat. Świat Kościoła był jedynym, jaki znał. Miał mentalność, którą można nazwać „mentalnością z zakrystii”. Zupełnie inaczej było w sprawie abdykacji: Jan Paweł II był tradycjonalistą, Benedykt XVI rewolucjonistą. Polski papież miał niemal mistyczne przekonanie, że Bóg ześle mu siłę, by mógł być papieżem do końca, do śmierci. Natomiast Benedykt XVI miał bardziej racjonalne podejście: uważał, że w pewnym momencie może abdykować. W jakimś sensie ustanowił precedens w historii Kościoła - był pierwszym od blisko 700 lat papieżem, który zdecydował się na rezygnację z urzędu. Chcąc nie chcąc, wprowadził do języka pojęcie „papieża emeryta”.

Benedykt XVI (fot. Kuba Atys)Benedykt XVI (fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

To były jednak dwa zupełnie różne pontyfikaty. Jan Paweł II jeździł po świecie, nie bał się konfrontacji w trudnych dla chrześcijaństwa miejscach, Benedykt XVI skupił się głównie na Europie.

- Obaj byli Europejczykami i obaj byli europejscy w podejściu do świata. Musimy jednak pamiętać, że Jan Paweł II miał dużo bardziej uniwersalne i globalne podejście do kwestii Kościoła. Można powiedzieć, że to on zglobalizował Kościół katolicki. Za jego pontyfikatu wybiły się wspólnoty katolickie w Afryce i Azji. Natomiast Benedykt XVI uważał, że należy powrócić do kwestii katolickiej tożsamości, ze szczególnym ukierunkowaniem na wiarę. Nie dbał tak bardzo o liczbę wiernych, bardziej zajmowała go jakość wierzących, jakość ich wiary, nowych księży, katechizmu.

Po Benedykcie XVI przychodzi Franciszek. Pisze pan o ciekawym aspekcie, który pokazuje, jak różne było podejście trzech kolejnych papieży do sprawowania swej posługi. Chodzi o Eucharystię. Jan Paweł II wręczał wiernym komunię świętą do ręki, Benedykt XVI po pewnym czasie wrócił do podawania jej do ust. Tymczasem w trakcie liturgii z udziałem papieża Franciszka, widziałem to chyba podczas retransmisji mszy świętej z Filipin, wierni przekazywali sobie komunię z ręki do ręki.

- To świetny przykład na różnice i jednocześnie - paradoksalnie - podobieństwa między papieżami. Jan Paweł II był wielkim innowatorem, nie bał się konsekwencji II Soboru Watykańskiego, był otwarty na zmiany, także w obrębie liturgii. Benedykt XVI ponownie zamknął się na transformację. Papież Franciszek jest kolejnym rewolucjonistą, który na przykład zarzucił pomysł rozdawania komunii świętej osobiście. Nie daje jej ani na dłoń, ani na język. Robią to księża. Chodzi o zwalczenie klasowego przekonania, że niektórzy wierni są lepsi od innych tylko dlatego, że otrzymali Ciało Chrystusa od samego papieża.

Watykan (fot. Karim von Orelli / bit.ly/1PtWdUs  / CC BY / bit.ly/1jNlqZo)Watykan (fot. Karim von Orelli / bit.ly/1PtWdUs / CC BY / bit.ly/1jNlqZo)

W Polsce mamy z papieżem Franciszkiem problem. Nowy Ojciec Święty skupia się na biednych, pomija hierarchów, upomina polityków. Gdy Franciszek zabrał głos w sprawie odpowiedzialnego rodzicielstwa, mówiąc, że katolicy nie muszą być jak króliki, dostało mu się od polskich prawicowych publicystów.

- Papież Franciszek jest bardzo bezpośredni, przemawia językiem ulicy. To dezorientuje wielu ludzi, zwłaszcza konserwatywnych katolików. Inaczej było za pontyfikatu Benedykta XVI, kiedy czuli się oni bardzo komfortowo. Ratzinger skupił się na katolickiej tożsamości, jej właściwym nauczaniu, wspierał działania, które miały na celu powrót do przedsoborowej liturgii. A teraz mamy papieża, który twierdzi, że nie do niego należy ocena osób homoseksualnych, potrafi zabrać głos w sprawie odpowiedzialnego rodzicielstwa. Niektórzy katolicy są tym oburzeni. Ale globalnie patrząc, nie jest ich wcale tak wielu. Spójrzmy choćby na najbliższą mi perspektywę: katoliccy komentatorzy ze Stanów Zjednoczonych też są zbulwersowani niektórymi wypowiedziami papieża Franciszka. Nie odzwierciedla to jednak sposobu myślenia wszystkich amerykańskich katolików. Ludzie popierają papieża, patrzą na niego i słuchają z entuzjazmem. Dlatego uważam, że komentatorzy, którzy za czasów Benedykta XVI mieli sporo do powiedzenia, teraz przejdą do opozycji, umocnią się w swoim konserwatyzmie.

A jak na to wszystko zapatruje się Watykan?

- Tu także panuje kult tradycyjnego myślenia. Zawsze kiedy jestem w Rzymie i rozmawiam z kimś z Watykanu, zadziwia mnie, jak niewielką popularnością cieszy się tam papież Franciszek. Niektórzy mówią o nim nawet jak o heretyku. Odpowiadam wtedy: Co wy wygadujecie?

Słyszałem taką anegdotę: w jednym ze swoich pierwszych przemówień papież Franciszek przypomniał i odwołał się do idei Kościoła ubogiego. Po tym wydarzeniu polscy kardynałowie zdjęli złote krzyże i zastąpili je... srebrnymi. Chcieli tym samym wcielić w życie nauczanie papieża.

- Oni wiedzą, co w trawie piszczy. Kardynał Jorge Mario Bergoglio jako papież ma realny wpływ na przemianę Kościoła, ale by zasiać ziarno, musi upłynąć wiele lat. I nie chodzi tylko o Watykan, takie zmiany potrzebne są w Polsce, w Europie, w Ameryce. Biskupi w Stanach Zjednoczonych są bardzo konserwatywni. Zostali mianowani jeszcze za czasów Jana Pawła II i Benedykta XVI. Potrzeba sporo czasu, żeby zmienić sposób funkcjonowania Kościoła.

Watykan (fot. Giampaolo Macorig / bit.ly/1d8D2By / CC BY / bit.ly/OJZNiI )Watykan (fot. Giampaolo Macorig / bit.ly/1d8D2By / CC BY / bit.ly/OJZNiI )

Czy jest szansa na zmianę podejścia do finansowania Kościoła?

- W tej kwestii możemy mówić o dużym sukcesie papieża Franciszka. Wdrożył reformy, powołał nową straż, finanse Watykanu stały się bardziej przejrzyste. Nowy system już działa. Przed nami kolejny ważny krok - redukcja zasobów kurii rzymskiej.

Jest taka plotka, którą chciałbym wyjaśnić. W przyszłym roku w Krakowie odbędą się  Światowe Dni Młodzieży i wieść niesie, że nasz kraj został wybrany, bo żaden inny nie był taką ofertą zainteresowany.

- (śmiech) Nie słyszałem o tym, ale to może być prawda. Organizacja Światowych Dni Młodzieży jest bardzo skomplikowana. Uważam, że Kraków został wybrany, by ukazać podobieństwo Franciszka do Jana Pawła II. Obecny papież bardzo chce być kojarzony ze swoimi poprzednikami, najbardziej z Janem Pawłem II. Nie chce utracić kontaktu ze współczesnym pokoleniem katolików. To będzie dla niego bardzo ważna wizyta, powrót spotkań z młodzieżą do Europy.

Rozmawiamy o trzech papieżach. W Polsce mówi się dużo o pokoleniu JPII, nigdy nie wykluło się pokolenie Benedykta XVI. Teraz spora część wiernych z nadzieją patrzy na Franciszka, licząc, że to on zrewolucjonizuje Kościół.

- Ci, którzy za nim idą, mają rację. W Stanach Zjednoczonych wielu ludzi mówi: Nareszcie mamy papieża, który mówi, jak jest naprawdę. To dopiero początek, ale trzeba zachować ostrożność. Mamy do czynienia z wielkim entuzjazmem wokół Franciszka, ale jest też pewna trudność - trzeba powiedzieć ludziom: Powróćcie do Kościoła, do sakramentów, bądźcie znowu członkami Kościoła katolickiego. Dlatego nie wiem, czy popularność papieża Franciszka przełoży się na powrót młodych ludzi do Kościoła.

(fot. materiały prasowe)(fot. materiały prasowe)

 

John Thavis. Watykanista, dziennikarz, przez 30 lat pracownik, a potem szef biura Catholic News Service, jednej z najważniejszych i największych katolickich agencji prasowych. W 1982 po raz pierwszy odwiedził Rzym i został tam na kilkadziesiąt lat. Z papieżami Janem Pawłem II i Benedyktem XVI odwiedził ponad 60 krajów. Przez trzy lata był prezesem Stowarzyszenia Zagranicznych Dziennikarzy Akredytowanych przy Watykanie. W Polsce niedawno ukazała się jego książka „Dziennik watykański. Władza, ludzie, polityka”.

Łukasz Wojtusik. Dziennikarz radia TOK FM, autor audycji „Krakowskie Przedmieście”.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (236)
Zaloguj się
  • mazuvian

    Oceniono 630 razy 412

    Jan Paweł II wiedział o wykorzystywaniu w kościele katolickim już w 1983r. (wbrew deklaracjom kościoła). Zamiast bronić ofiar, bronił księży. Dlaczego traktujemy go jako świętego? To przecież ewidentny przykład złotego bożka.

    Oczywiście pomagał mu Benedykt...

    A co do Franciszka, to on duuuużo gada, ale jak przychodzi do robienia, to leży do góry brzuchem.

    Nadal usunięcie wszystkich danych o mnie z kościoła jest niemożliwe. Z każdym dniem ta bezsilność wyzwala we mnie większą nienawiść do kościoła katolickiego, którego członkiem stałem się bez mojej woli, w wieku, kiedy nie byłem w stanie podjąć poinformowanej decyzji o przystąpieniu, za zgodą urzędników kościoła wmawiających moim rodzicom, że pójdę do piekła, jeśli mnie nie ochrzczą.

    Teraz figuruję w statystykach jako katolik, i jestem używany do lobby środowisk kościelnych, nacjonalistycznych i prawackich w ogóle.

    Mówmy zatem o zbrodniach kościoła i niech kościół za nie sowicie płaci. Nie tysiące, lecz miliony złotych każdej z osób, które czują się wykorzystane przez kościół, włączając w ludzi ochrzczonych bez ich zgody lub wiedzy.

  • tadjan

    Oceniono 414 razy 374

    zbyt szybka świętość JPII zaszkodziła Polsce i Kościołowi ....... osobnikom typu Dziwisz, Hoser, Głodź, Dydycz dało ona przepustkę do rozpasania się. Doszli do wniosku że świat jest ich i wszystko im wolno. Okazało się jednak inaczej, spowodowali oni szybki upadek pozycji kościoła i nieodwracalny zjazd ze sceny. Nie powiem ateizacji, bo polscy katolicy zawsze byli bardzo miałkiej i często fałszywej wiary. Świętość zaszkodziła również Karolowi Wojtyle, który "zapłaci" za rozpasanie swoich kumpli, a na to nie zasłużył.

  • money.eu

    Oceniono 349 razy 297

    '''''''''''''''''''''''''''
    █▬█ █ ▀█▀ █▬█ █ ▀█▀
    a to przeciez JPII kierowal calkowicie samodzielnie wszystkim
    i jedyny decydowal o finansach i mial w nie wglad.
    To JPII calymi latami chronil Marcinkusa odpowiedzialnego za
    afere Banco Vaticano a nawet go awansowal a potem
    umozliwil wyjazd do Ameryki.
    To JPII zabronil ujawnienia wynikow sekcji swojego otrutego
    poprzednika i zabronil publikacji dokumentow w tej sprawie.
    To JPII zagrozil ONZ,ze jesli beda pomagac zgwalconym kobietom
    w Bosni,to Watykan cofnie swoja pomoc finansowa.To JPII kazal rodzic
    Albankom dzieci swoich gwalcicieli i moredercow swoich rodzin
    i bliskich.I to JPII w ginacej na AIDS Afryce zabranial stosowania
    prezerwatyw.
    . W czasie Wojny Watykan był właścicielem m.in. zakładów materiałów wybuchowych Montecatini (przejętych w 1966 r. przez koncern energetyczny Edison). Książę Giulio Pacelli- bratanek Piusa XII- zarządzał zakładami Sogene di Roma- produkującymi gazy bojowe.
    1952 r. Skandal walutowy związany ze spekulacjami cukrem sprowadzanym z Kuby.
    Główny „akcjonariusz”- to Zakon Franciszkanów- ślubujący dobrowolne „ubóstwo”.
    1968 r. Papież Paweł VI ogłasza encyklikę „Humanea vitae”, z której skutkami rodziny katolickie borykają się do dziś. Jedynym środkiem regulacji urodzin dopuszczonym przez Kościół pozostaje wstrzemięźliwość płciowa i metoda kalendarzyka, a każdy stosunek płciowy ma mieć na celu poczęcie życia.
    Równocześnie Watykan posiada udziały i czerpie zyski z produktów firmy Instituto Farmacologico Sereno, która produkuje środek antykoncepcyjny o nazwie „luteolus”.
    Przewodniczącym Rady Nadzorczej IFS był ww. Giulio Pacelli- bratanek Piusa XII (również Pacelli).
    1971 r. FBI wpada na trop sfałszowanych przez nowojorskich gangsterów, papierów wartościowych na sumę 14 milionów dolarów. Odbiorcą okazuje się Bank Watykański. FBI ustaliło, że była to próba przed docelową operacją na kwotę 1 miliarda dolarów.
    1970- 1982 r. Banco Ambrosiano, w którym udziały miał Watykan, był wielką pralnią pieniędzy pochodzących m.in. z prostytucji, handlu narkotykami i innych dochodów mafii sycylijskiej i amerykańskiej. W machlojkach udziały miał arcybiskup Marcinkus- do 1989 r. szef Banku Watykańskiego. Przed pociągnięciem do odpowiedzialności przez włoski wymiar sprawiedliwości chronił go osobiście Jan Paweł II.
    To tylko mala czastka prawdy o tym,ktory jest swietym,jak tylu ponurych papiezy
    przed nim.Nadanie swietosci NIE wiaze sie z zadnycm cudem,jest natomiast nagroda
    za zaslugi dla samego Watykanu.
    Wiecej w wydanej w Polsce ksiazce "Ostatni papiez ".John Hoque.
    jest tam tez o wszystkich innych papiezach:pelny obraz tego,co wyprawiala ta
    instytucja i klamstw i oszustw i manipulacji ciemnymi,wierzacymi w klamstwa masami.

  • rudder

    Oceniono 290 razy 256

    Beatyfikacja JPII to typowe działanie watykańskiej kliki.Jest to beatyfikacja po znajomości, ci którzy o wszystkim w tym procesie decydowali wszystko zawdzięczali JPII, a to i stanowiska i apanaże i honory. Niestety JPII to albo hipokryta, albo człowiek prymitywny na tyle, że dawał się wpóścić w przysłowiowe maliny, a Dziwisz to karierowicz i intrygant, który sprzeniewierzył się nawet ostatniej woli swojego pryncypała publikując jego osobiste notatki.

  • maxthebrindle

    Oceniono 248 razy 236

    Bzdury! Tylko Terlikowski wie, co się dzieje w Watykanie, co naprawdę myślą papieże i co o tym wszystkim sądzi bozia!

  • ochujek

    Oceniono 222 razy 206

    Dziwisz lubił i lubi rządzić. Wojtyle tylko baterie zmieniał i nakręcał na swoją modłę. Kocha władzę i pieniądze. To widać słychać i czuć. Prawda raczej mu przeszkadza. Typowy katolik. Z chrześcijaństwem nie ma nic wspólnego.

  • malpapolska2

    Oceniono 221 razy 203

    Bardzo zachecajacy do przeczytania ksiazki- wywiad z Autorem, ktory- jesli krytykuje- to nie saczy jadu w tekscie, ale poddaje glebokiej analizie kazdy fakt, nawet ten najmniej popularny w katolickim(polskim) kosciele- jakimi bylo " przemilczenie" przez Jana Pawla II przestepstw molestowania seksualnego....

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX