Mechanizm egoistyczny ukochania siebie jest pierwotny i uniwersalny

Mechanizm egoistyczny ukochania siebie jest pierwotny i uniwersalny (fot. Shutterstock.com)

Psychologia

Era narcyzów dobiega końca? "Skromność i pokora to milowe kroki na drodze do uczłowieczenia"

Potrzeba społecznej aprobaty jest dla człowieka podstawowa, nie mają jej tylko psychopaci. Ale warto ją minimalizować, tak by nie przesłonić sobie całego świata dążeniem do poszukiwania pochwał - mówi prof. Maria Jarymowicz. Ze znawczynią ludzkich emocji rozmawiamy o narcystycznej osobowości naszych czasów i o pożytkach płynących z nadmiaru autoprezentacji.

Pani profesor, jeśli do bycia uważnym na drugiego człowieka potrzeba nam nie tylko dobrej woli, ale i czasu, czy mogę zaryzykować tezę, że stajemy się coraz większymi egoistami, bo nie nadążamy za tempem współczesnego życia?

- Rzeczywiście, tempo życia wyznacza wiele! Szybkie myślenie to myślenie na skróty, z uproszczeniami. A ta część reakcji, która wymaga dotarcia impulsu ze świata aż do szarej kory i miejsca związanego z myśleniem, pochłania sporo czasu. Kiedy robimy badania z bodźcami bardzo krótkimi, podprogowymi (milisekundowymi), reakcje są niemal natychmiastowe i nie do skontrolowania. A odpowiedź na jakiekolwiek pytanie ujęte w kodzie słownym musi, nawet w wartkiej rozmowie, trwać długie sekundy. Tak więc pośpiech to bardzo ważny wyznacznik jakości tego, co czynimy.

A kiedy czujemy nacisk, że musimy działać szybciej, to automatycznie działamy bardziej egoistycznie?

- Termin egoizm dotyczy motywacji do działań dla siebie, a nie dla innych, a podstawą tego, że człowiek żyje w świecie zamkniętym na innych ludzi, jest właściwość poznawcza - egocentryzm. Egocentryzm pierwotny to automatyczna koncentracja uwagi na sobie, kompletnie niezamierzona. Dziecko nie potrafi jej przekroczyć, ale i u każdego z nas działają do końca życia trybiki, które powodują, że często tkwimy wyłącznie we własnym punkcie widzenia. Dostrzeżenie cudzej perspektywy i cudzych racji wymaga wysiłku (o ile człowiek w ogóle potrafi wykroczyć poza egocentryzm). Mamy jednak możliwość rozwijania się ku szerszemu patrzeniu na świat i czasem ową zdolność wykorzystujemy.

Z uważnością na drugiego człowieka nikt z nas się nie rodzi, można się tego jedynie nauczyć?

- Słowo „uczyć się” jest dobre pod warunkiem, że przyjmiemy, iż jest to bardzo złożony proces rozwojowy, a znaczna jego część zachodzi mimowolnie. Każdy człowiek może osiągnąć zdolność spoglądania na świat z cudzego punktu widzenia, ale wiele zależy od tego, czy ją zechce wykorzystać dla zrozumienia cudzego położenia.

Gdyby człowiek wiedział, jak bardzo w bilansie każdego dnia ilość uwagi poświęconej sobie i światu waży na tym, jaki jest profil jego umysłu, to znacznie częściej by w tej sprawie włączał samokontrolę, niż to zazwyczaj robi. Samokontrola jednak często zawodzi. Bo się spieszymy. A na starość ta część uspołecznienia, która jest pochodna od samokontroli, rozsypuje się, bo człowiek ma coraz mniej sił do tego, by siebie kontrolować. Natomiast jeśli chłonął świat nie drogą nakazów, tylko dzięki temu, że miał oczy i uszy otwarte, to brak samokontroli nie stanowi kłopotu, bo nie jest ona konieczna dla otwartości na innych.

Potrzeba społecznej aprobaty jest dla człowieka podstawowa (fot. Shutterstock.com)Potrzeba społecznej aprobaty jest dla człowieka podstawowa (fot. Shutterstock.com)

A skąd ta szalona potrzeba bycia zauważonym, z którą dziś mamy do czynienia, ten zalew informacji publikowanych o sobie? Ten kult ciągłego pstrykania sobie autoportretów i wystawiania ich na widok publiczny, na Instagramie czy Facebooku? Czy to nowe narzędzia wytworzyły narcystyczną osobowość naszych czasów, czy też uwielbienie dla samych siebie to sprawa pierwotna, tylko teraz dzięki mediom bardziej rzuca się w oczy?

- Taki mechanizm egoistyczny ukochania siebie jest pierwotny i uniwersalny, a kultura może go wzmacniać lub też wspomagać człowieka w tym, żeby z niego wyrastał. Wykorzystanie tej szansy sprzyja rozwijaniu autokrytycyzmu, nabieraniu dystansu wobec siebie. To jedne z największych darów, jakie są nam dane: potrafić wyobrazić sobie siebie jako cząstkę przyrody, cząstkę jakiejś większej całości... Niestety pokusy współczesnego świata, o których pani mówi, stanowią nie lada wyzwanie. Warto mu podołać. Naprawdę warto mu przeciwstawić postulat: ucz się zrozumienia siebie, a zdolność do autoanalizy da ci szansę autoafirmacji, pozbawionej - groźnego dla własnego rozwoju - bałwochwalstwa.

Nowe narzędzia, oprócz rozwijania tendencji narcystycznej, dały nam też pole do niepohamowanej ekspresji negatywnych uczuć do innych.

- Dostaliśmy zabawkę do ręki. Teraz ktoś, kto kogoś czy czegoś nienawidzi, w każdej chwili może dojść do klawiatury i wypisać, co chce. Słowa skojarzone z afektami rozładowują napięcie. Ale uwaga! To nie dzieje się bezkarnie. Złe etykietki, które człowiek we własnym umyśle wyprodukuje i wyśle w świat, pozostają także w nim. Jeśli przepuszczasz przez swoją głowę etykietki typu łotr, horror, koszmar etc., to jest to zapisane w twojej pamięci, a ślady związanych z nimi emocji składają się na twój ogólny bilans afektywny. Jest on gorszy niż wtedy, gdy myślisz o świecie przyjaźnie!

Skoro człowiek poznaje siebie poprzez to, że coś przeżywa, a potem stara się to nazwać, to czy za pomocą tej narcystycznej i nienawistnej papki, którą z siebie wypluwa, nie uczy się zarazem jakoś lepiej siebie rozumieć? Czy to zbyt optymistyczna koncepcja?

- Zdolność werbalizacji własnych myśli to wyróżniający człowieka przymiot. Kiedy coś zapiszemy lub wypowiemy, to nasze oczy to zobaczą, nasze uszy to usłyszą. A wtedy zwiększa się szansa na krytyczne przyjrzenie się własnym myślom! Przyznam, że ja jestem o rolę głupstw wypisywanych w internecie o tyle spokojna, że to właśnie dzięki tej zdolności do werbalizacji czegokolwiek ludzie w końcu dostrzegą bezsens tego, co niegdyś sformułowali, i będą zdolni do tego, by puknąć się w głowę. Niektórzy wprawdzie wcześniej umrą i nie dożyją tego olśnienia, ale inni... Przy tym paplaniu na każdym kroku tracimy często świadomość tego, że o specyfice człowieka decyduje owo sapiens. To nasza zdolność myślenia sprawia, że człowiek może przekraczać kolejne granice poznania i rozumienia świata. Także zakres tego, co wcześniej zapisane zostało we własnym mózgu.

Czy możemy myśleć, że wcześniej czy później dotrzemy w tym nadmiarze epatowania samymi sobą do ściany, do takiego punktu, który wyznaczy temu kres?

- Przyzwolenie na to, że można dziś krzyczeć zamiast mówić, oraz to, że taka ekspresja może płynąć tak wieloma kanałami przekazu, stanowi poważne utrudnienie na drodze naszego rozwoju. Ale właśnie to, co wykrzykujemy, może po jakimś czasie przydać się nam jako krzywe zwierciadło. Jak coś napiszesz i potem na to popatrzysz, to nagle może cię to na zawsze od podobnych myśli odrzucić.

Zauważmy, że człowiek robi na tej planecie ogromną ilość rzeczy nieracjonalnie. I dziś ludzie, którzy się od pewnego stylu życia odwracają, są w kompletnej mniejszości, ale jednak jest ich coraz więcej. Jedni są zachłanni bez końca na pieniądze, a inni zaczęli wymieniać się pomysłami co do tego, jak przeżyć za minimalną kwotę. Pojawiły się osoby, które w epoce bezrobocia mówią: a kto by chciał pracować od 8 do 16, co to za pomysł na życie? Inni opuszczają miasta udręczone smogiem. A więc kiedy mówimy o nadziei, o rozwoju człowieka ku lepszemu, to dotyczy to możliwości naszego gatunku i tego, do czego człowiek jako reprezentant gatunku może dojść. To nie jest rozmowa o przeciętnej statystycznej. Ta nas często smuci. Ale gdy rozmawiamy o naturze człowieka i jego możliwościach, mamy liczne powody do dumy i nadziei. A wzorce dobra zapładniają umysły innych ludzi. Czy tego chcą czy nie chcą, często bez ich wiedzy. Dlatego tak jak pani powiedziała, może nastąpić przesyt w tej paplaninie.

Oczywiście trudno jest przewidzieć moment, w którym miałoby to nastąpić. Człowiek wchodzi teraz w obszar życia internetowego w sposób typowy dla neofity. Ta eksploracja może prowadzić do bezkrytycznego posługiwania się nową zabawką dość długo jak na pragnienia i oczekiwania niektórych z nas.

Mechanizm egoistyczny ukochania siebie jest pierwotny i uniwersalny (fot. Shutterstock.com)Mechanizm egoistyczny ukochania siebie jest pierwotny i uniwersalny (fot. Shutterstock.com)

Wszyscy jesteśmy łasi na pochwały?

- Potrzeba społecznej aprobaty to dość podstawowa ludzka potrzeba, ważna dla społecznego funkcjonowania. Nie mają jej psychopaci. Ale rzecz w tym, jak ją można w sobie zminimalizować - tak by nie przesłonić sobie całego świata dążeniem do poszukiwania pochwał. Los celebrytów bywa okrutny, bo jak się ktoś uzależni, a potem przestanie wywoływać poklask, to staje się nieszczęśliwy. Bywa jednak, że miłość do siebie może zostać w nas zdominowana przez miłość do bliźniego...

Tyle że kiedyś częściej potrzebowaliśmy więzi równoległych, przyjacielskich, koleżeńskich, a dziś mamy skłonność do tworzenia więzi opartych na relacji aktor - widz. Ustawiamy się na scenie i szukamy dla siebie widza, który polubi naszą myśl, wspomnienie z wakacji, kogoś, kto da nam komunikat zwrotny, wzmocnienie. Czy potrzeba wymiany nie zamieniła się w potrzebę aplauzu?

- Oczywiście mamy do czynienia z takim zjawiskiem, ale na szczęście dotyczy ono tylko pewnej części populacji. W dawnych teoriach osobowości próbowano sklasyfikować wszelkie potrzeby człowieka. Wymieniano wśród nich potrzebę pokazania się. Potrzeby to pewien rodzaj zniewolenia. Można popaść w zależność od potrzeby „błyszczenia na salonach”. Dla sporej części ludzi takie nagrody nie mają znaczenia, ale nie można żyć niezauważonym. Czasem szukamy anonimowości, ale warunkiem egzystencji jest jednak wzbudzanie jakichś reakcji otoczenia. Nierzadko przybiera to postać zachłanności na bycie w centrum uwagi, jaką mamy we wczesnym dzieciństwie.

To co by musiało się wydarzyć, żeby człowiek zapragnął być niewidzialny dla innych? Żeby chciał zejść ze sceny, stanąć na uboczu?

- Chodzi o widoczność na forum publicznym? Większość ludzi nie ma takich pragnień, bo nie dostrzega żadnych szans na „zaistnienie”. Wśród tych z szansami część marzy o sławie, a innym nie jest ona potrzebna. Uniwersalna egoistyczna tendencja jest w każdym z nas, ale w miarę rozwoju w czymś innym mogą być ulokowane oczekiwania na jej realizację. Coś innego stać się może przesłanką do dumy z własnej pracy czy osiągnięć niż bycie celebrytą czy po prostu bycie osobą znaną szerokiej publiczności. Sfera popędowa popycha nas ku poszukiwaniu nagród takich jak aplauz publiczności, ale nienasycenie ma miejsce wtedy, gdy brak nam pomysłów co do innych satysfakcji. Nadzieja na realizację jakichś ważnych celów może zdominować poszukiwanie miejsca w blasku reflektorów.

Zatrzymajmy się teraz przy atrybutach człowieka naszej dekady. Czy takie cechy jak pokora i skromność, które niegdyś znajdowały się wśród najwyższych przymiotów w hierarchii wartości, dziś nie stanowią już raczej defektu, który utrudnia człowiekowi samorealizację?

- Bardzo mi się podoba ta obserwacja. Jestem przekonana, że to jest jedno z następstw amerykańskich pomysłów co do trenowania asertywności. To prawda, że wielu ludziom takie treningi są potrzebne, bo ogromne masy ludzi w świecie zhierarchizowanym były i są poniżane. W efekcie coraz więcej ludzi poszukuje równego statusu. Ale na treningi asertywności „załapało się” wielu ludzi wysoce egocentrycznych. I to przybrało postać negatywną. Doszło do spadku znaczenia skromności i pokory wśród oczekiwań społecznych.

Mówiąc „skromność”, mamy na myśli atrybut wewnętrzny. Wcześniej mieścił on się na liście oczekiwań otoczenia. I nawet gdy w duchu ktoś myślał o sobie coś innego, to należało zachować się skromnie, bo taka była norma. Gdyby było zapotrzebowanie na bycie świętym, pojawialiby się święci, ale teraz jest zapotrzebowanie na coś innego.

A gdybyśmy odwołali się do skromności właśnie jako atrybutu wewnętrznego?

- Co to byłoby takiego? Ano świadomość typu: co z tego, człowieku, że pracując tyle, ile pracowałeś, doszedłeś do takich czy innych wyników? Przyjrzyj się, ilu ludzi mozolnie pracuje, ilu może poszerzyć twój punkt widzenia. Skromność, powściągliwość, pokora to kroki milowe na drodze do uczłowieczenia się i chłonięcia świata, który nam tyle oferuje. To wielki dar, że człowiek może posiąść zdolność do dystansowania się wobec siebie i swoich potrzeb, do pewnej powściągliwości i świadomości, że dając tak niewiele, może tak bardzo wiele czerpać ze świata. Nikt z nas nie dał sobie życia, tylko je dostał, dopiero potem wszedł w to życie jako aktor. Przyroda i przodkowie w coś nas wyposażyli. A każdy z nas dokłada do tego tylko malutką cząstkę.

Potrzeba społecznej aprobaty to podstawowa ludzka potrzeba (fot. Shutterstock.com)Potrzeba społecznej aprobaty to podstawowa ludzka potrzeba (fot. Shutterstock.com)

Można powiedzieć, że to, kim jesteśmy, to tak naprawdę ten zestaw miliardów połączeń, który mamy w naszej głowie. Czy mamy szansę się dowiedzieć, jak zarządzać naszym zestawem synaps w mózgu, aby przesuwać koncentrację na samym sobie w stronę uważności na drugiego człowieka?

- Jeśli chodzi o to zarządzanie i istotę podmiotowości człowieka, to nie mamy tu klarownych odpowiedzi. Moc własnego JA to nadal wielka tajemnica. A jednak wiemy, że nie jesteśmy bezwolni. Kiedy podchodzimy do komputera, to zastajemy tam pewne zasoby, wiemy mniej więcej, gdzie co jest, i mamy świadomość, że przecież ktoś w tym komputerze to zainstalował. Mózg też jest rejestratorem bodźców dopływających z zewnątrz, ale jest także rejestratorem tego, co powstaje w umyśle w wyniku naszego myślenia i przeżywania świata. Ciągle myśleniem dokładamy coś ważnego do tych połączeń w mózgu, dzięki czemu powstają w umyśle nowe jakości. Jak to powiedział niedawno neurobiolog Michael Gazzaniga: jesteśmy ludźmi, a nie mózgami! Z badań neurobiologicznych wiadomo, że jak się koncentrujesz na sobie, to mózg aktywizuje się w innym miejscu niż wtedy, gdy kierujesz uwagę na innego człowieka. To już dziś wiedza banalna. Ale nikt nie potrafi wskazać tego, co sprawia, że jesteśmy zdolni do przekraczania tego, co wyznaczyły w nas wcześniejsze doświadczenia. Mózg w ciągu sekundy zbiera miliony bitów informacji, z czego około stu można przetworzyć świadomie. Ale ta cząstka, którą człowiek świadomie steruje, ma do odegrania szczególną w życiu rolę.

A czy człowiek może mieć wgląd w stymulacje podprogowe?

- Oczywiście można się wyćwiczyć w rozpoznawaniu pierwotnie niedostrzeżonych czy w ogóle niedostrzegalnych bodźców. Można, na przykład, najpierw nie słyszeć wśród różnych dźwięków śpiewu ptaka, a potem go bezbłędnie rozpoznawać. Podobnie można nawet usłyszeć coś znacznie cichszego niż szept.

Czy mamy możliwość, by podprogowo wywołać w człowieku potrzebę działań prospołecznych albo rozkręcić skłonność do generowania dobroci?

- Mamy w sobie wiele utajonych skłonności. W tym i takie, które wiodą ku dobroci. Przede wszystkim mamy w sobie taki pierwotny instrumencik do wywoływania empatii. Chodzi jednak o empatię emocjonalną, a nie poznawczą. Ta pierwsza polega na umiejętności neuronalnego rezonowania na czyjś stan afektywny, wyrażony nawet za pomocą świadomie nierozpoznawalnej ekspresji mimicznej. Gdy automatycznie odczytujemy czyjś niepokój, sami popadamy w podobny stan i stajemy się zainteresowani zlikwidowaniem źródła cudzego niepokoju.

Takie proste formy wrodzonego altruizmu mogą zostać bardzo wzbogacone dzięki zdolności rozumienia świata, to jest empatii poznawczej. Jest to inny rodzaj zdolności. Pamiętajmy, że gdy pobudzamy jakimkolwiek pytaniem system rozumowo-refleksyjny, to nasze reagowanie jest inne niż wtedy, gdy pobudzona jest sfera impulsywno-afektywna. Myślenie może nieść specyficzny pożytek - w postaci znalezienia rozwiązania problemu, a nie tylko spontanicznego współodczuwania czyjejś niedoli.

Tymczasem człowiek staje się coraz bardziej niezależny od innych. Dla mnie groteskowym tego symbolem w świecie gadżetów jest stojak do selfie - składany kij sprzedawany w stolicach Europy, który pozwala robić sobie fotkę telefonem na tle zabytku bez konieczności proszenia przechodnia o pstryknięcie. Czy pani profesor sądzi, że w tej niezależności od drugiego człowieka również dojdziemy niebawem do przesytu?

- Pociecha w tym, że poza pierwotną potrzebą czułego kontaktu więzi łączące ludzi mogą powstawać na różnych zasadach. Ważnym łącznikiem jest pojęcie MY. Może ono dotyczyć własnego otoczenia: kategorii my Polacy, my kobiety, my siedzące tutaj itd. Ale MY może się tworzyć także w poprzek takich kategorii jak klan, naród, rodzina. Ludzie mogą zarzucać pomosty mentalne i mogą się łączyć z drugim człowiekiem dla wspólnego celu czy identyfikować się z ludźmi dawnych (lub nawet przyszłych) generacji. Tak powstawać mogą nowe typy więzi. I egocentryzm, o którym mówiłyśmy, dzięki temu się zmniejsza.

 

Prof. Maria Jarymowicz. Od 1989 roku tytularny profesor psychologii. Wieloletni profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, wykładowca psychologii emocji i motywacji. Autorka programów badań poświęconych problematyce osobowości, tożsamości, podmiotowości, emocji, uprzedzeń, otwartości na świat i altruizmu. Opublikowała m.in. „O faworyzowaniu Swoich względem Obcych i rzekomej nieuchronności zjawiska” (2006), „Psychologiczne podstawy podmiotowości” (2008), a ostatnio, wraz z Anną Szuster, „Rozmowy o rozwoju osobowym: Od koncentracji na sobie i swoich do otwartości na świat i altruizmu” (2014).

Ula Ryciak. Pisarka i scenarzystka. Kiedy nie pisze, to słucha, albo ludzi, albo dźwięków. Opublikowała kilkadziesiąt reportaży ze swoich podróży po Europie, Azji i Ameryce Łacińskiej, liczne teksty o kulturze i stylu życia oraz dwie powieści. W kwietniu nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazała się jej najnowsza książka pt. „Potargana w miłości. O Agnieszce Osieckiej”.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (69)
Zaloguj się
  • tylkoturbobenzyna

    Oceniono 291 razy 241

    selfie (tłum. samojebka) - największy kretynizm ostatnich lat.

  • marysia.gazeta.pl

    Oceniono 127 razy 97

    Faceci coraz bardziej przypominają kobiety, a część kobiet facetów. Faceci pół dnia przed lustrem i samojebki, kobiety z sześciopakiem na brzuchu plus zdjęcia z lustrzanym odbiciem. I jedni i drudzy mają wzięcie. Lansowani są przez media jako ci, których trzeba naśladować. Między innym dlatego, nie sądzę aby przeminęła moda na narcyzów.

  • Doraso23

    Oceniono 101 razy 85

    Nienaturalni , sztuczni , niczym posąg - wystudiowane pozy , kwaśne miny -patrzcie i podziwiajcie. Śmieszny lans , plastik , brody , dziubki, Pora gasić światło , syndyk masy upadłościowej tego świata potrzebny...

  • mara571

    Oceniono 158 razy 64

    Wczoraj w Nadrenii-Westfalii policja po raz pierwszy przywiozła na miejsce wypadku specjalne parawany, które zasłonią miejsce wypadku na autostradzie.
    Ma to zapobiec zwalnianiu lub wręcz zatrzymywaniu sie kierowców z na drugiej jezdni.
    Celem niektórych było zrobienie selfie na tle wypadku. Szczegolnie "cenione" są w sieci zdjęcia z rannymi, akcji ratunkowej.
    Akcja "robta, co chceta" w połączeniu ze współczesna technika przynosi owoce w postaci zbydlęcenie części społeczeństwa.

  • pan_tempura

    Oceniono 72 razy 54

    Ledwo przyszła i już odchodzi? WTF? Co ja teraz zrobię z tym tysiącem selfików w iPhonie, które dopiero zamierzałem ujawnić światu?!!!

  • abelaasiana

    Oceniono 39 razy 31

    Ja to myślę, że era narcyzów to się dopiero rozkręca. Zmieniają się jedynie tematyka lansiarstwa. Zanim dojdzie do ostatniego tematu wychwalania się, czyli w moim mniemaniu lansowanie się stolcem, minie wiele czasu.

  • arek_zwawy

    Oceniono 60 razy 16

    Era narcyzów dobiegnie końca po wybuchu bomby jądrowej. Całe nasze społeczeństwo jest zorganizowane na produkcję narcyzów. I dlatego są takie panie psycholożki, które głównie co robią to opowiadają o potrzebie wyjścia z narcyzmu. To tak jak w wilku z Wall Street, gdzie makler mówi młodemu wilczkowi, o potrzebie onanizmu co godzinę, żeby spuścić parę z nabuzowanej kalkulowaniem głowy. Panie psycholożki na tej zasadzie od pół wieku leczą ludzkość z narcyzmu i narcyzm coraz większy, a one leczą i leczą miłością podobną do tej onanistycznej. Narcyz na terapii zajmuje się przyglądaniem sobie :)))))))) Miasto będzie wychowywać zawsze narcyzów.

  • popijajac_piwo

    Oceniono 24 razy 14

    "Potrzeba społecznej aprobaty to dość podstawowa ludzka potrzeba, ważna dla społecznego funkcjonowania. Nie mają jej psychopaci."

    Wyszło mi, że jestem psychopatą, bo w du.pie mam czy inni mnie akceptują czy nie. Poglądy mam czasami dość kontrowersyjne i mam gdzieś co myśli o tym milion much, które nie mogą się mylić...

  • wuja78

    Oceniono 13 razy 11

    Narcyzm jest w takim razie milowym krokiem do odczłowieczenia i raczej należy oczekiwać nasilania się trendu, a nie odwrotu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX