Edukacja demokratyczna, Słoneczna Szkoła w Białymstoku

Edukacja demokratyczna, Słoneczna Szkoła w Białymstoku (fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta)

zjawisko

Koniec tradycyjnej szkoły? Unschooling po polsku, czyli szanse i zagrożenia alternatywnych form edukacji

Archaiczny system oparty na opresyjnej dyscyplinie, wkuwanie na pamięć zamiast praktycznych zajęć, słabo wyposażone pracownie szkolne, brak opieki psychologicznej dla uczniów - to wierzchołek góry lodowej problemów, z jakimi boryka się polskie szkolnictwo. Coraz więcej rodziców w Polsce dostrzega je i rezygnuje z posyłania swoich dzieci do szkoły, decydując się na edukację alternatywną, czyli prowadzoną poza szkolnymi murami. Sprawdzamy, jakie są konsekwencje takiego wyboru: dla dzieci i dla rodziców.

- Szkoła przyszłości powinna być nastawiona na współpracę, wychowanie, przygotowanie do życia, a nie tylko zdawanie egzaminów i osiąganie wysokich wyników w rankingach. Rola dzisiejszej szkoły w zdobywaniu wiedzy radykalnie się zmniejsza, uczniowie opanowują w niej ok. 30 proc. wiedzy, większość zaś zdobywają poza nią, z rodzicami, na zajęciach dodatkowych. Znaczenia szkoły nie można zredukować do produkowania edukacyjnej, a może egzaminacyjnej wartości dodanej - mówi prof. UW dr hab. Małgorzata Żytko, kierownik Katedry Edukacji Szkolnej i Kształcenia Nauczycieli. - Szkoła powinna być niehierarchiczna, demokratyczna, a także bezpieczna i przyjazna - dodaje.

Wielu rodziców na szkołę przyszłości nie chce czekać. Już dziś podejmuje decyzję o zabraniu dzieci ze szkół systemowych. Ustawa o systemie oświaty z 24 kwietnia 2014 roku bardzo ułatwia im formalne wcielenie tej decyzji w życie. Fragmenty dotyczące edukacji domowej (art. 16 ust. 8 do 14) mówią, że na wniosek rodziców dyrektor odpowiednio publicznego lub niepublicznego przedszkola, szkoły podstawowej, gimnazjum lub szkoły ponadgimnazjalnej, do której dziecko zostało przyjęte, może zezwolić na spełnianie przez dziecko obowiązku nauki poza szkołą.

Co ważne, zezwolenie, o którym mowa w ustawie, może być wydane przed rozpoczęciem albo w trakcie roku szkolnego, co oznacza, że rodzice mogą zabrać dziecko ze szkoły w dowolnym momencie i kontynuować naukę poza nią. Wcześniej taką decyzję trzeba było zaplanować przed początkiem roku szkolnego. Do wniosku należy dołączyć opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej, oświadczenie rodziców o zapewnieniu dziecku warunków umożliwiających realizację podstawy programowej obowiązującej na danym etapie kształcenia i zobowiązanie rodziców do przystępowania w każdym roku szkolnym przez dziecko spełniające obowiązek szkolny do rocznych egzaminów klasyfikacyjnych, czyli testów sprawdzających, czy uczeń poza szkołą przyswoił podstawę programową. Po zdaniu tych testów uczeń otrzymuje świadectwo ukończenia kolejnego etapu nauczania, tożsame z ukończeniem kolejnej „klasy”. Procedury wydają się proste. W praktyce już tak prosto nie jest - nim rodzice zabiorą dziecko ze szkoły systemowej, długo biją się z myślami.

Szkoła, która zniechęca do nauki

- Powodów, dla których zabraliśmy Kosmę w połowie czwartej klasy ze szkoły, było kilka - mówi Kasia Korzeniecka, mama 11-letniego Kosmy. - Pierwszy i najważniejszy to taki, by uciec od systemu, w którym się dusiliśmy. Wychowując Kosmę, od najmłodszych lat przekazywaliśmy mu ważne dla nas wartości. Poświęcaliśmy czas i uwagę, by pokazywać świat najlepiej, jak umiemy. Od kiedy poszedł do szkoły, nie mogliśmy oprzeć się wrażeniu, że przekazywane przez nas wartości są niekompatybilne z opresyjnym systemem i powszechnym przyzwoleniem dla agresji. Jeśli chodzi o wyniki w nauce, Kosma radził sobie świetnie. Lubi się uczyć.

Kasia, Kosma, Szymon Rogińscy (fot. Grzegorz Broniatowski)Kasia, Kosma, Szymon Rogińscy (fot. Grzegorz Broniatowski)

- Poddaliśmy się w walce ze szkołą systemową, kiedy zauważyliśmy, że dzieci są regularnie zniechęcane do nauki - dodaje Szymon Rogiński, tata Kosmy. - Sposoby nauczania nie przystawały do rzeczywistości. Dzieciom, które na co dzień mają do dyspozycji internet, gry edukacyjne, interaktywne muzea i wystawy, wtłacza się do głowy wiedzę zawartą w nudnych formułkach do wykucia na pamięć? A prawda jest taka, że dzieci naturalnie lubią się uczyć, mają taką potrzebę, robią to nieustannie, w każdych okolicznościach. Z przerażeniem stwierdziliśmy, że w państwowej szkole od naszych czasów niewiele się zmieniło. Nie tylko pod kątem edukacji. Nadal na porządku dziennym są krzyki, uwagi do dzienniczków, musztra. W systemie nie ma zrozumienia dla naturalnych potrzeb dzieci, poczynając od ruchu, a kończąc na dialogu. Zamiast dialogu jest dyscyplina. A jeśli dyscyplina, to pojawia się opór, agresja. Patrzyliśmy, jak syn, który staje się ofiarą agresji ze strony klasowych łobuzów, z dnia na dzień zamyka się w sobie, jest smutny, chodzi zgarbiony. To dla nas był krytyczny moment. Stwierdziliśmy, że system całą naszą rodzinę przerasta i walka z wiatrakami nie ma sensu. Postanowiliśmy zabrać Kosmę ze szkoły systemowej. Wsparcie dała nam szkoła demokratyczna - opowiada Szymon.

Demokratyczna, czyli jaka?

W Polsce istnieje osiem szkół demokratycznych, w których grupy uczniów tworzą dzieci, których rodzice wybrali dla nich edukację alternatywną. Na razie w największych miastach: Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu i Łodzi. W Trójmieście, Bydgoszczy, Białymstoku i Szczecinie zawiązały się grupy planujące uruchomić szkoły demokratyczne. To szkoły, w których nie ma przymusu uczenia się, a nauczyciel i uczeń są ich równoprawnymi członkami. Dzieci wspólnie z nauczycielami decydują o zasadach i prawach panujących w szkole. Uczniowie szkół demokratycznych biorą odpowiedzialność za swoją edukację i dyscyplinę. Dorośli w szkołach demokratycznych stanowią wsparcie i oferują uczniom swoją wiedzę i doświadczenie, z których uczniowie mogą skorzystać.

Szkoła demokratyczna stawia przede wszystkim na rozwój emocjonalny i społeczny. Pozwala to na budowanie osobistego poczucia bezpieczeństwa dziecka, co jest podstawą dalszego rozwoju intelektualnego. Dbamy o zdolności komunikacyjne, umiejętność podejmowania samodzielnych decyzji, współpracy i relacji w grupie. To pozwala z kolei na rozwój zainteresowań, kreatywnego myślenia i podejścia do problemów. Istotne jest tutaj poznawanie siebie w aspekcie własnych możliwości, wyrażanie siebie i budowanie poczucia własnej wartości. Dodatkowo tworzymy warunki zapewniające każdemu dziecku realizowanie osobistej potrzeby naturalnej aktywności, uwzględniając w tym aktywność fizyczną, ruch oraz odpoczynek i wyciszenie. Jest to możliwe wówczas, gdy struktura szkoły pozwala, by każdy sam mógł decydować o tym, jak spędza w niej czas, a podstawą tej struktury są wspierający dorośli - mówi Marianna Kłosińska, prezes fundacji Bullerbyn, która działa „na rzecz wspólnoty dzieci i dorosłych” i prowadzi taką jednostkę edukacyjną.

Moje dzieci, które urodziły się: Inez w 2002 r. i Blanka w 2003 r., nie chodzą do szkoły. Formalnie spełniają obowiązek szkolny poza szkołą - pisze na swoim blogu Daria Borys. Dziewczynki chodziły do przedszkola, bo chciały. Przedszkole Montessoriańskie (...) było przyjaznym miejscem. Przez pierwsze 2 lata przychodziłam do przedszkola najpóźniej, jak się dało. Zdarzało się, że przychodziłam i obserwowałam moje dzieci, jak odnajdują siebie w grupie. Mieszkaliśmy tak blisko, że w naturalny sposób nasz dom stawał się przestrzenią na pogłębianie znajomości przedszkolaków. Już w wieku 3 lat Inez gościła u siebie koleżankę na nocne party. Przez długi czas drzwi nasze i sąsiadów z przeciwka były otwarte, a dzieci poszerzały swoją przestrzeń zabawy z rok starszym kolegą na dwa mieszkania. Zdobywały dzięki temu nowe wzorce postępowania w rodzinie. Kiedy Inez miała 5 lat i była już trzeci rok w przedszkolu, nasyciła się tą przestrzenią i zaczęła prosić, abym przychodziła jak najszybciej. Kiedy się pytałam i szukałam odpowiedzi, czy coś się zmieniło, to nic takiego nie znalazłam.

Daria nie przetestowała szkoły systemowej na swoich córkach. Przed pierwszą klasą zdecydowała, że nie pośle ich do niej, a odpowiedzialność przekazywania wiedzy wzięła całkowicie na siebie. Nie zdecydowała się również na wsparcie szkoły demokratycznej. Dziewczynki uczą się w domu.

Daria Borys uczy swoje dzieci w domu (fot. Daria Borys)Daria Borys uczy swoje dzieci w domu (fot. Daria Borys)

Nie każda „alternatywna” jest dobra

- Pojęcie edukacji alternatywnej jest dość żywo dyskutowane wśród pedagogów i nie tylko, definiuje się je w różny sposób. Niewątpliwie jednak wspólną cechą tych ujęć jest podkreślenie, że edukacja alternatywna to pewien ruch społeczny czy podejście do kształcenia i wychowania, które zasadniczo różni się od edukacji standardowej, zinstytucjonalizowanej, sformalizowanej. Jest wyrazem niezgody na powszechnie obowiązujący model oświaty - tłumaczy prof. UW dr hab. Małgorzata Żytko.

Zapytana o to, czy edukacja alternatywna niesie ze sobą niebezpieczeństwa dla rozwoju dziecka, odpowiada: - Jeśli tak, to wiążą się one z jakością tych alternatywnych ofert edukacyjnych. Z pewnością nie można stwierdzić, że każda szkoła, która ma w nazwie przymiotnik „alternatywna”, jest z założenia dobrą szkołą. Trzeba uzyskać informacje o założeniach koncepcyjnych, programowych, społecznych jej funkcjonowania. Czasem bowiem mamy do czynienia z nieudolnymi podróbkami znanych koncepcji, np. Montessori czy Steinera, albo skrajnym rozumieniem demokratyzacji czy tendencjami postmodernistycznymi i odejściem od jakichkolwiek reguł i zasad rządzących życiem wewnętrznym szkoły. Wtedy rzeczywiście istnieje niebezpieczeństwo funkcjonowania młodych ludzi w niejasnej, pozbawionej określonych reguł edukacyjnej rzeczywistości, sprzyjającej chaosowi w ich systemie wartości, burzeniu określonych zasad relacji między ludźmi bez wskazania alternatyw. Dlatego bardzo ważna jest spójna, uzasadniona merytorycznie koncepcja takiej szkoły.

Słoneczna Szkoła w Białymstoku (fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta)Słoneczna Szkoła w Białymstoku (fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta)

Nasuwają się pytania o to, czy każdy rodzic rzeczywiście wie, co w edukacji jest dla ich dziecka najważniejsze? Czy każdy rodzic jest odpowiednio wykwalifikowany i czy ma wystarczające umiejętności pedagogiczne, by przekazać swoim dzieciom w efektywny sposób wiedzę z zakresu podstawy programowej? Poradnia psychologiczno-pedagogiczna, która wydaje zgodę na naukę poza murami szkoły, nie jest w stanie tego zweryfikować. Kolejny ważny aspekt podejmowany w dyskusjach o edukacji alternatywnej to odizolowanie dzieci, które nie chodzą do szkoły, od społeczeństwa.

- Proszę zwrócić uwagę na to, że wszelkie alternatywne formy edukacji od szkół wyznaniowych, poprzez demokratyczne aż po edukację domową, w której to rodzice animują kontakty społeczne swoim dzieciom, są związane z funkcjonowaniem młodych w bardzo jednolitym wycinku społeczeństwa. Dzieciom takim redukuje się do minimum kontakty z innymi środowiskami. Uczą się i wychowują wśród ludzi o bardzo podobnym światopoglądzie, a często też statusie majątkowym. Zderzenie z „prawdziwym światem” w życiu dorosłym może być dla nich bolesne - mówi prof. dr hab. Anna Zielińska, prodziekan ds. studenckich Wydziału Pedagogicznego UW.

Mentorzy zamiast nauczycieli

A jak alternatywna edukacja wygląda na co dzień? Kosma od poniedziałku do piątku chodzi na zajęcia do Warszawskiej Grupy Unschoolingowej, która obok Świętochowskiej Grupy Unschoolingowej powstała pod egidą Fundacji Bullerbyn. Do warszawskiej należy kilkunastu uczniów w wieku odpowiadającym szkole podstawowej i gimnazjum, ale ich liczba ciągle się zmienia, bo dzieci dołączają i odchodzą w trakcie trwania tradycyjnego roku szkolnego. Zajęcia prowadzą mentorzy. Codziennie dzieje się coś innego. Nie ma ławek i lekcji, plan zajęć ustala razem z tygodniowym wyprzedzeniem cała grupa dzieci. Nauka odbywa się empirycznie - poprzez dialog, wycieczki, spacery, wykłady, zabawę i indywidualny rozwój w wolnym czasie.

Dzieci na zajęciach prowadzonych przez Fundację Bullerbyn (fot. materiały promocyjne)Dzieci na zajęciach prowadzonych przez Fundację Bullerbyn (fot. materiały promocyjne)

 

Fundacja Bullerbyn (fot. materiały promocyjne)Fundacja Bullerbyn (fot. materiały promocyjne)

Ważny aspekt, na który stawiają szkoły demokratyczne, to elementy budujące demokratyczną społeczność. Dzieci w takiej szkole uczą się otwartej komunikacji. Zasady funkcjonowania grupy ustalają wspólnie podczas zebrań w kręgu. Tu nie ma ważniejszych i mniej ważnych. Mentorzy nie są osobami absolutnie decyzyjnymi (jak nauczyciele w szkołach systemowych). Dzieci mają uczyć się samodzielnie podejmować decyzje, a przede wszystkim ponosić konsekwencje tych decyzji. Czy w ten sposób można nauczyć się podstawy programowej, by zdać w nadzorującej dziecko szkole systemowej coroczny egzamin z podstawy programowej?

- Dzieci uczestniczące w zajęciach Świetlicy Bullerbyn, ucząc się w formule unschoolingu i szkoły demokratycznej, realizują również obowiązek szkolny. Wymaga od nich tego polskie prawo. Biorą one odpowiedzialność za przygotowanie się do egzaminów z przedmiotów objętych podstawą programową. Podsumowaniem ich pracy będzie świadectwo na koniec roku szkolnego. Każdy samodzielnie podejmuje decyzje o terminie, formie i przedmiocie egzaminu. Każdy wybiera własny sposób uczenia się. Dobre rezultaty wynikają z tego, że dzieci samodzielnie podejmują wysiłek zdobycia wiedzy i robią to na własnych zasadach. Nie ograniczają czasu uczenia się do czterdziestopięciominutowych lekcji. Mogą przeznaczyć miesiąc na naukę tylko jednego przedmiotu, pozwalając sobie na rozszerzanie tematu w obszarach, które je szczególnie zainteresują. Mogą również zadecydować o tym, żeby skupić się na absolutnym minimum w temacie, który jest dla nich nieciekawy. W zapoznaniu się z zakresem podstawy programowej dzieci wspierane są przez mentorów. Zgłaszają się do dorosłych po pomoc, gdy tego potrzebują. Do egzaminu z danego przedmiotu można podchodzić do skutku. Nie zdarzyło się jednak u nas w ciągu ostatnich trzech lat, aby ktokolwiek podchodził do egzaminu więcej niż dwa razy. Egzaminy, w tym również ogólnopolskie, są dla naszych dzieci wyzwaniem, któremu odważnie, często z pasją, stawiają czoła dzięki poczuciu bezpieczeństwa zbudowanemu we wspierającym środowisku szkolnym. Zamieniliśmy testocentryzm na obycie w świecie dzięki kontaktom międzyludzkim, rozwijanym w zróżnicowanym wiekowo środowisku społeczności szkolnej - tłumaczy Marianna Kłosińska.

Słoneczna Szkoła w Białymstoku (fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta)Słoneczna Szkoła w Białymstoku (fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta)

Wielki sprawdzian dla rodziców

- Nie zależy nam na świetnych wynikach egzaminów. Widzimy, że te wyniki często nie znajdują pokrycia w prawdziwej wiedzy, która przychodzi wyłącznie w parze z zainteresowaniem. To dla nas najważniejsze. A przy okazji dziecko cieszy się z dobrych ocen i to mu daje dowód, że w przyjemny sposób, bez przymusu jest w stanie posiąść wiedzę wymaganą w szkole systemowej - mówi Kasia, mama Kosmy. - Ja lubię się uczyć, więc uczymy się razem z Kosmą. Unikamy podręczników, szukamy gier edukacyjnych, ciekawych książek, albumów, szukamy sposobów, by zainteresować Kosmę tematem, to zazwyczaj wystarcza, żeby podsumować wymagane przez szkołę wiadomości - wtrąca Szymon, tata Kosmy.

Córki Darii, które uczą się tylko w domu, również nie mają problemów ze zdawaniem egzaminów na koniec roku. Na etapie trzeciej klasy Inez Daria przygotowała filmik pokazujący ich „zwykłe” edukacyjne dni i podejście do nauki.

Rodzice, którzy decydują się na naukę dzieci w domu, mogą korzystać z zasobów szkoły nadzorującej: sali gimnastycznej, basenu, zajęć dodatkowych i wyrównawczych.

W przypadku kiedy dziecko już wcześniej chodziło do danej szkoły, może być mu łatwiej brać udział w „wartościowych” lekcjach i być wolnym słuchaczem. Szkoła dostaje taką samą refundację na każde dziecko niezależnie od tego, czy spełnia obowiązek szkolny poza szkołą, czy w szkole. Warto mieć tego świadomość. Są kółka zainteresowań, pracownie. Wszystko zależy od potrzeb, możliwości i nastawienia obu stron - pisze na swoim blogu Daria.

Niektórzy rodzice, którzy zdecydowali się na alternatywną edukację, wracają do szkół systemowych. Boją się braku systemu. Zdają sobie sprawę, że sami potrzebują planu zajęć i dyscypliny.

Rodzice, którzy decydują się na naukę dzieci w domu, mogą korzystać z zasobów szkoły nadzorującej (fot. IowaPolitics.com / http://bit.ly/1PXCT38 / CC BY / http://bit.ly/1dsePQq)Rodzice, którzy decydują się na naukę dzieci w domu, mogą korzystać z zasobów szkoły nadzorującej (fot. IowaPolitics.com / http://bit.ly/1PXCT38 / CC BY / http://bit.ly/1dsePQq)

Spójrzmy na realizację „obowiązku” szkolnego w szkole i poza nią jak na pracę na etacie i poza nim. Praca na etacie różni się w zależności od firmy, jednak ma wiele cech wspólnych. Praca poza etatem daje całe spektrum możliwości. Tak jak nie każdy odnajduje się w działalności na własny rachunek, tak też nie każda rodzina osiągnie swoje cele w edukacji bez szkoły. Odnalezienie się bez centralnego systemu zarządzania czasem wymaga innych działań, umiejętności. Ten czas pozostaje w ramach naszej organizacji, naszego wyboru, odpowiedzialności i skutków działań - pisze Daria, podkreślając, że edukacja poza szkołą systemową to wyzwanie przede wszystkim dla rodziców.

Wielu rodziców dzieci uczących się w szkołach systemowych nie bardzo interesuje się edukacją swoich potomków. Ci, którzy myślą o alternatywie, mogliby zapoczątkować w przestarzałym systemie potrzebne zmiany. Trudno jednak będzie im ich dokonać, jeśli z niego znikną.

 

Marta Mach. Absolwentka arabistyki na UAM, tłumaczka i dziennikarka. Zanim w 2010 roku zamieszkała w Warszawie, dużo podróżowała. Mieszkała w Syrii, Libii i Indiach, gdzie współpracowała z organizacjami pozarządowymi. Współtwórczyni i redaktorka naczelna magazynu „Zwykłe Życie”, produkuje sesje zdjęciowe i wideo, dla przyjemności fotografuje.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (97)
Zaloguj się
  • wicipinski

    Oceniono 206 razy 98

    Trzeba wreszcie powiedzieć otwarcie! KRÓL JEST NAGI! Obecny model edukacji zabija w dzieciach kreatywność, wpędzając je w bierny i odtwórczy model zdobywania informacji. Każdy kto uważa, że szkoła jest w stanie przekazać kompetencje czy umiejętności, jest w błędzie. Człowieka nie można niczego nauczyć. Można dać mu środowisko i przekazać wiedzę, natomiast kompetencje powstają na bazie interakcji z neuronami lustrzanymi.

    Jeżeli nie przemodelujemy systemu edukacyjnego będzie on zapychał umysły dzieciaków tonami informacji nie pozwalając na ich przetworzenie i uformowanie w umiejętności.
    Dzieciaki z polskich szkół brylują w szkołach brytyjskich poziomem wiedzy encyklopedycznej, ale co z tego, jeżeli nic z tą wiedzą nie potrafią zdziałać.

  • oczy_argusa

    Oceniono 123 razy 81

    " Proszę zwrócić uwagę na to, że wszelkie alternatywne formy edukacji od szkół wyznaniowych, poprzez demokratyczne aż po edukację domową, w której to rodzice animują kontakty społeczne swoim dzieciom, są związane z funkcjonowaniem młodych w bardzo jednolitym wycinku społeczeństwa. Dzieciom takim redukuje się do minimum kontakty z innymi środowiskami. Uczą się i wychowują wśród ludzi o bardzo podobnym światopoglądzie, a często też statusie majątkowym. Zderzenie z „prawdziwym światem” w życiu dorosłym może być dla nich bolesne - mówi prof. dr hab. Anna Zielińska, prodziekan ds. studenckich Wydziału Pedagogicznego UW."
    I, to by było na tyle jak mawiał profesor mniemanologii stosowanej Jan Tadeusz Stanisławski.

  • czarny_ticket

    Oceniono 228 razy 78

    lansiarstwo dla bogatych. wystarczy popatrzec jak nazywaja swoje dzieci. mozna poslac swoje dzieci do zwyklych szkol i poswiecic im wiecej czasu a beda ciekawe swiata i nic w nich nie zabije kreatywnosci! szkola to nie tylko nauka, to tez kontakt z roznymi srodowiskami, radzenie sobie z innymi ludzmi, stykanie sie z innym zdaniem! wychowujecie lalusiow.

  • Oceniono 133 razy 73

    Dlaczego na takie "pomysły" nie wpadają zarobieni rodzice? Rodzice z kredytami na głowie, pracą od 7 do 7? Dlaczego tylko dzieci bogatych są zbyt wrażliwe (mądre, twórcze, innowacyjne, nieszablonowe, kreatywne) na państwowe, a nawet prywatne szkoły systemowe? Bo ich rodzice sądzą że mają lepsze dzieci niż inne:) I utwierdzają w tej błysk-idei swoje progenitury. Później te progenitury, o ile nie zostaną wyposażone/uposażone sowicie na dalsze życie przez swoich wyjątkowych rodziców nie potrafią odnaleźć się w tym mniej cywilizowanym (niż ich cudowny dom) świecie. Co do metod alternatywnych. Mam pod nosem szkołę waldorfską. Najpierw była tylko podstawówka. Gdy okazało się po kilku latach, że dzieci po tej waldorfskiej szkole niezbyt dobrze piszą, niezbyt dobrze czytają, niezbyt dobrze pracują w stresie (testy) szkoła otworzyła gimnazjum, by dalej "kształcić" swoich wyjątkowych uczniów. Schody zaczynają się dalej, bo młodzież po maturze w "waldorfschule" nie jest wstanie ogarniać materiału wymaganego tokiem studiów, a i z trudnością "łapie" zasady panujące w systemie (sie niespóźnianie na zajęcia, oceny, terminowość). Tak tego uczy system: pracy, wysiłku, oceny, weryfikacji. Tego mamcia nie nauczy w domowych pieleszach.

  • aurita

    Oceniono 82 razy 64

    Przestalam wysylac corke z Fundacja Bullerbyn... zaczynaja przypominac jakas sekte....

    Co za duzo to niezdrowo.....

  • white_lake

    Oceniono 126 razy 60

    dla mnie to jakiś objaw lęku przed światem, tak jak histeria z sześciolatkami w szkole, ci niezwykle szlachetni rodzice zapominają, że dzieci mają żyć w społeczeństwie, a nie w swoim dziecinnym pokoju, a że społeczeństwo jest jakie jest, to taka jest też szkoła
    na pewno nie idealna, ale ideałów w życiu nie ma, a z odrobiną pomocy rodziców można przez nią przejść bez szwanku i nawet czegoś się nauczyć

  • alicia.online

    Oceniono 77 razy 51

    Nauczyć dzieci ważnych ( w ogóle, a nie dla nas- chowamy dzieci dla świata, a nie dla siebie!) czy nauczyć treści merytorycznych wcale problemem nie jest. I robiłam to przez cały okres szkolnej edukacji mojej córki. Do matury. Ale nie zdecydowałam się na zabranie jej ze szkoły systemowej. Z prostej przyczyny - czas w szkole to nie tylko edukacja i wychowanie, ale to też rozwój kompetencji społecznych, którego w izolacji od rówieśników czy z pozostawieniem jedynie wybranych kontaktów po prostu zawiedzie. Potem w pracy, w życiu rodzinnym takie osoby prędzej czy później natkną się na sytuacje, których rozwiązywania uczą się dzieci w szkolnych ławkach i na szkolnych korytarzach. Tymczasem da się kształcić swoje dziecko zgodnie naszymi wartościami , tłumaczyć te "odmienności" szkoły- zresztą zazwyczaj bez przesady z tym "opresyjnym charakterem" . Jak to słyszę, to już wiem, że to sposób na wyhodowanie biedaka, któremu każde zadanie w pracy wyda się mobbingiem bo "coś trzeba" zrobić, a nie tylko się chce... I tak kochający rodzice ukształtują pacjenta poradni psychologicznych...

  • sapiens_h

    Oceniono 101 razy 39

    "Opresyjny system", "opresyjna dyscyplina"- no błagam, ja rozumiem nachalna reklama swojej oferty dla wybrańców, odstającej od rzeczywistości świata dorosłych (przychodzi taki dorosły wychowanek do firmy i do szefa po partnersku, bo przecież on i szef są na takich samych prawach, albo wychowanek już lekarz na specjalizacji i główny chirurg wzajemnie się uczący w trakcie operacji, wychowanek zaraz po studiach ekonomicznych i główna księgowa w trakcie audytu...), ale może jednak nie przesadzajmy z tym czarnym PR, bo to również daje świadectwo osobom, które w taki sposób się wypowiadają.

  • par.poli

    Oceniono 200 razy 38

    Kosma, Inez, Bianca. Moze dzieci byly poprostu przesladowane w szkole za te imiona? Szkola polska to kanal, ale ci rodzice obawiam sie ze sa wiekszym zagrozeniem dla rozwoju swoich dzieci. Przede wszystkim maja jakis anarcholski rys, co jednoznacznie wskazuje ze sa silnie niedojrzali, pewnie maja jakies zle doswiadczenia wlasne ze szkola dlatego dzieci tam nie posylaja, ale to wszystko odpowiednia terapia i leki sa w stanie zalatwic. A dzieci po nasiaknieciu ta komuna, ktora im serwuja rodzice, nie beda nadawaly sie do zycia w spoleczenstwie, bo no wlasnie, pracodawca nie poglaszcze po glowce gdy nie beda chcieli czegos zrobic, lekarz ich wyprosi za drzwi jak beda dyskutowac na temat terapii (skoro lepiej wiedza to po co chodza do lekarza?), takich sytuacji beda tysiace, edukacja przedstawiona w tym artykule to prosta droga do bezdomnosci.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX