(fot. focal point / Shutterstock.com)

trend

Facebook to oldskul, czas na Snapchat! Medium dla pokolenia, które urodziło się w internecie

Dla gimnazjalistów, którzy przez 24 godziny na dobę bez cenzury, obciachu i retuszu streamują swoje życie na Snapchacie, starsi o dwie dekady użytkownicy Facebooka tkwią jeszcze jedną nogą w analogowym świecie. A dla 24-letniego Evana Spiegla, który wymyślił aplikację, trzydziestolatek Mark Zuckerberg jest w najlepszym wypadku podtatusiałym starszym bratem. Efemeryczna aplikacja ma już ponad sto milionów użytkowników, którzy wysyłają prawie pół miliarda filmików i zdjęć dziennie. No to Snap!

Klikam w aplikację z duszkiem („Nazywa się Ghostface Chillah!”, poprawiliby mnie pewnie gimnazjaliści). Na liście najnowszych snapów wyskakuje mi post Jessiki Mercedes Kirschner (snapchat: jessimercedes), blogerki modowej, która jako jedna z pierwszych w Polsce postanowiła rozwinąć swoje społecznościowe imperium o Snapchata.

Trzymam kciuk na ekranie, bo gdy go zabieram, obraz znika. Oglądam nogi Jessiki. Schodzą po schodach. Za chwilę kamera omiata basen. Jessica śmieje się w tle. Cięcie. Jessica przez trzydzieści sekund pływa. Cięcie. Jessica je świąteczne śniadanie, kamera skacze po stole: jajeczko, koszyk, tulipany.

Czuję się, jakbym oglądała kasetę VHS z imienin cioci z 1995 roku. Nagranie wygląda amatorsko, niewyraźnie, prawie partyzancko. Zupełnie inaczej niż wycyzelowane, podkręcone, perfekcyjne zdjęcia Jessiki na Instagramie. Ale taki jest Snapchat - ulotny, momentalny, naturalny.

Snapchaty: Julii Kuczyńskiej Snapchaty: Julii Kuczyńskiej "Maffashion", Czarka Józwika z Abstrachuje.tv, Jessiki Mercedes ( fot. screen / Snapchat.com)

Zmieniam kanał. Oglądam relację z jajeczka u Obamów: przed Białym Domem dzieciaki ćwiczą jogę, grają w kosza i futbol amerykański. Jest głośno, kolorowo, radośnie.

Filmik numer trzy: Shonduras, czyli amerykański snapchatter Shaun McBride, postuje absurdalnie makabryczne grafiki, trochę w klimacie „South Park”. Na zdjęcia nakłada rysowane dziecinną kreską ilustracje, „przebiera” psy w stroje disnejowskich księżniczek, robi autoportrety w stroju Jacka Sparrowa z „Piratów z Karaibów”, tworzy własną wersję „Simpsonów”, nazwanych oczywiście Snapsonowie. - Snapchat stał się wiralowy właśnie dlatego, że z założenia jest efemeryczny. Jeśli naprawdę podoba ci się jakiś filmik, musisz zapisać go w telefonie i pokazywać znajomym. Poczta pantoflowa jeszcze nigdy nie działała tak sprawnie - mówi kumpel Shondurasa, Jéreme Jarre, który ma na Snapchacie półtora miliona znajomych. Gdy ja ściągnęłam Snapchata pół roku temu, ani jedna osoba z mojej książki adresowej nie używała aplikacji. I dobrze - jeśli ja i moi znajomi jesteśmy na Snapchata za starzy, to najlepiej świadczy o tym, że moda na zdjęcia i filmiki wysyłane w czasie rzeczywistym, które jak w „Mission Impossible” znikają po maksymalnie dziesięciu sekundach, dopiero się zaczyna.

Urodzeni w internecie

- Znikające komunikaty powodują wrażenie momentalności i intymności. I choć istnieją proste sposoby na zapisanie obrazu w telefonie, to - według badań - użytkownicy się tym nie przejmują, bo Snapchat pozostaje głównie narzędziem zabawy: prawie 60 procent przesyłanych zdjęć to głupie miny - mówi Paweł Wieczorek z Katedry Medioznawstwa warszawskiej SWPS.

Snapchat ma już ponad sto milionów użytkowników (fot. screen / Snapchat.com)Snapchat ma już ponad sto milionów użytkowników (fot. screen / Snapchat.com)

Wiadomości, które ulegają autodestrukcji, amatorskie zdjęcia, filmiki, które tworzą streaming z życia - to genialnie proste! Aż dziwne, że nikt nie wpadł na to wcześniej... Mark Zuckerberg już półtora roku temu zaprosił Evana Spiegla, twórcę Snapchata, do swojego biura w Menlo Park z ofertą sprzedaży aplikacji Facebookowi za trzy miliardy dolarów. Ale Spiegel kazał przyjechać Zuckerbergowi do siebie do Venice tylko po to, by odrzucić lukratywną ofertę. - Nie zależy mi na szybkiej monetyzacji sukcesu, myślę długofalowo - powiedział Spiegel w wywiadzie dla „Forbesa”.

W Evanie Spieglu, nowym najmłodszym miliarderze świata, Zuckerberg musiał zobaczył siebie sprzed kilku lat - bezkompromisowego, genialnego, zadufanego w sobie dzieciaka, który ma pomysł wart każde pieniądze, pomysł, który może zagrozić potędze Facebooka, pomysł, który szturmem zdobędzie setki milionów użytkowników. Zuckerberg miał dobrą intuicję. Średni wiek użytkownika Facebooka to dziś 40 lat, a dzieciaki nie chcą przecież wrzucać zdjęć z suto zakrapianych imprez na ścianę, którą może zobaczyć ich mama. - Snapchat to medium dla digital natives, pokolenia, które urodziło się w internecie - mówi Sebastian Umiński, digital & innovation director w agencji marketingowej Ogilvy&Mather. Spiegel założył więc Snapchata dla dzieciaków takich jak on sam. - Jestem biały i uprzywilejowany. Mam szczęście, że żyję w bańce mydlanej - powiedział w jednym z wywiadów prezes Snapchata, który w czerwcu skończy 25 lat, a firmę założył cztery lata temu podczas studiów na uniwersytecie Stanforda.

Evan Spiegel, twórca Snapchata (fot. TechCrunch / Steve Jennings / bit.ly/1IKSroU / CC BY / bit.ly/1mhaR6e)Evan Spiegel, twórca Snapchata (fot. TechCrunch / Steve Jennings / bit.ly/1IKSroU / CC BY / bit.ly/1mhaR6e)

Wychował się na grodzonym osiedlu Pacific Palisades w kalifornijskim Malibu jako najstarszy syn dwojga świetnie zarabiających prawników (tata John reprezentował m.in. Warner Bros., mama Melissa Ann zajmuje się prawem podatkowym). Spiegel w dzieciństwie latał helikopterem na narty do Kanady i chodził do elitarnych szkół, a od kiedy zrobił prawko, rozbijał się bmw 550i. Po sukcesie Snapchata kupił sobie ferrari, ale do niedawna mieszkał z ojcem, bo „tak było taniej”. Na studiach należał do bractwa Kappa Sigma, które nawet w filmach dla nastolatków pokazuje się jako miejsce, gdzie przetrwają tylko najsilniejsi. Spiegel organizował imprezy, podczas których koledzy oddawali mocz na nieprzytomne koleżanki, palili tony trawy i strzelali laserami do „grubych dziewczyn”. W międzyczasie założył pierwszego nieudanego start-upa: Future Freshman miał pomóc maturzystom i ich rodzicom w procesie rekrutacji na studia. Spiegel zaliczył też kilka staży, m.in. w Red Bull, ale jak sam mówi, głównie zajmował się tym, żeby wreszcie być „cool”. Imprezowe ekscesy ze studiów opisywał w mailach do kumpli, które niedawno wyciekły do prasy. To prawdziwa ironia losu, bo aplikacja Picaboo, czyli pierwsza wersja Snapchata, wymyślona przez Spiegla i jego kumpli, Roberta Murphy'ego i Reggie Browna, została zainspirowana historią jednego z przyjaciół, którego skandaliczne zdjęcie, wysłane do jednej osoby, zobaczyli wszyscy znajomi. Picaboo, które miało gwarantować dyskrecję, zadebiutowało w AppStorze 13 lipca 2011 roku i początkowo nie wzbudziło sensacji. Podczas gdy Instagrama pierwszego dnia ściągnęło 25 tysięcy osób, Picaboo znalazło się dopiero w trzeciej setce bestsellerów AppStore'a. Ale gdy użytkownicy zrozumieli, że Snapchat umożliwia im komunikację bez cenzury, obciachu i stresu, baza adresów spuchła do ponad stu milionów w ciągu dwóch lat.

Spiegel na razie cieszy się z tego, że zdetronizował Zuckerberga, ale już ma pierwsze problemy. Podobne zresztą do tych, które o Facebooku ujawnił film „The Social Network”. Spiegla pozywa Brown, były kolega i współzałożyciel Snapchata, żądając spłacenia udziałów. Ale to jeszcze nic w porównaniu z hakerską kradzieżą danych prawie pięciu milionów użytkowników, których numery telefonów wyciekły do sieci. Umiejętnie udało się za to Spieglowi uciszyć zarzuty o udostępnianie treści pornograficznych. Jeszcze pół roku temu na Snapchacie swoje konta prowadziły striptizerki, które dodawały rozbierane zdjęcia. - Dziś regularny sexting, którego tak obawiają się rodzice, deklaruje mniej niż 2 procent użytkowników - mówi Wieczorek. By udobruchać rodziców, Snapchat stworzył Snapkidz dla dzieci do 13. roku życia. Spiegel pozuje teraz w wywiadach na pewnego siebie i bardziej bezwzględnego następcę Zuckerberga. Jest błyskotliwy, mówi bardzo szybko, jest w stanie onieśmielić nawet znacznie starszych rozmówców. Ale co będzie, gdy za dwa lata przyjdzie kolejny zdolny dwudziestolatek z kolejnym genialnym pomysłem? Czy król umrze, by żyć mógł nowy? A może Snapchat wywołał rewolucję, której skutków nie da się jeszcze przewidzieć?

Streaming z życia

- Snapchata przywiozłam ze sobą ze Stanów dwa lata temu. Aplikacja dawała mi adrenalinę, luz i wolność, bo moje zdjęcia nie miały zbierać lajków, ale jedynie przekazywać informacje albo po prostu rozbawić odbiorcę. Teraz, jak widzę dziewczynki, które zamiast cieszyć się słonecznym popołudniem, siedzą w Charlotte i robią snapy wszystkiego, co się da, albo wchodzę na snapa blogerki Maffashion i widzę, jak robi zakupy w spożywczaku, to się dziwię, że ludzie chcą tracić na to czas i ujawniać całą swoją prywatność - mówi Areta Szpura, współzałożycielka marki modowej Local Heroes, która zawsze miała nosa do społecznościowych nowinek, a bloga prowadziła dziesięć lat temu, gdy to jeszcze nie było modne.

Mark Zuckerberg już półtora roku temu bezskutecznie próbował odkupić Snapchata od Evana Spiegla za trzy miliardy dolarów (fot. Steve Jennings for TechCrunch / bit.ly/1DifbYF / CC BY / bit.ly/1mhaR6e)Mark Zuckerberg już półtora roku temu bezskutecznie próbował odkupić Snapchata od Evana Spiegla za trzy miliardy dolarów (fot. Steve Jennings for TechCrunch / bit.ly/1DifbYF / CC BY / bit.ly/1mhaR6e)

Aż 45 procent użytkowników Snapchata to osoby w wieku 18-24 lata. W tym przedziale wiekowym procentowo trzy razy mniej osób używa Facebooka lub Pinteresta, zaś Instagrama dwa razy mniej. Evan Spiegel powiedział w wywiadzie dla „Techchruncha”, że większość dotychczasowych technologii cyfrowych została opracowana w odniesieniu do świata analogowego, a pomysł na Snapchata jest w stu procentach zakorzeniony w świecie cyfrowym. Czy aby na pewno?

Snapchat to rodzaj streamingu z życia użytkownika, zapewniający kontakt twarzą w twarz z przyjaciółmi. To komunikat wysyłany w świat, jak list zamknięty w butelce: wiadomość, której nie można komentować, a więc krytykować. Wiadomość taka może być kreatywna, na przykład opatrzona ilustracją lub znaczkami, uzupełniona danymi geolokacyjnymi - mówi Paweł Wieczorek z SWPS. Teraz dzięki opcji „My story” ludzie tworzą swoisty pamiętnik, dokumentując każdy outfit, posiłek, imprezę. Snapchat powoli sam ukręca na siebie bat. Polegając na nastolatkach, ryzykuje, że za rok zakochają się w nowej aplikacji. Czy wtedy Spiegel wróci do Zuckerberga z podkulonym ogonem, czy już dawno wymyśli Snapchata 2.0? Jednocześnie szansą i zagrożeniem dla Snapchata są teraz kampanie promocyjne, społeczne i reklamowe wielkich koncernów.

Snapchat sprzedaje

Nastolatki są uczulone na reklamy i może właśnie dlatego marketingowcy pokochali Snapchata. - Nowe media społecznościowe są błyskawicznie brane na warsztat marketingu. Kanały komunikacji takie jak Snapchat są na tyle dziewicze, że wydają się bardziej naturalne, prawdziwe, wiarygodne. Marketingowcy szukają tam nowych możliwości, by unikać clutteru, czyli miejsc, gdzie nasycenie marketingowe już jest za duże - mówi Sebastian Umiński.

Pokazywanie się firm na Snapchacie trudno nazwać reklamą - to raczej dialog między marką a potencjalnym klientem, interakcja, wciąganie go w świat marki. Na razie ze Snapchata korzystają reklamowo głównie branże telekomunikacyjne i spożywcze, którym zależy na early adopters, czyli użytkownikach, którzy najwcześniej eksplorują nowe platformy i wyznaczają trendy. Swoje kampanie na Snapchacie robiły już sieci restauracji GrubHub, Taco Bell i McDonald's. H&M wymyślił grę miejską, polegającą na szukaniu nagród po całym mieście, promują się także drużyny amerykańskiego futbolu i koszykówki. - Z efemeryczności medium wynikają możliwości marketingowe, np. generowanie jednorazowych, ograniczonych czasem kodów promocyjnych - mówi Umiński, dodając, że Alibaba, jedna z największych chińskich firm internetowych, chce zainwestować w Snapchata 200 milionów dolarów. - Zaletą Snapchata jest także urocza nieporadność kreacji w nim tworzonych. Nie można tu stworzyć perfekcyjnej reklamy, zabiegi grafików nie działają, każdy Snap wygląda lekko amatorsko, bo można używać tylko prostych narzędzi graficznych oferowanych przez aplikację - dodaje Umiński.

Użytkownicy aplikacji wysyłają już prawie pół miliarda filmików i zdjęć dziennie (fot. Adafruit Industries / bit.ly/1OBixuJ / CC BY / bit.ly/1hYHpKw)Użytkownicy aplikacji wysyłają już prawie pół miliarda filmików i zdjęć dziennie (fot. Adafruit Industries / bit.ly/1OBixuJ / CC BY / bit.ly/1hYHpKw)

Na Snapchacie organizuje się konkursy, zagadki i quizy, a nawet promuje zaawansowane treści edukacyjne, jak robi to np. GE. Za to muzeum LACMA z Los Angeles publikuje zabawne snapy, na których bohaterowie obrazów i rzeźb „mówią” o sobie. Pod koniec marca na Snapchacie pojawiła się pierwsza kampania społeczna „Wear Yellow For Seth”. Historię pięcioletniego Setha Lane'a z Wielkiej Brytanii, cierpiącego na rzadką chorobę odporności, zobaczyło 26 milionów ludzi. Snapchat może też mieć wartość edukacyjną. Na zaproszenie Snapchata swoje kanały zakładają teraz media rozrywkowe i portale newsowe. W ramach opcji Discover swoje kanały w aplikacji prowadzą CNN, Yahoo, Daily Mail i National Geographic, na których publikują unikatowe newsowe treści. Powstaje też pierwszy serial na Snapchata, który kręci Sasha Spielberg, córka sławnego Stevena.

Retro czy futuro?

Czy Snapchat ma przyszłość? - Za dwa lata będziemy w stanie ocenić, czy formuła Snapchata wyczerpie się, czy pozostanie nośna - uważa Paweł Wieczorek. Sebastian Umiński jest optymistą. - Mam 34 lata, Snapchata używa już kilkadziesiąt osób z moich znajomych. Dwoje z nich, małżeństwo, przesyła sobie Snapchatem impresje, zdjęcia, skojarzenia, wyrazy miłości. To nie tylko medium dla dzieciaków! - mówi. Ale sukces Snapchata ma swoje źródło gdzieś pomiędzy chłonięciem przyszłości a tęsknotą za przeszłością. W stylu życia widoczna jest nostalgia za latami 90. Użytkownicy Snapchata tej epoki nie przeżyli, więc amatorskie filmiki, dokumentujące prozę życia, wydają im się równie urocze jak niezgrabne dżinsy Brendy z „Beverly Hills 9020”.

Snapachat daje pole do popisu artystom. Tu można zacząć jako amator, który rejestruje każde błahe wydarzenie, a skończyć jak świadomy postmodernistyczny filmowiec. Ale to nie wszystko. Snapchat litościwie spuszcza zasłonę milczenia na nagrane nim najdziksze licealne imprezy, najsłabsze stylówki, pechowe związki i rozstania. Facebook pamięta wszystko, nigdy nie wybacza i w każdej chwili może nas postraszyć trupem z szafy. Nad Instagramem Snapchat ma za to tę przewagę, że nie stał się dodatkowym portfolio dla wielu osób z branży mediów i marketingu, znudzonych przeestetyzowanymi zdjęciami. Snapchat to ucieczka dla zmęczonych lansem. Tu pokazujemy, jak myjemy zęby, jedziemy metrem, nudzimy się. Wysyłając w świat komunikat, utwierdzamy się w ważności wykonywanych przez nas prostych czynności.

Snapchat można uznać za remedium na kulturę przesytu - wreszcie nie wylewają nam się z telefonu setki niepotrzebnych czatów, kontaktów, zapisków. Samousuwające się wiadomości pozwalają na utrzymanie czystości, wbrew pozorom wprowadzają porządek i ujarzmiają chaos nadmiarowych informacji i bodźców. Głodni kontaktu i poczucia wspólnoty, dzielimy się najdrobniejszymi przeżyciami, by nie czuć się samotnie. Na Snapchacie jesteśmy bardziej sobą. I nie czekamy obsesyjnie na lajki, których nikt nam tu nie daje. Bo przecież wiadomość i tak zaraz zniknie. 3... 2... 1. Nie ma.

 

Anna Konieczyńska. Sekretarz redakcji magazynu „InStyle”, jedna druga agencji kreatywnej ThinkFashion.pl, połowa duetu serialowego Qkmal, doktorantka w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Lubi pisać, pracować, plotkować.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (41)
Zaloguj się
  • rabingoldblatt

    Oceniono 248 razy 242

    Snapchat to ucieczka dla zmęczonych lansem.

    Acha to teraz tak nazywa się gimnazjalistka wysyłająca fotkę cycków....

  • znikajacypunkt

    Oceniono 211 razy 205

    Mój kumpel lat 40 powiedział mi niedawno, że żeby zrozumieć, co interesuje dzisiaj interesuje ludzi, musiałby sobie zrobić częściową lobotomię.

  • popijajac_piwo

    Oceniono 197 razy 191

    Wszystko można, tylko po co. Zdjęcia robi się po to, żeby została pamiątka. Ale w dobie samoje.bek nie wnoszących żadnej wartości artystycznej snapczat wydaje się być doskonałym rozwiązaniem dla narcystycznego pokolenia półdebili...

  • znikajacypunkt

    Oceniono 110 razy 110

    A jak tam z wynalazkiem Kusznierewicza do przesyłania emocji ? Facebook nie chce go kupić ?

  • carolina_reaper

    Oceniono 118 razy 110

    Coraz wiecej idiotow na tym swiecie.

  • succuba1959

    Oceniono 86 razy 80

    Życia się już nie żyje,zapie..ala się,coś się poprzestawiało,czas goni jakimś dziwnym torem,wszechświat przyśpieszył,rano się rodzi wieczorem umiera,niby żyjemy coraz dłużej,niby!W tym tempie zabraknie nam pamięci,w tym tempie zaraz nas nie będzie,mam nadzieję że jutro wyrobie się z kupą,bo dzisiaj coś tam zjadłam,nie mam czasu czegoś się nauczyć a już to jest nieaktualne,o co tu ku.wa chodzi?

  • gelbigel

    Oceniono 79 razy 75

    młodzi bez żenady łapią każde nowe gó... i sie nim zachwycają
    a twórcy mówią że to jest cool i bez żenady czerpią kase z rzeszy odmóżdżonych matołów

    to jest mechanizm piramidy finansowej która żądzi ludzkością od zarania dziejów

  • nosorozecwlochaty

    Oceniono 81 razy 75

    Jakie to szczęście jest nie wiedzieć o istnieniu pewnych rzeczy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX