Współczesny poród otacza atmosfera lęku

Współczesny poród otacza atmosfera lęku (fot. Shutterstock.com)

społeczeństwo

Współczesny poród otacza atmosfera lęku. Obawa przed bólem to nie wszystko

Coraz więcej kobiet boi się porodu. Pierwsze skojarzenia, jakie mają: ból, strach, "koniec świata". Swoje obawy z przyszłymi matkami dzieli także personel medyczny. - Mnóstwo rzeczy robi się z lęku przed oskarżeniem o niedopatrzenie - mówią pracownicy służby zdrowia. W kolejnej części naszego cyklu o porodach, macierzyństwie i tacierzyństwie zastanawiamy się, dlaczego współczesnemu porodowi towarzyszy tak zła atmosfera.

Najpierw jest zaskoczenie: wody płodowe odchodzą w najmniej spodziewanym momencie - na ulicy, podczas zakupów czy w domu, gdy kobieta nie jest do tego w żaden sposób przygotowana. Potem panika, nerwowa jazda taksówką do szpitala, chaos na izbie przyjęć. I wreszcie sam poród: rodząca nie krzyczy, tylko przeraźliwie wrzeszczy, a za towarzystwo służy jej nie mniej rozemocjonowany personel, autorytarnie wydający tylko jedno polecenie: „PRZYYYJ!!!”.

Jeśli na sali jest ojciec dziecka, zapewne właśnie w tym momencie kobieta straci nad sobą kontrolę i zacznie go obrażać; jeżeli nie, dostanie się personelowi. Choć ten opis nie ma najczęściej wiele wspólnego z rzeczywistością, pasuje do większości telewizyjnych i filmowych scen rozwiązania.

Nie lepszy obraz porodu wyłania się z mediów. Sam temat narodzin pojawia się w nich rzadko, w dodatku raczej w kontekście towarzyszących im nieprawidłowości niż wzruszającego, rodzinnego wydarzenia. „Śmierć przy porodzie. Lekarz nie przyznaje się do winy”, „Tragiczny poród w Zabrzu. Martwy płód, kobieta w ciężkim stanie”, „Groźny chwyt zniknie z porodówek? Ministerstwo Zdrowia interweniuje” - to tylko kilka tytułów prasowych z ostatnich miesięcy. Trzeba przyznać, że działają na wyobraźnię dużo bardziej niż statystyki, z których wynika, że nieprawidłowości związane z porodem dotyczą 6 procent ciąż. Wskaźnik umieralności okołoporodowej jest jeszcze niższy: w Polsce wynosi jedynie 6 promili.

Obok tragicznych historii do mediów równie łatwo przebija się chyba tylko jeden rodzaj opowieści: tych o porodach niecodziennych. Przyjmują je policjanci w metrze, kierowcy PKS-ów, taksówkarze, ojcowie, którzy nie zdążyli odwieźć rodzącej do szpitala... To wzmaga przekonanie, że narodziny dziecka to coś kompletnie nieprzewidywalnego. Coś, co może się wydarzyć w każdej chwili i nad czym nie ma się żadnej kontroli.

Coraz więcej kobiet boi się porodu, który kojarzy im się głównie z bólem, strachem i „końcem świata” (fot. Shutterstock.com)Coraz więcej kobiet boi się porodu, który kojarzy im się głównie z bólem, strachem i „końcem świata” (fot. Shutterstock.com)

„Mama była uśpiona”

Przekaz medialny i złe historie porodowe opowiadane przez matki nie trafiają w próżnię. Coraz więcej młodych kobiet - nawet tych, które nie są jeszcze w ciąży - boi się porodu. Z badań wynika też, że sam moment narodzin kojarzy im się często głównie z bólem, biernością i podporządkowaniem personelowi medycznemu. - Kultura porodu została mocno zmedykalizowana. W telewizji jest on przedstawiany jako wydarzenie, którego bezpieczny przebieg gwarantuje jedynie obecność lekarzy i jeśli kobiety są im posłuszne, wszystko dobrze się kończy. Kobiety, które zadają pytania bądź wybierają poród w domu, narażają się na niebezpieczeństwo - zauważa Sheila Kitzinger, brytyjska antropolożka i autorka książek o ciąży, porodzie i macierzyństwie.

Podobne wyobrażenie o porodzie mają już dzieci. W ramach międzynarodowego projektu Fundacja Rodzić po Ludzku przeprowadziła w 2004 roku badanie na grupie ponad stu dzieci w wieku od 5 do 9 lat. Zadaniem maluchów było narysowanie „pani, która rodzi dziecko, pomieszczenia, w którym się znajduje, oraz osoby/osób, które są razem z nią w tym momencie”.

Na większości rysunków dzieci pojawiał się szpital; z opisów umieszczanych pod obrazkami wynikało również, że obecność lekarza i specjalistycznego sprzętu jest gwarantem bezpieczeństwa rodzącej. Im starsze dziecko, tym częściej rysowało poród, a rzadziej „mamę z dzieckiem”. Niewielkiej wiedzy o narodzinach towarzyszyły jednak detaliczne wiadomości o cesarskim cięciu. - Mama była na sali operacyjnej, była uśpiona. Każdy musi. Pielęgniarki i panowie wyszywali brzuch. Nie mogłaby urodzić bez wyszywania tego - opowiadał sześcioletni Grześ.

Rysunek uczestnika badania (fot. materiały prasowe)Rysunek uczestnika badania (fot. materiały prasowe)

Poród to logiczny proces

Młode kobiety nie do końca wiedzą, czego spodziewać się po porodzie. „Ból”, „koniec świata”, „strach”, „krew”, „długo trwa i jest dość obrzydliwy”, „ulga” - to stwierdzenia wymieniane przez koleżanki, zapytane przeze mnie o ich pierwsze skojarzenia. Słowo „ból” pojawiało się w ich odpowiedziach wielokrotnie; wątek ten jest również bardzo często poruszany przez internautki.

Wiele ciężarnych w obawie przed cierpieniem decyduje się na cesarskie cięcie; inne szukają szpitala, w którym lekarze nie robią trudności z podaniem znieczulenia. W tej ostatniej kwestii rozwiązaniem problemu mogą być przepisy, które przygotowują resort zdrowia i NFZ: znieczulenie zewnątrzoponowe przy porodzie ma być refundowane dla każdej rodzącej.

Obawa przed bólem to jednak nie wszystko. - Z moich rozmów z kobietami wynika, że często uważają poród za coś kompletnie nieprzewidywalnego. One mają poczucie, że nie da się go w żaden sposób zaplanować, określić czasu trwania czy przewidzieć jego terminu. Dla wielu ciężarnych jest to ogromny problem - kobiety są przyzwyczajone do tego, że na co dzień mają pełną kontrolę nad swoim życiem i nie mogą się pogodzić z tą niepewnością. W rzeczywistości jest jednak inaczej: poród to logiczny proces, ma swoje fazy. To trzeba tłumaczyć - mówi Katarzyna Oleś, położna z ponad dwudziestoletnim stażem oraz jedna z założycielek i prezeska stowarzyszenia Niezależna Inicjatywa Rodziców i Położnych „Dobrze Urodzeni”.

Oleś dodaje, że poza sferą emocjonalną rodząca często nie może też liczyć na wsparcie społeczne: przychylnego pracodawcę, personel medyczny, miejsce w żłobku czy przedszkolu. - Nie dość, że kobieta nie wie, jak będzie wyglądał poród, to jeszcze często obawia się tego, co przyjdzie po nim - zauważa położna.

Wiele kobiet uważa poród za coś kompletnie nieprzewidywalnego i nie mogą poradzić sobie z tą niepewnością (fot. Shutterstock.com)Wiele kobiet uważa poród za coś kompletnie nieprzewidywalnego i nie mogą poradzić sobie z tą niepewnością (fot. Shutterstock.com)

„Totalitarne położnictwo”

Wśród przyczyn rosnącego lęku przed porodem eksperci wymieniają również zanik przekazu międzypokoleniowego, który towarzyszył kiedyś narodzinom. - Dawniej poród odbywał się w kręgu najbliższych: ciotek, babć, sióstr. Podczas ciąży inne kobiety dzieliły się też z ciężarną swoimi doświadczeniami, wspierały ją - opowiada Oleś.

Innego zdania jest Joanna Sarnecka, antropolog kultury i twórca projektu „Opowieści z walizki”. - Nie mogę się zgodzić z często powtarzanym stwierdzeniem, że dawniej kobiety nie bały się porodu. W tradycyjnej kulturze polskiej ten lęk był po prostu utożsamiany z lękiem przed śmiercią. Kiedyś niepowodzenie położnicze czy śmierć matki przy porodzie były czymś powszechnym - nie trzeba było mediów, by kobiety się z tym stykały. Ludzie mogli mieć większy dystans do śmierci, ale to nie eliminowało strachu - podkreśla.

W zależności od uwarunkowań społeczno-kulturowych strach przed porodem dotyczył jednak innych sfer. - Czego innego boją się kobiety w Europie, a czego innego kobiety w innych kulturach, dla których poród i wszystkie związane z nim elementy są czymś, co po prostu jest i czego nie poddają aż tak drobiazgowej analizie. Lęk zależy od wyobrażeń, od tego, co myślimy o ciele, fizjologii, naturze doświadczenia porodu; czy jest to dla nas fragment medycyny, czy na przykład mistyczna sytuacja wejścia w ciało kobiety ducha przodka - to są kompletnie różne  rzeczywistości. Pisała o tym Sheila Kitzinger przytaczając badania, z których wynikało, że w związku z wyobrażeniami kobiety podczas porodu gdzie indziej lokują ból, czego innego się obawiają - mówi Sarnecka. Rzeczywiście, oprócz bólu i samego porodu w naszej kulturze bardzo dużą rolę przykłada się do tego, jak zmieni się przyszła matka i jej ciało: czy uda się jej wrócić do figury sprzed ciąży, czy życie erotyczne nie ulegnie drastycznym zmianom, czy posiadanie dziecka nie zmusi kobiety do przewartościowania całego jej życia.

Antropolog zgadza się z poglądem, że na przekaz o porodzie źle wpłynęło tzw. totalitarne położnictwo. Od końca XIX wieku szpitalne porodówki były oderwane od potrzeb kobiet: rodzące traktowano przedmiotowo, nie udzielano im informacji o przeprowadzanych zabiegach, nie dbano o ich komfort czy prywatność. Skrawki opowieści o traumach przeżytych za murami szpitali, przekazywane szeptem innym kobietom, wzmacniały tylko lęk. - Przez wiele lat poród pozostawał schowany za murami placówek i teraz, choć częściowo się to zmieniło, nadal się go nie pokazuje. A przecież boimy się rzeczy, których nie znamy i o których mało wiemy - dodaje Oleś.

Oprócz bólu i samego porodu w naszej kulturze bardzo dużą rolę przykłada się do tego, jak zmieni się przyszła matka i jej ciało (fot. Shutterstock.com)Oprócz bólu i samego porodu w naszej kulturze bardzo dużą rolę przykłada się do tego, jak zmieni się przyszła matka i jej ciało (fot. Shutterstock.com)

Zdaniem Sarneckiej rzeczywistość okołoporodowa zaczęła się zmieniać wraz z dojściem do głosu ruchów feministycznych. - Wtedy pojawiły się dwa projekty kobiecości: z jednej strony mamy kobiety, które uważają, że technologia, medycyna i farmakologia dają im możliwość uwolnienia się od ciążącego na nich piętna natury: mogą nie rodzić dzieci w ogóle lub mieć pełną kontrolę nad porodem. Inna grupa szuka raczej możliwości doświadczenia kontaktu z własnym ciałem i poprzez to z naturą (natura jest także pewnym wyobrażeniem), wspólnoty z innymi matkami oraz kładzie nacisk na to, co wyróżnia je jako kobiety - mówi.

Kontakt z pacjentką jest kluczowy

Lęk związany z realiami okołoporodowymi nie dotyczy jednak wyłącznie ciężarnych czy potencjalnych matek. - Wraz z rozwojem nauki zapominamy, że u każdego gatunku w biologiczny proces rozmnażania jest wpisane ryzyko niepowodzenia. Niezależnie od naszych wysiłków nie każdy poród skończy się dobrze, nie każde dziecko urodzi się zdrowe. W przekazie społecznym zawsze odpowiada za to personel. Nam się wydaje, że medycyna jest już tak wszechmocna, że do takich sytuacji nie powinno dochodzić. Ale tak, niestety, nie jest - podkreśla Oleś.

To prawda: „zła atmosfera” wokół porodu to sformułowanie, które często pojawia się w rozmowach z personelem medycznym. W kontekście cesarskiego cięcia coraz chętniej mówią o niej lekarze, którzy w obawie przed presją mediów i odpowiedzialnością w razie niepowodzenia często decydują się na wykonanie zabiegu nawet, jeśli nie ma do niego bezwzględnych wskazań. Mniej chętne do rozmów są położne - kilka z nich odmawia udzielenia wywiadu pod nazwiskiem, by nie „podkręcać dyskusji”.

Mnóstwo rzeczy robi się z lęku, żeby nie zostać oskarżonym, że z powodu niedopatrzenia wydarzyło się coś złego - nawet, jeśli nie ma ku temu przesłanek. Jednym z przykładów może być przepisywanie witamin kobietom w ciąży. W tej chwili dobrze się odżywiamy, mamy dostęp do naturalnych produktów i de facto takie preparaty są potrzebne mało której ciężarnej. Ale zazwyczaj dostają je już w czasie pierwszej wizyty u lekarza - przyznaje prezeska „Dobrze Urodzonych”.

Według statystyki nieprawidłowości związane z porodem dotyczą jedynie 6 procent ciąż - czytając większość publikacji w mediach można odnieść zupełnie inne wrażenia (fot. Shutterstock.com)Według statystyki nieprawidłowości związane z porodem dotyczą jedynie 6 procent ciąż - czytając większość publikacji w mediach można odnieść zupełnie inne wrażenia (fot. Shutterstock.com)

Oleś dodaje jednak, że za nieufność rodzących do lekarzy i położnych w dużej mierze odpowiada sam personel, który nie zawsze stara się nawiązać kontakt z pacjentką. - W praktyce często nie mówi się jej o tym, co się z nią dzieje i nie tłumaczy na przykład, na czym polega dana procedura. Personelowi zdarza się także wykluczać kobietę z procesu podejmowania decyzji, bo „nie zrozumie”, bo „działają hormony i trudno do niej dotrzeć”. Ale to już jest łamanie praw pacjenta: kobieta powinna mieć prawo wyboru w wielu sytuacjach, co także wpływa na zmniejszenie lęku. Rodząca czuje się wtedy współodpowiedzialna za poród, wie, że ma na coś wpływ - tłumaczy. Z badań przeprowadzanych przez Fundację Rodzić po Ludzku wynika, że jedną z najczęstszych obaw kobiet jest właśnie lęk przed brakiem poszanowania ich wyborów i decyzji przez personel.

Wiedza = bezpieczeństwo

Choć niepewność związana z rzeczywistością porodową jest czymś naturalnym, kobiety zdają się zapominać, że mogą zmierzyć się ze swoimi obawami. Dbanie o siebie podczas ciąży, regularne wizyty u lekarza, wykonywanie zleconych badań - to wszystko może zwiększyć pewność, że ciąża przebiega prawidłowo. Warto też pamiętać, że nawet jeśli na tym etapie okaże się, że coś może pójść nie tak podczas porodu, lekarze będą na to przygotowani i mogą podjąć odpowiednie kroki, bądź zadecydować o cesarskim cięciu.

II i III trymestr ciąży to także dobry moment, by pójść do szkoły rodzenia (bądź skorzystać z bezpłatnej edukacji przedporodowej, prowadzonej przez położne środowiskowe). Kobieta uczęszczająca na zajęcia dowie się, czego może się spodziewać w czasie porodu, jak radzić sobie ze skurczami i oddechem czy uwierzyć we własne siły. Często to właśnie dzięki szkole rodzenia przyszła matka uczy się panować nad strachem, który przestaje ją paraliżować i zaczyna pełnić funkcję motywacyjną.

Jedną z najczęstszych obaw kobiet jest lęk przed brakiem poszanowania ich wyborów i decyzji przez personel (fot. Shutterstock.com)Jedną z najczęstszych obaw kobiet jest lęk przed brakiem poszanowania ich wyborów i decyzji przez personel (fot. Shutterstock.com)

Wraz ze wzrostem wiedzy na temat porodu rośnie też poczucie bezpieczeństwa. Warto jednak zwrócić uwagę, skąd czerpie się wiadomości. Dobrym źródłem są fachowe strony WWW, na których znajdują się sprawdzone informacje - np. strona Fundacji Rodzić po Ludzku. To tam, a nie na forach internetowych, należy szukać nurtujących nas tematów. Kolejnym krokiem, który może uspokoić ciężarną, jest także wybór szpitala i położnej. W znalezieniu odpowiedniej placówki pomaga portal GdzieRodzic.info - na stronie znajdują się m.in. wyszukiwarka placówek położniczych, oferta danego szpitala oraz statystyki dotyczące liczby urodzeń, cesarskich cięć czy znieczuleń. Poza informacjami uzyskanymi od placówek na stronie nie zabrakło najważniejszego - komentarzy weryfikujących oficjalne dane. Ocenę szpitalom wystawiają te kobiety, które poród mają już za sobą.

Kobietom obawiającym się porodu mogą pomóc także dwie inicjatywy: Pozytywnie o Porodzie i Kręgi Opowieści Porodowych. POP to otwarta grupa wsparcia dla kobiet w ciąży i tych szykujących się do macierzyństwa. Należące do niej kobiety dzielą się ze sobą doświadczeniami, przemyśleniami, odczuciami i wiedzą dotyczącą porodu. Tworzymy miejsce otwarte i ciepłe, gdzie w intymnej i przyjaznej atmosferze można będzie posłuchać pozytywnych opowieści porodowych, pomysłów, rozważyć, czego tak na prawdę oczekuje się w czasie porodu. To miejsce, gdzie będzie można stawić czoła wszelkim strachom i obawom czy negatywnym doświadczeniom - opisują założycielki.

Podobną rolę pełnią Kręgi Opowieści Porodowych. Celem inicjatywy jest ukazanie pozytywnego oblicza porodu, który, jak podkreślają organizatorki, może być „mocnym i pięknym przeżyciem”. Spotkania Kręgów odbywają się w całej Polsce, a ich uczestniczki dzielą się ze sobą swoimi historiami porodowymi po to, by wzmocnić inne kobiety, rozwijać je i dać im siłę, moc, poczucie decyzyjności i aktywnego uczestnictwa w procesie narodzin dziecka.

 

Polecamy I i II część cyklu o porodach:

Powinna mieć ''siłę konia i wrażliwość anioła''. Dla rodzących położna jest najważniejsza, niestety jej praca nie jest doceniana

Lekarze się boją. Często wolą zrobić cesarkę, nawet jeśli nie jest to bezwzględnie konieczne [FAKTY I MITY O CESARSKIM CIĘCIU]


Aneta Bańkowska. Dziennikarka portalu Gazeta.pl. W dzień pisze newsy, a po pracy biegnie na zajęcia, by w przyszłości zostać tuzą polskiej seksuologii. W skrytości ducha marzy, żeby stać się memem. Za nietypowe oprawki okularów odda każde pieniądze.

Komentarze (98)
Zaloguj się
  • dronx1

    Oceniono 173 razy 101

    Podczas ciąży chodziłam do szkoły rodzenia. Przedstawiano tam poród jak pozytywne doświadczenie (trochę na piłce, trochę w wannie, mąż zrobi masaż, oddychamy zgodnie ze schematem). Świetnie, tylko, jak przyszło do rodzenia, czułam się oszukana - na porodówkę wchodziłam na czworaka, wyjąc z bólu. Cieszyłam się, że w ogóle oddycham, bo to naprawdę trudne w czasie skurczu. Większość znajomy ma takie doświadczenie z porodówki. Może po prostu powinno to być jasno powiedziane, żeby kobieta wiedziała na co się przygotować, zamiast kolportowania jakiś pozytywnych opowiastek.

  • irrcia

    Oceniono 141 razy 73

    Dla mnie podstawą udanego porodu jest znieczulenie zewnątrznoponowe. Nie żadne ćwierkania delfinów, szumy wielorybów, muzyki relaksacyjne itp. bzdety. Dwa razy rodziłąm naturalnie z zzo, poszło bez problemów. Niestety, obecnie nie można już zapłacić "cegiełki" i mieć gwarancji znieczulenia. Bo nie wszystkich było stać, to lepiej niech nikt nie ma. Jak powstanie fundacja, która zawalczy o zzo jako standard przy porodzie - to ma moje poparcie. Fundacja Rodzić po Ludzku - nie. Doszło do tego, że łatwiej sobie załatwić cesarkę niż zzo, więc nie dziwię się kobietom, że korzystają.

  • rikol

    Oceniono 141 razy 63

    Kiedyś połowa kobiety umierała przy porodzie. Większość dzieci nie dożywała dorosłego wieku. JAk można to idealizowac? A może te panie, które tak pięknie teoretyzują, przejadą się do Somalii i popatrzą na kobiety, które po naturalnym porodzie nie trzymają kału i moczu? zapewniam, że te nieszczęśliwe pacjentki z wielką wdzięcznością przyjęłyby pomoc jakiegokolwiek lekarza. Medycyna to ratowanie życia, a nie totalitaryzm.

  • boguslawbch6808

    Oceniono 84 razy 50

    Też bałem się porodów. Ale matka moich dzieci to cudowna kobieta.
    Zniosła obydwa porody rewelacyjnie. Kocham Ją.

  • mania.sza

    Oceniono 110 razy 44

    Oczywiście personel potrafi dostarczyć stresu. Kiedy przyjechałam (byłam pewna, że już rodzę), mnie skręca z bólu, pani w recepcji żąda dowód, podanie jakichś danych, mówienia czegoś odpowiadania na jakieś kretyńskie pytania (jak by sama nie mogła wyczytać tego z dowodu), potem przedwstępne badanie, stwierdzeni , że jest rozwarcie na trzy palce, po czym informacja, że właściwie, to nie jest pani rejon, powinna pani była jechać do innego szpitala. Dobre, nie? Więc pytam, teraz mam jechać do tego innego szpitala czy może łaskawie przyjmiecie poród? łaskawie pozwolili - co za ulga! Ale po kij czort te uwagi,kiedy kobieta jest i bez tego zestresowana na maksa?
    Mąż odwiozłszy mnie taksówką do izby przyjęć , tak się bał i widząc, że personel się mną zajął i że w jego mniemaniu jestem bezpieczna, zwiał ze strachu.
    Pomyślałam wtedy: no cóż, młody, zostalismy sami i trzeba walczyć. Mówiłam do niego. Młody, nie rób mi problemów. Wiem że się tu wybierasz, ale kurna, też mi lekko nie jest. Weź się ogarnij, zrób to szybko i bezproblemowo. A potem pogadamy. Bez niespodzianek mi tu proszę.
    Chyba przysłuchiwał sie , co do niego mówiłam.
    W pokoju w którym tymczasowo przebywałam były kraty w oknach z zewnatrz. Wtedy właśnie zrozumiałam, po co są. Fakt, miałam przez chwilę chęć wyskoczyć. Myślę, suki, o wszystkim pomyśleli. Nawet kraty zamontowali, pewnie nie jestem pierwsza, co ją taka myśl naszła.
    Pani doktor na sali. Mierzy ktg. Pytam - kiedy? Odpowiada - nie wiem. Pytam - ma pani dzieci? rodziła pani? Mówi - nie. No to myślę - przyjechaliśmy, synku. Ale sytuacja jest jaka jest, więc musimy współpracować. Nie odpowiedział nic. Uznałam to za znak, że się zgadza.
    Damy radę.
    Urodziłam. Kazałam podać sobie dziecko. Przytuliłam, powiedziałam imię. Ani się odezwał. Spokojny był, jak by czekał na spotkanie. Zabrały go by zbadać.
    Potem łozysko. Mówię, proszę dopilnować aby nie było porozrywane, żeby całe wyszło.
    Zdzwinione były.
    Ja też, bo do tej pory nie wiem, jak mi się udawało trzeźwośc umysłu zachować i jeszcze lekarkę i położne kontrolować :)
    Przyszła jakaś pielięgniarka, zbadali mnie. Nie chciała mi się macica odkurczyć. Bez uprzedzenia wlanęła mi w żyłę oksytocynę. Zanim igłę z ręki wyjęła - widziałam kosmos i całą galaktykę. A o na do mnie - co pani jest?
    Nic, myślę, kurna, jestem na karnawale w Rio.
    Reszta już była z górki.

  • ateofi

    Oceniono 25 razy 21

    Ale o co Wam ludziska chodzi? Postęp medycyny jest po to, żeby maksymalnie pomóc i ułatwić poród kobiecie. Nie rozumiem głupiego gadania, że "poród musi boleć". Kuźwa - poród wcale nie musi boleć cholerne masochistki odzywające się na tym forum! O co macie pretensje? O to, że kobiety chcą maksymalnego komfortu i minimalnego bólu przy porodzie? Odbiło Wam ludzie czy co? Jest jakieś głupie przeświadczenie, że kobieta rodząca przez cc jest "gorszą matką, bo nie przeszła bólu porodowego"!! Jesteście popieprzeni i tyle Wam powiem! Czasy, kiedy kobieta rodziła pod płotem 12 dziecko a potem szła pracować w polu już odeszły i oby nie wróciły! Ja urodziłam 2 dzieci i takiego porodu jak mój pierwszy nikomu nie życzę - wywoływany 11 dni po terminie oksytocyną. Po 10 godzinach chodzenia z kroplówką oksytocyny myślałam, że zacznę chodzić po ścianach! Dobrze, że chociaż personel był OK.

  • skarbusienka

    Oceniono 84 razy 14

    Moja statystyka z opowieści porodowych: tylko jedna osoba nie narzekająca na poród -ta, która za obydwa porody zapłaciła po kilkanaście tys. zł.
    Wszystkie pozostałe mają większe lub mniejsze powody do narzekania. Ja się nie bałam porodu, ale okazało się że zostałam potraktowana jak bezwolny przedmiot bez prawa głosu w szpitalu, w którym dla ginekologa hańbą byłoby wymówienie "plan porodu" albo robienie czegoś zgodnie z jego zapisami, łamanie praw pacjenta - standard, masaż szyjki macicy bez mojej zgody, a właściwie pomimo pisemnego sprzeciwu w planie porodu, którego żaden ginekolog nie przeczytał, znieczulenia brak przez 10 godzin. Na szczęście skończyło się cc i tylko moją traumą. Nawet nie biorę pod uwagę kolejnego porodu siłami natury - umawiam się na bezstresowe cc.

  • plautilla

    Oceniono 15 razy 5

    Podobnie, jak "ciotka_Itd" uważam, że cały ten tekst jest kretyński.
    Do tego " grupa wsparcia dla kobiet w ciąży" jakby radość i błogosławiony stan i narodziny dziecka to była choroba i katastrofa życiowa. No cóż, pisała to kretynka,która za nietypowe oprawki może i rozum już oddała i duszę odda.

  • Oceniono 8 razy 0

    Rodzilam w basenie 5 miesięcy temu używając do znieczulenia tylko gazu (tlenku diazotu - coś jak gaz rozweselajacy). Zarówno dziś jak i zaraz po porodzie uważałam ze jest to niesamowite przeżycie. Tak, trudne i wyczerpujące, bolesne owszem ale nie zamienilabym go na żadna cesarka czy znieczulenie zewnatrzoponowe. Była to moja pierwsza ciąża i poród. Nie było żadnych komplikacji poza przenoszeniem malucha 11 dni w wyniku mojego paskudnego przeziębienia. Chciałabym aby każda ciezarna miała tak pozytywne doświadczenie jak ja i dlatego tez chciałabym wam drogie panie poradzić abyście zamknęły oczy i uszy na te wszystkie dramaty i sorry ale brednie i wsluchaly sie w siebie. Wasze ciało wie najlepiej jak rodzic, pozwólcie tylko mu mówić a nie zagluszacie je karmić sie historiami z horrorów i szprycujac lekami. Polecam basen, yoge i spacery do samego końca. A skurcze... Zajmuj sie jednym skurczem w danym momencie i myśl ze to już o jeden skurcz bliżej do rozwiązania. Poród to nie operacja a naturalny proces. Ingerencja medycyny powinna odbywać sie tylko wtedy, gdy jes zeczywiste zagrożenie a nie dla zasady. Głowa do góry. Nie taki diabeł straszny jak go malują, a sukces zależy w dużej mierze od was samych, waszej psychiki i nastawienia.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX