W Polsce sprzedaż e-booków sięgnęła w ostatnim roku 40 mln zł

W Polsce sprzedaż e-booków sięgnęła w ostatnim roku 40 mln zł (fot. www.shutterstock.com)

Zjawisko

Nie bój się (taniego) e-booka! Rewolucja w sprzedaży książek?

Wszyscy narzekają na niski poziom czytelnictwa w Polsce, a im się udaje sprzedawać cyfrowe książki w zaskakująco wysokich nakładach. W dodatku nabywca może za nie zapłacić, ile chce. Co to za szaleństwo i utopia? Czy platforma BookRage wymusi jakieś zmiany na polskim rynku książki lub choćby na, wciąż jeszcze niewielkim, rynku e-booków?

Ceterum censeo, że e-booki nie powinny kosztować więcej niż 10 złotych - pisze na Facebooku znajoma. Jak wynika z raportu o sytuacji na rynku e-booków, opublikowanego w październiku ubiegłego roku przez Virtualo, jej zdanie podziela większość nabywców cyfrowych książek. 70 proc. ankietowanych uważa, że książka elektroniczna powinna być znacząco, co najmniej o 50 proc., tańsza od papierowej. 9,90 to chętnie wskazywana przez respondentów „słuszna” cena. Rzeczywistość jednak, jak zwykle, skrzeczy, bo średnio e-booki są tańsze o zaledwie 10-20 proc. od książek papierowych, zaś wydawcy upierają się, że przy 23-procentowej stawce VAT na książki elektroniczne nie sposób tych cen obniżyć.

W modelu sprzedaży, który proponuje BookRage, czytelnik może kupić dostępny przez dwa tygodnie online pakiet powiązanych tematycznie lub gatunkowo książek za dowolną cenę, nawet złotówkę. Nabywca nie tylko decyduje, ile płaci (może dowolną kwotę), ale też jaki procent sumy trafi do autora, twórców serwisu BookRage oraz wspieranej przez nich Fundacji Nowoczesna Polska. Domyślny podział wygląda następująco: 70 proc. dla autorów, po 15 dla BookRage i dla Fundacji, ale kupujący może postanowić inaczej i całą wpłacaną sumę przeznaczyć np. na honorarium autorskie. Najbardziej dochodowy pakiet z książkami Janusza Zajdla zarobił ponad 116 tys. zł. Ponad połowa tej sumy trafiła do autorów i właścicieli praw.

- Każdy wydawca powie, że nie jest sztuką sprzedać 10 tysięcy książek za dwa złote, ale nie jest to prawdą - czy antykwariaty i tanie książki sprzedają takie ilości? Chodzi o to, by zrobić to dobrze, by ludzie nie czuli się w żaden sposób oszukani - mówi jeden z założycieli BookRage Michał Michalski.

BookRage(fot. BookRage)

Dobrze, czyli jak? Atrakcyjnie, transparentnie, uczciwie

Pakiety konstruowane są tak, by kusić. Pięć czy sześć książek z ceną dowolną za pakiet podstawowy, obejmujący cztery pozycje, plus dodatkowe książki za wpłatę powyżej średniej (obecnie średnia wpłat za pakiet to około 20 złotych). Sześć książek za dwie dyszki - brzmi atrakcyjnie, nawet jeśli nie wszystkie pozycje interesują nas w tym samym stopniu.

- W pakiecie przeważnie dwie-trzy książki są bardziej atrakcyjne i pełnią funkcje konia pociągowego, co nie znaczy, że reszta to chłam. Jest jedna-dwie gwiazdy i kilku mniej znanych autorów - odsłania kuchnię Tomasz Stachewicz z BookRage. Wypróbowany przez sprzedawców gier na Steamie czy Humble Bundle model sprzedaży sprawdza się też w przypadku o wiele mniej chodliwego, zdawałoby się, towaru, jakim są książki. - Nawet gdy był to pakiet „Legend miejskich”, w którym trzy pozycje to były zbiory tekstów wcześniej publikowanych na Facebooku (Najder, Teklak, Pochwatka), tylko uporządkowanych i zredagowanych, to ludzie i tak chcieli za niego płacić. Często mówili, że mają nareszcie możliwość wyrażenia wdzięczności autorom. Ten pakiet miał jedną z najwyższych średnich wpłat - dodaje Stachewicz.

Wszystkie dane są widoczne na bieżąco na stronie: jaka jest średnia wpłat, ile pieniędzy wpłacono ogółem i jak wygląda podział tej kasy - jaka kwota przypada twórcom serwisu, fundacji, ile zaś trafi do kieszeni autorów.

- Wątpię, by ktokolwiek płacił 200 złotych za pakiet - a takie wpłaty nie są wcale rzadkością - gdyby nie widział, ile do kogo trafia. Nie mówiąc o tym, że u nas autor ze sprzedaży książki za 10 złotych dostaje więcej niż za sprzedaż u wydawcy za 50 złotych - diagnozuje Michalski.

- Chłopcy z BookRage wzięli teksty już istniejące i sprawili, że dotarły do kilku tysięcy osób - mówi Łukasz Orbitowski (fot. materiały prasowe)Zespół BookRage: Michał Michalski, Tomasz Stachewicz, Paweł Dembowski (fot. materiały prasowe)

70 proc. dla autora to podstawowe ustawienie w systemie, ale nabywca może zadecydować, że cała wpłacana przezeń kwota trafi do pisarza - w klasycznym modelu wydawniczym te proporcje są odwrotne.

- Spotykaliśmy się z autorami, którzy mieli tak skonstruowane umowy, że nie dostawali ani złotówki ze sprzedaży egzemplarza. U nas kontrakty są uczciwe, jasne, jawne i w pełni transparentne - zapewnia Stachewicz.

Autorzy, którzy dali się namówić na taki sprzedażowy eksperyment, nie mają powodów do narzekań. - Chłopcy z BookRage wzięli teksty już istniejące i ogłoszone, zredagowali, opatrzyli okładką, sprawili, że dotarły do kilku tysięcy osób i jeszcze rozchmurzyli dzień sutym przelewem. Jakim cudem miałbym być niezadowolony? - mówi Łukasz Orbitowski, który w swoim entuzjazmie posunął się tak daleko, że namówił do udostępnienia swojej książki via BookRage także kolegę po piórze Szczepana Twardocha.

- Przez dwa tygodnie bookrage'owej akcji sprzedało się blisko 2 tys. pakietów z moją książką w środku. Jak na skład, w którym tylko jedna osoba była tak naprawdę zawodowym, rozpoznawalnym literatem, mam tutaj na myśli Ziemowita Szczerka, to rezultat więcej niż dobry - zauważa Łukasz Najder, choć przyznaje, że debiut w e-booku to wciąż za mało, bo tylko  „wydanie papierowe namaszcza oficjalnie na pisarza”.

- Nie traktuję BookRage jako głównego modelu dystrybucji. Udział w pakietach mogą brać te książki, do których akurat mam uwolnione prawa, ale jestem superkibicem tej inicjatywy - deklaruje z kolei Jakub Żulczyk.

Wysoka sprzedaż, zero piractwa

Najwyraźniej ten model sprzedaży się sprawdza. Po 17 edycjach BookRage ma na koncie sprzedanych łącznie 230 tys. e-booków. Wynik imponujący, bo e-wydania nie sprzedają się u nas najlepiej. W świecie zachodnim udział książki elektronicznej w rynku książki to od 10 do nawet prawie 30 proc. W Polsce sprzedaż e-booków sięgnęła w ostatnim roku 40 mln zł. To mniej niż 2 proc. wartego 2,5 mld zł rynku książki. Wydawcy i operatorzy sklepów internetowych niechętnie ujawniają liczbę pobrań poszczególnych tytułów, ale nieoficjalnie przyznają, że w grę wchodzą raczej setki niż tysiące pobrań pojedynczego tytułu. W najlepszym wypadku.

- Tych pobrań nie jest jeszcze aż tak wiele, by delegować kogoś do aneksowania starych umów. Raczej poza wyjątkowymi sytuacjami, kiedy nam szczególnie zależy, tego nie robimy - mówi Monika Sznajderman, wyjaśniając, dlaczego wydawnictwo Czarne nie wydaje w formie e-booków swoich starych pozycji, choć w bieżącej produkcji jest to już standard. - Trudno mi sobie wyobrazić, że moglibyśmy nie wydać także wersji elektronicznej. Do tej pory negocjujemy, aż uda nam się wynegocjować obniżenie zaliczki, jeśli ona jest podwyższona przez opcję na e-booka - dodaje Sznajderman.

Pakiety konstruowane są tak, by kusić (fot. Agata Jakubowska / Agencja Gazeta)Pakiety konstruowane są tak, by kusić (fot. Agata Jakubowska / Agencja Gazeta)

- Mały udział e-booków w naszym rynku wynika z tego, że u nas po prostu nie kupuje się za dużo książek. Chciałbym zobaczyć jakieś badania czytelnictwa, dotyczące tylko beletrystyki, bo te oficjalne, prezentowane przez Bibliotekę Narodową, są zawyżone przez podręczniki. Sprzedaż e-booków też rośnie głównie dlatego, że jest więcej tytułów na rynku, a nie dlatego, że lepiej się sprzedają. Jesteśmy w stanie osiągnąć niezłe wyniki, jeśli Virtualo sprzedaje naszą książkę taniej o 50 proc., ale poza okazjami ta sprzedaż wraca do normy i jest kiepska - mówi z kolei Andrzej Miszkurka z wydawnictwa MAG.

Według najnowszego raportu Biblioteki Narodowej o stanie czytelnictwa zaledwie 41,7 proc. Polaków przeczytało w ciągu ostatniego roku przynajmniej jedną książkę. „Pytamy o każdą książkę, niezależnie od formy edytorskiej (książki drukowane i elektroniczne) czy zawartości (literatura piękna i niebeletrystyczna, poradniki, kompendia itd.)” - deklarują specjaliści z Biblioteki Narodowej. Zwiększenie poziomu czytelnictwa to jeden z niezmiennych od lat postulatów wielu instytucji zajmujących się kulturą i książką. Czy systematyczne rozwijanie e-czytelnictwa nie byłoby wobec tego zasadne?

- Zupełnie niewykorzystana jest promocja e-booków jako książek dla seniorów. To jest rewelacyjna rzecz, kiedy można ten druk powiększać, zmniejszać, podświetlać - jak ci pasuje. Powinien ruszyć program „czytnik dla seniora”. Z jakiegoś powodu seniorzy nie są traktowani jako odbiorcy dóbr wyższych, tylko klienci aptek - konstatuje Monika Sznajderman z wydawnictwa Czarne, przyznaje jednak, że sama z czytnika korzysta tylko roboczo - pracując nad produkcją książki na różnych jej etapach: selekcji, redakcji, korekty. Nigdy nie kupiła e-booka, woli papier. Co zabawne z przepytanych na potrzeby tekstu wydawców i pisarzy tylko Łukasz Najder zadeklarował się jako aktywny e-czytelnik. Reszta określa się mianem „papierowej konserwy” (Żulczyk) lub otwarcie mówi, że e-booków zwyczajnie nie lubi (Miszkurka).

- Mam kindle od roku i przez ten czas kupiłem około 250 e-booków. Czyham głównie na promocje, bo trzymam się zasady, żeby nie płacić za e-booka więcej niż kilkanaście złotych. Niestety zauważyłem, że w ciągu ostatniego pół roku ceny premier w e-booku podskoczyły od 2 do 6, 7 złotych. Są również wydawnictwa, które wypuszczają e-booki po 40 złotych i więcej. Za takie coś powinien być trybunał - zżyma się Najder.

- Mam wrażenie, że polscy wydawcy dramatycznie boją się rynku cyfrowego. Wydaje im się, że w momencie gdy udostępnią e-booka, to on momentalnie pojawi się na chomiku i już nikt tej książki nie kupi - mówi Stachewicz.  - Nasze książki, choć nie mają zabezpieczeń, bardzo rzadko pojawiają się na chomiku. A reakcja ludzi jest taka: możesz to mieć za złotówkę, nie ma żadnych zabezpieczeń, więc po co to piracić? Ludzie doceniają, że nie są traktowani jak złodzieje, więc nie zachowują się jak złodzieje - dodaje Michalski.

Doskonale znana w środowisku fanów fantastyki jest historia wydania „Sezonu burz” Sapkowskiego, który ukazał się na rynku w atmosferze tajemnicy, zaskakując nawet najwierniejszych fanów. Od razu pojawiły się pytania fanów, kiedy będzie e-book. Wydawca na nie nie odpowiedział. Mniej więcej po tygodniu ktoś zrobił więc piracką kopię i udostępnił w sieci. Kiedy po dwóch miesiącach pojawił się e-book, to już niemal nikt go nie kupował - bo albo miał papier, albo „pirata”. Jednak nawet tak wyraziste studium przypadku nie stanowi argumentu na rzecz produkcji wersji elektronicznych jako wydawniczego standardu.

- W e-bookach wydajemy naszych bestsellerowych autorów, a nie takich, których w papierze sprzedaje się dwa tysiące czy tysiąc egzemplarzy. Można jednak zauważyć tendencję wzrostową - spośród naszych nowości 80 proc. książek jest dostępnych w wersji elektronicznej - wyjaśnia Miszkurka z MAG-a. Na forach poświęconych fantastyce można jednak natrafić na utyskiwania fanów, którzy swoich ulubionych autorów kupują w e-booku po angielsku, bo polskiej wersji brak. - W przypadku nowych umów staramy się mieć prawa na e-booki, ale nie zawsze jest to możliwe. Na przykład gdy właściciele praw żądają od nas całkowitego zabezpieczenia DRM-em [DRM - digital rights management - system zabezpieczeń przeciwdziałający używaniu danych w formacie elektronicznym w sposób sprzeczny z wolą ich wydawcy - przyp. red.]. To jest nie do przyjęcia, ponieważ nasz wyłączny dystrybutor, firma Olesiejuk, nie rozpowszechnia tak zabezpieczonych książek - tłumaczy jeszcze Miszkurka.

- Zachodni wydawcy stosują znacznie więcej obostrzeń. W umowach są zawsze jakieś dodatkowe zapisy dotyczące zabezpieczeń - bardzo tego pilnują. Natomiast prawie nigdy nie spotkaliśmy się z sytuacją, aby to jakoś radykalnie podnosiło koszty wydania e-booka. Nie wyobrażam sobie teraz sensowności kupienia praw do książki bez możliwości wydania e-booka - mówi z kolei Sznajderman.

Co zabawne z przepytanych na potrzeby tekstu wydawców i pisarzy tylko Łukasz Najder zadeklarował się jako aktywny e-czytelnik (fot. Tomasz Rytych / Agencja Gazeta)Co zabawne z przepytanych na potrzeby tekstu wydawców i pisarzy tylko Łukasz Najder zadeklarował się jako aktywny e-czytelnik. Reszta określa się mianem „papierowej konserwy” (fot. Tomasz Rytych / Agencja Gazeta)

Rozrywka klasy średniej

Wróćmy zatem do ulubionego pytania wszystkich Polaków: „czemu jest tak drogo?”.

- Polski rynek e-booków odbiega skalą obrotów od zachodnich rynków, ale nie wynika to z zacofania technologicznego. Polska jest pod tym względem wyjątkowa i nasza otwartość na nowe technologie powoli staje się wręcz przysłowiowa. To raczej kwestia warunków ekonomicznych - zauważa dyrektor Instytutu Książki Grzegorz Gauden. - Jeśli chodzi o cenę e-booków, na pewno szkodliwa jest stawka VAT. Ale to też jest pytanie do wydawców książek, o ile gotowi są walczyć ceną na rynku - dodaje.

- Bzdura. Nie kupuję tego argumentu, że to VAT blokuje ceny i e-czytelnictwo. Przedsiębiorca zapytany, czemu jest tak drogo, zawsze powie, że jest to wina państwa, wysokich podatków, wysokich kosztów pracy. Nie powie, że towar jest drogi, bo chodzi o chęć zysku - ostro polemizuje Tomasz Stachewicz.

- To jest nasza polityka, by obniżyć cenę e-booka w stosunku do papieru średnio o podwójny koszt druku. Nie stać nas na to, by obniżyć jeszcze bardziej, bo nakłady naszych książek nie są wysokie, a koszty wydania: tłumaczenia, redakcji, korekty są dość duże. Dlatego przy nakładach, jakie mamy, nie jesteśmy w stanie jeszcze zejść z ceny e-booka - mówi Monika Sznajderman. Elektroniczne książki z Czarnego są tańsze od papierowych wersji średnio o 25-30 proc.

- Koszty jednostkowe, logistyczne pojedynczego e-egzemplarza są przyzerowe. Koszt globalny, obejmujący redakcję, korektę, skład, jest wspólny dla papieru i wersji elektronicznej. Polscy wydawcy boją się, że znacząco tańszy e-book będzie kanibalizował sprzedaż egzemplarza papierowego - przypuszcza Stachewicz z BookRage, które nie wydaje książek w papierze. Nie boryka się też z problemami umów licencyjnych - wydaje w formie e-booków głównie starsze pozycje i niemal wyłącznie polskich autorów, choć planuje poszerzenie oferty, a także wyjście na inne rynki niż polski.

- E-booki mają sens, jeśli chodzi o polskich autorów, kiedy jest wszystko łatwo załatwić, dotrzeć bezpośrednio do autora, umówić się na jakąś sumę. Jeśli chodzi o wydania pozycji zagranicznych, to zachodni wydawcy mają prawa do książek, my jesteśmy tylko licencjobiorcami i możemy poruszać się w zakresie, który nam wyznaczono - kontruje Andrzej Miszkurka. - Teraz sprzedajemy przeciętnie trzy tysiące egzemplarzy, a koszt wydania książki to 50 tysięcy, z czego większość pochłania tłumaczenie - bez kosztów druku! Próbując sprzedawać ją w wersji elektronicznej po 10 złotych, zarabialibyśmy na egzemplarzu tylko kilka złotych. Musielibyśmy sprzedawać wielokrotnie więcej egzemplarzy niż teraz, żeby to się opłacało. To jest kwestia ograniczeń naszego rynku czytelniczego. Większość wydawanych w Polsce książek raczej nie przekracza pułapu 3 tys. sprzedanych egzemplarzy. I niekiedy to jest naprawdę dobry wynik, który cieszy - odsłania brutalną prawdę Miszkurka.

- Wysoka cena e-booka może wynikać też z tego, że wydawcy są sprytni. Łatwiej zaoferować megapromocję z zawyżonej ceny wyjściowej. Stąd potem akcje: wszystkie tytuły sklepu minus 90 proc. To pokazuje najlepiej, ile można zejść z ceny e-booka i nie stracić. Bo to nie jest sytuacja jak z książką papierową, że zalega gdzieś w magazynie i wydawca czy księgarz musi się tego pozbyć za wszelką cenę, aby uniknąć dalszych strat - zauważa Michalski.

- E-booki nie powinny kosztować tyle co książka papierowa. Uczciwie byłoby, żeby były o jedną trzecią tańsze od papieru. W przypadku książek, które wychodzą w twardych oprawach, na lepszym papierze, ta różnica mogłaby być jeszcze większa. A że wydawcy tego nie robią, to jest zupełnie inna sprawa - nie chcą przyzwyczajać klientów do zbyt niskich cen - przyznaje Miszkurka.

- My mamy e-booki tanie, mamy niewielki margines zysku - w domyślnym podziale jest to 15 proc., z czego musimy pokryć koszty działalności, zapłacić podatki itd. Korzystamy z tego, że koszt jednostkowy pojedynczego e-booka jest praktycznie żaden i idziemy w liczbę sprzedanych książek. Upatrujemy szansy w rozwoju e-czytelnictwa. Bo na razie czytelnictwo u nas jest niszowe, a to jest nisza niszy. E-czytelnictwo to rozrywka internetowo natywnej klasy średniej - konkluduje Stachewicz.

- Powiem coś niepopularnego: jest znacznie więcej rzeczy w Polsce droższych niż książki - zauważa jeszcze Monika Sznajderman. Trudno nie przyznać jej racji. Te same osoby, które narzekają na wysokie ceny e-booków, bez mrugnięcia okiem płacą wielokrotność ceny książki za telewizję cyfrową czy karnet do siłowni.

E-booki nie powinny kosztować tyle co książka papierowa (fot . Mieczyslaw Michalak / Agencja Gazeta)E-booki nie powinny kosztować tyle co książka papierowa (fot . Mieczyslaw Michalak / Agencja Gazeta)

Skostnienie czy pazerność

Czy polskimi wydawcami powoduje biznesowa pazerność, czy jedynie swojego rodzaju skostnienie i niechęć do nowych rozwiązań?

- Współpracujemy przeważnie bezpośrednio z autorami i oni są bardzo otwarci. Z rzadka mamy do czynienia z wydawcami, ale kilka razy zdarzyło nam się usłyszeć „nie, bo nie”. W dużym wydawnictwie odrzucono naszą ofertę, bo pani księgowa nie mogła zrozumieć, dlaczego nie da się przewidzieć zysku i jak to możliwie, żeby ludzie płacili, ile chcą - śmieje się Michalski.

- Brakuje podejścia opartego na rzeczowej analizie czy eksperymentach. BookRage jest właśnie takim eksperymentem, który pokazuje, że książki elektroniczne można skutecznie sprzedawać, tylko trzeba mieć na nie pomysł - dobra treść, dobra cena, żadnych DRMów - stawia kropkę nad i Stachewicz.

O ile wydawcy nie są gotowi na niestandardowy model sprzedaży, to autorzy - jak najbardziej.

- Lepiej mieć wielu czytelników, którzy płacą mniej, niż nielicznych o bardziej przepastnych portfelach. Dzieje się tak z dwóch powodów. Może tym licznym czytelnikom kiedyś się poprawi i zechcą zapłacić więcej? Poza tym my, artyści, jesteśmy egotyczni. Potrzebujemy uwagi innych. Im większe grono, tym lepsze - zauważa Łukasz Orbitowski.

BookRage jest ciekawą rynkową alternatywą, choć oczywiście nie stanowi miażdżącej konkurencji dla innych wydawców. Ma swoje ograniczenia, dotyczące np. współpracy na podstawie licencji zagranicznych, które mogą nie uwzględniać takiej formy sprzedaży. Jednak na rynku e-booków da się zaobserwować toczące się obecnie zmiany. Pojawiają się nowe platformy, jak Legimi, które oferuje czytelnikom dostęp do książek w modelu abonamentowym, podobnym do Spotify. Wydawnictwo Muza wznawia w formie elektronicznej wszystkie powieści Carlosa Ruiza Zafóna, autora bestsellerowego „Cienia wiatru”, który nareszcie będzie dostępny w formie e-booka. Przed niespełna dwoma tygodniami Jacek Dukaj swoją najnowszą książkę „Starość aksolotla” wydał w eksperymentalnej, wyłącznie elektronicznej formie. Wydawcą jest platforma zakupowa Allegro (!), a wyczekiwaną przez fanów fantastyki pozycję można było kupić za 10 złotych już w dniu premiery.

Najwyraźniej wieje wiatr zmian. Kto się nań załapie? - Kiedy zaczynaliśmy nasz projekt, znajomi pukali się w czoło. Już się nie pukają - śmieją się chłopcy z BookRage.

 

Katarzyna Nowakowska. Redaktor naczelna serwisu Foch.pl. Jest założycielką (nie)oficjalnego kultu Davida Bowie i współtwórczynią "Bachora". Dla niepoznaki za dnia pisze kulturalne teksty ("Dziennik Gazeta Prawna"), a nocą wyżywa się w internetach.

Komentarze (25)
Zaloguj się
  • amenominakanushi-pan-poczatku

    Oceniono 97 razy 93

    "Ludzie doceniają, że nie są traktowani jak złodzieje, więc nie zachowują się jak złodzieje"

    Takie motto powinno być powieszone w każdym urzędzie, nad każdym biurkiem.

  • Krzysztof Kopeć

    Oceniono 28 razy 20

    Jak już jest mowa o książkach, to niech wyborcza pociągnie temat ustawy o stałej cenie książki, promowanej przez PIK.

    Jak to zostanie uchwalone, to nasi wydawcy będą się modlić o taką sprzedaż jaka jest obecnie... A Empiki i Matrasy będą JEDYNYMI sklepami z książkami...

  • pomponetka

    Oceniono 13 razy 13

    Dane o czytelnictwie nie są wiarygodne jeżeli mierzy się je ilością sprzedanych egzemplarzy. Ja np. jestem ogromną miłośniczką książek, czytam w każdej wolnej chwili, ale w 99% przypadków książek nie kupuję. Mam w mieście znakomicie wyposażoną bibliotekę, która na bieżąco sprowadza nowości i z niej regularnie korzystam.
    Przy okazji pozdrawiam bibliotekę elbląską ;)

  • po_co_mi_konto

    Oceniono 15 razy 11

    Kolejny artykuł który nie porusza sedna sprawy.
    Kupując e-booka, nie kupujemy książki na własność. Kupujemy licencję na możliwość jej przeczytania. Ta licencja jest nietransferowalna, nie możemy takiej książki sprzedać, nie mogą jej odziedziczyć nasze dzieci. Skoro e-book jest formą wypożyczenia treści, to powinien kosztować jak za wypożyczenie.
    P.S.
    Nie ma się co dziwić Ministerstwu Finansów, wypożyczenie książki to usługa a nie sama książka, więc VAT należy się jak za wypożyczanie.

  • skrabel1

    Oceniono 8 razy 8

    Biedra potrafi wypuścić serię (czasem całkiem niezłych) papierowych książek po 9,99, w Carrefour widywałem w promocji nawet i po 4-6 złoty (fakt, zazwyczaj barachło, ale i jakiś Gatsby czy eseje Vonneguta się trafiłay), biorąc pod uwagę niskie koszty produkcji i dystrybucji e-booków to 10 zł to powinna być cena maksymalna.

  • ninaethr

    Oceniono 12 razy 8

    Pomysł żywcem wzięty (układ strony również) z humblebundle, serwisu pozwalającego na kupno gier i książek w niższej cenie (część dochodu jest przekazywana na organizacje charytatywne).
    Większość zakupów wykonanych w ten sposób kończy się na użyciu 1, 2 przedmiotów z zakupionej paczki, niemniej pomysł dobry, trzymam kciuki.

  • bartoszcze

    Oceniono 10 razy 4

    Damn. I znów kupiłem:)

  • pijanista69

    Oceniono 8 razy 2

    Podejście wydawców do standaryzacji e-boków sugeruje, że pracują tam odpady z PZPN :(
    Beton i Leśne Ludki.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX