W Polsce żyje niemal pięć milionów Dorosłych Dzieci Alkoholików

W Polsce żyje niemal pięć milionów Dorosłych Dzieci Alkoholików (fot. Gabriela Camerotti / http://bit.ly/1Bt9Fhu / CC BY / http://bit.ly/1jNlqZo)

psychologia

Czy Polska jest DDA? ''Dzieci alkoholików wchodzą w dorosłość w poczuciu, że się nie liczą''

Mają problemy z wyrażaniem emocji i samooceną. Brakuje im poczucia bezpieczeństwa, podcinają sobie skrzydła, żyją w stałym poczuciu napięcia i zagrożenia, nie ufają innym ludziom. Szacuje się, że w Polsce ich liczba sięga pięciu milionów. Kim są polskie DDA, czyli Dorosłe Dzieci Alkoholików, opowiada psychoterapeutka i superwizorka psychoterapii uzależnień Anna Dodziuk.

Jak wygląda typowa polska rodzina z problemem alkoholowym?

- Statystycznie znacznie częściej ojciec jest alkoholikiem, a matka jest współuzależniona. Jednym z najważniejszych zadań terapeutycznych dla Dorosłych Dzieci Alkoholików jest odreagowanie bólu, żalu, lęku, złości i wybaczenie ojcu. Ale chcę zaznaczyć, że wielu moich pacjentów po uporaniu się z krzywdą wyrządzoną im przez ojca alkoholika mierzy się z kolejnym ciężarem - poczuciem krzywdy doznanej od matki. Pojawiają się bolesne pytania: Dlaczego matka nie chroniła mnie przed ojcem? Dlaczego mnie zaniedbywała? Dlaczego „nie miała do mnie głowy”? W rodzinie z problemem alkoholowym wszyscy są złapani w pułapkę, wszyscy płacą za uzależnienie jednej osoby. Dzieci muszą rozwiązywać problemy absolutnie ponad ich siły - jak żyć w sytuacji, w której nie da się żyć.

Jak alkoholizm wpływa na funkcjonowanie rodziny?

- Najkrócej można to ująć tak: alkoholik obraca się wokół butelki, a rodzina obraca się wokół niego. W zdrowych rodzinach wszyscy mają możliwości zaspokojenia swoich potrzeb, natomiast tu w centrum uwagi jest dorosły człowiek ze swoimi wybuchami, humorami, agresywnością, nieprzewidywalnością. Dzieci alkoholików żyją w ciągłym napięciu, niepewności, lęku. Alkoholik jest zagrożeniem nie tylko dla innych, ale też dla siebie samego - znam wiele DDA, których ojciec miał poważny wypadek, został ciężko pobity, popełnił samobójstwo.

Dziecko jest chyba najsłabszym ogniwem w tym układzie?

- Jednym z najsmutniejszych aspektów życia dziecka w rodzinie z problemem alkoholowym jest poczucie wielkiego rozczarowania i braku zaufania. Prawie wszystkie DDA, z którymi pracowałam, opowiadały niezmiernie smutne historie o niespełnionych obietnicach. Niedawno usłyszałam od niemal 50-letniego człowieka historię o tym, jak w dzieciństwie ojciec obiecał mu, że przyjdzie na przedstawienie do przedszkola, gdzie chłopiec miał grać pawia, ale napił się i nie przyszedł. Inne dzieci też były poprzebierane za zwierzęta lub ptaki i czuły się nadzwyczajnie, a on do dziś pamięta, jak idiotyczny wydawał się sam sobie z wielkim ogonem i dziobem - niepotrzebnym, skoro tata go nie ogląda.

Dzieci alkoholików żyją w ciągłym napięciu, niepewności, lęku (fot. Mario Antonio Pena Zapater~a / http://bit.ly/1BtcDTb / CC BY / http://bit.ly/1dsePQq) Dzieci alkoholików żyją w ciągłym napięciu, niepewności, lęku (fot. Mario Antonio Pena Zapatera / http://bit.ly/1BtcDTb / CC BY / http://bit.ly/1dsePQq)

W relacjach Dorosłych Dzieci Alkoholików jak refren powracają wspomnienia, że ich rodzice nie zdawali egzaminu w najważniejszych życiowych sytuacjach. To chyba nie przypadek?

- Komunia, święta, nawet urodziny czy inne spotkania rodzinne stwarzają napięcie, którego alkoholik nie potrafi ani wytrzymać, ani sensownie rozładować, i wtedy „idzie na skróty” - stosuje znany mu skuteczny sposób radzenia sobie z problemami, czyli musi się napić. Alkohol to środek znieczulający, sposób na uśmierzenie lęku, bólu, wstydu. Działająca na krótką metę, ale jednak skuteczna metoda, żeby nie przeżywać uczuć.

Dorosłe Dzieci Alkoholików też chyba mają problemy z emocjami?

- Są odcięte od emocji. Gdyby tego kiedyś nie zrobiły, nie zdołałyby przetrwać w koszmarnym świecie swojego dzieciństwa. Wtedy był to, jak mówią psycholodzy, przystosowawczy mechanizm obronny, który w dorosłości już człowiekowi nie służy. Ale nie jest to aż tak specyficzne dla DDA, w Polsce większość rodzin wychowuje dzieci w odcięciu od emocji.

Co pani przez to rozumie?

- Na przykład większość dziewczynek ma zakaz nie tylko wyrażania, ale wręcz przeżywania złości, okazywania niezadowolenia, podnoszenia głosu. Uczestniczyłam kiedyś w warsztatach samoobrony, podczas których zdałam sobie sprawę, jak trudno przychodzi dziewczynom otwarte bronienie siebie - są sparaliżowane na poziomie reakcji ciała! W wielu domach nie wolno ujawnić się z żadną swoją trudnością czy problemem, jest zakaz okazywania smutku, trzeba stale się uśmiechać. Bywają zresztą też rodziny, w których nie można się otwarcie cieszyć - mnie to dziwi, ale wtedy niektórym rodzicom wydaje się, że dzieci się z nich wyśmiewają.

Czyli nie tylko w rodzinach alkoholików są problemy. Może powinniśmy się pogodzić z faktem, że większość rodzin jest w jakimś sensie dysfunkcyjna?

- W większości rodzin dzieci mają lęki, ale na ogół boją się trochę, na przykład tego, że ktoś je wyśmieje albo ich nie pochwali. Natomiast nie boją się o swoje życie lub życie najbliższych, podczas gdy wiele dzieci alkoholików żyje w strachu, że zostaną skatowane albo że matka będzie dręczona fizycznie lub psychicznie. Innym przykładem odmienności rodzin z problemem alkoholowym jest nieprzewidywalność, brak stabilności, nieraz na poziomie tak podstawowym, że nie udaje się utrzymać stałego rozkładu dnia. Brakuje w nich jasno wytyczonych reguł i zasad.

Dziecko w takim układzie nie ma chyba wiele do powiedzenia?

- Kluczowe dla zrozumienia sytuacji dziecka alkoholików jest poczucie bezradności, braku wpływu na to, co się dzieje. Amerykańska badaczka Claudia Blackburn wyróżniła trzy zasady, których uczy się dziecko w rodzinie z problemem alkoholowym: nie czuj, nie mów (na zewnątrz o tym, co się dzieje w domu) i nie ufaj. Nawet jeżeli podobne zasady obowiązują w wielu innych domach, to nie są one tak szczelne. Izolacja sprzyja poczuciu bezradności. A izolację z kolei pogłębia wstyd, który jest jedną z najważniejszych emocji w rodzinach z problemem alkoholowym. Jest intensywny, dojmujący. To oczywiste, że dziecko alkoholików ma więcej powodów do wstydu niż do dumy.

Jak dziecko broni się przedbezradnością i wstydem?

- Dziecko nie jest w stanie skonfrontować się z tak wielką rozpaczą, rozczarowaniem, lękiem, ale też poczuciem krzywdy i gniewem, zwykle głęboko schowanym. Jedyny sposób, żeby sobie z tym poradzić, to przestać czuć. Taki stan się utrwala i w dorosłości człowiek też nie ma kontaktu ze swoimi emocjami, nie potrafi prawidłowo odczytywać emocji innych albo odbiera je jako zagrożenie.

Dlaczego?

- Bo uczucia innych przypominają mu o jego własnych stłumionych uczuciach. Ludzie wychowani w zdrowych rodzinach czują na przykład, jak podnosi się im adrenalina, kiedy ludzie dookoła się złoszczą. To naturalny mechanizm, podobnie jak szczypie nas w nosie albo bolą oczy, jeśli dzieje się coś wzruszającego. Tak samo jest ze współodczuwaniem smutku. DDA nie mogą sobie na to pozwolić: muszą mieć kontrolę nad emocjami, inaczej mają poczucie, że się rozpadną, że uczucia ich zatopią, że pod ich wpływem mogą zrobić coś okropnego.

Czyli w dorosłości cały czas dziećmi alkoholików kierują mechanizmy obronne, które wykształciły się w dzieciństwie?

- Dzieci alkoholików wchodzą w dorosłość z bardzo złą samooceną, w poczuciu, że nie są ważne, że się nie liczą. Osoby, które wyrosły w takich rodzinach, zwykle czują się inne bądź gorsze od pozostałych. Jak już mówiłam, mechanizmy obronne, które świetnie sprawdzały się w dzieciństwie, w dorosłości przynoszą szkody. Odcinając się od emocji, człowiek nie rozumie innych ludzi, musi zgadywać, co się z nimi dzieje. To ma mnóstwo konsekwencji, na przykład DDA boją się wchodzić w bliskie związki, obawiając się powtórzenia swego układu rodzinnego. Biologia i nadzieja najczęściej biorą górę, ale wiele związków Dorosłych Dzieci Alkoholików rozpada się, i to w sposób dla nich niezrozumiały.

Czemu tak się dzieje?

- Mówiliśmy już o odcięciu od uczuć, a przecież bliskość polega właśnie na dzieleniu się emocjami, na wzajemnym zaufaniu. Inny aspekt to zaburzenie porządku w dzieciństwie i jego konsekwencje. DDA charakteryzuje się potrzebą nadkontroli, wprowadza dokładne zasady, ścisły harmonogram, a gdy coś wymyka się jego planom, czuje się zagrożone i osobiście dotknięte. Mało kto jest w stanie długo wytrzymać z człowiekiem, który poddaje regułom każdy aspekt życia i nie reaguje elastycznie na rozmaite życiowe okoliczności. Drugi wariant, odwrotny, jest również bardzo trudny: kiedy człowiek stara się nie wprowadzać reguł i nie mieć wpływu na cokolwiek. Z taką osobą nie da się planować, trudno na nią liczyć i generalnie - trudno coś wspólnie budować.

Dzieci alkoholików wchodzą w dorosłość z bardzo złą samooceną, w poczuciu, że nie są ważne, że się nie liczą (fot. Stephan Rebernik / http://bit.ly/1EsMNDx / CC BY / http://bit.ly/1hYHpKw) Dzieci alkoholików wchodzą w dorosłość z bardzo złą samooceną, w poczuciu, że nie są ważne, że się nie liczą (fot. Stephan Rebernik / http://bit.ly/1EsMNDx / CC BY / http://bit.ly/1hYHpKw)

Według potocznej wiedzy dziecko alkoholika zostaje alkoholikiem.

- To częsty scenariusz, ale nie reguła. Z drugiej strony córki alkoholików nierzadko wychodzą za alkoholików, mimo że sobie przysięgały, że nigdy nie popełnią błędu swojej matki. Możliwy jest jeszcze inny, nie najlepszy scenariusz: kobieta wybiera mężczyznę, który gwarantuje jej, że nigdy nie weźmie kieliszka do ust. Po pewnym czasie okazuje się, że mąż co prawda nie pije, ale inne jego cechy wcale jej nie satysfakcjonują. Wcześniej ich nie zauważyła, bo jej ideałem był abstynent. Często sprawdza się reguła, że jeżeli wybiera się partnera, żeby czegoś uniknąć czy dla uzyskania poczucia bezpieczeństwa, to szanse na zbudowanie dobrego związku są małe.

Czy DDA ma szansę na zbudowanie szczęśliwego związku?

- Ma, jeśli trafi na drugą osobę, która jest rozumiejąca i wspierająca. Ale to jest trudne, nie można oczekiwać, że partnerzy DDA będą ich terapeutami. Chociaż zwłaszcza wśród kobiet wcale nie jest takie rzadkie, że dominującym motywem stworzenia związku i pozostawania w nim jest bycie potrzebną albo wręcz chęć uleczenia czy zbawienia swojej drugiej połowy. Nadzieję na dobry związek daje też psychoterapia DDA.

Czy możemy mówić o polskiej specyfice dorosłych dzieci alkoholików?

- Tak, i wiąże się ona z polską specyfiką picia. Co prawda dzisiaj wzorce nadużywania alkoholu przestały być takie jednolite, ale wciąż najczęściej pije się u nas na umór, bez ograniczeń. Taki styl picia, popularny na wschodzie Europy, łączy się z większą niż w innych kręgach kulturowych przemocą, powoduje więcej wstydu i bezradności. Kiedy cała okolica widzi twojego ojca, jak wraca do domu w mokrych spodniach i nie jest w stanie utrzymać równowagi, to doświadczenie dojmującego wstydu zostaje głęboko w pamięci.

Polski alkoholizm ma jeszcze inną specyficzną cechę, bywa często podlewany sosem bohaterskości. Myślę, że w niewielu regionach świata jest tylu alkoholików, którzy cierpią za miliony, odwołują się do tragicznej historii i głoszą gotowość umierania za ojczyznę - podobnie jest chyba tylko w Rosji Putina.

A polska religijność? Jak wpływa na relacje w rodzinie z problemem alkoholowym?

- Gdy ludzie zaczynają intensywnie pić, zwykle odchodzą od religii. Natomiast pewne przekonania wyrastające z katolickiego światopoglądu mogą podtrzymywać współuzależnienie. Wśród niektórych specjalistów panuje przekonanie, że osoby uzależnione musiałyby przestać pić, gdyby nie było współuzależnionych, które umożliwiają im picie. A osobom wierzącym trudniej wyrwać się ze współuzależnienia. Myślałam, że takie zdarzenia należą do przeszłości, ale niedawno znowu słyszałam historię żony alkoholika, która opowiedziała księdzu, co się dzieje u niej w domu, i usłyszała od niego, że każdy musi nieść swój krzyż.

W jakich sytuacjach DDA zgłaszają się na terapię?

- Momentem decydującym jest uświadomienie sobie, w jak złym stanie się jest. Dzieje się to najczęściej w sytuacji kryzysu albo kiedy coś ważnego się nie udało, bo człowiek po raz kolejny podciął sam sobie skrzydła, nie pozwolił sobie na sukces, poddał się przed szczęśliwym zakończeniem. Albo kiedy ciało zaczęło szwankować i lekarz zasugerował terapię. Albo ktoś z przyjaciół czy rodziny uprzytomnił człowiekowi, że źle się z nim dzieje. Czasem ktoś dochodzi do tego sam. I oczywiście bardzo częstym powodem rozpoczęcia terapii jest rozpad związku. Nawet jeśli był to związek nie najlepszy, to jednak człowiek prawdopodobnie doznał w nim czegoś dobrego i nie chce być sam.

Znaczna część DDA mówi, że się źle ze sobą czuje, że nie lubi albo wręcz nienawidzi siebie, że nie ma wiary w siebie. Od czterdziestu do siedemdziesięciu procent uczestników warsztatów „Pokochać siebie”, które prowadzę, zawsze stanowią Dorosłe Dzieci Alkoholików. To nie jest przypadek.

Wiele dzieci alkoholików żyje w strachu, że zostaną skatowane albo że matka będzie dręczona fizycznie lub psychicznie (fot. Tjook / http://bit.ly/1BtdO57 / CC BY / http://bit.ly/1dGcPd3) Wiele dzieci alkoholików żyje w strachu, że zostaną skatowane albo że matka będzie dręczona fizycznie lub psychicznie (fot. Tjook / http://bit.ly/1BtdO57 / CC BY / http://bit.ly/1dGcPd3)

Z jakimi obciążeniami młode osoby przychodzą do grup terapeutycznych?

- O znacznej części tych obciążeń już mówiliśmy. Teraz chcę zwrócić uwagę na takie osoby, które od dziecka dźwigały odpowiedzialność za całą rodzinę - pijącego ojca, współuzależnioną matkę i rodzeństwo - potem pojechały na studia, znalazły dobrą pracę i świetnie w niej sobie radzą, sporo zarabiają, często na kierowniczych stanowiskach, ale nie są w stanie odciąć pępowiny łączącej ich z alkoholową rodziną. Do typowych sytuacji należy odbieranie kilka razy w tygodniu telefonów od matki, że ojciec znowu się nachlał, a nawet jeżdżenie, żeby interweniować. Robią to, ale czują, że dłużej nie mogą.

Znam wiele kobiet sukcesu, które pozostają w iluzorycznym poczuciu winy, że nie udało im się pomóc pijącemu ojcu. Inni po prostu chorują na bezsenność. Chodzą po lekarzach i gdy okazuje się, że są zupełnie zdrowi, lekarz zaleca pójście do psychologa. Znam badania zrobione na oddziale nerwic jednego z wojewódzkich szpitali psychiatrycznych, które wykazały, że bodaj siedemdziesiąt procent pacjentek nerwicowych to żony albo córki alkoholików lub jednocześnie żony i córki. Z badań robionych wśród pacjentów lekarzy ogólnych w USA wynika, że znacząca ich część to osoby współuzależnione.

Wstrząsająca statystyka.

- Z syndromem DDA wiąże się wiele problemów psychosomatycznych, ale też po prostu somatycznych. Ludzie nie zdają sobie sprawy z ich przyczyny, różne dolegliwe objawy latami nie ustępują, a kiedy chodzą z nimi do lekarzy, ci okazują się bezradni.

Jakie schorzenia ma pani na myśli?

- Wśród dorosłych dzieci alkoholików częste są choroby układu krążenia i różnego rodzaju choroby infekcyjne, które nawracają, a są w dużej mierze spowodowane życiem w ciągłym stresie, jaki towarzyszy DDA od dzieciństwa. Życie w rodzinie z alkoholikiem wiąże się z ogromnym poczuciem nieustannego napięcia, człowiek przeciwko temu napięciu się uzbraja, podkreślę jeszcze raz - odcina się od emocji. To ma wyraźny aspekt somatyczny, człowiek dosłownie się zamraża. Jestem przekonana, że gdyby zbadać Dorosłe Dzieci Alkoholików, okazałoby się, że osiemdziesiąt procent ma problemy z krążeniem - ma zimne ręce i stopy. Podobnie jest z zaburzeniami gastrycznymi. Oczywiście nierzadkie są wrzody - choroba większości osób, które odcinają się od emocji. Kiedy DDA trafiają na psychoterapię, znaczna część tego typu dolegliwości znika.

Jakie są cele terapii DDA?

- Najpierw konieczne jest wyjście z izolacji i stworzenie więzi z innymi ludźmi. DDA definiują się jako samotne. Podczas terapii człowiek może i powinien zyskać poczucie braterstwa, przekonanie, że nie jest sam, że nie jest czarną owcą, że są ludzie w podobnej sytuacji. Tak dzieje się zarówno w grupach terapeutycznych, jak i w grupach samopomocowych, opartych na programie Dwunastu Kroków, w których osoby z tym samym problemem zbierają się po to, żeby - jak mówi preambuła do Dwunastu Kroków - „dzielić się doświadczeniem, siłą i nadzieją”. W każdej grupie poświęconej zdrowieniu, ale też w terapii indywidualnej praca musi się zacząć od zbudowania zaufania oraz poczucia, że człowiek nie jest bezradny wobec swoich problemów.

Drugie zadanie to odzyskanie kontaktu ze swoimi uczuciami. To długa i skomplikowana praca, odmienna dla każdego, bo uwzględniająca specyficzne przeżycia i osobiste możliwości samego człowieka.

Jak taka praca terapeutyczna wygląda w praktyce?

- Trudno to wytłumaczyć komuś, kto nie ma żadnych doświadczeń w pracy psychologicznej, jednak postaram się trochę to przybliżyć. Gdy próbuje się uleczyć rany z przeszłości, trzeba odreagować część złych emocji. Można je po prostu wypłakać albo okazać w inny sposób, można - jak powiedziała pewna terapeutka - „wygadać ból”. Bo podzielenie się emocjami sprawia, że odchodzą. Konieczne jest wypuszczenie złości. Tego nieraz trzeba się nauczyć. Ludzie bowiem obawiają się, że jeśli uwolnią demony z dziecinnego pokoju, to nadmiar uczuć może ich zatopić, rozerwać na kawałki. To są naprawdę duże emocje.

Terapia pomaga DDA poradzić sobie z poczuciem krzywdy wyrządzonej przez rodziców?

- Ważnym kierunkiem pracy jest pomoc w zrozumieniu, że to, co ich spotkało w dzieciństwie ze strony ojca alkoholika czy matki alkoholiczki, a czasem obojga rodziców, nie było podyktowane chęcią skrzywdzenia, świadomym niszczącym działaniem, tylko chorobą. I nie chodzi o zaprzeczanie cierpieniu i krzywdzie, które przecież miały miejsce, lecz o to, że człowiekowi, który dorastał w rodzinie alkoholowej, jest lżej, kiedy odróżni chorobę jako źródło swoich cierpień od rodzica jako człowieka.

Wystarczy wiedza, żeby poradzić sobie z traumami dzieciństwa?

- Oczywiście nie wystarczy. Człowiek jest własną zamrożoną historią, podczas terapii może uświadomić sobie, co go zamroziło. Ale czym innym jest wiedza, która organizuje nasze myślenie, a czym innym doświadczenie, które zmienia nasze emocje. Potrzebne jest doświadczenie korektywne, czyli przeżycie wyjścia z katowni na światło dzienne, żeby człowiek mógł doświadczyć, że jest silny, może sięgać po pomoc, może mieć sojuszników. I jeżeli dzieli się swoimi przeżyciami i myślami, to ludzie go cenią, w ogóle go lubią.

Podczas terapii ktoś taki może zrozumieć, że był zaklęty w swojej niemocy jak mucha w bursztynie, że żył - jak nazywała ten stan wielka amerykańska terapeutka Karen Horney - z zamrożoną potrzebą miłości. Pięknie opowiada o tym „Królowa śniegu”. Kiedy Gerda znajduje Kaja, a on jej nie słyszy, dziewczynka zaczyna płakać i jej łzy spadają mu na serce, ono rozmraża się i dopiero wtedy z kawałków lodu Kaj może ułożyć napis „kocham cię”. Właśnie to robimy na terapii. Kiedy w grupie człowiek pierwszy raz w życiu usłyszy od kogoś, kto dla potrzeb terapii reprezentuje jego ojca, „synku, jestem z ciebie dumny”, to zasklepia się bardzo poważna rana w jego psychice. Dobre emocje, które udało się przeżyć podczas terapii, pomagają w poszukiwaniu podobnych doświadczeń poza terapią.

DDA boją się wchodzić w bliskie związki, obawiając się powtórzenia swego układu rodzinnego (fot. John Brawley / http://bit.ly/1xuBbLd / CC BY / http://bit.ly/1dGcPd3) DDA boją się wchodzić w bliskie związki, obawiając się powtórzenia swego układu rodzinnego (fot. John Brawley / http://bit.ly/1xuBbLd / CC BY / http://bit.ly/1dGcPd3)

Na marginesie naszej rozmowy zastanawiam się, czy żyjemy w roztkliwionych czasach. Może przychodzi nam zbyt łatwo użalanie się nad sobą i oskarżanie rodziców, że są źródłem życiowych porażek?

- Jakie roztkliwianie się? To zwyczajna dbałość o swoje zdrowie. Psychoterapia DDA nie polega na oskarżaniu rodziców. Wyrażanie złości jest czymś innym niż oskarżanie. To opiekowanie się sobą i swoimi emocjami, odreagowanie czy rozładowanie tego, co we mnie siedzi i przeszkadza, jest bombą zegarową, dziurawi mi żołądek przez wrzody i przyprawia o inne dolegliwości.

Osoby ciężko doświadczone w dzieciństwie znajdują wiele racjonalizacji, żeby nie pójść na terapię. Twierdzą na przykład, że dostatecznie siebie znają, że otwieranie się nie ma sensu, pytają: Czy jestem czubkiem, żebym miał chodzić do psychologa? Dla mnie kluczowa jest odpowiedź na pytanie, które zresztą zadaję wahającym się osobom: Po co męczyć się bez powodu? Czy jest w tym jakaś wartość?

Przez lata alkoholizm był polską normą społeczną, podtrzymywaną za pomocą tradycji i rytuałów. Czy Polska jest cały czas pijana, czy może już trzeźwieje?

- Na pewno nie jest już aż tak pijana. Wolałabym powiedzieć, że jakaś część Polski trzeźwieje, a inna jest wciąż pijana. Najwyraźniej nie ma w Polsce nikogo, kto nie zetknął się z alkoholizmem osobiście. Kilka lat temu próbowano oszacować liczbę Dorosłych Dzieci Alkoholików w Polsce i okazało się, że może ona sięgać pięciu milionów.

Bardzo dużo.

- Ale szczęśliwie mamy sto kilkadziesiąt tysięcy osób trzeźwiejących, a to musi przynieść zmianę społeczną. Powstaje coraz więcej grup i środowisk abstynenckich, w których tworzą się nowe wzorce społeczne - na niepicie, na przeżywanie życia świadomie, na pomaganie innym. To jest unikalny polski dorobek na skalę światową. Mamy w Polsce świetne placówki terapii uzależnienia, spory ruch stowarzyszeń abstynenckich, a przede wszystkim ogromną liczbę grup Anonimowych Alkoholików, które są ośrodkami trzeźwego życia nie tylko dla uzależnionych, ale też dla ich rodzin. Z radością obserwuję, że na tłumnych spotkaniach, kiedy celebruje się dni trzeźwości albo rocznice grup AA czy klubów abstynenckich, zawsze pojawiają się dzieci. I jest tam tak dużo wzajemnej życzliwości, zrozumienia, chęci pomocy, że we mnie budzi to wielki optymizm i nadzieję, że taka będzie przyszłość świata.

Anna Dodziuk (fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta)Anna Dodziuk (fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta)

 

Anna Dodziuk. Psychoterapeutka, superwizorka psychoterapii i treningu psychologicznego Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, certyfikowany doradca rodzinny i superwizorka psychoterapii uzależnień. Pracuje z grupami m.in. nad poczuciem własnej wartości, uzależnieniami, trudnościami w związkach, problemami seksualnymi, życiem po rozwodzie, przeżywaniem żałoby. Prowadzi szkolenia z zakresu psychoterapii i terapii uzależnień w Polsce, Rosji i na Ukrainie. Jest autorką licznych książek poświęconych rozwiązywaniu problemów trudnej codzienności, kłopotom małżeńskim i rodzinnym, uzależnieniom. Kieruje Pracownią Psychoterapii i Psychoedukacji Prometea.

Łukasz Knap. Krytyk filmowy, kulturoznawca. Doktorant w Instytucie Kultury Polskiej UW. Publikuje m.in. w „Kinie”, „Wysokich Obcasach”, „Dwutygodniku”, „Tygodniku Powszechnym”. Wyróżniony w Konkursie dla Młodych Krytyków Filmowych im. Krzysztofa Mętraka.

Komentarze (76)
Zaloguj się
  • 2dropsy

    Oceniono 104 razy 98

    W dzieciństwie miałam ojca, którego rower prowadził z pracy, wczesne życie w ciąglym napięciu i strachu, dorosłość nie tak różowa, ale marzenia były. Później okazało się, że spelnienie marzeń nie jest tak łatwe, bo ta 'lepsza ja z marzeń' jakoś nigdy nie nadeszła. Mam dobrego i wyrozumiałego męża, to on sprawia że nasz związek jest dobry, ja też mam w tym jakiś udział, ale to on jest motorem. Terapia by się przydała, ale mam wrażenie, że do mnie dotrzeć z terapią to jak groch o ścianę. Dużo roboty i slaby, krótkoterminowy wynik.

    Ci co mówią, że nie ma DDA, a psychoterapeuci naciągają, po perwsze gratuluję udanego dzieciństwa, powinni ojcu stopy całować za to, że ich szanował. Po drugie zamilczcie i uszanujcie tych, których szacunek ze strony rodzica alkoholika nie spotkał.

  • alaudin

    Oceniono 108 razy 94

    Dziekuję za artykuł. Mogę polecić go pacjentom. Trochę przeszkadza mi w nim tylko to, że zbyt silny nacisk położono w nim na typowy schemat " pijący ojciec kat i współuzależniona matka ofiara". Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, a bezradność i wstyd przy pijącej matce chyba jeszcze większe. Trochę też inne spustoszenia alkoholizm rodziców czyni u chłopców, a inne u dziewczynek. A może raczej inaczej one przejawiają się w życiu mężczyzny i kobiety. Ale to niuanse. Warto tez dodać, że podobne problemy emocjonalne i zdrowotne mają osoby z domów gdzie nikt nie pił, ale za to był ktoś skrajnie impulsywny, agresywny etc.
    Jeszcze raz dziekuję i pozdrawiam z "oddziału nerwic jednego z wojewódzkich szpitali" (to chyba badania mojej koleżanki) BB

  • grupa.gedeon

    Oceniono 52 razy 48

    Czasem leczenie współuzależnionej rodziny jest trudniejsze niż leczenie samego uzależnionego :(

  • proost

    Oceniono 47 razy 47

    Ciekawy artykuł. Jestem przykładem DDA, który dał radę. Najgorsza jest pieczątka "ten z meliny". Społeczeństwo które znało sytuacje, przypina łatkę "na lata". Przestałem się tym przejmować a przyjaciół mam minimum 5 kilometrów od domu :-)

    www.1431.pl/

  • lisc9

    Oceniono 40 razy 40

    Jeśli pranie mózgu trwało 20- 30 lat nie można oczekiwać trwałej zmiany w rok czy 5 lat. Praca nigdy się nie kończy, co najwyżej przechodzi w pewną rutynę, nowy schemat funkcjonowania, niezauważalne i nieobciążające już działanie z podświadomości. Od leczenia DDA, wszelkiego rodzaju uzależnień i współuzależnień są zawodowi psychoterapeuci, nie psychologowie. Niezbędne jest wsparcie bliskich, wyrozumiałych i zdrowych przyjaciół, rodziny. Przede wszystkim własna, ciężka, często bardzo bolesna, codzienna praca "na siłę" ze swoimi emocjami, świadomością, sposobem myślenia o sobie, innych, o świecie. Jeśli ktoś wytrwa, a DDA należą do tych, którzy są w stanie wytrwać ogromnie wiele, przyjdzie spokój, miłość i szacunek do siebie. Staniecie się odpowiedzialnymi i mądrymi rodzynkami.
    Nie znam bardziej pięknych ludzi od DDA, zwłaszcza kiedy żyją już zdrowo.

  • popijajac_piwo

    Oceniono 90 razy 34

    A co mają powiedzieć dorosłe dzieci z prawdziwej polskiej rodziny gdzie matka jest zagorzałą katoholiczką a ojciec tylko za gorzałą...

  • Przemysław Nowak

    Oceniono 45 razy 23

    A są jakieś badania, które wskazywałyby na rolę alkoholu w kształtowaniu się genomu Polaków? Ja mam czasem wrażenie, że większość z nas ma FAS, przy którym syndrom DDA to mały pikuś.

  • aniuu1

    Oceniono 21 razy 21

    Ja jestem z rodziny w której alkoholu co prawda nie było, ale poza tym, życie jak w rodzinie alkoholowej. Te same problemy :( tego dowiedziałam się będąc pierwszy raz u psychologa.

  • gosciowiec

    Oceniono 19 razy 19

    Mam 50l,rodzice całe życie pili.W środku nocy uciekałem z domu ,bo awantura.Spałem w piwnicy. W dorosłym życiu nie radziłem sobie.Uciekłem jak rodzice w alkochol.Nie piję ponad piętnaście lat i jakoś się układa.Jestem bardzo nerwowy,tłumię to w środku cały czas.Materialnie dość dobrze mi się powodzi.Czasami stany lękowe mnie nawiedzają,ale przyzwyczaiłem się.Pogodziłem się z tym,że to akurat mnie tak doświadczyło życie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX