Położna Renata Piron pomaga pacjentce nakarmić noworodka, szpital MSWiA

Położna Renata Piron pomaga pacjentce nakarmić noworodka, szpital MSWiA (fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja Gazeta )

społeczeństwo

Powinna mieć ''siłę konia i wrażliwość anioła''. Dla rodzących położna jest najważniejsza, niestety jej praca nie jest doceniana

Najbardziej pamiętam porody, po których rodzice cieszą się euforycznie, trzymając dziecko w ramionach. Te endorfiny spływają wówczas i na mnie, pomimo wielu lat pracy nadal potrafię się wtedy wzruszyć - mówi Magdalena Witkiewicz, położna z 20-letnim stażem. Ale nie wszystkie wspomnienia z porodu są tak dobre. Na pytanie, dlaczego tak się dzieje i co trzeba zmienić - odpowiada najnowszy raport Fundacji Rodzić po Ludzku.

Kobiety w ciąży zazwyczaj chcą, by narodziny ich dziecka były czymś wyjątkowym. Zderzenie ze szpitalną rzeczywistością bywa brutalne. Jak prosiłam o cokolwiek zmniejszającego ból, usłyszałam, że to nie Warszawa; reakcją na mój plan porodu było szyderstwo Pan ordynator stwierdził, że sobie go oprawi w ramki; lekarz - totalny cham, który swoją pracę chyba wykonuje za karę. Ciągle słyszałam od niego, że chyba nie chcę tego dziecka, że mi nie zależy itp. - to niektóre ze wspomnień rodzących. Po ich lekturze nie powinno dziwić, że jednym z pytań zadawanych najczęściej przez przyszłe matki jest pytanie: „gdzie rodzić?”.

By wyjść naprzeciw oczekiwaniom przyszłych rodziców, Fundacja Rodzić po Ludzku stworzyła portal www.GdzieRodzic.info. Na stronie znajdują się m.in. wyszukiwarka placówek położniczych, oferta danego szpitala oraz statystyki dotyczące liczby urodzeń, cesarskich cięć czy znieczuleń. Poza informacjami uzyskanymi od placówek na stronie nie zabrakło najważniejszego - komentarzy weryfikujących oficjalne dane. Ocenę szpitali wystawiają te kobiety, które poród mają już za sobą.

(fot.)Ostatnie chwile przed porodem (fot. Grzegorz Dąbrowski / Agencja Gazeta)

Raport o opiniach i oczekiwaniach rodzących został opublikowany 12 lutego. Zawarte w nim dane fundacja zbierała przez trzy lata, sama ich analiza trwała kilka miesięcy. Wierzymy, że opis potrzeb kobiet i rekomendacje dla placówek okażą się cenną wskazówką dla osób zarządzających szpitalami w Polsce - pisał w podsumowaniu dokumentu zespół fundacji, przypominając, że proces zmian w podejściu do rodzących rozpoczął się 20 lat temu, wraz z pierwszą akcją „Rodzić po Ludzku”.

Medyczny model rodzenia”

Sama fundacja została założona w 1996 roku. Dwa lata wcześniej do organizatorów pierwszej odsłony akcji „Rodzić po Ludzku” przesłano tysiące listów i ankiet, w których kobiety opowiadały o swoich traumatycznych przeżyciach podczas porodu, o braku wsparcia, intymności, bólu i niemożliwości decydowania o sobie. Ich doświadczenia były pokłosiem „medycznego modelu rodzenia”, który wciąż dominował na początku lat 90. Ciężarne poddawano rutynowym zabiegom (np. goleniu czy nacinaniu krocza) i zakazywano poruszania w trakcie porodu, rodzącym podawano też - często bez ich zgody - środki przyspieszające rozwiązanie. W szpitalu obowiązywał zakaz odwiedzin, a noworodki zabierano matkom tuż po urodzeniu i oddawano tylko w wyznaczonych porach karmienia.

Na zmianę sytuacji w szpitalach wpłynęły kolejne odsłony kampanii, a także wydawane cykliczne „Przewodniki po szpitalach położniczych”. Z czasem kobiety zaczęto traktować podmiotowo, a lekarze zwracali większą uwagę na potrzeby i prawa pacjentek. Na oddziałach położniczych przybywało sal dla matek z dziećmi (gdzie noworodki mogły przebywać z nimi przez całą dobę), w wielu szpitalach pojawiła się możliwość porodu rodzinnego. Dzięki opisom placówek zawartych w „Przewodnikach...” i zniesieniu rejonizacji kobiety mogły wreszcie podjąć świadomą decyzję w kwestii wyboru właściwej kliniki. To sprawiło, że na podwyższeniu standardów opieki zaczęło zależeć samym oddziałom.

Najważniejsze zmiany zaszły jednak w świadomości personelu medycznego. W 1994 roku w szpitalach dominowały rutyna i „szorstka obsługa”, sporadycznie zdarzało się, że ktoś okazywał rodzącym życzliwość. Rok później więcej było serdeczności i miłych gestów, które pozwalały zapomnieć o nieprzyjemnych wydarzeniach podczas pobytu w szpitalu - konkludowano dwadzieścia lat temu w raporcie podsumowującym akcję.

(fot.)Strajk pielęgniarek w szpitalu w Bogucicach. Katowice, 1999 r. (fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)

Kampania zwiększyła swój zasięg dzięki internetowi. W 2006 roku ankiety oceniające szpitale przesłało ponad 40 tys. kobiet, a siedem lat później właśnie na potrzeby internautek utworzono platformę GdzieRodzic.info.

Personel jest najważniejszy

Ostatnie miesiące pracy fundacji to aktualizacja treści zawartych w portalu. W tym celu do wszystkich 400 oddziałów położniczo-ginekologicznych i neonatologicznych w całej Polsce wysłano wnioski o udostępnienie informacji publicznej. Szpitale dostały do wypełnienia ankiety, w których pytano m.in. o dane statystyczne, a także procedury wykonywane podczas porodu, obecność osób towarzyszących czy dostępność psychologa i doradcy laktacyjnego. Na 400 oddziałów, w terminie wyznaczonym przez fundację, odpowiedziała mniej niż połowa. 189 szpitali zareagowało na wniosek fundacji dopiero po ponagleniu i groźbie rozprawy sądowej, a 44 placówki dotąd nie przesłały informacji. Organizacja zapowiada, że złoży skargę do sądu administracyjnego za odmowę udzielenia informacji publicznej.

Następnie, w oparciu o ponad 5 tys. komentarzy zamieszczonych na platformie przez kobiety, fundacja przeprowadziła badanie jakościowe, z którego powstał raport podsumowujący akcję. Co z niego wynika?

(fot.)Noworodek z matką tuż po porodzie (fot. Iwona Burdzanowska / Agencja Gazeta)

Większość wypowiedzi kobiet zaczerpnięto z komentarzy zamieszczanych w portalu w latach 2013-2014. Co ciekawe, dominują wśród nich oceny pozytywne (67 proc.) - oznacza to, że kobiety coraz częściej chcą się dzielić z innymi matkami dobrymi doświadczeniami porodowymi. Największe emocje wśród internautek budzą kwestie związane z personelem szpitalnym: położnymi, lekarzami, pielęgniarkami neonatologicznymi. To właśnie ich zachowanie jest kluczowe dla końcowej oceny placówki przez rodzącą i odgrywa znacznie większą rolę niż np. stan oddziału. Świadczy o tym większość z 27 proc. negatywnych opinii, których autorki dzielą się swoim bólem i traumą. Matki opowiadają także o braku życzliwości, szacunku i rzetelnej informacji, bez której niemożliwe jest zbudowanie poczucia bezpieczeństwa.

Poczucie bezpieczeństwa

Czego oczekują rodzące? Indywidualnego podejścia, szacunku, intymności wsparcia osoby towarzyszącej, otwartości na dialog, umożliwienia swobody poruszania się. Dla wielu kobiet liczą się zwłaszcza małe gesty, które nie wymagają wiele od personelu. Jako jedyna mówiła do mnie po imieniu i dzięki temu nie czułam się jak kolejna pacjentka na „taśmie produkcyjnej”. Odwiedziła mnie też na oddziale poporodowym i pytała, jak się czuję - wspomina położną jedna z użytkowniczek portalu.

Kluczowe jest też prawo do informacji - jeśli kobieta wie, co się z nią dzieje, jest spokojniejsza i lepiej wspomina poród, nawet jeżeli był długi i trudny. Na moje pytania dotyczące tego, co mi podają w kroplówce, odpowiadała, że lekarstwa. Jak prosiłam o cokolwiek zmniejszającego ból, usłyszałam, że to nie Warszawa - piszą pacjentki, którym nie zapewniono odpowiedniej opieki. Rodzące podkreślają też, że nie chodzi o to, by być traktowaną jak królewna; ważne, by czuć się bezpiecznie .

Kobiety obawiają się ponadto, że nie zostaną przyjęte do szpitala, a ich plan porodu zostanie potraktowany lekceważąco. Jedną z reakcji odnoszących się właśnie do planu było szyderstwo. Pan ordynator stwierdził, że sobie go oprawi w ramki - zapamiętała rodząca.

Położna Jolanta Petersen w czasie zajęć szkoły rodzenia w Fundacji Położna Jolanta Petersen w czasie zajęć szkoły rodzenia w Fundacji Rodzić po Ludzku (fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta)

Źródłem frustracji są również problemy laktacyjne. Młode matki często nie wiedzą, jak nakarmić swoje dziecko, a ich wyobrażenia o instynktownym, bezproblemowym karmieniu zderzają się z rzeczywistością. W takiej sytuacji kobietom najbardziej zależy na wsparciu personelu, a także respektowaniu podjętych decyzji o sposobie karmienia. Matki zwracają uwagę, że zamiast tego są niejednokrotnie pozostawiane same sobie, a w skrajnych wypadkach spotykają się nawet z agresywnymi zachowaniami personelu. Kiedy nie wiedziałam, czy leci mi w ogóle mleko, położna, żeby mi pokazać, iż leci, złapała za sutek tak, że prawie mi go urwała. Zdołowana i zdezorientowana usłyszałam dodatkowo na drugi dzień, że głodzę dziecko, bo spada na wadze - relacjonowała jedna z kobiet.

Z raportu fundacji wynika też, że największy wpływ na przebieg porodu i dobrostan rodzącej ma położna. To najważniejsza postać w okresie okołoporodowym, jej zachowanie ma duży wpływ na opinię - zarówno o porodzie, jak i o całym szpitalu. Kobiety oczekują od niej szacunku, empatii i zrozumienia, a także cierpliwości, opanowania i posiadania fachowej wiedzy.

O wnioski zawarte w raporcie, a także realia pracy na oddziale ginekologiczno-położniczym zapytaliśmy Magdalenę Witkiewicz - położną z 20-letnim stażem pracującą w szkole rodzenia.

Aneta Bańkowska: Kobiety jako najważniejszą osobę podczas porodu wymieniają właśnie położną. Dlaczego jej obecność jest tak istotna dla rodzącej?

Magdalena Witkiewicz: - Rodzące mogą skorzystać z pomocy położnej, która jest aktualnie na dyżurze, choć część decyduje się na prywatną opiekę wybranej wcześniej położnej, która przyjeżdża do porodu specjalnie dla tej pacjentki. Dlaczego to takie ważne?

Podczas porodu położna reprezentuje cały zespół medyczny i ocenia, czy akcja porodowa przebiega prawidłowo. Oprócz tego udziela rodzącej ogromnego wsparcia psychicznego, pełni rolę jej przewodniczki, dba o komfort, bezpieczeństwo. Położna sprawuje też opiekę w połogu zarówno nad dzieckiem, jak i młodą mamą - uczy karmienia piersią czy pielęgnacji noworodka, więc ma największą styczność z pacjentką.

Jakie predyspozycje powinna mieć położna, aby dobrze wykonywać ten zawód?

- Często mówię, że położna powinna mieć siłę konia i wrażliwość anioła. Praca przy porodach jest bardzo obciążająca i fizycznie, i psychicznie. Notoryczne „dźwiganie” czyjegoś cierpienia, czuwanie w napięciu nad tym, czy wszystko przebiega prawidłowo, doświadczanie lęku o czyjeś zdrowie, poczucie odpowiedzialności za życie matki i dziecka (w szpitalu dzielone z całym zespołem lekarskim), podejmowanie decyzji i szybkie reagowanie w sytuacjach ekstremalnych - to wszystko niesie gigantyczną dawkę adrenaliny i jest bardzo obciążające.

Dodatkowo, oprócz odporności na stres, trzeba mieć zdolność do długiego funkcjonowania bez snu, jedzenia, picia, bo te potrzeby zaspokajamy wtedy, kiedy możemy, a nie kiedy chcemy. Trzeba mieć gotowość do pracy w święta, gdy inni odpoczywają. Przykre jest, że ta praca nie jest doceniana. Położna w Polsce nie jest zawodem prestiżowym. Mamy marne wynagrodzenia.

Z raportu fundacji wynika, że rodzące jako jeden z problemów wymieniają rozdźwięk między światem przedstawianym w szkołach rodzenia a szpitalną rzeczywistością. Jedną z obaw kobiet jest, czy przygotowany przez nie plan porodu będzie przestrzegany.

- Plan porodu to moim zdaniem niewłaściwe określenie. Ja bym go nazwała raczej „listą preferencji” rodzącej. Porodu nie można dokładnie zaplanować, bo nigdy nie wiadomo, jak będzie przebiegał.

Często wcześniej ustalony plan weryfikuje sama kobieta, perspektywa zmienia się w trakcie porodu. Oczywiście są pewne stałe oczekiwania, np. potrzeba intymności czy otrzymywania informacji o swoim stanie na bieżąco. Bez względu na to, co by się działo w bloku porodowym, spełnienie tych punktów zależy od dobrej woli personelu oraz kultury komunikacji. Ale już oczekiwania typu „chcę/nie chcę mieć naciętego krocza” zależą od sytuacji podczas porodu i tego zaplanować się już nie da.

Rozdźwięk pomiędzy informacjami zdobywanymi w szkole rodzenia a szpitalną rzeczywistością wynika też z tego, że nie zawsze kobiety uczęszczają na kursy prowadzone przy konkretnej placówce. Co z tego, że zaznaczą - przykładowo - że chciałyby jeść podczas porodu, jeśli procedura w danym szpitalu tego zabrania? Listy preferencji ciężarnej nikt nie weryfikuje przy przyjęciu do placówki, a powinna być ona wcześniej omówiona z pacjentką.

Inną kwestią jest też to, że położne zajmujące się edukacją dbają o to, by mieć aktualną wiedzę. Nie zawsze posiada ją natomiast personel, który często trzyma się starych wytycznych. Ale jeśli na oddziały zacznie się zgłaszać coraz więcej kobiet z „listami preferencji”, to szpitale będą musiały się do nich dostosować. Jeżeli między placówkami będzie konkurencja, pacjentki zaczną być traktowane jak klientki - a życzenia klientów trzeba spełniać.

Właśnie, co z zabiegami, które kiedyś wykonywano rutynowo? Pacjentkom nadal robi się lewatywę czy nacina krocze?

- Obecnie niewykonywanie tych procedur stało się znakiem „humanitarnego położnictwa”. W związku z tym, w niektórych szpitalach popada się ze skrajności w skrajność, np. na oddziałach nie ma nawet sprzętu do lewatywy. W innych placówkach kobiety mają wybór, czy życzą sobie wykonania takiego zabiegu. Jeśli chodzi o nacięcie krocza, to zabieg ten nadal jest nadużywany w Polsce i ma duże grono zwolenników.

Jest to jednak kwestia aktualizowania swojej wiedzy, w części krajów odchodzi się już od tej procedury. Oczywiście bywają takie sytuacje, w których to nacięcie jest absolutnie niezbędne. Trzeba liczyć na to, że personel medyczny będzie podejmował rozsądne decyzje.

Jedną z największych trudności wymienianych przez młode matki jest pielęgnacja noworodka. Z czego mogą się brać te problemy?

- To może wynikać z braku zaufania do siebie jako osoby, która będzie w stanie instynktownie reagować na potrzeby dziecka. Moim zdaniem w dzisiejszych czasach macierzyństwo jest przeintelektualizowane, a kobiety często nie ufają swoim umiejętnościom, tylko oczekują „instrukcji obsługi” dziecka.

Wiele trudności wynika też z braku bliskich, doświadczonych w macierzyństwie kobiet, od których rodzące mogłyby czerpać wsparcie - matek, sióstr, ciotek. Ludzie mają też coraz mniej dzieci, więc wiele osób nigdy wcześniej nie miało do czynienia z noworodkiem. To powoduje lęk przed tym, że zrobi mu się krzywdę, że ktoś nie poradzi sobie jako rodzic.

A jak to jest z karmieniem piersią? Z raportu wynika, że karmienie dziecka jest źródłem silnej frustracji wielu kobiet.

- Problemy laktacyjne wynikają z różnych przyczyn. Z moich obserwacji wynika, że te trudności są często związane z wyobrażeniami o karmieniu piersią, które - zwłaszcza na początku - często odbiegają od rzeczywistości. Nie chodzi tylko wypełnianie brzuszka treścią pokarmową; podczas tej czynności zaspokajane są także inne potrzeby noworodka, choćby potrzeba bliskości. Jeśli kobieta patrzy na karmienie jedynie jako na proces biologiczny, może nie rozumieć, dlaczego dziecko chce być przy piersi przez cały czas. Podobnie jest z karmieniem na żądanie - niektóre matki myślą, że po nakarmieniu dziecka ono pójdzie spać i będzie chciało ssać pierś dopiero za trzy godziny. A to są tylko pobożne życzenia.

Do zasadniczych problemów młodych matek należą również bóle piersi czy zastoje pokarmu. W większości przypadków są to jednak kwestie, które da się rozwiązać, jeśli kobieta chce karmić piersią. Ale znaczna część matek w obliczu trudności poddaje się. Uważa, że lepiej czerpać radość z macierzyństwa, a nie siłować się z problemami laktacyjnymi, woli podać mleko modyfikowane. Bardzo rzadko zdarza się, że kobieta w ogóle nie ma pokarmu i nie może karmić.

A czy w kwestii laktacji kobieta nie powinna otrzymywać większego wsparcia? Młode matki zwracają uwagę, że często dostają od położnych sprzeczne wskazówki, ich pierwsze kroki w macierzyństwie są ośmieszane, a personel pozostawia je samym sobie.

- Jeżeli kobiety spotykają się np. w literaturze z wiadomościami, które pozostają w sprzeczności ze wskazówkami udzielanymi przez położne, to jest to problem. Dlatego tak bardzo istotne jest, żeby położne aktualizowały swoją wiedzę. A z tym bywa różnie.

Brak odpowiedniego podejścia personelu bierze się często z niewystarczającego zaangażowania w swoją pracę. Wynika to z różnych przyczyn - z lenistwa, z wypalenia zawodowego, a czasem po prostu z przeciążenia pracą. Niektóre problemy laktacyjne wymagają stuprocentowej uwagi położnej, ale nie może się ona zająć tylko problemem jednej kobiety, bo ma pod opieką 20 innych, które też potrzebują uwagi. Niejednokrotnie personel nie jest w stanie się aż tak zaangażować, bo zaniedba wtedy inne obowiązki.

Rozumiem potrzeby matek i ich oczekiwania, ale my nie zawsze jesteśmy w stanie je spełnić. W wielu szpitalach jest zbyt mało personelu i może to mieć dramatyczne skutki, czasem jest to praca na granicy bezpieczeństwa. Jeśli jedna osoba ma obsługiwać izbę przyjęć, blok porodowy i oddział położniczy, to jest wielce prawdopodobne, że będzie musiała wykonać kilka zadań jednocześnie i nie zrobi ich dobrze.

A co, z pani punktu widzenia, jest najtrudniejsze w relacji z pacjentką?

- Trudno mi się pracuje z pacjentką, która chce, żebym „urodziła za nią”. Takie sytuacje nie są częste, ale się zdarzają. Mam wtedy wrażenie, że robię coś wbrew kobiecie, że ona wcale nie chce urodzić i nie do końca akceptuje sam fakt porodu. Ważne jest, żeby czuła, jakie jest jej zadanie, a jakie moje.

Dobrze jest, kiedy rodząca wie, czego chce, i głośno wyraża swoje oczekiwania. Łatwiej mi się pracuje z kobietą elastyczną, która akceptuje fakt, że poród nie zawsze przebiega zgodnie z wyobrażeniami.

Kobiety często radzą innym, by mieć ze sobą asertywną i „dobrze zorientowaną” osobę towarzyszącą. Ale personel nie zawsze patrzy na to przychylnie.

- Z praw pacjenta jasno wynika, że kobieta ma prawo rodzić wraz z bliską osobą. Różne szpitale wprowadzają jednak swoje własne, wewnętrzne procedury, np. ograniczają liczbę osób towarzyszących rodzącej.

Personel często obawia się, że dodatkowi obserwatorzy będą krytycznie oceniać ich pracę. Zdarza się też tak, że osoby towarzyszące wywierają presję, chcą mieć udział w podejmowaniu decyzji medycznych, bo czują, że reprezentują przyszłą matkę.

Dlatego trochę nie dziwię się tej niechęci personelu - z moich obserwacji wynika, że większość mężczyzn obecnych przy porodzie wcale nie pomaga kobietom. Bardzo wielu z nich nie akceptuje faktu cierpienia swojej partnerki, wykazują dużą niecierpliwość, są przerażeni, nie rozumieją fizjologii porodu, często nie są też odpowiednio przygotowani i sytuacja na porodówce ich po prostu przerasta. Oczywiście zdarzają się także pomocni mężczyźni, ale to zależy od charakteru relacji w związku. Jest oczywiste, że rodząca potrzebuje bliskiej osoby w trakcie porodu, ale nie zawsze musi być to partner, i o tym kobiety zapominają.

No właśnie, a jakie porody najbardziej zapadają w pamięć? Chyba każdy z nich jest wyjątkowy?

- Najbardziej pamięta się porody wiążące się z dużym ładunkiem emocjonalnym, np. bardzo trudne, które mnie dużo nauczyły, albo te, które zburzyły jakieś mity czy reguły położnicze.

Najbardziej też pamiętam - i najbardziej mnie to zachęca do dalszego uprawiania tego zawodu - porody, po których rodzice się euforycznie cieszą, trzymając dziecko w ramionach, doświadczają triumfu i zalewają ich hormony szczęścia. Endorfiny te spływają wówczas i na mnie, i pomimo wielu lat pracy nadal potrafię się wzruszyć, jeśli czuję, że uczestniczę, choć nieco w cieniu, w najpiękniejszym dniu ich życia.


Aneta Bańkowska. Dziennikarka portalu Gazeta.pl. W dzień pisze newsy, a po pracy biegnie na zajęcia, by w przyszłości zostać tuzą polskiej seksuologii. W skrytości ducha marzy, żeby stać się memem. Za nietypowe oprawki okularów odda każde pieniądze.

Komentarze (49)
Zaloguj się
  • hanusinamama

    Oceniono 81 razy 71

    Jak połozna pracuje z sercem, szanuje rodzącą to jest doceniana i to bardzo. Przez pacjentki. BO rodząca (poród naturalny) szybko sie przekona ze tu od położnej zalezy duża częśc sukcesu. Rodziłam 3 dzieci. 2 razy to była kobieta z powołaniem. Za 3 razem trafiłam na zołzę ktora robiła łaskę ze jest...dobrze ze to nie był moj pierwszy poród. NIestety prawdą jest ze położne zarabiają za mało, bo to one odwalają całą robote przy porodzie...ale to chyba nie wina rodzących. Bo na "szanownym lekarzu" połozna sie nie wyżyje, ale na rodzącej tak

  • aleandra3

    Oceniono 48 razy 44

    jjestem położną w małym szpitalu powiatowym, w którym prawo kobiety do samodecydowania nic nie znaczy. Nie po to, mężczyzna - lekarz zdobywał tytuł doktora nauk i stanowisko ordynatora by mu jakaś niedouczona baba mówiła jak chciałaby rodzić. Położna za ochronę krocza może zostać karnie przeniesiona na inny oddział ponieważ w lekarskim mniemaniu naraziła rodzącaą na konsekwencje ołówka w szklance. Nigdy nie będzie dobrze na porodówkach jeżeli lekarze będą mieli decydujący głos w fizjologicznym porodzie, a narazie tak jest. XXI wiek, a u nas w Polsce B jak w Bangladeszu, sto lat za wszystkimi w tym za szptalem św. Zofii, który nawiasem mówiąć podziwiam, a paniom położnym zazdroszczę swobody, której chyba nie doceniają..

  • ninkajakonick

    Oceniono 47 razy 35

    W szpitalu Św. Zofii w Warszawie poród z wybraną położną kosztuje 2 tysiące. Wszyscy znajomi płacili. Opłata zapewnia (nieformalnie) miejsce w szpitalu (w innym przypadku jest duże prawdopodobieństwo, że rodząc będziesz szukać miejsca w całej Warszawie). Brak opłaty stwarza też ryzyko, że trafi się na niedoświadczoną młodą położną. To tyle na temat słabych zarobków.

  • margerytka29

    Oceniono 43 razy 31

    A czemu na stronie fundacji nie ma zakladki o rodzeniu po ludzku kobiet, ktore musza urodzic martwe dziecko.
    Czy fundacja nie insteresuje sie tym problemem. czy kobieta, ktora musi urodzic martwe dziecko, nie ma zadnej informacji, jakie ma prawa. czemu fundacja sie tym nie chce zajac?

  • antosia73

    Oceniono 17 razy 17

    Tragiczne w Polsce jest to ze za tak ważna prace dla kobiet płaci się marne grosze- 1700-2200 brutto z komentarzem- tyle w Polsce położne zarabiają. Zawód wybitnie niedoceniany. Nie tylko finansowo, ale i społecznie.Na świeczniku jest lekarz, położna jest stłamszona, chociaż tak samo jak lek. medycyny- studiowała. Ma większe kompetencje, doświadczenie w pracy z kobietami i w 90% większą łatwość nawiązania kontaktu z pacjentką. Położne na medal, które znam odeszły na emerytury, zmieniły zawód, wyjechały za granice....Kto normalny będzie pracował za 1800 z brutto kończąc studia lub 18 h/godzinę na tzw kontrakcie? Owszem...popracuje w pierwszym wypadku po to, aby nabrać doświadczenia i wyjechać z Polski w drugim, aby...przestać kochać ten zawód - nikt nie będzie dobry, pracując po 240-300 h w mies po to, aby jego rodzina związała koniec z końcem.
    Pisze z perspektywy dużego miasta na Śląsku.

  • 4wita

    Oceniono 15 razy 15

    Sam fakt, że zdarzają się zarówno pacjentki "królewny" jak i położne "zoły" nie sprawia, że z góry położna i pacjentka mają się na siebie nastroszyć i strzelać fochy zakładając, że jedna drugiej nie szanuje. Sama miałam świetną położną przy porodzie. Nie płaciłam, chciałam, by poród odbierał ktoś, kto będzie "człowiekiem" nie tylko za dodatkowe pieniądze. Nie trzymała mnie za rękę, ale od tego miałam męża. Była gdy ją potrzebowałam, reagowała, oszczędziła moje krocze, instruowała kiedy szły parte, zrugała neonatologiczne, że chciały wybiec z dzieckiem bez buziaczka od mamy. Byłam oszołomiona i oszalała ze szczęścia, ale chciałam jej bardzo dziękować, pewnie trochę bredziłam, ale mam nadzieję, że zrozumiała ile to wszystko dla mnie znaczyło. Reszta położnych na oddziale poporodowym i potem na położniczym REWELACJA!!! Nie trafiłam przez kilka dni pobytu na żadną "zołzę". Panie z pasją i zaangażowaniem. Pomagały cierpliwie przy przystawianiu do piersi. Gorąco pozdrawiam Poznań - Polną, p.Anetę z porodówki i wszystkie położne z położniczego II !!!!!!

  • k.sg

    Oceniono 17 razy 13

    A ja trafiłam 9 lat temu na genialną położną - p. Marzenę ze Szpitala Św. Zofii, to dzięki niej poród był radosnym wydarzeniem, które do dziś miło wspominam (bez nacinania i innych reliktów przeszłości). Wszystkie położne, które spotkałam na oddziale były miłe, ciepłe i chętnie udzielały pomocy (przy pielęgnacji, karmieniu itp.).

  • escott

    Oceniono 21 razy 9

    WIelu mężczyzn nie akceptuje cierpienia swojej partnerki - no, rzeczywiście oburzający skandal. Może by tak jednak większy nacisk na dostępność znieczuleń, a mniejsze oburzenie, że kogoś normalnego oburza cierpienie rodzącej kobiety...

  • m_k_87

    Oceniono 96 razy 6

    głupie gadanie i mydlenie nam oczu żeby bardziej bolało - jaka to położna ważna..od kiedy? gdzie to widać? w prestiżu zawodu?-nie! w zarobkach?-nie! w szacunku do nas?-nie! najważniejszy jest pan doktor - nawet jak go nie ma bo śpi...on zawsze dostanie pieniądze, szacunek i słowo dziękuję. Położna traktowana jest jak pani na usługach która ma skakać przy pacjentce na każde zawołanie bo "od tego jest" (chociaż przecież nie jest od biegania na dzwonki w celu poprawiania szanownym paniom poduszek-mowa o tych zdrowych i chodzących położnicach i ich zachowaniach w stosunku do personelu). Po co te statystyki i opinie skoro i tak pacjentki traktują nas bez szacunku więc nie wmawiajcie nam jaka to nasza praca jest ważna. Zawsze wszystko robimy źle - chcesz zbadać pacjentkę to ma pretensje, nie zbadałabyś też ma pretensje, zapytasz czy ją boli bo chcesz pomóc to patrzy jak na wariatkę, zapytasz czy sobie radzi bo chcesz pomóc to skrzywi się bo myśli, że się czepiasz, nie poprawisz poduszki bo nie jesteś służącą to cię obsmaruje na forum że nie chciało ci się tyłka ruszyć..., chętnie zawoła żebyś wytarła podłogę w łazience ale jak trzeba zrobić coś medycznego podchodzi do dyżurki i cię olewa jako pracownika medycznego tylko pyta "czy jest pan doktor" itd itp...i tak wygląda nasza praca...więc bez filozofii...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX