90 proc. dzieci poniżej 16. roku życia ma w Polsce dostęp do cyberprzestrzeni

90 proc. dzieci poniżej 16. roku życia ma w Polsce dostęp do cyberprzestrzeni (fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta)

zjawisko

Urodzeni z myszką w ręku. Dziecko w sieci: kontrolować czy ufać?

Dzieci nie pytają, skąd się wziął internet, bo nie pamiętają czasów bez smartfonów. To cyfrowi tubylcy, dla których internet jest oknem na świat. Nie zamkniesz tego okna, ale możesz nieco przymknąć. Warto?

- Dla dzieciaków internet jest jak dla nas prąd w gniazdku. Korzystają z niego, nawet jak jeszcze nie potrafią czytać. Wystarczy, że znają piktogramy, wiedzą, że zielony guzik to zainstaluj, czerwony to zrezygnuj - mówi Marcin Marzec, ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa IT, pomysłodawca SafeKiddo - aplikacji mobilnej na smartfony i tablety do ochrony dzieci w sieci, prywatnie tata dwóch synów: 8- i 12-letniego.

Jeśli wierzyć badaniom GUS, 90 proc. dzieci poniżej 16. roku życia ma w Polsce dostęp do cyberprzestrzeni. A czego najczęściej poszukują w internecie najmłodsi użytkownicy? Klipów wideo, filmów, komunikatorów, serwisów społecznościowych, pomocy do odrabiana prac domowych, muzyki (według EU NET ADB). Nastolatki - jak wynika z analizy trendów przez pracowników firmy Kaspersky Lab - zaczynają interesować się erotyką, zaglądają na strony z kategoriami: narkotyki, nielegalne oprogramowanie, systemy płatności, gry online.

Utracić kontakt z dzieckiem

„Nigdy nie wiadomo, kto jest po drugiej stronie”, „Każdy ruch w internecie zostawia ślad”, „Internet to więcej niż zabawa, to Twoje życie”, „Stop cyberprzemocy”, „Stop hejtowaniu” - to hasła kampanii społecznych fundacji Dzieci Niczyje. Rodzice powinni mieć świadomość, że internet to nie tylko dobrodziejstwo, ale też źródło niebezpieczeństw czyhających na dziecko. A tej świadomości, niestety, często brakuje.

90 proc. dzieci poniżej 16. roku życia ma w Polsce dostęp do cyberprzestrzeni (fot. Wayan Vota / http://bit.ly/1Kc9bXM / CC BY / http://bit.ly/1hYHpKw)Dzieci szukają w internecie klipów wideo, filmów, komunikatorów, serwisów społecznościowych, pomocy do odrabiana prac domowych, muzyki (fot. Wayan Vota / http://bit.ly/1Kc9bXM / CC BY / http://bit.ly/1hYHpKw)

32-letni biznesmen za pośrednictwem internetu namawiał 13-latkę do rozbieranych zdjęć i stosunku seksualnego - „Biznesmen uwodził 13-latkę w sieci. Pierwsza sprawa z nowego paragrafu w Szczecinie”, 18 kwietnia 2013, portal Gazeta.pl.
W szkole ktoś nagrał filmik, jak się kąpię pod prysznicem po basenie, a inni robią sobie ze mnie żarty. Mieli go zaraz skasować, ale nie skasowali. (...) Czy nie moglibyście chociaż usunąć jakoś tego filmu z YouTube i Wrzuty? - „Dzieci w kulturze przemocy”, 26 października 2011, „Gazeta Wyborcza”.
Podawali się za nastolatków i nawiązywali znajomości z dziećmi w wieku od 9 do 14 lat. Kiedy zdobyli zaufanie swoich ofiar, nakłaniali je do wykonywania czynności o charakterze seksualnym przed kamerą internetową, sami również obnażali się przed dziećmi. Wszystko nagrywali, a zebrane materiały przekazywali innym - „200 nieletnich mogło paść ofiarą dwóch pedofilów. „Wyszukiwali ich w internecie", 11 marca2014, PAP.
Prawie rok temu wysłała chłopakowi swoje nagie zdjęcie, widać na nim tylko jej piersi i twarz. Podpisała: "Na zawsze Twoje". I ten właśnie MMS trafił do wszystkich znajomych chłopaka Marty, w większości ich wspólnych znajomych - „Sexting, czyli niebezpieczne zabawy”, 16 października 2009, portal Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia".

(fragmenty artykułów ukazujących się w polskich mediach w ciągu ostatnich kilku lat)

Doktor psychologii Lucyna Kirwil z warszawskiej Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej koordynowała polską część projektu EU Kids Online. Z przygotowanego przez badaczy raportu wynika, że najniebezpieczniejsze w skutkach zachowania dzieci w sieci to komunikowanie się z osobami nieznajomymi i udostępnianie swoich danych identyfikacyjnych obcym. Strony internetowe, na których można uprawiać hazard, gry wymagające meldowania się co jakiś czas, witryny podpowiadające, jak żyć w sposób alternatywny, te założone przez sekty lub propagujące anoreksję, blogi namawiające do samobójstwa, a także drastyczne sceny, przemoc, pornografia - to zaledwie kilka przykładów tego, z czym najmłodsi mogą się zetknąć w necie. Ale - i z tego z pewnością zdają sobie sprawę rodzice nastolatków - sieć to nie tylko obrazy i treści. To wirtualny świat zmieniający się wraz z rozwojem nowych technologii. Jeśli rodzice nie nadążają za internetowymi nowinkami, mogą szybko wypaść z obiegu i stracić kontakt z dorastającym człowiekiem.

- Nasi rodzice nas nie kontrolowali. Ale też wiedzieli, co robimy, bo znali i rozumieli treści, do których mieliśmy dostęp. Spotykaliśmy się ze znajomymi z sąsiedniej klatki. A nasze dzieci? Budzą się ze smartfonem i idą spać ze smartfonem. To jest inny świat niż ten, który my znaliśmy w naszym dzieciństwie - porównuje Marcin Marzec.

Nastolatki zaczynają interesować się erotyką, zaglądają na strony z kategoriami: narkotyki, nielegalne oprogramowanie, systemy płatności, gry online (fot. Piotr Skornicki / Agencja Gazeta)Nastolatki zaczynają interesować się erotyką, zaglądają na strony z kategoriami: narkotyki, nielegalne oprogramowanie, systemy płatności, gry online (fot. Piotr Skornicki / Agencja Gazeta)

Erę internetu w komputerze mamy za sobą

Jeszcze pięć lat temu, aby skorzystać z netu, dziecko prosiło rodzica o włączenie komputera. Dociekliwi opiekunowie mogli zerknąć na to, co dzieje się na ekranie, i skontrolować, jak długo młody internauta korzysta z sieci. Ale erę internetu w komputerze mamy już za sobą. Komunikatory, maile, portale społecznościowe przeniosły się na urządzenia mobilne. Wystarczy wyciągnąć z kieszeni smartfon, żeby korzystać z sieci, albo pójść do kafejki, szkoły, galerii handlowej, biblioteki. Niektóre z tych miejsc mają zainstalowane narzędzia blokujące dostęp do nieodpowiednich dla dzieci stron WWW, ale pozostałe już nie.

Według projektu EU Kids Online II dzieci nad Wisłą o wiele częściej niż ich rówieśnicy w innych krajach europejskich łączą się z cyberświatem przez telefon komórkowy i inne przenośne urządzenia. Dlatego - jak przekonuje twórca aplikacji SafeKiddo - myśląc o bezpiecznym internecie, przede wszystkim powinniśmy mieć na uwadze nie komputer stacjonarny, ale komórkę, tablet, bo to z tych urządzeń najmłodsi coraz częściej korzystają w miejscach niezabezpieczonych.

Utrudnić dzieciom docieranie do treści XXX

Niektóre z wpisów rodziców wypowiadających się na forum Gazeta.pl, w wątku dotyczącym kontroli rodzicielskiej w internecie (pisownia oryginalna):

Działam na zasadzie przezorny-ubezpieczony i preferuję profilaktykę nad leczeniem. Założona jest kontrola rodzicielska w programie antywirusowym.
Taki np. Norton Internet Security zawiera „Kontrolę rodzicielską". Blokada dotyczy użytkowników: dziecko i nastolatek. Program w znacznym stopniu utrudnia dzieciom docieranie do treści XXX, blokuje też strony podejrzewane o hazard.

Blokady zabezpieczające treści i obrazy to według Marcina Marca potrzebny, ale już nieco oldschoolowy sposób ochrony dzieci w cyberprzestrzeni. - Narzędzie filtrujące powinno zagwarantować, że informacje, które zwraca wyszukiwarka, są bezpieczne. Na przykład jeśli dziecko wpisze słowo „alkohol” lub „narkotyki”, to wyszukiwarka nie pokaże części wyników - takich, które pokazałaby dorosłym. Jednak odfiltrowanie samych treści w dzisiejszych czasach to mało. Internet przeniósł się do smartfonów i tabletów, a treści - z przeglądarek do aplikacji. Coraz częściej, korzystając z Facebooka czy Instagrama, pomijamy przeglądarkę, a używamy stworzonych dla nich aplikacji. Wiążą się z tym kolejne zagrożenia: wyłudzanie informacji, pieniędzy, cybernękanie - tłumaczy Marzec.

Aplikacje gromadzą i przekazują dane dalej

Co piąte dziecko w Polsce ściąga darmowe aplikacje na telefon czy tablet. Najczęściej są to programy pozwalające na dostęp do portali społecznościowych i muzyki, ale również te z grami. Niektóre z nich to tzw. konie trojańskie. - System operacyjny telefonu może ograniczać dostęp do nieuczciwych oprogramowań, ale wszystkich nie wyeliminuje. I nieświadomy dzieciak zainstaluje na telefonie aplikację stwarzającą zagrożenie dla prywatności, bo to będzie narzędzie wyciągające cenne dane osobowe, książki telefoniczne z numerami telefonów i adresami mailowymi. Takie konie trojańskie rozsyłają wirusy, treści na portale społecznościowe, SMS-y na płatne numery bez ingerencji użytkowania, mogą też wykonywać kosztowne połączenia telefoniczne. Niektóre z nich mają też możliwości przejęcia kontroli nad telefonem lub tabletem i np. nagrywania i przesyłania zapisów rozmów telefonicznych lub SMS-ów - tłumaczy Marcin Marzec.

Marcin Marzec, pomysłodawca aplikacji SafeKiddo (fot. archiwum prywatne)Marcin Marzec, pomysłodawca aplikacji SafeKiddo (fot. archiwum prywatne)

Stworzona przez niego aplikacja ochrony rodzicielskiej oprócz tego, że kategoryzuje treści stron internetowych, daje rodzicom jeszcze jedno narzędzie: możliwość ograniczenia dostępu do sklepów z aplikacjami. Rodzic ustawia parametry aplikacji w taki sposób, że dziecko, zanim ją pobierze, zostanie poproszone o PIN. Wówczas zgłosi się do rodzica i wspólnie porozmawiają i zdecydują, czy warto pobrać np. nową grę.

- W SafeKiddo będziemy mieli możliwość monitorowania, czy zainstalowana na urządzeniu aplikacja jest w pełni bezpieczna, czy nie jest to na przykład „fake” zawierający wirusa. Technicznie jesteśmy w stanie to zrobić, będziemy wdrażać takie rozwiązanie w ciągu najbliższych kilku miesięcy - przekonuje pomysłodawca aplikacji dla rodziców, która zainstalowana na telefonie czy tablecie dostosowuje treści do wieku dziecka, kontroluje nowe aplikacje, czas, jaki dziecko spędza w internecie, i raportuje rodzicom o ewentualnych zagrożeniach.

W e-booku „Bezpieczeństwo dzieci online. Kompendium dla rodziców, nauczycieli i profesjonalistów” przygotowanym przez fundację Dzieci Niczyje, Naukową i Akademicką Sieć Komputerową, czytamy: Większość z przetestowanych 400 aplikacji dla dzieci gromadziła i przekazywała dalej dane z urządzenia mobilnego, zwykle nie informując o tym fakcie rodziców. Najczęściej zbierano informacje odnośnie do numeru identyfikacyjnego urządzenia, czyli user's device ID. Jest to ciąg liter i cyfr pozwalający na identyfikację urządzenia, a także na „profilowanie” użytkownika. Ten numer trafiał do twórców aplikacji, reklamodawców, firm zajmujących się statystykami i innych podmiotów trzecich. Kolekcja różnych danych pochodząca z kilku aplikacji pozwala na łatwe opracowanie dokładnego profilu użytkownika, a następnie wykorzystanie go np. do celów reklamowych.

Mówmy dzieciom prawdę o internecie

Różne systemy operacyjne proponują rodzicom programy do kontroli rodzicielskiej. To najczęściej narzędzia blokujące dostęp do zakazanych treści, śledzące ruchy pociechy w cyberprzestrzeni. Przezorny rodzic pobiera program i instaluje na komputerze lub urządzeniu mobilnym. W większości są to płatne aplikacje z czasowo ograniczoną bezpłatną próbną licencją. Dla przykładu: w systemie Android można skorzystać z SafeKiddo lub bezpiecznej dla dzieci przeglądarki BeSt zawierającej katalog kilkuset stron internetowych skierowanych tylko do dzieci. Windows proponuje m.in. program Filtr, określający, jakie witryny mogą odwiedzać dzieci oraz z kim rozmawiać w sieci. Firma Google daje przeglądarkę Chrome pozwalającą na korzystanie z internetu w trybie incognito, czyli nie pozostawiając po sobie śladów.

Jeszcze do niedawna tylko co piąty polski rodzic używał programów ochrony rodzicielskiej (według EU Kids Online). Być może korzystanie z tego typu programów budzi rozterki rodziców odnośnie do granic między zaufaniem a kontrolą dziecka?

Jeszcze do niedawna tylko co piąty polski rodzic używał programów ochrony rodzicielskiej (fot. COM SALUD / http://bit.ly/1BKXRMT / CC BY / http://bit.ly/1mhaR6e))Jeszcze do niedawna tylko co piąty polski rodzic używał programów ochrony rodzicielskiej (fot. COM SALUD / http://bit.ly/1BKXRMT / CC BY / http://bit.ly/1mhaR6e)

Według psycholog i terapeutki behawioralnej Iwanny Olesiejuk z warszawskiego Ośrodka Terapii Psychologiczno-Logopedycznej „Szczęśliwe Dzieci” stosowanie funkcji kontroli rodzicielskiej jest zasadne, ale tylko wtedy, kiedy dzieci wiedzą o zainstalowanym oprogramowaniu i jego celach. W takim szczerym układzie relacje rodzic - dziecko pozostaną przejrzyste. - Rozmawiajmy z młodymi ludźmi o tym, po co, co i dlaczego blokujemy. Na przykładach z rzeczywistości - wybranych odpowiednio do wieku użytkownika internetu - wytłumaczmy, dlaczego niektóre źródła są w sieci niebezpieczne. To bardziej przemówi do wyobraźni niż stwierdzenia: „To jest niedozwolone, więc blokuję”. Mówmy prawdę o internecie, że niesie ze sobą nie tylko zagrożenia, ale też mnóstwo korzyści - zwraca uwagę Iwanna Olesiejuk.

Lęki, bezsenność, traumy

Dr Lucyna Kirwil podczas konferencji „Ochrona dzieci i młodzieży. Kto za to odpowiada”, która odbyła się ponad roku temu w Warszawie, mówiła o emocjonalnych skutkach zetknięcia się dzieci z nieodpowiednimi do wieku obrazami czy słowami. Te w wieku 8-12 lat na tzw. treści emocjogenne reagują złością, rozdrażnieniem, zaburzeniem koncentracji uwagi, unikaniem ludzi. Lęki, bezsenność, traumy, nasilenie myśli negatywnych, wdawanie się w bójki, agresja, strach, obrzydzenie - to odczucia i zachowania, które mogą być pochodną kontaktu z pornografią, przemocą, mową nienawiści.

- Nie ma uniwersalnej reakcji dziecka czy nastolatka na nieodpowiednie do wieku treści. To, na ile zaszkodzą, zależy od psychiki, a także od tego, jak często młody człowiek styka się z nimi w sieci. Dobrze jest unikać obrazów, filmów, słów wywołujących lęki, traumy, strach, ale nie zakładajmy, że uda nam się całkowicie wyeliminować z życia dziecka całe zło. To nie jest możliwe - przekonuje Iwanna Olesiejuk.

Ponad połowa z rodziców nie wie, że ich podopieczni mieli w internecie kontakt z pornografią i że umawiali się na spotkanie w realu z osobą poznaną w sieci.

Nie naruszamy prywatności dziecka

- Zbyt dużo kontroli w przypadku dorastającego 15-latka może przyczynić się do problemów i kłótni rodzinnych. Dlatego naszą aplikację rodzice mogą wykorzystywać w sposób odpowiedni do wieku dziecka - przekonuje Marcin Marzec. I dodaje: - Podczas rozmów z ekspertami z krajów europejskich spotkałem się z opiniami, że kontrola na zasadzie zablokowania to już przestarzałe myślenie o bezpieczeństwie dzieci w sieci, nieodpowiadające wyzwaniom dzisiejszego świata.

Internet to nie zawsze zagrożenie, to też cenne źródło wiedzy. Warto dostrzegać korzyści, jakie płyną z tego, że dziecko ma okazję zetknąć się z różnymi sytuacjami w cyberświecie, bo dzięki temu uczy się, jak sobie z nimi radzić. Psychologowie namawiają, aby pozwolić dzieciom na naturalne eksplorowanie świata, nie przekraczać granic ich ochrony, bo nie da się nikogo całkowicie ocalić przed stresem, przykrościami, strachem.

- W naszej aplikacji można ustawić zabezpieczenia na poziomie minimalnym. Dajemy nieograniczony dostęp do internetu, blokujemy tylko „najtwardsze” treści. Nie kontrolujemy treści wiadomości, nie czytamy poczty. Nie naruszamy prywatności dziecka. Jeżeli rodzic chce, to może poprzestać na informacji zbiorczej i dowiedzieć się tylko, z jakiej kategorii stron internetowych dziecko najczęściej korzysta - tłumaczy Marcin Marzec.

Zaufanie - złudne poczucie bezpieczeństwa

Pedagog i duński terapeuta rodzinny Jusper Jull wierzy, że dobry kontakt z dzieckiem to podstawa dobrego i uczciwego rodzicielstwa. Jull w książce „Przestrzeń dla rodziny" pisze: Ale co robić, kiedy podejrzewamy, że nie wszystko jest w porządku? Cóż, jeśli uważamy, że dla zdobycia informacji możemy naruszyć zasady przyzwoitości, to mamy znacznie większy problem niż ten, który ewentualnie może na siebie ściągnąć dziecko. To bowiem znaczy, że nie umiemy zapytać go wprost: „Podejrzewamy, że w Twoim życiu dzieje się coś niedobrego. Mamy rację?”.

Marcin Marzec, tata dwóch dorastających chłopaków, uważa podobnie - że najpewniejszym narzędziem ochrony dziecka w świecie wirtualnym jest edukacja, wiedza i rozmowa.

- Nie ma skutecznej metody, która mogłaby zapewnić 100-procentowe bezpieczeństwo. Poszukiwanie przez dzieci nieodpowiednich treści tak samo występuje w świecie offline, jak i online. Bo zakazany owoc zawsze kusi. Rozmowa z dzieckiem jest ważniejsza niż jakiekolwiek rozwiązanie techniczne - przekonuje, ale w tym samym czasie ostrzega: - Treści, z którymi nie powinny się stykać dzieciaki i tak zostaną im nachalnie wepchnięte - poprzez reklamy podpięte do darmowych aplikacji, linki na stronach czy pop-upy. Dlatego określenie „kontrola rodzicielska" nie jest najlepsze i nie do końca oddaje to, co chcemy przekazać rodzicom - my skupiamy się na ochronie dziecka w sieci w mądry i świadomy sposób, z wykorzystaniem nowoczesnych narzędzi i jednocześnie z poszanowaniem jego prywatności.

Ponad połowa z rodziców nie wie, że ich podopieczni mieli w internecie kontakt z pornografią i że umawiali się na spotkanie w realu z osobą poznaną w sieci (fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja Gazeta)Ponad połowa z rodziców nie wie, że ich podopieczni mieli w internecie kontakt z pornografią i że umawiali się na spotkanie w realu z osobą poznaną w sieci (fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja Gazeta)

Usiedliście, rozmawialiście?

Co trzeci rodzic przyznaje, że nigdy nie tłumaczył dziecku bezpiecznych zasad korzystania z internetu (PBI/Gemius).

Iwanna Olesiejuk uważa, że dobre i pełne zaufania relacje trzeba budować od pierwszego dnia życia dziecka. Bo tylko dzięki nim mamy szanse na pełny i szczery kontakt z podopiecznym: - Zadbajmy o to, aby dziecko nie bało się przyjść do nas i powiedzieć o swoich problemach, obawach. Kiedy zaczyna poruszać się w miarę sprawnie w sieci, zapytajmy: może pomóc ci coś odnaleźć? Dobrze jest, jeśli na początku przygody dziecka z komputerem to rodzic jest ekspertem i przewodnikiem po zawiłościach cyberświata.

 

Joanna Biszewska-Miętka. Dziennikarka. Pracę w serwisie parentingowym eDziecko zawdzięcza swoim dzieciom. 3-letnia Karolina i 8-miesięczny Iwo nieustannie inspirują ją do życia i do pracy. Wcześniej związana m.in. z londyńskim tygodnikiem Cooltura”, gdzie publikowała teksty społeczne, serię felietonów „Widziane z Polski”. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Komentarze (5)
Zaloguj się
  • Piotr Mastalerz

    Oceniono 12 razy 4

    Edukacja rodzicielska z Internetu... Pani Joanna Biszewska narobiła się, napisała się, że ho ho :). Niechętnie, ale ostatecznie z przyjemnością przeczytałem to "dzieło". Artykuł sponsorowany. Aplikacja od Pana Miesiąca niemal jak panaceum. Trzeba przyznać, że starała się Pani ukryć prawdziwe intencje tego teksu. Starała, ale na szczęście kiepsko. Nie mam nic przeciw proponowaniu czegokolwiek, komukolwiek. Ale PROPONOWANIU. A nie jakiemuś nachalnemu do zerzygania pseudo popularno-naukowemu wtłaczaniu. Z zainteresowaniem obserwuję w jaką stronę zmierza widoczne na tej stronie "dziennikarstwo". Otóż, gniot i badziew. A wie Pani, że zdarzają się także dobre reklamy. Ale nie Pani autorstwa . Merytorycznie słabe. W kolejnych akapitach, a często sąsiadujących zdaniach wygłasza Pani przeciwstawne tezy. To w końcu bać się, czy nie bać się? :). Na szczęście jest zaj...sta aplikacja, która nawet szanuje prywatność dziecka. Heh. To, że Pani własne dzieci inspirują to jest zupełnie Pani sprawa, czy te nieogarnione inspiracje skłoniły Panią do używania "w necie", "w realu", "odnośnie do granic" ... co to za wiocha?! PS. Czy dysponuje Pani może nieco większym zdjęciem Pana Marcina Miesiąca? Uprzejmie proszę takie w rozdzielczości 8192x4608 piskeli :), dobra zabawa z taką tandetą. Z rana. Oby nie za długo. Pozdro :)

  • monika.bika

    0

    Ja kontroluje komputer i telefon swojego 12-letniego syna. Wgrałam w jego telefon oprogramowanie typu Spyphone (kupiłem je w Alfatronik) i teraz mam dostep do jego wszystkich rozmów tel i smsów. Ogólne jestem przeciwniczka podśłuchiwania, no ale tu chodzi o dobro mojego dzieciaka.

  • cezar85

    Oceniono 2 razy -2

    SafeKiddo? litości!!!

    kościół nie ukrywa rozwścieczenia przez isis

    a wy jeszcze dzieci chowacie?

  • bruna5

    Oceniono 4 razy -2

    Raczej spłodzone przez ludzi, którzy swoim dzieciom nie mają nic innego do zaproponowania, prócz wspomnianej w tytule myszki, konsoli do gier lub bajek w TV. Tzw nowocześni rodzice i ich bezstresowe wychowanie. Bezstresowe, czyli róbta co chceta.

  • teczowa-szmata

    Oceniono 11 razy -5

    Kupić zwykły telefon lub ana kartę gdzie internet zaraz zje pieniążki i po problemie. Fakt, dzieciak dla innych będzie pośmiewiskiem ze jest zacofany, ale również zdobędzie czas na rozmowę z innymi.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX