Ukraińska armia, Debalcewe w obwód doniecki, luty 2015

Ukraińska armia, Debalcewe w obwód doniecki, luty 2015 (fot. Evgeniy Maloletka / AP Photo)

fenomen

To nie Kałasznikow stworzył kałasznikowa. Laureat Pulitzera obalił mit geniusza

Najpopularniejszy karabinek automatyczny świata nie jest autorskim dziełem Michaiła Kałasznikowa - dowodzi w wydanej właśnie w Polsce książce ?Kałasznikow. Prawdziwa historia najsłynniejszej broni świata? laureat Pulitzera C.J. Chivers. To sowiecki totalitarny system, kolektyw, stworzył eksportowy hit ZSRR. A przy okazji ikonę popkultury.

Chorwacja, 1998 r. Trójka moich krewnych - wuj, ciotka i ich 12-letnia córka - wypoczywają na urlopie. Pewnego dnia gospodarze kwatery od rana zdradzają dziwne podekscytowanie i nerwowość. Gospodarz niby rozmawia z wujem, bo słowiańska gościnność zobowiązuje. Ale też jest nieswój. Zapada wieczór. Nagle - wrzawa na dworze. Niedługo potem - znowu. Do domu wpada syn gospodarza. Krzyczy coś do ojca, ten wykonuje przyzwalający gest. Młodzieniec otwiera szafę, wyjmuje zza ubrań automat Kałasznikowa, na oczach mojej przerażonej rodziny wypada na dwór, po chwili słychać serię wystrzałów. Odpowiada jej druga, trzecia, czwarta, po chwili wybucha prawdziwa kanonada.

Chorwaci świętowali trzecie miejsce ich drużyny futbolowej na mistrzostwach świata we Francji. Serią z kałacha. Bo z czegóż by innego?

Ukraiński żołnierz z kałasznikowem, okolice Debalcewe w obwód doniecki, luty 2015 (fot. Evgeniy Maloletka/AP Photo)

Trzy lata po wojnie serbsko-chorwackiej o Krajinę na północy Półwyspu Bałkańskiego powoli zaczynają się zabliźniać rany. Za to konflikt w Kosowie trwa w najlepsze. Bałkański kocioł, od Vukovaru przez Sarajewo do Prisztiny, siedzi na beczce prochu. I magazynkach do najpopularniejszej broni świata - popularnie zwanej AK-47. To były na Bałkanach takie czasy, że w wielu domach, czy za szafą, czy po prostu gdzieś pod ręką, lepiej było mieć przy sobie awtomat Kałasznikowa. Jak w każdym po II wojnie światowej niespokojnym obszarze świata. Chcesz być bezpieczny - miej w domu kałacha. Bo ci, którzy załomoczą o świcie w drzwi, na pewno będą go mieć.

Sowiecka piechota morska z kałasznikowami, model AK-74 (fot. US Dept. of Defence/Wikimedia Commons/Public Domain)

Mit obalony

Awtomat Kałasznikowa (zwany potocznie, choć oficjalnie nie ma takiego symbolu - AK-47) to najbardziej rozpowszechniony karabinek automatyczny na świecie. Używają go wszyscy - siły zbrojne dawnego bloku wschodniego i krajów rozwijających się (zwanych w latach zimnej wojny Trzecim Światem), wszelkiej maści guerrillas w Ameryce Łacińskiej, islamscy fanatycy z ISIS i Boko Haram, narcotraficantes z Ciudad Juarez czy „zielone ludziki” Putina w Donbasie. Jest - jak zawsze od momentu powstania pod koniec lat 40. w rusznikarskich zakładach ZSRR - prosty w obsłudze i niezawodny. Dzięki temu wywalczył zwycięstwo w rozpisanym przez Stalina konkursie na nową broń dla Armii Czerwonej. Tyle że wcale nie zaprojektował go zmarły niedawno generał Kałasznikow. A przynajmniej nie w całości.

To, że historię Kałasznikowa napisała na nowo propaganda ZSRR, wiadomo od lat. Były szef moskiewskiego biura „New York Timesa”, laureat Pulitzera Christopher John Chivers poszedł jednak dalej. Jak dowodzi w wydanej właśnie książce „Kałasznikow. Prawdziwa historia najsłynniejszej broni świata”, przełom, jakim w dziedzinie broni szturmowej był kałasznikow, nie był dziełem genialnego samouka. Złożyło się nań - choć raz - to, na co ZSRR kładł zawsze ogromny nacisk w swojej propagandzie, czyli kolektyw. W tym przypadku kolektyw najtęższych sowieckich umysłów rusznikarskich. A także w specyficzny sposób pojmowane przestrzeganie patentów i praw autorskich. Ale na pewno nie to, co przez lata sprzedawała światu - skutecznie - radziecka propaganda i doskonale w niej funkcjonujący beneficjent sowieckiego systemu Michaił Kałasznikow.

Kraje, których wojsko używa kałasznikowów i ich pochodnych (fot. Gimme moaR/JCRules/Wikimedia Commons/CC BY-SA 3.0)

Zapał stachanowca

ZSRR, początek 1946 r. Weteran Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, sierżant Kałasznikow, pracuje na Poligonie Badawczym Broni Strzeleckiej i Moździerzy (NIPSMVO) - sowieckim ośrodku testowania broni położonym 95 km od Moskwy, nieopodal wsi Szczurowo. Uczestniczy w konkursie na nowy karabinek automatyczny dla Armii Czerwonej. To jego trzecia próba zaprojektowania broni dla radzieckiego wojska. Dwie poprzednie były nieudane. Przeciwko dwudziestoparoletniemu sierżantowi jest właściwie wszystko - brak jakiegokolwiek wykształcenia i doświadczenia rusznikarskiego, przeszłość zesłanego na Sybir ojca.

Ale - zdaniem Chiversa - jeżeli jakaś część oficjalnej biografii Kałasznikowa jest prawdziwa, to ta, że ambitny, pracowity jak stachanowiec chłopak ma smykałkę do techniki i mechaniki. W jednostce pancernej, w której służy w czasie wojny, projektuje urządzenie do pomiaru czasu pracy silnika czołgu. Po odniesieniu rany na froncie, w okresie rekonwalescencji, pracuje w warsztacie kolejowym i chałupniczą metodą konstruuje swój pierwszy pistolet automatyczny. Udaje mu się zainteresować nim lokalne gremia partyjne. Choć jego broń dostaje negatywną ocenę, to dygnitarze doceniają zapał zdolnego samouka. Kałasznikow jeszcze w czasie wojny trafia do Szczurowa.

Wybory prezydenckie w Czeczenii, chłopiec z zabawką wzorowaną na M-16 (fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta)

Narodziny kałasznikowa

Pobyt w Szczurowie to z pewnością dobra szkoła. Syn biednego chłopa pracuje tam ramię w ramię z najzdolniejszymi konstruktorami, projektantami i rusznikarzami. Uczy się. Szybko. Do kolejnego ośrodka - w Kowrowie - trafia w 1946 r. po tym, jak projekt, który przygotował wraz z zespołem, dostaje się do drugiego etapu konkursu. I to w Kowrowie, w wyniku dziesiątek zmian, przeprojektowywania i testów, narodzi się awtomat Kałasznikowa. Tyle że obok inicjałów AK, które poznał cały świat, należałoby do nazwy nowej broni dodać jeszcze co najmniej kilkanaście liter.

Na sukces, jakim był karabinek AK, złożyły się dziesiątki lat prób budowy idealnej dla piechoty broni automatycznej, podejmowane po obu stronach Atlantyku. Od pionierów w rodzaju Richarda Gatlinga i Hirama Maxima, przez wszystkie odrzucone prototypy konstruktorów radzieckich, rusznikarze w swoich kolejnych projektach często adaptowali rozwiązania wymyślone przez konkurencję. W Związku Radzieckim, gdzie nikogo nie obchodziło prawo patentowe i prawo autorskie, zwłaszcza to z zagranicy, było to najłatwiejsze. Jak podkreśla Chivers, sam Kałasznikow nigdy nie ukrywał, że korzysta z dobrych rozwiązań swoich poprzedników.

Kosowo, żołnierze UCK oddają broń Niemcom na przejściu granicznym z Albanią (fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta)

Na podstawie analizy dokumentów, do których dotarł - jak sam pisze: sprawozdań z departamentów uzbrojenia, badań technicznych i balistycznych, broszur handlowych, zapisów rozmów z seminariów z udziałem oficerów i konstruktorów, relacji żołnierzy, raportów medycznych i mnóstwa innych materiałów - amerykański dziennikarz nakreślił obraz sowieckiej rzeczywistości, w której powstawał AK-47. Jeżeli socjalistyczne państwo miało plan, to rzucało na niego wszystkie siły. Skoro karabinek był priorytetem, to nie oszczędzano zbytnio na pieniądzach na testy i materiały, a do zespołów, które miały rywalizować, trafiali najlepsi ludzie.

( ) Czerwonoarmijni konstruktorzy byli trybami ogromnej maszyny pracującej dla władz żądnych nowej broni i gotowych sięgnąć po znaczne zasoby ludzkie i materialne w celu znalezienia satysfakcjonującego rozwiązania. ( ) AK-47 był wytworem stalinowskiego państwa, a nie wynalazkiem jednego człowieka. Był dziełem władz i rezultatem wykorzystania znacznych zasobów, których użyły, żeby go stworzyć - pisze C.J. Chivers.

Centrum szkolenia na potrzeby sił pokojowych ONZ w Bukówce. Pożegnanie 300 żołnierzy wyjeżdżających do Syrii (fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta)

Autorzy sukcesu

Suma tych sprzyjających czynników musiała zaowocować przełomem. Jeśli Kałasznikow by go nie osiągnął, to udałoby się to komu innemu. Tym bardziej że - jak zaznacza autor „Prawdziwej historii najsłynniejszej broni świata” - istnieje co najmniej kilka relacji podważających nie tylko wyłączne autorstwo projektu Michaiła Kałasznikowa, ale i przypisywanie mu kluczowych zmian w projekcie, wprowadzonych w ostatnim etapie konkursu, które zaowocowały zwycięstwem prototypu.

Kałasznikow przedstawiał to później niemal jako chwilę objawienia, eurekę. „Wystąpiłem z kilkoma nowymi pomysłami, które wywróciły moje życie do góry nogami. Kompletnie zmieniłem ogólną konstrukcję” - cytuje go autor książki. Ale prawdziwym autorem tych zmian był - według Chiversa - najprawdopodobniej najbliższy współpracownik sierżanta, inżynier Aleksander Zajcew. Razem mieli wymyślić kluczowe rozwiązanie: podzespoły przyszłego karabinka miały być dopasowane luźno, a nie - jak do tej pory dominowało to w technice wojskowej - ciasno. Zakładali, że broń dzięki temu nie będzie się często zacinać, będzie odporna na brud, wytrzyma brak smaru i nie zatka się piaskiem. Czas pokazał, że trafili w sedno.

Wybory w Czeczenii w 1997 (fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta)

Ale to Zajcew - według Chiversa - wykonał kluczowe modyfikacje: skrócił lufę AK-46 o 80 milimetrów i zmienił jego główny mechanizm, łącząc suwadło i tłok gazowy w jedną część. O to chodziło - o sprawny, silny mechanizm pozbywania się łuski zużytego naboju i umieszczania na jego miejscu nowego. O to, co sprawia, że karabin automatyczny jest rzeczywiście automatyczny. Po zmianach mechanizm ten - wykorzystujący energię gazów prochowych - zaczął funkcjonować tak jak trzeba.

Jakie są dowody na zasługi Zajcewa? Po pierwsze jego własne słowa, cytowane w „Prawdziwej historii...”. Jak twierdził Zajcew, Kałasznikow nie chciał zmian, bo uważał, że jest zbyt mało czasu na rewizję projektu przed końcowymi testami. Udało mi się go przekonać, że mam rację - cytuje inżyniera Chivers. Po drugie: Aleksandr Malimon, oficer, który pracował przy testach na poligonie, również odnotował wkład Zajcewa jako fakt - punktuje Chivers. A doprawdy trudno - wobec przedstawianych wielokrotnie sprzecznych wersji - zaufać tu samemu Kałasznikowowi. Doskonale wiedział on bowiem, jak się poruszać w meandrach radzieckiego systemu.

Symbol systemu

W 1947 r. AK-47 jest gotowy. Ale radziecka władza oprócz nowego karabinu potrzebuje - jak zwykle - symbolu. Kałasznikow na ten symbol nadaje się idealnie.

Aż do końca ZSRR radziecka propaganda konsekwentnie buduje wizerunek twórcy swojej najpopularniejszej broni. Prosty człowiek, który doszedł do wszystkiego własną pracą i talentem, z pomocą partii? Trudno o lepszy wzór sowieckiego obywatela. Jak to ujął Chivers: „Kałasznikow jest typowym proletariackim bohaterem, prostym i najwyraźniej skromnym człowiekiem z ludu, którego wrodzony talent i lojalność pomogły Związkowi Radzieckiemu uzbroić siebie i zaprzyjaźnione kraje w obliczu ataku Zachodu. Z kolei Armia Czerwona, dzięki mądrości swoich dowódców i przezornej ingerencji funkcjonariuszy partii komunistycznej, którzy zareagowali w samą porę, ukierunkowała ten surowy talent dla dobra klasy robotniczej”. Brzmi dobrze? Jeszcze jak!

Ten kałasznikow to...flaszka wódki z kompletem kieliszków (fot. Bernt Rostad/Flickr/CC BY-SA 2.0)

Michaił Kałasznikow zostaje w bloku wschodnim ikoną. Dawny syn zesłańca, skrzywdzony przez komunistyczny system, jest teraz jego gorącym wyznawcą - ponieważ system ten zapewnia jemu i jego rodzinie awans społeczny, o jakim nie śmiałby jako dziecko marzyć. Idzie w górę w wojsku - aż do generała broni (zresztą stopień ten dostał od Borysa Jelcyna). Sypią się nagrody państwowe, premie, mieszkanie, dacza nad jeziorem, wysoka pensja i funkcja polityczna - członkostwo w sterowanej przez przywódców radzieckich Radzie Najwyższej ZSRR. Kałasznikow umiejętnie korzysta z nabytych kontaktów z wpływowymi dygnitarzami i elitą intelektualną kraju. Ułatwia mu to - jak podkreśla Chivers - wrodzony urok osobisty i bezbłędne wyczucie tego, o czyje względy warto zabiegać.

Tymczasem za granicą ZSRR i bloku wschodniego, w krajach afrykańskich, latynoamerykańskich, państwach arabskich i dalekowschodnich, ikoną staje się z kolei dzieło życia radzieckiego konstruktora. AK-47 i cała rodzina broni, która wypączkowała z jego projektu, to rękojmia niezawodności. Sam Kałasznikow już w latach 60. służy - tak w kraju, jak i za granicą - raczej jako żywa maszyna promocyjna, a nie konstruktor. Jego broń, pisze Chivers, rozprzestrzeniała się coraz bardziej, niezależnie od tego, co powiedział czy co zrobił. Nie miał wpływu na tempo i miejsce jej produkcji, ani na jej dystrybucję i liczne zastosowania. Był teraz jej nieoficjalnym rzecznikiem: historią i jej twarzą.

Etiopski wojownik z kałasznikowem podczas ceremonii... pogrzebu (fot. Dietmar Temps/Flickr/CC BY-NC-SA 2.0)

Dystrybucją zajęło się - po mistrzowsku - sowieckie państwo. Kałasznikow AK-47 stał się standardem w siłach zbrojnych bloku wschodniego, bo satelickie państwa nie bardzo mogły Moskwie odmówić. Dawało to perspektywę sprawnej współpracy „bratnich” armii w razie wojny, ułatwiało serwisowanie sprzętu. Ale równocześnie uzależniało od dostaw z ZSRR te państwa, które nie produkowały kałasza same (jednym z pierwszych producentów i eksporterów była Polska). Dostawy kałasznikowów służyły Moskwie do budowania sojuszy i zbrojenia komunistycznych partyzantek w Trzecim Świecie. Skutecznie - uzbrojeni w kałasznikowy żołnierze Wietkongu potrafili dzięki nim nawiązać walkę z Amerykanami w Wietnamie. Zwłaszcza że wdrożone w US Army jako przeciwwaga dla awtomatów Kałasznikowa karabiny M-16 były wówczas konstrukcją niedopracowaną i zacinały się na polu walki.

Etiopski żołnierz z kałasznikowem (fot. Chief Mass Communication Specialist Eric A. Clement, U.S. Navy/Wikimedia Commons/public domain/Enriquecardova)

Ponieważ blok wschodni produkował nadwyżkę kałaszy, szybko znaleźli się nań nabywcy i chętni do produkcji. Efekt? W 2004 r. na około 500 milionów sztuk broni obecnej na świecie jedna piąta, około 100 milionów, należało do rodziny karabinów Kałasznikowa. A trzy czwarte z tych 100 milionów to kolejne generacje i pochodne pierwszej konstrukcji z 1947 r. Tę ostatnią, oczywiście wielokrotnie modyfikowaną, wciąż produkuje ponad 20 krajów świata. Największym producentem są Chiny. Rosja nie wytwarza już swojego flagowego produktu, ale ma solidne zapasy w magazynach (Larry Kahaner: „AK-47: Broń, która zmieniła oblicze wojny”, Wiley & Sons, 2007).

Pokryty złotem kałasznikow wyprodukowany w Iraku (fot. Naval History and Heritage Command/Flickr/CC BY-SA 2.0)

Ikona buntu i walki

AK-47, wbrew intencjom Michaiła Kałasznikowa, stał się narzędziem służącym nie tylko do obrony kraju. Służył do wszczynania powstań, eksportu rewolucji, ale także jej zgniatania (pierwsze użycie: 1953 r., radzieckie wojsko dławi powstanie w Berlinie), do plemiennych rzezi w Afryce i ochrony szlaków narkotykowych w Ameryce Łacińskiej, a także do walk narodowowyzwoleńczych przeciw opresyjnym systemom. Sowiecka broń szybko trafiła do popkultury. I już tam została - jako ikona buntu i walki, dołączając do panteonu absurdalnych symboli w rodzaju wizerunku Che Guevary.

To nie jest oficjalna figurka LEGO, ale twórczość fanów. Zainspirowana kałasznikowem (fot. enigmabadger/Flickr/CC BY-NC-SA 2.0)

Niczym Żelazny Tron z "Gry o Tron". Rzeźba "Throne of Weapons" Cristóvão Canhavato, British Museum, sekcja afrykańska (fot. mwanasimba/Flickr/CC BY-NC-SA 2.0)

Choć równocześnie strzelano z niego do ludzi na murze berlińskim czy podczas Praskiej Wiosny, to AK-47 stał się symbolem dla tych wszystkich, którzy z różnych powodów walczyli ze Stanami Zjednoczonymi i ich wpływami na świecie. Trafił na flagę Mozambiku, do godła Timoru Wschodniego i na flagę Hezbollahu. Trafił - jako rzeźba "Tron z broni" Cristóvão Canhavato - do British Museum. Trafił na koszulki noszone przez młodzież. Trafił do hollywoodzkich filmów, używał go m.in. agent Jej Królewskiej Mości James Bond w "GoldenEye". Z reguły jednak - i słusznie - grał szwarccharakter i był narzędziem w rękach szwarccharakterów. Jak w prawdziwym świecie. Co roku od kul wystrzelonych z AK-47 i jego pochodnych ginie mniej więcej ćwierć miliona ludzi. Trochę za dużo, by uznać, że kałasznikow jest cool.

Od autora: w pierwotnej wersji tekstu błędnie określiłem karabinek automatyczny Kałasznikowa potocznym mianem 'karabinu maszynowego', napisałem też o - nieistniejących - pasach amunicji do niego. Co do powtarzających się komentarzy o braku wywiedzenia automatu Kałasznikowa od Sturmgewehr projektu Hugo Schmeissera, C.J.Chivers wspomina o przymusowym pobycie niemieckiego konstruktora w ZSRR i podobieństwach obu broni, podkreśla jednak, że nie jest do końca wyjaśnione, jaki był udział Niemca w tworzeniu Kałasznikowa. Za powstałe błędy serdecznie przepraszam Czytelników i dziękuję za konstruktywną krytykę.

 

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz Gazeta.pl. Robi wywiady, pisze o sprawach zagranicznych i fotografii, pisze bloga Realpolitik, twittuje. Gdy nie musi pracować, chodzi po górach, jeździ na rowerze lub pływa żaglowcami po morzach. I robi zdjęcia.

Komentarze (325)
Zaloguj się
  • podanyloginjestniepoprawny

    Oceniono 424 razy 404

    "AK-47 to najbardziej rozpowszechniony karabin maszynowy na świecie."
    AK-47 nie jest karabinem maszynowym. Jest karabinkiem automatycznym/karabinkiem szturmowym.
    "Wybory prezydenckie w Czeczenii, chłopiec z karabinem zabawką"
    Mały Czeczen bawi się atrapą amerykańskiego M-16, a nie radzieckiego AK-47

  • joly.roger

    Oceniono 259 razy 245

    Do tej pory myślałem że Kałasznikow siedział w piwnicy i z puszek po konserwach oraz znalezionego złomu strugał, strugał aż wystugał AK-47. A Willy Messerschmitt latawce sklejał i nagle BĘC odrzutowiec mu wyszedł ;)

  • kwak4

    Oceniono 232 razy 198

    Chala, a nie dobry tekst! Tez mi sensacja... Niemal wszystkie rodzaje broni, skonstruowanej w XX wieku po I wojnie byly tworem zespolow konstruktorow. Czy byl to spitfire, czy 7tp, czy armata boforsa 37 mm, czy pepesza - tworzyly je grupy konstruktorow, korzystajace z wczesniejszych rozwiazan.

  • michaelrym

    Oceniono 216 razy 186

    Drogi autorze artykułu,

    Automatyczna broń strzelecka jest nazywana zgodnie z rodzajem amunicji, z którek korzysta. Tak więc jeśli wykorzystuje nabój pistoletowy, jest to pistolet maszynowy. Jeśli karabinowy - karabin maszynowy.

    AK 47, tak jak MP 43/Sturmgewehr 44, wykorzystuje skrócony nabój karabinowy. Z tego powodu nazywa się go karabinkiem automatycznym lub po prostu karabinkiem.

    Tak na marginesie: mnie jako twojego czytelnika nie obchodzi co robisz kiedy nie pracujesz. Obchodzi mnie co robisz kiedy pracujesz, bo potem to czytam. Następnym razem, odwalając fuchę, myśl o tym co robisz a nie o spacerach po górach.

  • smiki48

    Oceniono 197 razy 139

    a w 1945 roku do radzieckiej niewoli został wzięty niejaki Hugo Schmeisser. Konstruktor niemieckich pistoletów maszynowych i karabinków szturmowych. Ciekawe z którym biurem konstrukcyjnym współpracował.

  • u_bolt

    Oceniono 97 razy 89

    <<Bałkański kocioł, od Vukovaru przez Sarajewo do Prisztiny, siedzi na beczce prochu. I pasach amunicji do najpopularniejszej broni świata – AK-47.>>

    .... beczce prochu i PASACH amunicji do najpopularniejszej ....

    Tak, tak panie redaktorku, znawco recznej broni maszynowej i stosowanej do niej amunicji. Wyjasnij laskawie ile to PASOW amunicji przynalezy do karabinu AK-47? Bo zawsze (i nic sie od poczatku nie zmienilo) do AK-47 stosuje sie magazynki zawierajace 30 naboi.

  • dziadekjam

    Oceniono 98 razy 88

    Von Braun oczywiście samiuśki jak paluszek rakiety Hitlerowi, a później Yankesom tworzył. Raptem stało się dziwne, że człowieka z nieprzeciętnymi zdolnościami włącza się do zespołu, czy też przydziela się mu zespół współpracowników.

  • vald

    Oceniono 177 razy 85

    "Chcesz być bezpieczny – miej w domu kałacha. Bo ci, którzy załomoczą o świcie w drzwi, na pewno będą go mieć."
    I tego się trzymajmy - jak kto może rzecz jasna. Bowiem Polacy zostali rozbrojeni. Mamy najmniej broni chyba ze wszystkich europejskich krajów w rękach przeciętnych obywateli. Rozumiem że komuch bali się broni w rękach obywateli. Ale teraz ?Czego to się boją posłowie, rząd Prezydent? Mamy przecież dobrobyt którego w razie czego trzeba by bronić. A tu nima jak.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX