Joanna Pawłowska

Joanna Pawłowska (fot. Marta Mach)

zjawisko

Co czytają Polacy w drodze do pracy? ''Wszystko. Od Fromma po romanse. Dużo kryminałów. Autobusowym hitem jest Stephen King''

Podróż z domu do pracy zajmuje Joannie Pawłowskiej 1,5 godziny. To daje jej 3 godziny dziennie na lekturę w środkach komunikacji miejskiej. Korzysta z tego chętnie, chociaż ostatnio jest zajęta również fotografowaniem innych czytających w autobusach i tramwajach. Na Facebooku założyła fanpage "Bo ma daleko do domu", na który wrzuca zdjęcia ludzi zatopionych w książkach i ich krótkie wypowiedzi o tym, co akurat czytają. Próbka? O powieści Joanny Bator "Ciemno, prawie noc": "Nie zachwyca. Mógłbym ją opisać w dwóch słowach: gwałty i koty".

O dramatycznym stanie czytelnictwa w Polsce od lat donoszą powołane do jego badań instytucje. W 2012 roku osiągnęliśmy dno. Raport Biblioteki Narodowej podaje, że 61 proc. Polaków zadeklarowało, że w tym okresie nie przeczytało ani jednej książki. W zestawieniu z osiągnięciami pozostałych czytających wypadła mniej niż jedna książka na Polaka. Co gorsza, ani jednej książki przez dwanaście miesięcy nie przeczytało 25 proc. osób z wyższym wykształceniem i 36 proc. kierowników i specjalistów. Właśnie opublikowano raport o stanie czytelnictwa w Polsce w 2014 roku. Nie jest dużo lepiej. Drgnął procent nieczytających: z 61 proc. zmniejszył się do 58 proc., ale wedle badań ci, którzy czytają, nie pochłaniają wcale większej liczby książek. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego postanowiło zadziałać, żebyśmy w ciągu kolejnej dekady nie stali się wtórnymi analfabetami. Uruchomiono program „Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa na lata 2014-2020”, którego budżet opiewa na około 60 milionów złotych. Tyle o pracach „na wysokościach”. Zejdźmy na ziemię.

Kilka tygodni temu na Facebooku pojawił się nowy fanpage o intrygującej nazwie „Bo ma daleko do domu”. Jego pomysłodawczyni zagaduje czytających w środkach komunikacji miejskiej. W sieci publikuje zdjęcie czytelnika i podpis: autor i tytuł czytanej książki oraz cytat z rozmowy. W krótkim czasie fanpage zebrał ponad 3000 lajków, a liczba zaangażowanych stale rośnie. Pod publikowanymi zdjęciami pojawiają się komentarze, które niekiedy zmieniają się w krótkie dyskusje. To jak to jest z czytającymi Polakami? Pytamy o to autorkę „Bo ma daleko do domu” - Joannę Pawłowską.

Joanna Pawłowska (fot. Marta Mach)Joanna Pawłowska (fot. Marta Mach)

Co teraz czytasz?

- „Wołokę” Mariusza Wilka. To zbiór tekstów, który pod koniec lat 90. publikowany był w Kulturze Paryskiej - notatki z włóczęgi po północy Rosji. Bardzo wciągające, choć Wilk ma zacięcie kronikarskie, czasem zbyt dogłębnie analizuje jakiś problem, co może być nużące. Dla mnie ta książka jest ważna, bo autor pisze o tym, jak funkcjonuje się na obczyźnie. Jeśli w ogóle można stopniować „bycie”, to według Wilka jesteś bardziej na obczyźnie niż w ojczyźnie. Dla mnie to ciekawa refleksja, bo mieszkałam dwa lata za granicą. Ta teoria do mnie przemawia.

Ile książek czytasz rocznie?

- Trudno powiedzieć. Szczerze mówiąc - nie liczę. Na pewno nie stanęłabym do popularnych w internecie wyzwań typu „Przeczytam 52 książki w 2015 roku”. Nie identyfikuję się z tą akcją. Czytam dużo, bo dużo jeżdżę autobusami. Droga do pracy zajmuje mi 1,5 godziny w jedną stronę, co daje mi 3 godziny dziennie na lekturę.

Stąd wziął się pomysł na facebookowy reportaż?

- Tak. To pomysł z życia wzięty. Od kiedy kilka lat temu przeprowadziłam się do Warszawy z Torunia, gdzie studiowałam, jeżdżę bardzo dużo komunikacją miejską. Oprócz tego, że czytam, chcąc nie chcąc, obserwuję pasażerów. Znam cały repertuar różnych zachowań autobusowo-tramwajowych. Poczynając od nerwowych przepychanek, poprzez przycięte drzwiami przez kierowcę kończyny, do rozmów telefonicznych nad głową, podczas których ktoś relacjonuje ze szczegółami, co jadł na śniadanie.

Ja dołożyłabym jeszcze zajmowanie pojedynczych miejsc na podwójnych siedzeniach tak długo, aż nie będziemy zmuszeni dosiąść się do innego pasażera.

- Tak. I żeby było trudniej - zajmujemy najpierw miejsca od korytarza. Te przy oknie pozostawiając puste. Z pozytywnych zachowań Polaków w autobusach: zauważyłam, że bardzo wielu pasażerów czyta. Pomyślałam, że ciekawie byłoby to zrelacjonować w minireportażu. Książka okazała się dla mnie pretekstem do rozpoczęcia rozmowy.

„Ciemno, prawie noc”, J. Bator  Nie zachwyca. Mógłbym ją opisać w dwóch słowach: gwałty i koty. Zobaczymy jaka będzie końcówka. Mam nadzieję, że będzie dobra (fot. Joanna Pawłowska)„Ciemno, prawie noc”, J. Bator, Nie zachwyca. Mógłbym ją opisać w dwóch słowach: gwałty i koty. Zobaczymy jaka będzie końcówka. Mam nadzieję, że będzie dobra (fot. Joanna Pawłowska)

Czy pomysł na „Bo ma daleko do domu” jest odpowiedzią na raporty o stanie czytelnictwa?

- Nie. Koncepcja zrodziła się spontanicznie w autobusie. Nie zastanawiałam się szerzej nad problemem czytelnictwa i nie miałam misji wspierania go. Po prostu interesowało mnie, co i dlaczego czytają moi współpasażerowie. Inna sprawa, że kiedy zabrałam się do pracy i prowadzenie strony stało się dla mnie rutyną, nagle liczba czytających znacznie się uszczupliła. Kiedy sama siedziałam z nosem w książce, byłam pewna, że co najmniej kilka osób w pojeździe też coś czyta. Teraz zdarza się, że kiedy szukam, wszyscy pasażerowie albo gapią się w okno, albo w ekran swojego telefonu.

Do opublikowania reportażowych treści wybrałaś Facebook. Skąd taka decyzja? Dlaczego nie blog na przykład?

- Portale społecznościowe to bardzo wygodna forma komunikacji. Łatwo dotrzeć do odbiorców, łatwo opublikować krótkie posty, łatwo komentować. Bardzo by mi zależało, żeby pod zdjęciami pojawiało się jak najwięcej komentarzy, żeby wypowiedzi i lektury moich bohaterów stały się pretekstem do szerszej dyskusji.

O książkach?

- O książkach i o życiu. Bo książka może być pretekstem do rozmowy o wszystkim.

Czyli jednak masz misję.

- Jeśli tak, to będzie to zachęta do rozmowy właśnie.

 „4-godzinny tydzień pracy”, T. Ferriss  Czytam właśnie, jak rzucić swoją pracę. Chodzi o to, żeby nie spędzać czasu na etacie. Ja akurat nie mam tego problemu, ale bardzo mnie to ciekawi. Prowadzę firmę ze swoją dziewczyną, jestem trenerem, grafikiem. Robię kilka różnych rzeczy. Nie odpowiada mi taki system pracy, w którym codziennie musiałbym wstawać o określonych godzinach i pracować u kogoś (fot. Joanna Pawłowska) „4-godzinny tydzień pracy”, T. Ferriss, Czytam właśnie, jak rzucić swoją pracę. Chodzi o to, żeby nie spędzać czasu na etacie. Ja akurat nie mam tego problemu, ale bardzo mnie to ciekawi. Prowadzę firmę ze swoją dziewczyną, jestem trenerem, grafikiem. Robię kilka różnych rzeczy. Nie odpowiada mi taki system pracy, w którym codziennie musiałbym wstawać o określonych godzinach i pracować u kogoś (fot. Joanna Pawłowska)

Pamiętasz pierwszą osobę, którą zaczepiłaś?

- Jasne, że pamiętam, bo to było dość niedawno. Dziewczyna czytała książkę o oficerach polskiego wywiadu. Powiedziała tylko kilka zdań i nie chciała na zdjęciu pokazać swojej twarzy, ale i tak pozytywnie nastroiła mnie do działania. Bo szczerze mówiąc, bardzo obawiałam się, że ludzie w ogóle nie będą chcieli ze mną rozmawiać.

No tak, nie jesteśmy jako naród mistrzami „small talku”.

- No nie jesteśmy. Najlepiej założyć słuchawki na uszy, odciąć się od wszystkiego, co wokół, i broń Boże nie wchodzić w interakcje. No, chyba że w spory o siedzenie. A jak ktoś już chce zagadać, choćby o pogodzie, jest traktowany podejrzliwie: albo czegoś chce, albo świr. Do tego autobus, tramwaj, metro to miejsca publiczne. Bałam się, że ludzie będą krępowali się mówić o sobie w tłumie. Okazało się, że jest inaczej. Rozmawiamy.

Nikt ci nie odmawia?

- Odmawiają, ale to wyjątki. Zdecydowana większość zaczepianych przeze mnie osób chce rozmawiać. Książka to doskonały pretekst, żeby zacząć rozmowę o czymkolwiek i przełamać barierę. I to jest właśnie w książkach fantastyczne.

Zdarzyła ci się nieprzyjemna sytuacja?

- Nie, nigdy. Jeśli ktoś odmawia, nie naciskam. Nigdy nie było scysji.

 „Czwarty K”, M. Puzo  To kryminał, jest porwanie córki prezydenta, są terroryści. Czytam w drodze, właśnie tak jak teraz w tramwaju, gdy dziecko śpi, ewentualnie wieczorem, jak zaśnie. Na wszystko znajdzie się czas. Nawet biegam z dzieckiem. Już braliśmy udział w kilku biegach, mamy medale. Wszystko się da. Z wózkiem biegnę, tylko muszę się wcześniej dowiadywać o trasę, czy nie ma jakichś dziur, wybojów. Teraz planujemy wziąć udział w półmaratonie (fot. Joanna Pawłowska) „Czwarty K”, M. Puzo, To kryminał, jest porwanie córki prezydenta, są terroryści. Czytam w drodze, właśnie tak jak teraz w tramwaju, gdy dziecko śpi, ewentualnie wieczorem, jak zaśnie. Na wszystko znajdzie się czas. Nawet biegam z dzieckiem. Już braliśmy udział w kilku biegach, mamy medale. Wszystko się da. Z wózkiem biegnę, tylko muszę się wcześniej dowiadywać o trasę, czy nie ma jakichś dziur, wybojów. Teraz planujemy wziąć udział w półmaratonie (fot. Joanna Pawłowska)

Kto czyta w komunikacji miejskiej?

- Pytasz o charakterystykę mojego bohatera? Trudno ją stworzyć. To kobiety i mężczyźni, w każdym wieku, o różnym wykształceniu. Ale ja nie robię badań.

A co czytają?

- Wszystko. Od Fromma po romanse. Bardzo dużo kryminałów. Zauważyłam, że autobusowym hitem jest Stephen King. Sama nigdy nie przeczytałam ani jednej jego książki. Pomyślałam sobie, że skoro aż tylu ludzi go lubi, to może coś w tym jest. I chyba się skuszę.

Zdarzyło ci się z kimś zagadać?

- Tak. Wiele razy. Z jedną panią przejechałam z Bemowa na Pragę. Opowiedziała mi o książce, którą czyta, i o wszystkich pozostałych romansach z serii. Po tej podróży nabyłam całkiem sporą wiedzę o gatunku, o którym wcześniej nic nie wiedziałam. Ale też o sprawach damsko-męskich w ogóle.

Zwracasz uwagę na okładki książek?

- Raczej nie. Przede wszystkim dlatego, że kiedy ludzie czytają w autobusie, to najczęściej nie widać okładki. Poza tym również dlatego, że w żaden sposób nie selekcjonuję książek. W reportażu interesuje mnie wszystko, bo tak jak już mówiłam, książka ma być tylko pretekstem. Zdarzyło mi się, że podeszłam do kogoś, bo zobaczyłam, co czyta. To był chłopak z Platonem w ręku. Ale niestety nie zgodził się na publikację.

 „Uwolnij mnie”, J. Courths-Mahler  Mała jest, wchodzi do torebki. Z kolekcji „Biblioteka romansu”. To jest o miłości, ale nie tylko o miłości, o stosunkach ludzkich. Między ludźmi musi coś być. Musi ta chemia być, bo bez tego się nie da. Niestety niektórzy patrzą tylko na majątek. Pieniądz jest potrzebny, ale to nie jest wszystko (fot. Joanna Pawłowska) „Uwolnij mnie”, J. Courths-Mahler, Mała jest, wchodzi do torebki. Z kolekcji „Biblioteka romansu”. To jest o miłości, ale nie tylko o miłości, o stosunkach ludzkich. Między ludźmi musi coś być. Musi ta chemia być, bo bez tego się nie da. Niestety niektórzy patrzą tylko na majątek. Pieniądz jest potrzebny, ale to nie jest wszystko (fot. Joanna Pawłowska)

Fanpage „Bo ma daleko do domu” bardzo szybko zdobył dużą popularność. Domyślasz się dlaczego?

- Nie wiem. Może dużo ludzi ma daleko do domu. Dziś fanpage ma już prawie 4000 lajków, a liczba wciąż rośnie. Zdziwiło mnie to. Nie poruszam sensacyjnych treści, które w internecie cieszą się jednak największą popularnością. To dobry znak, że temat książki przykuwa uwagę.

 „Slapstick albo nigdy więcej samotności!”, K. Vonnegut  Akurat jestem na stronie, na której główny bohater opowiada o swoim urodzeniu i chrzcie, na który rodzice nie zaprosili żadnych znajomych, bo był bardzo brzydkim dzieckiem. Miał po sześć palców u każdej ręki i stopy (fot. Joanna Pawłowska) „Slapstick albo nigdy więcej samotności!”, K. Vonnegut, Akurat jestem na stronie, na której główny bohater opowiada o swoim urodzeniu i chrzcie, na który rodzice nie zaprosili żadnych znajomych, bo był bardzo brzydkim dzieckiem. Miał po sześć palców u każdej ręki i stopy (fot. Joanna Pawłowska)

 

Marta Mach. Absolwentka arabistyki na UAM, tłumaczka i dziennikarka. Zanim w 2010 roku zamieszkała w Warszawie, dużo podróżowała. Mieszkała w Syrii, Libii i Indiach, gdzie współpracowała z organizacjami pozarządowymi. Współtwórczyni i redaktorka naczelna magazynu „Zwykłe Życie”, produkuje sesje zdjęciowe i wideo, dla przyjemności fotografuje.

Komentarze (91)
Zaloguj się
  • Monika Ambroziak

    0

    Uwielbiam czytać i wolałabym przeznaczać całą drogę do i z pracy na czytanie - ponieważ wtedy wyłaczam ok. 50% myślenia... Opinia autorki, że pasażerowie gapią się w okno, albo w ekran telefonu... Czy autorka wyobraża sobie, że ludzie nie myślą "gapiąc się" w okno? Ja wtedy najwięcej pracuję, planuję, tworzę. Zawsze mam ze sobą ciekawą książkę, ale czasami myślenie za bardzo mnie rozprasza

  • daniellina

    Oceniono 2 razy -2

    ostatnią książkę jaką czytałam było 50 Twarzy Greya, i trochę mnie ta historia zaintrygowała więc jak nie mam miejsca w torbie to czytam z telefonu podobne historie. Ostatnio śledzę blog.sugardaters.pl/ i nawet napisali coś o Greyu..

  • revivale

    Oceniono 2 razy 0

    Dokładnie tak, wersje elektroniczne są o wiele lepsze niż papierowe! Sam czytam Moto-Tabu - ściągam sobie appkę- i mam dostęp wszędzie :) Bardzo fajne artykuły- i cała gama świetnych reporterów - tak więc mogę tylko polecić :) mototabu.pl/miesiecznik-moto-tabu-kioskach-apple-itunes-store-google-play/

  • gandzasar

    Oceniono 9 razy -5

    na pokaz i zajmują jak niepełnosprawni

  • gandzasar

    Oceniono 9 razy -7

    niby czytają i zajmują miejscy i śpią a zajmują miejscy bchorych a ja kaleka mam stać a na k

  • annakwiekowska

    Oceniono 5 razy 1

    "Czytam dużo, bo dużo jeżdżę autobusam" Ciekawe podejście

  • Tomasz Borys

    Oceniono 7 razy 5

    Podziwiam ludzi, którzy potrafią czytać książki w środkach komunikacji miejskiej, szczególnie tych, którzy robią to w tłoku i na stojąco, wracając z pracy w godzinach szczytu. Ja muszę mieć spokój i ciszę, żeby się skupić, dlatego w autobusie słucham tylko muzyki, a czytam w domu , w fotelu przy lampce. Wyjątek, to pociąg, ale i tutaj rzadko się zdarza.

  • siguna

    Oceniono 8 razy 8

    Prześliczna ta dziewczyna

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX