Anna Grodzka

Anna Grodzka (fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

wywiad gazeta.pl

Anna Grodzka: Poczucie bycia kobietą czy mężczyzną nie ma nic wspólnego z tym, co ma się między nogami

Pisałam o tym i mówiłam wielokrotnie, że bardzo poważną diagnozę transseksualizmu przeszłam trzydzieści trzy lata temu. I wtedy zaproponowano mi już korektę płci, którą zrobiłam blisko dekadę temu. Trudno więc chyba zgodzić się z tezą, że dla kariery wymyśliłam sobie, że będę transseksualna - mówi nam Anna Grodzka, posłanka na Sejm i kandydatka na prezydentkę Polski, odnosząc się do publikacji tygodnika ?W Sieci?, który oskarżył ją o życie w kłamstwie.

Zabolało?

A ciebie by nie zabolało, gdyby wypisywano na twój temat bzdury?

Ale bzdury o osobach publicznych wypisywane są nieustannie. Jednak atak na ciebie przeprowadzony przez tygodnik „W Sieci”, o okładce nawet nie wspomnę, był wyjątkowo obrzydliwy.

I zupełnie niezrozumiały. Dlaczego napisano te wszystkie kłamstwa na mój temat? W jakim celu powstał ten tekst?

Wiedziałaś, że coś takiego jest przygotowywane?

A skąd? Wiedziałam tylko, że powstaje jakiś artykuł o mnie, bo dostałam od jego autora kilka pytań, wszystkie zresztą opublikowałam na blogu. Wśród nich były takie, na które odpowiedziałam, bo dotyczyły mojej działalności społecznej i politycznej. Te jednak w jego paszkwilu się nie znalazły, widocznie nie pasowały do koncepcji.

Powtarzam, to wszystko mnie bardzo dziwi. Z jakiego powodu powstał szkalujący mnie materiał? Przecież ja nie jestem kandydatką na urząd prezydencki, która może komuś zaszkodzić, realnie namieszać w wystawionym do wyborów zestawie figur woskowych. Jestem osobą, która niesie nowe treści. Chcę mówić, że w Polsce możliwe jest uprawianie innej, lepszej polityki.

Może właśnie dlatego?

– Daj spokój. Ten tekst powstał z czystej nienawiści, nie znajduję innego powodu. W ogóle fascynujące jest to, jak ochoczo wszelkie prawicowe media uwielbiają zaglądać do łóżka innym, gmerać w ich prywatności. Pamiętasz jakiś podobny atak ze strony mediów lewicowych?

Nie bardzo. Kiedy zobaczyłaś okładkę „W Sieci”?

– Dzień przed publikacją, w internecie.

I co poczułaś?

– Byłam w szoku, bo to jest jednak jakiś kompletny upadek mediów. Nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać. I zadawałam sobie nieustannie pytanie: dlaczego? Dlaczego oni chcą mi tak bardzo zaszkodzić? Dlaczego mnie tak nienawidzą? Co ja im zrobiłam?

I na drugi dzień, w poniedziałek, przeczytałaś tekst?

– Tak, i reakcja się powtórzyła, choć muszę przyznać, że z większą dozą humoru, bo te piramidalne bzdury, które napisano, przeszły moje najśmielsze wyobrażenia.

Anna Grodzka (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)Anna Grodzka (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Wielokrotnie mówiłaś, że masz grubą skórę.

– Teraz to jest już chyba pancerzyk.

Ochronił cię tym razem?

– Pancerzyk jest na zewnątrz, a to, co dzieje się w środku, jest zupełnie inną sprawą. Ale proszę cię, nie posuwaj się do poziomu dziennikarza śledczego z tamtej gazety i nie dopytuj mnie o jakościowe szczegóły moich uczuć w tym momencie, bo nie chciałabym, żeby były one przedmiotem debaty publicznej. Generalnie przeżyłam to bardzo mocno.

Pierwszy zarzut wobec ciebie, który pojawił się w publikacji Andrzeja Rafała Potockiego, dotyczy tego, że nie wiadomo do końca, czy jesteś osobą transseksualną, czy przeszłaś pełną korektę płci, i że generalnie oszukujesz naród i robisz na tym karierę.

– Właściwie to nie wiadomo, od czego zacząć. Po pierwsze, zwracam uwagę na niekompetencję tego pana w kwestii jego wiedzy na temat tożsamości płciowej, bo poczucie bycia kobietą czy mężczyzną nie ma nic wspólnego z tym, co ma się między nogami. Nie organy płciowe świadczą o kobiecości i męskości. Wydawałoby się, że wiedzą o tym nawet średnio wykształcone osoby, a szczególnie dziennikarze zabierający się za pisanie na ten temat.

Autor tekstu powołuje się między innymi na mój wywiad z Piotrem Pacewiczem i moją książkę, więc nie mógł nie wiedzieć, że czułam się kobietą od zawsze. Mało tego, pisałam o tym i mówiłam wielokrotnie, że bardzo poważną diagnozę transseksualizmu przeszłam trzydzieści trzy lata temu! I wtedy zaproponowano mi już korektę płci, którą zrobiłam blisko dekadę temu. Trudno więc chyba zgodzić się z tezą, że dla kariery wymyśliłam sobie, że będę transseksualna. Przecież kiedy mnie diagnozowano wieki temu, nie planowałam, że zostanę posłanką.

Swoją drogą pogląd, że można w Polsce robić karierę na byciu osobą transseksualną lub homoseksualną, jest szczególnie interesujący. Przez lata byłem przekonany, że jest zgoła inaczej.

– Z tego można by było się już tylko śmiać, gdyby nie to, że to nie jest śmieszne. Bo jak to się ma do sytuacji osób transseksualnych w Polsce, które są nieustannie upadlane, szykanowane i dyskryminowane przez swoje otocznie, często do końca życia? No jak? Co ma dla nich do powiedzenia pan dziennikarz śledczy? Dlaczego osoby transseksualne nie robią w Polsce błyskawicznych karier, skoro to tak bardzo pomaga?

Zarzut drugi: wracasz do domu i się natychmiast przebierasz w męskie ciuchy.

– Jest to niemożliwe, bo z ogromną przyjemnością, w czasach mojej przemiany, oddałam wszystkie męskie ciuchy osobom biednym i trochę rodzinie. Nie mam w swojej szafie ani jednego męskiego ubrania. Cokolwiek to w ogóle oznacza, bo czy gdybym chodziła na przykład w domu w dresie, to jest to męski ciuch czy nie?

Zarzut numer trzy: jesteś w związku z prowadzącą twoje biuro poselskie Lalką Podobińską i razem mieszkacie, ukrywając to oczywiście przed społeczeństwem.

– Nie mieszkam z Lalką, mieszkam sama. Lalka mieszka ze swoim mężem Piotrem we własnym domu. Pan dziennikarz śledczy tak nas zawzięcie śledził, że nie zauważył domu zwanego popularnie „bliźniakiem”, który budowaliśmy wspólnie. Nawiasem mówiąc, „W Sieci” opublikowało zdjęcie domu państwa Podobińskich, a nie mojego. Taki to jest poziom niekompetencji. Mike, przepraszam cię, ale nie uważasz, że cała ta nasza rozmowa jest absurdalna, że my się nią w gruncie rzeczy poniżamy?

(fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)(fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

Przyznaję, że mam takie poczucie. Powiedziałbym nawet, że czuję lekkie zażenowanie, przepytując cię, czy chodzisz po domu w dresie, ale uważam, że nie można oddawać pola brukowcom i należy tłumaczyć ludziom, jak jest naprawdę.

– Dobrze, to mnie przekonuje, ale znów naraża mnie na krytykę ze strony mojej Partii Zielonych, że zgodziłam się po raz kolejny udzielić wywiadu na ten temat, co pozycjonuje mnie wyłącznie jako osobę transseksualną i sprowadza do roli uczestniczki skandalu, nie dając szansy mówienia o tym, o czym chcę powiedzieć Polakom. To jest dla mnie niekomfortowe.

Są tacy specjaliści od marketingu politycznego, którzy mówią, że cała ta sprawa pomogła ci PR-owo, że wiele osób się teraz z tobą solidaryzuje. Na Facebooku trwa akcja #JeSuisAnia, która polega na wyrażaniu poparcia dla ciebie.

– Ja się za słabo znam na PR-ze, żeby to zanalizować. A akcja poparcia, o której mówisz, jest bardzo miła i dziękuję za nią. Rozumiem, że ludzie chcieli powiedzieć o sprawach ważnych w mojej działalności, jak wolność słowa, prawa lokatorskie, prawo pracy. Chcieli pokazać, że każdy ma prawo do swojego życia, do decydowania o sobie. I ja mam także prawo do poczucia swojej płciowości, i mogę – gdybym chciała – chodzić w dresie, i mogę robić lewicową politykę.

Lalka Podobińska zapowiedziała pozew sądowy za tekst „W Sieci”. Czy ty też masz zamiar pozwać redakcję do sądu?

– Zleciłam analizę sprawy kancelarii adwokackiej Agnieszki Stach, która wygrała moją sprawę przeciwko Tomaszowi Terlikowskiemu, i po niej podejmę decyzję.

Wszystko to, wydaje mi się, pokazuje, że wciąż wiedza na temat tego, co to jest tożsamość płciowa czy orientacja seksualna, jest w społeczeństwie niska.

– A mnie się wydaje, że ludzie nie mają obowiązku wszystkiego wiedzieć i zorientowanie się w materii, o której się pisze, należy przede wszystkim do dziennikarza. To się nazywa rzetelnym dziennikarstwem – zawód w naszym kraju ginący. Dziennikarz śledczy „W Sieci” wcisnął swoim własnym czytelnikom mnóstwo kłamstw i swojej niewiedzy, właściwie można powiedzieć, że ich znieważył, potraktował jak idiotów.

Goszcząc w „Kropce nad i” u Moniki Olejnik, podarłaś na wizji „W Sieci”. Przyjemne to było?

– Powiem ci, że tak, choć książki bym nie podarła, nawet najgorszej. Ale to pismo, podobne raczej do kawałka szmaty, podarłam z radością.

To mnie zaskoczyło, bo ty nie jesteś performerką, jak twój były szef Janusz Palikot. Rodzaj polityki, którą uprawiasz, to raczej spokojne tłumaczenie własnych racji.

– Zgoda, taki mam styl, choć nie wiem, czy to służy mojej karierze. Dzisiaj częściej popłaca pajacowanie. Wtedy zainteresują się tobą media, będziesz w głównych wydaniach programów informacyjnych. Ale to był pomysł, którym zaskoczyła mnie Monika Olejnik. Jednak uważam, że najważniejsza w życiu i w polityce jest prawda i wiarygodność, dlatego jestem w Partii Zielonych, którą tworzą ludzie uczciwi i szczerze zaangażowani. Poza tym ja naprawdę nie chcę nikogo obrażać, nie czuję nienawiści do innych ludzi i jestem przekonana – może błędnie – że taka powinna być polityka. Chyba niewiele osób podziela ten pogląd.

Może jednak wiele. Kiedy czytałem komentarze pod tekstami dotyczącymi artykułu „W Sieci”, byłem zaskoczony liczbą pozytywnych opinii na twój temat.

– Naprawdę? To mnie zaskoczyłeś. Byłoby wspaniale, gdybyśmy zerwali z hejtem na rzecz budowania czegoś pozytywnego. Ale trudno się z czymś takim przebić w mediach, które nie są zainteresowane autentycznymi problemami społecznymi, tylko cyrkiem. Media przyciąga skandal, wygłup, wpadka. Im głupiej, tym lepiej. Dlatego zamiast coraz lepiej jest coraz gorzej.

(fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)(fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Dlaczego kandydujesz na urząd prezydencki?

– Kandyduję dlatego, że polityka powinna być inna. Powinna być realizowana w imieniu i w interesie społeczeństwa. Powinna rozwiązywać konkretne problemy, z jakimi się borykamy.

Chcę zaproponować nowe rozwiązania, które zmienią paradygmat funkcjonowania gospodarki. Dzisiaj państwo zamiast dla polskich pracowników i przedsiębiorców pracuje prawie wyłącznie na rzecz wielkiego kapitału, rynków finansowych i międzynarodowych korporacji. Politycy, zamiast znajdować wspólne rozwiązania, szczują jedne grupy społeczne na drugie. Tracimy przez to, jako społeczeństwo, możliwość sterowania własnym losem.

Prowadzona od lat polityka sprowadza się w zasadzie do oddawania pola niewidzialnej ręce rynku. Wolny rynek, w naszych realiach, oznacza najczęściej gospodarczy Dziki Zachód, bezprawie, a nie konkurencyjną gospodarkę. Oznacza utrwalanie hierarchicznej struktury gospodarczej, w której drapieżnikami są korporacyjni giganci, a ich pożywieniem lokalni przedsiębiorcy i wyzyskiwani pracownicy. Neoliberalną filozofię przeniesiono także na stosunki społeczne. Ludzi zmusza się do „wyścigu szczurów”, nieustannej, brutalnej rywalizacji. Od najmłodszych lat szkolnych uczy się dzieci wyłącznie konkurowania, zapominając o wielkiej twórczej sile w innowacyjnej współpracy.

Chciałabym, żeby wielkie korporacje płaciły w Polsce uczciwie podatki. Skoro korzystają z naszych zasobów: pracy wykształconych ludzi i publicznej infrastruktury, niech uczciwą część zysków zostawiają u nas. Niezapłacone przez wielkie korporacje zyski ekonomiści szacują na kilkadziesiąt miliardów złotych rocznie. Dopilnowanie rzetelnego płacenia podatków jest możliwe poprzez stworzenie i egzekucję przepisów antytransferowych i utrudnianie tak zwanej optymalizacji finansowej. Te środki można przeznaczyć na podniesienie kwoty wolnej od podatku PIT (bo gros podatków w Polsce płacą najmniej zamożni) i podniesienie płacy minimalnej, za którą dzisiaj niepodobna utrzymać rodziny.

Problem polega na tym, że kompetencje ma w tej sprawie przede wszystkim rząd i parlament. Możliwości prezydenta są tu znacznie ograniczone.

– Jestem zwolenniczką prezydentury, której w Polsce nikt nigdy nie uprawiał, czyli aktywnej. Prezydent ma inicjatywę ustawodawczą i prawo weta. Używając tych prerogatyw, powinien negocjować z rządem i próbować przeprowadzić choć kilka ustaw rozwiązujących znacząco problemy ekonomiczne społeczeństwa. Poza tym prezydent ma przecież prawo, a nawet obowiązek, zabierać publicznie głos w ważnych sprawach i próbować wpływać na kształt debaty publicznej – tym samym na realną politykę.

Prezydent ma szersze kompetencje w sprawach polityki zagranicznej. Jaki jest twój pogląd w tej sprawie?

– Wobec globalizującego się świata jedynym słusznym kierunkiem dla Polski, a także dla Europy, jest integracja – to jasne. Polska powinna wspierać nowoczesną, prospołeczną politykę europejską. Znaczna część Europejczyków zauważyła, że powodzenie i rozwój gospodarczy nie będą możliwe w warunkach niepohamowanej eksploatacji środowiska naturalnego i działających ponad prawem stanowionym korporacji i rynków finansowych.

Należy dążyć do wzmocnienia władzy wybieralnej Unii Europejskiej i ograniczać kompetencje niepochodzącej z wyboru Komisji Europejskiej. Dyskusja, czy nasze wejście do strefy euro będzie dla nas korzyścią czy stratą, jest w znacznej mierze zastępcza. O wiele ważniejsza byłaby dyskusja o możliwych dramatycznych dla nas zagrożeniach, jakie niesie negocjowana poufnie przez Komisję Europejską umowa o wolnym handlu między UE a USA. Jeśli Europa podpisze tę umowę, państwa ze środków publicznych będą musiały płacić ogromne odszkodowania ponadnarodowym korporacjom, nawet za nieuzyskane przez nie korzyści. A mimo że to znacznie większy skandal niż słynna ACTA, publiczna debata na ten temat jest przez obecny rząd i pana prezydenta ignorowana.

Jeśli chodzi o politykę wschodnią, to uważam, że powinniśmy, wraz z krajami Unii Europejskiej, zachowywać racjonalną powściągliwość i otwartość na pokojowe rozwiązywanie sporów. Może gdybyśmy rozmawiali, a nie rozpalali emocje, nie byłoby wojny na Ukrainie, która bez wątpienia jest pokłosiem imperialnej polityki Putina.

Prezydentka Grodzka spotkałaby się z rosyjskim prezydentem?

– Nie chciałabym mu podać ręki. Putinowska władza ustanowiła oligarchiczny, niesprawiedliwy system gospodarczy w Rosji i używa wojny do rozwiązywania sporów. Tego nie powinno być w nowoczesnej Europie. Żadna wojna nie rozwiązuje ludzkich problemów, jedynie tworzy ludzkie dramaty.

(fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)(fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

A masz jakieś propozycje dla mojego pokolenia trzydzieści plus, które jest skazane na umowy śmieciowe, brak ubezpieczenia zdrowotnego, małe prawdopodobieństwo własnego mieszkania, a w przyszłości emerytury?

– Nie odpowiada wam to?

Nie bardzo. Wszyscy jesteśmy zmuszani do samozatrudnienia.

– Czyli jesteś przedsiębiorcą?

Kiedyś byłem, przez dwa lata, ale potem skończył się okres obniżonej składki za ZUS i okazało się, że musiałbym pracować głównie na płacenie ciężkich danin dla państwa. Na życie zostałoby niewiele.

– Skoro byłeś małym przedsiębiorą, to powinieneś po tych dwóch latach być już dużym.

Ale nie zostałem.

– Bo jesteś nieudacznikiem i nie potrafisz funkcjonować w gospodarce wolnorynkowej. Całe twoje pokolenie, jak się okazuje, nie potrafi. Wszyscy jesteście do bani. A teraz poważnie: nie masz poczucia, że wam to wmówiono? Że trzeba radzić sobie samemu, a jak sobie nie radzisz, to jesteś nieudolną jednostką? Cała ta neoliberalna paplanina doprowadziła do sytuacji, w której twoje pokolenie poczuło nagle, że nie ma szansy na chronione prawem zatrudnienie, a co za tym idzie – takie cywilizacyjne zdobycze jak płatny urlop czy ubezpieczenie zdrowotne i emerytalne, że nie ma też szans na kupienie własnego mieszkania, chyba że na kredyt na całe życie. Na przykład we frankach.

Co więc należy zrobić?

– Należy przede wszystkim wprowadzić o wiele silniejszy, rzeczywisty wpływ społeczeństwa na władzę i pełną transparentność podejmowanych decyzji. A można to zrobić, nowelizując tylko kilka ustaw: wyborczą, o partiach politycznych, o referendach. Powiedziałam „tylko”?

Słyszałem to na własne uszy.

– To jeszcze drobiazg, trzeba mieć w parlamencie poparcie większości posłów. Poza tym należy wreszcie podpisać w całości „konstytucję” europejskich praw człowieka, czyli podpisaną w 1968 roku przez większość państw Europy Kartę Praw Podstawowych. Polska ją podpisała, ale bez rozdziału opisującego prawa człowieka w kategoriach praw socjalnych. A z niego wynika, że należałoby prowadzić długofalową politykę mieszkaniową i utrzymywać poziom płac na poziomie umożliwiającym utrzymanie rodziny, zapobiegać nadużywaniu praw i wyzyskowi w pracy, zapobiegać bezrobociu, choćby poprzez wspieranie polskich inwestycji i powrót do polityki nowoczesnego uprzemysłowienia opartego na zrównoważonej polityce gospodarczej.

Kolejna sprawa to realne wspieranie polskiej nauki i umiejętne korzystanie gospodarcze z jej dorobku. Bo dzisiaj ten dorobek jest marnowany, wraz z ludźmi i pieniędzmi ucieka za granicę. Myślę, że warto o tym wszystkim mówić, choćby w kampanii prezydenckiej. Brakuje takiej polityki. Brakuje alternatywy politycznej dla obecnego establishmentu.

(fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)(fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Dlatego coraz więcej ludzi nie głosuje w wyborach?

– Dlatego, że nikt nie daje Polakom oferty, którą mogliby poprzeć – nie populistycznej, ale społecznej. Dlatego, że w debacie społecznej narzucany jest nam język stereotypów, który zaciemnia, a nie wyjaśnia rzeczywistość. Poza tym ludzie widzą, że są przez polityków oszukiwani. Na kogo by nie zagłosowali, i tak rządzą ci sami ludzie, nic się nie zmienia. Polityka w Polsce jest w gruncie rzeczy zabetonowana od lat. W dodatku klasa polityczna zainteresowana jest wyłącznie sobą i występami w mediach.

A ja chcę uczciwie powiedzieć, że nie jestem PR-ową wydmuszką. Mam swoje poglądy i będę chciała przekonać do nich wyborców. Mam wsparcie w młodej, zaangażowanej społecznie Partii Zieloni i koalicji kilkunastu organizacji pozarządowych, stanowiących mój komitet wyborczy. Chciałabym, żeby obywatele poczuli, że jest alternatywa dla tego chorego systemu, w którym obecnie żyjemy, że zmiana jest nie tylko niezbędna, ale naprawdę możliwa. Moja oferta jest lewicowa, czyli otwarta światopoglądowo i wrażliwa społecznie. Taka siła polityczna powstanie. Czy się to komuś podoba, czy nie. I ja będę o niej głośno mówić.

 

Anna Grodzka. Działaczka społeczna i polityczna, współzałożycielka Fundacji Trans-Fuzja i posłanka na Sejm RP. Jest kandydatką Partii Zielonych w wyborach prezydenckich 2015.

Mike Urbaniak. Dziennikarz kulturalny, krytyk teatralny, autor rozmów z wybitnymi postaciami polskiej kultury, głównie teatru. Pisze też o współczesnym Izraelu i tematyce LGBT. Jest stałym współpracownikiem „Wysokich Obcasów” i weekendowego magazynu Gazeta.pl. W warszawskim Radiu RDC prowadzi m.in. autorski program „Pan od kultury”, a w Instytucie Teatralnym cykl spotkań „Moja historia” z wielkimi postaciami polskiej sceny.

Komentarze (398)
Zaloguj się
  • namegoeshere

    Oceniono 564 razy 332

    Czy nikt z komentujacych tutaj nie zauwazyl co Grodzka proponuje? Uczciwe podatki dla korporacji i ukrocenie ich unikania. Porzadne ubezpieczenia zdrowotne i emerytalne. Dlaczego wszyscy czepiacie sie najmniej istotnej rzeczy - czy to jest kobieta czy facet?

  • hanusinamama

    Oceniono 499 razy 231

    Ja nie wiem co ludzie sie tej Pani tak boją. Babka jest politykiem, ma swoje sdanie na temat polityki i społeczeństwa. Ale nikt nie pisze, nie mowi o tym o co walczy,c zego ona chce tylko co ona tam ma miedzy nogami. Jestesmy zepsuci przez brukowce. Szukamy sensacji. A juz prawicowi politycy to mam wrażenie ze nie mysla o niczym innym tylko o zawarosci majtek Polaków i co kazdy Polak czy Polka z tą zawartością robi. Bo my zyjemy w takim dobrobycie ze juz dla polityków tylko takie historie zostały do zajmownaia się. Mam w rodzinie osobę trans. Wiele lat temu zmieniła płeć i została wyklęta przez rodzinę najbliższą. Teraz ta Pani jest świetnym prawnikiem. Ma rodzinę, zarabia...ale dla rodziców się nie liczy bo "to talki wstyd". Drugi synek niedojda i alkoholik jest wielbiony przez rodziców. Bardzo to przykre. Mam nadzieje ze jak moje dzieci dorosną to bedą to czasy kiedy oceniać sie bedzie ludzi za to jacy są i co robią dla innych czy względem innych a nie to co maja w majtkach i z kim sypiają. Ze wstydem to bedzie bić żonę czy dziecko a nie miec partynera tej samej płci.

  • hefalumpek12

    Oceniono 413 razy 201

    Świetny wywiad, szczególnie druga część dotycząca programu pani Grodzkiej - utwierdziła mnie w przekonaniu żeby na nią głosować. Nie łudzę się, że wygra, ale być może zdobyte przez nią poparcie wprowadzi jakąś energię w prawdziwą polską lewicę i może za parę lat pożegnamy się z tą paskudną neoliberalną ideologią, która obecnie triumfuje.

    A część komentarzy pod tym artykułem to jak zwykle totalne dno :-(

  • pogra55

    Oceniono 160 razy 68

    Popieram Annę Grodzką we wszystkim co mówi.Zgadzam się odnośnie reprezentowania przez władze obcego wielkiego kapitału,braku możliwości wypowiedzi społeczeństwa poprzez głosowanie w referendach i.t.d.Nie interesuje mnie jaką pani Grodzka ma płeć ,ale co myśli i jak działa.

  • potpurka

    Oceniono 226 razy 54

    "Poczucie bycia kobietą czy mężczyzną nie ma nic wspólnego z tym, co ma się między nogami" - nie no, trochę jednak ma :-))))

  • areyoushpongled

    Oceniono 102 razy 42

    Grodzka przejdzie do drugiej tury, bo jest prawdziwym mężem stanu.

  • krzysio333

    Oceniono 90 razy 38

    Nowy autorytet i etat w GW. Tak trzymać.

  • protz

    Oceniono 93 razy 33

    u zdecydowanej większości ludzi jednak ma, ale nie mam problemu z tym, że dla pani Grodzkiej nie ma.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX