Na pierwszym planie Marcin Bluma podczas meczu Seahawks, kadr z filmu

Na pierwszym planie Marcin Bluma podczas meczu Seahawks, kadr z filmu "Niepowstrzymani" w reż. Bartosza M. Kowalskiego (fot. HBO)

fenomen

Marcin Bluma, niedosłyszący zawodnik mistrzowskiej drużyny futbolu amerykańskiego. ''Futbol jest moją pasją i pewnie dlatego się nie poddałem''

Ze wzrostem 192 cm Marcin Bluma idealnie odnalazł się na pozycji skrzydłowego w Seahawks Gdynia, najlepszej drużynie futbolu amerykańskiego w kraju. Nie byłoby w tej historii może nic wyjątkowego, gdyby nie fakt, że Marcin jest od urodzenia niedosłyszący. Drużyna zaakceptowała jego wadę, ale nie traktuje go ulgowo. Marcin jest jednym z trzech głównych bohaterów ?Niepowstrzymanych? w reżyserii Bartosza M. Kowalskiego - pierwszego pełnometrażowego dokumentu o futbolu amerykańskim w Polsce.

W Seahawks Gdynia grasz jako skrzydłowy. To ważna pozycja w futbolu amerykańskim?

- Na początku nie zastanawiałem się, na jakiej pozycji chcę grać i która jest ważna. Po pierwszym treningu myślałem o „Running back” (biegacz) albo „Wide receiver” (skrzydłowy). Jestem wysoki i szybki, nieźle łapię piłkę, więc finalnie zostałem skrzydłowym. To ważna pozycja, ale prawdziwym liderem jest „Quarterback” (rozgrywający).

Ale ty też zdobywasz punkty.

- No tak, więc dla drużyny jestem oczywiście ważny (śmiech).

Jak trafiłeś do Seahawks?

- Oglądałem w telewizji mecze NFL i bardzo podobał mi się ten sport. Wtedy - to był 2009 rok - nawet nie wiedziałem, że w Polsce istnieje coś takiego jak futbol amerykański. Okazało się, że najbliżej mnie - a mieszkam w Gdańsku - jest drużyna w Gdyni, właśnie Seahawks. Zastanawiałem się, czy się do nich odezwać, bo przecież wszyscy tam słyszą, a ja nie. Nie wiedziałem, jak bardzo słuch będzie mi potrzebny na boisku, czy sobie poradzę. W końcu napisałem do trenera i zapytałem, czy to, że jestem niedosłyszący, nie będzie problemem. Dostałem odpowiedź: „Nie ma problemu, zapraszam”.

Byłeś zaskoczony taką reakcją?

- Ucieszyłem się, ale trener mnie też ostrzegł: „Wiesz, że futbol to brutalny sport. Jeśli jesteś mimo to zainteresowany i chcesz wziąć udział w treningu, zapraszam”. Byłem zainteresowany. Bardzo.

Nie bałeś się?

- Samego treningu raczej nie. Trochę się bałem i denerwowałem przed pierwszym meczem, ale już w trakcie strach minął. Chciałem jedynie walczyć.

Marcin Bluma, kadr z filmu Marcin Bluma, kadr z filmu "Niepowstrzymani" (fot. HBO)

W ilu procentach słyszysz?

- Na jedno ucho słyszę w około 30 procentach, na drugie - w około 20. Najgorsza sytuacja jest poniżej 30 procent, bo wtedy nie da się praktycznie rozmawiać z osobą słyszącą, można się komunikować właściwie tylko językiem migowym.

Ty go używasz?

- Znam tylko podstawy, więc tak naprawdę nie używam. Kiedyś grałem w siatkówkę w drużynie dla niesłyszących i na zawodach bardzo dużo osób migało. Zapamiętałem trochę znaków, więc mniej więcej łapałem, co pokazują, ale sam nie migałem. Bardziej ich rozumiałem patrząc na ruchy ust. Jeżeli ktoś mówi wyraźnie, słyszę praktycznie normalnie. Jak mówi za szybko albo niewyraźnie akcentuje, to nie słyszę dobrze spółgłosek, np. s, ś, z, ź, dz, dź, rz itd.

Jesteś niedosłyszący od urodzenia?

- Tak. Mam dwójkę rodzeństwa, siostra też jest niedosłysząca od urodzenia, słyszy w 50 proc. Młodszy brat ma zdrowy słuch. Tylko ja i siostra jesteśmy w rodzinie niedosłyszący. To wada genetyczna.

Czułeś się przez swoją wadę kiedyś gorszy?

- Nie, raczej nie. Problemem nie jest dla mnie samo niedosłyszenie, ale tak naprawdę porozumienie. Czasem obce osoby, które nie wiedzą o mojej wadzie, pytają mnie o coś, mówią do mnie, a ja ich nie słyszę lub nie rozumiem. Wtedy proszę po prostu, żeby mówiły wolniej i wyraźniej. Zdarzało się jednak, że ktoś mnie olewał i wkurzałem się. Na szczęście dzieje się to rzadko, większość osób zachowuje się w porządku. Nikt nie wytyka mnie palcami.

W filmie „Niepowstrzymani” jest taka scena, w której nagle zmienia się dźwięk z bardzo wyostrzonego - gdzie słychać krzyki zawodników, chrzęst kasków i ochraniaczy - na przytłumiony, który oddaje pewnie mniej więcej to, jak ty odbierasz świat. Jak brzmi ten twój świat? Słyszysz dźwięki ulicy, rozmawiających ludzi, samochody, ptaki?

- Słyszę wszystko oprócz tego, co dzieje się dalej ode mnie, wtedy nie mogę zrozumieć na przykład rozmawiających ludzi. Mój świat jest więc trochę inny. Spokojny i cichy. Lubię to. Nasze życie to przede wszystkim to, co widzimy, wyobrażenia, i jak się tak spojrzy, to ten świat jest naprawdę barwny. Każdy żyjący w nim jest inny. Mnie otacza cisza, ale dzięki temu chyba więcej widzę. Hałas przecież męczy. Psychicznie i fizycznie.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Niepowstrzymani" (fot. HBO)

Zastanawiam się, jak w trakcie meczu jesteś w stanie ze swoją wadą słuchu tak sprawnie reagować - uniknąć ataku przeciwnika, odwrócić się w porę, żeby złapać piłkę. Nie słyszysz przecież, że ktoś się zbliża, albo że wołają cię koledzy, prawda?

- Noszę w kasku jeden aparat słuchowy, ale i tak ważniejsza niż wołanie jest formacja - rozgrywający przekazuje pozostałym graczom rodzaj zagrywki i ustawienia, jaki będziemy wykonywać w najbliższej akcji. Znamy go, ćwiczymy go na treningach i wiemy, kto i gdzie będzie biegł, kto do kogo będzie rzucał piłkę. Rozgrywający podaje do zawodnika, który ma najlepszą pozycję. Wiem, do którego miejsca mam dobiec i gdzie się odwrócić, żeby się upewnić, czy piłka będzie podawana do mnie. Dlatego nawet nie słysząc, nie mam właściwie problemu z komunikacją na boisku.

Drużyna musiała zmienić dla ciebie sposób sygnalizowania formacji.

- Rzeczywiście. Na treningu zawsze można zdjąć kask i szybko wytłumaczyć jakieś zmiany. Wtedy nie mam problemu, bo widzę usta. Na meczu nie ma takiej możliwości, więc rozgrywający wymyślił sygnał, który oznacza konkretną formację. To sygnał migowy pokazywany ręką, więc zawsze wiem, o co chodzi, nawet kiedy jestem dalej i nie słyszę.

Czujesz się ulgowo traktowany? A może wręcz odwrotnie - koledzy dają ci czasem odczuć, że jesteś niedosłyszący i nie można na ciebie liczyć w 100 proc.?

- Nikt nie traktuje mnie jak gorszego. Wszyscy wiedzą i wiedzieli od początku, że mam wadę słuchu. Powiedzieli, że nie jest to dla nich problem. Zawsze mi pomagają, a kiedy czegoś nie zrozumiem - powtarzają dwa razy. Czasem tak bywa, ale nie wiem, czy to ulgowe traktowanie. Na początku, gdy jeszcze się nie znaliśmy, niektórych było mi trudniej zrozumieć, ale im więcej razy się spotkaliśmy, tym było lepiej. Dziś jest już naprawdę dobrze. Kiedy się wkurzają, to ja się też wkurzam (śmiech).

Tytuł filmu „Niepowstrzymani” niesamowicie do ciebie pasuje. Mimo przeciwności, jaką jest brak słuchu, zdecydowałeś się na dyscyplinę sportu, która teoretycznie zupełnie cię wyklucza, bo oznacza bezpośrednią konfrontację z innymi graczami. Słuch wydaje się tu niezbędny, a jednak ty sobie radzisz i grasz w najlepszej drużynie futbolu amerykańskiego w kraju.

- Gra w drużynie zależy od talentu, szybkości, techniki. Potrzebna jest też ciężka praca i wola walki, którą w sobie mam. Futbol jest moją pasją i pewnie dlatego się nie poddałem, chociaż pierwsze treningi były trudne. Nie chodziło jedynie o zrozumienie zasad i ustawienia w formacji. Byłem za słaby fizycznie i musiałem ciężko ćwiczyć na siłowni i w domu, biegać po lesie. Z roku na rok byłem lepszy, również dzięki kolegom z drużyny, szczególnie Amerykanom - od nich nauczyłem się wielu umiejętności. Uwielbiam grać, współpracować z chłopakami i dlatego jestem w drużynie. Dlatego walczę. Brak słuchu nie może mi w tym przeszkodzić. Nie chodzi wcale o to, że chcę być najlepszy i zawsze zdobywać medale. Nawet jeśli się nie uda, to i tak mam radość z gry, ale fajnie, że wygrywamy (śmiech). Cały rok ciężko pracujemy na zwycięstwo.

No i oprócz zwycięstwa na nic innego teraz nie możecie liczyć. Myślisz, że jest jakaś szansa, że Polska Liga Futbolu Amerykańskiego zacznie opłacać zawodników?

- Trudno powiedzieć. To takie marzenia na przyszłość, bo na razie futbol amerykański w Polsce jest młodą dyscypliną. Jak stwierdził nasz trener w jednym z wywiadów - bardzo byśmy tego chcieli, ale to zależy od bogatych sponsorów, od tego, czy zwrócą uwagę na tę dyscyplinę. Bo pieniędzmi z samych biletów, nawet w przypadku popularnych dziedzin sportu, kluby nie są w stanie opłacić zawodników. Musimy być coraz lepsi. Jeśli będziemy, to przyciągniemy więcej ludzi i ten sport stanie się bardziej popularny. Ale ja tam o tym nie myślę. Wolę traktować grę jako moje hobby i pasję.

Marcin Bluma (fot. Yannick Chauvet)Marcin Bluma (fot. Yannick Chauvet)

Futbol to niejedyna twoja pasja. Skończyłeś rzeźbę i architekturę w Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku.

- Kocham sport, wysiłek i walkę, to rzeczywiście moja pasja, ale sztuka jest moim życiem. Mam duszę artysty. Mam w głowie wiele idei i koncepcji, co jest również związane z tym, że jako osoba niedosłysząca mam wyostrzony zmysł wzroku. W 2011 roku ukończyłem Wydział Rzeźby na ASP w Gdańsku, a pracę magisterską z rzeźby obroniłem z wyróżnieniem. W 2009 roku rozpocząłem studia na Wydziale Architektury Wnętrz ASP, i pracę magisterską w 2014 roku też obroniłem z wyróżnieniem. Teraz szukam pracy jako architekt.

Dlaczego wybrałeś taki kierunek?

- Gdy byłem w gimnazjum, nie wiedziałem, na jakie liceum się zdecydować. Dobrze malowałem i rysowałem, więc mama zapytała, czy nie warto pomyśleć o liceum plastycznym w Gdyni Orłowie. Nie byłem do końca pewny, czy to dobry pomysł, ale spróbowałem. Spodobało mi się. Jako specjalizację wybrałem snycerstwo [sztuka rzeźbienia w drewnie - red.]. Profesorka uważała, że mam talent do rzeźby, ale mi marzyła się architektura wnętrz. Na studiach wybrałem w końcu rzeźbę, bo uznałem, że będą łatwiejsze egzaminy wstępne. Po roku zamierzałem zmienić kierunek, ale rzeźba spodobała mi się tak bardzo, że zostałem aż do magistra (śmiech). Architekturę wnętrz zacząłem na trzecim roku rzeźby. Koniecznie chciałem się tam dostać, żeby spełnić swoje marzenie. To było jednak szaleństwo - dwa kierunki, wieczorem trening, ledwo się wyrabiałem.

Ale z grania w futbol byś chyba nie zrezygnował, bo jak mówisz w filmie: „to twój narkotyk”.

- Nie umiem żyć bez sportu. Gdy się nie ruszam, czuję się fatalnie i fizycznie, i psychicznie. Uwielbiam futbol.

Dlaczego futbol tak cię fascynuje?

- Bo to niezła zabawa! Niezależnie od tego, czy wygramy, czy przegramy, i tak walczymy do samego końca. Zawsze nastawiamy się na zwycięstwo.

Zanim wybiegniecie na boisko, krzyczycie hasło: „drużyna - rodzina!”. W Seahawks jest mieszanka ludzi - w różnym wieku, z różnych środowisk, zawodów, teoretycznie z zupełnie różnych światów.

- Na boisku nie czuć tych różnic. Trzymamy się razem na treningach, razem przygotowujemy się do meczu, jeździmy na wyjazdy. Jesteśmy jak rodzina, czasem nawet na imprezy chodzimy razem. Wspólnie oglądamy w telewizji Super Bowl. To nie jest nasza praca, tylko pasja, więc może to nas zbliża.

Marcin Bluma podczas zajęć na ASP, kadr z filmu Marcin Bluma podczas zajęć na ASP, kadr z filmu "Niepowstrzymani" (fot. HBO)

Za co cenisz chłopaków z drużyny?

- Za poczucie humoru - są naprawdę zabawni. I za zrozumienie, odwagę oraz współpracę.

Przyszli też na twoją wystawę.

- Tak, i bardzo im się spodobały moje rzeźby. Zaprosiłem ich, bo chciałem, żeby poznali coś nowego i ciekawego. Wtedy wystawiono wszystkie moje prace, które wyrzeźbiłem przez pięć lat na uczelni.

Wzruszyłam się, oglądając ten fragment filmu, który dotyczył twojej wystawy. Uprawiasz wyjątkowo brutalny sport, ale masz też w sobie ogromnie dużo wrażliwości - wyrzeźbiłeś poruszające postaci bez uszu.

- Postaci bez uszu to moja praca dyplomowa. Dałem jej tytuł „Emocje”. Chciałem pokazać różne emocje, które drzemią w człowieku i którymi jest codziennie targany. Jest sześć postaci. Obrazują radość, dumę, zmęczenie, smutek, złość i zaskoczenie. Chciałem uchwycić mimikę tak, żeby widz mógł ten przekaz odczytać. Specjalnie pozbawiłem postaci uszu. Pozostają w absolutnej ciszy, są odcięte od rozpraszających dźwięków. Obcują z tymi uczuciami sam na sam. Czasami są skrajne, a czasami tylko niewiele się od siebie różnią. Ta praca bardzo pasuje do filmu, bo ja nie muszę na meczu wszystkiego słyszeć, ale wszystko doskonale widzę i przeżywam.

"Niepowstrzymani" - Marcin z numerem 87, reż. Bartosz M. Kowalski, HBO (fot. Davide Barco)


Premiera filmu „Niepowstrzymani”, pierwszego pełnometrażowego dokumentu o futbolu amerykańskim w Polsce, w niedzielę 1 lutego o godz. 22.10 w HBO.


 

Marcin Bluma (rocznik 1986). Niedosłyszący artysta, rzeźbiarz, architekt. Po godzinach zawodnik Seahawks Gdynia, mistrza Polski w Polskiej Lidze Futbolu Amerykańskiego. Reprezentant Polski w futbolu amerykańskim. Ma 192 cm wzrostu, gra na pozycji skrzydłowego. Absolwent Wydziału Rzeźby i Wydziału Architektury ASP w Gdańsku. Oba kierunki ukończył z wyróżnieniem.

Marta Pawłowska. Dziennikarka i redaktorka weekendowego magazynu Gazeta.pl. Wcześniej m.in. wydawczyni i reporterka serwisu naTemat.pl. Publikowała m.in. w „Dzienniku”, „Super Expressie”, „Gazecie Wyborczej” i „Metropolu”. Realizowała projekty dziennikarskie dla ONZ-u i PARP-u. Niecierpliwa fascynatka podróży i kryminałów.

Komentarze (3)
Zaloguj się
  • dofg

    Oceniono 24 razy 4

    I to jest gość!!!!
    A nie pani Halber ze swoim intelektualnym pierdzeniem o cierpieniach alkoholika.

  • Dariusz Kadziela

    0

    To jest bohater dobrego dokumentu z pasja i na takich ludzi trzeba się wzorować i brać z takich przykład.Wiecej powinno być takich dokumentów z takimi bohaterami .Nie ma żeczy niemożliwych jak ma się sile walki i nie przejmować się porażkami ,bo to daje adrenalinę i pokonywanie ludzkich słabości.Chyle czoło przed takimi ludźmi i aby było więcej takich filmów .

  • ref-lex

    Oceniono 11 razy -3

    Nie ma pozycji skrzydlowego w futbolu amerykanskim. Wide receiver gracz otrzymujacy pilke od rzucajacego (quarterback) gra na calej dlugosci i szerokosci boiska. Wide receiwer i running back (uciekajacy z pilka) to sa funkcje nie pozycje.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX