Pomysłodawcy Bednarskiej Szkoły Realnej, od lewej: Filip Haka, Janusz Fiett, Dorota Fiett (dyrektor), Jan Wróbel

Pomysłodawcy Bednarskiej Szkoły Realnej, od lewej: Filip Haka, Janusz Fiett, Dorota Fiett (dyrektor), Jan Wróbel (fot. Agata Grzybowska)

trend

Technikum w liceum, czyli Bednarska Szkoła Realna. Jak "wykształciuch" ma obronić się na rynku pracy?

Etyka i efektywność, psychologia stosowana, podstawy prawa, a nawet "portfolio". Poza tym do wyboru trzy specjalistyczne ścieżki rozwoju: techniczno-informatyczna, biznesowo-ekonomiczna i multimedialno-artystyczna. A jakby tego było mało - praktyki w firmach i instytucjach. I zamiast trzech - cztery lata nauki. Tak w zarysie prezentuje się unikatowa na skalę Polski oferta nowego liceum, które ma powstać w Warszawie - Bednarskiej Szkoły Realnej.

Pomysł stworzenia BSR klarował się od dwóch-trzech lat w środowisku szkoły na Bednarskiej. Skąd się wziął? - Z rozmów z rodzicami, uczniami, nauczycielami, z zastanawiania się, co jako pedagodzy mogliśmy osiągnąć w czasach, kiedy istniało liceum czteroletnie, i porównania tego ze stanem obecnym - mówi Dorota Fiett, dyrektorka powstającej szkoły.

Fiett twierdzi, że wraz ze skróceniem liceum coś bezpowrotnie zostało stracone. - Teraz wszystkich szybko ogarnia pęd do matury, więcej uwagi poświęca się „uczeniu do egzaminu”, a nie wychowywaniu uczniów - mówi.

Obecnie jest tak, że naprawdę spokojnie pracuje się tylko w klasie pierwszej liceum. Przez ten jeden rok po prostu jest się z uczniem i wspólnie rozwiązuje się jakiś problem, bo on jest ciekawy z naukowego punktu widzenia. Niestety, w drugiej klasie pojawia się już pewna nerwowość - najpierw na spotkaniach z rodzicami, później wśród uczniów. Nauczyciele słyszą: „Czy to, co robimy, jest w programie do matury? Kiedy zrobimy jakieś testy?”. Czar czystej, intelektualnej zabawy po prostu pryska - ocenia Fiett.

Przedsiębiorcy skarżą się, że po szkole średniej młody człowiek ma bardzo niewiele konkretnych umiejętności. Na zdjęciu: Zespół Szkół nr 1 w Opatowie (fot. Wojciech Habdas / Agencja Gazeta)Przedsiębiorcy skarżą się, że po szkole średniej młody człowiek ma bardzo niewiele konkretnych umiejętności. Na zdjęciu: Zespół Szkół nr 1 w Opatowie (fot. Wojciech Habdas / Agencja Gazeta)

Ale BSR to w zamyśle nie tylko wychowanie. To także próba wyjścia naprzeciw oczekiwaniom pracodawców. - Jan Wróbel bywał na spotkaniach z przedsiębiorcami i oni często podkreślali rozczarowanie kandydatami, którzy przychodzą na rozmowy w sprawie pracy. Często padały słowa, że po szkole średniej młody człowiek ma bardzo niewiele konkretnych umiejętności, np. pracy w zespole, współdziałania, zdolności prezentowania swoich osiągnięć. Te wszystkie wątki złożyły się na pomysł czegoś, co pierwotnie nazwaliśmy „technikum w liceum” - mówi Fiett.

Zawodówka dla wykształciucha?

Dorota Fiett tłumaczy, że koncepcja szkoły opiera się na trzech filarach. Pierwszy z nich to tradycja „porządnego” liceum ogólnokształcącego, z dobrą humanistyką i językami obcymi.

Drugi filar to kształcenie zawodowe. Uznaliśmy, że uczniom potrzebna będzie jakaś uniwersalna umiejętność, która przyda się im w różnych, typowych dla dzisiejszych czasów zawodach. Z naszych rozmów z przedsiębiorcami wynikało, że rolę taką pełnić mogą techniki komputerowe. Nieważne, gdzie się pracuje - dziś jest bardzo istotne, by człowiek „znał się na komputerach”. A niestety, brakuje w polskich szkołach solidnej i powszechnej edukacji w tym zakresie - mówi Fiett. I dodaje, czym ma być trzeci z filarów, na których wsparta będzie szkoła. Chodzi o ogólny rozwój młodego człowieka, ze „szczególnym naciskiem na kompetencje miękkie”.

Dlatego też uczniowie poza klasycznymi szkolnymi przedmiotami będą uczyć się psychologii, podstaw prawa, a także „etyki i efektywności”, czyli „E kwadrat”. Skąd ta nazwa? - Wierzymy, że te wartości muszą się mnożyć, a nie tylko sumować. Chcemy podkreślić, że skuteczność funkcjonowania we współczesnym świecie nie stoi w opozycji do działania etycznego, przeciwnie - zachowywanie dobrych obyczajów w biznesie podnosi jego jakość - mówi Fiett.

Nowością będzie też przedmiot „portfolio”. - To ma być przedmiot także w dosłownym znaczeniu. To będzie rzecz, którą uczniowie będą tworzyć na przestrzeni lat, bazując na wykonanych zadaniach zespołowych, pracach artystycznych czy innych osiągnięciach. Chodzi o to, żeby umieć je dokumentować - mówi Fiett. Dodaje, że tak stworzone portfolio może być po ukończeniu szkoły realnym atutem podczas rozmowy o pracę.

Co jeszcze? Nauka pracy w zespole. - Założenie jest następujące: jeśli ktoś pracuje w grupie, jest oceniany tak samo jak cała grupa. I uczeń musi się tak dzielić zadaniami i planować efekty, żeby później nie mieć pretensji, że „grupa dostała czwórkę, a ja zasłużyłem na piątkę”. Chcemy przygotować uczniów na to, że w pracy zawodowej często liczy się efekt pracy zespołu, a nie jednostek. I dlatego trzeba się umieć dogadać - tłumaczy Fiett.

Entuzjastyczna reakcja ministerstwa

Innowatorski pomysł pedagogów z Warszawy zyskał akceptację w kuratorium i ministerstwie. „Proponowane założenia programowe, organizacyjne i metodyczne mogą stanowić ciekawe doświadczenie, dawać szansę na rozwój uczniom niezdecydowanym co do wyboru kierunku studiów, a nabyte w trakcie nauki w tej szkole umiejętności praktyczne powinny ułatwić absolwentom szkoły znalezienie zatrudnienia” - czytamy w wydanym przez MEN dokumencie, który nadaje nowej placówce uprawnienia szkoły publicznej. Będzie to jedyna taka szkoła w kraju.

Mam wrażenie, i nie wstydzę się tego powiedzieć, że stosunek ministerialnych urzędników do naszego pomysłu był entuzjastyczny. Spotkaliśmy się z niezwykłą życzliwością - cieszy się Dorota Fiett.

Wedle jej słów uczniowie w BSR najpierw przyswajać będą opartą na podstawie programowej „bazę”, a później wybiorą jedną spośród trzech dostępnych specjalizacji: techniczno-informatyczną, biznesowo-ekonomiczną lub multimedialno-artystyczną. Ich edukację wspierać mają zewnętrzni partnerzy szkoły. Już dziś wśród nich są: Centrum Nauki „Kopernik”, Wydział Wzornictwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie czy funkcjonująca przy giełdzie Fundacja im. Lesława A. Pagi.

Eksperci od lat zastanawiają się, jak odrodzić szkolnictwo zawodowe w Polsce (fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)MEN od lat zastanawia się, jak odrodzić szkolnictwo zawodowe w Polsce (fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)

Chodzi nam o to, żeby uczniowie mieli dostęp do praktyk, a żebyśmy my mieli kontakt z nowoczesną wiedzą i nauką. Bardzo zależy nam, żeby nasi uczniowie nie tkwili w szkole, ale często z niej wychodzili i poznawali świat. Współpraca z zewnętrznymi partnerami sprawiłaby też, że do szkoły na zajęcia mogliby przychodzić specjaliści z różnych dziedzin - opowiada Fiett.

Ale ambicje twórców BSR nie kończą się na jednej placówce. - Mamy pomysł, żeby powstawały liczne podobne szkoły. Powołujemy do życia Ośrodek Rozwoju Szkół Realnych, który mógłby pomagać promować taką ideę w innych miejscowościach w Polsce - mówi Fiett. Pytanie tylko, czy znajdą się chętni do podchwycenia tego pomysłu. I czy pomysł szkół realnych w ogóle się przyjmie?

Diabeł tkwi w szczegółach

Ta inicjatywa dobrze wpisuje się w nurt poszukiwań sposobów na to, jak odrodzić w Polsce szkolnictwo zawodowe. MEN już od kilku lat wysyła sygnały, że wszelkie działania w tym obszarze są mile widziane - twierdzi Dariusz Chętkowski, pisarz, publicysta i polonista z XXI Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Prusa w Łodzi, autor Belferbloga w internetowym serwisie „Polityki”.

Chętkowski zauważa, że jak dotąd dobrych pomysłów na ten typ szkolnictwa nie znaleziono. - Licea profilowane nie wypaliły, zawodówki nie cieszą się popularnością, podupada też wiele techników. Szkoła, która zapewni dobre wykształcenie ogólne, pozwalające zdać egzamin maturalny, a jednocześnie będzie uczyła praktycznych umiejętności, może uruchomić swoistą modę na taki model edukacyjny - ocenia.

Zdaniem Chętkowskiego tym, co może przyciągać do BSR, jest m.in. jej nazwa. - Ciekawy wydaje mi się pomysł użycia nazwy „szkoła realna”. Nawiązuje ona ewidentnie do tradycji przedwojennej edukacji. To dobrze trafia w oczekiwania rodziców. Z drugiej jednak strony prowadzenie w takiej placówce np. specjalności medialno-artystycznej trochę kłóci się z tym, czym tradycyjnie była szkoła realna - zauważa pedagog.

Wiele zależy od tego, czy pedagodzy uczący praktycznych, zawodowych umiejętności będą odpowiednio przygotowani. Źle byłoby, gdyby takie lekcje prowadził np. nauczyciel fizyki zaledwie po przejściu jakiegoś kursu - ironizuje Chętkowski, zwracając uwagę, że, jak to zwykle bywa, diabeł w tkwi w szczegółach.

Nie będzie rewolucji?

Zupełnie inaczej na tę sprawę patrzy Violetta Rymszewicz. Trener, doradca i konsultant z zakresu zarządzania zasobami ludzkimi, prowadząca serwis o rynku pracy, rekrutacjach i planowaniu kariery rymszewicz.eu oraz bloga rymszewicz.natemat.pl, krytykuje ideę stworzenia takiej placówki u samych jej fundamentów.

Mam wrażenie, że program tej szkoły pisały osoby, które nie mają pojęcia o rynku pracy. Wiedza, do której odnosi się oferta, pochodzi sprzed 10-15 lat. Oferowanie dzieciom „kompetencji zawodowych” w formie takich zajęć, jak np. praca w grupie, to pomyłka. To są idee, które dobrze funkcjonowały na początku XXI wieku, czyli 15 lat temu - ocenia.

W warunkach zmieniającego się po 2008 roku rynku pracy to nie umiejętność pracy w zespole będzie decydować o tym, czy ktoś sobie poradzi, czy po skończonej szkole trafi na zasiłek dla bezrobotnych - mówi ekspertka.

Zdaniem Rymszewicz szkoły tego typu powinny stawiać na zupełnie inne kompetencje. - Z międzynarodowych badań wynika, że najpoważniejszym problemem absolwentów jest, na przykład, brak kompetencji nazywanej po angielsku "resilience". To są wszystkie te umiejętności, które  decydują o tym, że potrafimy dostosować się do szybko zmieniającego się, stresogennego otoczenia i rynku pracy. W Polsce jest to duży problem - mamy ogromny kłopot z radzeniem sobie z bezrobociem i częstymi  zmianami zawodowymi. Reagujemy załamaniami, depresjami, uciekamy w nałogi. To nad tym należałoby pracować w pierwszej kolejności - twierdzi.

Dodaje, że jej zdaniem mało kto w Polsce przyjmuje do wiadomości zmiany, jakie zachodzą w obszarze edukacji w Europie Zachodniej. Tłumaczy, że Unia Europejska daje liczne wskazówki co do tego, w jakim kierunku należy reformować systemy edukacyjne i jak uczyć dzieci, żeby nie były skazywane na bezrobocie. - Powstają tysiące stron analiz, raportów, opracowań, zaleceń. Mam wrażenie, że w Polsce nikt się tym nie interesuje - kwituje.

 

Według ekspertów, polskie szkolnictwo zawodowe potrzebuje głębokich zmian systemowych, bo oferowany program kształcenia sięga jeszcze XIX wieku. Na zdjęciu: zajęcia warsztatowe w szkole zawodowej w Olsztynie (fot. Robert Robaszewski / Agencja Gazeta)Według ekspertów, polskie szkolnictwo zawodowe potrzebuje głębokich zmian systemowych, bo oferowany program kształcenia sięga jeszcze XIX wieku. Na zdjęciu: zajęcia warsztatowe w szkole zawodowej w Olsztynie (fot. Robert Robaszewski / Agencja Gazeta)

Rymszewicz uważa, że rozwiązania proponowane w nowo powstającej szkole tylko pozornie są nowatorskie. - Trzeba zmienić cały system, zmienić sposób patrzenia na edukację. Należałoby tak przeredagować program, żeby ostatecznie wyrzucić z niego elementy, których korzenie sięgają jeszcze XIX wieku - mówi.

Odnoszę się z dużym szacunkiem do tego, że ktoś chce zmieniać edukację w Polsce, ale ten konkretny przypadek jest tylko udawaniem, że cokolwiek się dzieje. Edukacja potrzebuje głębokich zmian systemowych. Zamiatanie pod dywan wieloletnich zaniedbań, braku kompetencji edukacyjnych i szacunku do wymagań rynku pracy prędzej czy później o sobie przypomni - ocenia Rymszewicz.

Również Szymon Konkol, nauczyciel, wykładowca, publicysta i współtwórca portalu Nowy Model Szkoły, nie jest przekonany co do tego, czy projekt BSR niesie w sobie naprawdę nową jakość.

Rosnące niezadowolenie z realiów funkcjonującego obecnie systemu edukacji stało się motywacją do poszukiwań nowych, alternatywnych rozwiązań i nowego modelu szkoły. Bednarska Szkoła Realna jest jednym z przykładów takiego działania - zauważa. I dodaje, że model Szkoły Realnej nie jest wynalazkiem nowym: koncepcja tego systemu oświaty powstała w XVIII wieku i nawiązuje do pruskiego modelu edukacji. - Czyli dokładnie tego, jaki obecnie powszechnie funkcjonuje - zauważa Konkol.

Jego zdaniem założenia stojące za całym projektem nie stanowią więc zwiastuna rewolucyjnych zmian. - Są jedynie próbą dostosowania znanej nam szkoły do wyzwań, jakie niesie ze sobą XXI wiek. „Urealnianie” XVIII-wiecznego modelu szkoły do realiów XXI wieku musi budzić i budzi wątpliwości - ocenia.

Konkol dodaje przy tym, że każda próba zmian w polskim systemie edukacji jest pożądana i jako taka inicjatywa Bednarskiej Szkoły Realnej, rozumiana jako „alternatywa i eksperyment pedagogiczny”, zasługuje na uznanie. - Jednak polskiej szkole, tkwiącej w modelu pruskim, nie wystarczą już kolejne jej reformacje, tutaj potrzebna i oczekiwana jest rewolucja u samych jej podstaw - ocenia.

Wydaje się jednak, że w pełni rzetelnej oceny koncepcji powstającej szkoły będzie można dokonać dopiero po tym, gdy otworzy ona swoje podwoje. MEN już zapowiedziało, że będzie (jak się wydaje - z dużą nadzieją) obserwować efekty jej działania. Być może, choć ten projekt nie stanowi rewolucji, będzie pierwszym krokiem ku szerszej zmianie w polskim szkolnictwie.

 


Michał Fal. Dziennikarz i wydawca portalu Gazeta.pl. Wcześniej związany m.in. z Orange.pl, NaTemat.pl oraz tygodnikiem "Przekrój”. Ciągle wierzy, że jest jeszcze życie poza Internetem, ale na razie nie umie go sobie wyobrazić. Kiedyś chciałby przeczytać wszystkie książki, które kupuje.

Komentarze (131)
Zaloguj się
  • ergosumek

    Oceniono 2 razy 2

    "Entuzjastyczna reakcja ministerstwa
    Innowatorski pomysł pedagogów z Warszawy zyskał akceptację w kuratorium i ministerstwie."

    Cieszą sie jak głupi do sera?
    To oni powinni stymulować zmiany, a nie szkoły.
    Tylko kogo mamy za ministra edukacji?
    Edukacją powinni kierować fachowcy od edukacji, z pedagogicznym autorytetem, a nie politycy.
    "Takie będą Rzeczpospolite, jak ich młodzieży kształcenie."
    Obecny system kształcenia nadaje sie tylko do likwidacji.
    Koniec gimnazjów, powrót liceów 4 letnich, technikow i zawodowek, zgodnie z programem PIS, koniec z 6 latkami w szkołach.

  • wujek_skrudz

    0

    Ja bym tylko prosił o odpowiedź pana Wróbla, jak to robi, że szkoła na Bednarskiej jest normalna, a nawet jakaś taka ucząca samodzielności, odpowiedzialności, myślenia i takie tam. Bo moje doświadczenia ze szkołami niepublicznymi to mniej więcej tak wyglądały, że "pan każe, sługa musi". A uczeń robi mniej więcej to, co chce. No i nawet niektórym zdarzało się chcieć uczyć. Ale większość mniej więcej jak z amerykańskiego filmu typu "wieczny student" i temu podobne. Może jakiś rąbek tajemnicy a propos czesnego...?

  • pas964

    Oceniono 3 razy -3

    Finlandia ma najlepszy (w badaniach) system edukacyjny. Dzieci zaczynają naukę od 7 roku życia a nie od 6 jak u nas. Poza tym u nas tak naprawdę moglibyśmy zaczynać naukę od 10 roku życia i edukacja państwowa mogłaby trwać sześć lat 2 lata nauki na testy do gimnazjum, 2 lata na testy do liceum i dwa lata na testy do matury. Potem dopiero przez 3-4 lata szkoła przygotowawcza do studiów, prowadzona przez uczelnie - oczywiście odpłatna lub korki - też płatne.

  • pas964

    Oceniono 1 raz 1

    Jakby państwo dawało realne zabezpieczenie socjalne (jak w Anglii, Francji czy Niemczech) w wypadku utraty pracy to praca nie byłaby tak stresująca. Bo jak wyciskający pracownika szef jest nie do wytrzymania można spokojnie coś zmienić w swoim życiu a nie lądować pod mostem lub na garnuszku u bliskich. Nooo ale wtedy nie bylibyśmy zielona wyspą tylko państwem z rankingiem śmieciowym.

  • pacta

    Oceniono 2 razy 0

    Drodzy Państwo, bohaterowie artykułu!
    Wasze opinie i pozy na złączonej fotografii wydają się pasować bardziej do świeżo upieczonych laureatów Nagrody Nobla. Archeologia edukacyjna, którą uprawiacie, która w odróżnieniu od prawdziwej archeologii nic odkrywczego nie przynosi, powinna bardziej znaleźć się w dodatku specjalnym do "Strażnicy"
    Jeżeli chcecie poznać know-how w kwestii organizacji Państwa szkoły, zapraszam do Bielska-Białej, gdzie na ul. Piastowskiej gdzie działa wieloprofilowa szkoła zawodowa: www.szkolnictwo-zawodowe.mzo.bielsko.pl/
    Proszę, nie odkrywajcie Ameryki. Są grube pieniadze do wydania i zamiast wziąć się za solidna robotę, to marniutkim artykułem zajmujecie miejsce w sieci. Do roboty!

  • psi_zgryz

    Oceniono 12 razy 4

    Byłem kiedyś na wykładzie Jana Wróbla. Gość próbował nas przekonać, że Wałęsa wcale Polski nie zdradził. On po prostu zaczął kooperować po tym jak oficer go przesłuchujący powiedział mu, że wie co jada jego kotka i że to są sardynki. Wałęsa wtedy się załamał i stwierdził, że skoro wiedzą co moja kotka je to już wszystko wiedzą o mnie i trzeba kooperować. Taki to ten Wróbel przebiegły.

  • wacek321

    Oceniono 5 razy 5

    Solidaruchy twierdzą,ze podstawą jest historia.Bo jak zapomina sie historie to wracają jej najgorsze doświadczenia.A więc powinno się stworzyć historię zniszczenia szkolnictwa zawodowego ( a że zostało zniszczone to solidaruchy nie negują),ukarać winnych i zatrudnić do odbudowy fachowców a nie dalej brnąć w realizację czegoś niby nowoczesnego,stworzonego przez nieudaczników, nieuków o mentalności naszego mędrca.

  • pata.m

    Oceniono 4 razy 0

    "Wykształciuch" - inwektywa, która ma rację bytu tylko w naszym sfrustrowanym kraju, używana głównie przez ludzi, którzy mówią "Poszłem po browara, wina Tuska".

  • sselrats

    Oceniono 6 razy 2

    Przeciez w Polsce szkola nie nauczy nawet umiejetnosci przeczytania ze zrozumieniem umowy, ktora sie podpisuje.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX