Pomysłodawcy Bednarskiej Szkoły Realnej, od lewej: Filip Haka, Janusz Fiett, Dorota Fiett (dyrektor), Jan Wróbel

Pomysłodawcy Bednarskiej Szkoły Realnej, od lewej: Filip Haka, Janusz Fiett, Dorota Fiett (dyrektor), Jan Wróbel (fot. Agata Grzybowska)

trend

Technikum w liceum, czyli Bednarska Szkoła Realna. Jak "wykształciuch" ma obronić się na rynku pracy?

Etyka i efektywność, psychologia stosowana, podstawy prawa, a nawet "portfolio". Poza tym do wyboru trzy specjalistyczne ścieżki rozwoju: techniczno-informatyczna, biznesowo-ekonomiczna i multimedialno-artystyczna. A jakby tego było mało - praktyki w firmach i instytucjach. I zamiast trzech - cztery lata nauki. Tak w zarysie prezentuje się unikatowa na skalę Polski oferta nowego liceum, które ma powstać w Warszawie - Bednarskiej Szkoły Realnej.

Pomysł stworzenia BSR klarował się od dwóch-trzech lat w środowisku szkoły na Bednarskiej. Skąd się wziął? - Z rozmów z rodzicami, uczniami, nauczycielami, z zastanawiania się, co jako pedagodzy mogliśmy osiągnąć w czasach, kiedy istniało liceum czteroletnie, i porównania tego ze stanem obecnym - mówi Dorota Fiett, dyrektorka powstającej szkoły.

Fiett twierdzi, że wraz ze skróceniem liceum coś bezpowrotnie zostało stracone. - Teraz wszystkich szybko ogarnia pęd do matury, więcej uwagi poświęca się „uczeniu do egzaminu”, a nie wychowywaniu uczniów - mówi.

Obecnie jest tak, że naprawdę spokojnie pracuje się tylko w klasie pierwszej liceum. Przez ten jeden rok po prostu jest się z uczniem i wspólnie rozwiązuje się jakiś problem, bo on jest ciekawy z naukowego punktu widzenia. Niestety, w drugiej klasie pojawia się już pewna nerwowość - najpierw na spotkaniach z rodzicami, później wśród uczniów. Nauczyciele słyszą: „Czy to, co robimy, jest w programie do matury? Kiedy zrobimy jakieś testy?”. Czar czystej, intelektualnej zabawy po prostu pryska - ocenia Fiett.

Przedsiębiorcy skarżą się, że po szkole średniej młody człowiek ma bardzo niewiele konkretnych umiejętności. Na zdjęciu: Zespół Szkół nr 1 w Opatowie (fot. Wojciech Habdas / Agencja Gazeta)Przedsiębiorcy skarżą się, że po szkole średniej młody człowiek ma bardzo niewiele konkretnych umiejętności. Na zdjęciu: Zespół Szkół nr 1 w Opatowie (fot. Wojciech Habdas / Agencja Gazeta)

Ale BSR to w zamyśle nie tylko wychowanie. To także próba wyjścia naprzeciw oczekiwaniom pracodawców. - Jan Wróbel bywał na spotkaniach z przedsiębiorcami i oni często podkreślali rozczarowanie kandydatami, którzy przychodzą na rozmowy w sprawie pracy. Często padały słowa, że po szkole średniej młody człowiek ma bardzo niewiele konkretnych umiejętności, np. pracy w zespole, współdziałania, zdolności prezentowania swoich osiągnięć. Te wszystkie wątki złożyły się na pomysł czegoś, co pierwotnie nazwaliśmy „technikum w liceum” - mówi Fiett.

Zawodówka dla wykształciucha?

Dorota Fiett tłumaczy, że koncepcja szkoły opiera się na trzech filarach. Pierwszy z nich to tradycja „porządnego” liceum ogólnokształcącego, z dobrą humanistyką i językami obcymi.

Drugi filar to kształcenie zawodowe. Uznaliśmy, że uczniom potrzebna będzie jakaś uniwersalna umiejętność, która przyda się im w różnych, typowych dla dzisiejszych czasów zawodach. Z naszych rozmów z przedsiębiorcami wynikało, że rolę taką pełnić mogą techniki komputerowe. Nieważne, gdzie się pracuje - dziś jest bardzo istotne, by człowiek „znał się na komputerach”. A niestety, brakuje w polskich szkołach solidnej i powszechnej edukacji w tym zakresie - mówi Fiett. I dodaje, czym ma być trzeci z filarów, na których wsparta będzie szkoła. Chodzi o ogólny rozwój młodego człowieka, ze „szczególnym naciskiem na kompetencje miękkie”.

Dlatego też uczniowie poza klasycznymi szkolnymi przedmiotami będą uczyć się psychologii, podstaw prawa, a także „etyki i efektywności”, czyli „E kwadrat”. Skąd ta nazwa? - Wierzymy, że te wartości muszą się mnożyć, a nie tylko sumować. Chcemy podkreślić, że skuteczność funkcjonowania we współczesnym świecie nie stoi w opozycji do działania etycznego, przeciwnie - zachowywanie dobrych obyczajów w biznesie podnosi jego jakość - mówi Fiett.

Nowością będzie też przedmiot „portfolio”. - To ma być przedmiot także w dosłownym znaczeniu. To będzie rzecz, którą uczniowie będą tworzyć na przestrzeni lat, bazując na wykonanych zadaniach zespołowych, pracach artystycznych czy innych osiągnięciach. Chodzi o to, żeby umieć je dokumentować - mówi Fiett. Dodaje, że tak stworzone portfolio może być po ukończeniu szkoły realnym atutem podczas rozmowy o pracę.

Co jeszcze? Nauka pracy w zespole. - Założenie jest następujące: jeśli ktoś pracuje w grupie, jest oceniany tak samo jak cała grupa. I uczeń musi się tak dzielić zadaniami i planować efekty, żeby później nie mieć pretensji, że „grupa dostała czwórkę, a ja zasłużyłem na piątkę”. Chcemy przygotować uczniów na to, że w pracy zawodowej często liczy się efekt pracy zespołu, a nie jednostek. I dlatego trzeba się umieć dogadać - tłumaczy Fiett.

Entuzjastyczna reakcja ministerstwa

Innowatorski pomysł pedagogów z Warszawy zyskał akceptację w kuratorium i ministerstwie. „Proponowane założenia programowe, organizacyjne i metodyczne mogą stanowić ciekawe doświadczenie, dawać szansę na rozwój uczniom niezdecydowanym co do wyboru kierunku studiów, a nabyte w trakcie nauki w tej szkole umiejętności praktyczne powinny ułatwić absolwentom szkoły znalezienie zatrudnienia” - czytamy w wydanym przez MEN dokumencie, który nadaje nowej placówce uprawnienia szkoły publicznej. Będzie to jedyna taka szkoła w kraju.

Mam wrażenie, i nie wstydzę się tego powiedzieć, że stosunek ministerialnych urzędników do naszego pomysłu był entuzjastyczny. Spotkaliśmy się z niezwykłą życzliwością - cieszy się Dorota Fiett.

Wedle jej słów uczniowie w BSR najpierw przyswajać będą opartą na podstawie programowej „bazę”, a później wybiorą jedną spośród trzech dostępnych specjalizacji: techniczno-informatyczną, biznesowo-ekonomiczną lub multimedialno-artystyczną. Ich edukację wspierać mają zewnętrzni partnerzy szkoły. Już dziś wśród nich są: Centrum Nauki „Kopernik”, Wydział Wzornictwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie czy funkcjonująca przy giełdzie Fundacja im. Lesława A. Pagi.

Eksperci od lat zastanawiają się, jak odrodzić szkolnictwo zawodowe w Polsce (fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)MEN od lat zastanawia się, jak odrodzić szkolnictwo zawodowe w Polsce (fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)

Chodzi nam o to, żeby uczniowie mieli dostęp do praktyk, a żebyśmy my mieli kontakt z nowoczesną wiedzą i nauką. Bardzo zależy nam, żeby nasi uczniowie nie tkwili w szkole, ale często z niej wychodzili i poznawali świat. Współpraca z zewnętrznymi partnerami sprawiłaby też, że do szkoły na zajęcia mogliby przychodzić specjaliści z różnych dziedzin - opowiada Fiett.

Ale ambicje twórców BSR nie kończą się na jednej placówce. - Mamy pomysł, żeby powstawały liczne podobne szkoły. Powołujemy do życia Ośrodek Rozwoju Szkół Realnych, który mógłby pomagać promować taką ideę w innych miejscowościach w Polsce - mówi Fiett. Pytanie tylko, czy znajdą się chętni do podchwycenia tego pomysłu. I czy pomysł szkół realnych w ogóle się przyjmie?

Diabeł tkwi w szczegółach

Ta inicjatywa dobrze wpisuje się w nurt poszukiwań sposobów na to, jak odrodzić w Polsce szkolnictwo zawodowe. MEN już od kilku lat wysyła sygnały, że wszelkie działania w tym obszarze są mile widziane - twierdzi Dariusz Chętkowski, pisarz, publicysta i polonista z XXI Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Prusa w Łodzi, autor Belferbloga w internetowym serwisie „Polityki”.

Chętkowski zauważa, że jak dotąd dobrych pomysłów na ten typ szkolnictwa nie znaleziono. - Licea profilowane nie wypaliły, zawodówki nie cieszą się popularnością, podupada też wiele techników. Szkoła, która zapewni dobre wykształcenie ogólne, pozwalające zdać egzamin maturalny, a jednocześnie będzie uczyła praktycznych umiejętności, może uruchomić swoistą modę na taki model edukacyjny - ocenia.

Zdaniem Chętkowskiego tym, co może przyciągać do BSR, jest m.in. jej nazwa. - Ciekawy wydaje mi się pomysł użycia nazwy „szkoła realna”. Nawiązuje ona ewidentnie do tradycji przedwojennej edukacji. To dobrze trafia w oczekiwania rodziców. Z drugiej jednak strony prowadzenie w takiej placówce np. specjalności medialno-artystycznej trochę kłóci się z tym, czym tradycyjnie była szkoła realna - zauważa pedagog.

Wiele zależy od tego, czy pedagodzy uczący praktycznych, zawodowych umiejętności będą odpowiednio przygotowani. Źle byłoby, gdyby takie lekcje prowadził np. nauczyciel fizyki zaledwie po przejściu jakiegoś kursu - ironizuje Chętkowski, zwracając uwagę, że, jak to zwykle bywa, diabeł w tkwi w szczegółach.

Nie będzie rewolucji?

Zupełnie inaczej na tę sprawę patrzy Violetta Rymszewicz. Trener, doradca i konsultant z zakresu zarządzania zasobami ludzkimi, prowadząca serwis o rynku pracy, rekrutacjach i planowaniu kariery rymszewicz.eu oraz bloga rymszewicz.natemat.pl, krytykuje ideę stworzenia takiej placówki u samych jej fundamentów.

Mam wrażenie, że program tej szkoły pisały osoby, które nie mają pojęcia o rynku pracy. Wiedza, do której odnosi się oferta, pochodzi sprzed 10-15 lat. Oferowanie dzieciom „kompetencji zawodowych” w formie takich zajęć, jak np. praca w grupie, to pomyłka. To są idee, które dobrze funkcjonowały na początku XXI wieku, czyli 15 lat temu - ocenia.

W warunkach zmieniającego się po 2008 roku rynku pracy to nie umiejętność pracy w zespole będzie decydować o tym, czy ktoś sobie poradzi, czy po skończonej szkole trafi na zasiłek dla bezrobotnych - mówi ekspertka.

Zdaniem Rymszewicz szkoły tego typu powinny stawiać na zupełnie inne kompetencje. - Z międzynarodowych badań wynika, że najpoważniejszym problemem absolwentów jest, na przykład, brak kompetencji nazywanej po angielsku "resilience". To są wszystkie te umiejętności, które  decydują o tym, że potrafimy dostosować się do szybko zmieniającego się, stresogennego otoczenia i rynku pracy. W Polsce jest to duży problem - mamy ogromny kłopot z radzeniem sobie z bezrobociem i częstymi  zmianami zawodowymi. Reagujemy załamaniami, depresjami, uciekamy w nałogi. To nad tym należałoby pracować w pierwszej kolejności - twierdzi.

Dodaje, że jej zdaniem mało kto w Polsce przyjmuje do wiadomości zmiany, jakie zachodzą w obszarze edukacji w Europie Zachodniej. Tłumaczy, że Unia Europejska daje liczne wskazówki co do tego, w jakim kierunku należy reformować systemy edukacyjne i jak uczyć dzieci, żeby nie były skazywane na bezrobocie. - Powstają tysiące stron analiz, raportów, opracowań, zaleceń. Mam wrażenie, że w Polsce nikt się tym nie interesuje - kwituje.

 

Według ekspertów, polskie szkolnictwo zawodowe potrzebuje głębokich zmian systemowych, bo oferowany program kształcenia sięga jeszcze XIX wieku. Na zdjęciu: zajęcia warsztatowe w szkole zawodowej w Olsztynie (fot. Robert Robaszewski / Agencja Gazeta)Według ekspertów, polskie szkolnictwo zawodowe potrzebuje głębokich zmian systemowych, bo oferowany program kształcenia sięga jeszcze XIX wieku. Na zdjęciu: zajęcia warsztatowe w szkole zawodowej w Olsztynie (fot. Robert Robaszewski / Agencja Gazeta)

Rymszewicz uważa, że rozwiązania proponowane w nowo powstającej szkole tylko pozornie są nowatorskie. - Trzeba zmienić cały system, zmienić sposób patrzenia na edukację. Należałoby tak przeredagować program, żeby ostatecznie wyrzucić z niego elementy, których korzenie sięgają jeszcze XIX wieku - mówi.

Odnoszę się z dużym szacunkiem do tego, że ktoś chce zmieniać edukację w Polsce, ale ten konkretny przypadek jest tylko udawaniem, że cokolwiek się dzieje. Edukacja potrzebuje głębokich zmian systemowych. Zamiatanie pod dywan wieloletnich zaniedbań, braku kompetencji edukacyjnych i szacunku do wymagań rynku pracy prędzej czy później o sobie przypomni - ocenia Rymszewicz.

Również Szymon Konkol, nauczyciel, wykładowca, publicysta i współtwórca portalu Nowy Model Szkoły, nie jest przekonany co do tego, czy projekt BSR niesie w sobie naprawdę nową jakość.

Rosnące niezadowolenie z realiów funkcjonującego obecnie systemu edukacji stało się motywacją do poszukiwań nowych, alternatywnych rozwiązań i nowego modelu szkoły. Bednarska Szkoła Realna jest jednym z przykładów takiego działania - zauważa. I dodaje, że model Szkoły Realnej nie jest wynalazkiem nowym: koncepcja tego systemu oświaty powstała w XVIII wieku i nawiązuje do pruskiego modelu edukacji. - Czyli dokładnie tego, jaki obecnie powszechnie funkcjonuje - zauważa Konkol.

Jego zdaniem założenia stojące za całym projektem nie stanowią więc zwiastuna rewolucyjnych zmian. - Są jedynie próbą dostosowania znanej nam szkoły do wyzwań, jakie niesie ze sobą XXI wiek. „Urealnianie” XVIII-wiecznego modelu szkoły do realiów XXI wieku musi budzić i budzi wątpliwości - ocenia.

Konkol dodaje przy tym, że każda próba zmian w polskim systemie edukacji jest pożądana i jako taka inicjatywa Bednarskiej Szkoły Realnej, rozumiana jako „alternatywa i eksperyment pedagogiczny”, zasługuje na uznanie. - Jednak polskiej szkole, tkwiącej w modelu pruskim, nie wystarczą już kolejne jej reformacje, tutaj potrzebna i oczekiwana jest rewolucja u samych jej podstaw - ocenia.

Wydaje się jednak, że w pełni rzetelnej oceny koncepcji powstającej szkoły będzie można dokonać dopiero po tym, gdy otworzy ona swoje podwoje. MEN już zapowiedziało, że będzie (jak się wydaje - z dużą nadzieją) obserwować efekty jej działania. Być może, choć ten projekt nie stanowi rewolucji, będzie pierwszym krokiem ku szerszej zmianie w polskim szkolnictwie.

 


Michał Fal. Dziennikarz i wydawca portalu Gazeta.pl. Wcześniej związany m.in. z Orange.pl, NaTemat.pl oraz tygodnikiem "Przekrój”. Ciągle wierzy, że jest jeszcze życie poza Internetem, ale na razie nie umie go sobie wyobrazić. Kiedyś chciałby przeczytać wszystkie książki, które kupuje.

Komentarze (131)
Zaloguj się
  • kontest_two

    Oceniono 213 razy 189

    Wszyscy o tym mówią ale nikt nie chce/boi się tego zrobić: powrót do organizacji systemu oświaty sprzed reformy. Likwidacja gimnazjów, reaktywowanie ośmioletniej szkoły podstawowej i czteroletniego liceum, reaktywowanie szkół zawodowych, techników i liceów zawodowych.

  • Oceniono 112 razy 96

    Nie rozumiem wypowiedzi dwójki ekspertów. Pan Chętkowski stawia tezę najsłabszą - że ten model szkoły wpisuje się w poszukiwania nowego sposobu - i nie odczuwam niedoboru argumentów. Natomiast pozostałe dwa komentarze, w szczególności Pani Rymszewicz są dla mnie niewystarczająco uargumentowane.
    Pani mówi, że 'praca w grupie' sprzedawała się 15 lat temu, a teraz to już nie. Ale co, jeśli nie praca w grupie? Nie wiadomo.
    Chce też wyrzucić elementy o tradycji sięgającej XIX wieku. Ale jakie? Matematykę i j. polski? Podział zajęć na osobne lekcje? Klasyczną pozycję nauczyciela, który przekazuje wiedzę pewnej grupie uczniów, wszystkim na raz? Każda z tych rzeczy jest na swój sposób rewolucyjna, ale każda też zupełnie inna. O co Pani ekspert chodziło?

    "Edukacja potrzebuje głębokich zmian systemowych. Zamiatanie pod dywan wieloletnich zaniedbań, braku kompetencji edukacyjnych i szacunku do wymagań rynku pracy prędzej czy później o sobie przypomni - ocenia Rymszewicz"

    Mam poczucie, że Pani Rymszewicz pomyliła się i odpowiada jak o nowym projekcie MEN, zapominając, że to jest niezależna inicjatywa nauczycieli i nie można jej interpretować w kategoriach zamiatania pod dywan nieudaczy ministerstwa. Czy to Pani Fiett wykazała brak szacunku dla rynku pracy? Nawet jeśli projekt trafia MEN w gusta, to zasadniczo artykuł jest o szkole a nie całym systemie.

    Pan Konkol z kolei mówi o rosnącym niezadowoleniu obecnym systemem edukacyjnym. Nie tak dawno w prasie (m.in. GW) pojawiały się artykuły o fantastycznych sukcesach młodych polaków w testach PISA. Przetoczyła się spora debata o edukacji, padło dużo za i przeciw. Szanuję te głosy, ale nie wiemy nawet, jaki jest osobisty pogląd pana Konkola na tę sprawę - jakich on oczekuje zmian i dlaczego.
    Wskazuje on też, że projekt BSR jest podobny do modelu pruskiego, który z kolei jest podobny do aktualnego systemu szkolnictwa. Ergo - nic nowego. I wskazuje, że dostosowywanie starej szkoły do XXI wieku budzi wątpliwości. Pytanie czyje, bo moich nie. Dostosowana szkoła, to chyba dobra szkoła? Co innego, gdyby to dostosowanie miało z jakichś przyczyn trafić na zasadnicze trudności i okazać się tylko powierzchownym - ale nie znajduję żadnego argumentu, dlaczego tak miałoby być. Czytam tylko między wierszami, że Pan Konkol widzi na tym polu jakieś problemy.

    Mam nadzieję, że braki w argumentacji są wynikiem obróbki dziennikarskiej i skracania materiału - w przeciwnym razie ciężko mi poważnie traktować tych ekspertów.

  • student_zebrak

    Oceniono 129 razy 87

    komu przeszkadzaly szkoly zawodowe? Komu przeszkadzaly technika, komu przeszkadzaly licea ogolnoksztalcace 4 letnie o szerokim wyborze przedmiotow?
    Jaki cymbal katolicki ograniczyl liczbe przedmiotow, ograniczyl wymiar godzin przedmiotow scislych z matematyka na czele?
    Pokolenia uczyly sie w dawnym systenie, zdajac matury bez pomocy, bez taryfy ulgowej i bezstresowego zycia.

  • m.pluta

    Oceniono 73 razy 67

    Jestem nauczycielem uczącym wiele lat w szkołach zawodowych i technikach i zgadzam się z ogólną tezą ze system jest zły a każda do niego poprawka jeszcze gorsza.Dlatego społeczeństwo tak dobrze wspomina 8 letnią podstawówkę, 4 liceum i 5 letnie
    technikum.Chociażby dlatego ,ze w szkole był czas na ucznia .Dziś go nie ma , uczeń w
    obecnym systemie jest najmniej ważny.Dziś liczą się zrealizowane godziny, wyniki szkół,
    egzaminy i oczywiście pieniądze których samorządy żałują na szkoły.Przykłady proszę bardzo
    z życia wzięte.W jednej klasie uczą się uczniowie którzy nigdy nie uczuli się niemieckiego i ci którzy się uczyli.Lekcje języka są wspólne , bo w uczniów w jednej grupie byłby za mało wiec
    wydział edukacji nie tworzy grupy oszczędza na godzinie dla nauczyciela.Uczniowie nie
    mogę wybierać przedmiotu rozszerzonego narzuca szkoła , bo trzeba uczyć się całymi klasami lub grupami dla kilku uczniów nie będzie tworzona grupa bo to dodatkowe koszty
    itd.Takich przykładów mogę mnożyć mnóstwo.Dla mnie jednak największą bolączką z którą
    izderząja się moi uczniowie jest obowiązkowy wybór przedmiotów rozszerzonych .Dzieciaki
    nie mają pojęcia jaką pójdą drogą a muszą wybierać rozszerzenia odcinając się innych
    przedmiotów i potem rozpacz miał rozszerzoną matematykę , bo myślał o kształceniu
    politechnicznym ale mu się odwidziało chciałby zmienić na nauki medyczne czy humanistyczne ale droga juz zamknięta zostaje tylko słono płacić rodzicom za prywatne
    lekcje czy kursy i oto chodzi samorząd znowu zaoszczędzi .A dawniej kończąc liceum czy
    technikum miało się wiedzę z każdego przedmiotu i dlatego były możliwie zmiany zdawanych przedmiotów na maturze .System uwzględniał ,ze młody człowiek się zmienia , odkrywa siebie
    i ma na to czas w szkole średniej a dziś te biedne dzieciaki w ostatniej klasie gimnazjum
    muszą zadecydować jaki przedmiot wybrać na swoja drogę życiową.Dlatego dobrze ,ze ktoś ma nowe pomysły i chce coś robić dla ucznia ale to tylko pojedyncze nowinki a cały system jest zły i trzeba zmienić wszystko od początku,ale jestem pewna ze do tego nie dojdzie bo jak zwykle chodzi o pieniądze a nie o ucznia.

  • piszda

    Oceniono 69 razy 59

    Podatki się nie zmniejszają, a ja coraz więcej muszę wydać na edukację dzieci, żeby była na takim dobrym poziomie jaką można było zdobyć za komuny, jak się chciało uczyć...

  • carolina_reaper

    Oceniono 65 razy 57

    Aha, to na tym ma polegac innowacja po polsku czyli odkrywanie na nowo szkol zawodowych , ktore zostaly zlikwidowane. Tylko pogratulowac cofniecia sie o 25 lat do czegos co znakomicie zdawalo egzamin dawniej. No ale jakis postep jest wiec nie ma co specjalnie narzekac.

  • kubawesol

    Oceniono 61 razy 45

    Taka szkola od 40 lat z powodzeniem funkcjonuje i nie trzeba scale wywazac otwartych juz drzwi. Ta szkola jest Ogolnoksztalcace Liceum Lotnicze w Deblinie. Szkola wojskowa o profilu mat-fiz, ktoea przygotowuje mlodych ludzi nie tylko do bycia pilotem ale zyciowym i zaradnym czlowiekiem.
    Z mojego pechowego rocznika w wojsku jest moze 10% osob a wszyscy pozostali w cywilu radza sobie swietnie.

  • radoslawdobry

    Oceniono 44 razy 42

    Upadek szkolnictwa zawodowego we wszelkiej postaci zawdzięczamy rządom AWS-UW z premierem Buzkiem i przewodniczącym Solidarności Krzaklewskim na czele. Poroniony pomysł aby wszyscy kończyli licea zaowocował też brakiem wykształconych kadr dla współczesnego przemysłu i szeroko pojętych usług.

  • qcleszek1

    Oceniono 41 razy 39

    O cholera ale nowość . To dlaczego skasowano dobre technika np. Technikum Kolejnictwa na Szczęśliwickiej , Technikum Samochodowe na Targowej , pewnie i Technikum Łączności na Kasprzaka.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX