Martin Kaczmarski

Martin Kaczmarski (fot. MCH PHOTO / X-Raid)

ludzie

Martin Kaczmarski, jeden z najmłodszych kierowców w historii Rajdu Dakar. "Mój kręgosłup jest zniszczony. Ubolewam nad tym, że piękny sen się skończył"

- Wydawało mi się, że jestem dorosły, a byłem dzieciakiem. Teraz codziennie czuję, że dorośleję - mówi 24-letni Martin Kaczmarski, kierowca rajdowy i syn znanego biznesmena. Jest nie tylko pewny siebie, ale i utalentowany. Wszystkim niedowiarkom zamknął usta, zajmując rok temu dziewiąte miejsce w swoim debiutanckim starcie w Dakarze, jako jeden z najmłodszych kierowców w historii tego rajdu. Z udziału w tegorocznej edycji wykluczyła go kontuzja kręgosłupa.

Na wywiad umówiliśmy się w jednej z wrocławskich restauracji. Martin Kaczmarski przyszedł ze swoim asystentem i ochroniarzem. Nie smakowało mu jedzenie i narzekał, że filiżanka jest brudna. Kaczmarski nie ukrywa, że jest czyściochem i pedantem. Na przekór stereotypowemu wizerunkowi zepsutego syna bogacza podkreśla jednak, że tęskni za bardzo wymagającym Dakarem i nie zająłby w nim tak wysokiej pozycji, gdyby nie wspólna praca jego zespołu.

Jest takie powiedzenie: lepiej zginąć niż przegrać...

- Postanowiłem, że nie będę ryzykował swojego zdrowia, żeby wystąpić w rajdzie, który odbywa się co roku. Aktualnie płacę cenę za to, jak bardzo chciałem wziąć udział w tegorocznej edycji. Jest mi z tym ciężko, ale taką decyzję podjęli lekarze. Dakar to moje marzenie, z którego musiałem zrezygnować. Staram się szukać plusów tego wszystkiego. Plusem na pewno jest oglądanie Dakaru w telewizji. Dzięki temu jeszcze bardziej za nim tęsknię i jeszcze bardziej chcę znów tam być. Nabieram też dystansu do całej sprawy. Wcale nie uważam, że rok moich przygotowań poszedł na marne. Kontuzji doznałem podczas ostatniego rajdu, a w ciągu minionego roku dużo jeździłem i osiągałem bardzo dobre wyniki. Na większości eliminacji byłem w czołówce Pucharu Świata. W sporcie czasem dochodzi się do ściany, żeby ją ominąć, jeszcze ciężej się trenuje i próbuje się ją przeskoczyć. Nie zawsze to pomaga. Czasem lepszy jest odpoczynek. Może on sprawi, że stanę się szybszy?

Martin Kaczmarski (fot. MCH PHOTO / X-Raid)Martin Kaczmarski (fot. MCH PHOTO / X-Raid)

Wspominałeś o oglądaniu Dakaru w telewizji. Robert Kubica powiedział, że oglądanie F1 na ekranie telewizora go nudzi.

- Oglądam Dakar i analizuję. Gdy w czasie transmisji wyścigu rajdów terenowych są ujęcia z helikoptera, skupiam się na analizie. W Formule 1 jest powtarzalność - kierowcy poznają tor na kilka dni przed wyścigiem, tymczasem my nie mamy pojęcia, co nas czeka za następnym zakrętem. Dakar porównałbym do zabawy w podchody. Po przejechaniu określonego dystansu pojawia się informacja, która wskazuje nam określony kierunek. Sami musimy więc ocenić, ile jesteśmy w stanie zaryzykować. Sposób, w jaki pokonujemy ten dystans, jest bardzo istotny. To trudny sport, w którym nie chodzi tylko o przejechanie z jednego miejsca na drugie. Strategii jest wiele i są zmienne - wiele zależy od pogody. Gdy jedzie się po wydmach, istotną rolę odgrywa pora dnia. Ze względu na cień i promienie słoneczne widzimy wtedy raz mniej, raz więcej. W zależności od temperatury piasek jest bardziej lub mniej grząski. Kiedy pada deszcz, jeździ się wolniej. Gdy jest ślisko, za różnymi szczytami mogą kryć się niespodzianki i ryzyko kolizji wzrasta. Samochody są pancerne, więc takie zdarzenie nie zawsze skutkuje zakończeniem odcinka, ale istotny może się okazać nawet taki detal jak małe skrzywienie drążka. Na początku rajdu w Katarze, którego niestety nie ukończyłem, uderzyłem w kamień. Niby nic się nie stało, ale uderzenie było tak niefortunne, że pewien element koła się poluzował i zaczął się odkręcać. Skutek? Pod koniec odcinka, na kilka kilometrów przed metą, koło mi odjechało.

Nie obawiasz się, że awaria techniczna samochodu może cię wykluczyć z rajdu?

- W moim samochodzie awarie techniczne się nie zdarzają. X-Raid to najlepszy zespół na świecie. W ubiegłym roku w pierwszej dziesiątce znalazło się aż siedem samochodów Mini. To kierowcy popełniają błędy techniczne. Przez cały Dakar nie miałem ani jednego problemu z moim samochodem. Dziewiąte miejsce zająłem dzięki świetnej pracy całego mojego zespołu, zwłaszcza pilota. Jego jeden błąd może wszystko przekreślić, ale tak się nie stało. Jestem twarzą sukcesu wielu ludzi.

Martin Kaczmarski (fot. MCH PHOTO / X-Raid)Martin Kaczmarski (fot. MCH PHOTO / X-Raid)

Martin Kaczmarski (fot. MCH PHOTO / X-Raid)Martin Kaczmarski (fot. MCH PHOTO / X-Raid)

Gdy Krzysztof Hołowczyc po raz pierwszy wziął udział w Dakarze, zobaczył sześćdziesięcioletnich kierowców i pomyślał sobie, że bez problemu ich pokona. Okazało się, że to wcale nie jest takie łatwe.

- W samochodowym cross-country nie ma młodych chłopaków. Musimy być spokojni i zrównoważeni. Młodzi ludzie mają ciśnienie na wynik. Skutkuje to popełnianiem błędów, przez które traci się czas. Gdy nie zna się trasy, trzeba być ostrożnym.

Jak sobie z tym radzisz?

- Skoro dojechałem na dziewiątym miejscu na Dakarze, to jakoś sobie radzę. Ryzykuję tylko wtedy, kiedy panuję nad sytuacją. Nie wiem, czy poradziłbym sobie z rajdem szosowym. W cross-country jest mniej ryzyka, a więcej techniki.

Poza tym Dakar uzależnia.

- Zastanawiałem się, czy nie pojechać na niego jako dziennikarz, żeby móc być na miejscu. Niestety, lekarze mi tego zabronili, argumentując, że wykończą mnie dwa tygodnie w nawet najwygodniejszym samochodzie. Mój kręgosłup jest zniszczony, zwłaszcza jego odcinek szyjny. Ubolewam nad tym, że piękny sen się skończył. Przez dwa lata osiągałem naprawdę imponujące wyniki. Na treningach jadałem kolacje z najlepszymi kierowcami na świecie, takimi jak Nasser Al-Attiyah, Stephane Peterhansel czy Krzysztof Hołowczyc. W zeszłym roku spędziliśmy ze sobą dwa tygodnie na biwaku. Nasze relacje są bardzo bliskie. Aktualnie koncentruję się na dbaniu o moje zdrowie i na rehabilitacji. Wierzę, że ta lekcja pokory zdystansuje mnie do wielu rzeczy i sprawi, że wydorośleję.

Martin Kaczmarski i Krzysztof Hołowczyc (fot. MCH PHOTO / X-Raid)Martin Kaczmarski i Krzysztof Hołowczyc (fot. MCH PHOTO / X-Raid)

Z chłopaka przemieniasz się w mężczyznę?

- Wydawało mi się, że jestem dorosły, a byłem dzieciakiem. Teraz codziennie czuję, że dorośleję.

W którym momencie uświadomiłeś sobie, że stajesz się dorosły?

- To bardzo trudne pytanie. Każdy dzień jest dla mnie lekcją. Przełomowym momentem była meta Dakaru. Zrozumiałem wtedy, że pokonałem samego siebie. Czułem się jak osiedlowa drużyna, która wygrała z Realem Madryt. Wynik to dla mnie sprawa drugorzędna. Supersamochód to nie wszystko. Powtarzam: ten wynik zawdzięczam pracy wielu wspaniałych osób.

Nie brakuje opinii, że jesteś zepsutym synem bogacza.

- Nie przejmuję się tym. Wyniki bronią mnie na każdej płaszczyźnie. Niech krytykujące mnie osoby udowodnią, że dokonały czegoś większego. Chciałbym zobaczyć Polaka na pierwszym miejscu w Rajdzie Dakar.

Martin Kaczmarski (fot. MCH PHOTO / X-Raid)Martin Kaczmarski (fot. MCH PHOTO / X-Raid)

Robert Kubica mówił, że w F1 nie ma przyjaciół. Jak to wygląda w cross-country?

- Pozostaję w bardzo pozytywnych relacjach z Krzysztofem Hołowczycem, którego traktuję jak mistrza. Na trasie ze sobą rywalizujemy, ale poza nią sobie pomagamy. Kluczowe jest przygotowanie psychiczne. Wielu zawodników świetnie prezentuje się na treningach, ale na zawodach zjada ich trema. Krzysztof bardzo pomógł mi, gdy w czasie Dakaru miałem sytuację kryzysową.

Co to było?

- Bóle kręgosłupa, głowy, zmęczenie rąk, odciski. Pamiętajmy, że temperatura w ciasnym samochodzie wynosi sześćdziesiąt stopni.

A jednak tęsknisz za Dakarem.

- Dakar traktuję w kategoriach trudnego wyzwania, które przed sobą stawiam. Walcząc, staję się mocniejszy. Gdybym brał udział w tegorocznej edycji, uśmiech na twarzy miałbym dopiero wtedy, gdybym poprawił poprzedni wynik.

Czy zwyczajna jazda po mieście potrafi ci jeszcze sprawić przyjemność?

- Nie, ale bardzo lubię jeździć po autostradach. Nie cierpię polskich tras podmiejskich, które są bardzo niebezpieczne.

Na Dakarze też zdarzają się groźne sytuacje. Jak oswoiłeś się ze swoim autem?

- W czasie jazdy nie myślę o biegach i nie analizuję kątów. Wszystko robię automatycznie, jak najszybciej chcę pokonać zakręt. Osiemdziesiąt procent ruchów kierownicy jest niekontrolowane, te ruchy są automatyczne. Nie myślę o nich. Przeniesienie się do auta z silnikiem Diesla sprawiło, że moja automatyka została całkowicie zaburzona. Dostałem auto wyższe i inaczej wyważone, w którym inaczej trzeba było zmieniać biegi. Mnóstwo czasu poświęciłem na nauczenie się tego na treningach w Maroku i w Polsce. Wielu rzeczy musiałem się nauczyć na pamięć, na oko, na słuch i na wyczucie. Samochód czuję pupą i plecami. Nie potrafię pojechać samochodem rajdowym, jeśli nie mam zapiętych pasów. Umykają mi wówczas dziesiątki drobnych detali. Gdy mam je zapięte, czuję każdy ruch, skręt, każdą dziurę i każde skrzywienie drążka. Samochód znam lepiej niż własną kieszeń.

Martin Kaczmarski (fot. MCH PHOTO / X-Raid)Martin Kaczmarski i Filipe Palmeiro, Lotto Rally Team (fot. MCH PHOTO / X-Raid)

Co ci się w nim nie podoba?

- Wszystko w tym samochodzie jest dostosowane do mnie. Gdybym wsiadł do auta kolegi, tobym w nim nie wytrzymał. W czasie Dakaru denerwowała mnie wysoka temperatura, która zawsze wynosiła ponad pięćdziesiąt stopni. Podczas rajdu pijemy sporo wody, ale nie można jej wypić zbyt dużo, bo wówczas trzeba zatrzymać się i uwolnić pęcherz.

Co wtedy?

- Raz musiałem zatrzymać się na odcinku specjalnym. Niektórzy kierowcy załatwiają te tematy w czasie jazdy, ale ja bym nie mógł. Nie pozwala mi na to moja natura. Najwięcej czasu straciłem wtedy na zapinaniu pasów. Dakaru nie wygrywają ci, którzy są najszybsi, tylko ci, którzy popełniają najmniej błędów.

Jakie niebezpieczne sytuacje zdarzały ci się w trakcie tego rajdu?

- Mam problem z wydmami, które nie wybaczają błędów. Szczególnie koło południa, kiedy słońce jest w zenicie i nie ma cienia. Trzeba się wówczas bardzo skupiać i jechać powoli.

To znaczy ile na godzinę?

- Od 20 do 110 kilometrów na godzinę. To zależy od długości wydmy. Na długiej potrafię jeździć 180 kilometrów na godzinę. Czasem nawet drobna wydma przyczynia się do poważnego wypadku. Najgorsze są krótkie i strome wydmy.

Martin Kaczmarski (fot. MCH PHOTO / X-Raid)Martin Kaczmarski (fot. MCH PHOTO / X-Raid)

Zdarzało ci się ocierać o śmierć?

- Na Dakarze takie sytuacje mają miejsce średnio raz dziennie, ale tylko dlatego, że dystans jest duży i musimy bardziej uważać. Dramatyczniejsza sytuacja wydarzyła się w Maroku. To był rajd, który potraktowałem jak trening, a na treningach zawsze jeździ się szybciej. Sprawdzam wtedy, jak bardzo mogę zaryzykować. Na treningu można popełnić błąd, ale w granicach rozsądku. W czasie wyprzedzania samochodu kurz był tak duży, że przez chwilę nic nie widziałem. Skutek był taki, że wjechałem w dziurę będącą efektem wcześniejszych deszczy. Na szczęście dostrzegłem ją za późno - gdybym zahamował, tobym do niej spadł i skasowałbym auto. A tak nic poważnego się nie stało i pojechałem dalej. Myślałem wówczas o tym, że tracę cenne sekundy. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że chyba mam połamane żebra. Dojechałem do mety, do której nie było daleko, i dostałem środki przeciwbólowe. Ból nie ustawał, więc po kilku dniach musiałem odpuścić. Jestem młody i szkoda mi życia dla kilku kilometrów.

W kontekście ryzykowania życia dużo się teraz mówi o śmierci motocyklisty, Michała Hernika w czasie tegorocznej edycji Dakaru.

- Śmierć na Dakarze zdarza się zawsze. To, niestety, nieodłączny i zarazem najbardziej przerażający element tego rajdu. To świadczy tylko i wyłącznie o tym, jak bardzo trudna, wymagająca i przede wszystkim niebezpieczna jest to impreza. Nie zapominajmy, że mimo obecności kamer, helikopterów czy zabezpieczenia, to dalej jest morderczy rajd na dużych prędkościach po zupełnie nieznanym terenie. Przez kilka tysięcy kilometrów. Na tym głównie polega ryzyko Dakaru - z jaką prędkością zaryzykujesz następny zakręt, wzniesienie, koryto rzeki.

Czy Hernik mógł uniknąć śmierci?

- To trudne pytanie. Nie było mnie tam, nie wiem. Gdyby mógł, zapewne by uniknął. Byłbym daleki od oskarżania organizatorów, bowiem z tego co wiem, to stwierdzono przegrzanie organizmu. Przy pewnych temperaturach świadomość zaczyna już inaczej pracować, dlatego raczej nigdy nie dowiemy się, dlaczego polski motocyklista nie wezwał pomocy.

Martin Kaczmarski (fot. MCH PHOTO / X-Raid)Martin Kaczmarski (fot. MCH PHOTO / X-Raid)

Martin Kaczmarski (fot. MCH PHOTO / X-Raid)Martin Kaczmarski (fot. MCH PHOTO / X-Raid)

Rozmawiamy o ryzyku i adrenalinie, a czy istnieje dla ciebie życie poza sportem?

- Oczywiście. Ludzie, którzy skupiają się tylko na jednej rzeczy, są trochę nudni. Jest wiele fantastycznych miejsc, osób i kobiet. Rajdy są wielkim wyrzeczeniem, z którego nie chcę zrezygnować, ale mam też czas na prywatne życie i na to, by zajmować się firmą. Nie chcę być uważany za kierowcę rajdowego, który potrafi tylko wciskać gaz i hamulec. Reprezentuję coraz liczniejszą grupę sportowców, którzy - wbrew stereotypowemu myśleniu - są inteligentni i fajni. Wielu z nich jest ode mnie mądrzejszych. Sportowcy mają w sobie niesamowity zapał do pracy. Gdy sportowiec staje przed jakimś problemem, po prostu go omija. Moi najlepsi przyjaciele to absolwenci Akademii Wychowania Fizycznego. Czy jako uczestnik Dakaru jestem lepszy od sprintera? Nie.

Czy przyjaciele i życie prywatne są dla ciebie ważniejsze od wygrania Dakaru?

- Jedno nie wyklucza drugiego. Doskonale daję sobie z tym radę. Jedyny mój problem polega na tym, że do wszystkiego podchodzę z sercem, przez co mało sypiam. Najlepszymi nauczycielami są ludzie, a nie książki.

Jakie cele stawiasz sobie na najbliższe miesiące?

- Priorytetem jest powrót do zdrowia. Od trzech miesięcy nie byłem w samochodzie rajdowym. To dla mnie skandal i zastanawiam się, czy nie pojechać zimą do Finlandii na zamarznięte jeziora, żeby nie zgubić rytmu. Na zamarzniętych jeziorach jest całkowicie płasko, nie ma więc mowy o ryzyku.

Martin Kaczmarski (fot. MCH PHOTO / X-Raid)Martin Kaczmarski (fot. MCH PHOTO / X-Raid)


Martin Kaczmarski (ur. 1990). Jest synem znanego biznesmena i honorowego konsula Republiki Słowacji we Wrocławiu Macieja Kaczmarskiego. Zaczynał od jazdy szayowozem, czyli samochodem do terenowego crossu z silnikiem malucha zamontowanym w przestrzennej klatce z rur. Jeepem wranglerem startował w rajdach przeprawowych. W angielskim bowler nemesis jeździł w Mistrzostwach Polski Cross Country i w 2012 roku od razu wywalczył drugie wicemistrzostwo. W toyocie hilux wystartował w Katarze Abu Dhabi. Kilka miesięcy później zainteresowała się nim firma X-Raid. W listopadzie 2013 roku Kaczmarski zajął drugie miejsce w ostatnim rajdzie Pucharu Świata Cross Country 2013 w Portugalii. W styczniu 2014 roku wystartował w 36. edycji Dakaru jako jeden z najmłodszych w historii tego rajdu kierowca samochodu, zajmując ostatecznie dziewiąte miejsce. Studiuje logistykę. Codziennie wstaje o 5.30.

Michał Hernes. Mówi o sobie, że jest nudnym człowiekiem, który czyta dużo książek i myśli o wielu rzeczach. Fetyszysta i koneser literackich cytatów. Publikuje między innymi na łamach portali Stopklatka.pl, T-Mobile-Music.pl i koszykarskiego miesięcznika „MVP”. Inspirujące są dla niego słowa, które usłyszał od pisarza Chucka Palahniuka: „Wywiad nieoparty na ataku jest nudny”. Reżyser Ari Folman odpisał mu na kolejną prośbę o wywiad: „Please, don't contact me again”, a kilka tygodni później zgodził się na rozmowę.

Komentarze (39)
Zaloguj się
  • karo80.0

    Oceniono 116 razy 86

    "Reprezentuję coraz liczniejszą grupę sportowców, którzy - wbrew stereotypowemu myśleniu - są inteligentni i fajni." :))) Czy ten prosty gimbus wie co to jest pospolity, przaśny OBCIACH? Poziom Natalki Siwiec.

  • tom_39

    Oceniono 64 razy 56

    Jest już prekursorem. Jest pierwszym kierowcą rajdowym , który jest antypatyczny. Wszyscy inni ( często na to zwracałem uwagę ) zarówno Polacy jak i z innych krajów robią wrażenie w porządku kolesi (poczucie humoru, uśmiech, inteligencja, skromność). On nie.

  • phugoid

    Oceniono 66 razy 52

    pfff, gdyby moj ojciec byl szwajcarskim bankierem to bym... (zostal pilotem benka 747 bo rozum mam a z kasa srednio). w tym gosciu podoba mi sie jedynie szczerosc i, byc moze jeszcze nierozpoznana, nerwica natrectw. ale poza tym obawiam sie ze to dosyc prosty uzytkownik facebooka. szczegolnie przerazilo mnie wyznanie o tym, ze najlepszymi nauczycielami sa ludzie a nie ksiazki. no i on jeszcze ewidentnie nie wie, ze czlowiek zaczyna naprawde myslec gdzies tak w okolicach trzydziestki... powodzenia w ujezdzaniu zamarznietych jezior (czy ta aktywnosc jest ekologiczna i ma jakikolwiek sens? czy nie lepiej postawic auto na kolkach i ujezdzac w ten sposob?). o jeny! chyba wyszedlem na sfrustrowanego hejtera!

  • Oceniono 62 razy 42

    Szkoda, że po raz kolejny upewniam się w przekonaniu "dobrym urodzeniu". Wystarczy mieć dzianych starych by być gwiazdą w tym pieprzonym kraju, a media ciebie na siłę lansowały, przykre to trochę ale jaki kraj takie gwiazdy. Wielki mi kierowca z własnym w SkyTower. Ciekaw jestem jak daleko bym zajechał gdyby urodził się na polskim blokowisku...

  • mg_0

    Oceniono 47 razy 37

    Dopiero co napisałam komentarz pod wywiadem z austronautą, że nie mam ochoty na czytanie wywiadów z narcystycznymi wydmuszkami - i bach! Straszny smarkacz (nie chce mi się przytaczać wypowiedzi potwierdzających tę tezę, bo musiałabym skopiować 90% wywiadu). I tak jak ktoś zauważył - niemal zawsze kierowcy rajdowi to faceci z pokorni z ogromnym poczuciem humoru. Być może bohater wywiadu stanie się taki po pięciu Dakarach, w tym jakimś przegranym - coraz bardziej wierzę, że to umiejętność radzenia sobie z porażkami kształtuje człowieka.. A to pretensjonalne 'codziennie wstaje o 5:30' wymiata^^ pozdrowienia od moich rodziców, którzy codziennie wstają o 4:15;)

  • answer1

    Oceniono 46 razy 30

    pierwsza rzecz panie Hernes: co to ma znaczyć te "tobym"? Raz "tobym" potraktował jako literówkę, ale w tekście zdarzyło się tak co namniej dwa razy ;)

    Co do samego kierowcy, no cóż.. zwykle jak wywiad zaczyna się od tezy, że ktoś może się wydawać zepsutym synem milionera, to wywiad ostatecznie pokaże, że jednak nie, i że jednak fajny z niego gość a tu się zawiodłem. Z każdą odpowiedzią okazywał się coraz mniej ciekawym gościem, nienajlepiej odpowiadającym na zadane pytania. Na przykład na pytanie o przyjaciół (z przykładem Kubicy) opowiedział trochę o technice jazdy i o Hołowczycu. Jak zaczął o sobie opowiadać, że jest z tych fajnych i mądrych to już nie było dobrze.

    i jeszcze to:
    "- Skoro dojechałem na dziewiątym miejscu na Dakarze, to jakoś sobie radzę. Ryzykuję tylko wtedy, kiedy panuję nad sytuacją. Nie wiem, czy poradziłbym sobie z rajdem szosowym. W cross-country jest mniej ryzyka, a więcej techniki."
    może kierowcą rajdowym nie jestem, ale czy tylko ja tu widzę kilka sprzeczności? ;)

    sorry, że się tak czepiam no ale... poczytałem, a się trochę zawiodłem jakoś. Bez oczekiwań, ale się zawiodłem no. Lubię ciekawych ludzi.

  • qwerfvcxzasd

    Oceniono 38 razy 28

    Piękna i wzruszająca historia.
    "Maciej Kaczmarski: windykator i wizjoner"
    www.bankier.pl/wiadomosc/Maciej-Kaczmarski-windykator-i-wizjoner-2421869.html

  • Raaffiikk

    Oceniono 34 razy 26

    Nie brakuje opinii, że jesteś zepsutym synem bogacza.
    - Nie przejmuję się tym. Wyniki bronią mnie na każdej płaszczyźnie. Niech krytykujące mnie osoby udowodnią, że dokonały czegoś większego.

    Najpierw udowodnij, że te niby wielkie osiągnięcia są efektem twojego wielkiego talentu i ciężkiej pracy, a nie kasy tatusia... Gdyby nie tatuś, to byś tak nie szczekał szczeniaczku... Podkul ogonek i więcej pokory, bo gdyby nie pieniądze, to nikt by nie usłyszał o martinku...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX