Czy randkowanie online to już standard?

Czy randkowanie online to już standard? (fot. Shutterstock.com)

psychologia

Miłość online, czyli gierki na Tinderze. ''Obiecuj mniej, niż możesz dać, dawaj więcej, niż obiecałeś''

W ramach przygotowań do rozmowy z Joanną Godecką, life coachem, trenerką, doradcą jednego z największych portali randkowych i autorką książki "Szczęście w miłości. Jak kochać i rozumieć siebie", która ukaże się w lutym, przez tydzień korzystałam z kilku stron do randkowania i z Tindera. Przekonałam się, że jak internet długi i szeroki, można tam spotkać każdy typ człowieka. Okazało się też, że mam wśród znajomych trzy pary (w wieku od 20 do 60 lat), które poznały się w sieci. Jedna z koleżanek powiedziała mi: "Co za różnica, czy poznajesz chłopaka na imprezie, czy w necie? Przecież i tak go jeszcze nie znasz". Czy randkowanie online to już standard?

Pierwszy sygnał to wygląd. Tu nie ma niespodzianek. I jakkolwiek w portalach randkowych trzeba jeszcze coś o sobie napisać, Tinder to już jeden wielki katalog. Przegląda się zdjęcia i przewija: w prawo, jak ci się ktoś podoba (serduszko), w lewo, jeśli nie (iks). Gdy dwie osoby przewiną w prawo, można rozpocząć rozmowę. Wyświetla nam się też odległość, która nas dzieli. I można nią dowolnie manipulować. Chcesz kogoś w zasięgu stu metrów - proszę bardzo. Na Tinderze zabija się czas w oczekiwaniu na autobus, a jedynym punktem wspólnym dla użytkowników tej aplikacji jest posiadanie smartfona.

- Nie ma się co oszukiwać, że pierwszym impulsem, by na kogoś zwrócić uwagę, są głębokie wartości. Pierwszym bodźcem zazwyczaj jest pociągający wygląd. Ale nie chodzi tu wcale o urodę, idealną figurę i proporcje czy regularne rysy. Ideał to pojęcie względne. Ulicami chodziliby sami samotni ludzie, gdybyśmy gonili za kanonem urody.

Przy dobieraniu zdjęcia kierujmy się jednak zasadą, która działa w biznesie: obiecuj mniej, niż możesz dać, dawaj więcej, niż obiecałeś. To znaczy nie zamieszczajmy zdjęcia, które przedstawia kogoś bardziej atrakcyjnego dzięki pomocy makijażystki, stylisty, fotografa, który sprawnie operuje światłem. Zdjęcie powinno być adekwatne do tego, jak wyglądamy. Inaczej przy pierwszym tete-a-tete ktoś poczuje się rozczarowany. Potem na spotkaniu za pomocą swojego uroku osobistego mamy szansę zrobić dobre wrażenie. Ważny jest także charakter fotografii. Jeśli jesteś dziewczyną z sąsiedztwa, nieco nieśmiałą, nie używaj swojego jedynego zdjęcia z szalonej imprezy. Nie umieszczaj też fotki, na której skaczesz ze spadochronem, jeśli zdarzyło ci się to raz i ledwo przeżyłaś ten stres.

Joanna Godecka (fot. materiały promocyjne)Joanna Godecka (fot. Kuba Siemiński)

W Polsce mamy kilkadziesiąt portali randkowych. Jak dobrać odpowiedni?

- Traktujmy internetowe portale narzędziowo. Chyba że chcemy jedynie szukać, a nie znaleźć. Bo są i takie przypadki. Są osoby, które mają konta w wielu portalach, przez wiele lat i nic z tego nie wynika. Związek to kwestia dokonania wyboru, podjęcia decyzji, a potem inwestycji czasu i energii. Inaczej jest tak, jakbyśmy codziennie chodzili do sklepu, przymierzali nowe ubrania, ale nic nie kupowali. Oczywiście można działać w ten sposób, przecież nie każdy musi chcieć się wiązać. Naszym podstawowym kryterium powinien więc być efekt, którego się spodziewamy. Jeśli szukamy partnera na stałe i dobrego prawdziwego związku, szukajmy portali, które mają bardziej wyselekcjonowaną ofertę, takich, gdzie trzeba zapłacić, by mieć swoje konto (to jakiś sygnał, że nam zależy). Jeśli szukamy tylko przygody, są portale typowo seksualne, są nawet takie dla zdradzających małżonków.

Czyli rejestruję się, buduję swój profil...

- Warto sobie zadać kilka pytań. Po pierwsze - kim jestem naprawdę. Zapytajmy przyjaciół, jak nas odbierają - w ten sposób urealniamy to, co o sobie myślimy. Po drugie - zastanów się, co możesz wnieść do związku i na czym ci w związku zależy. Jedni potrzebują dużo swobody, inni nieustannego wsparcia. Trzeba też wiedzieć, czego nie jestem w stanie zaakceptować. Na przykład jestem wegetarianką, więc jeśli nie jestem w stanie pokochać mięsożercy, panom lubiącym golonkę stanowczo dziękuję z góry. Warto to zaznaczyć, by nie marnować czasu. Z drugiej strony pamiętajmy jednak, by nasze oczekiwania nie przypominały listy żądań. Związek to zawsze pewien kompromis. Nie zamykajmy drzwi dla ludzi, którzy są odmienni, zostawmy margines na to, co jest inne i może nas wzbogacić.

To chyba jeden z powodów szukania partnera w serwisach randkowych - chcemy znaleźć kogoś spoza swojego środowiska, często o innych zainteresowaniach.

- Tak, ale przy tym nie twórzmy zapór. Czasem bowiem chcielibyśmy tej inności na naszych warunkach. Nowo poznany człowiek jest indywidualnością, kimś niepowtarzalnym. Pozwólmy mu zaprezentować swoje zalety i wady. Szukanie kogoś, kto spodoba się nam w stu procentach i wzajemnie, mija się z celem.

Czy istnieją jakieś sposoby na sukces w randkowaniu online? Jakieś zasady, których warto się trzymać?

- Po pierwsze pamiętajmy, że jeśli jest nam trudno stworzyć udany związek w tak zwanym realu, to najpewniej przyczyną nie jest to, że nie trafiliśmy na nikogo odpowiedniego. Zapewne przyciągamy do siebie określonych partnerów i takich też wybieramy. Musimy mieć tego świadomość. To, że w sieci mamy dużo więcej możliwości, nie zmieni jakości naszych relacji. Odtwarzamy bowiem sytuacje, które znamy, działamy nawykowo. Najpierw należy zbadać, co w nas sprawia, że przytrafiają nam się określone schematy, i dlaczego trafiamy na takie, a nie inne osoby. Na przykład takie, które nie chcą się wiązać, mają nałogi, nie traktują nas tak, jak tego pragniemy. Te mechanizmy musimy świadomie zmienić, poprosić kogoś o pomoc.

Jeśli chodzi o samo randkowanie, istnieją zasady, które warto znać. Wynikają one z dynamiki związku. Bywa, że ludzie działają z niewłaściwych pobudek, na przykład za szybko dążą do bliskości fizycznej. Jeśli za szybko skonsumujemy związek, osłabiamy relację już na starcie. Oczywiście są osoby, którym wyszły związki rozpoczęte w łóżku, ale jeśli tak robimy - róbmy to świadomie. Prześpię się z kimś, bo tego pragnę, cieszę się tą sytuacją, a nie po to, by coś w ten sposób osiągnąć, na przykład stworzyć zobowiązanie. Seks nie może być towarem ani narzędziem do manipulowania partnerem.

(fot. Shutterstock.com)(fot. Shutterstock.com)

Flirtując online, jeszcze łatwiej uprawia się tak zwane gierki. Czy one są potrzebne?

- Często przywdziewamy rozmaite maski, odgrywamy role, ale każda z ról jest manipulacją. Takie działanie jest podszyte lękiem. To, co naprawdę dzieje się między ludźmi, dzieje się w chwili obecnej z prawdą tego momentu - odpowiadam z miejsca uczuć na treści, które przekazuje mi partner. Nie zaprzeczam swoim uczuciom. Gierki to efekt strachu: nie pokażę jemu/jej, że cierpię albo odwrotnie - wzbudzę w nim/w niej poczucie winy. Napędzamy w ten sposób spiralę samotności, lęku, poczucia odrzucenia. Stąd biorą się sytuacje, że ludzie są w związku przez wiele lat, ale tak naprawdę żyją obok siebie.

Czyli warto mówić wprost, nie polegać na domysłach. W komunikacji wirtualnej, czyli najczęściej pisanej, słowa mają dużo większą moc. Bardzo łatwo kogoś zranić. Na moje zwykłe i - jak sądziłam - grzeczne: „Dziękuję, nie jestem zainteresowana”, trzykrotnie dostałam odpowiedź: „Spieprzaj”.

- Mamy tu dwa obszary. Jeśli chodzi o komunikację w relacjach, warto dbać o prawdę. Partner, który jest osobą świadomą, dzieli się swoimi problemami, wątpliwościami. Na tym właśnie polega bliskość.

Druga kwestia - radzenie sobie z odrzuceniem w randkowaniu online. Takie zachowanie, o jakim wspominasz, jest skutkiem braku poczucia własnej wartości. Fakt, nawet grzeczne „dziękuję” stwarza poczucie odrzucenia. Kiedy jednak mamy wysoką samoocenę, mówimy: „Rozumiem, masz prawo się mną nie interesować, mogę ci się nie podobać. To nie sprawia, że czuję się gorszy”. Kiedy samoocena szwankuje, potrzebujemy zranić osobę, która nas odrzuca, aby poczuć się lepiej. Dochodzi jeszcze kwestia kultury osobistej. W przykładach, na które się powołujesz, komuś jej zabrakło.

Jak zacząć rozmowę? Zaczepiano mnie w tym stylu: „Hej, jak ci mija sobota?” lub bardziej fikuśnie: „Czy jesteś zajęta przez następne sto lat?”, albo od razu przechodząc do rzeczy: „W której mieszkasz dzielnicy, może się spotkamy?”.

- Banalne zagajenie w stylu „Jak leci?” nie zachęca do kontaktu, podobnie jak zbyt obcesowe „Chodźmy na kawę”. Aby z kimś się umówić, potrzebujemy powodu, żeby poświęcić swój czas. Nie należy więc od razu proponować spotkania. Wstępna korespondencja powinna dotyczyć na przykład tego, co nas zaintrygowało, ujęło w drugiej osobie. Nie musi to być nic bardzo wymyślnego. Jeśli ktoś umieścił informacje w swoim profilu, nie bądźmy leniwi - przeczytajmy je i odnieśmy się do treści. A jeśli mamy tylko fotkę, zagajmy na przykład: „Wyglądasz na bardzo sympatyczną osobę, czy zgodzisz się porozmawiać ze mną i opowiedzieć mi więcej o sobie?”. Oczywiście należy liczyć się także z odmową. Wtedy uszanujmy to, nie naciskajmy i nie obrażajmy nikogo - to niedopuszczalne.

Kiedy już kogoś poznamy, warto mówić wprost: „Podobasz mi się”?

- Można, jeśli mówimy to świadomie, bo tak rzeczywiście jest i chcemy sprawić komuś przyjemność. A nie po to, by coś osiągnąć.

Z mojego punktu widzenia bardzo istotny jest powód, dla którego coś robimy, i to, jak się z tym czujemy. Jeśli więc mówisz: „Podobasz mi się”, bo tak chcesz, to jest w porządku. Jeśli chcesz za to kupić wzajemność - nie mów.

Krótko mówiąc, jakkolwiek banalnie to brzmi - trzeba być sobą.

- Być sobą i być otwartym na to, co się wydarza. Bo czasem ludzie tak bardzo skupieni są na sobie, dbają, by dobrze wypaść, zaskoczyć swoją elokwencją, że nie słuchają drugiej osoby. W ten sposób z randki robi się pojedynek, kto wypadnie lepiej, zajmie lepszą pozycję.

Nie oczekujmy też, że miłość musi zacząć się od trzęsienia ziemi, że pierwsza randka musi być takim „wow”. Nie zawsze tak jest. Życie pokazuje, że jeśli kogoś naprawdę lubimy, szanujemy i cenimy, to może się z tego coś narodzić. Kierujmy się więc poczuciem komfortu - ktoś jest fajny, wyznaje podobne wartości, robi na nas wrażenie, przyciąga nas w jakiś sposób, więc dajmy mu szansę. I jeszcze odwrotność tej sytuacji - miłość to nie stroma góra. Niektórzy lubią z kolei szturmować niedostępne szczyty, nie ufają temu, co przychodzi łatwo, jest proste. A przecież miłość powinna być słoneczną polaną, na której czujemy się bezpieczni i szczęśliwi. Powinna być swobodnym przepływem uczucia.

Kostium Tinder'a (fot. Nathan Rupert / http://bit.ly/1Dk0lml / CC BY / http://bit.ly/OJZNiI)Kostium Tinder'a (fot. Nathan Rupert / http://bit.ly/1Dk0lml / CC BY / http://bit.ly/OJZNiI)

 

A jak jest z tzw. kulturą podrywu? Mam wrażenie, że tutaj od zarania dziejów nic się nie zmienia: mężczyzna ma zaczepiać kobietę i ją zdobywać. Wykonywać pierwsze kroki. Gdy kobieta zagaduje mężczyznę - dotyczy to również komunikacji online - często ta bezpośredniość jest traktowana jak natarczywość.

- To prawda, że mimo przemian obyczajowych dla mężczyzn bardziej naturalne jest zdobywanie kobiety niż bycie zdobywanym przez nią. Julian Tuwim powiedział: „Kobieta nie goni za mężczyzną, bo kto kiedy widział, żeby pułapka goniła mysz”. I choć zdarza się, że bardziej energiczna kobieta jest inicjatorką, lepiej, kiedy daje mężczyźnie jedynie sygnał, że jest zainteresowana. Nadmiar działań z jej strony zwalnia mężczyznę z wykazywania inicjatywy, a mężczyźni lubią czuć się inicjatywni i skuteczni.

Kto płaci na pierwszej randce?

- Kobieta powinna zaproponować, żeby podzielić rachunek na pół. Przyjęło się, że płaci mężczyzna. Nie ma jednak powodu, by tak było zawsze. Pierwsze spotkanie ma charakter testowy, bądźmy na równych prawach. Jednak jeśli on będzie nalegał, nie twórzmy problemów tam, gdzie ich nie ma. Pozwólmy się zaprosić. W końcu z reguły chodzi o niewielkie kwoty.

Jesteśmy już po randce w realu. Wydaje się, że była udana. Ale on nie dzwoni. Znowu, przyjęło się, że to mężczyzna musi dzwonić pierwszy.

- Tu wracamy do twojego pytania o kobiecą inicjatywę. Jak powiedziałam, są między nami różnice kulturowe i mentalne, wynikające z socjalizacji. Zwykle mężczyźni lubią mieć wrażenie, że zdobyli kobietę. To wpływa pozytywnie na ich myślenie o sobie i o związku. Zależy im bardziej, jeśli muszą się postarać. Z drugiej strony - kobieta może dać sygnał, że jej się podobało. Faceci też analizują i się zastanawiają. Ona hipnotyzuje telefon, a telefon milczy. Wtedy można zwyczajnie zadzwonić, by podziękować za spotkanie. Bez oczekiwań i słów w stylu: „Dlaczego nie dzwonisz?”. Jeśli temat zostanie podjęty, a on się ucieszy i zaproponuje kolejną randkę, nie ma nic złego w tym, że to ona sprowokowała kontakt.

Jest w tym prosta zasada: jeśli czujesz, że naciskasz, a on nie reaguje - tak rzeczywiście jest. Człowiek, któremu zależy na podtrzymaniu kontaktu, potrafi go podtrzymać. Jeśli tak nie jest, odpuśćmy.

Co zrobić, jeśli osoby, które nam się podobają, nie wykazują nami zainteresowania?

- Jeśli w twoim życiu działa schemat: nie podobam się tym, którzy podobają się mnie, i odwrotnie, to należy zajrzeć pod powierzchnię. Sporo na ten temat jest w mojej książce.

Podobno jedną z pięciu rzeczy, których ludzie żałują przed śmiercią, jest to, że nie wyznawali uczuć. Takie badania były przeprowadzane w brytyjskich hospicjach.

- Tak. Uświadamiamy to sobie zbyt późno. Nie ma na co czekać, warto obdarzać się uczuciami. W ogóle warto być szczodrym. Tak samo jest z materialnym bogactwem. Cóż jest warte, jeśli nie potrafimy z niego korzystać? Zamknięte w skrzyni nie uczyni naszego życia lepszym.

(fot. Shutterstock.com)(fot. Shutterstock.com)

Czy przekonanie, że miłość nadaje naszemu życiu sens, jest prawdziwe?

- Czasami przeceniamy miłość. Stawiamy ją wyżej od nas samych. Myślimy, że ona nobilituje nasze życie. To prowadzi do uzależnienia i desperackiego poszukiwania uczuć. Być samotnym to nie istnieć. A miłość nie rodzi się z lęku przed samotnością, jest preferencją. Przynajmniej powinna być. I jest nią wtedy, kiedy sami jesteśmy dla siebie wartością. Nawet wtedy, kiedy nie otrzymujemy od nikogo uczucia.

Romantyczne przekonanie, że prawdziwa miłość jest tylko jedna, to bzdura?

- Nieważne, czy kochamy raz, czy więcej, ważna jest nasza uczciwość względem siebie i drugiej strony związku. Możemy spotkać jedną osobę i kochać ją przez całe życie, ale warto pamiętać, że zmieniamy się i w efekcie tych zmian rewidują się nasze oczekiwania, plany, światopogląd. Zmienia się nasz sposób odczuwania miłości. Najwspanialej, kiedy jest ona głęboka, a ludzie ewoluują wspólnie i wraz ze swoimi uczuciami do siebie. Czasem jednak rozejście się jest uczciwszym rozwiązaniem. To, że się rozstajemy, nie musi oznaczać, że wszystko przekreślamy. Uczucie może pozostać, ale wiemy, że nie spełniamy się, będąc razem.

To wymaga ogromnej dojrzałości.

- To wymaga przede wszystkim świadomości i umiejętności bycia tu i teraz.

Jakie cechy powinien mieć udany związek? Przyjaźń, udany seks, przywiązanie, wsparcie?

- Najważniejsza jest bliskość. W tej bliskości komunikujemy się na wszystkich poziomach, wzajemnie dbamy o swoje potrzeby. Jeśli będzie bliskość, będzie przyjaźń i uczucie. W prawdziwej bliskości nie ma obszaru na generowanie negatywnych emocji i nie dochodzi też zwykle do zdrady.

Czy można poszukiwanie partnera traktować jak projekt do zrealizowania?

- Takie zadaniowe podejście ma niewiele wspólnego z sercem. To tak, jakbyśmy szukali nowego samochodu lub sukienki. Nie da się dokładnie obliczyć parametrów i ocenić, który partner najlepiej spełni nasze oczekiwania.

Nie szukajmy konkretnego człowieka, ale miejmy świadomość, czego oczekujemy od związku. Po czym poznamy, że to jest to? Jeżeli wiemy, co jest dla nas ważne, chcemy, by nasz partner się w to wpisywał. Jednak nic na siłę. Nie próbujmy zmienić drugiej osoby. To jest nadużycie.

Joanna Godecka „Szczęście w miłości. Jak kochać i rozumieć siebie” (fot. materiały promocyjne)Joanna Godecka „Szczęście w miłości. Jak kochać i rozumieć siebie” (fot. materiały promocyjne)


Joanna Godecka. Coach, trener, praktyk Integracji Oddechem, partner do spraw związków w Centrum Life Coaching Polska oraz ekspertka do spraw relacji portalu Sympatia.pl. Główne obszary jej zainteresowań to podnoszenie poczucia własnej wartości, pomoc w stworzeniu satysfakcjonującego związku, rozwiązywanie problemów partnerskich. Joanna Godecka jest również dziennikarką współpracującą m.in. z serwisem internetowym magazynu „Zwierciadło”. W lutym nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia ukaże się jej książka pt. „Szczęście w miłości. Jak kochać i rozumieć siebie”.

Agata Napiórska. Współtwórczyni i redaktorka naczelna magazynu „Zwykłe Życie”. Pracuje w wydawnictwie Nasza Księgarnia i stale współpracuje z magazynem „Kikimora”.

Komentarze (25)
Zaloguj się
  • rabingoldblatt

    Oceniono 96 razy 56

    Cholera jasna.

    Za szybko pochwaliłem Gazetę. Ciekawy wywiad z Grzegorzem Jonkajtysem a teraz to...

    Coach, trener, praktyk Integracji Oddechem, partner do spraw związków w Centrum Life Coaching Polska oraz ekspertka do spraw relacji portalu Sympatia.pl. Główne obszary jej zainteresowań to podnoszenie poczucia własnej wartości, pomoc w stworzeniu satysfakcjonującego związku, rozwiązywanie problemów partnerskich.

    Ja pie*dolę. Wstrzymuję oddech to nie oddycham. Nie wstrzymuje to oddycham. A jak ostatecznie zakończą się moje procesy biologiczne i chemiczne to żaden 'kołcz" mi nie pomoże. Znaczy szlag mnie trafił. Amen.

    Co do reszty. To się nazywa ŻYCIE. I żaden "kołcz" cie w nim nie poprowadzi za rękę.

    Idę spać, bo boję się przeczytać kolejne materiały. Dobranoc.

  • twojastaranakolanach

    Oceniono 65 razy 39

    Jeśli jeszcze nie przeczytaliście artykułu - to nie czytajcie! Ja przeczytałem i żałuję zmarnowanego czasu. Tekst nic nie wnosi nowego, ciekawego, wręcz powtarza stare, mylne przekonania. Aż strach pomyśleć, jak nudna musi być jej promowana książka...

  • maxgazeta.pl

    Oceniono 110 razy 28

    Pani Godecka strasznie sie rozgadala a przeciez wiadomo, ze ludzie na portalach randkowych sa po to zeby sobie podupczyc. Ale "kolcz" nie moze tego powiedziec, "kolcz" musi dorobic bzdurne teorie do prostych spraw. Typowa teoretyczka, zero praktyki.

  • Em Clavier

    Oceniono 29 razy 27

    Life coach - mnie też to rozwala.
    Kiedyś ludzkość miała filozofów, mędrców, matrony, czarownice, przyjaciół , a teraz ... life coachów.

  • kuraf77

    Oceniono 37 razy 27

    Czym się różni coach od trenera? Integracja oddechów mnie bardziej fascynuje, leżę i kwiczę a ledwo dycham ;)

  • pzgr

    Oceniono 30 razy 24

    Google mówią, że jest oprócz Joanny Godeckiej lajfkołcza, działa też w biznesie Joanna Godecka ASTROCOACH (horoskopy etc.).
    Zdjęcia wskazują na to, że to ta sama osoba.
    Poważne gazety wywiady z astrologami, wróżkami tudzież szamanami grającymi na misach tybetańskich i eskimoskich fletach doodbytniczych zamieszczają w kącikach satyrycznych.

  • jaklucz

    Oceniono 26 razy 24

    Kiedyś było takie powiedzonko, że nie da się przelać z pustego w próżne. Dziś nawet ono się zdezaktualizowało.
    Wystarczą dwie osoby jako przymiotniki oraz portal randkowy pełniący rolę czasownika.

  • czemublokujecie_mikonto

    Oceniono 23 razy 23

    Coach-life na dodatek- i sympatia.pl, a żeby było nowocześnie tinder-kogoś porąbało i to konkretnie:P
    ps. to lepiej odwiedzić trenera siatkówki i sobie pograć, albo pobiegać

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX