(fot. Alyssa L. Miller/http://bit.ly/1zrcmQf CC By: http://bit.ly/1mhaR6e)

psychologia

Córki swoich ojców - kobiety, które kochają za bardzo?

"Zamknij na moment oczy. Postaw przed sobą tatę. Czy czujesz się bezpiecznie?". Nie czuję. To ojciec pokazał mi, jak obudować się zbroją. Nie przytulał. Nie dawał buzi na dobranoc. Nie mówił, że jestem piękna. Za dobre stopnie dostawałam drogie prezenty lub pieniądze. I przez to w dorosłym życiu jestem zablokowana. Na mężczyzn, na seks.

Czy kochając się z mężczyzną patrzysz mu w oczy? - zapytała terapeutka. Przez głowę przemknęło mi 21 mężczyzn, z którymi uprawiałam seks. Pamiętam, jakie mieli dłonie, stopy, kolor włosów. Pamiętam pozycje, w jakich to robiliśmy. Pamiętam nawet zapach ich skóry. Nie jestem sobie w stanie jednak przypomnieć, abym któremuś z nich choć na moment w trakcie spojrzała w oczy. - Nie... - odpowiedziałam.

Jakie jest twoje pierwsze świadome wspomnienie seksualne? - dopytywała. Na tym etapie w każdym innym przypadku wstałabym, uregulowała rachunek za spotkanie i wyszła. Fakt, że moim pierwszym świadomym „wspomnieniem seksualnym” była utrata dziewictwa na tyłach fiata uno zadecydował o tym, iż zostałam. - Nie pamiętam - skłamałam.

Zamknij na moment oczy. Postaw przed sobą tatę. Czy czujesz się bezpiecznie? - kontynuowała bezczelnie. Zamknęłam. Niechętnie. Przez umysł klatkami przewinęła się pewna scena. Jesteśmy na meczu koszykówki. Wracam z toalety. Uśmiechnięta zmierzam w kierunku taty, który siedzi z kolegą w pierwszym rzędzie. - Stary, ale d**a . Młoda, ale chyba już pełnoletnia - słyszę, kiedy zbliżam się na odległość kilku metrów. - Uderzy go w twarz albo każe przeprosić - myślę. Tata wstaje, przedstawia nas i zażenowany prawie wybiega do toalety. Przez całą drogę powrotną nie odzywamy się do siebie. Coś się zmienia. - Nie - odpowiedziałam.

Na dziś już wystarczy. Chciałabym jednak, abyś w najbliższym czasie przeczytała książkę „Kobiety, które kochają za bardzo”. Autorką jest amerykańska terapeutka Robin Norwood. Możemy się tak umówić? - spytała terapeutka na zakończenie. Przytaknęłam, choć wcale nie byłam przekonana. W tamtym momencie nie wiedziałam, czy jeszcze kiedyś się zobaczymy. Wróciłam do domu. Weszłam pod koc. Postanowiłam przez kilka najbliższych dni spod niego nie wychodzić.

To ojciec pokazał mi, jak obudować się zbroją (fot. Jenna Carver/http://bit.ly/148QfGA CC by: http://bit.ly/1dGcPd3)To ojciec pokazał mi, jak obudować się zbroją (fot. Jenna Carver/http://bit.ly/148QfGA CC by: http://bit.ly/1dGcPd3)

Taśma wspomnień

Choć tamtego dnia Iwona, terapeutka, nie zadała więcej pytań, taśma wspomnień zaczęła kręcić się sama. „Z przodu plecy, z tyłu plecy. Co tu macać?” lub „Nawet nie ma za co złapać” - te dwa zdania słyszałam najczęściej od taty w okresie dorastania. Kiedy moje piersi urosły, niepostrzeżenie osiągając największy rozmiar w klasie, zmienił strategię. Zaczęły padać: „Uważaj, bo cię przeważy” lub „Skoro teraz są takie duże, to ciekawe jak będą wyglądały po porodzie?”. Komentarze wygłaszał na imprezach rodzinnych czy spotkaniach przyjaciół. Najczęściej publicznie. Przeważnie pijany.

Książkę, o której wspomniała Iwona, dostałam kilka miesięcy wcześniej od przyjaciółki. Ewa już wielokrotnie próbowała mnie przekonać do tego, abym ją przeczytała. Uważała, że, podobnie jak główne bohaterki z syndromem DDA, mylę miłość z lękiem. Pakuję się podświadomie w relacje, w których ktoś mnie skrzywdzi. Nie zgadzałam się z jej „diagnozą”. Rzuciłam książkę na półkę. Przecież nie podobał mi się jej poradniczy styl i język. To właśnie te nieprzeczytane, „kochające za bardzo kobiety” i pogarszający się z dnia na dzień nastrój sprawiły, że tydzień później pojawiłam się znów w jej gabinecie.

Kiedy ostatnio byłaś w stałym związku? Wspominałaś, że masz 31 lat - zaczęła. - Od czterech lat jestem sama - odpowiedziałam zdawkowo. Zaczęłam się zastanawiać, czy którąś z moich relacji można nazwać „stałym związkiem”. Większość z nich była namiętna, emocjonalnie wypalająca i krótka. Osiem miesięcy - tyle najdłużej udało mi się wytrzymać z jednym facetem. To było na początku studiów. Przyjechałam z Mazur do Warszawy. Nikogo nie znałam. Łukasz, jego rodzina i znajomi wypełniali lukę. Pomagali mi radzić sobie z samotnością.

Tylko jeden z kilkunastu moich związków nazwałabym stałym - w końcu się otworzyłam. - Kto go zakończył? - spojrzała mi w oczy. Tak jak poprzednim razem niczego nie notowała. - Ja, ale byliśmy wyjątkowo niedopasowani - zaczęłam się tłumaczyć. Czy rzeczywiście tak było? Zakochałam się w Łukaszu, bo na początku nie był mną zainteresowany. W moim towarzystwie oglądał się za innymi dziewczynami. Kiedy po kilku miesiącach w końcu się zdeklarował, gdy już mieliśmy zamieszkać razem, nagle się odkochałam. Wodziłam go za nos. Oszukiwałam. Robiłam wszystko, żeby mnie znienawidził. Udało mi się. Wtedy na moment znów coś poczułam...

''Oszukiwałam. Robiłam wszystko, żeby mnie znienawidził. Udało mi się'' (fot. Matthias Fiesel/http://bit.ly/1xbWAM4 CC by: http://bit.ly/1dGcPd3)''Oszukiwałam. Robiłam wszystko, żeby mnie znienawidził. Udało mi się'' (fot. Matthias Fiesel/http://bit.ly/1xbWAM4 CC by: http://bit.ly/1dGcPd3)

Pod wpływem

Czy tata przytulał cię często? Mówił, że cię kocha? - znów spojrzała mi w oczy. W tym spojrzeniu było coś ciepłego. Nie czułam się oceniana. - Kiedy byłam mała, ale tego nie pamiętam. Od szóstego-siódmego roku życia nie przypominam sobie, aby choć raz mnie przytulił - zebrało mi się na płacz. Tak dawno nie płakałam. Nie przytulał. Nie dawał buzi na dobranoc. Nie mówił, że jestem piękna. Za dobre stopnie dostawałam drogie prezenty lub pieniądze. Kiedy kłócił się z mamą, gdy miał poczucie winy, też mi płacił. Oboje to robili. Nigdy nie usłyszałam słów: „przepraszam”, „przykro mi” czy „nie chciałem”. Sama też rzadko przepraszałam. Nie chciałam pokazywać słabości. Tego mnie nauczył. Pokazał jak „obudować się zbroją”.

A rodzice się przytulali? Całowali? Widziałaś między nimi bliskość? - kontynuowała. - Kiedy byli na rauszu. Czułość zawsze działa się w ukryciu - pragnienie płaczu nie ustępowało. Powstrzymywałam się. Przypomniała mi się pewna scena z wczesnego dzieciństwa. Mama położyła mnie spać. Była lekko pijana. Wykąpała się i zamknęła z tatą w pokoju. Słyszałam skrzypienie łóżka. Po nim nastąpiły jakieś jęki. Nie wiedziałam co się dzieje. Zmroziło mnie wtedy. Bałam się, że tata krzywdzi mamę. Następnego dnia bacznie ją obserwowałam. Wstała uśmiechnięta. Wyraźnie zadowolona. Nie wystarczyło mi odwagi, aby zapytać...

Czy kochasz się częściej na trzeźwo czy pod wpływem alkoholu lub narkotyków? - dodała, że na tym pytaniu zakończymy dzisiejszą sesję. - Częściej pod wpływem - wyznałam. Uświadomiłam sobie, że nie pamiętam kiedy ostatni raz zrobiłam „to” na trzeźwo. Nawet wtedy z Łukaszem lubiłam być lekko podchmielona. Pojawił się kolejny obraz. Tym razem ze studenckich wakacji na Helu. Leżymy z koleżankami na plaży. Opalamy się topless. W pewnym momencie podchodzi do nas barman. Poznałyśmy go poprzedniego wieczoru. Dochodzi południe. Jesteśmy trzeźwe. - Może posmarować ci plecy? - pyta bez skrępowania Ania, moja przyjaciółka. Chwilę później zaczyna go namiętnie masować. Ja siedzę nieruchomo. Wstaję, zakładam górę od bikini i zdenerwowana ruszam po piwo. Tak bardzo potrzebuję się rozluźnić...

Otworzyłam tę książkę. Kilka dni po naszym ostatnim spotkaniu. W piątek, po powrocie z pracy. Złość pojawia się już przy pierwszej historii. „Desperatka, bez poczucia własnej wartości. Jak można pozwolić się tak upokorzyć?” - zastanawiam się. Chcę ją odłożyć, ale wbrew sobie czytam dalej. Kończę późno w nocy. Od rana kontynuuję. Nigdzie nie wychodzę. Czytam w porze lunchu i kolacji. Praktycznie zapominam o jedzeniu. Pod koniec dociera do mnie jeden, bolesny wniosek. Te kobiety wcale nie kochają za bardzo. One nie kochają siebie. Całe życie walczą o tę akceptację, uwagę, której nie dostały od ojca. Najczęściej pakują się w relacje, które przypominają tę z dzieciństwa. Próbują zasłużyć na miłość. Koncentrują się na problemach partnera. To skutecznie odciąga uwagę od ich poranionego wnętrza. „One są jak ja” - słyszę w głowie. Myśl wraca natrętnie. Wraz z nią pojawia się ból głowy, ból gardła, gorączka. Rozpadam się...

Przeczytałam - zachrypniętym głosem zaczęłam dumna na kolejnej wizycie. - Jak się czujesz? - patrzyła tym swoim pełnym ciepła i zrozumienia wzrokiem. - Lżej... Choć się rozchorowałam. Przez ostatnie dwa miesiące spotykałam się z pewnym chłopcem. Ma 26 lat, jest eksnarkomanem - świeżo po odwyku. Mama niedawno zmarła na raka. Chciałam mu pomóc. W poniedziałek umówiłam się z nim na kawę. Zrozumiałam, że nic z tego nie będzie... Że nic do niego nie czuję. Jeszcze tydzień temu myślałam, że się zakochałam - wyznałam otwarcie.

Wstań i spójrz w lustro. Wymień 10 rzeczy, które ci się w sobie podobają - poprosiła. - Jestem... - zaczęłam płakać. Zezłościłam się i zawstydziłam. Zupełnie nie wiedziałam, co mam powiedzieć.

''Te kobiety wcale nie kochają za bardzo. One nie kochają siebie'' (fot. Lauren C/http://bit.ly/13Ow27Y CC by: http://bit.ly/1dGcPd3)''Te kobiety wcale nie kochają za bardzo. One nie kochają siebie'' (fot. Lauren C/http://bit.ly/13Ow27Y CC by: http://bit.ly/1dGcPd3)

Pierwsza terapia

Ile masz lat? - zaczęła. - 17. Nie wiem po co tu jestem. Tata mnie namówił. Uważam jednak, że to jakaś kompletna strata czasu - odpowiedziałam niechętnie. - Czy z kimś się już spotykałaś? - próbowała nawiązać kontakt wzrokowy. - Chciałam mieć chłopaka, ale w sumie to mi przeszło - w tamtym momencie zaczęłam nerwowo spoglądać na zegarek. - Tata wspominał, że masz problemy hormonalne. Opowiesz mi o nich? - dodała tym swoim ciepłym, przenikliwym głosem.

Z tą przenikliwością byłam dobrze zaznajomiona. Mama miała jej pod dostatkiem. Podobnie jak stanowczości. Brakowało mi natomiast ciepła i miłości. Rodzice rozstali się, kiedy miałam cztery lata. Jak przez mgłę pamiętam, że nim się spakował, cały czas się kłócili. Od tamtego momentu miałam matkę, która była bardziej ojcem. I ojca, który bardziej przypominał matkę. W sumie to czułam, że nie mam ani prawdziwego, męskiego ojca, ani kochającej, kobiecej matki.

Po chwili krępującej ciszy odpowiedziałam. - Mam nieregularne menstruacje. Podobno wynikają z nadwyżek testosteronu. Byłam u kilku endokrynologów. Faszerują mnie hormonami. Źle się po nich czuję... Te problemy zaczęły się, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie podobam się rówieśnikom. Sama sobie zresztą też nie. Ani ojcu - chociaż z wrodzonym sobie taktem nigdy mi tego nie powiedział.

Chciałabym, żebyś w domu stanęła przed lustrem. Najlepiej nago. Przyjrzyj się dokładnie sobie. Wypisz 10 rzeczy, które ci się podobają. Potem 10, z których nie jesteś zadowolona. OK? - poprosiła. - Dobrze - odpowiedziałam. Nie potrafiłam jej odmówić. Ten brak asertywności odziedziczyłam po ojcu. Rzadko słyszałam, aby używał słowa: „nie!”.

Wieczorem wykąpałam się. Z trudem stanęłam przed lustrem. Pierwszy raz jako już prawie dojrzała kobieta spoglądałam na swoje nagie odbicie. Wstydziłam się. Na zamkniętej desce od ubikacji położyłam kartkę papieru podzieloną na dwie części. „Plusy” i „minusy” - zatytułowałam tabelki. Zaczęłam od minusów. „1. Grube uda 2. Obwisły brzuch 3. Zbyt duże wiszące piersi 4. Krótkie nogi 5. Brzydkie stopy 6. Tłuste przedramiona 7. Brak wcięcia w talii 8. Cellulit na udach i pupie 9. Druga broda, kiedy spuszczam głowę 10. Krótka szyja”. Wymieniłam jednym tchem. Przy plusach szło zdecydowanie gorzej. „1. Długie, grube włosy 2. Ładne, brązowe oczy 3. Smukłe dłonie”. Byłam w stanie doliczyć się trzech. Pojawiła się złość. Potem zachciało mi się jeść. Kiedy mama poszła spać, zakradłam się do kuchni. Znalazłam tabliczkę czekolady. Ukoiła mnie.

Łatwiej było ci wymienić to, co ci się w sobie podoba, czy to, czego nie lubisz? - zapytała na drugim spotkaniu. - To czego nie lubię. Mam bardzo dużo kompleksów związanych z wyglądem - powiedziałam zgodnie z prawdą. Nie było w tym niczego odkrywczego. Od dawna zdawałam sobie z tego sprawę. Zrobiło mi się jednak smutno. Zauważyła to. Bałam się, że zacznie mnie pocieszać. - Czy tata mówi ci komplementy? Rozmawiacie czasami na tematy damsko-męskie? - znów spojrzała na mnie tymi oczami pełnymi akceptacji. - Nie mówi. Mamie też nigdy nie mówił - odparłam bez chwili zastanowienia.

Nigdy nie słyszałam, żeby tata w mojej obecności użył słów „miesiączka” czy „seks”. Była to terminologia zakazana. Przypomniała mi się pewna zabawna scena sprzed kilku lat. Wyjechaliśmy razem na snowboard do Austrii. Pani w recepcji poprosiła mnie o dowód. - Nie mam. Jestem niepełnoletnia - odpowiedziałam niemiecko-angielskim „esperanto”. - W takim razie muszą państwo spać w osobnych pokojach - odpowiedziała. Ojciec zrobił się czerwony jak burak. Zaczął nerwowo tłumaczyć recepcjonistce, że jestem jego córką, a nie kochanką. Później, kiedy sprawa się wyjaśniła, śmialiśmy się z tego w pokoju. To była chyba jedyna „rozmowa o seksie” jaką przeprowadziliśmy...

O czym najczęściej rozmawiasz z tatą? - dopytywała. - Nie uważam, żeby na poważne tematy trzeba było rozmawiać z facetem. Ogólnie są takie kwestie, których się z nimi nie porusza. Dla mnie tata nigdy nie był mężczyzną. Nasze rozmowy najczęściej dotyczą błahostek. On dużo żartuje - wytłumaczyłam. Znów zrobiłam się zła.

Kilkakrotnie próbowałam się otworzyć. Ostatnim razem jakiś rok temu, kiedy się zakochałam. Mama twardo stąpa po ziemi. Jest feministką. Odrzucają ją tego typu tematy. Myślałam, że on mi coś poradzi. - Tato, wiesz, jest taki chłopak... - zaczęłam. - Z bogatej rodziny? Sprawdź ile zarabiają jego rodzice. Nie jest grzechem biednie się urodzić. Grzechem jest biednie wyjść za mąż - zaśmiał się. Zrobiło mi się przykro. Czego ja się spodziewałam? Ja się otwieram, a on zaczyna błaznować. Z drugiej strony wiem, że robi to, bo nie radzi sobie z moją seksualnością...

Nigdy nie usłyszałam słów: ''przepraszam'', ''przykro mi'' czy ''nie chciałem'' (fot. Katie Tegtmeyer/http://bit.ly/170gUXb CC by: http://bit.ly/1dGcPd3)Nigdy nie usłyszałam słów: ''przepraszam'', ''przykro mi'' czy ''nie chciałem'' (fot. Katie Tegtmeyer/http://bit.ly/170gUXb CC by: http://bit.ly/1dGcPd3)

Pierwsza miłość

Chciałabym, abyś w domu przypomniała sobie, kto był twoją pierwszą miłością. Zamknij oczy, przenieś się do tamtych czasów i zobacz, co wtedy czułaś. Dobrze? - poprosiła. Przytaknęłam.

W weekend, kiedy zabrałam się do „zadania domowego”, przed oczami stanęła mi kolejna scena. Po przedszkolu, w domu mojej koleżanki, rysowałyśmy swój ideał chłopaka. Mój był wysoki, dobrze zbudowany, miał niebieskie oczy. W niczym nie przypominał mojego ojca. Ku mojemu zdziwieniu Majka namalowała swojego tatę... Potem zobaczyłam swoją pierwszą miłość. Mam siedem lat. Mama po szkole zabiera mnie do pracy. Kiedy wchodzimy do budynku, w drzwiach staje on. Jest piękny, dobrze zbudowany. Ma na sobie dżinsy i białą koszulkę z kołnierzykiem. - Mam na imię Marcin. Pracuję z twoją mamą. Może masz ochotę na gorącą czekoladę? - pyta. Mam. Na czekoladę, na spacer, nawet na to, żeby się do niego przytulić. Nie wiem dlaczego, ale czuję się przy nim bezpiecznie...

Kim była twoja pierwsza miłość? - zaczyna trzecią już sesję Iwona. - Około 30 lat starszym ode mnie mężczyzną, kolegą mojej mamy z pracy - zaczynam się czerwienić. Wiem, że nie powinni mnie interesować starsi faceci...

Jakie jest twoje najstarsze wspomnienie związane z tatą? - ku mojemu zdziwieniu nic nie komentuje. Nagle zmienia temat. - Takie, że go nie ma. Nawet kiedy mieszkaliśmy razem, bardzo dużo pracował. Widywałam go o poranku. Gdy wracał, najczęściej już spałam. Potem się wyprowadził... - znów robi mi się przykro. Próbuję to ukryć. Nie chciałabym być z kimś, kto poświęca mi tak mało uwagi. Dlatego tata nigdy nie był typem mężczyzny, w którym mogłabym się zakochać.

A dziś, jaki jest twój ideał faceta? - jej ton zabrzmiał jakby znała odpowiedź. Czekała tylko na potwierdzenie. Przypomniało mi się, co kiedyś przeczytałam. Kiedy dziewczynie brakuje ojca, to podświadomie stara się go sobie zastąpić. Wybiera dużo starszych od siebie. - Nie interesują mnie chłopcy w moim wieku. Są głupi, niedojrzali, naiwni... Przepraszam, ale muszę dziś wcześniej wyjść - wstałam, pożegnałam się. Prawie wybiegłam.

Nim wróciłam do domu, jeszcze kilka godzin włóczyłam się po opustoszałych ulicach miasta. Byłam prawie pewna, że już więcej się z nią nie zobaczę. Kręcą mnie tylko mężczyźni w wieku mojego taty - ciężko było mi to przyznać przed nią i przed samą sobą.

''Tata nigdy nie był typem mężczyzny, w którym mogłabym się zakochać'' (fot. Shutterstock)''Tata nigdy nie był typem mężczyzny, w którym mogłabym się zakochać'' (fot. Shutterstock)

 

Rozmowa z Andrzejem Wiśniewskim, terapeutą z Laboratorium Psychoedukacji

Czego nastoletnie dziewczyny szukają w kontakcie z płcią przeciwną? W seksie?

- To zależy. Młoda kobieta, w której ojciec zaszczepił myśl, że seks, związek to coś ważnego, wyjątkowego, będzie poszukiwała partnera. Kogoś przy kim poczuje się bezpiecznie. Kto będzie ją szanował.

A taka kobieta, której ojciec trywializował lub wulgaryzował seksualność?

- Wtedy nastolatka postara się odnaleźć w relacji z mężczyzną potwierdzenie swojej kobiecości, atrakcyjności. Nie będzie wiedziała, że intymność budowana w relacji między kobietą i mężczyzną nie opiera się wyłącznie na seksie. Dziewczynka, a później kobieta, której brakowało ciepła ze strony taty, może ulegać fascynacji dużo starszymi od siebie mężczyznami.

Co, jeżeli ojciec sam ma zaburzone wzorce? Myśli, że bliskość opiera się tylko na seksie?

- Będzie stosował różne strategie, aby utrudnić dostęp do córki. Wówczas z dużym prawdopodobieństwem postara się odsunąć seksualność z jej pola widzenia. Zrobić z niej coś wulgarnego, grzesznego. Wszystko to oczywiście, aby „uchronić” ją przed możliwością popełnienia błędu. Będzie obrzydzał temat seksu. Może udawać, że on nie istnieje lub drwić z niego. Nawet z jej wyglądu.

Jaka może być reakcja córki?

- W głębi duszy będzie chciała wierzyć, że miłość to jednak coś pięknego. Może chcieć zburzyć ten „brudny” obraz wykreowany w domu poprzez doświadczenia z wieloma partnerami. Może się też zablokować - zamknąć na kontakty z płcią przeciwną...

Dojrzewanie to taki okres, kiedy obie strony boją się swojej seksualności. Co zrobić, aby ten strach zminimalizować?

- Od wczesnego dzieciństwa okazywać dziecku czułość. Nie wstydzić się bliskości z partnerką. Otwarcie o niej mówić. Przytulać ją w obecności córki, mówić komplementy. Nie zamykać tej bliskości za drzwiami sypialni. W przeciwnym razie dziewczynka będzie wzrastała w atmosferze, że „to” coś przyjemnego, ale zakazanego. Będzie miała pokusę, aby jak najszybciej zakosztować tego „zakazanego owocu”.

Z drugiej strony nie powinniśmy chyba zbyt mocno tej seksualności eksponować?

- Tak, aby dziecka nie zawstydzić. Nie zablokować. Zbyt wczesne „odsłonięcie kurtyny” mogłoby spowodować albo wspomnianą blokadę, albo zbyt duży fokus na cielesności, na seksie.

A co z nagością? Czy tata powinien paradować nago przed córką?

- Kiedy jest mała, nie widzę niczego zdrożnego w tym, że tata wychodzi nago z łazienki i ubiera się w pokoju. Dziecko będzie mogło oswoić się dzięki temu z nagością. Zobaczyć różnicę między tatą i mamą. Im dziewczynka starsza, tym bardziej krępująca będzie dla niej ta nagość czy np. wchodzenie przez tatę do łazienki, kiedy bierze kąpiel. Wówczas ojciec powinien uszanować jej prywatność. Nie powinien pokazywać się przed nią nago. Dobrze, aby dał jej przestrzeń...

Ojcowie są często bardziej skrępowani od córek w okresie dojrzewania. Boją się je przytulać, mówić komplementy. Mają obawy, że to coś niewłaściwego...

- Mówienie komplementów i przytulanie jest bardzo ważne. Kiedy dziewczynka zaczyna dojrzewać, okazujemy jednak tę czułość w nieco inny sposób. Łaskotanie czy spanie w jednym łóżku z młodą kobietą może zaburzyć jej poczucie bezpieczeństwa. Nastolatkę można przytulić przed snem, pogłaskać po głowie, powiedzieć, że ślicznie wygląda. Ważne, aby jej słuchać. Dostosowywać się do jej zmieniających się potrzeb.

Jest pan ojcem dorosłej już dziś kobiety. Jak poradził pan sobie w okresie jej dojrzewania?

- Chyba dobrze. Kiedy z dziewczynki zaczęła zmieniać się w kobietę, bardzo się cieszyłem. Akceptowałem ten proces. Pokazywałem jej zarówno tę akceptację, jak i radość. Kiedy miała 17-18 lat wiedziałem, że wszystko jest już zrobione. Nauczyłem jej tego, czego mogłem nauczyć. Przyszła pora, aby jej zaufać...

 

 

Karolina Szaciłło. Dziennikarka, przewodnik podwodny i nauczycielka technik oddechowych oraz medytacji. Z połączenia oddechu i pasji kulinarnej narodził się projekt, który realizuje wspólnie z mężem Maćkiem Szaciłło - MEDYtuJEMY, czyli blog kulinarno-lajfstylowy oraz warsztaty łączące kuchnię z relaksacją, wykładami o emocjach i ich przełożeniu na nasze życie i zdrowie (medytujemy.pl). Współautorka dwóch książek: bestselleru "Karolina na detoksie" i "Swojsko", która 23 października ukazała się na rynku.

Komentarze (68)
Zaloguj się
  • merrysia18

    Oceniono 92 razy 74

    Możecie się tu burzyć ile chcecie, ale zgadzam się całkowicie z treścią artykułu. Czuję jakbym czytała o sobie. Mam 24 lata, jestem wykształcona i do trędowatej mi daleko, a mimo to mój najdłuższy związek trwał 3 miesiące, a wszystkie do normalnych nie należały. Prędzej czy później pojawia się paranoiczny strach przed odtrąceniem, nadstawianie karku "żeby tylko było dobrze". I choćby dlatego uważam, że tytuł artykułu jest idealnie dopasowany do opisywanej sytuacji. Złe relacje z ojcem lub ich brak prędzej czy później doprowadzają do kompleksów i szukania akceptacji na siłę.

  • Aneta Ostaszewska

    Oceniono 165 razy 65

    Ale powiało smrodem Freuda... Teza artykułu jest dość przykra. Seksualność córek to coś więcej niż pokłosie relacji z ojcem. Nie można sprowadzać córek do roli uwodzicielek albo ofiar swoich ojców. Szkoda, temat jest ważny, ale podejście do tematu nie podoba mi się.

  • born81

    Oceniono 53 razy 45

    . Mnóstwo świrów ma dzieci, to i czemu się dziwić. Ktoś myśli, że ejakulowanie do pochwy czyni z niego znawcę życia, jest zaś dużym dzieckiem i nie wie, co robi. Rzeki przepłynąłem, góry pokonałem, zęby zjadłem na temacie. Trauma z dzieciństwa, która dręczy tylko w środku, to sprawa do przepracowania z terapeutą, najczęściej pod jej wpływem samemu się krzywdzi inne osoby, jeśli pozostaje nieuświadomiona. Gorzej, jeśli to wszystko ma konsekwencje w realu, a nie we wspomnieniach czy uwarunkowaniach. Wtedy, to dopiero bagno, a ludzie tego zazwyczaj nie potrafią rozróżnić, zarówno pacjenci, jak i terapeuci. Sam nie będę miał dzieci, i bardzo dobrze. Problem mnie nie dotyczy.

  • Kinga Ślużyńska

    Oceniono 30 razy 28

    Syndrom "kochania za bardzo" objawia się na wiele sposobów i jest tylko jedną z form uzależnienia od "miłości", Jeśli jesteśmy w związku, w którym jesteśmy nieszczęśliwi, cierpimy, czujemy się poniżani, odrzucani, ale nie wyobrażamy sobie życia bez tej drugiej osoby i nie potrafimy odejść - kochamy "za bardzo" . Miłość mylimy nie tylko z lękiem, ale i z cierpieniem. Kobieta "kochająca za bardzo" wierzy, że swoim poświęceniem i miłością potrafi zmienić mężczyznę, aby ją pokochał taką miłością, jakiej potrzebuje. Niestety sama często boi się bliskości i wybiera mężczyzn, którzy na tą bliskość nie są gotowi.

    Niektóre kobiety latami żyją w związkach, w których są nieszczęśliwe, inne przeskakują ze związku w związek, jeszcze inne nie potrafią stworzyć stałej i bliskiej relacji - o czym napisano w artykule. Wszystkie łączy brak umiejętności budowania satysfakcjonujących relacji, niskie poczucie własnej wartości i lęk - zarówno przed bliskością, jak i przed samotnością. Więcej polecam przeczytać w artykule pt."Kochać za bardzo... czyli jak?" kingasluzynska.pl/kochac-za-bardzo-czyli-jak.html

    W syndromie kochania za bardzo, tak naprawdę nie chodzi o miłość. Prawdziwa i dojrzała miłość jest zaprzeczeniem uzależnienia. To silna potrzeba posiadania kochającej osoby, która wynika z wychowywania się w domu z dysfunkcją lub nałogiem, w którym osoba nie doświadczyła akceptacji i dojrzałej miłości rodziców. Kobieta wchodzi w dorosłe życie z ogromnym deficytem miłości i nadzieją, że wreszcie ktoś ją pokocha i da to wszystko, o czym zawsze marzyła...

    Warto również dodać, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni mogą uzależnić się od "miłości" i kochać "za bardzo".

  • marta.wolowska

    Oceniono 53 razy 27

    Warto poszerzyć tekst o wczesnodziecięcą relację z matką. W historii kobiet kochających "za bardzo" ma miejsce doświadczenie opuszczenia lub porzucenia przez matkę. Wydarza się zazwyczaj między 1 m-cem życia a 1 r.ż. Nie musi to być fizyczne opuszczenie (choć często jest), ale może to być np. depresja matki, niedostosowana opieka, uzależnienie matki, wczesny powrót do pracy i pozostawienie dziecka w żłobku, brak zaspokajania naturalych i podstawowych potrzeb dziecka (karmienie, przytulanie, bliskość). Relacja z ojcem ma swoje znaczenie i wpływa na późniejsze trudności kobiety, jednak rozgrywa się od później.
    Warto też oprzeć się na literaturze Pii Mellody ("Toksyczna miłość"), która ma mniej poradnikowy, a bardziej naukowy charakter.
    Zapraszam, zainteresowanych tematem do poczytania: wolowska.pl/?milosc-zdrowa-i-toksyczna,25

  • xxl184

    Oceniono 23 razy 21

    Zastanawiam się, skąd się bierze takich fajnych terapeutów. Bo miałem kontakt z 4 i to były same porażki, jeden to wręcz szkodził; pieniądze wyrzucone w błoto więcej by dały :/

  • drugalinia

    Oceniono 45 razy 19

    Litości! Zostanie ojcem nie powoduje niestety przypływu mądrości, a czasami wręcz przeciwnie! Odrzućmy wreszcie te kłamstwa o boskich atrybutach rodziców, bo zniszczyły wiele osób. Mam ochotę kopnąć tych wszystkich psychologów od mamy i taty mocno w dupę!

  • 3tata77

    Oceniono 15 razy 15

    Fajnie napisane można by szerzej ,głębiej itp. ale po co niech jedno zdanie znajdzie zastosowanie to po setnym przeczytaniu tego typu artykułu może jakaś dziewczynka będzie szczęśliwa akceptując siebie i innych takimi jakimi są . Dzięki. Bo mam wrażenie że w całej psychologii chodzi o akceptacje która ma milion imion.

  • timtimtim

    Oceniono 27 razy 15

    Przykre, że skrzywdzeni synowie i skrzywdzone córki rodziców potem krzywdzą ludzi dookoła. Opis bohaterki powyżej to opis kobiety, od której faceci uciekają - uwodzi, niszczy uczucia, chwiejne emocje, taki borderline z innego artykułu na "GW".

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX