1989, produkcja wódki żytniej w Warszawskich Zakładach Przemysłu Spirytusowego

1989, produkcja wódki żytniej w Warszawskich Zakładach Przemysłu Spirytusowego (fot. Piotr Wójcik / Agencja Gazeta)

zjawisko

Wódka - królowa Polski i słowiański dopalacz

"Trucizna życia, życia odtrutka. To ja w 100% polska wódka" - śpiewają aktorzy kultowego warszawskiego kabaretu "Pożar w burdelu". Te słowa dobrze oddają ambiwalencję towarzyszącą trunkowi, który jednych sprowadził na złą drogę, innym osładzał ból egzystencji, dla wielu stanowi zaś nieodzowny element życia towarzyskiego i biesiadnego. Twórcy Muzeum Polskiej Wódki widzą w niej narodowy trunek i "część naszego kulturowego DNA". Tymczasem Polacy piją wódki coraz mniej...

Jak podaje Związek Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy: w 1998 r. Polska przestała być krajem wódczanym, władzę nad narodem przejęło wówczas piwo. W 2013 r., zgodnie z raportem KPMG, Polacy zdradzali wódkę (udział w rynkowej sprzedaży alkoholu - 30 proc.) właśnie z piwem (47 proc.), na trzecim miejscu stawiając wino, które powoli, lecz stopniowo rośnie w siłę. Coraz przychylniej rodacy patrzą też na whisky, likiery, nalewki i smakowe napoje spirytusowe. Nadal 8 na 10 Polaków to konsumenci wódki. W ciągu roku 79 proc. dorosłych rodaków napiło się wódki co najmniej raz, a okazją do tego były głównie spotkania towarzyskie (69 proc.) i rodzinne (62 proc.), takie jak wesela oraz inne duże uroczystości. Polacy dość niechętnie (43 proc.) przyznają się, że wódkę konsumują regularnie, przy czym częściej potwierdzają to mężczyźni (51 proc.) niż kobiety (34 proc.). Najwięcej konsumentów wódki jest wśród osób mających od 18 do 24 lat, a wraz z wiekiem ich udział spada.

Polacy dość niechętnie przyznają się, że wódkę konsumują regularnie (fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta) Polacy dość niechętnie przyznają się, że wódkę konsumują regularnie (fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta)

Wódka ma kryzys?

Spożycie spada gwałtownie

Picie przestało być modne

Bardzo się boję, że to mój koniec

Że zmierzam szybko na tamtą stronę

Boże kochany, oł dżizys

Wódka ma kryzys (...)

Jestem wódka, Rzeczpospolitej królowa

Od ćwierć wieku chcecie mnie zdetronizować

Tak żali się Wódka Królowa (Lena Piękniewska) w odcinku nr 19 „Pożaru w burdelu” zatytułowanym: „East Side Story. Musical o metrze i... wódce”.

- Michał Walczak, z którym razem piszemy teksty do „Pożaru”, myślał kiedyś o tym, żeby zrobić musical o wódce i kiedy okazało się, że ten odcinek będziemy grać w dawnej fabryce wódek Koneser, postanowiliśmy dać w programie coś w rodzaju musicalowego zwiastuna - opowiada Maciej „Max” Łubieński, współtwórca kabaretu. - Jedna rzecz to cały ogromny temat artystów i wódki, różnych pijanych patronów, których duchy unoszą się nad naszą trupą. Wódka jako katalizator, element magiczny. Po drugie, chcieliśmy odnotować przemiany wokół wódki, które zaszły w ostatnim czasie. Wódka została gdzieś wyparta w swoistej „wojnie alkoholi”. Oskarżono ją o całe zło - że niby wino, piwo należą do tych szlachetniejszych alkoholi, a wódka jest plebejska. I nam tutaj przyświecała taka nostalgiczna, przekorna myśl, że może wcale tak nie jest. Pojawia się zadane półżartem pytanie: czy kiedy przepędziliśmy wódkę z naszego życia, żeby zastąpić ją winem i piwem, to czy staliśmy się przez to lepszymi ludźmi? - mówi Łubieński i śmieje się: - Kiedy wódkę traktuję jak damę i jestem jej wierny, nie mieszam z niczym, to ona odpłaca mi jakąś taką łagodnością. A z tymi wszystkimi winami to urwanie łba jest przecież!

Przeczytaj książkę "Alkohol i muzy. Wódka w życiu polskich artystów" >>

Rozlewnia wódki zakładów monopolowych Akwawit we Wrocławiu (fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta) Rozlewnia wódki zakładów monopolowych Akwawit we Wrocławiu (fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta)

Kulturowe DNA

W tym samym miejscu, w którym członkowie trupy teatralnej „Pożaru w burdelu” ćwiczą wprawki do przyszłego musicalu o Wódce - Królowej Polski, już za trzy lata otworzyć się ma poświęcone jej muzeum. To tutaj fabryka Koneser produkowała niegdyś swoje wódki, a dziś deweloper stawia biznesowo-mieszkalne osiedle pomiędzy postindustrialnymi budynkami z czerwonej cegły. W jednym z nich, znajdującej się pod opieką konserwatora zabytków tzw. Starej Rektyfikacji, planowana jest multimedialna i wielozmysłowa (aromaty!) instalacja muzealna autorstwa pracowni projektowej Nizio Design International. Tej samej, która brała udział w przygotowaniu fenomenalnych wystaw Muzeum Powstania Warszawskiego czy Muzeum Historii Żydów Polskich. Teraz ma zadbać o pokazanie kulturowego i historycznego kontekstu istnienia wódki w Polsce.

Tak zapewnia Andrzej Szumowski, prezes Stowarzyszenia Polska Wódka, które patronuje powstającemu muzeum (finansuje je koncern Pernod Ricard, którego częścią jest Wyborowa SA). - Alkohol jest bardzo wdzięcznym tematem do budowania wokół niego nimbu muzealnego ze względu na swoje umocowanie w tradycji, kulturze. Wódka jest elementem naszej tożsamości, naszego kulturowego DNA. Chcemy, żeby to było muzeum Polaków, którzy utożsamiają się z tym alkoholem, żeby to było ich „miejsce kultu”, gdzie mogą poznać historię naszego narodowego trunku. Maciej Starosolski, ambasador Polskiej Wódki, prowadzący degustacje i szkolenia dotyczące wódek, dopowiada: - Ja bym dołożył tutaj kipiącą ambicję stworzenia czegoś, czego jeszcze nie było w Polsce. Bo my, Polacy, podróżujemy po świecie, oglądamy, porównujemy, próbujemy whisky, koniaku, etc. Wracamy do Polski, kolebki naszego narodowego trunku, jakim jest wódka, i nie mamy miejsca, gdzie możemy zaprowadzić naszych gości i przyjaciół, aby pokazać im fascynujący świat polskich wódek.

Ikony polskich wódek (fot. materiały prasowe)Muzeum Polskiej Wódki (fot. materiały prasowe)

Muzeum Polskiej Wódki (fot. materiały prasowe)Muzeum Polskiej Wódki (fot. materiały prasowe)

Muzeum Polskiej Wódki (fot. materiały prasowe)Muzeum Polskiej Wódki (fot. materiały prasowe)

Ile jest polskiej wódki w polskiej wódce?

Z punktu widzenia osiedlowego sklepu nie jest może to tak oczywiste, ale polska wódka na Zachodzie od zawsze kojarzy się z wykwintnym alkoholem. Nadal jesteśmy największym w Unii Europejskiej i czwartym na świecie producentem wódki, wyprzedzają nas jedynie Rosja, Ukraina i Stany Zjednoczone. Największymi odbiorcami polskich napojów spirytusowych od kilku lat pozostają Francja i Stany Zjednoczone. Eksport naszej gorzałki w 2013 roku wyniósł 40,25 mln litrów (co równa się 120 mln euro), ale wystarczy wspomnieć, że w 1985 r. wysyłaliśmy jej w świat ok. 80 mln litrów, by zrozumieć potrzebę wzmożenia działań promocyjnych (stworzenie muzeum z pewnością jest ich częścią), którą dziś odczuwają nasi producenci.

W dobie globalnej gospodarki „nasi” już często symbolicznie, bo choć Chopin czy Krakus to nadal marki produkowane przez polskie firmy, ale np. Soplica czy Bols należą obecnie do rosyjskiego koncernu Russian Standard, zaś Wyborowa, Pan Tadeusz, Polska Wódka i Luksusowa - do francuskiego Pernod Ricard. Ekskluzywna wódka Belvedere również jest francuska i produkowana przez słynący z dóbr luksusowych koncern LVMH - Louis Vuitton Moet Hennessy. Jednak o tym, czy pijemy polską wódkę, nie decyduje dziś narodowość produkującej ją korporacji, ale to, z czego, jak i gdzie wódka jest produkowana. Zgodnie z poglądem wygłoszonym niegdyś przez znanego polskiego antropologa kultury prof. Rocha Sulimę, a z lubością powtarzanym przez producentów polskiej gorzałki: Wódka to tradycja i historia, daje nam poczucie swojskości. Zmiany w jej składzie spowodują wymywanie składników naszej tożsamości narodowej, którą częstokroć odnawiamy przy stole. Dlatego od stycznia 2013 roku zostało wprowadzone ustawowo oznaczenie „Polska Wódka/Polish Vodka”, które ma być gwarantem wódczanej „tożsamości narodowej”.

Etykietowany tak alkohol musi być zgodny z tradycyjną recepturą oraz powstawać przy użyciu surowców polskiego pochodzenia: żyta, pszenicy, owsa, jęczmienia i ziemniaków, a jego produkcja w całości ma odbywać się w Polsce (tylko producenci takich wódek zrzeszeni są w Stowarzyszeniu Polska Wódka tworzącym muzeum). Jeśli więc, szary smakoszu wódki, pijesz trunek bez tego oznaczenia, nie możesz być pewien, czy jego bazą nie były przypadkiem ziemniaki z Chin, a destylacji nie przeprowadzono tam, gdzie było najtaniej, niekoniecznie najlepiej.

 Od stycznia 2013 roku zostało wprowadzone oznaczenie „Polska Wódka/Polish Vodka”, które ma być gwarantem wódczanej „tożsamości narodowej” (fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta) Od stycznia 2013 roku zostało wprowadzone oznaczenie „Polska Wódka/Polish Vodka" (fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

Woda życia, okowita, przepalanka

Odwieczna wojna między Polakami a Rosjanami o to, kto wymyślił wódkę, tak naprawdę okazuje się czczą przepychanką nad kieliszkiem, niemającą historycznych podstaw. Na paradoks zakrawa fakt, że wódka trafiła do Europy prawdopodobnie od... Arabów, którzy pierwsi stosowali ją jako lekarstwo. Pojawiła się podczas wypraw krzyżowych, a następnie we Włoszech w postaci grappy, czyli wódki z wytłoków winnych. Wygląda na to, że produkcję wódki zbożowej, stosowanej w celach leczniczych, wymyślili nasi zachodni sąsiedzi. - Wcześniej specjalnością Słowian, a więc i naszych przodków, było sycenie miodu, wódka do Polski przyszła z Niemiec w II połowie XV wieku, a rozpowszechniła się w wieku XVI - opowiada prof. Krzysztof Zamorski, historyk zajmujący się historią społeczeństwa i gospodarki na UJ. - Była lekarstwem, co dobrze oddaje jej ówczesna łacińska nazwa aqua vita - „woda życia” (stąd pochodzi polska „okowita”). Piszę teraz o księdzu Krzysztofie Michale Świąteckim, który przeżył epidemię cholery w 1710 roku i w czasie zarazy codziennie „dla protekcji” zażywał kubek wódki rano i wieczorem. Burzył się, że musi, ale robił to dla zdrowia. Wódki używano jako środka do masowania i nacierania ciał chorych, np. rozpuszczoną z mydłem wcierano w przypadku urazów fizycznych, bólów stawów.

Dopiero w XVII wieku zaczęła się jej przemysłowa produkcja, która wybuchła w momencie kryzysu gospodarczego, kiedy szlachta nie mogła już sprzedawać zboża na zachód, jak to czyniła wcześniej i trzeba było zagospodarować nadwyżki zbożowe. Wówczas w zasadzie każdy folwark miał swój browar i gorzelnię. - We dworach pędzono wódkę i wymieniano się recepturami - opowiada dr Aleksandra Drzał-Sierocka, kulturoznawczymi warszawskiej SWPS, zajmująca się kulturowymi aspektami kulinariów. - Zwykle też, jak pokazują świadectwa archiwalne, doprawiano ją do smaku ziołami, więc idea czystej wódki nie była pierwotna. I od początku wódka na dworach była podstawą do tworzenia rozmaitych eliksirów, nalewek. Nazywano ją okowitą, gorzałką, przepalanką, alembikową. Występowała w wersji pośledniej tzw. „ordynaryjnej” i przedniej, lepiej destylowanej.

Sklep z wódką w 1891 roku (fot. Thomas Stevens / Wikimedia.org / http://bit.ly/1x8sl8L)Sklep z wódką w 1891 roku (fot. Thomas Stevens / Wikimedia.org / http://bit.ly/1x8sl8L)

Prof. Zamorski: - Według autora „Encyklopedii staropolskiej” Zygmunta Glogera Ignacy Krasicki twierdzi, że gorzałkę w jego czasach zwano likworem. Sprowadzano wódki włoskie, francuskie, gdańskie, araki, rumy itp. Rodzima domowa wytwórczość była nie mniej bogata. Wspomniany Gloger wymienia: „szumówkę i od zapraw różne inne”, jak korzenna, alkiermesowa, cynamonka, karolkowi, czyli popularna do dzisiaj kminkówka, persyko (pestkówka), piołunówka, anyżówka, białomorwówka, goździkówka, cytwarowa, kordybanowa, na tatarak nalewana i na konwalię.

Polacy Pijacy?

W XVII wieku pojawił się też tzw. przymus propinacyjny, czyli prawo zmuszające chłopów do zakupu od pana określonej ilości wódki. Prof. Zamorski podchodzi jednak z dystansem do powtarzanej tezy o „rozpijaniu chłopów przez szlachtę”: - Zapomnieliśmy o tym, że w pełni rozkwitu kultury chłopskiej, ale i szlacheckiej, nikt specjalnie nie wielbił pijaka. Żaden uczciwy chłop ani szlachcic nie darzył szacunkiem sąsiada, który przepił majątek, czy to w karczmie, czy to w domu. Oczywiście są przykłady wielkich pijaństw, które trafiały do literatury, jak np. opisy pijackich wyczynów księcia Radziwiłła „Panie Kochanku”, ale czy stawały się wzorcem kulturowym, to jest bardzo wątpliwe. Tragedia alkoholizmu na poważną skalę pojawi się rzeczywiście wraz z industrializacją oraz nowymi technologiami produkcji wódki z ziemniaka i będzie problemem ludzi biednych, głównie ludności masowo napływającej ze wsi do miast i mieszkańców pouwłaszczeniowej wsi. „Chlanie na umór” będzie więc problemem dopiero XIX i XX wieku, a nie np. czasów saskich, jak się popularnie uważa. Profesor wspomina własne dzieciństwo na wsi, wówczas wciąż jeszcze zanurzonej w tradycji, gdzie, jak opowiada, zimową porą siedziało się w kilkanaście osób nad jedną ćwiartką wódki i opowiadało historie: - Wystarczy sięgnąć po Oskara Kolberga, do pieśni przez niego zbieranych, by zobaczyć, że tradycyjna wieś tłem biesiad czyniła śpiewy i opowieści, nie tylko picie wódki.

Hale produkcyjne Wratislavia we Wrocławiu (fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta) Hale produkcyjne Wratislavia we Wrocławiu (fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta)

Moczygęby i łykacze

Polska specyfika picia wódki polega na tym, że towarzyszy nam ona przy rodzinnych uroczystościach: od kołyski (pępkowe), przez wejście w dorosłość (wesele), po grób (stypa). - Wódka chyba najbardziej nam się kojarzy z tradycjami świętowania, wznoszenia toastów, picia tych rozmaitych rozchodniaczków czy strzemiennego, a więc sytuacjami towarzyskimi i społecznymi - mówi Drzał-Sierocka. - Imieniny, urodziny, co ciekawe też święta religijne, bo respondenci w badaniach często wspominają, że piją również podczas Bożego Narodzenia. To element od razu tworzący wspólnotę. Słynne: „Napijmy się razem”, które ma też oczywiście swoje negatywne strony. Zgromadzenie wokół stołu, przy którym było jedzenie, od razu oznaczało wódkę. Zobaczmy zresztą, jak jest ukształtowana tradycja kulinarna w Polsce, te tłuste, solidne potrawy, nadające się idealnie do tego, by im towarzyszył alkohol. To poczucie bliskości, by nie rzec czułostkowość, uruchamiane w ludziach przez gorzałkę wyrażamy w polszczyźnie do dziś - zamieniając chętnie wódkę w „wódeczkę”, którą pijemy - a jakże - po kieliszeczku.

Przy okazji warto zauważyć także twórczy wpływ wódki na język polski, co dostrzegł już w 1935 roku Julian Tuwim, wydając „Polski słownik pijacki”. Czyli, jak pisał: Encyklopedię, w której zabłyszczałyby świetności mowy ojczystej, w kieliszku odbite. A odbiły się taką wspaniałą rozmaitością barw, zadzwoniły w szklanki i butelki taką symfonią, rozbulgotały się w przepastnych gardzielach taką pieśnią i takie w nich mnóstwo odgłosów dawnego obyczaju i historii, że nie wątpię, iż mój Linde pijacki znajdzie skromne uznanie nawet w oczach abstynentów. (...) Jakie piękne możliwości, jakie rozległe perspektywy otworzą się rodzimym moczygębom, łykaczom, dybidzbanom i szmirusom!

Eliksir zapomnienia

Swoją specyfikę picia miał i PRL, za czasów którego władza używała wódki do ratowania budżetu państwa, dokładnie tak, jak kiedyś czynili właściciele folwarków. Można się zastanawiać na tym, czy nie jest to jakaś cecha tzw. gospodarki niedoborów. Prof. Zamorski nie ma wątpliwości, że wiele cech tzw. gospodarki socjalistycznej odpowiada tradycyjnej gospodarce dworskiej (folwarcznej). To teza, którą jako pierwszy ogłosił nieżyjący już profesor Antoni Mączak. Historyk wspomina autobusy z robotnikami jadącymi do pracy - rano trzeźwe, po południu pijane w sztok: - Ludzie starsi pamiętają ulice naszych miast pełne wtedy zataczających się pod wpływem alkoholu przedstawicieli nie tylko przodującej klasy robotniczej. Podobnie jak w folwarku szlacheckim wódka wchodziła w skład wynagrodzenia (ordynarii), w komunizmie pełniła często rolę pieniądza, stawała się środkiem wymiany, zapłaty za usługi. Na szczęście w dzisiejszej Polsce to już jest historią.

Z kolei Aleksandra Drzał-Sierocka dodaje: - PRL będzie nam się najbardziej kojarzył z tymi okolicznościami picia wódki setkami, zagryzanymi ogórkiem kiszonym i chlebem ze smalcem. Mamy też taki obraz, który wręcz filmowo rozpoznajemy - oto biuro dyrektora, który nagle spod biurka wyciąga butelkę i kieliszki, żeby przypieczętować umowę. Teraz popularnością cieszą się stylizowane na ten okres bary, próba przywołania specyfiki tamtych czasów, gdzie stawia się na wódkę z zakąską. Ale to perspektywa zaprawiona nostalgią, która zniekształca, zaciemnia prawdziwy obraz tamtych lat.

1989, produkcja wódki żytniej w Warszawskich Zakładach Przemysłu Spirytusowego (fot. Piotr Wójcik / Agencja Gazeta) 1989, produkcja wódki żytniej w Warszawskich Zakładach Przemysłu Spirytusowego (fot. Piotr Wójcik / Agencja Gazeta)

Swoją słodko-gorzką, śmieszno-tragiczną pijaną legendę ma też peerelowska bohema, balująca po rozmaitych Ściekach, Spatifach i barach dworcowych. W kieliszku szukająca natchnienia i źródła fantazji, w wódce topiąca smutki i uciekająca w alkoholową mgłę przed nieznośną opresyjną rzeczywistością. Przed oczami od razu staje korowód barwnych postaci od Marka Hłaski, przez Ireneusza Iredyńskiego, po Zdzisława Maklakiewicza i Jana Himilsbacha... Wszyscy ci Na rauszu pisarze / Zawiani malarze / Nietrzeźwi aktorzy / Pijani rzeźbiarze, o których śpiewa w swoim przedstawieniu „Pożar w burdelu”.

My jeździmy bolidem

Dzisiaj, wbrew stereotypom, Polacy wcale nie przodują w konsumpcji alkoholu, w tym wódki. W ciągu ostatniego roku statystyczny Polak wypił 7,49 l wódki i innych mocnych alkoholi. Pod względem spożycia alkoholu zajmujemy 19. miejsce w Europie, daleko za „liderami”, którymi są mieszkańcy Luksemburga, Czech i Łotwy. Więcej od nas piją też we Francji, Austrii i Niemczech. Polacy nie tylko piją coraz mniej wódki, ale jak już piją, to wybierają wódki z wyższej półki i chętnie lokalne, co wyraźnie pokazują badania (cyt. za: Związek Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy).

Tym tropem podążają dziś producenci zrzeszeni w Stowarzyszeniu Polska Wódka, którzy - zarówno ci wielcy, jak i ci mali - stawiają na produkcję wódek tzw. premium. Do smakowania, a nie do „chlania”. - Mam nadzieję, że to słowo zniknie niedługo z powszechnego użycia - wzdryga się prezes Stowarzyszenia Andrzej Szumowski. - W każdej społeczności, nawet wśród kapłanów azteckich, dochodziło czasem do - jak to niektórzy brzydko mówią - „chlania”, ale ja bym uważał z generalizowaniem i przenoszeniem jednostkowych przypadków na opinię o całej społeczności. Dla nas konsumpcja to jest świadome sięgnięcie po dobrej jakości alkohol i delektowanie się nim. A co do „chlania”... My, producenci wódek spełniających definicję Polskiej Wódki, gramy w innej lidze. My jeździmy bolidem, podczas gdy inni uczą się jeździć na rolkach.

Profani i smakosze

Jak mówi Maciek Starosolski, muzeum ma pokazać unikalność Polskiej Wódki, której wytwarzanie przede wszystkim polega na bardzo precyzyjnym doborze surowca oraz na umiejętnościach gorzelnika. Takich specjalistów, często potomków gorzelniczych rodów, porównywalnych w swym zawodowym artyzmie do najlepszych winiarzy, wciąż jeszcze w Polsce mamy. Ważne jest i to, że jeden z pierwszych etapów produkcji wódki zgodnej z ustawową definicją Polskiej Wódki odbywa się nadal w stosunkowo niewielkich, rozrzuconych po kraju gorzelniach, co różni nas od innych producentów na świecie.

Andrzej Szumowski dodaje: - Jakoś tak się składa, że żyto polskie jest inne niż to z innych części świata. Były próby produkcji tego samego alkoholu w Polsce i za granicą i to się nie udawało. Nie wiedzieć czemu. Jednak ziemia, gleba, klimat oraz ręce, oczy i pamięć gorzelników daje wyjątkowy produkt. Dzisiaj oczywiście nie unikniemy masowej produkcji, natomiast sztuką jest utrzymanie tej samej jakości, jaką dawały dawne małe gorzelnie. Dość powiedzieć, że Wyborowa ma tę samą recepturę od 1926 roku. I właśnie sztuką jest wierne odtwarzanie tej receptury, aby smak wódki był ciągle ten sam.

Maciej Starosolski: - Muzeum ma też obalać pewne mity, np. że każda wódka smakuje tak samo. Jeśli ktoś chce włożyć butelkę do zamrażarki i trzymać ją tam półtora tygodnia, to OK, ale nie jest to najlepszy sposób, by poznać walory wódki. Idealnym sposobem jest tzw. perfect serve: ma tu znaczenie kieliszek, ale też temperatura między 4 a 6 stopni. Ona pozwala nam dotrzeć do niuansów smakowo-aromatycznych zawartych w wódce. Tego świadomego smakowania chce Maciej uczyć odwiedzających przyszłe muzeum (oczywiście wyłącznie pełnoletnich i takich, którym zgodnie z prawem wolno pić alkohol - dodaje skwapliwie), tak jak dziś uczy barmanów i pasjonatów.

(fot. Marcin Oliva Soto) Konferencja prasowa poświęcona Muzeum Polskiej Wódki (fot. Marcin Oliva Soto)

Duma i uprzedzenia

Po ogłoszeniu planów budowy Muzeum Polskiej Wódki obok przychylnych głosów pojawiły się też oceny krytyczne, wskazujące na ciemną stronę wódki w polskiej historii i obyczajowości. Andrzej Szumowski mówi, że chętnie spotka się twarzą w twarz i podejmie polemikę. - Zdajemy sobie sprawę z odpowiedzialności, jaką na siebie wzięliśmy, ale warto, żeby ci, którzy dziś obawiają się, że muzeum posłuży rozpijaniu, odwiedzili muzea innych alkoholi na świecie. Wtedy lepiej zrozumieją ideę takich miejsc. Patrząc na inne nacje, widać, że Japończyk jest dumny ze swojej sake, Szkot ze swojej whisky, Francuz da się posiekać za szampana czy koniak, a Grek za ouzo. Bo to jest część tożsamości narodowej. I nasze muzeum to ma być miejsce spotkań ludzi, którzy sięgając w przeszłość, patrzą w przyszłość i czują się dumni z tego arcypolskiego trunku, jakim jest Polska Wódka. Proszę mi wskazać inny produkt polski, który jest bardziej kojarzony globalnie? Nie ma takiego. A malkontentów, którzy krytykują nasze muzeum, zanim jeszcze w ogóle powstało, zapraszamy za 3 lata na otwarcie Muzeum Polskiej Wódki, może zmienią zdanie...

Po takiej przemowie, aż się chce zacytować za „Pożarem w burdelu”: Idźcie w miasto / Wszystkim głoście / Nie ma bez wódki kultury polskiej.

 

 

Anna Sańczuk. Z wykształcenia historyczka sztuki, z zawodu dziennikarka, czasem zajmuje się również PR-em kultury. Współautorka książki „Warszawa. W poszukiwaniu centrum". Razem z Maciejem Ulewiczem prowadzi program „KULTURA DO KWADRATU" na antenie Polsat News 2. Projektuje i szyje biżuterię pod marką SANKA. Mieszka w Warszawie na Starej Ochocie.

Komentarze (111)
Zaloguj się
  • szulkin

    Oceniono 177 razy 95

    Zgodzę się, że wódka ma znaczenie klimatotwórcze. Jednak w 3 na 4 znane mi przypadki - a znam wiele - to płyn prowadzący do bełkotu i spocenia. Nic ponadto. Żeby osiągnąć coś więcej, trzeba być kimś więcej - właśnie Iredyńskim czy Hłaską.

    Co do traktowania wódki jako napoju koneserskiego - to jest klasyczne PR-owskie bredzenie i kreowanie rzeczywistości alternatywnej. Czysta nigdy nie była i nigdy nie będzie tym samym co whisky, brandy czy choćby śliwowica. Piłem wódki za 20 zł i za 100 zł i zawsze punkt wyjścia był ten sam: smród spirytusu. Tak się składa, że ten smród i towarzyszący mu chemiczny smak nieźle idą ze śledziem czy bigosem, ale nic ponadto.

    Nie wiem, którzy producenci należą do jakiego stowarzyszenia, ale uważam, że konsumenci wódki mogą czuć się rąbani przez wytwórców w bambuko. Dopiero co podano, że produkcja Wyborowej (receptura rzekomo od 1926) właśnie została zlecona taniemu podwykonawcy natemat.pl/126517,wyborowa-zleci-produkcje-swojej-wodki-tanszemu-podwykonawcy-szok-na-rynku .

    Co do zaś wódek smakowych, to udział alkoholu w tych wynalazkach spada już momentami do 30%, gwałtownie zaś rośnie udział cukru (albo syropu glukozowo-fruktozowego - taniej). Te wszystkie żołądkowe gorzkie, cytrynówki, wiśniówki, orzechówki to przesłodzone do granic możliwości alkoholizowane syropy.

  • starykawaler35

    Oceniono 95 razy 63

    woda to narkotyk....w pelni legalny...zestawil ktos wplywy do budzetu z tytuluprodukcji i dystrybucji alkoholu z wyplywami tz leczenie alkoholikow,ilosc przestepst po alkoholu iutrzymywanie wiezniow,patologiczne rodziny itp itd????moze jednk wyplywy przewyzszaja wplywy???
    moze wode zastapic innymi narkotykami i zalegalizowac je???

    p.s.
    nie pije i nie zazywam narkotykow...ale wqrwia mnie hipokryzja panstwa i odbieranie mi mozliwosci wyboru

  • s0ap

    Oceniono 76 razy 60

    Proponuję osobnyą regał w muzeum motoryzacji...

  • zapiski_dziada

    Oceniono 118 razy 52

    Jeżeli pisać o wódce to uczciwie. Uczciwie to znaczy trzeba napisać, że największe zyski ma z tego kolejne rządy i to im zależy aby jak najwięcej wódki sprzedać.
    Rocznie umiera na świecie 320 tysięcy młodych ludzi (15-29 lat). Powód ich śmierci jest powiązany z alkoholem.

    "jednych sprowadził na złą drogę, innym osładzał ból egzystencji"
    To jedni i ci sami ludzie, bo alkohol tak działa, najpierw osładza życie a później prowadzi do przestępstw a w końcu powoduje śmierć.

  • rave8

    Oceniono 53 razy 45

    Francuzi mimo bardzo kiepskiego wina zrobili z wina narodowe dobro.
    Czesi mimo słabego piwa zrobili z piwa narodowe dobro.
    Polacy mimo najlepszej jakości wódki zrobili z wódki narodowy kompleks.

    tego narodu nie ogarniesz. Tutaj jest zakrzywiana czasoprzestrzeń, a atut z niewiadomych powodów staje się kompleksem. Każda krytyka wobec współczesnej władzy staje się szufladkowaniem do rangi rydzyków:)

  • gwymond

    Oceniono 84 razy 44

    Pijący "Polak" zasadniczo nie ma już mózgu, lub ma tam coś przypominającego kiszoną kapustę. Stąd przemoc domowa, pijane małpy za kierownicą, orangutany w dresach grasujące po blokowiskach.

  • sfelis

    Oceniono 48 razy 42

    Wódka w Polsce jest ohydna. Gdy Polmos czy inna rozlewnia wypuszcza nową wódkę - np. białą żubrówkę/krupnik/gorzką żołądkową - to smakuje wybornie. Jak klienci podłapią produkt, to już jest innej jakości - pali i jest "gorzka". Niedobra. Może już nie tak często destylowana? Ogólnie nowa wódka jest super, jak minie pół roku to smakuje jak wszystkie i zwykle przeciętnie lub źle. W Polsce nie dba się o klienta, najpierw się go wabi, a jak się go złowi, to oferuje się mu szajs!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX