Zajarani.pl

Zajarani.pl (fot. Zajarani.pl)

im się udało

Zajarani.pl - latająca agencja kreatywna. ''Jesteśmy kolektywem twórców, którzy żyją pod dyktando pasji, a nie korporacji''

Pracują właściwie całą dobę, a biura mają tam, gdzie akurat są. Firma trójki przyjaciół - Zosi Bubnickiej, Daniela Gałczyńskiego i Krzyśka Sawickiego - to nietypowy butik kreatywny, który zajmuje się obsługą klientów w zakresie fotografii, grafiki i designu. Z ich usług korzystają zarówno bary i koktajl-bary, jak i topowe światowe marki. Mimo kolejki zleceń Zajarani nadal znajdują czas na realizowanie niekomercyjnych pasji, np. nocne fotografowanie ofiar ?Wyjątkowo Długiego Weekendu?.

Czym się tak „zajaraliście", że aż nazwaliście tak swoją firmę?

Krzysiek Sawicki: - Wiele osób robi nam uszczypliwości z powodu tej nazwy. Zdarzało się wielokrotnie, że na przykład prezesi na wydarzeniach, które obsługujemy, śmiali się: Zajarani... cha, cha, cha, wiadomo, o co chodzi. No i są uśmieszki, puszczanie oczek. Mamy na to gotową odpowiedź: Zajarani od zajawki, a nie od trawki (śmiech). Zajaraliśmy się wzajemną pasją do działania.

Napisaliście nawet o sobie: „Jesteśmy kolektywem twórców, którzy żyją pod dyktando pasji”.

Daniel Gałczyński: - To oznacza, że zajmujemy się tym, co przynosi nam radość. W wyborze projektów nie kierujemy się do końca możliwością zarobkowania. Wybieramy tylko te oferty, które są naprawdę ciekawe i przynoszą na koniec satysfakcję. Czas pokazał, że takie podejście jest doceniane przez naszych klientów.

Krzysiek Sawicki, Daniel Gałczyński, Zosia Bubnicka (fot. Zajarani.pl)Krzysiek Sawicki, Daniel Gałczyński, Zosia Bubnicka (fot. Zajarani.pl)

Naprawdę podziękujecie za intratny kontrakt, jeśli nie do końca będziecie czuli dany projekt?

Krzysiek: - Tak. Nie podejmujemy się też realizacji projektów, które wykraczają poza nasze umiejętności - nie chcemy udawać, że jesteśmy we wszystkim dobrzy.

Daniel: - Praca, którą teraz wykonujemy, jest w 100 proc. pracą z zajawką i nie chcemy tego zmieniać.

To czym właściwie się zajmujecie?

Krzysiek: - Powiem w skrócie: zaczęło się od fotografii i grafiki, potem doszły do tego design, wideo, komunikacja społecznościowa, elementy marketingu. Zosia Bubnicka tworzy namacalne projekty, a moje i Daniela funkcjonują głównie w przestrzeni wirtualnej, ewentualnie w formie wydruków. Zosia pomogła nam stworzyć coś, czego można dotknąć.

(fot. Zajarani.pl)(fot. Zajarani.pl)

Daniel, wcześniej pracowałeś w korporacji, i odszedłeś do projektu, który - mimo że realizowany z pasją - nie gwarantował wam przecież, przynajmniej początkowo, stabilności finansowej.

Daniel: - Zawsze chciałem stworzyć coś własnego. Wierzyłem, że Zajarany Kolektyw, jaki założyłem kilka lat temu z Krzychem, to coś, co chciałbym robić jako sposób na życie. Postawiłem wszystko na jedną kartę. Minęło półtora roku, odkąd odszedłem z ostatniej „huty” i była to najlepsza decyzja, jaką mogłem podjąć. Nie jestem stworzony do korporacyjnego stylu życia, dyktanda schematów. Wszystkich gorąco zachęcam do próbowania swoich sił, jeśli wierzą, że to, czym są zajarani, może stać się ich przyszłością i sposobem na życie.

Krzysiek: - Życie z tego, co robisz na własnych rachunek, nie jest chyba większym ryzykiem niż praca na etacie, który w pewnym momencie może się skończyć. „Pstryk” - just like that. Rynek agencyjny jest jeszcze bardziej chwiejny niż praca na freelansie. My mamy przynajmniej kontrolę nad tym, co robimy i ile wydajemy, nie jesteśmy tylko trybikami w czyjejś maszynie.

Jak do małej, trzyosobowej firmy - która nazywa się w końcu mało poważnie - zgłosili się tacy giganci jak Samsung czy adidas?

Daniel: -  Ludzie zaczęli nas w pewnym momencie zauważać i polecać. Nie korzystamy zbytnio z żadnej formy reklamy. Istniejemy w internecie, nasz fanpage wykorzystujemy jako wirtualne portfolio. Skupiamy się na tym, żeby to, co robimy, robić jak najlepiej.

Krzysiek: -  Podejmujemy się tylko tego, co możemy wykonać na 100 proc. Chcemy, żeby to, co jest brandowane Zajaranymi, było perfekcyjne, i to procentuje. Klienci wracają i nas polecają.

Ale zdjęć nie brandujecie.

Daniel: -  Nie, ale chcielibyśmy, aby wystarczającym „brandem” był charakterystyczny styl naszych prac. Zanim założyliśmy oficjalnie firmę, Zajarani działali już na Facebooku. Profil powstał, bo bolało nas, że wszystkie projekty, fotografie, grafiki, plakaty, przeróżności chowaliśmy „do szafy”, leżało to w naszych komputerach i nikomu tego nie pokazywaliśmy.

Krzysiek: -  Nawet podpisane naszymi nazwiskami projekty finalnie trafiały w próżnię. Tak powstali Zajarani. Chcieliśmy zbudować markę, która stanie się rozpoznawana i da nam pretekst do niepodpisywania prac nazwiskami.

Dlaczego nie chcecie ich podpisywać?

Krzysiek: -  Wolimy oddzielać nasze życie prywatne od tego, co robimy jako „twórcy”. Bardziej zależy nam na wyrobieniu sobie takiej „stylówy”, żeby nie było wątpliwości, że dany obraz jest absolutnie nasz.

Kita Koguta (fot. Zajarani.pl)Kita Koguta (fot. Zajarani.pl)

A ktoś was podrabia?

Daniel: -  Mam nadzieję, że kogoś inspirujemy (śmiech). Dla mnie bardzo ważne jest, że dzięki „okresowi przejściowemu”, w którym na projektach nie zarabialiśmy właściwie żadnych pieniędzy, znaleźliśmy siebie, obserwowaliśmy pracę różnych osób i to nas zainspirowało. Tak było chociażby z barmaństwem. To obecnie nasza główna działka. Widzimy, jak branża rośnie, a wraz z nią rosną też Zajarani.

Projektem, z którym rośniecie, jest niewątpliwie warszawski koktajl bar Kita Koguta.

Krzysiek: -  Kiedy poznaliśmy to środowisko, błyskawicznie nasunął nam się jeden wniosek: barmaństwo w Polsce nie ma twarzy, lokale nie chwalą się swoimi barmanami, nie są z nich dumni. My chcieliśmy stworzyć twarz barmaństwa tak, żeby nasi koledzy mogli być dumni z tego, co robią.

Daniel: -  Pokazujemy barmanów w sposób, w jaki nie byli chyba nigdy pokazywani. Odczarowujemy ten zawód owiany w Polsce tajemnicą.

Z Kitą Koguta wam się udało -  ludzie wracają tu dla barmanów i klimatu, który oni tworzą, a który wy pokazujecie na zdjęciach i filmach.

Daniel: -  To kolektywna praca, barmani nauczyli się z nami współpracować, nie stresują się, nawet gdy biegamy wszędzie z aparatem, wchodzimy za bar, na bar. To się przekłada na popularność tego miejsca.

Krzysiek: -  Mamy wyjątkowo wdzięczny materiał do dokumentowania (śmiech). To, co się dziś dzieje wokół Adama Grądziela i Kuby Kozłowskiego (właścicieli Kity Koguta) i reszty zespołu, pokazuje, że ciężka praca się opłaca. To Adam zaraził nas pasją do barmaństwa, za co jesteśmy mu niezwykle wdzięczni.

Kita Koguta (fot. Zajarani.pl)Kita Koguta (fot. Zajarani.pl)

Kita Koguta i projekt MENU w formie drewnianego krążka winylowego (fot. Zajarani.pl)Kita Koguta i projekt MENU w formie drewnianego krążka winylowego (fot. Zajarani.pl)

Kita Koguta i projekt MENU w formie gry w butelkę (fot. Zajarani.pl)Kita Koguta i projekt MENU w formie gry w butelkę (fot. Zajarani.pl)

Co zrobiliście oprócz Kity?

Krzysiek: -  Premierę miał niedawno portal Mojbar.pl, którego stronę graficzną współtworzyliśmy. Przed otwarciem sfotografowaliśmy ponad 1000 koktajli! Teraz wierzymy, że te 1000 koktajli naprawdę istnieje (śmiech).

Daniel: - I że wszystkie wyglądają inaczej!

(fot. Zajarani.pl)(fot. Zajarani.pl)

A Brofaktura?

Krzysiek: - To kolejny projekt, który miał niedawno premierę. To olbrzymia restauracja połączona z minibrowarem i koktajlbarem, zlokalizowana w zabytkowej hali targowej w Siedlcach. Zostaliśmy tam zatrudnieni w charakterze twórców oprawy wizualnej i komunikacji w mediach społecznościowych.

Zosia Bubnicka: - Stworzyliśmy wszystkie materiały promocyjne, fotografie, wideo, billboardy, gadżety promujące, projektowaliśmy nazwy browarów, etykiety, reklamy.

Krzysiek: - To było fantastyczne doświadczenie, fajnie było się później napić piwa pod nazwą, którą wymyśliliśmy, i z etykietą, którą zaprojektowaliśmy.

Brofaktura (fot. Zajarani.pl)Brofaktura (fot. Zajarani.pl)

Brofaktura (fot. Zajarani.pl)Brofaktura (fot. Zajarani.pl)

Brofaktura (fot. Zajarani.pl)Brofaktura (fot. Zajarani.pl)

Nadal znajdujecie czas na niekomercyjne projekty?

Krzysiek: - Na szczęście tak! Naszym oczkiem w głowie jest WDW. „Wyjątkowo Długi Weekend" to cykl, którego pomysł zrodził się z obserwacji środowiska... nazwijmy go klubowo-rozrywkowego. Zauważyliśmy, że imprezowicze dzielą się na dwie grupy: tych, którzy się świetnie bawią, i tych, którzy bawią się gorzej i przydarzają im się różne dziwne, czasami komiczne sytuacje zaraz po wyjściu z lokali. Zaczęliśmy to dokumentować i WDW zaczął być wyjątkowo popularnym cyklem.

Tropicie ludzi w upadku?

Krzysiek: - (śmiech) Ludzi w dziwnych sytuacjach, które towarzyszą życiu nocnemu Warszawy.

Co to właściwie oznacza? Wyłapujecie wymiotujących po imprezie, śpiących na ławkach i robicie im fajne zdjęcia?

Krzysiek: - To nie do końca tak. Nie interesuje mnie czynność wymiotowania czy spania na ławce. Szukam kompozycji miejskiej, w którą nasi weseli bohaterowie się wpisują.

Teraz to rzeczywiście zabrzmiało jak projekt artystyczny.

Krzysiek: - Są pewne punkty w Warszawie, gdzie można trafić na takich ludzi częściej niż w innych miejscach, uważam więc, że WDW jest zatem rodzajem miejskiego reportażu.

Nikt nie ma do ciebie pretensji o te zdjęcia?

Krzysiek: - Póki co nikt jeszcze nie zdążył zaprotestować.

Daniel: - Czasami nie są w stanie (śmiech). Ale tak na serio, to trzeba podkreślić, że bohaterami „Wyjątkowo Długiego Weekendu” nie są jedynie osoby w stanie wskazującym na spożycie.

Krzysiek: - No właśnie, chodzi o takie surrealistyczne sytuacje.

Jak w takim razie wygląda taka surrealistyczna sytuacja?

Daniel: - Opowiedz o białym misiu (śmiech).

Białym misiu?

Krzysiek: - To właśnie jeden z takich obrazów. Przechodzę ulicą Kruczą i dwóch facetów pakuje do bagażnika dwumetrową statuę białego niedźwiedzia. No i oczywiście sobie z tym nie radzą, ale próbują ambitnie na wszystkie sposoby. To jedno z ujęć idealnie pasujących do WDW - nie chodzi wyłącznie o melanż i upodlenie...

...ale i przyłapanie złodzieja na gorącym uczynku.

Krzysiek: - Raczej o złapanie interesującej klatki w nietuzinkowej sytuacji.

Daniel: - Takich sytuacji jest bez liku, ale nie jest to cykliczny projekt. Żyje swoim życiem, podobnie jak bohaterowie WDW.

WDW (fot. Zajarani.pl)WDW (fot. Zajarani.pl)

WDW (fot. Zajarani.pl)WDW (fot. Zajarani.pl)

Nocami tropicie ofiary WDW, a za dnia idziecie na spotkanie z prezesami?

Daniel: - Zdarza się i tak.

Idziecie pod krawatami?

Krzysiek: - Nie jesteśmy ludźmi, którzy na co dzień chodzą w koszulach. Czasem jednak musimy założyć krawat, co osobiście przyjmuję z bólem, ale chowam dumę do kieszeni i szerokie spodnie do szafy.

Nie obawiacie się, że jak taki prezes zobaczy wasze zdjęcia z WDW, to nie potraktuje was poważnie?

Daniel: - Każdy klient dostaje nasze portfolio i ono, mamy nadzieję, jest kluczowe przy wyborze firmy.

Krzysiek: - Poza tym wielu prezesów firm to tak naprawdę młodzi ludzie, a nie stereotypowi goście po pięćdziesiątce, którzy chodzą do klubów dżentelmena. Potrafią docenić potencjał i patrzą nieco szerzej, a my chcemy być postrzegani jako profesjonaliści w naszych branżach. Profesjonaliści z zajawkami (śmiech).

Krzysiek Sawicki, Daniel Gałczyński, Zosia Bubnicka (fot. Zajarani.pl)Daniel Gałczyński, Krzysiek Sawicki, Zosia Bubnicka (fot. Zajarani.pl)

 

Zajarani.pl. Założony przez przyjaciół kolektyw istnieje od 2011 roku. Zajmują się m.in. fotografią, grafiką, wideo, projektowaniem produktów i wystrojem wnętrz. Specjalnością Zajaranych jest gastronomia - ich pasją jest tworzenie od początku konceptu, marketingu, detali wnętrza i atmosfery nowo powstających miejsc. Tak było na przykład z Kitą Koguta, nad którą pieczę sprawują od początku. Oprócz gastronomii realizują zlecenia m.in. dla Adidasa, Samsunga czy Croppa.

Marta Pawłowska. Dziennikarka i redaktorka weekendowego magazynu Gazeta.pl. Wcześniej m.in. wydawczyni i reporterka serwisu naTemat.pl. Publikowała m.in. w „Dzienniku”, „Super Expressie”, „Gazecie Wyborczej” i „Metropolu”. Realizowała projekty dziennikarskie dla ONZ-u i PARP-u. Niecierpliwa fascynatka podróży i kryminałów.

Komentarze (8)
Zaloguj się
  • labidola

    Oceniono 50 razy 26

    Głowa opadła, ręce opadają...
    Oto znak naszych czasów – powierzchowność, idiotyzm i „odkrywanie” świata dawno opisanego. To się faktycznie może podobać tzw. „prezesowi” czy stwórcy „koktajlbaru”, zwłaszcza po otrzymaniu „portfolio”.
    Co za denna poza, jaka tandeta na miarę głupów o percepcji klubowo-korporacyjnego leminga. Czyli niewolnika, który tym się różni od żołnierza Spartakusa, że tamten wolał umrzeć, niż żyć w gó...e dla czyjejś wygody.

  • carolina_reaper

    Oceniono 21 razy 13

    Crap.

  • culebre

    Oceniono 22 razy 12

    Ten chłam świetnie komponuje się z womitogennym artykulikiem o "magazynie lajfstajlowym FATHERS". Ambitnie lecicie w tym wydaniu łykendowym, nie powiem...

  • media_faux_pas

    Oceniono 15 razy 11

    Tę reklamę mają od Was za darmo? :)

  • sir_fred

    Oceniono 17 razy 11

    Wygląda na to, że i tak:
    - żyją z korporacji (Samsung, Apple)
    - produkują jakąś płyciznę, w zasadzie nie wiadomo dla kogo - kto ma być odbiorcą ryja barmana czy fotki podpitego człowieka?
    Plus jedynie za to, że poszli "na swoje". Ale czy to jest powód, żeby o nich pisać?

  • fcuk_you_very_much

    Oceniono 18 razy 10

    "Zajarani... cha, cha, cha, wiadomo, o co chodzi"
    No właśnie nie bardzo. Czy chodzi o błąd ortograficzny w śmiechu czy o taniec.

  • s0ap

    Oceniono 16 razy 10

    Akurat na niedzielę na kaca...

  • emektb

    Oceniono 13 razy 7

    Mam pierdyliard znajomych, ktorzy pracowali na zlecenie znanych marek. Ja zresztą też. Czy to znaczy, że odnieslismy sukces? Młoda pani Pawłowska pisze o kolegach z takim cukrem, że niedobrze się robi. Poza tym skoro trzy osoby znają się na wszystkim, to znaczy, że nie znają się na niczym. Jeśli chodzi o komunikację to może lepiej, żeby się nie odzywali, no chyba że komuś zależy na komunikacji na poziomie dzisiejszych gimnazjalistów.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX