Pracownia zegarmistrza

Pracownia zegarmistrza (fot. Michał Matraszek)

ludzie

Ginące zawody - rękawicznik, kaletnik, czapniczka. Gdzie w Warszawie można znaleźć rzemieślników z krwi i kości?

Słowa "rzemiosło" i "rzemieślnik" robią ostatnio zawrotną karierę. Co rusz słychać, jak projektanci, twórcy i wytwórcy nazywają tak siebie i swoje wyroby. Chcą się tym samym widzieć w gronie wykwalifikowanych mistrzów z dyplomami poświadczającymi ich kompetencje. "Rzemieślnicza robota" pozostaje synonimem wysokiej jakości oraz rzetelnej wiedzy przekazywanej z pokolenia na pokolenie.

Niestety, zawody rzemieślnicze jeden po drugim trafiają na listy „zawodów ginących”. Znikają z rynku wypierane przez tańszą, masową produkcję. Co za tym idzie - wkracza bylejakość. Dzisiaj kupuje się często zamiast dobrze. Oczywiście, wyroby rzemieślnicze są ekskluzywne - buty czy rękawiczki szyte na miarę muszą kosztować. Powodów jest kilka. Po pierwsze, surowce są coraz trudniej dostępne. W Polsce nie ma już na przykład ani jednego białoskórnika, który mógłby przygotować delikatne skóry koźlęce potrzebne do produkcji rękawiczek. Zamawia się je z Czech. Naprawa antycznego zegara czy rzadkiego zegarka naręcznego często oznacza jego rekonstrukcję i bywa, że części trzeba sprowadzać ze Szwajcarii. Po drugie - czas. Zrobienie pary porządnych butów trwa miesiąc, a parę rękawiczek robi się 4 godziny. Po trzecie, rzemieślników zabijają wysokie czynsze. Nie mają szans wygrać przetargu z bankiem czy sieciówką. Po czwarte - dziś nie kształci się już uczniów.

Rękawicznik Tomasz Kowalski z Chmielnej szacuje, że za 20 lat zakłady rzemieślnicze w ogóle przestaną istnieć. Jego zdanie podziela urzędujący po sąsiedzku Tadeusz Januszkiewicz, który od przeszło pięćdziesięciu lat szyje luksusowe obuwie, obecnie jedynie męskie. Faktycznie, warszawski cech rzemiosł skórzanych nie kształci już ani jednego czeladnika w zawodzie szewca. Dlaczego? Nie ma chętnych. To żmudna i ciężka praca. Młodzi liczą dziś na szybki sukces, nieprzystosowani do tego, by cierpliwie, krok po kroku, uczyć się najpierw w szkole zawodowej, potem u boku mistrza. Mistrzowie też niezbyt chętnie przyjmują uczniów - materiały do nauki są drogie, zakłady malutkie, maszyny stare. Gdzie zatem szukać prawdziwych rzemieślników?

RĘKAWICZNIK

Pracownia Rękawiczek

Tomasz Kowalski

ul. Chmielna 10

Pracownia rękawicznika (fot. Michał Matraszek)Pracownia rękawicznika (fot. Michał Matraszek)

Pracownia rękawiczek rodziny Kowalskich została założona w 1900 roku. Jest najstarszą pracownią rękawiczniczą w Polsce. Obecny właściciel Tomasz Kowalski przejął fach po ojcu, a jego ojciec po swoim ojcu. Kiedyś u Kowalskich zakupy robiły najświetniejsze hrabiny, aktorki i śmietanka towarzyska Warszawy. Wpadali tu Pola Raksa i Andrzej Łapicki. Rękawiczki od Kowalskich zamawiał adiutant Piłsudskiego. Dziś sklep bazuje na stałej klienteli i zagranicznych turystach.

Do zrobienia rękawiczek używa się skór koźlęcych, cielęcych, jagnięcych, jelenich, sarnich.

Tomasz Kowalski, rękawicznik (fot. Michał Matraszek)Tomasz Kowalski, rękawicznik (fot. Michał Matraszek)

Pan Tomasz rozkłada na ladzie skórę koźlęcą pięknie wyprawioną na kolor brązowy. - 42 decymetry kwadratowe [nomenklatura rękawicznicza wywodzi się z Francji, stąd wymiary podaje się w decymetrach - przyp. aut.] - mówi pan Tomasz. - To cała skóra koźlęca. Z tej powierzchni da się wykroić dwie pary krótkich damskich rękawiczek lub jedną parę długich. Do zrobienia męskich rękawiczek potrzebna jest starsza skóra z kozy lub skóra bydlęca. Do damskich nadają się miękkie i delikatne skóry młodych zwierząt - głównie jagnięce i koźlęce. Po wykrojeniu zszywa się boki i rozpukuje szwy. Gotowe rękawiczki mocuje się na specjalnych żelaznych modelach dłoni i prasuje. Porządna rękawiczka nie ma prawa się defasonować.

Czas potrzebny na wykonanie jednej pary rękawiczek to około czterech godzin. Sprawna szwaczka jest w stanie uszyć trzy pary rękawiczek dziennie. Ceny są niższe od cen skórzanych rękawic ekskluzywnych marek odzieżowych, a jakość jest nieporównywalnie wyższa. Para damskich rękawic ze skóry koźlęcej kosztuje 150 złotych. Męskich irchowych z trzema szwami zewnętrznymi - 230.

KALETNICZKA

Lucyna Woźniak

ul. Hoża 42

Lucyna Woźniak, kaletniczka (fot. Michał Matraszek)Lucyna Woźniak, kaletniczka (fot. Michał Matraszek)

Do Zakładu Kaletniczego, w którym pracuje pani Lucyna Woźniak, klienci przychodzą nie tylko naprawić pasek do zegarka czy zmienić zamek w torebce. Przychodzą również zamienić parę słów, złożyć życzenia świąteczne i zapytać o zdrowie. Pani Lucyna entuzjazmem i radością życia mogłaby bowiem obdzielić niejeden cech rzemiosł. Kaletniczka od 1969 roku najbardziej lubi robić nietypowe paski do zegarków. W zakładzie poza szyldem z napisem „Świata nie zmienisz, pasek mógłbyś” jest jeszcze jedna ciekawostka - stara księga pamiątkowa. Wpisali się w niej najznakomitsi klienci zakładu - Sława Przybylska, Maryla Rodowicz, Mieczysław Fogg (- Zawsze śpiewał, kiedy przychodził - wspomina pani Lucyna).

- Szkoły już nie uczą kaletników, ale może jeszcze znajdzie się jakiś mistrz, co przyjąłby ucznia? W poprzednim zakładzie miałam uczniów, tutaj mam za mało miejsca. Jednak to nie jest zawód dla każdego: praca jest ciężka i nie można mieć alergii na kleje.

Pracownia kaletnicza (fot. Michał Matraszek)Pracownia kaletnicza (fot. Michał Matraszek)

Pani Lucyna pracuje na delikatnych skórach kozich i cielęcych, z których robi paski do zegarków. Ich ceny wahają się od 15 do 200 złotych. Paski do spodni robi się najczęściej ze skór bawolich (między 80 a 130 zł). Na wykonanie paska czeka się około tygodnia.

SZEWC

Wyrób Obuwia Luksusowego

Tadeusz Januszkiewicz

ul. Chmielna 10

Tadeusz Januszkiewicz, szewc (fot. Michał Matraszek)Tadeusz Januszkiewicz, szewc (fot. Michał Matraszek)

Tadeusz Januszkiewicz zajmuje się obuwiem męskim. Nie zawsze tak było - swój dyplom mistrzowski obronił, prezentując parę damskich czółenek. W latach 60. pan Januszkiewicz w towarzystwie znakomitych ortopedów pracował w Centralnym Ośrodku Badawczo-Rozwojowym. To tam powstawały modele obuwia profilaktycznego dla pielęgniarek, sprzedawczyń, sklepowych. Tam wymyślono również znane wszystkim dobrze juniorki. Praktyka w szewstwie ortopedycznym przydaje się mistrzowi do dziś. - Ważne, jak rozchodzi się układ kostny, buty dobiera się indywidualnie do stopy - mówi. W 1971 roku Tadeusz Januszkiewicz otworzył swój własny zakład szewski przy ulicy Francuskiej, potem przeniósł się na Mokotowską, aż ostatecznie trafił na Chmielną - pracuje tu już 35 lat.

Buty szyte na miarę (fot. Michał Matraszek)Buty szyte na miarę (fot. Michał Matraszek)

Buty wykonuje wyłącznie na miarę według obrysu stopy. Mówi się, że są to najwygodniejsze buty na rynku. Klasyczne, lekkie i nowoczesne. W całości szyte ręcznie. Istotnym elementem przygotowania pary oksfordów czy wiedenek jest tak zwane kopyto - drewniany model stopy, na którym opiera się szkielet buta. Skórzane góry wykonuje na zamówienie cholewkarz, gdy są już wykrojone, wracają na montaż. Na parę męskich półbutów potrzeba około 27-28 decymetrów skóry. Ze skóry jednego cielaka (około 100 decymetrów) można więc zrobić trzy lub cztery pary półbutów. Ceny butów zaczynają się od 1700 złotych. Realizacja zamówienia trwa około miesiąca. Tak powstają buty luksusowe, na całe życie. Chętnych nie brakuje, przyjeżdżają po buty z całego świata. - Nie muszę się reklamować, to mnie reklamują - mówi pan Tadeusz. W pracowni można również oddać buty do naprawy.

CZAPNICZKA

Zakład Czapniczy

Grażyna Jakubowska-Piekut

ul. Grochowska 210

Grażyna Jakubowska-Piekut, czapniczka (fot. Michał Matraszek)Grażyna Jakubowska-Piekut, czapniczka (fot. Michał Matraszek)

Grażyna Jakubowska-Piekut Zakład Czapniczy prowadzi od 1958 roku, w pawilonie przy Rondzie Wiatraczna. - Działamy w tym miejscu już ponad pół wieku, razem z nami po sąsiedzku, dwa pawilony dalej, otworzyły się rurki z kremem, najlepsze w mieście - opowiada pani Grażyna.

Fachu uczyła się u ojca. Po trzech latach praktyk w jego pracowni zrobiła dyplom czeladnika, po pięciu - mając 25 lat - została najmłodszą mistrzynią czapnictwa w Polsce.

Szyje wyłącznie męskie nakrycia głowy. Na każdą okazję i porę roku - cyklistówki, klasyczne kapelusze, czapki żeglarskie, angielskie czapki do gry w polo, w golfa czy do jazdy konnej. Jednak najbardziej lubi maciejówki, które szyje od lat 70. To czapki wzorowane na dawnych chłopskich nakryciach głowy. W zakładzie można nabyć trzy rodzaje maciejówek: zwykłe cywilne - całe w kolorze czarnym, legionów Piłsudskiego - szaro-zielone i chłopskie - granatowe.

Pracownia czapniczki (fot. Michał Matraszek)Pracownia czapniczki (fot. Michał Matraszek)

Kiedyś najwięcej czapek sprzedawało się przed 1 listopada - ludzie chcieli elegancko wyglądać na cmentarzu. Teraz najwięcej sprzedaje się wietrzną zimą i upalnym latem. Czapki kosztują od 40 do 140 złotych.

ZEGARMISTRZ

Jerzy R. Grzelak

Dyplomowany Mistrz Zegarmistrzostwa

ul. Puławska 36

Jerzy Grzelak, zegarmistrz (fot. Michał Matraszek)Jerzy Grzelak, zegarmistrz (fot. Michał Matraszek)

Zegarmistrzostwo przynależy do cechu rzemiosł precyzyjnych i artystycznych, do którego kwalifikują się też złotnicy, brązownicy, jubilerzy, grawerzy i optycy. Członkowie cechu działają bardzo sprawnie: organizuje się liczne konferencje, targi, kongresy i wykłady.

Jerzy Grzelak jest zegarmistrzem i działaczem: prezes Ogólnopolskiego Klubu Postępu Technicznego w zegarmistrzostwie, wielokrotnie nagradzany za zasługi dla polskiego rzemiosła. Najbardziej lubi naprawiać zegary antyczne oraz skomplikowane mechanizmy starych zegarków naręcznych i kieszonkowych. - To właściwie nie jest naprawa, tylko rekonstrukcja - mówi. Pan Jerzy to żywa legenda. Można śmiało powiedzieć, że budował polskie zegarmistrzostwo. W latach 60. był kierownikiem produkcji w pierwszej polskiej fabryce zegarków Błonie. Miała genialne hasło reklamowe: „Sprzedaj krowy, sprzedaj konie, kup zegarek marki Błonie”. Potem kierował zegarmistrzostwem w centrali „Jubilera”. Aż wreszcie w 1969 roku założył własny zakład przy Puławskiej. Pracuje w nim do dziś.

Pracownia zegarmistrza (fot. Michał Matraszek)Pracownia zegarmistrza (fot. Michał Matraszek)

Bywa, że praca rekonstrukcyjna nad zegarkiem trwa miesiąc. Czasem trzeba czekać w kolejce nawet pół roku. Na Puławską przyjeżdżają klienci z całej Europy, często z zegarkami, które mają dla nich wartość sentymentalną. Ale takich specjalistów jak pan Jerzy można policzyć na palcach jednej ręki. Ceny trudno jednoznacznie określić, najtańsza usługa - wymiana baterii - kosztuje 10 złotych, ale trudne prace rekonstrukcyjne to już indywidualna umowa między mistrzem a klientem.

Wniosek jest prosty - kupujmy porządne rzeczy i korzystajmy z usług rzemieślników, póki to możliwe. W pakiecie z estetycznym i dobrze wykonanym produktem dostaniemy fachowe porady, ciekawe historie i czas, którego nie będzie trzeba marnować na zakupy w centrach handlowych. Wielką zaletą rzeczy od rzemieślników jest bowiem ich trwałość. Tomasz Kowalski ma jedną parę irchowych rękawic własnej produkcji - nosi ją od 25 lat.

 

Agata Napiórska. Współtwórczyni i redaktorka naczelna magazynu „Zwykłe Życie”. Pracuje w wydawnictwie Nasza Księgarnia i stale współpracuje z magazynem „Kikimora”. Tłumaczka z angielskiego i dziennikarka. Absolwentka filozofii i anglistyki.

Komentarze (33)
Zaloguj się
  • tune

    Oceniono 77 razy 75

    Takie wywiady są na wagę złota.
    Brawo pani Agato. Doceniam pomysł i chęć odnalezienia tych ludzi, wysłuchania "mistrzów umiejętności", jakby nie było mistrzów ginącego świata.

  • dejtrejder

    Oceniono 49 razy 35

    Kaletnik, czapnik....oni wszyscy nazywają się teraz chińczyk :)

  • carolina_reaper

    Oceniono 31 razy 29

    To dziwne, ze w Polsce te zawody zanikaja bo w pozostalej Europie maja sie bardzo dobrze. Ktos popelnie jakies bledy.

  • bajka1980

    Oceniono 30 razy 28

    Jak to powiedział tata: "żyjemy w czasach, w których nic się nie naprawia tylko wyrzuca i kupuje nowe". Dotyczy to zegarków, butów ... małżeństw.

  • Donat Trepka

    Oceniono 19 razy 15

    Witam,nazywam się Donat Trepka, uczę w zawodzie KALETNIK, i proszę przygotować się bardziej, (NIE ma skór bawolich, są natomiast : bydlęce zwane bukatowymi, na liście firm szkolących są jeszcze dwa zakłady ,Pracownie Kaletnicze, też jestem od KILIŃSKIEGO, ludzi chętnych jest masa do zgłębiania tajników wiedzy kaletniczej,bo kaletnictwo to zawód modowy, zapraszama na :http/:www.donat.com.pl, mam równierz podpisaną umowę ze wszystkimi Urzędami Pracy na Szkolenia ,Naukę w zawodzie Kaletnik,jestem na oficjalnej stronie Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Warszawie, są tam jeszcze dwie Pracownie,pozdrawiam bo rzemiosło to nie tylko śródmieście i Kochany mój kolega Pan Januszkiewicz, którego bardzo cenie ale równierz Pan Michalik, Pani Olga,

  • hildebrant666

    Oceniono 25 razy 15

    Rany boskie, ADIUNKT Piłsudskiego... Może by współtwórczyni i redaktorka i tłumaczka i absolwentka etc etc etc postudiowała różnice dzielące konia i koniak, rum i rumaka. Oraz adiunkta i adiutanta.

  • r1111111

    Oceniono 8 razy 6

    "Rękawiczki od Kowalskich zamawiał adiunkt Piłsudskiego. "
    Wielu zwraca uwagę, Pani Dziennikarka zauważyła, ale nie poprawiła.
    Ech dziennikarze z tej "Naszej Drogiej (sic!) GW" :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX