"Fathers" (okładka)

''Fathers'', pierwszy lifestylowy magazyn dla ojców. ''Kiedyś dzieci wychowywały głównie kobiety. Teraz to się zmienia''

Na rynku debiutuje "Fathers" - pierwszy lifestylowy magazyn o współczesnym ojcostwie. Ma być trochę jak kumpel, z którym porozmawiasz o nowej książce, fajnych gadżetach, przedszkolu i wypadzie do lasu z synem albo córką. W dodatku jest pięknie zaprojektowany i świetnie wydany. Takiej przestrzeni w mediach mężczyźni jeszcze nie mieli. Przeglądając pierwszy numer, trochę żałuję, że nie jestem ojcem. Bo "Fathers" pokazuje ojcostwo jako nieustającą przygodę. A kto nie lubi przygód?

Buntujecie się przeciwko określeniu „nowe ojcostwo”, dlaczego? Wydaje się, że ojcowie, którzy świadomie - na równi z matkami - zajmują się dziećmi, to znak rozpoznawczy pokolenia dzisiejszych 30-latków, czyli jednak coś stosunkowo nowego.

Wojtek Ponikowski: Nie tyle buntujemy, ile nie rościmy sobie praw do definiowania tego, czym jest nowe ojcostwo. Nie mamy gotowych  szablonów. Ilu nowych ojców, tyle nowych ojcostw. Natomiast dla mnie pewne jest to, że dzisiejsi ojcowie widzą swoją rolę w szerszej perspektywie.

Wybierając bohaterów pierwszego numeru, w jakiś sposób definiujecie jednak wasze rozumienie ojcostwa.

Ania Czajkowska: Cechą wspólną ojców, którzy pojawili się w „Fathers”, jest to, że chcą poświęcać czas swoim dzieciom. W jaki sposób to robią, nie jest najważniejsze: czy pójdą razem do lasu, czy do kina, poczytają książkę, czy wspólnie zrobią karmnik. Ważne jest uważne spędzanie wspólnego czasu, a nie konkretny rodzaj aktywności. My zachęcamy do wyjścia na łono natury, bo tak wyglądało nasze dzieciństwo, ale wiemy, że to nie jest jedyna droga. Choć pojawiają się w naszym magazynie postaci takie, jak Bart Pogoda, fotograf i podróżnik, nie mówimy: „Rzuć pracę, zostań podróżnikiem, bo tylko wtedy będziesz fajnym ojcem”. Rozmawiamy też z biznesmenami, pracownikami korporacji, którzy mimo pracy w konkretnej strukturze, z pełnym zaangażowaniem zajmują się swoimi dziećmi.

Wojtek Ponikowski, Ania Czajkowska (fot. Adam Banaszek)Wojtek Ponikowski, Ania Czajkowska (fot. Adam Banaszek)

Wojtek: Osoby, do których kierujemy nasz projekt, oraz ci, z którymi rozmawiamy i którzy dla nas piszą, to ojcowie świadomi, aktywni, kreatywni i zaangażowani. Staraliśmy się pokazać zróżnicowany obraz: tych, którzy są debiutującymi rodzicami, i takich, którzy mają nastoletnie dzieci, tych, którzy mają jedno dziecko, i takich, którzy mają ich więcej. Nasi bohaterowie prezentują różne punkty widzenia. W wydaniu pilotażowym rozmawiamy m.in. z Bertrandem Le Guernem, prezesem Petrolinvestu, wspomnianym Bartem Pogodą, psychologiem Zbyszkiem Miłuńskim, lutnikiem Jackiem Wesołowskim i botanikiem Łukaszem Łuczajem. Edwin Bendyk napisał dla nas tekst o hiperkonsumpcji w hybrydowej rzeczywistości, Max Cegielski - reportaż z egzotycznych podróży. Filip Skrońc pokazuje swoje prywatne polaroidy, Krzysztof Wielicki - archiwalne fotografie ze swoich górskich wypraw. Partnerem „Fathers” jest Jacek Santorski. Nie brakuje zatem materiałów, w których spoglądamy głębiej w rolę ojca, czy szerzej - mężczyzny we współczesnym świecie. Wyłania nam się z tego obraz mężczyzny silnego, świadomego, kreatywnego i aktywnego. Jednym z naszych pierwszych wniosków jest to, że rola ojca jest źródłem siły.

Okładka Okładka "Fathers" (fot. Paulina Kania/Jeremi on Earth)

To właśnie ma symbolizować niedźwiedź, który jest waszym logo?

Wojtek: Szukaliśmy czegoś, co będzie atrybutem pierwotnej męskości - kojarzy się z naturą, przyrodą, podróżą. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na niedźwiedzia - symbol bezpieczeństwa i siły, która jest twórcza, a nie agresywna.

O czym będzie wasz magazyn?

Ania: Nie rozmawiamy tylko o ojcostwie. „Fathers” jest magazynem dla wszystkich, którzy cenią sobie uważność i jakość relacji. Ojcostwo pojawia się w rozmowach naturalnie, jako istotna część życia naszych bohaterów, z którymi rozmawiamy przede wszystkim o pasjach, podróżach, zawodach, jakie wykonują. Chcemy, żeby czytelnik po lekturze miał poczucie, że fajnie spędził czas z inspirującymi osobami. To, że akurat są ojcami, nie jest w tym spotkaniu najważniejsze. Ale, żeby nie było, naszą grupą docelową są ojcowie. Chcemy pokazać, że ojcostwo może być źródłem prawdziwej satysfakcji.

Dzisiaj wielu osobom trudno się zdecydować na dziecko - mamy tyle ważnych spraw, lubimy swoje życia takimi, jakie są. Obserwacja innych, którzy są do nas podobni, ale mają dziecko i są szczęśliwi, może trochę zmieniać perspektywę.

Ania: To naprawdę tak działa. Już obserwujemy „efekt Fathers”. Osoby, z którymi rozmawiamy o współpracy albo którym pokazujemy magazyn, zaczynają postrzegać ojcostwo inaczej. Kiedy opublikowaliśmy na fathers.pl zdjęcia z naszych warsztatów, ktoś napisał pod nimi: „Piękna sprawa, aż się chce zostać ojcem”. To dla nas bardzo motywujące - widzieć, jak ktoś, kto nie czuł w sobie takich emocji czy gotowości do ojcostwa, patrząc na ojców, których pokazujemy, zmienia swoje podejście.

Bart Pogoda (fot. Silvia Pogoda)Bart Pogoda (fot. Silvia Pogoda)

Dlaczego postanowiliście zrobić magazyn właśnie dla ojców?

Wojtek: Bo czegoś takiego brakowało. Pracuję w branży wydawniczej od lat i wiem, że nikt wcześniej się tym nie zajął. Nie podejmowano nawet prób. Można powiedzieć, że z naszym konceptem jesteśmy unikalni na skalę międzynarodową. Równocześnie z polskim wydaniem „Fathers” uruchamiamy też edycję w języku angielskim z międzynarodową dystrybucją. Wierzymy, że nasz projekt rozwinie się w sposób organiczny. Staramy się, by była to inicjatywa raczej oddolna, oparta na szerokiej, wielokanałowej współpracy. Ojcowie, ci świadomi i aktywni, to grupa z ogromnym potencjałem. Będziemy starali się ten potencjał wykorzystać i animować. Temat ojcostwa w dzisiejszych czasach ma bardzo pozytywny ładunek energetyczny.

Ania: Jesteśmy męskim magazynem, choć wśród naszych czytelników na pewno znajdą się też kobiety. Jednak przez tyle lat ojcowie nie mieli w mediach przestrzeni dla siebie, że teraz trzeba ją wyraźnie zaznaczyć, by poczuli, że to magazyn specjalnie dla nich. Czujemy gotowość rynku na wydawnictwo takie, jak „Fathers”. Wystarczy zajrzeć do internetu, by zobaczyć, że mężczyźni chcą dzielić się swoimi doświadczeniami związanymi z ojcostwem. Prowadzą blogi, dyskutują, piszą o trudnych chwilach, ale też o tym, jak fajną rzeczą może być wychowywanie dziecka. Dzisiaj sytuacja społeczno-ekonomiczna nie jest już tak oczywista, jak dawniej. Przestaje obowiązywać tradycyjny podział obowiązków.

Mężczyźni zmuszeni do zajęcia się dziećmi odkrywają, że może być to źródłem satysfakcji?

Wojtek: Koncentrujemy się na środowiskach, w których relacja ojca z dzieckiem nie wynika z przymusu. Wierzę, że w mężczyznach chęć opieki nad dzieckiem była zawsze, że leży ona po prostu w męskiej naturze.

Ania: Nasi dziadkowie i ojcowie wychowywani byli przez mężczyzn, którzy walczyli na wojnie. Tłumili w sobie emocje, musieli być twardzi. Wychowaniem dzieci zajmowały się głównie kobiety. Ojciec pojawiał się w życiu dziecka dopiero na pewnym etapie. Musiało minąć wiele lat, żeby to się zmieniło. My w większości nie mamy wzorców tego, jak ten kontakt między dzieckiem a ojcem powinien wyglądać. Mamy w głowach klisze z filmów, literatury. Tak naprawdę obecni trzydziesto-, czterdziestolatkowie są pierwszym pokoleniem, które rolę ojca definiuje na nowo, na własnych zasadach.

Wojtek: Dzisiaj mężczyźni chcą brać udział we wszystkich etapach życia dziecka, od samego początku. Wśród współczesnych rodzin coraz rzadziej występują ewidentne podziały na role określane dawniej przez społeczeństwo.

Ale chyba wciąż wiele jest takich rodzin...

Wojtek: Ale świadomych ojców też jest coraz więcej. Nie chcielibyśmy definiować naszego odbiorcy jako mieszkającego w dużym mieście 35-latka z małym dzieckiem, managera w branży kreatywnej, który po godzinach jest pszczelarzem i struga deski surfingowe. Ojców pasujących do definicji „świadomi i aktywni” jest naprawdę znacznie więcej. Jest to kwestia psychografii, a nie demografii.

"Fathers" (fot. Filip Skrońc)

Czy ta grupa jest wystarczająca, żeby magazyn się utrzymał?

Wojtek: Tak, bo aktywnych ojców będzie przybywało. Otwieramy nowy segment - to coś, czego jeszcze nie było. Również pod innym względem - nasz projekt ma trochę inny model biznesowy - jest nakierowany na współpracę i partnerstwo. Stawiamy na bezpośrednią relację z odbiorcami. Przez to inaczej myślimy o naszym kwartalniku. „Fathers” to tzw. mook - wydawnictwo, które jest czymś pomiędzy czasopismem a książką. To rodzaj publikacji, która nie żyje tylko z reklam, bo stanowi jakość samą w sobie - jak książka. Staraliśmy się, by magazyn był ciekawy w warstwie merytorycznej, ale też wizualnej i produkcyjnej. Długo wybieraliśmy papier do naszego wydania, bo zależało nam również na wrażeniach dotykowych w bezpośrednim kontakcie z naszym magazynem. Wierzę, że udało nam się stworzyć publikację, którą warto kupić, przeczytać i zachować jako coś wartościowego. Relacja pomiędzy wydawcą a odbiorcą jest na tyle korzystna dla obu stron, że nie powinni determinować jej reklamodawcy. To nowe podejście na polskim ryku, ale jesteśmy pewni, że to zadziała.

Ania: Zwracamy coraz większą uwagę na jakość tego, co nas otacza - na to, co jemy, gdzie mieszkamy, pracujemy, jakimi przedmiotami się otaczamy, z kim utrzymujemy kontakty. Nie musimy mieć tysiąca znajomych, ważne jest to, że mamy trzy bliskie osoby i pielęgnujemy z nimi więzi. Staramy się, żeby nasze wybory były mądre, żeby nas wzbogacały. Celebrujemy uważność na każdym etapie życia. Naturalne jest to, że zmiany zachodzą również w obszarze rodzicielstwa. Tym samym powinno zmienić się podejście do tworzenia prasy dla rodziców.

Drukowany magazyn to tylko jeden z elementów marki, jaką ma być „Fathers”.

Ania: „Fathers” to cała platforma, której częścią jest drukowany magazyn. Prowadzimy portal internetowy fathers.pl, organizujemy warsztaty. Planujemy szereg wydarzeń na wiosnę i lato. Za chwilę otwieramy concept store, w którym będzie można kupić różne gadżety: skórzaną torbę na wyprawy, pudełko na skarby, karmnik do zamontowania na balkonie. Chcemy pokazywać ojcom wachlarz możliwych aktywności i ułatwiać im ich wykonywanie. Nasz pomysł to nowoczesna marka mediowa - miks treści z aktywnościami. Zachęcamy do działania i dajemy narzędzia, by to zrealizować.

"Fathers" (fot. Mikołaj Długosz)

Za wami pierwsze warsztaty. Zaprosiliście ojców, by razem z dzieciakami zrobili karmniki dla ptaków.

Ania: To taka nasza modelowa działalność. Zachęcamy: „Wyjdźcie z domu, zróbcie coś razem, nauczcie się czegoś nowego”. Podczas warsztatów o tym, jak dokarmiać ptaki zimą, opowiadał ornitolog - dzieciaki i ojcowie dostali porcję solidnej wiedzy. Potem wspólnie zbijali karmniki, by było gdzie sypać ziarna. Fajnie było patrzeć, jak maluchy same skręcają deski, często pokazując swoim ojcom, że są już całkiem samodzielne. Część ojców na zajęcia wysłały żony, mówiąc: „Idź, bo to dla ojców”. Był pretekst, a oni mieli poczucie, że to coś specjalnie dla nich. Taki warsztat ma swoją kontynuację - przez całą zimę, dbając o ptaki, rodzice i dzieci robią coś razem. O to nam chodzi.

Wojtek: Wyszło super! Klimat zbudował się sam, my tylko stworzyliśmy ku temu warunki. Więź buduje się na wspólnych przeżyciach i przygodach. Chodzi o to, żeby dać siebie. I to właśnie dla ojców, którzy dają siebie, jest „Fathers”.

Warsztaty Warsztaty "Fathers" (fot. Max Zieliński)

Warsztaty Warsztaty "Fathers" (fot. Max Zieliński)

 

 

Wojtek Ponikowski. Ojciec pięciomiesięcznej Józefiny i prawie sześcioletniej Leny. Twórca i dyrektor kreatywny marki Fathers. Założyciel i dyrektor kreatywny Grupy Futu, w skład której wchodzą wydawnictwo, agencja komunikacji marketingowej oraz studio projektowe. W ramach agencji pracuje na rzecz marek własnych (Futu, Fathers, Papersys) oraz klientów z branży modowej, technologicznej, finansowej czy deweloperskiej.

Ania Czajkowska. Redaktor prowadząca „Fathers”. Współpracowała z „Gagą”, „Smakiem”, „Kukbukiem” i „Futu Paper”.

Sylwia Kawalerowicz. Redaktor naczelna magazynu „Aktivist”. Publikuje w „Zwierciadle” i „Sukcesie”, prowadzi autorskiego bloga „Kultura niefizyczna” w portalu Hellozdrowie.pl.

Komentarze (57)
Zaloguj się
  • bene_gesserit

    Oceniono 111 razy 69

    Jeśli coś jest fajne - pardon: cool, to musi się nazywać po angielsku. Po polsku przestaje być cool :/
    Dżizas, po prostu zgroza.

  • dziuba13

    Oceniono 104 razy 64

    A co ma niby dać nazywanie pisma fathers? Poczucie, że się jest bardziej światowym? Kretyńska mania używania angielskich nazw....

  • mariusz-bykowski

    Oceniono 71 razy 63

    ''Fathers'', pierwszy lifestylowy magazyn dla ojców.

    Już parę osób o tym pisało, ale dorzucę swój kamyczek.
    Do wydawców tegoż czasopisma.
    W Polsce czas gdy znajomość języka angielskiego budziła podziw, powoli przechodzi do lamusa. Zaczyna się wręcz okres, gdy osoba ciągle wtrącająca obce słówka, budzi tylko lekki uśmiech politowania. W każdym razie jest tak w moim środowisku i lubię myśleć, że nie tylko w moim. "Ojcowie", "Tacierzyństwo", "Tato", "Ojcostwo", "Tato i Ja". Czy coś jest nie tak z tymi słowami/tytułami?
    Do autora powyższego artykułu.
    Czy mogłaby Pani określić co dokładnie oznacza słowo "lifestylowy" (tak przy okazji, komputer podkreśla mi go na czerwono), bo nie chce mi bawić w zabawę - co autor miał na myśli.
    Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku wszystkim życzę.

  • white_lake

    Oceniono 38 razy 32

    i pomyśleć, że za komuny ojcowie też robili z dziećmi karmniki i nawet nie potrzebowali do tego gazety "parentingowej" z angielskim mega pretensjonalnym tytułem

  • oteksamptis

    Oceniono 51 razy 31

    Ojcowie od zawsze uczestniczyli w wychowaniu dzieci, a przynajmniej chłopców. Wychowanie przez matkę to wymysł XX wieku.

  • awe26

    Oceniono 34 razy 22

    Wow... speachless... Jakże kreatywny Pan Dyrektor Kreatywny... Fathers... Rozumiem, że strategią tytułu jest zdobycie w przyszłym roku rynku globalnego... Tyle, że wtedy "fathers' powinno być po chińsku? Czy na prawdę zawsze muszą z nas wychodzić kompleksy i małomiasteczkowość? Wiocha i jeszcze raz wiocha... Od blisko 20 lat zajmuję się marketingiem i nigdy nie zatrudniłabym dyrektora kreatywnego autor tytułu "Fathers"... i tyle :-(

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX