Izraelscy żołnierze

Izraelscy żołnierze (fot. Jehuda Szaul)

wywiad gazeta.pl

Jehuda Szaul, były żołnierz Izraelskich Sił Zbrojnych: Okupacja Strefy Gazy i Zachodniego Brzegu Jordanu jest niemoralna

Nie bardzo wierzę w pokój. Myślę, że czeka nas jeszcze wiele wojen i będę pierwszy, który pójdzie walczyć za mój kraj. Ale wiara w to, że gwarantem istnienia państwa Izraela jest pozbawienie Palestyńczyków prawa do ich własnego państwa, jest kłamliwa - mówi Jehuda Szaul, ortodoksyjny Żyd, który służył w Izraelskich Siłach Zbrojnych, pacyfikując na Zachodnim Brzegu Jordanu drugą intifadę, a po odejściu z wojska założył z grupą byłych żołnierzy organizację Przełamać Ciszę. Jej głównym celem jest zakończenie przez Izrael okupacji Strefy Gazy i Zachodniego Brzegu Jordanu.

Jesteś pierwszym pokoleniem w swojej rodzinie urodzonym w Izraelu?

- Tak, urodziłem się, wychowałem i mieszkam do dzisiaj w Jerozolimie. Mój ojciec pochodzi z Kanady, przyjechał do Izraela na rok na studia w jesziwie [wyższej żydowskiej szkole religijnej - przyp. aut.] i został na zawsze. Mama przyjechała ze Stanów Zjednoczonych wcześniej, jeszcze jako mała dziewczynka. Jej rodzice, a moi dziadkowie, zdecydowali się na aliję [żydowską emigrację do Palestyny - przyp. aut.]. Rodzice poznali się i pobrali już w Izraelu.

Jaki stworzyli dom?

- Ortodoksyjnie religijny i taki, który można określić jako mocno prawicowy. Chodziłem więc do liceum na osiedlu żydowskich osadników na Zachodnim Brzegu Jordanu, niedaleko Ramallah [miasta na Zachodnim Brzegu Jordanu, siedzibie władz Autonomii Palestyńskiej - przyp. aut.]. Moja siostra jest osadniczką, osadnikami są moi kuzyni. Do 2005 roku, czyli do czasu zlikwidowania osiedli przez Izrael, mieszkali w Strefie Gazy. Po skończeniu ogólniaka wstąpiłem do Izraelskich Sił Zbrojnych, w których służyłem od marca 2001 do marca 2004 roku.

Jehuda Szaul (fot. archiwum prywatne)Jehuda Szaul (fot. Quique Kierszenbaum)

Pójście do armii było oczywiste?

- Niekoniecznie, bo moja rodzina ewoluowała od przywiezionej z Ameryki Północnej nowoczesnej ortodoksji [nurt judaizmu łączący ortodoksyjną religijność ze świeckim światem, szczególnie rozwinięty w USA - przyp. aut.] do zostania typowymi haredim [ultraortodoksyjnymi Żydami - przyp. aut.]. Ja z moim starszym bratem załapaliśmy się jeszcze na „etap nowoczesności”, więc poszliśmy do wojska, ale nasze młodsze rodzeństwo już nie, młodsi bracia poszli do jesziwy.

Uważałem, że muszę iść do armii, bo to jest mój obywatelski obowiązek. Poza tym wojsko to drzwi do izraelskiego społeczeństwa, a ja chciałem przez nie wyjść z zamkniętego świata, w którym dorastałem. Rodzicom się to nie podobało.

Wcześniej się buntowałeś?

- No pewnie, ale to nic nadzwyczajnego, kiedy jest się nastolatkiem. Najpierw był bunt przeciw religii, który się objawiał nieustannym naruszaniem halachy [religijnego prawa żydowskiego - przyp. aut.], w tym zasad szabatu. Po jakimś czasie mi przeszło i wtedy postanowiłem już bardzo świadomie, że chcę być religijnym i praktykującym Żydem do końca życia. Potem zacząłem kwestionować politykę, zadawać niewygodne pytania, czytać „zakazane książki” i stałem się „oderwanym lewicowcem”.

Co to znaczy?

- Zdałem sobie sprawę z moich lewicowych poglądów, ale nadal byłem oderwany od rzeczywistości, niewiele wiedziałem o świecie.

Napis (fot. Jehuda Szaul) (fot. Breaking the Silence)

I postanowiłeś go poznać.

- Tak, rzuciłem szkołę na miesiąc przed końcem i wyruszyłem w podróż po Izraelu, na piechotę! Szedłem spod granicy z Libanem do granicy z Egiptem. Wtedy po raz pierwszy wychyliłem głowę z „bańki mydlanej”, w której byłem wychowywany. Zobaczyłem świeckich ludzi, kibucników, Beduinów, izraelskich Arabów i Palestyńczyków. Szedłem przez mój kraj jak prawdziwy odkrywca, także lektur. Czytałem Martina Luthera Kinga, Mahatmę Gandhiego czy Henry'ego Thoreau. Wtedy tak naprawdę postanowiłem, że pójdę do wojska, że zmienię armię, że będę dobry dla Palestyńczyków.

Mój starszy brat doradził mi Brygadę Nahal [elitarną jednostkę piechoty wywodzącą się historycznie z socjalistycznego ruchu kibucników - przyp. aut.]; powiedział, że tam są sami lewicowcy, większość była w Ha-Szomer Ha-Cair [lewicowym harcerstwie - przyp. aut.], więc to wymarzone miejsce dla mnie.

Szybko się tam zaaklimatyzowałeś?

- No właśnie nie bardzo. W dodatku już podczas treningu przygotowawczego miałem cały czas wątpliwości, czy chcę służyć na Terytoriach Okupowanych, ale dowódcy szybko mi je wybili z głowy. Nie przestawałem jednak zadawać pytań i mówić głośno, co myślę.

A co myśleli inni?

- Mieli, podobnie jak ja, stanowcze poglądy na różne sprawy, ale uważali, że trzeba wykonywać rozkazy i już. Przypominam ci, że czasy mamy bardzo niespokojne. Szaleje druga intifada [palestyńskie powstanie przeciw izraelskim władzom okupacyjnym w latach 2000-2005 - przyp. aut.]. Pół roku po moim wstąpieniu do wojska w hotelu Hayatt w Jerozolimie zostaje zastrzelony nasz minister turystyki Rehawam Zeewi. W odpowiedzi rząd decyduje o pacyfikacji palestyńskich miast, mnie i kolegów wysłano do Kalkilji [miasta na Zachodnim Brzegu Jordanu tuż przy granicy z Izraelem, otoczonego ze wszystkich stron murem bezpieczeństwa - przyp. aut.]. Cieszymy się, jak to chłopaki, bo jest akcja, w końcu coś się dzieje. Z Kalkilji przenoszą nas do Hebronu.

Hebron to piekło. Ponad 200-tysięczne palestyńskie miasto, w którego centrum mieszka nielegalnie grupa kilkuset fanatycznych osadników żydowskich, ochranianych przez kolejnych kilkuset izraelskich żołnierzy.

- Wtedy tego nie wiedziałem, bo - pamiętaj - żyłem przez lata w swoim świecie. Docieramy tam po głośnym i szokującym cały Izrael morderstwie Shalhewet Pass [niemowlę zastrzelone w wózku przez palestyńskiego snajpera w Hebronie - przyp. aut.], emocje sięgają zenitu.

Dostajemy rozkaz, by zająć na posterunek wojskowy jeden z palestyńskich domów. Mieszkająca tam rodzina ma kwadrans na spakowanie, domu nie odzyskuje do dzisiaj. Rozkazy są takie, że mamy odpowiadać ostrzałem na ostrzał Palestyńczyków. Nie wiadomo skąd do nas strzelają, więc my też odpowiadamy na oślep. Jestem wyszkolonym operatorem granatnika, odpalam i modlę się, żeby nie zginął nikt niewinny.

Przecież to niemożliwe. Granaty wybuchające w środku miasta muszą zabijać przypadkowe osoby.

- Wiem, ale wykonuję rozkazy. Czuję się strasznie, ale strzelam. Po jakimś czasie zaczynam czekać na ten ostrzał, bo to najbardziej ekscytująca część dnia, jak gra wideo. Wtedy pierwszy raz pomyślałem, że muszę zrezygnować ze służby z Hebronie, bo coś niedobrego się ze mną dzieje.

Nie do zniesienia była też przemoc osadników w stosunku do Palestyńczyków i my nic nie mogliśmy z tym zrobić, bo armia jest od ochraniania Izraelczyków, a nie Palestyńczyków. Jeśli osadnicy atakują Palestyńczyków, to jest okej. Interweniujemy tylko wtedy, kiedy Palestyńczycy atakują osadników. Dwie grupy ludzi w tym samym mieście podlegają zupełnie różnym prawom.

Pomyślałeś o rezygnacji, ale nie rezygnujesz.

- To nie takie proste. Zaczynam rozmawiać o tym, co się dzieje z moimi kolegami, i decyduję, że poproszę o przeniesienie do bazy. Wzywa mnie dowódca, wrzeszczy okrutnie, że co ja sobie wyobrażam. Nie zgadza się na moje przeniesienie do bazy. Mówi, że albo wracam na front, albo do widzenia. Znów się ugiąłem i wróciłem do walki.

Jeniec (fot. Jehuda Szaul) (fot. Breaking the Silence)

Tymczasem mija twój pierwszy rok w wojsku.

- I wiosną 2002 roku jadę na przepustkę do domu, jest Pesach [jedno z ważniejszych świąt żydowskich - przyp. aut.]. Nie spędzę jednak czasu z rodziną, bo w Netanii [izraelskie miasto nad Morzem Śródziemnym - przyp. aut.] dochodzi do zamachu bombowego - ginie 26 Izraelczyków. Jesteśmy natychmiast wezwani do jednostki i zaraz potem do Ramallah i znów do Hebronu. Tam wydarzyło się coś, co zmieniło mnie kompletnie.

Co takiego?

- Jestem wysłany na bardzo niebezpieczny posterunek, który jest ciągle atakowany, obrzucenie koktajlami Mołotowa należy tam uznać za dobry dzień. To była palestyńska przychodnia lekarska, którą przejęła izraelska armia. Wchodzę tam, otwieram drzwi i widzę kompletną dewastację: zniszczone wyposażenie, sprzęt lekarski wala się po podłodze, na ścianach rasistowskie graffiti, wszystko obsikane - śmierdzi moczem. Odruchowo sięgnąłem po aparat i zacząłem robić zdjęcia. W domu, będąc na przepustce, usiadłem do komputera, zrobiłem listę dziennikarzy i zacząłem wysyłać mejle z fotosami i moją historią.

Ktoś odpowiedział?

- Dostałem jedną odpowiedź od dziennikarza, który mnie zapytał, czy zgłosiłem to mojemu dowódcy. Wtedy postanowiłem, że zostanę sierżantem.

Przecież jeszcze przed chwilą chciałeś zrezygnować z wojska!

- To samo wykrzyczał do mnie dowódca, kiedy go poinformowałem o tej decyzji. Pomyślałem jednak, że skoro nie mogę zmienić sytuacji, informując dziennikarzy o okropnościach, które się dzieją na Terytoriach Okupowanych, to zostanę dowódcą i będę pilnował, by żołnierze zachowywali się jak trzeba.

Udało się?

- Nie, nic z tego nie wyszło. Uważano mnie po prostu za lewicowego dziwaka, nie miałem w armii wielu kolegów, a swoje naiwne myślenie o zmianie od środka zakończyłem podczas jednej z operacji z Betlejem.

Nasz konwój został obrzucony kamieniami. To nic wielkiego, bo co pojazdom opancerzonym mogą zrobić rzucane przez dzieciaki kamienie? Ale moi koledzy z oddziału uważali inaczej. Wyłapali kilku chłopaków, skuli kajdankami, zasłonili oczy i wrzucili do naszych pojazdów. Próbowałem interweniować, jednak bezskutecznie. W ramach nauczki któryś z żołnierzy postanowił ich potraktować strzałami gumowych kul. Jeden z dziesięciolatków tego nie przeżył. Wtedy ostatecznie postanowiłem, że opuszczam armię.

Miałeś poczucie winy?

- Protestowałem razem z Kobietami w Czerni [Izraelkami domagającymi się zakończenia okupacji - przyp. aut.], protestowałem z działaczami Pokój Teraz [propokojowej i antyokupacyjnej organizacji izraelskiej - przyp. aut.], przekazywałem organizacjom zajmującym się prawami człowieka informacje - nie powinienem więc mieć poczucia winy, prawda? Jednak zrozumiałem, że i ja jestem winny, bo strzelałem, bo pozwalałem innym na robienie złych rzeczy, bo zbyt często siedziałem cicho. Musiałem coś z tym zrobić, bo inaczej bym zwariował.

Jeńcy (fot. Jehuda Szaul) (fot. Breaking the Silence)

I przełamałeś ciszę, przywożąc Hebron do Tel Awiwu.

- Stwierdziliśmy z kilkoma kolegami z wojska, że jedynym sposobem na realną zmianę jest pokazanie Izraelczykom, co naprawdę dzieje się na Terytoriach Okupowanych, bo nie mają o tym pojęcia. Zaczęliśmy więc robić zdjęcia z naszej służby w Hebronie i w 2004 roku - za namową fotoreportera dziennika „Haarec” Mikiego Kratsmana - zorganizowaliśmy wystawę w Tel Awiwie.

Jaka była reakcja?

- Wspaniała! Wystawę obejrzały tysiące osób, mówiły i pisały o niej wszystkie media. To był naprawdę sukces. Wtedy Miki powiedział, że powinniśmy też nagrywać opowieści żołnierzy. Kupiłem więc za wojskową odprawę skuter i kamerę, i zacząłem objeżdżać kraj.

Wszyscy zgodzili się opowiadać o tym, co dzieje się pod okupacją?

- Wszyscy poza jedną osobą, która dzisiaj jest dyrektorem do spraw edukacji w założonej przez nas wtedy organizacji Przełamać Ciszę.

A politycy was nie atakowali? Nie oskarżali o szkalowanie Izraela?

- Dzisiaj trudno to sobie wyobrazić, ale dziesięć lat temu w Izraelu był jednak zupełnie inny klimat polityczny. Politycy, poza pojedynczymi i nieznaczącymi przypadkami, nas nie atakowali. Wręcz przeciwnie, wystawę zaproszono nawet do Knesetu [izraelskiego parlamentu - przyp. aut.]. Przypominam ci, że to jest czas, kiedy premier Ariel Szaron podejmuje decyzję o likwidacji osiedli w Strefie Gazy.

A wojsko?

- Do galerii wkroczyła żandarmeria, skonfiskowała zdjęcia i zaczęła nas wzywać na przesłuchania, ale szybko się zorientowała, że efekt jest odwrotny do zamierzonego, bo zainteresowanie wystawą wzrosło jeszcze bardziej. Poza tym wojskowi zdali sobie sprawę, że my nie działamy przeciw armii, nie uważamy, że IDF to problem. Problemem są politycy i ich decyzje.

Żeby była jasność: my w Przełamać Ciszę nie nawołujemy do odmowy służby wojskowej czy odmowy służby na Terytoriach Okupowanych. Uważamy, że wstąpienie do wojska jest patriotycznym obowiązkiem. Mówimy tylko, że okupacja jest niemoralna, przynosi ogromne szkody Izraelowi i trzeba ją natychmiast zakończyć. To nie jest decyzja wojska, tylko rządu, a rząd wybiera parlament, a parlament wybierają obywatele Izraela. Jaki z tego wniosek? Decyzja o końcu okupacji jest w naszych rękach.

Mówisz, że wystawę przyjęto znakomicie, a politycy zapraszali was do Knesetu. Zapraszała was też nawet od czasu do czasu armia. Co się więc stało, że dzisiaj organizacja Przełamać Ciszę jest tak ostro atakowana w Izraelu?

- Wszystko zmieniło się po operacji „Płynny ołów”, którą Izrael przeprowadził w 2008 roku w Strefie Gazy. Opublikowaliśmy po jej zakończeniu książkę z zeznaniami żołnierzy, którzy opowiadali między innymi o przemocy w stosunku do cywilów. Rozpętano wtedy przeciwko nam nagonkę. Publikację uznano za „palestyńską propagandę”, podważano wiarygodność zeznań, zarzucano manipulację.

Wydając kolejne publikacje spotykamy się nieustannie z zarzutami, że trudno zweryfikować opisywane w nich historie, bo często są one opowiadane anonimowo, że jesteśmy narzędziem w rękach „antyizraelskiej Unii Europejskiej”, bo nasza fundacja otrzymuje unijne wsparcie finansowe. Minister spraw zagranicznych Awigdor Lieberman nakazał nawet naszym ambasadorom w krajach UE podjąć działania w celu blokowania wsparcia udzielanego organizacji Przełamać Ciszę.

Jaki jest tego rezultat?

- Wsparcie otrzymujemy nadal i nadal działamy. Według badań opinii publicznej wierzy nam ponad 40 procent społeczeństwa, a to spory kapitał. Chcemy go powiększać.

Żołnierze (fot. Jehuda Szaul) (fot. Breaking the Silence)

Izrael w ostatnich latach bardzo przesunął się na prawo i większość społeczeństwa zdaje się uważać, że bez okupacji zagrożone będzie istnienie kraju.

- Kategorycznie nie zgadzam się z poglądem, że istnienie Izraela równa się okupacji Strefy Gazy i Zachodniego Brzegu Jordanu. Jedynym rezultatem okupacji jest niewyobrażalne spustoszenie, które ona sieje w naszym społeczeństwie. I wyjaśnijmy tu od razu, że ja nie jestem żadnym pacyfistą. Nie bardzo też wierzę w pokój. Myślę, że czeka nas jeszcze wiele wojen i będę pierwszy, który pójdzie walczyć za mój kraj. Ale wiara w to, że gwarantem istnienia Państwa Izraela jest pozbawienie Palestyńczyków prawa do ich własnego państwa, jest kłamliwa i - powiem więcej - antysyjonistyczna.

Przeciwnicy zakończenia okupacji Zachodniego Brzegu mówią, że kiedy Izrael zakończył okupację Strefy Gazy zamieniła się ona natychmiast w rządzone przez Hamas siedlisko terrorystów.

- Po pierwsze, Izrael nie zakończył okupacji Strefy Gazy. Wycofał tylko osadników, ale cały czas kontroluje Strefę z ziemi, wody i powietrza. A po drugie, nie można oddzielić Gazy od Zachodniego Brzegu. To tak, jakbym był w twoim domu i powiedział, że oddaję ci jeden pokój, ale zostaję w kuchni i salonie. Przecież to niepoważne.

Tylko czy to jeszcze możliwe, by ewakuować ponad pół miliona żydowskich osadników, którzy mieszkają na Zachodnim Brzegu Jordanu?

- Oczywiście, że to jest możliwe! To kwestia politycznej decyzji. Zapewniam cię, że państwo, które przez 47 lat rządzi policyjnie 4 milionami Palestyńczyków, jest w stanie ewakuować 500 tysięcy swoich obywateli.

A jeśli jednak nie?

- To sami wykopiemy sobie grób.

Napisy (fot. Jehuda Szaul) (fot. Breaking the Silence)

Kontrola ludności cywilnej (fot. Jehuda Szaul) (fot. Breaking the Silence)

Miasto (fot. Jehuda Szaul) (fot. Breaking the Silence)

Jeniec (fot. Jehuda Szaul)(fot. Breaking the Silence)

Ruiny (fot. Jehuda Szaul) (fot. Breaking the Silence)

Budka strażnicza (fot. Jehuda Szaul) (fot. Breaking the Silence)

Jeńcy (fot. Jehuda Szaul) (fot. Breaking the Silence)

Żołnierz (fot. Jehuda Szaul) (fot. Breaking the Silence)

Na celowniku (fot. Jehuda Szaul) (fot. Breaking the Silence)

 

Jehuda Szaul. Urodził się, wychował i mieszka w Jerozolimie. Jest ortodoksyjnym Żydem. W latach 2001-2004 służył w Izraelskich Siłach Zbrojnych, pacyfikując na Zachodnim Brzegu Jordanu drugą intifadę. Po odejściu z wojska założył z grupą byłych żołnierzy organizację Przełamać Ciszę (breakingthesilence.org.il), która od dziesięciu lat gromadzi historie żołnierzy i żołnierek z czasów ich służby na Terytoriach Okupowanych. Głównym celem organizacji jest zakończenie przez Izrael okupacji Strefy Gazy i Zachodniego Brzegu Jordanu.

Mike Urbaniak. Dziennikarz kulturalny, krytyk teatralny, autor rozmów z wybitnymi postaciami polskiej kultury. Pisze także o współczesnym Izraelu. Jest stałym współpracownikiem „Wysokich Obcasów”. W warszawskim Radiu RDC prowadzi autorski program „Pan od kultury”.