Marsz Ruchu Autonomii Śląska z symbolami żółto-niebieskimi

Marsz Ruchu Autonomii Śląska z symbolami żółto-niebieskimi (Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)

Prawdziwa historia górnośląskiej niezależności i słabości do Niemców

Dlaczego Ślązacy witali Hitlera z fanfarami i ze łzami w oczach? O czym pisali w listach dziadkowie z Wehrmachtu? Między innymi na te pytania odpowiada książka Dariusza Kortki i Lidii Ostałowskiej "Pierony. Górny Śląsk po polsku i niemiecku". Zebrane reportaże i dokumenty z okresu ponad 120 lat - w tym międzywojnia i PRL-u - pokazują często z poczuciem humoru, a czasem z bólem, jak zrodziła się tak silna górnośląska tożsamość, daleka od romantycznej tradycji polskiej.

Od Katowic

Pewien korespondent donosił swego czasu o naszych dziewczynach, ale jeszcze dużo za mało napisał. Dlatego dla rodziców napisałem, jak ich córki i synowie w pychę popadają. Jak dziewczyna dostąpi lat 16, to poczyna w hucie lub fabryce pracować, a zamiast sobie ciężko zapracowany grosz złożyć w kasie oszczędności, to sobie nakupi wstążek i stroików rozmaitych, a jak za mąż idzie, to, co gorsza, bardziej w pychę popada. Potem, chłopie, pracuj, a biada, jak mało zarobku i mało pieniędzy do domu przyniesiesz, to zamiast dobrej żony masz samego piekielnego czarta w domu.

A kochany czytelniku, gdybyś widział taką robotniczkę ubraną, powiedziałbyś: to paryska dama pociągiem przyjechała. Szaty piękne, kapelusz jak stary grzyb, krzywy, rękawiczki z owczej skórki, a pierścienie mosiężne, aż oko się odwraca. Jakże się ma żona jakiego urzędnika lub nadmajstra ubrać, kiedy żona ubogiego robotnika się tak ustroi. A po polsku mówić się wstydzi, lecz mówi ani nie po niemiecku, ani po polsku, bo to „fein”. Wstyd i hańba takim ojcom i matkom, którzy się wstydzą, aby córka w sukni i spencerku chodziła, i ojcowskim językiem gardzić pozwalają. Jak potem córka tak wychowana dostanie męża i dziatek parę, to sobie nie da rady i musi do wszystkiego najmować, bo ziemniaków nie potrafi oczyścić i chłopu jeść nawarzyć.

A młodzieńcy tak samo, zamiast „Katolika” sobie zapisać i w godzinach odpoczynku czytać, to idzie w bilard grać, choć nie wie, jak się ta gra nazywa. Ubiór ma jak „sztucer” wiedeński i wnet by okulary wsadził, gdyby umiał nosić. W niedzielę to sobie z taką łopaciorką idzie na „spacer” (nie na przechadzkę, bo to nie „fein”). Wy, rodzice, będziecie na sądzie pańskim za to odpowiadać, że nie wychowujecie dzieci ostro i bogobojnie, nie wyrywacie chwastu grzechu i złych skłonności ze serc młodych, nie siejecie ziarna dobrego wychowania w te serca.

„Katolik”, 28.10.1884, nr 89

Zabytkowa dzielnica Nikiszowiec w Katowicach (fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta)Zabytkowa dzielnica Nikiszowiec w Katowicach (fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta)

Bytom

569 robotnic z kopalni „Nowa Helena” pod Szarlejem podało petycją do sejmu niemieckiego przeciwko wydać się mającemu prawu, zakazującemu używania kobiet i niedorosłych chłopców przy kopalniach nad ziemią. Petycją podpisaną przez wielebnego proboszcza piekarskiego, zaświadczającego moralne zachowanie się wnoszących, oddał już pan poseł Szmula, który jej także bronić chce w sejmie. Oby się na korzyść ludu górnoszląskiego prawo to obrócić dało.

W razie nieuwzględnienia petycji będą jej następstwa bardzo przykre, ponieważ kobiety i dziewki mające dotąd dobre i zabezpieczone zatrudnienie blisko domu, nie mając jej w przyszłości, wywędrują do Saksonii, do tego grobu górnoszląsko-polskiej odrębności, gdzie ludność twardo pracować musi, pozbawiona możliwości uczęszczania na nabożeństwo do katolickich kościołów, zarabia wprawdzie pieniądze, lecz traci skarb cnoty i obyczajności. (Pracodawcy powinni jednakże kobiety co do płacy choć już nie zrównać z robotnikami męskimi, to przynajmniej w płacy podwyższyć, gdyż kobieta zrobi to samo, co i mężczyzna. - Red.).

„Katolik”, 27.05.1887, nr 41


Rozbark

Dopiero czytałem w „Schl. V. Ztg.” [„Schlesische Volkszeitung”], że do wójta w Rozbarku przyszedł pewien sztajger i prosił go, aby gmina Rozbarku wysłała petycją, iżby nie przeszkadzał rząd i posłowie pracy dziewcząt i kobiet w kopalniach. O podobne petycje starano się w Szarleju, Piekarach i tak dalej. Wójt nie zgodził się na żądanie sztajgra. I słusznie, bo przez to, że kobiety, a mianowicie dziewczyny pracują w kopalniach i hutach, niszczą się rodziny, a nawet porządne rodziny robotnicze są wyjątkiem. W gminach panuje przez to bieda.

Skoro opuści dziewczyna szkołę, to ją do roboty przyjmą, mianowicie jeżeli ładna i jeżeli się panom urzędnikom podoba. Nim minie dziewięć miesięcy, to urzędnik robi ze szlepra hajera, pod warunkiem że się ożeni z tą a z tą. A choć i później robotnica wyjdzie za mąż, to nie wie, jak warzyć, jak uszyć koszulę, jak łatę przyszyć, chleb upiec i tak dalej. Nadspodziewanie wcześnie rodzina się powiększa. Z dzieckiem młoda matka obchodzić się nie umie, w domu nieporządek, jedzenie złe, mąż po robocie musi wodę znosić i obiad gotować. Chłop więc, zamiast iść do domu z roboty, wstępuje do knajpy, aby się zagrzać „jednym”, przychodzi podchmielony do domu, klnie, wyzywa, bije. Szczęście rodziny znikło na zawsze, o dobrym wychowaniu dzieci mowy nie ma.

Gdyby dziewczyna poszła w służbę do chłopa, rzemieślnika, kupca, toby się nauczyła domowego gospodarstwa, oszczędności, nie pozwolono by jej latać na muzyki. Przy robocie fabrycznej dziewczyna zepsuje się z gruntu. Słysząc i widząc, co robotnice mówią i czynią, to włosy człowiekowi na głowie stawają, nie chce się wierzyć, że to są chrześcijanki. Dla ducha i obyczajów chrześcijańskich jest robota kobiet i dziewczyn we fabrykach trucizna, prawdziwa moralna cholera i zaraza. Korzyści pieniężnych też nie ma żadnych, bo lichy zarobek nie starczy na wyżywienie i odzież, tym mniej, że panny robotniczki bardzo się stroją.

Do tych słów można by dodać jeszcze niejedno. Praca kobiet we fabrykach nie tylko szkodzi duszom, nie tylko nie przynosi korzyści pieniężnych, lecz ujmuje w zarobku mężczyznom. Gdyby nie było wolno przyjmować kobiet do prac fabrycznych, toby na ich miejsce musiano przyjmować mężczyzn, musiano by im więcej płacić, mężczyźni nie chodziliby bez zarobku, rodziny miałyby więcej pieniędzy. Dziś kobiety robią konkurencję mężczyznom robotnikom. Córki przyczyniają się do tego, że ojciec i bracia mają mniejszy zarobek albo wcale nie mają zarobku. Już jest za wiele rąk męskich do roboty i dlatego te ręce są tanie. A przez to, że tyle jeszcze tańszych rąk kobiet do pracy się nastręcza, robotnik jest jeszcze tańszy. Gdyby nie było rąk kobiecych przy kopalniach i hutach, toby ręce mężczyzn były droższe, nie byłoby ich za wiele, nie byłyby bez pracy.

Rząd i posłowie, mianowicie posłowie Centrum, starają się o to, aby kobiety nie pracowały po fabrykach, lecz w domu. Robotnicy powinni wszystkimi siłami żądać tego samego i popierać posłów [...].

„Katolik”, 3.06.1887, nr 42

Zamknięta kopalnia w Sosnowcu (fot. Bartłomiej Barczyk / Agencja Gazeta)Zamknięta kopalnia w Sosnowcu (fot. Bartłomiej Barczyk / Agencja Gazeta)

Hitler w Bytomiu

Wielkie ożywienie wywołała zapowiedź przyjazdu Hitlera do Bytomia [18 kwietnia 1932 roku]. Ulice i place miasta ożywiły się znacznie wskutek paradowania po nich grup młodzieży hitlerowskiej, demonstrującej swą przynależność do obozu hitlerowskiego okrzykami „Heil Hitler” i pozdrowieniem na wzór faszystowski.

Młodzież ta, demonstrując swoje bojownicze nastroje, zarażała niemi otoczenie i to, co zwiemy masą. Bojowy bowiem nastrój udzielał się również przeciwnikom obozu hitlerowskiego spod znaku centrowców czy socjalistów, i to nie w chęci reakcji do ruchu hitlerowskiego, ale wyraźnie z sympatią do niego. Ulegając tej masowej psychozie, każdy chciał przynajmniej zobaczyć wodza ruchu narodowosocjalistycznego w Niemczech.

Z obowiązku dziennikarskiego musiałem również i ja starać się o to, by nie tylko zobaczyć i usłyszeć człowieka, który poruszył całe Niemcy, ale może nawet z nim porozmawiać i zrobić wywiad. To ostatnie pozostało jednak tylko marzeniem. Udałem się do jednego z podkomendnych Hitlera w Bytomiu, któremu moje życzenia przedłożyłem. Ten obiecał mi ułatwić rozmowę z ich wodzem, ale pod warunkiem, że do kasy partii wpłacę drobną kwotę 2 tysiące marek. Tej przeszkody nie przewidywałem i z oficjalnego wywiadu zrezygnowałem. Natomiast udałem się do innego reprezentanta ruchu hitlerowskiego i prosiłem go, by mi ułatwił widzenie się z Hitlerem, bo jestem fanatycznym zbieraczem... autografów i chciałbym też mieć podpis oryginalny Hitlera. - Rozmawiać z Hitlerem to się nie da - odpowiedział mi ów hitlerowiec. - Natomiast po wpłacie 200 marek do kasy partyjnej mogę panu przysługę taką wyświadczyć - zakończył. Musiałem i z tej przysługi zrezygnować. Omyliłem się również, przypuszczając, że hitlerowcy będą tak uprzejmi i jako reprezentanta prasy wpuszczą mnie bez biletu na stadion. Tych zwyczajów tam nie ma.

O ile Bytom był ożywiony od chwili zapowiedzi przyjazdu Hitlera, to w samym dniu jego przyjazdu panował tu ruch wprost szalony. Od wczesnego ranka przejeżdżały przez ulice liczne samochody osobowe, motocykle i rowerzyści z różnymi odznakami komisji organizacyjnej. Na ulicach pełno osób w brunatnych koszulach z odznakami partyjnymi. Wielu z nich nosiło odznaczenia i krzyże, otrzymane w ostatniej wojnie światowej. Policja, mająca zasadniczo czuwać nad tem, by nie noszono mundurów (bluzki brunatne) i odznak partyjnych (w myśl ostatnich rozporządzeń rządu), wobec masowego takiego wystąpienia była bezradną. Czasami tylko zwracała w grzeczny sposób uwagę danym osobom, że noszenie odznak jest wzbronione, i... prosiła, żeby nie robiono im trudności. Z podsłuchanej takiej rozmowy policjanta z hitlerowcem wynikałoby, że policjanci sympatyzują z ruchem hitlerowskim, jednak jawnie nie chcą się do tego przyznawać. Porozumienie policjantów z hitlerowcami rzucało się w oczy. Zresztą, jak już zaznaczyłem, wszyscy odnosili się do hitlerowców z sympatią i nigdzie nie doszło do żadnych wybryków, chociaż je zapowiadali komuniści.

Na słupach ogłoszeniowych i w sklepach ukazały się efektowne plakaty, które wywołały (wśród Niemców) duże wrażenie. Przedstawiały one przemawiającego Hitlera nad krwawiącą granicą niemiecką od Raciborza do Bytomia. Poza tym uwijali się na ulicach liczni specjalni sprzedawcy gazet i broszur hitlerowskich. Główne biuro organizacyjne „Dnia Hitlera” w Bytomiu mieściło się przy ulicy Dworcowej 14, gdzie w ciągu całego dnia zmobilizowanych było około 200 bojówkarzy, mających do swej dyspozycji rowery. Przez cały dzień nadjeżdżali i odjeżdżali samochodami, motocyklami i rowerami dygnitarze hitlerowcy i gońcy.

Organizacja „imprezy”, bo inaczej to nazwać trudno, była przygotowana starannie i na wielką skalę. Opowiadano, że na stadion przybędzie około 80 tysięcy ludzi. Nic dziwnego, że dyrekcja kolei uruchomiła na ten czas pięć specjalnych pociągów, a nadto powiększyła liczbę wagonów przy normalnych pociągach. Podobnie przygotowała się dyrekcja tramwajów oraz autobusów.

Marsz Ruchu Autonomii Śląska w Katowicach (fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)Marsz Ruchu Autonomii Śląska w Katowicach (fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)

Tymczasem udział prowincji był bardzo słaby. Pociągi, tramwaje i autobusy świeciły pustkami. Zamiast zapowiedzianych 80 tysięcy na stadionie było zaledwie około 15 tysięcy osób. Dalszych około 5 tysięcy ciekawych zebrało się na drodze przed stadionem. W mieście już od godziny drugiej porozstawiano moc policji. Sprowadzono ją na samochodach z dalszych stron. Na ulicach i drogach prowadzących na stadion co 10 metrów stał policjant, a na zakrętach policjanci w grupach. Przed stadionem utworzył się olbrzymi park z samochodami, wśród których nie brakło również aut z Polski, potem kilka parków na rowery i motocykle, dalej liczni sprzedawcy czekolady, cukierków, mleka, ciepłej kiełbasy. Na uboczu kilkudziesięciu rezerwowych policjantów na koniach, kilkudziesięciu na motocyklach i rowerach, potem znów dwa samochody ciężarowe pełne policjantów. Na samym stadionie około 100 policjantów ukrytych było w szatni. O porządek na stadionie dbali sami hitlerowcy, którzy w tym celu zmobilizowali aż 400 porządkowych.

Na stadion ludzie zaczęli schodzić się już o godzinie trzynastej. Hitler przemawiać miał dopiero o godzinie siedemnastej. Na boisku sportowym ustawili się w szeregi członkowie organizacji hitlerowskich z obnażonymi głowami w liczbie około 1,5 tysiąca oraz dwie orkiestry, które na zmianę grały bojowe marsze hitlerowskie, zakazane przez władze. Zebrani towarzyszyli orkiestrze gwizdem i śpiewem, jak kto umiał. Orkiestra grała również włoski hymn faszystowski, do którego istnieje słowny tekst niemiecki, charakteryzujący bojowość organizacji hitlerowskich. O godzinie szesnastej trzydzieści odegrano hymn hitlerowców, każdy obecny musiał powstać i prawicę wznieść w górę, po czym zagaił zgromadzenie poseł Fillusch z Zabrza, udzielając głosu posłowi von Woyrisch z rodziny sławnego generała von Woyrischa. Ten rozpoczął swoją mowę stwierdzeniem, że obecni znajdują się nad „krwawiącą granicą” Niemiec i muszą pamiętać o „braciach niemieckich za kordonem”.

Mówcę trudno było zrozumieć, bo był bardzo ochrypnięty i do mikrofonu miejscami krzyczał. Całą winę za stosunki, jakie obecnie panują w Niemczech, i za wszelkie rzekome krzywdy, jakie Niemcom jakoby wyrządzono, zwłaszcza przez „polsko-francuską bandę rabusiów”, mówca zwalał na rządy Rzeszy i Prus, spoczywające od 13 lat w rękach jednej grupy ludzi. Opowiadał on, że Niemcom nie pozwolono bronić granicy i Polacy chcieli zająć [przejść] nawet Łabę. Obecnie Niemcy są niewolnikami mafii międzynarodowo-żydowskiej, przeciwko której prowadzi walkę Adolf Hitler. W chwili, gdy rozpoczął się rozwodzić nad tym, co to jest narodowy socjalizm, odezwały się liczne głosy „Heil Hitler”, znak, że sam wódz zjawił się na stadionie. Woyrisch wobec tego przerwał swoje przemówienie.

Adolf Hitler przybył na Górny Śląsk samolotem do Gliwic w towarzystwie dwóch adiutantów. Wprost z lotniska przyjechał samochodem na stadion w Bytomiu. Ubrany w jasny letni płaszcz, w czarnym krawacie, bez kapelusza, wszedł on na trybunę w towarzystwie przywódców hitlerowskich Śląska Opolskiego. W tym czasie orkiestra grała hymn hitlerowski, a tłumy wznosiły okrzyki „Heil Hitler”, „Deutschland erwache”.

Hitler, lekko uśmiechnięty, przywitał się z miejscowymi dygnitarzami partyjnymi, stanął skromnie, z opuszczonymi, złożonymi rękami i czekał na uciszenie się tłumów. Poseł Fillusch w krótkich słowach zaanonsował jego przybycie i udzielił mu głosu. Przyznam, że na widok Hitlera doznałem pewnego rozczarowania. Wyobrażałem go sobie jako butnego, krzykliwego feldfebla pruskiego, a tymczasem sprawia on wrażenie przedwojennego radcy rejencyjnego. Począł mówić wolno, głosem tubalnym, po każdym niemal słowie czekając, aż minie rozchodzące się echo głośników. Starał się być poważnym, jak najbardziej skromnym, z miną zatroskaną. Jest on podobny do kajzera Wilhelma II sprzed 25 laty, gdy kajzer paradował w galowym mundurze.

Orkiestra kopalni KWK Wieczorek w zabytkowej dzielnicy Nikiszowiec (fot. Przemysław Jendroska / Agencja Gazeta) Orkiestra kopalni KWK Wieczorek w zabytkowej dzielnicy Nikiszowiec (fot. Przemysław Jendroska / Agencja Gazeta)

W swoim przemówieniu Hitler dużo powtórzył z tego, co już mówił jego przedmówca. Rozpoczął od pochwały imponującego zgromadzenia i entuzjazmu, jaki zauważył na ulicach. Potem mówił o nieudolności rządów Rzeszy i Prus w ciągu ostatnich 13 lat i o metodach walki przeciwników ruchu nacjonalistyczno-socjalistycznego, mieszając zarzuty komunistów z zarzutami centrowców, i Hitler nazwał wszystkie te zarzuty podłą intrygą. Mówiąc o zarzucie, że ruch hitlerowski rozbija społeczeństwo niemieckie i spowoduje bratobójczą walkę, Hitler powołał się na obecne zgromadzenie i zaręczał, że gdzie się tylko pokaże, jest podobnie, wszędzie widzi, że ruch jego rośnie. Opowiedział następnie, że przed 13 laty rozpoczął razem z sześcioma kolegami walkę z obecnymi władzami Rzeszy. Przysięgli sobie wówczas prędzej nie spocząć, aż wywalczą wolność i dobrobyt narodu niemieckiego. W ciągu tych 13 lat liczba jego zwolenników wzrosła do przeszło 13 milionów i chociaż przeciwnicy jego przepowiadają mu, że nigdy nie osiągnie on większości, to on na to odpowiada, że „zobaczymy”, bo ma obecnie lat 43, a nim osiągnie lat 85 (aluzja do Hindenburga), to dużo może się zmienić. Mówiąc z zadowoleniem o rozwoju organizacji, dodał też, że: „Bóg pobłogosławił jego pracy”. Przypomina się tu ciągłe powoływanie się na Boga przez kajzera Wilhelma II za czasów jego świetności.

W dalszym ciągu Hitler wspomniał o tym, że istnieje w Niemczech obawa, iż gdy obejmie rządy, to obce państwa mogą ingerować i nałożyć na Niemcy większy haracz, Hitler bagatelizuje te głosy, a potem, wznosząc pięść w stronę granicy polskiej, grozi: - Ci tam po drugiej stronie wiedzą, co ich czeka, gdy dojdziemy do władzy, a Francuzi również. Potem Hitler z wyraźną butą i zadowoleniem mówił o konfiskatach jego broszur, pism i plakatów, o rozwiązywaniu jego organizacji, o karaniu jego zwolenników i wzburzony, uderzając pięścią w pulpit, zawołał: - Mogą nas nawet zabijać, ale my nie skapitulujemy. Gromkie okrzyki przerwały mu dalsze słowa. Na zakończenie mówił o nadchodzących wyborach do sejmu pruskiego: - Nie proszę was, byście głosowali na listę narodowych socjalistów, bo walka nasza nie dąży do zdobycia kilku więcej mandatów poselskich lub krzeseł ministerialnych. Spełnijcie tylko waszą powinność, tak jak żeście ślubowali i według waszego sumienia. Nasza walka ma wyższy cel - stworzenie niemieckiego człowieka i niemieckiej duszy, jak było w roku 1914. Wtedy dopiero cel nasz będzie osiągnięty. Gdy będziecie 24 głosowali na moją listę, ja wam tylko przyrzec mogę, że... 25 znajdziecie mnie na starym posterunku pracy. Słowami tymi zakończył Hitler swoje dwudziesto minutowe przemówienie, opuszczając równocześnie trybunę.

Po przemówieniu Hitlera powody jego krótkiego pobytu w Bytomiu począł wyjaśniać przywódca hitlerowców raciborskich, Adamczyk, mówiąc, że Hitler wyjeżdża natychmiast samolotem do Wrocławia, gdzie przemawiać będzie o godzinie dziewiętnastej trzydzieści, zaś o dwudziestej drugiej Hitler oczekiwany jest w Zgorzelicach. Na tym zebranie zakończono i tłumy rozeszły się w spokoju, bez specjalnych objawów entuzjazmu lub podniecenia, jednak napojone potężną porcją nienawistnego i narkotyzującego szału przeciw Polsce i Francji.

Stanisław Nogaj, „Hitler w Bytomiu”, „Polonia”, 1932, nr 2704

 


Cytowane fragmenty pochodzą z książki Dariusza Kortki i Lidii Ostałowskiej „Pierony. Górny Śląsk po polsku i niemiecku”, wyd. AGORA, premiera: 18 listopada 2014

"Pierony. Górny Śląsk po polsku i niemiecku", wyd. AGORA SA (fot. Agora SA)

Książka "Pierony. Górny Śląsk po polsku i niemiecku. Antologia" do nabycia w promocyjnej cenie na Kulturalnysklep.pl oraz w formie e-booka na Publio.pl z 40 proc. rabatem.


 

Lidia Ostałowska. Od 1989 roku związana z działem reportażu „Gazety Wyborczej”, gdzie pracuje do dziś. Pisze o tych, którym trudniej - o mniejszościach narodowych i etnicznych, o kobietach, o młodzieży z subkultur i o wykluczonych. Autorka książek „Cygan to Cygan” (2000), „Farby wodne” (2011) i „Bolało jeszcze bardziej” (2012), współautorka wielu zbiorów reportaży.

Dariusz Kortko. Pracę w „Gazecie Wyborczej” rozpoczął w 1991 roku. Od 2004 roku redaktor naczelny katowickiej redakcji „Gazety Wyborczej”, współautor książek: „Dobry zawód. Rozmowy z lekarzami” (z Krystyną Bochenek), „Na szczycie stromej góry. Opowieści o transplantacjach”, „Czerwona księżniczka” i „Religa” (z Judytą Watołą). Z wykształcenia politolog, jest absolwentem Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego.

Komentarze (173)
Zaloguj się
  • e.olsen

    Oceniono 231 razy 169

    Cóż, Górny Śląsk ma mocno "pokręconą" historię (jak zresztą wiele innych przygranicznych obszarów państw) i dlatego jest po prostu inny kulturowo i mentalnie. Niestety nie chcą (nie potrafią?) tego zrozumieć "prawdziwi Polacy" węsząc wszędzie zdradę.

  • panzerfaust39

    Oceniono 208 razy 116

    Dlaczego Ślązacy w Beuthen czy Gleiwitz witali Hitlera z fanfarami i ze łzami w oczach ?

    Może dlatego że byli Niemcami a połowa dzisiejszego Górnego Śląska była wtedy niemiecka Po II wojnie tereny te zasiedlono zabugolami i wcielono do polskiego Górnego Śląska a element napływowy zaczął się panoszyć robiąc z polskich Ślązaków hitlerowców i zdrajców co GW usilnie kultywuje

  • qsiex

    Oceniono 129 razy 105

    Za tytuł "Prawdziwa historia górnośląskiej niezależności i słabości do Niemców" tego artykułu jest z miejsca strzał w pysk. W dalszej części artykułu nie ma nawet wzmianki, że to polscy Ślązacy witali w ten sposób Hitlera. Natomiast wymienione są miasta Bytom, Gliwice, Zabrze czyli przed IIWŚ czysto niemieckie miasta w tamtych czasach! Oczywiście czytelnik nie dociekliwy uzna, że ów "młodzież" to była polska młodzież.

    Jestem dumny z tego, że jestem Ślązakiem i coraz bardziej zawodzę się na swoich rodakach, którzy z tej odrębności starają się się robić wadę i podburzają nieprawdziwymi hasłami całą resztę Polaków. Owszem miałem dziadka w Wehrmachcie (a potem był u Andersa), ale nie zrozumie tego ktoś kto nie zna realiów tamtych czasów - kary śmierci dla całej rodziny itd. itp. Tak strasznie się oburzamy jak na zachodzie mówią o polskich obozach śmierci, a o Polakach jak o gnieździe antysemityzmu Europy a sami wykazujemy się ignoranctwem i brakiem wiedzy oskarżając nas Ślązaków o zdradę.
    W ten właśnie sposób tworzy się odrębność - w momencie gdy pewną grupę osób wytyka się palcami.

  • szyymcio

    Oceniono 110 razy 96

    Na Śląsku jest najciekawiej we Wszystkich Świętych. Szukasz grobu ciotki Hajdeli, a na płycie pisze "Jadwiga". Idziesz pomodlić się do (w)ujka Gintra, a na grobie - "Mieczysław". W niektórych rodzinach, zależnie od lat, w jakich zmarli poszczególni ich członkowie, różnią się nawet nazwiska.

  • prawdziwyolo

    Oceniono 90 razy 54

    Slazacy witali z radoscia Wehrmach ,bo na Slask wrocil lad i porzadek ktory Slazacy maja we krwi. IIRP nie przyniosla Slazakom nic dobrego a Piłsudski ktory przyjechal do Katowic pociagiem spal na bocznicy kolejowej bo z taka miloscia przywital go narod Slaski. Wasze polskie Powstania Slaskie na Slasku nazywamy Wojnami Domowymi. Nie jestem Niemcem,nie jestem Czechem nie jestem Polakiem JESTEM SLAZAKIEM tak jak moi przodkowie. Pozdrawiam was Polacy

  • potulnyqumotr

    Oceniono 100 razy 52

    Śląsk - obok Wielkopolski - to jeden z niewielu regionów, gdzie Ślązakom udało się wygrać propolskie powstanie ( a organizowali je trzy razy - aż do skutku ).
    Jak działała germanizacja w tamtych czasach, dobrze pokazuje przykład Czech, gdzie musiano język czeski odtwarzać z języka chorwackiego, bo zanikł w Czechach, Wszystkie elity mówiły po niemiecku, więc i dokumenty w takim języku pisano.

  • cep_0

    Oceniono 64 razy 40

    A za co mieli kochać Polskę:
    za poniżenie Korfantego
    za odebranie AUTONOMII
    za to ? iż POWSTANIA ŚLĄSKIE były udane i przez to POSTPONOWANE przez zupaków KADROWYCH?.
    A co zostało ze zdobyczy PIŁSUDSKIEGO ? :
    a) Litwa z Wilnem?
    b) Ukraina ze Lwowem?
    Natomiast dzieło KORFANTEGO przetrwało z pomocą czy też nie RUSKICH, ale przetrwało.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX