18+
Uwaga!

Ta strona zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla osób dorosłych

Mam co najmniej 18 lat. Chcę wejść
Nie mam jeszcze 18 lat. Wychodzę
Seria

Seria "Kinky City" (fot. Paweł Jaszczuk)

wywiad gazeta.pl

Paweł Jaszczuk: Fotografowałem ludzi, którzy dla rozkoszy kaleczą się, nakłuwają igłami, dają się podduszać, jedzą odchody [18+]

Przez trzy lata fotografował nocne Tokio: bywalców fetysz barów, którzy za dnia wiodą stateczne życie, a po zmroku szukają zamkniętych klubów, do których wpada się na drinka i seks. Wystawę ?Kinky City?, efekt tych poszukiwań, od kilku dni można oglądać w warszawskiej Leica Gallery. Tuż obok prezentacji dzieł legendy światowej fotografii Nobuyoshi Arakiego.

Kiedy postanowiłeś, że będziesz robił zdjęcia w japońskich podziemnych klubach erotycznych?

- Zaczęło się od wizyty z aparatem w studiu wyspecjalizowanym w japońskiej sztuce wiązania ludzi zwanej shibari. Fotografowana przeze mnie dziewczyna sporo zapłaciła swojemu mistrzowi, żeby on profesjonalnie ją związał, powiesił na haku i brutalnie pobił. Wyglądało to groźnie. Ona wyła z bólu, torturowana godzinami w wymyślny sposób, bita po twarzy i całym ciele. W pewnym momencie chciałem zareagować, ale okazało się, że ból sprawia jej autentyczną przyjemność. Nie rozumiałem tego i właściwie do dziś nie rozumiem, jednak temat dla mnie jako fotografa okazał się na tyle interesujący, że wracałem tam wiele razy. Tak wyglądały początki.

Kim były kobiety, które tam przychodziły?

- Nie wyróżniały się niczym szczególnym. Chodzą do pracy, płacą podatki. Są dobrymi pracownikami, menedżerkami, żonami i matkami. Dlaczego tam przychodzą? W większości przypadków chodzi o potrzebę odreagowania lub sprawdzenia się w ekstremalnej sytuacji.

Seria Seria "Kinky City" (fot. Paweł Jaszczuk)

Jak reagowały na ból?

- Reakcje były bardzo różne. Większość sesji kończyła się jakąś formą orgazmu, rozkoszą pomieszaną z wyczerpaniem, bo sesje trwały średnio cztery godziny. Niektóre kobiety płakały, jedna nie wytrzymała napięcia i zemdlała. Dla wielu tak silne doznanie jest wyzwalające, pomaga odblokować głęboko skrywane emocje, działa na psychikę jak psychoterapia lub spowiedź. Wszystko odbywa się w sterylnych warunkach, w Japonii ta praktyka ma mistrzów w swoim fachu, którzy sztuką związywania zajmują się przez całe życie. Niektórzy są prawdziwymi wirtuozami. Nikomu nie dzieje się krzywda.

Na twojej wystawie „Kinky City” są zdjęcia pokazujące ludzi w sytuacjach, przy których japoński bondage, o którym mówisz, jest niegroźną zabawą.

- Udało mi się dotrzeć do miejsc, w których ludzie manifestują najdziwniejsze upodobania i preferencje seksualne, i w tym temacie chyba nic mnie już nie zdziwi. Jedni potrzebują kostiumów, przebierają się na przykład za lalki, postacie z mangi albo ludzi z gumy. Inni czerpią przyjemność z przeróżnych form zadawania bólu sobie lub innym. Dla rozkoszy kaleczą się, nakłuwają igłami, zszywają, robią blizny, dają się podduszać. Jeszcze inni pozwalają na siebie nasikać lub bawią się z odchodami.

Tym „zabawom” z fekaliami też robiłeś zdjęcia?

- Tak, ale okazały się zbyt drastyczne, żeby pokazać je na wystawie. Zrobiłem je na planie filmu porno, na którym aktorka wypijała i zjadała własne odchody.

Seria Seria "Kinky City" (fot. Paweł Jaszczuk)

Chyba lepiej, żebyś nie wchodził w szczegóły.

- Nie zamierzam. Mogę tylko powiedzieć, że Hattori, bo tak nazywała się aktorka, jest na co dzień zupełnie normalną osobą. Po wszystkim lubi sobie popłakać i czuje się jak nowo narodzona.

Co czułeś, obserwując tak ekstremalne zachowania seksualne?

- Sytuacja z Hattori rzeczywiście była silnym doświadczeniem, ale nie czułem wtedy obrzydzenia ani jakichś szczególnie negatywnych emocji. Może dlatego, że oddzielał mnie od niej aparat. Prywatnie nie jestem podatny na tego typu zachowania. Nie podnieca mnie BDSM, a tym bardziej koprofagia, ale gdybym lubił przemoc w łóżku, na pewno bym się tego nie wstydził. Nie oceniam ludzi, którzy mają takie potrzeby. Przyjęło się, że perwersja z natury jest czymś złym, ale czym zboczenie seksualne różni się od zboczenia na punkcie torebek lub samochodów? Jest tak samo niegroźne. Ubolewam nad tym, że wiele osób karmi się telewizyjną lub kościelną papką i na tej podstawie bezmyślnie ocenia ludzi, których nie widziało na oczy. Mnie imponują ludzie z fantazją, a tych można zawsze spotkać w grupach osób lubujących się w przebierankach. Tokio jest niebywałe pod tym względem, bo tam na ulicy w ciągu dnia można spotkać ludzi, którym kostiumów zazdrościłaby Lady Gaga. „Kinky City” jest wyrazem moich fascynacji odmiennością zachowań ludzi. Gdybym ich potępiał lub w pełni rozumiał, pewnie nigdy nie skończyłbym tego projektu.

Pamiętasz pierwszy impuls, który sprawił, że poświęciłeś się fotografowaniu nienormatywnych zachowań seksualnych? Zajęło ci to kilka lat.

- Kiedy przyjechałem pierwszy raz do Tokio, wiedziałem o kilku ciekawostkach związanych z japońską ars erotica. Wiedziałem na przykład o automatach, w których można kupić używaną bieliznę. Dlaczego mnie to ciekawiło? Zawsze miałem potrzebę eksplorowania i odkrywania innych osobowości i kultur. Może przez zachowania innych poznaję też samego siebie? Zawsze pociągały mnie osoby jakoś tam niestandardowe, zafiksowane na czymś, posiadające pasję. Inność nie jest gorsza, to raczej normalność jest nudna. W każdym razie bardzo szybko uświadomiłem sobie, jak bardzo japońska seksualność jest fascynującym tematem dla fotografa. Bo w tym wszystkim dla mnie najcenniejsza była możliwość zrobienia dobrego zdjęcia.

Seria Seria "Kinky City" (fot. Paweł Jaszczuk)

Udało ci się znaleźć mityczne automaty z używaną bielizną?

- Nie. Byłem za to w sklepach, w których można kupić używane mundurki szkolne, włosy łonowe w torebkach i prześcieradła z opisem osoby, która na nim spała. Używaną bieliznę można kupić w internecie. Zapotrzebowanie na tego typu asortyment jest spore.

Trudno wyobrazić mi sobie osobę, która w celach erotycznych kupuje używane prześcieradło, i nie pomyśleć, że musi być samotna.

- Coś w tym jest. Tokio to gigantyczna metropolia, a im więcej ludzi jest wokół ciebie, tym bardziej czujesz się samotny. Niektórzy gubią się w nadmiarze bodźców, a tych Tokio dostarcza bardzo wiele. Nie każdy potrafi odnaleźć się w takim środowisku. Niektórzy chwytają się brzytwy, żeby poczuć coś naprawdę. Ale na pewno nie da się wytłumaczyć wszystkich dziwnych zachowań seksualnych frustracją. Czasami ludzie potrzebują skrajnych emocji, żeby odreagować stres i napięcie dnia codziennego. Na co dzień zakładają jedną maskę, a w nocy ją zdejmują lub zakładają jeszcze inną. Może społeczeństwo czegoś im nie daje? Ciekawe jest, że w Tokio są miejsca, w których mogą spotkać się ludzie o najdziwniejszych upodobaniach. Część zdjęć z cyklu „Kinky City” powstała na przykład w happening barach.

Co to jest happening bar?

- Z jednej strony to bar ze sceną, z drugiej to miejsce, w którym wszystko jest możliwe, przychodzą do niego ludzie, przede wszystkim pary, żeby uprawiać seks w trójkącie lub w innych konfiguracjach.

Czyli klub dla swingersów?

- Między innymi. W happening barach często odbywają się różnego rodzaju występy i przedstawienia. Ludzie mogą tam uprawiać seks w małych lub dużych grupach, ale niektórzy przychodzą tam tylko po to, żeby popatrzeć, napić się piwa, zrobić tatuaż lub porozmawiać.

Seria Seria "Kinky City" (fot. Paweł Jaszczuk)

Każdy może tam wejść?

- To zależy. Są kluby otwarte dla wszystkich, inne są zamknięte dla wąskiego grona.

Ludzi nie złościło, gdy pojawiałeś się na zamkniętych imprezach z aparatem?

- Nie, bo zawsze rozmawiam wcześniej z osobami, którym robię zdjęcia. Nikt nigdy nie traktował mnie jak intruza. Poza tym nie wyróżniałem się niczym, nie przychodziłem obwieszony dużymi aparatami. Większość zdjęć, które są na wystawie, zrobiłem analogowym aparacikiem wielkości tak zwanej małpki.

Do jakich jeszcze miejsc dotarłeś?

- W Tokio co miesiąc lub dwa odbywa się impreza zwana Departament H. Zaczyna się około 12 w nocy i kończy nad ranem, może wejść na nią każdy, kto zapłaci za wstęp. Ale w przeciwieństwie do happening barów, na tych imprezach przeważają osoby o wyjątkowo niestandardowych potrzebach seksualnych i na ogół nie uprawia się tam seksu. Przychodzą tam na przykład ludzie, którzy mają słabość do lizania butów lub czołgania się nago po podłodze. To coś w rodzaju freak party. Spotykałem tam nerdów, którzy siedzieli sobie w kącie i sklejali swoje modele robotów. Dlaczego tam? Trudno to wszystko wyjaśnić. Są jeszcze fetysz bary...

Czym różnią od happening barów?

- Do tych miejsc przychodzą wyłącznie wielbiciele skór i BDSM. Są też mistress bary, w których kobieta upokarza mężczyzn. Są bary gejowskie, lesbijskie. W Tokio każda mniejszość seksualna ma swoje miejsca. Z góry uprzedzam obrońców moralności, którzy chcieliby przykleić temu pięknemu miastu łatkę Sodomy i Gomory, bo mówię cały czas o jednej z największych na świecie metropolii, która jest zarazem jedną z najbezpieczniejszych.

Seria Seria "Kinky City" (fot. Paweł Jaszczuk)

Jak długo mieszkałeś w Tokio?

- Ponad osiem lat. Zamieszkałem tam pod koniec 2003 roku, do Polski wróciłem w 2011 roku, ale wciąż tam jeżdżę i pewnie wiem o tym mieście niewiele więcej niż ty.

Kokietujesz. Kilka osób powiedziało mi, że nikt z Polski nie zna tak dobrze tego miasta jak ty.

- Niektórzy mówią, że aby dobrze poznać Tokio, nie wystarczy nawet dwudziestu lat. Ja się z tym zgadzam. Tokio nie ma jednego centrum, tylko kilkanaście. Jest miastem niepodobnym do żadnego innego na świecie, nieprawdopodobnie gęstym, szybko zmieniającym się.

Seria Seria "Kinky City" (fot. Paweł Jaszczuk)

Jak wyglądała twoja droga do Japonii?

- Po skończeniu liceum w Polsce pojechałem na studia do Australii. Tam poznałem swoją żonę Reiko, która jest Japonką. Razem pojechaliśmy do Tokio i tam rozwinąłem skrzydła jako fotograf. Byłem w świetnej sytuacji, robiłem, co lubiłem, i w dodatku mogłem pracować nad własnymi projektami.

Między innymi robiłeś zdjęcia śpiącym ludziom w metrze.

- Miejskich śpiochów nie da się nie zauważyć, bo tokijczycy potrafią zasnąć wszędzie i w każdej pozycji. Niektórzy ucinają sobie drzemkę oparci o jakiś murek lub rozłożeni na chodniku w malowniczych pozach. Europejczyk pomyślałby od razu, że to alkoholicy, ale często to najzwyklejsi ludzie, którzy śpią, bo są przepracowani. Mam do tego ambiwalentny stosunek. Z jednej strony szkoda mi ludzi, dla których jedynym zajęciem jest praca i sen. Z drugiej strony niebywałe jest, że wszyscy czują się bezpiecznie. W Japonii śpiący człowiek w metrze czy na ulicy ma pewność, że nikt nie tknie jego portfela lub torebki, kradzieże zdarzają się niezwykle rzadko. Na twarzach niektórych widać wyraźną błogość.

Seria Seria "Kinky City" (fot. Paweł Jaszczuk)

Po tym projekcie zabrałeś się za „Kinky City”. Żona nie miała problemów z tym, że znikasz na całe noce w klubach dla dorosłych?

- Wie, że jestem profesjonalistą i nie musi być o mnie zazdrosna. We wszystkim mnie wspierała i kibicowała choćby nie wiem co. Poza tym „Kinky City” było projektem, który realizowałem przez wiele lat, ale nie codziennie. To naprawdę niewielki wycinek mojego życia w Tokio.

Od trzech lat żyjesz w Polsce. Jak z tej perspektywy patrzysz na Japonię?

- Od Japończyków możemy uczyć się pokory, taktu, szacunku dla tradycji i innych ludzi. Przykładem jest moja teściowa, która zaakceptowała mnie, mimo że jesteśmy z dwóch różnych kultur.

Seria Seria "Kinky City" (fot. Paweł Jaszczuk)

Mitem są chłodne relacje w japońskiej rodzinie?

- To zależy jak na to patrzeć. Z zachodniego punktu widzenia można wyczuć pewien dystans w relacjach rodzinnych. Nie ma buziaków podczas przywitania czy pożegnania. Dotyk jest uważany za sferę intymną, której nie należy przekraczać. Co nie zmienia faktu, że mam tam przyjaciół i wzorowe relacje z teściami, którzy są mili i uprzejmi, ale nie narzucają się. Długo zajęło mi wytłumaczenie mojej żonie, że w ramach polskiej gościnności ktoś może chcieć zmuszać gościa do zjedzenia czegoś. W Japonii nie ma upupiania i nachalności, nikt nigdy nie próbował mi tam czegoś narzucać. Dlatego zawsze gdy tam przyjeżdżam, mam ochotę całować ziemię.

Lubisz Japonię?

- Uwielbiam! Bo to jest raj na ziemi. Nie potrafię powiedzieć złego słowa o tym kraju, nigdy nie spotkało mnie w nim nic złego. Japońska kuchnia jest najlepsza na świecie. Są w Japonii restauracje, w których płaczę ze szczęścia.

Czego nauczyła cię Japonia?

- Bezinteresowności. Nie potrafię zliczyć sytuacji, w których spotkałem się z czystą dobrocią i wsparciem. Japońskie społeczeństwo jest doskonale zorganizowane, nic tam nie dzieje się przypadkowo, czasami śmieję się, myśląc, że nawet trzęsienia ziemi muszą być zaplanowane. Wychowałem się w Polsce, lubię spontaniczność i czasem wydaje mi się, że Japończycy doprowadzili ideę porządku do skrajności, ale z drugiej strony, doceniłem ich podejście, gdy po powrocie do kraju zobaczyłem psie kupy na ulicach, które są tutaj jakąś potworną plagą, co mojej żonie nie mieści się w głowie. Niektórzy mogą się oburzać moimi zdjęciami seksualnych ekscesów w japońskich klubach dla dorosłych, ale te przynajmniej odbywają się za zamkniętymi drzwiami. Psie kupy na ulicy, na które nikt nie zwraca uwagi - to jest prawdziwy hardcore!

 

 

Paweł Jaszczuk (ur. w 1978 roku). Fotograf. Z wykształcenia jest projektantem graficznym, absolwentem School of Visual Arts w Sydney w Australii. Przez wiele lat tworzył w Japonii, bacznie obserwując tamtejszą codzienność. Z tego okresu pochodzą dwa najważniejsze dotychczasowe cykle „Salaryman” i „Kinky City”. Wystawiał swoje prace podczas indywidualnych ekspozycji w Berlinie, Pekinie, Kopenhadze, Tokio i Warszawie. Brał także udział w wielu wystawach zbiorowych w Polsce i na świecie, w tym także podczas festiwali fotograficznych Miesiąc Fotografii w Krakowie 2013 i Fotofreo Festival Australia 2010.

Łukasz Knap. Krytyk filmowy, kulturoznawca. Doktorant w Instytucie Kultury Polskiej UW. Publikuje m.in. w „Kinie”, „Wysokich Obcasach”, „Dwutygodniku”, „Tygodniku Powszechnym”. Wyróżniony w Konkursie dla Młodych Krytyków Filmowych im. Krzysztofa Mętraka.

Komentarze (102)
Zaloguj się
  • Gość: lalka

    Oceniono 235 razy 211

    A może własnie oni w ten sposób odreagowują tę "akuratność" i uporządkowanie?
    Emocje zawsze znajdą ujście. W Japonii w sposób zorganizowany - kluby, wyznaczone miejsca, u nas na spontanie - szybki lodzik w krzaczorach z nieznajomą z disco czy lanie żony po pijaku.

  • martabg

    Oceniono 120 razy 90

    Japończycy maja tez zupełnie inne podejście do "grzechu" i winy, dla nas zupełnie niezrozumiałe.

  • Gość: jj

    Oceniono 94 razy 60

    Artykuł o czymś. Fajno, aczkolwiek mógłby być jeszcze bardziej wyczerpujący.

  • vetcomsoy

    Oceniono 81 razy 55

    W Japonii to kim jesteś, wyraża się przez to, co robisz. I możesz robić co chcesz. W Polsce - to, czego nie robisz. I najlepiej nie rób nic.

  • Gość: chyba jednak normalny

    Oceniono 209 razy 37

    Problemem z tymi wiązaniami, "torturkami", nakłuwaniami itd jest to, że nawet jeśli odbywają się za obopólna zgoda to nasuwają się złe skojarzenia. W wypadku Japonii to historia. Okrucieństwo Japończyków w czasie wojny zwłaszcza w stosunku do Chińczyków a także jeńców (Anglicy, Amerykanie Australijczycy i inni) było wyjątkowe. W dawnych czasach japońska kultura też była okrutna, może nie bardziej niż w innych miejscach na świecie w tamtych czasach (tortury w Europie, stosy, ćwiartowanie itd) ale w kulturze zachodniej odeszło się od gloryfikowani takich zachowań, a i Japończykom trochę zostało z fascynacji zadawani bólu. Zastanawai mnie jak osoby (odnosi się to nie tylko do Japończyków) o skłonnościach sadystycznych, obecnie torturujących partnerów/partnerki na ich życzenie i, zachowywali się w czasie wojny. Obawiam się, że wówczas nie przejmowali by się zgodą ofiar. Nich sobie uprawiają to swoje perwersje, ale proszę wybaczyć będę to oceniał negatywnie to dewiacja, zboczenie, patologia jakieś zaburzenia psychiczne, problemy osobowościowe. Taki sposób odreagowywani stresu świadczy o skrzywionej psychice. Esesmani też bywali "porządnymi" ludźmi, płacili podatki, mieli rodziny, dzieci. Zjadanie odchodów to już ostra jazda. Wybaczcie, ale dal większości osób takie zabawy są chore i przypominają tortury z obozów koncentracyjnych, jenieckich czy to hitlerowskich, chorwackich dla Serbów (i innych) w czasie drugiej wojny, czy serbskich w czasie wojen bałkańskich w latach 90. Rozumiem klapsa, ale podwiązywanie, porządne bicie ( takie się w BDSM zdarza) to już dewiacja. W dodatku urąga to godności człowieka. Dziękuję, wolę jednak "wanilinowy " seks. nawet jak jest nico pikantny, ale bez skrajności. A swoją drogą co na to feministki w GW? Upokarzani kobiet, bicie instrumentalne traktowanie, nawet jeśli za zgoda chyba cześć z nich oburza, chyba że same są BDSM lesbijkami.

  • lelontm2

    Oceniono 73 razy 35

    >>>ale czym zboczenie seksualne różni się od zboczenia na punkcie torebek lub samochodów? Jest tak samo niegroźne.<<<

    No chyba nie do końca. Pedofilia może być groźna, podobnie jak skrajne formy sadyzmu.

  • Gość: ZZ

    Oceniono 32 razy 20

    Wszystko fajnie tylko ta niemiłosierna dyskryminacja kobiet w Japonii. Niby takie państwo rozwinięte technologicznie a mentalność średniowiecznej Europy albo jeszcze wcześniej.

  • sacco

    Oceniono 132 razy 20

    Uważam, że autor tych zdjęć przyznając się otwarcie do tego, że nie podnieca go koprofagia wykluczył się z grona otwartych i prawdziwie wolnych umysłów współczesnej Europy. Wyraźnie widać tu zacofanie wynikające z przynależności do kultury bigosu i kotleta schabowego, oraz zepchnięte głęboko w podświadomość i wyparte rezydua katolsko - ojczyźniane. Ktoś kogo nie podnieca jedzenie kupy i skanie w usta partnera nie zasługuje na miano awangardowego artysty, a już na pewno jest pozbawiony fantazji i wyobraźni (w przeciwieństwie do swoich genialnych bohaterów). Fotograf składając koprofobiczną deklarację sam się postawił w szeregu podkarpackich bigotów i moherów, którzy cenią sobie twórczość tak ciasno-klerykalnych twórców jak Michał Anioł, Rafael, Kilar, Arvo Part, Bach czy Rembrandt.Ten pożałowania godny coming out świadczy o tym, że GW zdecydowanie traci pozycję lidera w grupie gazet z wypiekami czytanych przez nastoletnich miłośników silnych wrażeń.

  • gazda1812

    Oceniono 70 razy 18

    "Przyjęło się, że perwersja z natury jest czymś złym, ale czym zboczenie seksualne różni się od zboczenia na punkcie torebek lub samochodów? Jest tak samo niegroźne. "
    Typowy przedstawiciel cywilizacji konsumpcjonizmu. Zboczenie na punkcie torebek i samochodów niegroźne? W tym sęk, że bardzo groźne, bo napędza niepotrzebne zużycie surowców naturalnych na naszej planecie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX