Stylizacja Marty Harner

Stylizacja Marty Harner (fot. Agnieszka Kulesza / Łukasz Pik)

zjawisko

Prywatna stylistka: Moja najmłodsza klientka miała 14 lat, najstarsza 75

Korzystanie z porad prywatnych stylistów stało się modne. Od 18-latki, która zgubiła kilka kilogramów i musi od nowa skompletować garderobę, przez 50-latka po rozwodzie, aż po polityka, który chce się upewnić, że wybrał odpowiedni odcień krawata na spotkanie - zakupy z ekspertem przestają kojarzyć się z kaprysem celebryty. Inwestycja w dobry wygląd zaczęła się opłacać. Poznajcie ludzi, którzy z ubierania innych zrobili własny biznes.

Zakres ich usług jest bardzo szeroki: od pojedynczych porad do całkowitej metamorfozy. - Moja najmłodsza klientka miała 14 lat, najstarsza 75 - mówi personal shopperka Marta Harner. Obie wspomina z uśmiechem na twarzy. - 14-latka przyszła do mnie z ojcem, wychowywana przez niego potrzebowała kobiecego spojrzenia na swój styl. A dla starszej pani dzień wspólnych zakupów okazał się pretekstem do odkrycia siebie i zaakceptowania nowych trendów - dodaje. Każdy klient przychodzi do niej z inną historią, ale wszyscy chcą dobrze wyglądać, czy to w nowej pracy, po urlopie macierzyńskim, chorobie, na ślubie, po rozwodzie, czy po prostu dla siebie.

Media na świecie lansują dziś ideał pięknej sylwetki, dobrze skrojonych ubrań i odpowiedniej fryzury. Nawet popularny ostatnio styl „normcore”, czyli lans na „normalność”, wymaga odpowiedniego przygotowania. - Nie każda kobieta potrafi sama poradzić sobie z tymi problemami - tłumaczy Agata Zolich, właścicielka Ministerstwa Wizerunku. - Przychodzą do nas głównie klientki po trzydziestce, ale ostatnio zauważyłam, że ta granica z roku na rok się obniża. Dziś obsługujemy też dwudziestolatki, które szukają pomocy, chcą się nauczyć, jak wykorzystywać nowe trendy w modzie - dodaje. Wiele z nich decyduje się na całkowitą metamorfozę, łącznie z makijażem, zmianą fryzury i koloru włosów.

Czasem wystarczy remanent szafy, świeże spojrzenie na stare ubrania przechowywane z sentymentu, ale bywa i tak, że wizyta u prywatnej stylistki wynika z potrzeby zmiany życia. - Mąż mnie nie poznał, miałam déja vu z pierwszej randki - opowiada zadowolona klientka Marty Harner. - Pomagam kobietom stać się tym, kim chcą być, i mieć życie, na jakie zasługują - podkreśla Justyna Krawczyk, licencjonowana Style Coach TM oraz założycielka firmy „Jak być szczęśliwą kobietą". Oprócz metamorfoz indywidualnych prowadzi warsztaty motywacyjne, wśród których największą popularnością cieszy się „5 kroków do szczęścia kobiety”.

Justyna Krawczyk, licencjonowana Style Coach TM (fot. paprochstudio.pl)Justyna Krawczyk, licencjonowana Style Coach TM (fot. paprochstudio.pl)

Ubierać, a nie przebierać

Marta Harner zajmuje się stylizacją od kilku lat, ale jako zawód i sposób na życie traktuje tę profesję od półtora roku. - Zawiesiłam wtedy na dwa miesiące pracę w korporacji dla europejskich uczelni Central Saint Martins w Londynie i Elisava w Barcelonie. Do korporacji już nie wróciłam, a chwilę później założyłam własną firmę w Warszawie - wspomina. W tym zawodzie konkretne wykształcenie nie ma większego znaczenia, bo najważniejszy jest talent. - Stylizowanie wymaga sprawnego poruszania się w tematyce analizy sylwetki, doboru koloru czy określenia stylu - wymienia Justyna Krawczyk.

Są firmy, które oferują specjalne, kilkudniowe szkolenia ze stylizacji i uczą, jak prawidłowo dobrać strój do sylwetki czy okazji. Duży nacisk kładą na psychologię. - Ten zawód wymaga miłości do mody, przed wszystkim jednak miłości do ludzi - podkreśla Agata Zolich, której kiedyś wydawało się, że każdy może zostać stylistą. Zmieniła zdanie w trakcie szkoleń, które prowadziła. Okazało się po prostu, że wiele osób nie ma wyczucia w pracy z klientem. - Stylista powinien znać się na modzie i mieć dobry gust, żeby zastany u klienta kicz zamienić w pożądany trend. Co więcej, to praca nastawiona na ciągły rozwój, a śledzenie pokazów, obecność na targach i przeglądanie na bieżąco magazynów to tylko nieliczne zadania stylistki. Tak naprawdę ten zawód to miszmasz kilku branży: socjologii, ekonomii, mody... - uważa Zolich.

Modowe ekspertki zgodnie twierdzą, że dobry stylista powinien być w pewnym sensie również psychologiem. - Musi słuchać, ale też obserwować ludzi, poznać ich styl życia, charakter. Nie może przebierać klientów, ale ma za zadanie ich ubierać - mówi Zuzanna Kuczyńska. Sama stylizuje głównie znane osoby: od polityków i biznesmenów, po piosenkarki i dziennikarki, ale w pracy nie ma to dla niej właściwie znaczenia, bo każdy klient jest dla niej tak samo ważny. - Jedyna różnica polega na późniejszej ocenie: stylizacje gwiazd komentowane są w mediach, a pozostałych klientek na przykład przez mężów i koleżanki - dodaje.

Stylizacja Marty Harner (fot. Agnieszka Rzymek) Stylizacja Marty Harner (fot. Agnieszka Rzymek)

W Polsce z roku na rok przybywa prywatnych stylistek. Większość z nich działa jednoosobowo, prowadząc firmy w domu, część zakłada jednak agencje zmiany wizerunku i prowadzi szkolenia w całej Polsce. Popularność zyskują dzięki zadowolonym klientkom, które polecają ich usługi koleżankom, albo dzięki gwiazdom, których zdjęcia pojawią się w popularnych magazynach. - Z perspektywy czasu myślę, że to był doskonały pomysł, żeby założyć firmę. Byłam świeżo po trzydziestce i wiedziałam, w jakim kierunku chcę się rozwijać. A praca w korporacji nauczyła mnie sumienności i zaangażowania, cech, które teraz bardzo mi się przydają - podkreśla z przekonaniem Marta Harner.

Facet wymaga więcej

Najczęstszymi klientami prywatnych stylistek w Polsce są kobiety, jednak statystyki są nieco zachwiane, bo mężczyźni zwykle nie przyznają się do takich wizyt. Sama byłam zaskoczona, gdy ostatnio mój 40-letni znajomy chwalił się, że to stylistka poradziła mu ściąć długie włosy. - 20 lat nosiłem taką fryzurę. Dlaczego nikt wcześniej nie powiedział mi, że skraca moją sylwetkę? - pytał nas później zaskoczony. Był tak zadowolony z efektu, że zapowiedział, że poleci stylistkę swoim kolegom.

Agata Zolich potwierdza, że ich usługami zainteresowanych jest coraz więcej panów. To głównie klienci, którzy nie mają czasu na zakupy i nie chcą sobie nimi zaprzątać głowy. Są jednak również tacy, którzy odczuwają potrzebę metamorfozy. A powody są różne, najczęściej decyzja o wizycie u stylistki wiąże się ze zmianą pracy, awansem, ślubem bądź rozwodem. - Z mężczyznami jest o tyle łatwiej, iż szczegółowo śledzą nasze doświadczenie i jeśli tylko im odpowiada, „oddają” się w nasze ręce bez zadawania pytań - mówi Zolich.

Agata Zolich, właścicielka „Ministerstwa wizerunku” (fot. Ministerstwo wizerunku)Agata Zolich, właścicielka „Ministerstwa wizerunku” (fot. Ministerstwo wizerunku)

Facet i moda to duże wyzwanie. Nie każdy lubi chodzić na zakupy, dlatego prywatna stylistka, która ułoży listę ubrań, oczyści szafę, a jeśli zajdzie potrzeba - sama zakupi odpowiedni strój, to niekiedy jedyna możliwość udanej metamorfozy. - Ja przede wszystkim szkolę mężczyzn. To niezwykła praca, bo klient jest wymagający. Mężczyźni są żądni wiedzy, podatni na zmiany, mają też do siebie większy dystans niż kobiety. No i poczucie humoru - śmieje się Marta Harner. Panowie przychodzą do niej zwykle z konkretem: ich garderoba ma być przede wszystkim praktyczna. Za radą stylistki decydują się na rzeczy odpowiednio dopasowane i dobrej jakości. - Przemawia do nich filozofia „mniej znaczy więcej”, to znaczy rozsądnie wydają pieniądze na ubrania, choć lubią też droższe gadżety i nie żałują na dodatki - dodaje Harner.

W tegorocznym rankingu „25 Most Powerful Stylists”, przygotowanym przez magazyn „The Hollywood Reporter”, znalazło się kilku mężczyzn-stylistów, działających przede wszystkim w zespołach z kobietami (np. duet Rob Zangardi i Mariel Haenn w pierwszej dziesiątce rankingu). A ilu facetów w Polsce pracuje w tym zawodzie? - Jest wielu chłopaków stylistów, ale takich z prawdziwego zdarzenia, którzy reprezentują wysoki poziom, i którzy się liczą jest kilku - uważa Michał Kuś, stylista w magazynie „Pani”. Ci najlepsi prywatnie ubierają stałych klientów. Płeć nie ma dla nich znaczenia, choć przyznają, że stylizują głównie kobiety. - Klienci przychodzą do mnie przeważnie dlatego, że nie rozumieją obecnych trendów i chcą je poznać albo zrobić sobie prezent. Na początku są trochę nieufni. Ale stylizacja to sztuka kompromisu - tłumaczy Paweł Kędzierski. Stylizacją zainteresował się ze względu na zamiłowanie do kultury. Dziś ubiera przede wszystkim kobiety, a swój zawód traktuje jak rzemiosło.

- Z doświadczenia wiem, że klientki lepiej reagują na opinie wygłaszane przez mężczyzn - przyznaje z kolei Artur Czamarski, który przez wiele lat zajmował się stylizacją, a ostatnio założył własną markę. Dzięki wyrobionym przez lata znajomościom, jego autorskie ubrania natychmiast znalazły się na czerwonym dywanie. Nie zrezygnował jednak ze stylizowania. - Ta praca wciąga. Współpracuję zarówno z osobami prywatnymi, jak i z gwiazdami. Czuję się odpowiedzialny za samoocenę moich klientów. Chcę ją wzmocnić przy pomocy właściwie dobranych ubrań - przyznaje Czamarski. Jedną z osób, nad których wizerunkiem pracował była Omenaa Mensah. - Zaczynaliśmy kompletnie od zera, to była wymagająca, ciężka, ale też niesamowita praca. Ta przemiana tkwi w mojej pamięci do dzisiaj - wspomina.

Justyna Krawczyk, licencjonowana Style Coach TM (fot. materiały promocyjne)Justyna Krawczyk, licencjonowana Style Coach TM (fot. materiały promocyjne)

Wyjść ze schematów

Analizując potrzeby klienta, prywatna stylistka sama proponuje stopień metamorfozy. Najwięcej osób decyduje się na czyszczenie szafy. Agata Zolich przyznaje, że ten moment bywa trudny, bo trzeba się zmierzyć ze wszystkimi wspomnieniami, które przechowują ubrania. - Z niektórymi bywa ciężko. Mężowie nie chcę wyrzucić prezentów od żon, choćby to były piżamy w serduszka, a kobiety bronią pierwszych markowych dżinsów, nawet gdy brakuje w nich suwaka - mówi Zolich.

Przegląd szafy to jednak dobry sposób na start i zrobienie miejsca na nowości. Klienci zazwyczaj wybierają opcję: „Przegląd szafy i zakupy”, która oznacza nie tylko generalne porządki w szafie, lecz także wspólne zakupy ze stylistką. Całość zajmuje ok. 10-12 godzin i podzielona jest na dwa, czasem trzy dni. Po takiej rewolucji w garderobie najczęściej zostają: dobrej jakości sweter, dopasowane spodnie, ołówkowa spódnica lub garnitur, koszula i trencz, czyli klasyka.

Klienci pozbywają się nie tylko starych i zniszczonych ubrań i dodatków, ale również tych, które są za małe, zbyt obszerne czy powyciągane. Dobra stylistka nie zna dla nich litości i opowieści o poplamionej koszuli, która kojarzy się klientce z awansem czy pierwszym komplementem od chłopaka, na nic się zdadzą. Wszystko, co uzna za nieodpowiednie, ląduje w pudłach. Rzeczy, które są w dobrym stanie, idą na sprzedaż, aby za zebraną kwotę kupić nowe. - Ja nie znam towarzyszących tym ubraniom historii, nie dociera do mnie ich ładunek emocjonalny - wyjaśnia Marta Harner. Dzięki temu potrafi wyjść ze schematów ubraniowych i obiektywnie mówi klientowi, czy wygląda w czymś dobrze czy nie.

Przygotowanie do sesji, Agata Zolich, właścicielka „Ministerstwa wizerunku” (fot. Ministerstwo wizerunku)Przygotowanie do sesji, Agata Zolich, właścicielka „Ministerstwa wizerunku” (fot. Ministerstwo wizerunku)

Nie oznacza to jednak, że stylistki nie szanują tych historii. Marta Harner wspólnie z klientem zostawia zawsze pudełko na sentymentalne pamiątki. Przegląd szafy kończy się listą zakupów. - To klient decyduje, czy zabierze mnie w dalszą modową przygodę - mówi Harner. To nie tylko wspólne zakupy, czasem również wizyta u fryzjera i nauka makijażu. - Czuwam nad całością metamorfozy, ale klient zaznacza, jak daleko chce w tej zmianie dojść, aby nadal być sobą. Każdy z nas ma inną tolerancję na zmianę, inaczej przebiega proces jej akceptacji. Tu powraca kluczowy szacunek i etyka w zawodzie - dodaje personal shopperka.

Zmiana się opłaci

Trudno oszacować wysokość zarobków prywatnych stylistek. U każdego wygląda to nieco inaczej. - Ceny wahają się od kilkuset złotych za metamorfozę garderoby do kilku tysięcy za zagraniczne zakupy ze stylistką - wylicza Marta Harner. Cennik zależy od doświadczenia, ale również stopnia zmiany wizerunku i okazji. Jeśli jest to wieczorne wyjście, koszt stylizacji wynosi średnio 500-800 zł. Osoby prowadzące własne firmy zwykle nie podają stałych stawek, uzależniając je od konkretnego przypadku, ale w agencjach wizerunkowych funkcjonują cenniki poszczególnych programów, i np. w Ministerstwie Wizerunku za przegląd szafy i zakupy zapłacimy 550 zł.

Do całości trzeba oczywiście doliczyć koszt zakupów. Rosnąca popularność stylistek dowodzi jednak, że jest to wydatek, który się opłaca. Gwarantuje nie tylko poprawę wizerunku, lecz także pewności siebie, a to przekłada się na świetne samopoczucie. - Cieszy mnie, że w Polsce coraz więcej osób decyduje się na inwestycję w swój wizerunek - podsumowuje Marta Harner.

 

Magdalena Linke. Studentka historii sztuki i prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Pracowała w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. W maju 2013 roku była kuratorem wystawy „Tadeusz Baranowski. Powrót” w Soho Factory. Była redaktorką prowadzącą dział Sztuka w portalu kulturalnym Magazyn. Dziś publikuje m.in. na łamach „Zwykłego Życia”, „Fashion Magazine”, „Art & Business”, „Elle” i vumag .pl. Uczestniczka warsztatów Fashion Writing i laureatka nagrody „Kick into Fashion Industry” na Festiwalu Art & Fashion by Grażyna Kulczyk.

Komentarze (14)
Zaloguj się
  • Gość: w trawie piszczy

    Oceniono 35 razy 25

    mam mieszane odczucia po tym artykule i po zobaczeniu kilku zdjęć + niektórych pań na czerwonych dywanach w Polsce... Nie rozumiem też fenomenu szafiarek, przecież nie kupię czegoś co reklamuje pani A czy pan B ale kupię to, w czym dobrze wyglądam, co pasuje do mojego charakteru i do a) mojej szafy b) mojego domu c) mojego samochodu d) wpiszcie co chcecie : ))) a szafiarka i stylistka to mniej więcej ta sama bajka ( tak tak wiem, na czym polegają różnice ale to nie zmieni mojego ogólnego zdania :) )

  • Gość: gość

    Oceniono 26 razy 18

    Czyli problemów 1go świata ciąg dalszy...

  • Gość: reww

    Oceniono 39 razy 11

    Kiedyś Coco Chanel powiedziała, że dwa kolory na sobie to szyk, trzy kolory to kicz - i tej złotej myśli się trzymam i bez pomocy stylistki idzie dobrze.

  • Gość: kisos

    Oceniono 11 razy 9

    Ok, ja wszystko rozumiem, nie rozumiem jedynie, dlaczego osoba, która zawodowo zajmuje się ubieraniem innych, sama nie potrafi dobrać podkoszulka i bielizny dla siebie (odcinający się stanik, za mała koszulka, marszcząca się między piersiami).

  • cezar85

    Oceniono 2 razy 2

    steve jobs też kiedyś ludziom wmówił, że potrzebują jego produkty

    powodzenia

  • baba67

    Oceniono 6 razy 2

    Jesli schudlabym bardzo i musiala wymienic wiekszosc garderoby taka usluga rzeczywiscie sie oplaca, bo kazda kobieta czasem wydaje spora kase na cos co po kilku razach na sobie odwiesza i juz nie nosi 'bo cos".

  • no_nick

    Oceniono 27 razy -3

    Najwyrazniej ludzie idiocieja w roznym stopniu. Ci, ktorzy nie potrafia sobie poradzic z wyborem spodni (idiocieja szybciej - lub pochodza z warstw spolecznych, w ktorych chodzi sie do toalety za stodole - co w sumie wychodzi na jedno) zatrudniaja do tego celu tych, ktorzy idiocieja wolniej - lub ich kretynizm rozwija sie w innym kierunku i jakims cudem potrafia kupic samodzielnie spodnie i koszule oraz wiedza jak zalozyc jedno i drugie nie lamiac przy tym rak i nie duszac sie rekawami. Z drugiej strony - patrzac na zdjecia w tym tekscie promocyjnym - efekty koncowe tego, kiedy kretyn ubiera sie (stylizuje sie raczej) samodzielnie i kiedy jest ubierany (stylizowany) przez innego kretyna nie sa wiele rozne od siebie. Jesli nie liczyc tego, ze kretyn stylizujacy jest o pare zlotych do przodu - co czyni z niego jednak mniejszego kretyna.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX