Kuba Wojewódzki

Kuba Wojewódzki (fot. FremantleMedia/Wojtek Kurczewski )

wywiad gazeta.pl

Kuba Wojewódzki: Lubię mieć wrogów. Tylko miernoty ich nie mają

Kiedy ironię i satyrę próbuje się nazwać rasizmem, seksizmem, to wtedy znaczy, że barometr, przepraszam za słowo rodem z restauracji, się zjebał. Tak jak nasza rzeczywistość za oknem. I ta salonowa, i ta z Pudelka. Gówno skleiło się z elitą. Kiedyś, po aferze z Ukrainkami, Kinga Dunin zapraszała mnie, żebym posprzątał u niej w chacie. Dziś już nie tylko ja wiem, że ma tam niezły burdel - mówi Kuba Wojewódzki. W mocnym wywiadzie - takim, jakiego dawno już nie udzielił - krytykuje rodzimy show-biznes. Na przykład "hieny cmentarne", które próbowały zbić kapitał medialny na śmierci Anny Przybylskiej.

Jakie to uczucie być w Polsce postacią budzącą niezmiennie, od lat, skrajne emocje?

- Czuję się jak przypadkowy bohater. I to nie jest kokieteria, tylko realne odczucie. Media to dosyć kapryśny i niezrównoważony pracodawca. Trzeba więc być stale gotowym na przesiadkę. Szczególnie że ja nie czuję się człowiekiem obdarzonym jakimiś wyjątkowymi talentami. Raczej mam odwagę i fantazję, aby sięgać po marzenia. Świat mediów jest dla mnie światem wewnętrznym. To znaczy interesuje mnie w nim praca, a nie wystawianie straganu z własną prywatnością. Jestem tu duchowo na pół etatu.

Czy wiesz, że twoje nazwisko działa jak wabik? Jesteś niczym sprawna agencja reklamowa. Każdy, kto choć nadmieni coś na twój temat w wywiadzie, medialnej wypowiedzi czy nawet na Facebooku, może liczyć na rozgłos. To dla ciebie powód do dumy czy utrapienie?

- Znam tę tendencję i ze źle ukrywaną skromnością przyznam, że jestem z niej dumny. Choć jednocześnie mnie śmieszy i zastanawia. Jest nawet kilku notorycznych recenzentów mojego żałosnego istnienia. Jednym z nich jest muzyk Tymon Tymański, podający się dość wylewnie za mojego kumpla, wręcz przyjaciela. Tymon z gracją tygodnika „Grazia” czy „Party” opowiada o moich pieniądzach, sławie i jej braku, karierze i jej końcu. Będąc brutalnym, stwierdziłbym grubiańsko - beze mnie Tymona medialnie nie ma, bo kogo interesuje jego płytki buddyzm, dosyć wioskowe już karate czy zakurzone płyty. Więc żeruje na mnie jak PiS na Smoleńsku.

Widocznie każdy ma takiego pasożyta, na jakiego zasłużył. Mariusz Jakus, aktor z dość charakterystycznym obliczem, opowiadał mi kiedyś, że kumple zabierali go często na imprezy, bo miał być ich „licencją na ruchanie”. Ja, w pewnym sensie, to samo zapewniam Tymonowi.

Kuba Wojewódzki (fot. FremantleMedia/Wojtek Kurczewski )Kuba Wojewódzki (fot. FremantleMedia/Wojtek Kurczewski )

A nie ciekawi cię, skąd wzięły się tak częste ostatnio plotki o tym, że nie masz przyjaciół?

- Konsekwencja niektórych w opowiadaniu o tym, jak bardzo jestem samotny, chyba najdobitniej świadczy o tym, że są moimi przyjaciółmi. Tylko jeszcze o tym nie wiedzą. No bo jak wytłumaczyć taką głęboką troskę o katalog moich relacji z innymi? Podobno cnotę i jakość swoich przyjaciół można wypróbować wyłącznie w niedoli, a ja unikam stanu niedoli. Przyjaźń jest dla mnie słowem z listy słów mocno ekskluzywnych. Nie wycieram go po gazetach, bankietach czy wywiadach. Warszawa jest pełna przyjaciół, ale jak Darek Krupa zabija kogoś na pasach, to szybko się wyludnia... Boję się ludzi, którzy tak ochoczo drą ryja, ilu to mają przyjaciół. Jeśli siedzenie na placu Zbawiciela i patrzenie, czy inni nas widzą, jest aktem przyjaźni, to ja wolę być sam. Dla mnie wspólne dymanie szesnastolatek nie jest pasowaniem na przyjaciela.

Ilu przyjaciół straciłeś, prowadząc swój program? Jako jeden z najbardziej rozpoznawalnych Polaków możesz mieć kłopot z odróżnieniem przyjaciół od pochlebców. Według badań masz rozpoznawalność jak Robert Kubica i Adam Małysz. Kojarzy cię 99 procent naszego społeczeństwa. To może być trudne dla twoich bliskich.

- A co ma rozpoznawalność do przyjaźni? Tyle samo co Adam Hofman do Formuły 1. Zawsze uważałem, że mówienie o przyjaźni w czasie przeszłym automatycznie redefiniuje tę relację. Wydawało mi się kiedyś, że przyjaźnię się z Szymonem Majewskim, Michałem Figurskim czy Andrzejem Saramonowiczem. Ale widocznie oni przyjaźnili się ze mną mniej. Ale zawsze będę to powtarzał. Ja jestem trudny do przyjaźnienia się. Nowotworem przyjaźni w show-biznesie jest rywalizacja. O sukces, sławę, kobiety. Nie znam tego z tomiku aforyzmów, a niestety z doświadczenia.

A może prowadzenie dość kontrowersyjnego show w TVN, mocno ironizującej audycji w Rock Radiu i prześmiewczej rubryki w „Polityce” spowodowało, że ludzie się od ciebie odwrócili?

- Nigdy tego nie ukrywałem - lubię mieć wrogów. Tylko totalne, półprzezroczyste miernoty nie mają wrogów. Może to chore, może niezrozumiałe, może dziwaczne, ale jest moje. Wobec świata, jaki mnie otacza, przyjmuję taką ocenę, że komplementem jest posiadanie wrogów. To znaczy, że nie zlepiasz się z tendencją zacierania granic świata, który jest akceptowalny, i świata, który jest do dupy. Show-biznes, Kościół, media czy polityka to świat wielkich namiętności, profitów, ale i licznych kłamstw, bełkotu i dróg na skróty. Nie dogaduję się z takimi wyborami. Ot, i cała recepta na fajnego wroga. Milczenie, gdy powinno się reagować, nazywamy tchórzostwem. Ja reaguję ironią, bo to jest mój język opisywania świata. Jak radna PiS chce aresztować osiołki w poznańskim zoo, bo zbyt radośnie kopulują, to ja się czuję, jakby mi ktoś chciał aresztować mózg. Jeśli jednak ktoś mój humor traktuje jak kij bejsbolowy na swoją głowę, to ja mu serdecznie współczuję.

Jesteś na tyle inteligentny, że wiesz, gdzie przebiegają dziś granice w mediach. Ale jednak i ty nie uniknąłeś wpadek. Flagi w kupie, podejrzenia o rasizm, afera z Ukrainkami, Trynkiewiczem czy w końcu rozbrat z przyjacielem Michałem Figurskim. To nie był najlepszy czas dla twego wizerunku.

- Z tymi wszystkimi problemami borykał się nie mój wizerunek, tylko ja sam. Osobiście. Hemingway powiedział kiedyś: „Powiedz mi, kim są twoi przyjaciele, a powiem ci, kim jesteś”. A ja nie chcę, żeby widzowie do końca wiedzieli, kim ja jestem. Bo zgoda na występowanie w mediach nie oznacza zgody na to, żeby mi zaglądać w duszę, do piwnicy czy w hemoroidy. Dla niektórych sam jestem granicą, która udowadnia, że ciągle żyjemy w państwie prawa. Bo drastyczna, niesmaczna, a czasem nawet głupia krytyka ciągle jest krytyką potwierdzającą ducha wolności. Nasze wybryki to koszt wolności.

Rozhisteryzowana gawiedź czy deformujące rzeczywistość tabloidy nie mogą zastąpić nam zdrowego rozsądku. Przeginanie pały jest w demokracji takim samym przywilejem jak wolne wybory. Myślący uczestnik współczesności, słysząc niektóre nasze prowokacje, wie, że to czynny barometr normalności. Kiedy ironię i satyrę próbuje nazwać się rasizmem, seksizmem, to wtedy znaczy, że barometr, przepraszam za słowo rodem z restauracji, się zjebał. Tak jak nasza rzeczywistość za oknem. I ta salonowa, i ta z Pudelka. Gówno skleiło się z elitą. Kiedyś, po aferze z Ukrainkami, Kinga Dunin zapraszała mnie, żebym posprzątał u niej w chacie. Dziś już nie tylko ja wiem, że ma tam niezły burdel.

Kuba Wojewódzki (fot. FremantleMedia/Wojtek Kurczewski )Kuba Wojewódzki (fot. FremantleMedia/Wojtek Kurczewski )

Uciekasz od odpowiedzi. A co z pozostawionym kumplem? Pracowaliście razem blisko osiem lat. To chyba do czegoś zobowiązuje?

- Macie niezwykłą elastyczność w definiowaniu męskich relacji. Kilka wersów temu Michał był moim przyjacielem, a teraz jest już tylko kumplem. Może w epoce płytkiej, naskórkowej, elektronicznej wersji przyjaźni z Facebooka te dwa terminy są dla was tożsame, ale dla mnie, urodzonego w latach 60., nie są. Michał był najlepszym partnerem radiowym, jakiego kiedykolwiek miałem. To fajny, wyzwolony łobuz, który nie wiedzieć czemu, próbuje się teraz odżegnać od wszystkich swoich atutów. Powinien zostać sobą, bo wszyscy inni są już zajęci. Cieszę się, że wrócił do radia, mam nadzieję, że nie spokorniał. Olga Bołądź powiedziała mi kiedyś słowa, które noszę w sercu jak ateistyczny medalik: „Będąc indywidualistą, trzeba mieć odwagę ponosić konsekwencje indywidualizmu”. Dziś ponosimy je z Michałem oddzielnie.

Fantastycznie lawirujesz między odpowiedzią na nasze pytania a chęcią powiedzenia tego, co chcesz powiedzieć. To są figury sprawdzone w twoim programie, nie działają jednak w wywiadzie prasowym. Widać, gdzie jest fastryga, gruby szew.

- Dobra. Cholerne baby. Czego więcej chcecie?

Nigdy nie wyraziłeś skruchy wynikającej choćby z wsadzenia polskiej flagi w atrapę psiej kupy. W odcinku twojego show, którego gościem był rysownik Marek Raczkowski. A czas chyba najwyższy? Wielu ludzi dziś na to czeka.

- Tłum ludzi oczekujących na przeprosiny za kupę. To brzmi jak tytuł dobrego filmu. Ja bardzo chętnie przeproszę za kupę, za zabójstwo Kennedy'ego, konflikt w Darfurze, zespół Milli Vanilli oraz nimfomanię Marii Skłodowskiej. Tylko to nie jest moja wina. Nigdy nie wetknąłem polskiej flagi w psią kupę ani żadną inną kupę. To jest fakt medialny, czyli dokładnie taki sam jak wpis Jana Hartmana o kazirodztwie. Nikt nie czytał, ale wszyscy zbiorowo chętnie się oburzą. Wy też powtarzacie plotki. Milion powtórzonych plotek zastyga w prawdę. To nie jest kraj do komunikowania się metaforą czy spekulacją. Tutaj świat musi być prosty i poukładany, bo wtedy jest bezpiecznie. Albo jesteś lemingiem, albo katolickim talibem. Albo cię, obywatelu, w ogóle nie ma. Na marginesie wam powiem, że ta flaga w kupie to jest dosyć ładny symboliczny skrót. Polska jest obecnie w niezłej kupie i szczerze mówiąc, nie widać specjalnej szansy na zmianę adresu.

Co masz na myśli?

- Liczne dziwne tendencje. Jedna na przykład jest taka, że zorganizowana grupa ludzi terroryzuje nas pojęciem patriotyzmu.

W jego imieniu dokonuje się selekcji ludzi jak na rampie w obozie. Na tych, którzy są przydatni do naszych celów, i na wrogów, którymi się zajmiemy później. Czyli wtedy, jak przejmiemy władzę. Patriotyzm, który polega głównie na patetycznym napieprzaniu o patriotyzmie. Dlaczego ten kraj ma być dla mnie lepszy od innych krajów? Tylko dlatego, że się w nim przypadkowo urodziłem. Patriotyzm to wspólnota, a nie wykluczanie.

Inny problem, dosyć modny ostatnio, to masochistyczne użalanie się nad tym, jak bardzo jako społeczeństwo jesteśmy do dupy. Mnie się już nie chce tak myśleć. Ja to wiem i chcę z tej kupy się wydostać. Twarzą takiej estetyki stał się Maciej Maleńczuk. Myślę, że nie ma takiej rzeczy, której on o Polsce i Polakach by nie powiedział. Maciek świetnie diagnozuje ten polski narodowy kompot z megalomanii i kompleksów, ale robi z niego komiks. Czyli mówiąc w skrócie, ja mu nie wierzę. Nie lubimy, jak się nam przypomina o naszej paskudności, bo nikt nie lubi. Ani Belgowie, ani Rosjanie, ani Czesi. Ale czas uwierzyć, że na naszych oczach dokonuje się wielka polska zmiana warty. Przychodzi nowe pokolenie, które ma w dupie i Kaczyńskiego, i Tuska. Młodzi chcą mieszkać w europejskim kraju, a tego nie zmajstrują im zaściankowi polityczni bankruci. To także dzięki nim wszyscy jesteśmy wkupowzięci. Bardzo jestem ciekaw wyniku najbliższych wyborów. Czuję w powietrzu czas wietrzenia politycznej szafy ze starych etosowych moli. Ludzie młodzi, niewciśnięci w klincz napierdalanki pomiędzy PO a PiS, mogą zrobić tu niezłą demolkę w imię przyszłości. Na to czekam i bardzo do tego zachęcam. Niech wasza frekwencja rozpieprzy tę matnię.

A ty sam nie czujesz się molem? Dla swojego odbiorcy chyba już nim jesteś. Ci, którzy słuchają cię w Rock Radiu i oglądają w TVN, to głównie ludzie młodzi.

- Widzę, że koleżanki odrobiły lekcje. Sławomir Mrożek, chyba w „Małych listach”, napisał: „Czas jest zawsze aktualny”. Wiek nie istnieje. To tylko cyfry. Zawsze uważałem, że lepiej rozpieprzyć swoją młodość, niż z nią nie robić nic. I tak mi zostało do dziś. Polecam każdemu.

Twój konik to krytyka Kościoła katolickiego. Nie masz czasami poczucia, że brak ci kwalifikacji do wypowiadania się w tej sprawie?

- Konikiem niektórych księży są dzieci albo brzydkie filmy z nimi. I też nie mają do tego kwalifikacji, a jednak ich ciągnie. Ja mam podobnie. Szymon Hołownia zawsze mi powtarza, że Kościół to nie jacyś ONI. Kościół to podobno my wszyscy. Czy tego chcemy czy nie. Mogę oczywiście czepiać się środowiska listonoszy czy wulkanizatorów, badać u nich odsetek pedofilii, ale oni nie odmieniają słowa „miłość” przez wszystkie przypadki.

Dla mnie dzisiejszy Kościół ma twarz pana, byłego arcybiskupa, Wesołowskiego. Wiara, chrześcijaństwo to jest zbyt poważna sprawa, oczywiście dla wierzących, żeby ją zostawić wyłącznie Kościołowi. Dlatego z miłości do bliźniego zabieram głos w tej sprawie. Kościół ma strukturę monarchiczną i takiego też oczekuje od wiernych posłuchu. W XXI wieku. To, co ostatnio wyprawiają w Polsce, to absolutny obyczajowy zaduch i uzurpowanie sobie prawa do gmerania nam w duszach bez znieczulenia. Tłumienie wolności słowa, pakowanie się z czarnymi drogimi butami na porodówkę, do nauki i naszego portfela. Kościół przestał być narzędziem Chrystusa, a stał się narzędziem chytrusa.

Kuba Wojewódzki (fot. FremantleMedia/Wojtek Kurczewski )Kuba Wojewódzki (fot. FremantleMedia/Wojtek Kurczewski )

Skoro już jesteśmy przy chytrusach. Podobno jesteś bardzo bogaty.

- Broń Boże! Ale dlaczego majątek wywodzicie z faktu bycia chytrym? Siłą nabywczą szczęścia nigdy nie były dla mnie pieniądze. W Biblii jest napisane: „Chciwość pieniądza jest korzeniem wszelkiego zła”. Oni zresztą wiedzą to najlepiej.

Jesteś kabotynem?

- Oczywiście. Ale z przekonania, nie z przypadku.

Ale nie bierzesz chałtur. Nie prowadzisz kiepskich festiwali, rautów, otwarć knajp i hoteli - jak robi to wielu twoich kolegów po fachu. Dlaczego? Stać cię na to?

- Dostaję czasem dziwne oferty. Poprowadzenie bankietu dla dużej firmy deweloperskiej za 100 tysięcy złotych czy, co zabawniejsze, przybycie do kogoś na urodziny za 50 tysięcy. I nie będę ukrywał, jestem fanem kasy, jestem smakoszem mamony, ale w samym słowie „ konferansjer”, jak dla mnie, jest coś żałośnie niewolniczego. Praca na czyichś warunkach i zachwalanie jakiegoś paździerza niezgodnie ze smakiem, sumieniem czy poczuciem obciachu nie wchodzi w rachubę. Zbyt boleśnie dymałoby to moje poczucie niezależności. Innych poczucie też dyma, tylko oni mają widocznie taką cenę, która łagodzi ból. Ja takiej staram się nie mieć.

Podobno jako postać medialna jednak się kończysz. Co pół roku media donoszą o spadającej oglądalności twojego programu. Jak reagujesz na takie opinie?

- Tak jak nieboszczyk reaguje na kolejne stawiane mu diagnozy. Z zimną obojętnością. Jest taki rodzaj widza - a czasami mam wrażenie, że Bóg w swojej nieograniczonej mądrości większość takich widzów umieścił pomiędzy Bałtykiem a Karpatami - któremu nic się nie podoba. Który najchętniej zajebałby wszystkich występujących w telewizji. Jedną z najbardziej zauważalnych zdobyczy społecznych po 1989 roku jest prawo do nienawiści. I część narodu z tego prawa skrzętnie korzysta.

Wielkim sukcesem tabloidów jest napiętnowanie ludzi z mediów mianem celebryty darmozjada. Kiedyś nienawidziło się pana z folwarku, potem sekretarza z partii, teraz celebryty. Polski mechanizm dziejów. Kiedy chcemy zrozumieć pewne zjawiska medialne, analizujemy je i diagnozujemy. Kiedy chcemy komuś przyłożyć, robimy hałas i produkujemy plotki. Telewizja generalnie traci widzów. Dosyć demokratycznie i równolegle. Mój program od lat jest liderem swego pasma. To znaczy, że we wtorek o godzinie 22.30 moich gości oraz mnie ogląda najwięcej widzów. Taką metodą rozlicza mnie egzekutywa z TVN. A więc śnię spokojnie.

Skąd się wziął pogląd, że w swoim programie niszczysz ludzi?

- To chyba pomyłka. To Alfred Rosenberg. On stworzył program do niszczenia ludzi. W naszym kraju dochodzi do specyficznego dualizmu - z jednej strony uwielbiamy tak zwany small talk, wszyscy go uprawiamy, ale jak ktoś robi z niego telewizyjny format, to narzekamy, że to płytkie. Głupie i o niczym. W publicznych deklaracjach przeciętny Polak chce w telewizji widzieć „Biesy”, „Śmierć w Wenecji” i dyskusje o wielkości Fukuyamy, a jak tylko jest okazja, to ogląda „Rolnik szuka żony”. Ameryka zasypia przy swoich nocnych talk-show, bo Ameryka nie wstydzi się swojego obciachu. My, dumni potomkowie Jagiellonów, zapominamy, że kiedyś rządził tu Piast i jego Rzepicha.

Przepraszamy cię bardzo. Fajny wykład z historii, ale co to ma do naszego pytania?

- Buduję tło społeczne do odpowiedzi. Językiem mojego programu jest ironia, sarkazm i daleko posunięta satyra. Mój przyjaciel, który wraz ze mną jest producentem programu, twierdzi, że mam bardzo specyficzne poczucie humoru. To znaczy, że on nie zna kogoś drugiego, kto miałby podobne. I tu jest sedno problemu. Lubię przesadzać i bywam w tym głupi. Lubię szukać granic, których nie szukają inni autorzy. Stawiać moich gości w sytuacjach, w których nigdy nie byli stawiani. Czasami detronizować ich na kilkanaście minut. Zabrać tę politurę gwiazdorstwa. Ale nigdy nie działam przeciwko nim. Tylko razem z nimi. Nie robiłbym tego programu 13 lat, gdyby wasz zarzut był prawdziwy. Talk-show to wariacja na temat rozmowy. Nie ja niszczę ludzi, czasem niszczy ich nieumiejętność zwariowania na własny temat. To się chyba tradycyjnie nazywa - mieć dystans do siebie.

Jesteś sprytny. Czasami tak żonglujesz tematami i ich wartościowaniem, że z jednej strony pozujesz na tolerancyjnego liberała, wolnomyśliciela, a z drugiej lubisz sobie pożartować z gejów, lesbijek czy czarnoskórych. I to na granicy poprawności politycznej. Hipokryzja czy brak charakteru?

- Jesteście bardzo serio. A to nie pomaga w zrozumieniu show-biznesu. Zmierzacie w kierunku galaktyki, w której mieszka naczelny prokurator świata rozrywki, czyli Karolina Korwin Piotrowska. Samo słowo „ poprawność” budzi u mnie potrzebę niepoprawności. Talk-show, jaki ja prowadzę, ma korzenie w stand-upie. A to jest świat nieprzyzwoicie nieprzyzwoity. To enklawa ludzi ze skłonnością do przesady. Mamy podobno wolność słowa, ale ja zabiegam o to, co powinno być wcześniej. O wolność myślenia. Mamy wolność pukania się w czoło, zadawania głupich pytań, wolność bełkotu i przesady. Bo tylko wtedy możemy sprawdzić, czy nasza wolność nie jest wyłącznie papierowym zapisem. Jeśli ja mogę naginać rzeczywistość, to jest znak dla innych, że jeszcze można.

Kto nie chce do ciebie przychodzić? Jest jakaś kategoria osób, które zdecydowanie odmawiają udziału w twoim programie?

- Nie traktuję personalnie odmowy wizyty w moim programie. Śmieszą mnie natomiast ludzie, którzy choć nie są zapraszani, to bardzo lubią mówić o tym, jak bardzo nie chcą przyjść. Statystycznie szerokim łukiem omijają mnie sportowcy-katolicy. Tacy, co to się nie wstydzą Jezusa. Najwyraźniej długie treningi oraz debaty z sacrum powodują, że wypacają poczucie humoru.

Skoro już jesteśmy przy sacrum. Jesteś ateistą. Według klasyków człowiek bez wiary jest tylko półczłowiekiem. To celowa próba bycia wbrew, zwrócenia na siebie uwagi czy świadomy wybór?

- Ten cytat o półczłowieku to chyba z Goethego. Zabawne, że takie dyrdymały wygłaszał facet, który już w wieku 15 lat dymał na potęgę kelnerki. Tak, dzięki Bogu jestem ateistą. Uważam, że bycie w tym kraju ateistą to akt odwagi i suwerennego myślenia. My po śmierci nie zjeżdżamy do zajezdni o nazwie „ życie wieczne”. My chcemy użyć życia za życia. Ateizm refleksyjny nie jest gwałtem na tradycji czy obyczaju, jest poszukiwaniem własnej drogi. Nigdy nie byłem chórzystą, a szczególnie takim, który mocno fałszuje. Mam duszę solisty. Zawsze najprawdziwsze było dla mnie zdanie: „Jeśli Bóg jest, to dlaczego Go nie ma”. Religia jest albo dla tchórzy, albo dla ludzi niepotrafiących mocno, ale samodzielnie trzymać steru własnego sumienia. Wiara coraz częściej kojarzy mi się z oddawaniem czci szakalom przez osły. Kościół jest jak McDonald's - przede wszystkim liczy klientów. Jakość obsługi schodzi na kolejny plan.

Uczestniczyłem ostatnio w pogrzebie Ani Przybylskiej. Ksiądz w kościele mówił z zaangażowaniem sprzedawcy mebli. O jednej z najcudowniejszych istot, jakie znałem, wygłaszał frazesy rodem z Wikipedii. Padały slogany o tym, że „Bóg jest łaskawy i sprawiedliwy”. To największe kłamstwo, jakie czytałem, od dwóch tysięcy lat. Tylko bezlitosny egoista potrafi zabrać młodą matkę trójce dzieciaków. Ale to nie wszystko. W trakcie mszy poświęconej zmarłej osobie Kościół nie zajmuje się tym, kto odszedł, nie zajmuje się jej rodziną i bólem. Kościół zajmuje się sobą. Swoim pieprzonym ewangelicznym narcyzmem. Jak padły słowa „Przeprośmy za nasze grzechy”, to aż zacisnąłem pięści z bezradności. A kiedy wy przeprosicie za swoje - za obłudę, pedofilię, zachłanność i bizantyjski styl życia? Kiedy ten wasz Bóg przeprosi rodzinę Ani, że gdy ona odchodziła, on zajmował się doglądaniem budowy kolejnej świątyni. Niech przeprosi Jarka, że zabrał matkę jego dzieci. Z pozycji kolan nie zmieni się ani świata, ani własnych horyzontów. Czasami mam wrażenie, że gdyby to od Polaków zależała ewolucja, to chodzilibyśmy wyłącznie na kolanach.

Kuba Wojewódzki (fot. FremantleMedia/Wojtek Kurczewski )Kuba Wojewódzki (fot. FremantleMedia/Wojtek Kurczewski )

To, co się działo po śmierci Anny Przybylskiej sporo nam powiedziało o miejscu, w którym jesteśmy jako społeczeństwo, jak i o naszych mediach.

- Nagle wokół śmierci Ani zaczął robić się magiel. Przerażający, bo jego źródłem była czyjaś realna tragedia. Licytacja, kto ją lepiej znał, z kim się bardziej przyjaźniła. I najgorsze: licytowanie się, kto wiedział więcej o jej chorobie, a kto mniej. Tu pełną pulę zgarnął patologiczny konował z Trójmiasta. Kinga niestety zajęła dobre, drugie miejsce. Ania i jej śmierć stała się okazją do błyśnięcia dla zidiociałych quasi-dziennikarek i niezdolnych aktorów. Trzeba to jasno powiedzieć. To był zlot medialnych cmentarnych hien. Nie wiem, czy byłaby dumna z takiego towarzystwa. Jej prawdziwi przyjaciele żegnali ją godnie i w milczeniu.

Z twojego programu, audycji w Rock Radiu czy felietonów w „Polityce” najczęściej dowiadujemy się, kogo nie lubisz lub nie cenisz. Pogadajmy na odwrót. Kogo lubisz i kogo cenisz?

- Błąd. Myślenie stereotypowe i poznawczy owczy pęd. Czy żart z kogoś, czegoś lub sytuacji jest agresją? Satyra bywa przytuleniem drugiego człowieka. Kocham ludzi, dlatego zostałem dziennikarzem. Światem człowieka jest przede wszystkim drugi człowiek. Dopiero później idea, religia czy polityka. Bardzo cenię i lubię Marka Kondrata, Agnieszkę Chylińską, Jana Nowickiego, Jacka Cygana, Olę Kwaśniewską, Elę Zapendowską, Piotra Banacha, Michała Żebrowskiego, Anię Cieślak, Olę Hamkało, Czesława Mozila, Ewę Farną. Cieszę się, że z kontaktów zawodowych przeszliśmy do relacji prywatnych. Ta lista jest dosyć długa, a wymienianie ludzi, których szanuję, jest dosyć śmieszne. Bo szanuję wszystkich. Po prostu niektórych bardziej. Zawsze lubiłem sprowadzać ludzi, rzeczy i sprawy do absurdu. W tym nie ma agresji czy wartościowania. Jest zabawa słowem, skojarzeniem, znaczeniem. Surfing słów.

Surfing słów. Oczywiście, na przykład pisanie o Rafale Ziemkiewiczu, że jest specjalistą od seksu na śpiocha. Tak sobie wyobrażasz surfowanie?

- Ale tylko po płytkiej wodzie. Nie popadajmy w demagogię. Gdyby media tak zwanego liberalnego nurtu miały ten sam potencjał nienawiści co media prawicowe, to ze słów Ziemkiewicza można by zrobić aferę o skali naszych Ukrainek. Bo nienawiść w tym kraju jest bardzo komercyjna. Świetnie się sprzedaje. Ziemkiewicz walnął głupotę, bo pod tym katolicko-konserwatywnym gorsetem śpi przyczajony zbok w średnim wieku. Dla mnie to nie jest sensacja. Tylko po co on udaje?

Z czego w swoim życiu jesteś najbardziej dumny? Masz już 51 lat i takie pytanie chyba jest na miejscu?

- W życiu zawodowym czy prywatnie?

O życiu prywatnym nie chcesz rozmawiać, więc nie kokietuj. Chodzi nam o bilans zawodowy.

- Najbardziej jestem dumny z selfie z Januszem Gajosem.

Selfie z Januszem Gajosem (fot. Kuba Wojewódzki)Selfie z Januszem Gajosem (fot. Kuba Wojewódzki)

 

Kuba Wojewódzki. Dziennikarz telewizyjny, radiowy i prasowy. Felietonista, publicysta, satyryk. Prowadzi własny talk-show w TVN, audycję „Książę i żebrak” w Rock Radiu, zgryźliwą rubrykę o show-biznesie w tygodniku „Polityka”. Juror w wielu programach typu talent show, m.in. w „Mam talent!” oraz „X-Factor”. W zamierzchłych czasach redaktor naczelny kultowego pisma „Brum”, o muzyce i nie tylko pisał dla „Przekroju”, „Wprost”, „Playboya”. Odtwórca głównej roli w spektaklu na podstawie sztuki Woody'ego Allena „Zagraj to jeszcze raz, Sam” (reż. Eugeniusz Korin, Teatr 6. piętro). W życiu gra rolę prowokatora i ironisty. Jak twierdzi, w słusznej sprawie.

Komentarze (474)
Zaloguj się
  • r.radzyminski

    Oceniono 2015 razy 1193

    Ten facet jest jak Siergiej Bubka, któremu przez 15 lat nikt nie podskoczył do zawieszonej przez niego poprzeczki. Ćwiartką jego błyskotliwego umysłu możnaby nakarmić ze dwa kluby parlamentarne dowolnej kadencji Sejmu.

  • Gość: Owiec

    Oceniono 1149 razy 847

    Hmm... Mam dziwne wrażenie, że panie dziennikarki nie poradziły sobie z poziomem inteligentnej abstrakcji pana Wojewódzkiego.

  • rabingoldblatt

    Oceniono 811 razy 583

    Paczam,paczam i oczom nie wierze.

    Jak Wojewódzki nie robi z siebie kretyna to okazuje się, ze ma dobrze w głowie poukladane. Szkoda, że 'bycie kretynem" bardziej mu się opłaca niż pokazanie prawdziwego oblicza inteligentnego faceta o wyrazistych poglądach.. Ale prawdopodobnie on najlepiej pojął że w polskim szolbizie, zarabia się prezentując poziom "rolnik szuka żony" a "biesy' oglada się późno w nocy jak "elita" wciąga koks w modnych knajpach.

    Szkoda, że chowa się za maską bo brakuje nam mądrych ludzi.

  • kadykianus

    Oceniono 442 razy 246

    To w "Portrecie Doriana Graya" Oscara Wilde'a książę Henryk mówi, że tylko miernoty nie mają wrogów. To święta prawda. Wojewódzki jest wykształcony i ma coś do powiedzenia ale trzeba pamiętać, że jest też mistrzem wciskania kitu. Najbardziej mnie rozwalił stwierdzeniem, że jego program ma źródła w stand-upie... Litości. Co jeszcze? Nobel z chemii?

    Robi program dla gimnazjalistów, w którym główną gwiazdą jest on sam. To nie grzech. Ale jeśli już Kuba rzuca wszystkim w twarz swoje poglądy na świat (dobrze, że to robi) to chciałbym widzieć gościa, który mówi prawdę, całą prawdę i tylko prawdę a nie lawiruje.
    A Wojewódzki lawiruje, bo nie ma odwagi być sobą DO KOŃCA. I dlatego też 80% tego wywiadu to lanie wody i kit. Reszta to brutalna prawda jak np. to, że katolickie pogrzeby to gó...: ksiądz gada o wszystkim tylko nie o zmarłym. Gada głównie o instytucji w której pracuje. Wiem, bo byłem raz na świeckim pogrzebie.

    Wojewódzkiego nie oglądam, bo za niski poziom ale widać, że to mądry gość.

  • zdzislawzakalec

    Oceniono 327 razy 223

    Kubus, gdy ktos nazwie cie pajacem to nie znaczy, ze uwaza cie za wroga. Uwaza cie za pajaca.

  • kacykmoralny

    Oceniono 177 razy 147

    Chciałbym zauważyć, że wspomniany Adam Hofman ma tabuny wrogów, co nie przeszkadza mu w byciu miernotą. Z czego by wynikało Panie Kubo, że Pańskie przekonanie o własnej wyjątkowości jest oparte na fałszywych przesłankach.

  • Gość: Jolanta

    Oceniono 298 razy 142

    Jest inteligentny , ale nic nie usprawiedliwia prostactwa jakie propaguje w swoich programach. Jest za inteligentny dla przeprowadzających wywiad. Prześlizguje się obok niewygodnych odpowiedzi np. dotyczących Figurskiego, pogardliwych , bo jednak są pogardliwe bez względu na mętne tlumaczenie wypowiedzi o Ukrainkach, czarnych itd. Powołuje się na cytat z Biblii, ze mamona to źródło wszelkiego zła, za chwilę przyznaje , ze jest fanem kasy i smakoszem mamony. Mysle , ze tak generalnie ma gdzies wszystko : przyjaciol, patriotyzm, widzow, kosciol, ateizm. Swoją działalnosc i swoje postępowanie zawsze obroni, nikogo przepraszal nie bedzie bo na tym przeciez polega jego indywidualizm. Dla mnie to egocentryzm do szescianu. Programy prowadzone przez niego są slabe, o niczym a raczej o przeslowiowej d... Maryni . Oglądane przez osoby, ktorych cieszy jak ktos komus dowali, obrazi, rzuci chamskim slowem, Nie ma tu zadnego drugiego dna . Jest tylko sposob na zycie.czyli sposob na zdobywanie kasy.

  • zalobanarodowa

    Oceniono 594 razy 114

    Przepis Wojewódzkiego na wywiad:

    1. Ktoś tam kiedyś powiedział coś tam (nikt o tym nie wie więc jest ciekawie, przy okazji pokazuję jaki jestem oczytany). Powtórzyć 5 razy.
    2. Ja raczej sądzę że (metafora. np: życie wieczne to zajezdnia. Jest zabawnie. Powtózyć 20 razy)
    3. Porównanie dwóch rzeczy z dupy do siebie, np. jakiegoś polityka PiSu do Beatlesów, lachociąga z Euro do Curie-Skłodowskiej. Jest jeszcze zabawniej. Powtórzyć 10 razy.

    Gawiedź wzdycha jaki on błyskotliwy. Tylko jak weźmiemy to wszystko, potrząśniemy i wymieszamy wyjdzie mniej więcej to samo. Kupa błyskotek bez treści.
    Przeczytasz i nie wiesz o czym on właściwie mówił.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX