Czesław Mozil

Czesław Mozil (fot. Barbara Kaniewska)

wywiad gazeta.pl

Czesław Mozil mocno o polskich emigrantach: Polacy często uważają się za lepszych niż przybysze z innych krajów i są rasistami

Najnowszy krążek zespołu Czesław Śpiewa, zatytułowany "Księga Emigrantów. Tom I", który ukaże się 6 października, to wyrazisty komentarz do tego, jak nasi rodacy zachowują się na emigracji. Czesław Mozil, lider zespołu, który sam wiele lat życia spędził w Danii, mówi w rozmowie z Weekend Gazeta.pl: - Na płycie trochę szydzę, trochę się śmieję, obserwuję te polskie kompleksy. Chodzi mi o to, że Polak nie zadzwoni do domu i nie powie: "Mamusiu, sprzątam tu mieszkania i jest mi z tym dobrze". Nie, on będzie się tego wstydził. No i jak wraca do swojej wioski, to co ma powiedzieć? "Tęsknię, jest mi źle"? Nie! On stawia wszystkim kolejkę, bo on ZARABIA.

Twoja nowa płyta w całości dotyczy tematu emigracji. Czy ty sam wciąż czujesz się emigrantem? W Polsce mieszkasz od sześciu lat...

- Ten czas był tak intensywny, że troszeczkę zapomniałem o tym, że kiedykolwiek mieszkałem w Danii. Ale oczywiście mam takie miejsce, gdzie czuję się jak w domu, gdzie mnie nikt nie rozpoznaje na ulicy; tym miejscem jest dla mnie Kopenhaga. Tam mieszkają moi rodzice.

Ale twoim pierwszym domem było Zabrze, które opuściłeś w dzieciństwie.

- Tak. I w tym sensie czuję, że emigrację przeżyłem dwukrotnie: najpierw w Danii, teraz w Polsce.

Jak wspominasz swoje pierwsze dni w Danii?

- Było nam o tyle łatwo, że na miejscu była już moja babcia, która wyjechała do Danii w latach 70. Mieliśmy tam jakiś punkt zaczepienia, ale na początku mieszkaliśmy w obozie Czerwonego Krzyża, gdzie ubiegaliśmy się o azyl. Przebywali w nim uchodźcy z różnych krajów, m.in. afrykańskich, arabskich.

Czesław Mozil (fot. Barbara Kaniewska)Czesław Mozil (fot. Barbara Kaniewska)

Dużo czasu tam spędziłeś?

- Trzy albo cztery miesiące. Chodziłem wtedy do czegoś w rodzaju zerówki. Dzieci z obozu jeździły na wizyty do duńskiej szkoły. Pamiętam ten dzień, kiedy ojciec przyjechał po mnie i powiedział, że dostaliśmy azyl. Ojciec nie jest człowiekiem, który okazuje emocje, ale wtedy to było wielkie wydarzenie: pozwolono nam zostać. Dostaliśmy tzw. alien passport. I tak zostałem „obcym” (śmiech).

Jak to wszystko wyglądało z perspektywy dziecka? To był dla ciebie duży szok?

- Jak się ma sześć lat, to wszystko jest płynne... Nie czułem dużej zmiany. Bawiłem się z chłopakami, którzy mieli inny kolor skóry. I choć nikt z nas nie mówił po duńsku i nie mogliśmy się skomunikować werbalnie, to problemu nie było. Dzieciaki komunikują się na migi.

Kim byli twoi koledzy z klasy?

- Wylądowałem w takiej klasie, która przyjmuje obcokrajowców. Byłem tam jedynym Polakiem. Reszta dzieciaków pochodziła z Turcji, Maroka, Iraku, Iranu. Uczyliśmy się podstaw duńskiego. I mi się udało. Jako że matka jest polonistką, bardzo szybko nauczyłem się czytać. I nawet jeśli nie znałem języka, to jednak miałem przewagę nad pozostałymi dzieciakami. Później to się oczywiście wyrównało, ale wtedy byłem do przodu. Dlatego pod koniec roku szkolnego udało mi się przejść z klasy dla zagranicznych dzieci do takiej, w której są prawie sami Duńczycy.

Jak oni cię przyjęli? Jako jedyny obcokrajowiec miałeś pewnie ciężko?

- Nie. Nie bardziej niż każdy inny „nowy dzieciak w klasie”. A że mi zawsze było łatwo komunikować się z ludźmi, to ta nowa sytuacja nie była dla mnie szczególnie dziwna. Dziwne było raczej to, że zostawiłem swoich kumpli z poprzedniej klasy...

Wygląda więc na to, że z kraju do kraju „przeskoczyłeś” bez bólu?

- Raczej tak. Dania była wtedy tolerancyjnym krajem. Albo przynajmniej tak się mogło wydawać.

Co masz na myśli?

- Pamiętam, że na naszym osiedlu wszyscy moi koledzy byli z krajów arabskich. Mieli inny kolor skóry, nieco inne obyczaje. I dlatego mi uchodziło bycie takim „urwisem w sklepie z cukierkami”. Mnie jakoś nigdy za nic nie opi****lano, tylko zawsze moich kumpli (śmiech). Ewidentnie z powodu samego koloru skóry byłem traktowany lepiej. Moim kolegom już wtedy było trudniej. Później czytałem o nich w gazetach, bo niektórzy skończyli bardzo źle. Te getta i te środowiska nie są łatwe.

Ale rozumiem, że ty się zintegrowałeś i zostałeś stuprocentowym Duńczykiem?

- Z całą pewnością jako dzieciak byłem świetnie zintegrowanym Polakiem w Danii. Chodziłem do szkółki niedzielnej w katolickiej parafii św. Anny, gdzie do dzisiaj Polonia zbiera się w każdą niedzielę. Byłem gwiazdą jasełek (śmiech). Debiutowałem jako syn Heroda, później byłem Herodem, diabłem.

Czesław Mozil (fot. Barbara Kaniewska)Czesław Mozil (fot. Barbara Kaniewska)

Znałeś wielu miejscowych Polaków?

- Raczej nie. No może była jakaś ciocia z naszego osiedla, która nie była moją ciocią, ale się spotykała z moją mamą, więc się mówiło „ciocia”. Mama wspomina, że jak ciocia narzekała któregoś razu: „Brudasy, muzułmanie, przyjechali tutaj i tylko są wszyscy na socjalu”, to ja się oburzyłem: „Ciociu, co ty gadasz, ty mówisz o moich kolegach z podwórka!” (śmiech).

Tu przypominają mi się twoje słowa, które padły w jednym z wywiadów. Stwierdziłeś, że Polacy na emigracji są najgorszymi rasistami.

- No coś się właśnie dzieje takiego z Polakami za granicą... Powiem ci szczerze, że ci, którzy się dobrze integrują, nie mają jakoś potrzeby machać flagą co niedzielę. Ale ci, którzy są troszeczkę zagubieni, uciekają w dziwnie rozumianą polskość. To tak jak w piosence z mojej płyty: „Tam się stałem abnegatem, tu się staję patriotą”. I to często zmienia się w rasizm. Z jakiegoś powodu niektórzy Polacy uważali się za lepszych niż przybysze z innych krajów. Choć przecież przyjechali na tych samych warunkach: byli tam obcy, też nie znali języka, też często siedzieli na socjalu! Odczuwałem to ekstremalnie mocno.

Twierdzisz, że na emigracji każdy Polak staje się zatwardziałym prawicowcem?

- Nie wiem, ale opowiem ci coś, to jest śmieszne. Jak byłem mały, to zostałem harcerzem, bo chciałem podrywać Polki (śmiech).

Czesław Mozil (fot. Barbara Kaniewska)Czesław Mozil (fot. Barbara Kaniewska)

Jak to?

- Mogłem jeździć na obozy i tam były Polki, emigrantki. Wyobraź sobie: lasy Sherwood i Polonia z Argentyny, ze Szwecji, z Kanady, ze Stanów, z Nowej Zelandii. Ekstra! I wiesz, dziewczyny z Manchesteru zapraszają chłopaków z Hamburga i Kopenhagi - wszystko Polonia. To było cudowne! Zakolegowałem się z takimi dziewczynami z Detroit. Ich rodzice wyemigrowali, one się urodziły tam. I przysięgam: tak ultrakonserwatywnie wychowanych dziewczyn dawno nie spotkałem. A miałem na podwórku koleżanki z Turcji czy Syrii. Tylko że Istambuł, Ankara to są metropolie! A jak wyemigrujesz z maluteńkiej polskiej wioski do dużego miasta, to nie stajesz się nagle światowym człowiekiem. I to jest to, co ja próbuję opowiedzieć w „Księdze Emigrantów”. Ja nawet nie myślałem o tym, jak byłem dzieckiem, ale jaki to musi być roz****dol: przyjeżdżasz z maluteńkiego miasta, a tu nagle wszędzie... kebaby! I jeszcze cię wk***ia, bo te kebaby są smaczne, nie? Coś jest nie tak!

Mówisz o czasach swojego dzieciństwa. Sądzisz, że teraz to wygląda podobnie?

- Chyba tak. Ostatnio byłem w kościele św. Anny, o którym śpiewam na płycie - szukaliśmy lokalizacji do teledysku. Wchodzę i widzę jakieś religijne ulotki, polskie psalmy i nagle znajduję dosłownie taaaaki stos wydrukowanych wywiadów z tą 17-letnią dziewczyną z Gorzowa Wielkopolskiego, która nazwała Tuska zdrajcą. I naprawdę, ja nie mam żadnego problemu, to może sobie leżeć, tylko niech to nie leży, k***a mać, koło psalmów w kościele!

No i co zrobiłeś?

- Wyniosłem to stamtąd. Zrobiło mi się przykro. Mam teraz przyjść i wymienić tę prawicową propagandę na lewicową propagandę? Przecież to nie o to chodzi! Wkurza mnie, że nikt nie reaguje. Kumasz to? To jest anonimowa 17-letnia dziewczyna, a tam ktoś drukuje jej wywiad. To pokazuje desperację tej Polonii, która tak naprawdę w ogóle nie wie, co się u nas dzieje.

Skąd wiesz, że nie wie?

- Bo jak możesz mieć poczucie, że wiesz, co się dzieje w Polsce, na podstawie dziennika oglądanego z satelity? Jeśli jesteś na emigracji i obraz Polski tworzysz sobie na podstawie telewizyjnych wiadomości, to przecież nigdy tu nie wrócisz. Ja bym się przeraził! Teraz jest awantura w polskiej telewizji, że pani była w zoo z dzieckiem i tam się osiołek pieprzył z drugim osiołkiem! To jest paranoja jakaś! (śmiech)

Dobrze, porozmawiajmy teraz trochę o twojej płycie. Skąd w ogóle wziął się pomysł emigracyjnej tematyki?

- Chodził za mną od dawna. W 2008 roku widziałem na blogu dziewczyny mieszkającej w Irlandii takie zdjęcie: napis „Nie wybaczę ci Polsko” na murze w Edynburgu.

Stąd tytuł piosenki promującej album „Nienawidzę cię, Polsko”?

- Tak. Ale powiem ci, że dopiero czytając komentarze na tym blogu, uświadomiłem sobie, że tak dużo ludzi opuszcza nasz kraj. Z perspektywy Kopenhagi nie miałem o tym pojęcia... Zresztą mam wrażenie, że cały czas jest w Polsce wiele osób, które jakoś dają sobie radę, które nigdy nie miały w rodzinie emigrantów: one w ogóle nie odczuwają tych wątków emigracyjnych, od spraw zarobkowych po rodzinne. Ale znam też ludzi, którzy krążą cały czas. Oni proszą mnie: „Czesław, daj nam jakieś kontakty”, bo chcą wyjechać, bo im nie starcza to, co mają w Polsce, albo nie widzą tu swojej przyszłości. I to jest dość specyficzne, że jesteśmy tak podzieleni. Że są ci, którzy w ogóle nie znają tego bólu i strachu przed emigracją.

Mam poczucie, że brakuje nam jakiejś takiej platformy, miejsca, gdzie można by o emigracji i emigrantach rozmawiać. A to naprawdę są hardcorowe historie. I bardzo ciekawe. Jestem nimi zafascynowany.

Opowiedz jakąś.

- Jest taka historia z Danii: dwóch Polaków przyjechało pobitych na pogotowie. Ale tak mocno pobitych, nie? I wszyscy się głowią, co się stało. Jakaś mafia czy co? Co się okazało? Że Duńczyk miał na swojej farmie polskich pracowników. Wszystko było dobrze, ale później dołączyli do nich ci dwaj i zaczęły się problemy.

Dlaczego?

- Bo nowi pracowali normalnie. A tymczasem ci, którzy byli już wcześniej, wiedzieli, że mogą się obijać, a i tak będzie dobrze, bo szef będzie zadowolony. No i powiedzieli tym nowym: „Słuchajcie, k***a, nie spieszyć się, nie fikać, bo tak jak jest, jest dobrze”. A tamci nie chcieli. No to zostali pobici. Polak pobił Polaka, bo tamten pracował w normalnym tempie!

Na twojej płycie Polakom emigrantom obrywa się naprawdę mocno: często bezlitośnie ich obśmiewasz. Nie boisz się, że Polonusi na koncertach cię zlinczują?

- Nie boję się, bo wierzę, że moja publiczność ma do siebie dystans. A zresztą ja jestem taki słodki (śmiech). Zawsze mówię, że mam metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu, więc nikomu się nie chce dawać mi wp****ol (śmiech). Poza tym ja nie chcę z nikogo szydzić, ja chcę wywołać dyskusję. Bo poza rzeczami, które mnie w emigrantach wkurzają, dostrzegam tam wiele cierpienia.

Chodzi o to, że ludzie nie umieją się odnaleźć w nowej rzeczywistości?

- Niekoniecznie. Według mnie problem imigranta nie polega na tym, że on się nie odnajdzie. Polacy mają sami ze sobą problem.

Widzę na przykład, że emigrują i mają ogromny żal do tego kraju, który muszą opuścić. Mnie fascynuje ten żal i ten smutek. Nie mam odpowiedzi na niego, ale go wyczuwam. Sam miałem szczęście, że przy moim stole w rodzinnym domu rodzice nigdy nie narzekali na Polskę. Ale widziałem różne sytuacje. Ojciec kolegi z dzieciństwa - Polak - zabronił synowi bawić się ze mną, bo się bał, że chłopak szybciej nauczy się mówić po polsku niż po duńsku. Wielu Polaków stara się po prostu wymazać tę Polskę ze świadomości. Trudno jest zebrać te wszystkie emocje. Na płycie trochę szydzę, trochę się śmieję, obserwuję te polskie kompleksy. Weźmy choćby to, o czym śpiewam w „Tango magister”. Chodzi mi o to, że Polak nie zadzwoni do domu i nie powie: „Mamusiu, sprzątam tu mieszkania i jest mi z tym dobrze”. Nie, on będzie się tego wstydził. No i jak wraca do swojej wioski, to co ma powiedzieć? „Tęsknię, jest mi źle”? Nie! On stawia wszystkim kolejkę, bo on ZARABIA. Tego typu wątków jest mnóstwo.

Czesław Mozil (fot. Barbara Kaniewska)Czesław Mozil (fot. Barbara Kaniewska)

Ale przecież emigracja to chyba nie tylko żal i cierpienie.

- Na mojej drugiej płycie chciałbym poruszyć tylko te pozytywne, fajne historie. Ale mnie fascynują przede wszystkim ci, którym się nie udało. Ci imigranci, którzy tęsknią, ale już nie wrócą. Bo i do czego mają wrócić? Mówią: „Do czego ja mam wrócić, Czesław? Do 1200 zł?”.

W pierwszej piosence na płycie padają słowa o tej polskiej „bidzie”. I o tym, że winny jest rząd. Czy ty osobiście tak właśnie uważasz? Że siedem lat rządów PO mogło się przyczynić do tego, że ludzie stąd uciekają?

- Nie mam pojęcia, jaki rząd mógłby tutaj coś zrobić. Nasz kraj przeżywa tę emigrację, i to jest chyba nieuniknione. Choć mam nadzieję, że emigracja będzie powoli wracać. Może to naiwne...

Naprawdę sądzisz, że tak będzie?

- Jestem przekonany, że będzie więcej takich jak ja. Im lepiej będzie rozwijał się nasz kraj, tym łatwiej będzie wrócić tym, którzy wyemigrowali, bo łatwiej będzie im używać u nas zdobytej za granicą wiedzy, doświadczeń, umiejętności i pieniędzy. Na razie wiele rzeczy zniechęca do powrotu. Bo jak ja mam na przykład wytłumaczyć moim rodzicom, że biorę cały dzień wolnego, żeby jakąś sprawę urzędową załatwić? I jeszcze mówię mamie: „I tak jest fuks, że jestem znaną twarzą, że jestem ten głupek z telewizji. Mam łatwiej”. Ale jak patrzę po moich znajomych, to urzędnicy albo cię traktują jak idiotę, albo sk*****yna. Wedle ich podejścia nie możesz być normalny.

W takich chwilach nie żałujesz, że wróciłeś na stałe? Może lepiej by ci było, jakbyś do ojczyzny przyjeżdżał tylko na wakacje? Nie musiałbyś się męczyć z urzędnikami.

- Nie. Mnie po prostu coś ciągnie do Polski. Za każdym razem, jak stąd wyjeżdżałem, to coraz bardziej tęskniłem. Jestem przekonany, że to jest coś w korzeniach. A jako facet...

Tak?

- Strasznie mnie ciągnęło do polskich kobiet. Jak byłem w trasie z Tesco Value, to koleżanki z zespołu powiedziały mi, że flirtuję z każdą spotkaną polską dziewczyną. To może się wydawać głupie, ale to było bardzo... prymarne. To uczucie: przyjechać do Krakowa, mieć 18 lat, pić wódkę z kolegami, słuchać Bregovicia, Kayah, Raz Dwa Trzy, Renaty Przemyk i czuć tę Polskę naprawdę. Trudno to wytłumaczyć. Niektórych po prostu ciągnie do Polski (śmiech). Ale mam też poczucie, że Polska jest takim Wild West. I że tutaj da się coś zrobić. Tu jest siła. Przecież takie miasto jak Warszawa po prostu pulsuje. Można mówić, że ono żyje szybko, za szybko, ale mnie to fascynuje, jak widzę tę młodzież, jak patrzę, jak ci ludzie działają. Tego w Kopenhadze nie ma. Cały czas odkrywam Polskę. Nawet pomyślałem w tym roku: „Po co wyjeżdżać na wakacje do jakichś ciepłych krajów? Tu jest tak zajebiście!”.

Mocno powiedziane...

- Bo ja jestem naiwnie zakochany. Ja kocham Polskę i ja ją chłonę. I czuję się cholernie potrzebny. Jestem przekonany, że jestem taką maluteńką kropelką, która może coś dobrego dać. Inni też będą wracać z emigracji, z różnych powodów. I może nie sami rodzice, ale ich dzieci już tak. Bo trudno nie kochać naszego kraju.

 

 

„Księga Emigrantów. Tom I”, premiera 6 października„Księga Emigrantów. Tom I”, premiera 6 października

 

Czesław Mozil. Polski wokalista, kompozytor i muzyk. Urodził się w Zabrzu, wychował w Kopenhadze, dokąd wyemigrowała jego rodzina. Miał wtedy pięć lat. W 2008 roku wydał w Polsce debiutancką płytę swojego zespołu Czesław Śpiewa. Album uzyskał status Złotej, a później Platynowej Płyty. Mozil nagrał jeszcze dwa kolejne albumy studyjne oraz dwa koncertowe. Jest współtwórcą marki odzieżowej Czesiociuch, w 2011 roku był jurorem polskiej edycji programu X Factor. Obecnie na stałe mieszka w Polsce. 6 października ukaże się nowy album zespołu Czesław Śpiewa, zatytułowany "Księga Emigrantów. Tom I".

Michał Fal. Dziennikarz i wydawca portalu Gazeta.pl. Wcześniej związany m.in. z Orange.pl, NaTemat.pl oraz tygodnikiem "Przekrój”. Ciągle wierzy, że jest jeszcze życie poza Internetem, ale na razie nie umie go sobie wyobrazić. Kiedyś chciałby przeczytać wszystkie książki, które kupuje.

Komentarze (546)
Zaloguj się
  • 2801gorski

    Oceniono 1003 razy 601

    A mnie denerwuje poczucie wyższości celebrytów w stosunku do społeczeństwa.

  • mallerco

    Oceniono 500 razy 398

    ***Urodził się w Zabrzu, wychował w Kopenhadze, gdzie w wieku pięciu lat wyemigrowała jego rodzina.***

    To jest po polsku ? Kto miał 5 lat ? Rodzina ?

  • rabingoldblatt

    Oceniono 609 razy 343

    Nie trzeba spotykać rodaka w Londynie czy Hamburgu. Wystarczy, że taki jeden z drugim mieszkaniec Radomia czy innego Sochaczewa przeniesie się do Warszawy. Po pół roku pobytu w "stolycy" mieszkaniec Trójmiasta, Wrocławia czy Krakowa to dla niego prowincjusz a większość opowieści zaczyna słowami: - U NAS W WARSZAWIE...

    Buractwo to nasza cecha narodowa i tyle.

  • guernsey77

    Oceniono 393 razy 295

    Wyemigrowałem z PL w 2004, mieszkałem w KRK ale tak naprawdę pochodzę z małej wsi. Mogę z podniesionym czołem powiedzieć, że tak uważałem siebie za lepszym od emigrantów z innych krajów bo miałem chęć do nauki i pracy, bo byłem ambitny, bo potrafiłem oszczędzić żeby wynająć własne mieszkanie i mieć spokój po pracy by czytać, słuchać itp. Czy jestem rasistą?? wydaje mi się, że nie, ale ( tak jest ale ) nie lubię ludzi, którzy wolą śmierdzieć i mieć na piwo, nim wypić jedno mniej ale mieć na mydło! Teraz jestem znów w Polsce i mam dokładnie to samo.

  • alco86

    Oceniono 331 razy 213

    Ja odnoszę wręcz przeciwnie wrażenie, mianowicie, że Polacy za granicą są bardzo zakompleksieni na punkcie własnej narodowości. Lata życia za żelazną kurtyną wytworzyły w nas kompleks niższości wobec Zachodu. Wciąż czujemy się gorsi, wciąż się wstydzimy. Polskie media też dorzucają swoje trzy grosze ze swoją antynarodową propagandą. Amerykanin dumnie wywiesi flagę przy swoim domu, a gdy to samo zrobi Polak to nazwą go faszystą, nacjonalistą, narodowcem i niewiadomo kim tam jeszcze. To nas właśnie różni, my jedziemy w świat z podkulonym ogonem, oni z dumnie podniesionym czołem. Musimy zmienić swoją mentalność, bo po samej postawie można rozpoznać Polaka za granicą.

  • tg64

    Oceniono 324 razy 178

    Te wszystkie "autorytety" czyli różne Mozile, Pirogi, Wojewódzkie, Jacykowy i inne jakoś tak chętnie wypowiadają się na temat tej zapyziałej, rasistowskiej i antysemickiej Polski. Tylko jakoś tak chętnie tu siedzą i ciągną kasę a w każdym innym kraju nikt by ich nie zauważył. Nie można oceniać swojego kraju w oderwaniu od rzeczywistości. To co dzieje się w innych krajach jest jakoś przemilczane przez niektóre media którym zależy na stworzeniu obrazu Palaka- antysemity i rasisty.

  • zuuuraw

    Oceniono 205 razy 125

    To może wk****, wyjechało z naszego kraju ponad 2.5 mln naszych rodaków i właściwie nic nie wiemy jak im się wiedzie. Media, prasa czy telewizja, w ogóle nie podnoszą tego tematu, a jeśli już ktoś wspomni to tak jak ten zakichany Duńczyk, tylko o marginesie.
    Dlaczego nikt nie napisze, nie nakręci filmu o tych którym się powiodło ?

  • zydgejmasoncyklista

    Oceniono 160 razy 120

    Trochę sam pan sobie przeczy. Bawił się pan z muzułmańskimi kolegami, ale niektórzy z nich źle skończyli. To chyba świadczy o tym, że Polacy mają zwyczajnie instynkt. Fakt - wielu Polaków jest rasistami, antysemitami, ksenofobami. Wielu zachowuje się zagranicą w sposób, który budzi moje obrzydzenie. Śmieje się pan trochę z tych imigrantów, ale dla pana nie było wielkich zmian - pan się w tym środowisku wychowywał. Gdy ja podejmowałem decyzję o wyjeździe, miałem pracę - moja żona również. To była nasza decyzja o chęci zmiany naszego życia. Oboje pochodzimy z dużych miast, ale start po 30-ce, gdy ma się już ustabilizowane życie - praca, własny dom, samochód itp. to koszmar, głównie organizacyjny. Nigdy nie tęskniłem za krajem, choć nikt mi nie wierzy. Nie biegam co niedzielę do polskiego kościoła; zrezygnowałem z polskiej telewizji - i jest mi z tym dobrze (czuję się zdrowiej), nie mam potrzeby chwalenia się w Polsce, jak mi tu jest dobrze. Na pewno jest nieco lepiej, a przede wszystkim - spokojniej. To spokój, którego za nic w świecie bym nie oddał, nawet za cenę powrotu. Moja pierwsza praca, przez 7 miesięcy, była mocno poniżej kwalifikacji. Ale trzeba było od czegoś zacząć. Czy pan przyjeżdżając do Polski mógł powiedzieć o swoim starcie to samo? Bo jeśli ma się odpowiednio dużo kasiorki, to w każdym kraju można żyć miło i przyjemnie, a życie wtedy wydaje się piękniejsze. Można też trochę ponabijać się z Polaków, którzy - jak zawsze historia uczy - potrafili sobie poradzić w życiu. Bez parcia na szkło w TVN-ie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX