Ryszard Baryliński

Ryszard Baryliński (fot. Marta Mach)

trend

Lepiej naprawiać, niż wyrzucać i kupować nowe! To tańsze, bardziej ekologiczne i modne

Pani Barbara od 34 lat reperuje parasole. Pan Maciej naprawia pióra, które naprawdę mogą być wieczne. W zakładzie należącym dziś do pana Ryszarda szczotki tworzy się od trzech pokoleń. Poznajcie ludzi, którzy na przekór szybkiej konsumpcji i dyktatowi sieciówek próbują ocalić od zapomnienia tajniki tradycyjnego rzemiosła. Z ich usług coraz częściej korzystają młodzi ludzie.

Znacie historię „spisku żarówkowego”? Pierwsze na świecie żarówki charakteryzowały się wyjątkową wytrzymałością i zapewniały oświetlenie domów i mieszkań na lata. Słynna 40-watowa żarówka produkcji Shelby Electric Company, która w tym roku obchodziła 113. rocznicę bezawaryjnego działania, zainstalowana jest w remizie straży pożarnej Livermore w Kalifornii. Dzięki kamerze internetowej możecie na żywo sprawdzić, że działa do dziś. Najwięksi producenci szybko uznali jednak, że wytwarzanie długowiecznych żarówek nie leży w ich interesie. W 1924 r. zawiązany został kartel Phoebusa, skupiający największych potentatów światowego rynku. Jego celem było nie tylko dbanie o interesy zrzeszonych w nim podmiotów, ale także ustalenie granicznej żywotności żarówki na poziomie nieprzekraczającym 1000 godzin. W efekcie, pod groźbą sankcji finansowych, porzucono próby stworzenia „żarówki na lata”.

Parasolnictwo, zakład na Skaryszewskiej 6 w Warszawie (fot. Marta Mach)Parasolnictwo, zakład na Skaryszewskiej 6 w Warszawie (fot. Marta Mach)

Dziś krótkie życie przedmiotów wcale nas nie dziwi. Przyzwyczailiśmy się do jednorazowych toreb, kubków, a z czasem do tanich, starczających na jeden sezon ubrań, butów, okularów; telefonów komórkowych działających rok, komputerów służących nam przez dwa lata. Nie dziwi nas to, ale męczy. Bo miarka się przebrała. Czy to pod wpływem wołających na alarm ekologów, straszących, że zginiemy przysypani przez śmieci, czy to pod wpływem kalkulacji wywołanych kryzysem (porządny wełniany sweter za 300 zł starczy na kilka lat, a akrylowy za 99.99 zł nie nadaje się do noszenia po jednym sezonie) - coraz częściej chcemy, by przedmioty służyły nam dłużej. Wolimy naprawiać, niż wyrzucać. Porzucamy centra handlowe, bezrefleksyjny konsumpcjonizm i zwracamy się w stronę prawdziwych fachowców.

Za rączkę

Barbara Szafrańska pracuje w zakładzie parasolniczym na warszawskiej Pradze 34 lata, od kiedy zdała egzamin na czeladnika w wieku 18 lat. Pochodzi z rodziny parasolników. Oboje rodzice pracowali w zawodzie, w dalszej rodzinie byli wujkowie i ciotki, którzy trudnili się tym fachem. Również dwie siostry zostały wykształcone na parasolniczki, ale zmieniły profesję. Tylko pani Barbarze starczyło zamiłowania i smykałki. Na ścianie w zakładzie na Skaryszewskiej 6, który odziedziczyła po rodzicach, obok jej świadectwa czeladniczego wisi świadectwo matki. Naprzeciwko lady ekspozycja z kolekcją starych rączek parasoli, które przez lata zbierali rodzice. Maszyny na zapleczu pamiętają lata 70. W szufladzie pod ladą leży ważna książka: „Parasolnictwo” Józefa Ryczera. Rok wydania: 1965. Na pierwszych stronach notatki długopisem - charakter pisma siostry. To z tego egzemplarza uczyły się wszystkie trzy Szafrańskie do czeladniczego egzaminu. Pani Barbarze książka służy do dziś. Często do niej zagląda podczas pracy.

Barbara Szafrańska (fot. Marta Mach)Barbara Szafrańska (fot. Marta Mach)

W zakładzie szyje się, naprawia i sprzedaje parasole. Kiedyś bardzo wielu klientów zlecało uszycie parasola. Szyło się wtedy bardzo dużo na najlepszych polskich stelażach sprowadzanych z Częstochowy. Moment, kiedy na polski rynek weszła tania „chińszczyzna”, był kryzysowy dla rzemiosła. Wiele zakładów zostało zamkniętych. Ten na Skaryszewskiej przetrwał dzięki naprawom.

Kto naprawia parasole? Wszyscy, bez względu na wiek. Kiedyś tylko starsi ludzie przychodzili. Jeden pan przyniósł dwudziestoletni podarty parasol do pokrycia. W cenie naprawy mógłby kupić sobie nowy, ale on się przyzwyczaił do rączki i nie chciał się z nią rozstawać. Dziś pani Barbara widzi, że przychodzi coraz więcej młodych, i to ją cieszy. Naprawiają parasole, bo je lubią, bo przyzwyczaili się do koloru, wzoru, bo zainwestowali w porządny i chcą go mieć na dłużej. Spoza Warszawy klienci przysyłają parasol do naprawy pocztą. Należność za usługę często wkładają do koperty. Na Skaryszewską przychodzą też kolekcjonerzy, którzy chcą pokrywać lub naprawiać antyki.

Parasolnictwo, zakład na Skaryszewskiej 6 w Warszawie (fot. Marta Mach)Parasolnictwo, zakład na Skaryszewskiej 6 w Warszawie (fot. Marta Mach)

- Ceny mamy tak skalkulowane, że opłaca się naprawić każdy parasol. Nawet taki za 10 zł. Wymienię drut za 6 zł, a dwa - w cenie parasolki. Wtedy ja zarobię, klient będzie zadowolony, a parasol nie wyląduje w śmietniku. To się nazywa recykling. Tu w zakładzie zbieram stare części parasoli i starannie je segreguję. Z zepsutego parasola potrafię ocalić dobry kij, druty, rączkę. Dzięki temu koszty naprawy są niskie - tłumaczy pani Barbara.

Inkaust na wieki

Maciej Wardecki zakład naprawy piór wiecznych przy ulicy Chmielnej 5/7 odziedziczył w 1985 r. po wuju, który rozpoczął działalność w roku 1958. Wuj zmarł niespodziewanie, więc pan Maciej, z wykształcenia ekonomista pracujący wtedy jako informatyk w państwowej firmie, postanowił dokończyć zlecenia, które pozostały po zmarłym. Po czterech miesiącach przychodzenia do warsztatu po pracy rzucił etat i postanowił utrzymywać się z naprawy i sprzedaży piór. Pracy do dziś mu nie brakuje.

Naprawa piór wiecznych (fot. Marta Mach)Naprawa piór wiecznych (fot. Marta Mach)

Pióro wieczne nie bez powodu nosi swoją nazwę. Podpis atramentem jest najtrwalszy, bo inkaust wsiąka w papier. Każdy prawnik czy biznesmen, który do pisania na co dzień używa dziś prawie wyłącznie komputera, potrzebuje pióra do podpisywania umów. Takie pióro, podobnie jak zegarek, służy biznesmenom również do podkreślenia statusu. Ci klienci piór nie naprawiają zbyt często, bo niewiele ich używają. Przychodzą jednak do zakładu pana Macieja kupić pióro lub poradzić się w sprawie kupna, bo pan Maciej o piórach wiecznych wie wszystko.

Maciej Wardecki (fot. Marta Mach)Maciej Wardecki (fot. Marta Mach)

Wiedenek czar

Pracownia Szczotek i Pędzli na ulicy Poznańskiej 26 istnieje od 1952 r. Obecny właściciel - Ryszard Baryliński - zakład i zamiłowanie do rzemiosła odziedziczył po ojcu Zbigniewie, który z kolei kontynuował dzieło swego ojca - Adama. Szczotki z Poznańskiej tworzone są zatem od trzech pokoleń. W pracowni pan Ryszard produkuje, sprzedaje i naprawia wszystkie możliwe rodzaje szczotek: szczotki do zamiatania, do szorowania podłogi, szczotki wiedenki do zmiatania kurzu z mebli, szczotki butenki do butów, szczotki do masażu i do zębów, pędzle do golenia, do malowania i oczywiście - szczotki do włosów, nie tylko tych na głowie, również te dla mężczyzn, idealne do szczotkowania zarostu.

Pracownia szczotek i pędzli (fot. Marta Mach)Pracownia szczotek i pędzli (fot. Marta Mach)

Klientów pana Ryszarda można podzielić na dwie grupy. Pierwsza, ta, z której w głównej mierze utrzymuje się pracownia, to starzy i młodzi, ale regularnie wracający klienci, którzy poznali się na dobrym rzemiośle. Tu zaopatrują się w szczotki i je naprawiają. Podczas wizyty radzą się pana Ryszarda, który nie tylko wymieni włosie, poradzi odpowiedni produkt, ale opowie też, jak szczotkować włosy, żeby nie wypadało ich więcej niż standardowe 100 dziennie, jak zbawienny wpływ na krążenie ma szczotkowanie ciała na sucho, jak dbać o pędzel do golenia, żeby służył latami. Druga grupa to ciekawscy i turyści, którzy wstępują do zakładu, często dziwiąc się, że takie miejsce w ogóle istnieje. Zdarza się, że po krótkiej pogawędce z panem Ryszardem ciekawski zasila szeregi pierwszej grupy.

Pracownia szczotek i pędzli (fot. Marta Mach)Pracownia szczotek i pędzli (fot. Marta Mach)

Szacunek do przedmiotów

Porządny parasol posłuży lata. Te drogie, solidne potrafią wytrzymać kilka, a nawet kilkanaście lat do pierwszej naprawy. Inna sprawa, że przedmiot przeżyje dłużej, jeśli się o niego odpowiednio zadba. Pani Barbara ma pod tym względem skrzywienie zawodowe. Potrafi pięknie złożyć dwadzieścia parasoli w kilka minut. Patrzy, jak ludzie składają parasole, i zęby ją bolą. Na wietrze trzeba wiedzieć, jak parasol ustawić, po powrocie do domu nie należy rzucać go w kąt. Jeśli się przedmiot szanuje, to on się człowiekowi odwdzięczy.

Pani Barbara dostaje prezenty od klientów, którzy chcą przekazać wyjątkowe parasole w dobre ręce: w witrynie stoi ponadstuletnia koronkowa parasolka słoneczna z końca XIX wieku; na szafie - rozłożona japońska papierowa, ręcznie malowana.

Naprawa parasoli (fot. Marta Mach)Naprawa parasoli (fot. Marta Mach)

Są tacy, którzy od pierwszej klasy piszą piórem. Tym często jedno pióro na całe życie wystarcza, a czekając na naprawę swojego skarbu, używają ołówka. Pióro wieczne może przeżyć kilka ludzkich żyć. Wnuczek przynosi do naprawy pióro, którym pisał dziadek, a po dziadku ojciec. Przekazanie stalówki z pokolenia na pokolenie uniemożliwia jedynie przypadek, gdy w rodzinie pojawia się mańkut. Stalówka zużywa się w zależności od kąta nachylenia, a irydu na jej szczycie jest tak niewiele, że nie da się jej zeszlifować, by przekazać piszącemu inną ręką niż jego poprzednik. Na Chmielną 5/7 przychodzą też kolekcjonerzy. Na stół pana Macieja trafiają drogocenne unikaty: jedno z trzech piór Monte Grappa przeznaczonych na polski rynek (warte tyle, co średniej klasy samochód), pióra Mont Blanc z corocznych limitowanych edycji poświęconych pisarzom i kuratorom sztuki. Specjalistę trudno zaskoczyć. Podczas podróży wstępuje do sklepów, by oglądać słynne na cały świat limitowane cacka.

Pędzel do golenia może służyć kilkadziesiąt lat. Pan Ryszard co kilka lat wymienia włosie w przedwojennej posrebrzanej rączce swojego stałego klienta. Włosie w szczotce do zamiatania można wymieniać nawet co dziesięć lat, pod warunkiem, że się jej nie stawia, tylko wiesza. Szczotki do włosów i masażu wymagają naprawy co kilka lat, te do kąpieli - co roku. Pan Ryszard produkuje również szczoteczki do zębów z naturalnym świńskim włosiem. Wystarczają na osiem miesięcy, podczas gdy te syntetyczne, których większość z nas używa, trzeba wymieniać co trzy miesiące.

Naprawa piór wiecznych (fot. Marta Mach)Naprawa piór wiecznych (fot. Marta Mach)

- Pewnie się pani zastanawia, czy to mi się opłaca? - pyta szczotkarz. - Dla mnie w pracy ważni są zadowoleni klienci. Lubię, jak do mnie wracają, lubię, jak chwalą moje szczotki. Nie zarabiam fortuny, ale dzięki temu czuję, że moja praca ma sens.

 

 

Marta Mach. Absolwentka arabistyki na UAM, tłumaczka i dziennikarka. Zanim w 2010 roku zamieszkała w Warszawie, dużo podróżowała. Mieszkała w Syrii, Libii i Indiach, gdzie tłumaczyła i współpracowała z organizacjami pozarządowymi. Współtwórczyni i redaktorka naczelna magazynu „Zwykłe Życie”, w razie potrzeby produkuje sesje zdjęciowe i wideo, dla przyjemności fotografuje.

Komentarze (26)
Zaloguj się
  • Gość: Robert

    Oceniono 6 razy 6

    od kiedy widzę, że molochy są wspierane przez wszystkich (z naszych podatków) nalegam na kupowanie w małych sklepiikach, naprawianiu rzeczy (butów, garniturów, itp.) itp. głosowanie nogami jest najlepsze :)

  • Gość: Joanna

    Oceniono 5 razy 5

    Oczywiście łatwiej jest kupić nową rzecz (w zamian za starą zepsutą) bo ma się nową oraz ma się na nią gwarancję, ale czy zawsze lepiej? Ostatinimi czasy miałam problem z córeczką, która (jak każde dziecko) wymusza na nas rodzicach kupowanie różnych rzeczy, kótre im się podobają. Chiałam edukować swoje dziecko lecz nie wiedziałam zbytnio jak. Pomocna okazała się książka którą kupiłam niedawno "Rozmowy o konsumpcjonizmie" Małgorzaty Kłaczyńskiej. Sama również z niej się wiele nauczyłam. Pomogła mi i mojej córeczce uświadomić sobie kilka dość istotych faktów: Czy warto kupować nowe rzeczy czy warto dbać o istniejące i je naprawiać jak się zepdują. 1. Nowe rzeczy skądś się biorą najczęściej wytwarzane są chinach lub innych biedniejszych krajach za głodowe stawki, czasami nad zabawkami dla dzieci pracują dzieci. 2. Masa starych rzeczy w formie śmieci trafia na wysypiska zatruwając naszą planetę. 3. Gdy wzrasta zapotrzebowanie na nowe rzeczy cierpi na tym dodatkowo nasza planeta, gdyż wzrasta wydobycie minerałów, pobór wody etc. Wiele ludzi nie jest świadoma lub nie chce, do czego może doprowadzić konsumpcyjny styl życia.Teraz jestem w stanie rozmawiać ze swoją córeczką na temat rzeczy którą che aby jej kupić i sama jest w stanie określić czy daną rzecz potrzebuje czy tylko chce. Wie, że kupowanie rzeczy potrzebnych jest dobre, a rzeczy które się chce jest niedobre. Wprowadziłam również wzorce że o rzczy trzeba dbać i że rzecz, która się zepsuła próbuje się naprawić. A na tym wszystkim zaoszczędził mój budżet i w niewielkim stopniu nasza planeta.

  • ted1

    Oceniono 5 razy 5

    "Barbara Szafrańska pracuje w zakładzie parasolniczym na warszawskiej Pradze 34 lata"
    O ile wiem to ta informacja jest nieścisła. Zakład (chyba) tej pani był od 4 pokoleń na Nowogrodzkiej, ale 2 lata temu miasto zażądało podwyżki czynszu do kwoty absurdalnej i pani się przeniosła (na witrynie jest kartka że na Skaryszewską). No i od 2 lat lokal stoi pusty - nie ma chętnych, miasto nie dostaje więc ani złotówki. Bandytyzm w biały dzień.

  • forspam88

    Oceniono 4 razy 4

    Mam 26 lat i przyjechałem do Poznania z małego, powiatowego miasta. Dopiero tutaj zacząłem chodzić do szewca, czy krawca. Pamiętam swoją pierwszą wizytę u szewca. Byłem w szoku! Sądziłem, że buty są do wyrzucenia, a on zrobił z nich najbardziej dopasowaną rzecz z mojej garderoby. A krawcowa? Za parę(naście) złotych zrobi z lumpa ciuch.
    Dziś, gdy wiedzie mi się zdecydowanie lepiej, zainteresowałem się szyciem garniturów na miarę. W całym Pzń jest tylko 3 takich krawców. Butów na miarę nie robi już nikt (brakuje człowieka od robienia cholewek). Po forach widać, że naprawdę moda na takie usługi wraca, a popyt przewyższa podaż.

    Szanuję takich ludzi. Oby wiodło im się jak najlepiej, bo mają znają się na tym, co robią, a to się w dzisiejszych czasach ceni!

  • Gość: m

    Oceniono 3 razy 1

    pozdrawiam Pana, który naprawił Łucznika po babci - chodzi idealnie, wielki szacunek dla Pani Krystyny, która potrafi uszyć wszystko i jest autorką 3/4 mojej szafy - od 1,5 roku tylko bieliznę kupuję gotową!

  • mallerco

    Oceniono 1 raz 1

    ~W 1985 pracował w państwowej firmie jako informatyk.~

    W państwowych firmach było wtedy kompjuterów w bród: Predom, Iskra, Idea i nieco mniej kompjuterów Olivetti i Remington.

  • Gość: Miłośnik Zegarków

    Oceniono 1 raz 1

    Doceniam takich ludzi, przekonałem się o ich fachu gdy zacząłem kolekcjonować stare zegarki naręczne. Dzięki zegarmistrzowi do którego chadzam ze zużytego kawałka czasu zamieniają się w piękną część historii. Sądzę, że w dzisiejszych czasach wraca postrzeganie, iż człowiek który udaje się do szewca, krawca czy też zegarmistrza ze swoim dorobkiem jest bardziej zamożniejszy niż ten co kupuje i wyrzuca kolejny bubel (nawet za parę set, czy tysięcy złotych) bo nie oszukujmy się - jak to jest, że stary radziecki zegarek chodzi już 60 lat, a nowy G-SHOCK, czy Casio psuje się po 5. Rzeczy wykonywane ręcznie to klasyka!

  • aneczka.jedna

    Oceniono 1 raz 1

    Naprawa maszyn do szycia przez 100 lat na pl. Zbawiciela, teraz na Wspólnej. Fachowiec wie o maszynach chyba wszystko. Wymienił jakieś części, wyregulował i Łucznik po mojej babci szyje bezbłędnie

  • henryk domagala

    Oceniono 2 razy 0

    Człowiek współczesny jest wtedy przydatny-----gdy KONSUMUJE---wszystko inne jest drugorzędne --doczekaliśmy się cywilizacji ABSURDU......

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX