Eldo, fot. Tomasz Karwiński

Eldo, fot. Tomasz Karwiński (Eldo, fot. Tomasz Karwiński)

wywiad gazeta.pl

Eldo: "Polski rap przez główne media jest ciągle postrzegany jako coś niedotykalnego"

Jak byłem na studiach, to bardzo często jako prace zaliczeniowe oddawałem dramaty. Nie chciało mi się pisać analizy naukowej na 20 stron, więc pisałem dramat na 30 stron - mówi Eldo. I nie wyklucza, że mógłby kiedyś zamienić rap na scenariopisarstwo. Na szczęście póki co nagrywa. Również muzykę do seriali. Nam opowiada o swoich ukochanych filmach i książkach, które go ukształtowały. Bo "Nędzników" Eldo przeczytał w wieku 11 lat.

Mój znajomy zabrał dziewczynę na pierwszą randkę do kina na „Sin City”. W połowie filmu zdegustowana wybranka oznajmiła, że wychodzi. Kumpel stwierdził wówczas, że film jest ciekawszy niż dziewczyna i został. Z jakiego filmu ty byś nie wyszedł?

- Wiem, z jakiego wyszedłem. Z „Szamanki”. Po prostu idiotyczny film, na którym się zmęczyłem. Jest taki polski film „Billboard”, którego nie umiem obejrzeć w całości. Z kolei kiedyś wyszło całe kino poza mną. To było „Nieodwracalne” z Monicą Bellucci i Vincentem Casselem. Pierwsza scena: gościowi gaśnica wbija twarz w podłogę. Osiem minut później jest scena gwałtu, która trwa gdzieś z 12 minut. Po tej scenie byłem w kinie sam. Pamiętam też, że na fali popularności filmu „Gladiator” chwilę później wchodził film „Titus” z Anthonym Hopkinsem. Jeśli ktoś nie był ignorantem, to domyślił się, że powstał na podstawie sztuki Szekspira, ale w trailerze nie było to powiedziane. Więc byłem we Wrocławiu w kinie i tak w dziesiątej minucie zacząłem obserwować ludzi, którzy zorientowali się, że to jest Szekspir... Blondyna z panem w skórze zrobili szybki desant. Ludzie myśleli, że to będzie coś w stylu „Gladiatora”. Generalnie jak idziesz do kina, to wypada, żebyś wiedział na co. Zdarzyło mi się być na filmie „Blow” i przed seansem zobaczyłem trailer „Amelii” - wcześniej widziałem plakaty, ale odczytałem je jako reklamę komedii romantycznej - i okazało się, że to film Jeuneta. Wyszedłem z „Blow” i kupiłem dwa bilety z rzędu na „Amelię”.

Twój kawałek „Hotel Savoy” jest dość mocno oparty na „Między Słowami” Sofii Coppoli. Pisałeś to jeszcze przed podróżą do Japonii?

- Przed, w Japonii byłem dopiero 2 lata temu.

A już po tej podróży zdarzyło ci się obejrzeć ten film i na nowo go odkryć?

- Nie, ale obejrzałem jeszcze raz cały serial „Shogun”.

Filmowych aluzji u ciebie sporo. Weźmy wers z „I'm in Love”: „Chodź tu ja ci włączę / film Spike'a Lee, w którym Danzel gra na trąbce”. Nawiązuje do filmu „Czarny blues”, czyli „Mo' Better Blues”.

- Jak miałem 16 lat, poznałem dziewczynę, którą już trochę kojarzyłem ze swojego osiedla. Miała rodzinę w Stanach i dzięki temu była dobrym dostawcą płyt hiphopowych. To był '97 rok. Pamiętam, że miała ten film na oryginalnym DVD. Czekaj, czy to już było DVD?

Mógł być VHS, ale już zaczynał się okres przejściowy.

- Tak czy inaczej, na bank miała to na oryginalnym nośniku, a film zrobił na mnie ogromne wrażenie. Jest to jeden z moich ulubionych filmów. Z filmów Spike'a Lee chyba najbardziej lubię „Clockers”. A „Mo' Better Blues” to tragiczna historia. Oglądałem ostatnią scenę z ciężkim sercem.

Tę, w której Danzel ma rozwaloną wargę i już nie może dobrze grać na trąbce?

- Dokładnie. Pamiętam, jak kiedyś opowiedziałem ludziom historię członka The Temptations, który gdy stracił głos, to się zabił. Moi rozmówcy byli oburzeni, uważając, że zachował się jak idiota. Myślałem wtedy: „Ludzie, jeśli wszystkim, co mielibyście w życiu, byłby wasz głos i byście go stracili, może doszlibyście do podobnego wniosku”.

Jeśli mógłbyś wybrać dowolnego reżysera, który wyreżyserowałby twój klip, byłby to...

Jean-Pierre Jeunet. Są jego dwa filmy, które po prostu ubóstwiam ze względów stylistycznych: „Delicatessen” i „Miasto zaginionych dzieci”. Więc jakbym miał kręcić coś bardzo abstrakcyjnego, coś a la „Miasto zaginionych dzieci”, byłoby fajne. Swoją drogą, kostiumy do tego filmu robił Jean-Paul Gaultier, więc ciężko byłoby powtórzyć taką produkcję.

A polski reżyser?

- Bardzo lubię Dorotę Kędzierzawską. „Jestem” to jeden z moich faworytów. A Smarzowski, jak miałby zrobić hiphopowy klip... Trochę bałbym się, jakie patologie mogłyby w nim być i kto chciałby to zagrać (śmiech).

Na jakich polskich filmach się wychowałeś?

- Bardzo lubiłem polskie seriale. „07 zgłoś się” czy polsko-bułgarski serial z Romanem Wilhelmim. Filmy wojenne Munka też, „Eroica” jest czymś fajnym. Filip Bajon robi dobre rzeczy. Niestety, polskie filmy to nie do końca mój target.

A czy jest reżyser, którego darzysz tak dużym szacunkiem, że zgodziłbyś się nagrać na ścieżkę dźwiękową jego filmu kawałek w ciemno, bez czytania scenariusza?

- Nie. Bez zapoznania się ze scenariuszem nie mógłbym się pod czymś podpisać. Tak samo wolałbym komuś puścić kawałek, zanim poprosiłbym, by ta osoba się do niego dograła.

Eldo, fot. Tomasz KarwińskiEldo, fot. Tomasz Karwiński

Mówi się, że żyjemy w złotej erze telewizji, szczególnie w kontekście amerykańskich produkcji.

- Żyjemy. Nie da się ukryć, że HBO kręci fantastyczne seriale. „Gra o Tron” to jest po prostu coś wybitnego.

Czytałeś książki?

- Tak. Co prawda, najpierw widziałem pierwszy sezon, a dopiero potem przeczytałem książki. Dlaczego „Gra o Tron”? Świetnie dobrani aktorzy, twarze do charakterów pasują bezbłędnie, genialna narracja. Domyślam się, że ludzie podchodzą do tego serialu bardzo emocjonalnie.

Mamy w nim piękną femme fatale; okrutnego faceta, który zakochuje się w sposób bezwzględny; karła, który jest uczciwy i błyskotliwy, a wszyscy go mają za szaleńca. Paleta postaci jest tak duża, że nie da się tego nie polubić. Dodatkowo każda z tych postaci ma swoją głębię. Tak samo zresztą jest z „House of Cards”. Psychologia postaci jest tak dobrze skonstruowana, że wchodzisz w to bez wahania.

Szkoda, że w Polsce gildia scenarzystów jest dość słaba i ludzie piszą kiepskie seriale. Fatalne rzeczy się kręci. Nowe polskie seriale są po prostu nie do oglądania. Wydaje mi się, że „Czas Honoru” to jedyna nasza porządna produkcja.

„Pitbull”?

- Tak. Pięknie skonstruowane postaci: Goebells jest niesamowicie zarysowany, Marcin Dorociński świetnie gra. Najlepszy jest jednak Andrzej Grabowski. Numer jeden.

Jak doszło do nagrania kawałka promującego „Gorejący Krzew”, serial HBO w reżyserii Agnieszki Holland?

- Siedzieliśmy w górach z Pelsonem, jeździliśmy na nartach. Zadzwonił telefon, że HBO chce się spotkać. Dostaliśmy kod do ich strony, dzięki któremu można było obejrzeć dwa odcinki. Od razu wiedzieliśmy z Pelsonem, że chcemy to zrobić. Znam historię Jana Palacha, byłem w miejscu, gdzie się spalił. A z Agnieszką Holland nie zgadzam się ideologicznie, ale kręci bardzo ładne rzeczy.

Fakt, że Agnieszka Holland będzie kręcić trzy odcinki nadchodzącego sezonu „House of Cards”, którym się przed chwilą zachwycałeś, robi na tobie wrażenie?

- To fantastyczne. Mamy jedną z najlepszych filmówek na świecie, świetnych operatorów. Czego nie mamy? Pieniędzy na kino. Kino jest potwornie drogą zabawą, ale też dlatego, że takie chce być. Byłem parę razy na różnych planach i moim zdaniem 90% kosztów można by gładziutko obciąć. A z drugiej strony, sporo ludzi straciłoby pracę i nie miało za co żyć, jakby tak zrobili. Gdy czytałem wywiad ze Sławomirem Idziakiem, to byłem przerażony tym, jak wygląda amerykański plan filmowy. Związki zawodowe robią swoje.

Myślisz, że polskie kino może wreszcie zacząć używać rapu do portretowania, mówienia o pewnych czasach, tak jak to ma miejsce z rockiem czy jazzem?

- Raczej nie. Głównie dlatego, że polski rap przez główne media jest ciągle postrzegany jako coś niedotykalnego. W Stanach większość gwiazd muzyki występuje, dostaje szansę mieszać swój świat z kinem. U nas? Bolec zagrał w filmie i Vienio [„Wojna polsko-ruska”, reż. Xawery Żuławski - przyp. red].

Wiem, że pisałeś scenariusz do klipu „Pożycz mi płuca”. Masz więcej takich prób na koncie?

- Przedwczoraj kręciliśmy klip do „Skały samobójców” oparty na moim pomyśle. Jestem w takim momencie, że wolę sam kontrolować to, co się dzieje, ale z drugiej strony oddaję tę kontrolę, bo nie można być najlepszym we wszystkim, co się robi. A jeśli chodzi o scenariusze... Jak byłem na studiach, to bardzo często jako prace zaliczeniowe oddawałem dramaty. Nie chciało mi się pisać analizy naukowej na 20 stron, więc pisałem dramat na 30 stron.

Eldo, fot. Tomasz KarwińskiEldo, fot. Tomasz Karwiński

Zachowało się coś z tego?

- Myślę, że w domu to gdzieś jest, ale ja raczej nie przykładam wagi do rzeczy, które już się zdarzyły.

Ale teksty utworów zachowujesz.

- Tak. Jeśli coś już popełniłem ręcznie, to zostawiam. Kiedyś puściłem teksty na licytację i cały dochód poszedł na określony cel. To była jednak jednorazowa akcja. Nie miałbym „ciężkiej ręki”, wywalając teksty do śmietnika, ale psychicznie wiem, że nie warto. Kiedyś wyzerowałem swoje życie w ten sposób, że wyrzuciłem wszystko, co posiadałem. Absolutnie wszystko. I kilka lat później się przekonałem, że trzy kartony po butach pełne pamiątek to jednak fajna rzecz.

Myślałeś o tym, żeby zamienić rap na scenariopisarstwo?

- Myślałem. Generalnie chciałbym żyć z pisania, bo lubię wymyślać. Co jednak będzie, to zobaczymy.

Przejdźmy do literatury, skoro pisanie jest dla ciebie takie ważne. Kiedy nauczyłeś się czytać? Jakie są twoje pierwsze wspomnienia związane z książkami?

- Urodziłem się jako wcześniak siedmiomiesięczny, ważyłem 1,800 gramów, miałem praktycznie niewykształcone kości biodrowe, co niestety ma też wpływ na głowę. Stąd też gdy byłem dzieckiem, pojawiło się podejrzenie, że jestem autystyczny. Na szczęście udało się z tego wyjść. Mam jednak zespół Aspergera, delikatniejszą formę autyzmu.

Może jesteś sawantem?

- Nie jestem i nie będę, ale wiesz co... są rzeczy, które są dla mnie łatwe. Rzeczy, które są w kolumnach, które mają swój określony porządek. Pamiętam, że kiedy byłem małym dzieciakiem i siostra miała klocki odzwierciedlające alfabet, to choć ledwo mówiłem, słowa z tych klocków układałem. Bardzo szybko i chętnie zacząłem czytać. Miałem z 11 lat, jak przeczytałem „Nędzników” Victora Hugo. Ciężko się to tłumaczy ludziom, którzy nie znają tego uczucia, ale w mojej głowie jest wirnik ze słowami. Dla mnie posługiwanie się słowami jest bardzo łatwe, gdyż zakres słów, który posiadam, jest tak niewiarygodny, że w zasadzie ciężko mi znaleźć słowo w języku polskim, którego bym nie znał. Dlatego też bardzo łatwo przychodziła mi nauka języków obcych. Co też jest kwestią dźwięku. Bawiłem się czasem tak, że włączałem jakiś film czy piosenkę w języku, którego nie znam, i spisywałem fonetyczny zapis, po czym pokazywałem ludziom znającym dany język. Mówili: „Stary, na całej kartce masz może cztery błędy”.

Czyli z dyktand były piątki?

- Nie. Pisania musiałem się nauczyć. Uważam, że wszystkie dysgrafie i dysleksje to jest lenistwo, a nie skłonność. W momencie, w którym przynosiłem dyktanda w I-III klasie i były tam czerwone oznaczenia, to mały Lesio dostawał zeszyt, w którym musiał napisać np. słowo „również” trzy tysiące razy. Jak twój mózg nauczy się, że słowa mają swój wygląd, to popełniając błąd, widzisz, że słowo nie wygląda tak, jak powinno. Takie zaburzenie w Matrixie (śmiech). Błędy generalnie wynikają z braku czytania.

„Ą, ę", jak nawijał Łona.

- Co jest też absurdalne, bo gdy stworzyliśmy alfabet, w którym są te znaki i mają swój odpowiednik w głoskowości, to dlaczego się nimi nie posługiwać?

Liceum jest bardzo często czasem, kiedy tworzą się podwaliny naszej wrażliwości na literaturę.

- Jak masz dobrego polonistę, to masz farta. Ja miałem bardzo dobrą nauczycielkę.

Plotka głosi, że byłeś kiedyś w Sopocie na Monciaku, to ze sklepu monopolowego wytoczył się kompletnie pijany młody człowiek, przewrócił się, spojrzał na ciebie i powiedział pijackim bełkotem: „O Eldo! Miałem cię na maturze”. Potem otrzepał się, wstał i poszedł dalej. Kogo ty „miałeś na maturze”?

- Na ustnym polskim były dwa losowe pytania i interpretacja tekstu. Trafiłem na poezję Kazimierza Przerwy-Tetmajera. Na pisemnym polskim zaś wybrałem wypracowanie o Hemingwayu - „Komu bije dzwon”.

Masz szansę usiąść do kolacji z trzema literatami. Kogo wybierzesz?

- Wszyscy trzej nie żyją. Poszedłbym na kolację z Himilsbachem. Fantastyczna, ciekawa postać, z którą fajnie byłoby usiąść do wódki.

Czyli kolacja zakrapiana?

- Tak. Na pewno z Markiem Hłaską bym chętnie pogadał i z kimś, kogo miałem okazję poznać, czyli Markiem Nowakowskim. Taka trójka na kolacji byłaby dobra. Choć raczej przy barze niż przy stoliku.

A jak poznałeś Nowakowskiego?

- Mieszkał przy placu Zbawiciela, a ja tam jestem praktycznie co drugi dzień. Kiedyś w środku nocy próbował dostać się na wódkę, a usłyszał od tłumu: „Menelu, idź stąd”. Żeby było zabawnie, w tłumie można było znaleźć ludzi z wytatuowanymi warszawskimi symbolami. Stanęliśmy z boku nie dowierzając: „Ludzie, to Marek Nowakowski, jeden z wielkich warszawskich pisarzy”. Po interwencji został wpuszczony.

Eldo, fot. Tomasz KarwińskiEldo, fot. Tomasz Karwiński

Marek Hłasko czy Leopold Tyrmand? Którego warszawskiego pisarza cenisz bardziej?

- Nie wiem. Chyba bardziej Hłaskę. Czytałem wszystko od jednego i drugiego. Marek chyba dlatego, że z punktu widzenia warszawiaka ma najtrafniejsze obserwacje świata: „Na chodniku leżał pijak, wywołał spore zamieszanie, bo jak wiadomo, na Pradze znane są niedźwiedzie i pijacy”. Ma mnóstwo takich rzeczy. „Baza ludzi umarłych” jest jedną z moich ulubionych lektur. Film też jest świetny.

Mógłbyś pracować jako wydawca? Decydować, jakie książki wydawać?

- Nie. Raczej słaba jest sytuacja, w której twórca decyduje, kto jeszcze tworzy. Poza tym pozbawiać ludzi złudzeń? Strasznie ciężka robota.

A wyobrażasz sobie wydanie płyty z tekstami jakiegoś poety, pisarza?

- Jak najbardziej. Trzy czwarte poezji jest bardzo łatwe do zarapowania. Myślę, że Bukowskiego byłoby fajnie zinterpretować, ale nie jestem wielkim fanem. Choć kiedyś byłem ogromnym.

Co się stało?

- Przestało mnie to w jakikolwiek sposób szokować. Może to jest tak, że jak czytasz o świecie, którego nie znasz, to fascynuje cię jego dzikość. A w momencie, w którym poznasz ten dziki świat osobiście, to nagle traci dla ciebie wartość literacką. Bardzo lubiłem naturalizm w literaturze, ale wyleczyłem się.

Grzesiuk, Stępowski... A siebie widzisz jako warszawskiego barda?

- Nie. Wydaje mi się, że to miasto nie ma już tego charakteru, a próbowanie przywrócenia go na siłę nie ma najmniejszego sensu. Znam bardzo dużo starych warszawskich piosenek, ale 99% moich znajomych nie zna żadnej. Nawet ci, którzy są z Warszawy. Zawsze staram się przemycać te warszawskie akcenty, ale generalnie uważam, że wykonawcy stąd powinni odrabiać pewną pracę domową. To, co powiem teraz, może faktycznie nie będzie skromne, ale tak czuję... W momencie, w którym nagrywałem kawałek „Ferajny”, wiele lat temu, jeszcze nie było mody „na Warszawę”. Teraz wszyscy w rapie są warszawscy jak cholera. Nagrałem „Świadka z przypadku” nawiązującego do powstania warszawskiego i czasów wojny. To było w 2003 roku. W tej chwili milion zespołów ma takie kawałki. To nie jest tak, że mam coś do tych zespołów, ale nie jestem w stanie tego podziwiać, bo ja to robiłem dziesięć lat temu.

Może inni dorośli? To niekoniecznie musi być koniunkturalizm.

- Obawiam się, że koniunkturalizm jest bardzo często czymś, co ludźmi kieruje, a szkoda.

Słyszałem, że Przemek Rudzki z „Przeglądu Sportowego” pisze twoją biografię.

- Nie. Nie chcę biografii, bo mam 35 lat. Jak będę miał 70, to co innego. Czas na podsumowania przyjdzie jak zawieszę „majka” na kołku. Był taki pomysł, by z Przemkiem coś zrobić, ale to nie będzie biografia.

Literatura działa na nas na różne sposoby. Nawijałeś: „spokój znajduję za pomocą wzroku”. Jakie książki, autorzy cię uspokajają?

- Są takie rzeczy, które lubię czytać, bo pomagają mi zejść na ziemię od moich metafizycznych przemyśleń. To są najczęściej jakieś sofickie rzeczy. Lubię czytać książki naukowe, biografie dziwnych osób, kiedyś uwielbiałem „tygrysy”.

„Tygrysy”?

- Książki do pociągu, kieszonkowego formatu, opowiadające o jednej konkretnej bitwie, np. z II WŚ. Swoją drogą PKP miało fajną akcję w pewnym momencie, jeszcze z 5 lat temu, że były takie miniksiążki do przeczytania w każdym przedziale.

Nie znikały?

- Domyślam się, że dlatego akcja mogła upaść.

Inny wers: „bo najpierw Ty, potem tekst ożywa”. Literatura, która daje ci kopa?

- Każda literatura daje kopa, ale ze wszystkich gatunków literackich najbardziej pobudza mnie poezja. Jest strukturalnie przepiękna. Zabawa słowem, która jest poważną sprawą. Odkrywałem rzeczy, których nigdy bym się nie spodziewał, np. że angielska poezja romantyczna do mnie trafi.

William Blake?

- Jeden z moich absolutnych faworytów. Wordsworth, T.S. Eliot - to są rzeczy, które bardzo cenię. Generalnie fakt, że mogę czytać literaturę anglosaską w oryginale, pomaga, bo uważam, że poezję powinno się czytać w oryginale. A jeśli już w przekładach, to tych zrobionych przez poetów. Kiedy Barańczak tłumaczy Szekspira, to ma to sens. Cywil nie zna się tak na pięknie słów.

EPILOG

Kończymy wywiad, a ja daję Leszkowi do podpisania nie płytę, ale klasyk Bułhakowa „Mistrz i Małgorzata”. Nietypowe wydanie, bo zawiera fragmenty wycięte przez rosyjską cenzurę.

- Świetna rzecz - mówi Eldo, a oczy mu błyszczą, gdy przegląda chciwie wydanie, którego nie znał. - Muszę sobie sprawić taką wersję, bo to jedna z moich ulubionych książek. W końcu podpisuje książkę. Dedykacja brzmi: Z pozdrowieniami od diabła na oknie.

 

Eldo, wł. Leszek Kaźmierczak. Raper, muzyk, aktor, ur. w 1979 r., wychowany na warszawskim Bemowie. Członek nieistniejącego już zespołu Grammatik, współtworzonego wraz z Jotuze, a także jeden z trzech pomysłodawców zespołu Parias. Od 1998 r. zaangażowany w kulturę hip- hopową na wielu płaszczyznach. Autor i współautor tekstów na trzynastu albumach. W 2001 r. jako Grammatik przygotował muzykę do spektaklu „Przypadek Klary” w reż. Pawła Miśkiewicza, wystawianego w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Współpracował z takimi osobistościami jak DJ Vadim, Indy Wich czy Leszek Możdżer. Kilkukrotnie zapraszany był na największy na świecie festiwal hip-hopowy - HipHop Kemp w czeskim Hradec Kralove. Od wielu lat zafascynowany historią i kulturą przedwojennej Warszawy i tematem powstania warszawskiego, zdobył licencję warszawskiego przewodnika. W 2012 r. został zaproszony przez Narodowe Centrum Kultury do stworzenia utworu z okazji 35-lecia Studenckiego Komitetu Solidarności. „Kamienie” przygotował na samplu z piosenki Róż Europy - „Mamy dla Was kamienie”. W 2013 r. wraz z Pelsonem nagrali utwór „Gorejący Krzew”, promujący produkowany przez HBO, 3-częściowy film Agnieszki Holland o tym samym tytule. 28 maja pojawił się jego najnowszy album tajemniczo zatytułowany „Chi”.

Bartek Strowski. Aspirujący scenarzysta, fanatyk NBA, kolekcjoner płyt i ciężkostrawnych przyzwyczajeń. Publikuje na Polskikosz.pl i Altermag.pl

Komentarze (76)
Zaloguj się
  • Gość: Jawa

    Oceniono 1 raz -1

    Internetowi hejterzy. Wasze "klik-klik" bezczelne

  • Gość: Kuba

    Oceniono 1 raz -1

    Za treść wywiadu za chwilkę się zabiorę, jednak jako fotograf posiadający skalibrowany monitor graficzny powiem jedno: Strasznie rzucił mi się w oczy balans bieli na zdjęciach - jest tragiczny. Leszek ma zieloną twarz!

  • Gość: slm

    Oceniono 3 razy 1

    Farmazony gadacie. Eldoka za 100 lat będzie legendą stolicy.

  • Gość: SMT022

    Oceniono 4 razy 2

    Leszek...odwieczny props, a Ci co się z niego śmieją to kij w dupe...osiągnijcie tyle co on, a nie zazdrość was zżera

  • Gość: Sss

    Oceniono 11 razy -5

    Ten facet jest wyjątkowo denerwujący. Może i jest oczytany ale te jego umaralniające piosenki, patetyczny patriotyzm, pseudonaukowe rozważania to popostu żygi. Trzeba mieć jakieś skrzywienie psychiczne żeby słuchać tych wypocin i kiwać głową jak on to mądrze nie mówi.

  • Gość: ODLE

    Oceniono 7 razy -1

    Cały Eldo.Mądrość nad mądrościami. Od "Blokersów" żadnej zmiany. A była. Więc dlaczego nie ma nic o islamie?

  • Gość: pawlacz

    Oceniono 8 razy 0

    Niestety Eldo to idiota udający mądralę. Ta jego znajomość słów - pamiętam, jak zamieścił kiedyś filmik na YT, pisząc w komentarzu o "LOGISTYCZNYM myśleniu". Żenada.

  • Gość: PakolTV

    Oceniono 3 razy -1

    https://m.youtube.com/watch?v=XBIcAbkue20

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX