Tęcza spłonęła już wcześniej - m.in. 11 listopada 2013 roku

Tęcza spłonęła już wcześniej - m.in. 11 listopada 2013 roku ((Fot. Magorzata Gendek / Agencja Gazeta)

wywiad gazeta.pl

"Ble, brzydzę się gejami i lesbijkami, ohyda". O tym, jak pozwalamy na mowę nienawiści

"Jest tylko realna ocena poczynań tych wszarzy i faszystów Dawidowych". "Murzyn to ktoś, kto dopiero zszedł z drzewa". "Muzułmanie to podłe tchórze, mordują tylko kobiety, dzieci i niewinnych ludzi". Takie wypowiedzi oceniali dorośli i młodzież na prośbę Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW. O wynikach świeżo przeprowadzonego sondażu mówi nam dr hab. Michał Bilewicz.

Definicja mowy nienawiści według Komitetu Rady Ministrów Rady Europy brzmi: To wypowiedzi, które szerzą, propagują i usprawiedliwiają nienawiść rasową, ksenofobię, antysemityzm oraz inne formy nietolerancji, podważające bezpieczeństwo demokratyczne, spoistość kulturową i pluralizm. W raporcie zaznaczacie, że jest ona niejednoznaczna. Dlaczego?

- Bo na jej podstawie bardzo trudno uznać konkretne zdanie za mowę nienawiści. Poza tym definicja ta jest tylko elementem rekomendacji, nie wiąże się z konkretnymi rozwiązaniami prawnymi w poszczególnych krajach - a te bardzo różnią się od siebie. W Polsce mamy art. 257 KK - kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Ale on nie jest ochroną dla wielu grup, które są w Polsce najbardziej narażone na mowę nienawiści. Na przykład dla osób niepełnosprawnych czy środowiska LGBT.

Tymczasem z waszych badań wynika, że...

- ...1/3 Polaków nie widzi nic złego w obrażaniu osób nieheteroseksualnych. Wiemy, że prawo obowiązujące w Holandii, Norwegii czy Szwecji chroni również te grupy przed mową nienawiści. W Polsce najwyraźniej takie rozwiązania prawne nie znalazłyby pełnej akceptacji w społeczeństwie.

Fot. Krzysztof Karolczyk/AGFot. Krzysztof Karolczyk/AG

Badaliście stosunek do sześciu mniejszości. Wyniki są do pewnego stopnia „tradycyjne”: Polacy chętnie dopuszczają mowę nienawiści w stosunku do Romów i Żydów, mniej wobec muzułmanów, najmniej wobec Ukraińców i osób czarnoskórych. Od kiedy na pierwszym miejscu tej niechlubnej listy są osoby LGBT?

- W naszym kraju nie ma długiej tradycji badań w stosunku do tej grupy, więc nie mamy wielu danych. Ale na podstawie badań porównawczych zespołu Andreasa Zicka prowadzonych w kilkunastu krajach UE wiemy, że niestety mamy w Polsce najwyższy poziom homofobii. Co prawda w zestawieniu z krajami dawnego ZSRR wyglądamy dużo lepiej: akceptacja osoby homoseksualnej jako sąsiada jest jednak u nas dużo wyższa niż w Rosji, na Ukrainie czy w Gruzji.

Wynika z tego, że tym, co naprawdę dzieli Europę w tej kwestii, jest dziedzictwo komunistyczne. Jak pokazują wyniki Europejskiego Sondażu Wartości, około 90% mieszkańców Gruzji czy Azerbejdżanu nie zaakceptowałoby geja jako sąsiada - w Holandii czy Wielkiej Brytanii proporcje są odwrotne: 90% społeczeństwa nie miałoby nic przeciw mieszkającemu obok nich gejowi.

W Polsce mamy ulubioną figurę obcego, bo lubimy mieć wroga. Czy nie jest tak, że w momencie kiedy „inni”, czyli osoby LGBT, zaczęli domagać się swoich praw, być widoczni, stali się „obcymi”?

- Badania amerykańskie pokazują, że widoczność osób homoseksualnych, ich coming-out, poprawia postawy heteroseksualnego otoczenia, a nie je pogarsza! Inny, czyli taki „oswojony obcy” - ten sposób rozumowania nawiązuje do myśli niemieckiego filozofa i socjologa Georga Simmla. W swoich pracach antropologicznych pisała w ten sposób o polskich Romach prof. Ewa Nowicka. To taki obcy, który ma swoje ustalone miejsce w społeczeństwie. Trudno jednak powiedzieć, żeby we współczesnej Polsce przedstawiciele mniejszości seksualnej byli tak postrzegani - iluzją jest też myślenie, że kiedyś było lepiej. W latach 80. na przykład odbyła się akcja „Hiacynt” (władze powołując się na walkę z ewentualną epidemią AIDS, zbierały materiały na temat homoseksualistów - red.). To już wtedy była grupa dyskryminowana, można ją było obrażać - a przecież geje nie artykułowali jeszcze swoich interesów.

Fot. Agnieszka Sadowska / AGFot. Agnieszka Sadowska / AG

Jak obraża się dziś?

- Prezentowaliśmy w badaniach bardzo mocne stwierdzenia zarówno z internetu, jak i osób publicznych - celebrytów, naukowców i polityków. Był to na przykład Robert Winnicki, jeden z przywódców Ruchu Narodowego. W jednym z wywiadów powiedział: Rozumiem, że ktoś może mieć skłonności homoseksualne, to jest pewna ułomność, słabość, ale działaczy pedałów, którzy dążą do przywilejów dla związków homo i adopcji dzieci trzeba zwalczać. Co czwarty młody Polak uznaje, że to nie jest obraźliwa wypowiedź. Co więcej, prawie 40% badanych młodych Polaków uważa, że wypowiedź ta powinna być dozwolona. Ale trudno jest to powiązać z działaniami osób LGBT na rzecz równouprawnienia.

Gdyby moment, w którym występują o swoje prawa i państwo te prawa im przyznaje, miał generować reakcje ze strony społeczeństwa, tobyśmy to widzieli w wynikach sondaży w innych krajach. A nie widzimy. Za to jest to zauważalne tam, gdzie prawa osób LGBT są mocno ograniczane i ruchy ich protestu praktycznie marginalne. W Rosji parady równości były zakazywane przez władze miast, a ostatnio również przez sądy. W Serbii czy Gruzji dochodziło do ataków ze strony przeciwników tego typu demonstracji. Gdy popatrzymy na to historycznie, to zakazy mowy nienawiści i spadek przyzwolenia społecznego dla tego typu wypowiedzi pojawia się zwykle właśnie jako wynik otwartej walki grup dyskryminowanych - weźmy choćby przykład afroamerykańskiego ruchu na rzecz praw obywatelskich. Podsumowując: nie zgadzam się, że mowa nienawiści w Polsce to odpowiedź na dążenia osób LGBT do równouprawnienia.

W takim razie co to jest? Po prostu uznanie, że ta grupa jest najsłabsza, więc można się na niej wyżywać językowo?

- W raporcie z naszych badań jest odpowiedź. W psychologii mówimy o dwóch potencjalnych przyczynach uprzedzeń. W wypadku osób LGBT pierwszą jest homofobia - nowoczesna i tradycyjna, drugą zagrożenie symboliczne, czyli lęk, że przez tę grupę świat przestanie być taki, jaki jest teraz, bo są symbolem upadku wartości.

Jakich?

- Moralnych. W naszej części świata nie dotyczą już one np. kradzieży czy korupcji, zostały sprowadzone wyłącznie do etyki seksualnej. Gdy zapytamy na ulicy statystycznego Polaka, czym są kwestie moralne, to prawie zawsze usłyszy się o seksualności. To jest absurdalne, ale poręczne do stworzenia podziału na swoich i obcych, na dobro i zło. Tak jest we wszystkich krajach, w których po transformacjach ustrojowych wielu się wzbogaciło nieuczciwie. Widząc to, wielu ludzi przestało hołdować przekonaniu, że kradzież powinna być nie tylko potępiana, ale i karana. Często traktowana była jako dowód sprytu i inteligencji.

Fot. Tomasz Wiech / AGFot. Tomasz Wiech / AG

Moralność została zredefiniowana, w czym oczywiście jest jakaś rola Cerkwi prawosławnej czy Kościoła katolickiego. W ten sposób poprawiamy sobie samoocenę - my jesteśmy tymi moralnymi, ale nasza moralność musi mieć odbicie w kimś, kto taki nie jest. Osoby LGBT się do tego nadają. Bo bardzo łatwo jest się poczuć moralnym tylko dlatego, że ma się taką, a nie inną orientację seksualną. Nie trzeba się specjalnie starać, bo to cecha przyrodzona. W sytuacji, w której nie ma innych źródeł moralności, jest to najłatwiejsze.

Jak generalnie ocenia pan wyniki waszych badań?

- Wobec niektórych grup jest zaskakująco dobrze, wobec innych - zaskakująco źle. Nie spodziewałem się na przykład, że właściwie nie ma przyzwolenia na obrażanie Ukraińców i osób czarnoskórych.

Zastosowaliście specyficzną metodę, przy okazji w pewien sposób precyzując definicję mowy nienawiści.

- Uznaliśmy, że są jej dwie kategorie: klasyczna, czyli przepełniona wulgaryzmami, oraz racjonalizująca, gdzie nie pada pedał, czarnuch czy parch, ale sama struktura wypowiedzi jest głęboko obraźliwa.

Na przykład?

- Przypisywanie konkretnej grupie chronicznie negatywnych intencji, zakulisowych intryg, dzikości i nieokrzesania czy braku dobrych obyczajów. Zapytaliśmy przedstawicieli mniejszości, czy uważają konkretne komunikaty za obraźliwe i krzywdzące, czy uważają, że powinny być zakazane. Na podstawie ich ocen stworzyliśmy listę wypowiedzi, którą przedstawiliśmy dorosłym Polakom i młodzieży w wieku 16-18 lat. Zapytaliśmy, co oni o nich myślą, gdzie się z nimi spotykają, czy uważają, że powinny być dozwolone.

Czy zbiór, który stworzyliście, może być pomocny np. dla sędziów orzekających w sprawach dotyczących mowy nienawiści?

- Nie mamy takich ambicji. Ale wiemy, że bardzo często zamawiane przez sądy ekspertyzy są ostatecznie kwestionowane. Na przykład takie, które głoszą, że swastyka jest symbolem szczęścia. Mamy więc jednak nadzieję, że ten raport może się przyczynić do zmiany normy prawnej. Do spojrzenia na konkretne wypowiedzi przez pryzmat tego, czy mniejszości czują się nimi dotknięte czy nie. Bardzo trudno jest określić intencje. To, czy ktoś nawołuje do nienawiści czy ironizuje. Z tym problemem zawsze jakoś się musimy zmierzyć, jeżeli nie patrzymy oczami ofiar. Nie wiemy na pewno, czym na przykład była rozmowa Kuby Wojewódzkiego z Michałem Figurskim o gwałtach na Ukrainkach.

Fot. Jarosław SidorowiczFot. Jarosław Sidorowicz

Przedstawiliście ten dialog respondentom. I...?

- Przedstawiciele mniejszości ukraińskiej poczuli się nim dotknięci. I dla większości Polaków okazał się nieakceptowalny. 86% dorosłych i 92% młodzieży uznało, że tego typu wypowiedź jest bardzo obraźliwa, odpowiednio 82% i 91% uznało, że powinna być zakazana. Przypomniałem sobie wtedy reakcję społeczeństwa w debacie publicznej na tę rozmowę. Oburzenie rozciągało się od prawicowych środowisk, wręcz nacjonalistycznych, czy ksenofobicznych aż po lewicowe. Te ostatnie wskazywały, że grupa imigrancka, która pracuje w bardzo ciężkich warunkach, powinna być szczególnie chroniona. Na prawicy zaś mówiono, że liberałowie obrażają wszystkich i nie mają szacunku dla nikogo.

To widać także trochę w naszych badaniach: istnieje pewien rodzaj prawicowości, która uznaje za niezwykle ważne istnienie twardego prawa. To są ludzie, którzy są przeciwko osobom łamiącym prawo, naruszającym normy. W psychologii nazywamy ich prawicowymi autorytarystami. Oni nie będą akceptować mowy nienawiści, bo to jest wbrew dobrym obyczajom. Ja bym powiedział, że to stara prawica. Natomiast problem jest z nową. Bo gdzie jest tak naprawdę oryginalność Janusza Korwin-Mikkego? W mowie nienawiści. W pokazaniu światu: Ja mogę powiedzieć wszystko, to jest moja wolność.

Czy mowa nienawiści może być przejawem wolności słowa?

- Wolność słowa jest oczywiście możliwością wypowiedzenia różnych poglądów, nawet tych politycznie niepopularnych, jednak tak długo, jak długo poglądy te nie krzywdzą grup, które są narażone na dyskryminację. W naszych badaniach mierzyliśmy też bardzo radykalne przekonania o wolności słowa, mówiące, że nie powinno być żadnej cenzury. Okazały się one dość silnie - bardziej u młodzieży niż u dorosłych - związane z akceptacją mowy nienawiści. To jest bardzo przykre, bo wiemy przecież, że krzywdzić ludzi można nie tylko fizycznie. Słowa mają daleko idące konsekwencje.

Powiedzmy wyraźnie jakie.

- Po pierwsze, zmieniają wizerunek mniejszości: jeżeli wolno je obrażać, to prawdopodobnie zasługują na mniejszy szacunek. Amerykańscy badacze Jeff Greenberg i Tom Pyszczynski przeprowadzili w latach 80. taki eksperyment: badani słyszeli mowę nienawiści i oglądali zapis procesu sądowego, w którym występował czarnoskóry adwokat. Potem pytano, czy on dobrze bronił oskarżonego. Ci, którzy słyszeli mowę nienawiści w trakcie oglądania filmu, oceniali kompetencje prawnika znacznie niżej niż badani, którzy jej nie słyszeli. I to - co ciekawe - niezależnie od swoich wstępnych poglądów. Mamy zatem naruszenie konkretnych interesów przedstawicieli mniejszości. Ale to jest jeszcze nic.

Jak pokazują badania psychologów społecznych Briana Mullensa i Joshuy Smytha, ogłoszone na łamach pisma „Psychosomatic Medicine”, w grupach imigranckich, które są narażone na obraźliwe etykietki słowne, wzrasta poziom samobójstw. Na tym drastycznym przykładzie można stwierdzić, że mowa nienawiści dramatycznie wpływa na stan psychiczny i funkcjonowanie dotkniętych nią członków mniejszości.

Czy osoby, które przyzwalają na nią, nie biorą tego pod uwagę?

- Nasze badania dowodzą, że ci, którzy częściej spotykają się z mową nienawiści w swoim otoczeniu, w internecie i w telewizji, deklarują większe przyzwolenie dla mowy nienawiści. Odwrażliwiają się także na nią, przestają widzieć w niej cokolwiek niedobrego. Kolejny krok zaś to zdystansowanie się do mniejszości: Widzę, że oni są obrażani i jeżeli uważam, że nie ma w tym nic złego, to w efekcie staram się ich unikać. Wolałbym, żeby nie mieszkali na tej samej ulicy co ja, wolałbym, żeby nie chodzili do tej samej szkoły co moje dzieci. Bo oni są tymi gorszymi.

Ta dynamika jest bardzo niebezpieczna, bo wiemy, że im więcej będzie mowy nienawiści w przestrzeni publicznej, tym będzie gorzej. Na razie w Polsce istnieje pewien rodzaj tabu czy też normy poprawności politycznej, które chronią mniejszości. Badani stosunkowo rzadko spotykają się z mową nienawiści w radiu czy w telewizji, ponieważ w mediach tego nie wypada mówić. Znacznie gorzej jest z internetem - tu praktycznie wszystko wolno.

Na meczecie w Kruszynianach ktoś w ubiegłym tygodniu wymalował głowy świń i...

- ...kotwicę Polski Walczącej.

Fot. Jakub MedekFot. Jakub Medek

Właśnie. Co ten symbol polskiego oporu i odwagi oznacza w takim kontekście?

- Już samo to zachowanie jest głęboko bezsensowne, bo Tatarzy polscy są jednym z najlepszych przykładów dobrej integracji społeczności muzułmańskich w Europie. Jeżeli już ktoś chce grać na nucie patriotycznej, to może też powinien sobie przypomnieć o ich zasługach dla oręża polskiego. Kotwica zaś została całkowicie zawłaszczona przez organizacje nacjonalistyczne i skrajnie ksenofobiczne. Ale też zbanalizowana.

Jeżeli trzy razy w tygodniu widzę ten symbol na koszulkach, to znaczy, że nie wiąże się on już z powagą Polskiego Państwa Podziemnego. Przecież nikt na T-shircie nie umieszcza sobie na przykład rysunku bramy obozowej Auschwitz czy innych symboli, które są związane z traumą narodową - a przecież tym były dla nas lata okupacji. Kotwica Polski Walczącej została wyrwana z kontekstu i co teraz znaczy, nie mam pojęcia.

A co może znaczyć to, że osoby protestujące przeciwko spektaklowi „Golgota Picnic” śpiewały „Rotę” i hymn „Boże coś Polskę” w wersji „Ojczyznę, wolność racz nam zwrócić, Panie”?

- Myślę, że w tym jest właśnie dążenie do nieskrępowanej wolności, połączone z przekonaniem o tym, że żyje się w stanie zniewolenia. Uznawanie pewnych norm współżycia społecznego - takich jak właśnie nieobrażanie różnych grup - nie tylko za krępujące, ale za dowód ucisku. Zauważmy, że osoby, które walczą z wolnością artystycznej wypowiedzi, jednocześnie nie protestują przeciw obraźliwym wypowiedziom hierarchów Kościoła czy innych duchownych (przypomnijmy choćby aplauz po szyderczej wypowiedzi ojca Rydzyka o czarnoskórym duchownym, który rzekomo „się nie mył” czy też brak właściwej reakcji na antysemicki w swej wymowie wywiad biskupa Pieronka dla radia Pontifex Roma).

Fot. Tymon Markowski / AGFot. Tymon Markowski / AG

Czy staną w obronie szykanowanego katolickiego duchownego, który przeciwstawił się mowie nienawiści wobec osób poczętych metodą in vitro? Dążą do tego, żeby pewne wartości sakralne były zastrzeżone, a jednocześnie usankcjonowane było ich poczucie, że ich wolności - na przykład religijne - są zagrożone.

Wolność tak, ale tylko dla nas?

- Tak. A nawiązywanie zaborów czy okupacji sugeruje, że te osoby postrzegają istnienie pewnych norm obyczajowych czy istnienie UE za kolejną okupację. Boję się, że my - postępowi mieszkańcy dużych miast - również jesteśmy zdolni do podobnej hipokryzji, gdy nie dostrzegamy mowy nienawiści w praktykach własnego środowiska - szydzącego z osób biedniejszych, z ich „obciachowych” ubrań i zaściankowych poglądów. Też zasłaniamy się wówczas nadrzędną wartością wolności. To oczywiście w żaden sposób nie zmienia mojej oceny nadużywania historycznych symboli, takich jak słowa „Roty” czy kotwica Polski Walczącej.

Czy te dwa przykłady wskazują na to, że symbole i słowa, które kojarzą się z chlubną historią Polski, zaczyna się wykorzystywać jako mowę nienawiści?

- Włącza się je do arsenału mowy nienawiści, chociaż samego odwołania do tych symboli tak bym nie nazwał, ponieważ one są wykorzystywane w walce ze strukturami państwa, a nie z konkretnymi grupami mniejszości. Oczywiście pojawienie się kotwicy na meczecie w Kruszynianach to coś zupełnie nowego. Także jakiś rodzaj przemocy. Moim zdaniem powinniśmy się zastanowić: kto tego dokonuje? Jakie stoją za tym racje? Czy może są to osoby, które tracą kontrolę nad własnym życiem?

Ludzie, którzy po skończeniu jakichś studiów mają szansę najwyżej na jakąś śmieciówkę? Takie osoby szukają wsparcia w silnych i radykalnych grupach, które zawalczą o ich interesy. I może ta Polska Walcząca i hymny mają dodać im pewności siebie. Jak pokazują badania prof. Immo Fritsche, osoby takie chcą należeć do silnych, sprawczych i walczących narodów, myślą sobie: Skoro nie mam kontroli nad własnym życiem, to niech przynajmniej mój naród ma kontrolę nad innymi. W ten sposób można też wytłumaczyć aprobatę Rosjan dla putinizmu. W całej Europie wzrasta poparcie dla formacji radykalnych, ponieważ życie staje się coraz mniej przewidywalne. To zwiększa poczucie niepewności, lęku.

I wzmacnia mowę nienawiści, która jest powodem niepewności i lęku grup mniejszościowych.

- Tak.

Fot. Franciszek Mazur / AGFot. Franciszek Mazur / AG

Jak ten proces zatrzymać? Czy wyniki raportu dają wskazówki?

- Jasnych niestety nie. Myślę jednak, że po pierwsze, musimy wziąć na siebie zobowiązanie do walki z tym. My to nie znaczy tylko społeczeństwo obywatelskie, ale też biznes i władze. Dla biznesu oznacza to rezygnację z części zysków, które wynikają na przykład z tego, że mowa nienawiści pojawiająca się w portalach internetowych zwiększa klikalność i dochody z reklam. A to są brudne pieniądze.

Jeżeli chodzi o państwo, to myślę głównie o działaniach edukacyjnych. Są bardzo dobre modele nauczania, które uwrażliwią ludzi na mowę nienawiści. Ważne jest wdrożenie systemu monitorowania, żeby państwo wiedziało, gdzie potencjalnie mniejszości się mogą spotkać z niechęcią czy atakami. Czyli gdzie warto np. wesprzeć organizacje pozarządowe, żeby prowadziły kampanie czy też zajęcia pozaszkolne. Sytuacja w Kruszynianach świadczy o tym, że państwo nie jest jeszcze w stanie zapobiegać.

"Idziemy po was" na razie nie wychodzi?

- Na podstawie pojedynczego wydarzenia bardzo trudno mówić o jakimś większym procesie. Marsz MSW na Białystok może się udał, ale nie udało się zainstalowanie kamery przed meczetem, a to jest bardzo prosta rzecz, która powinna być elementem tego marszu. Może to tylko potknięcie. Jeżeli takie wydarzenie się powtórzy, faktycznie będzie to znaczyło, że z całym planem nie jest najlepiej. Na razie ze słów i zdarzeń powinno się wyciągnąć wnioski.

Badania sondażowe „Mowa nienawiści” zrealizowała Fundacja im Stefana Batorego we współpracy z Centrum Badań nad Uprzedzeniami Uniwersytetu Warszawskiego w ramach programu Obywatele dla Demokracji finansowanego z Funduszy EOG. Przeprowadzali je dr hab. Michał Bilewicz, mgr Marta Marchlewska, mgr Wiktor Soral i dr Mikołaj Winiewski. Badanie zrealizował CBOS w marcu i kwietniu 2014 roku na 653 osobowej próbie polskiej młodzieży w wieku 16-18 lat i 1007 osobowej reprezentatywnej próbie dorosłych. Badanie jest częścią projektu FNP FOCUS dotyczącego psychologicznych konsekwencji mowy nienawiści realizowanego w Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW.

 

Dr hab. Michał Bilewicz. Psycholog społeczny, wykładowca Wydziału Psychologii UW, kierownik Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW. Zajmuje się badaniem uprzedzeń, dehumanizacji i językowych mechanizmów dyskryminacji. Jest wiceprezesem Fundacji Forum Dialogu oraz członkiem Rady Konsultacyjnej ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji przy Ministrze Administracji i Cyfryzacji.

Katarzyna Czarnecka. Sekretarz redakcji magazynu Polskiej Akademii Nauk „Academia”. Wcześniej redaktor i autor m.in. „Rzeczpospolitej”, „Życia Warszawy” i „Przekroju”.

Komentarze (308)
Zaloguj się
  • rafal318

    Oceniono 224 razy 94

    Duuuży dłuuugi artykuł ale niewyczerpujący to skoro mamy nie pozwalać na mowę nienawiści to dlaczego U Was na portalu wystarczy tylko słowo "pedał" zmienić na słowo "KatoTalib" i już wszystko jest ok jedno słowo i czar pryska już można jechać po człowieku...

  • pytlarro

    Oceniono 138 razy 68

    skad sie bierze ta mowa nienawisci do muzulmanow? Wystarczy kliknac artykul ponizej tego: "Francja: Matka zasztyletowała nauczycielkę na oczach przerażonych uczniów". I widzimy sliczna postepowa manipulacje, starajaca sie zatuszowac fakt ataku muzulmanki na katoliczke. W druga strone zawsze nalezy to podkreslac, wlacznie z przypomnieniem rasizmu bialych. Ludzie to widza, buntuja sie przeciw tej chamskiej propagandzie multi-kulti i pozornej tolerancji

  • Gość: ader

    Oceniono 84 razy 60

    Czemu nie napisaliście o szykanowaniu grubasów? Najwięcej szykan skupia się na grubasach.

  • Gość: seba

    Oceniono 153 razy 45

    Nikt mi nie zabroni wyrazić własnego zdania bo nie jestem idiotą którym można manipulować, do czego silnie dąży GW.

  • Jan Kowalski

    Oceniono 27 razy 27

    " wielu ludzi przestało hołdować przekonaniu, że kradzież powinna być nie tylko potępiana, ale i karana."

    I to jest kwintesencja polskiego sqrwienia. Reszta to pochodne.

  • rafikzabki

    Oceniono 128 razy 26

    choćby się poskręcali lobbyści progejowscy to u normalnego heteroseksualnego faceta widok całującej/kopulującej się pary mężczyzn zawsze będzie wywoływał odruch wymiotny podobnie jak transy... i to żadna mowa nienawiści... to czysta fizjologia na jaką się sami powołują... jedni to mają na widok włosa w zupie, inni pawia na ulicy czy odchodów, jeszcze inni szczura czy pająka a mężczyźni na widok gejów w akcji [nie gejów jako takich]...

  • mariusz-janowski

    Oceniono 179 razy 23

    Homoseksualista w sutannie - zły pedofil
    Homoseksualista w sejmie - dobry państwowiec!

    Facet z penisem - szowinistyczna, męska świnia!
    Facet z obciętym przyrodzeniem - ideał kobiecości!

    Ksiądz - zły
    Były ksiądz - dobry :)

    Katolik - zły,
    Żydo-Katolik - jaśnie oświecony ideał i KOŚCIÓŁ OTWARTY!

    Matka wielodzietnej rodziny - dzieciorób,
    dupodajka po 10 skrobankach - intelektualistka i kobieta oświecona.

    Plastikowy krasnal - kicz,
    plastikowa tęcza - cudo objawione!!!

    Polak - cebulak, moher, kołtun,
    Żyd - nadczłowiek, półbóg, ideał.

    itd. itp

  • zemkaz

    Oceniono 109 razy 19

    "mowa nienawiści" to sztuczny termin - w dodatku wykorzystywany do krępowania wolności słowa

    skoro mogę powiedzieć że "uwielbiam pizzę/Bacha/siatkówkę" i "nienawidzę kaszanki/Mozarta/hokeju" to dlaczego tak samo nie mogę powiedzieć "uwielbiam gejów/Arabów/katolików" i "nienawidzę lesbijek/Murzynów/muzułmanów"????

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX