fot. Bartek Wasilewski

fot. Bartek Wasilewski (fot. Bartek Wasilewski)

Hale Mirowskie - zabytek, który wciąż żyje

Hale Mirowskie w Warszawie przeżywają swoją drugą młodość. Kojarzone dotąd głównie z seniorami, stają się mekką kucharzy, blogerów kulinarnych, poszukiwaczy ciekawych smaków i dobrych jakościowo produktów. Kupują tam, bo jest świeżo, pysznie i klimatycznie. Pod halą można dostać egzotyczne owoce, warzywa, orientalne przyprawy, nabiał i wszelkiego rodzaju mięso - wszystko w dobrych cenach i od lokalnych producentów.

Hale Mirowskie od ponad 100 lat są jednym z najważniejszych punktów na handlowej mapie stolicy. Charakterystyczne budynki z czerwonej cegły rozparte przy al. Jana Pawła II znają chyba wszyscy mieszkańcy Warszawy. Od swego powstania na początku XX wieku zmieniały się i dostosowywały swoją ofertę do potrzeb konsumentów. Nasi dziadkowie kupowali tam nabiał, warzywa i owoce, nasi rodzice, oprócz targowiska, odwiedzali także pewex i komis, w których można było dostać produkty niedostępne w zwykłych sklepach. Na początku lat 90. XX wieku powstało tam wiele sklepików, które zwiastowały przyszły rozkwit wolnego rynku.

fot. Bartek Wasilewskifot. Bartek Wasilewski

Koszary Mierowskie

Na zespół architektoniczny składają się: hala zachodnia - Mirowska (od nazwy placu), hala wschodnia - Gwardii (od nazwy klubu sportowego, który miał tam swoją siedzibę od lat 60. XX wieku) oraz otaczające je targowisko. Wbrew pozorom ten ośrodek handlowy swej nazwy nie zawdzięcza rodzinie Mirowskich. Zabawną anegdotę na ten temat przytacza Franciszek Galiński w Gawędach o Warszawie: jakiś p. Mirowski, dziwak czy też po prostu nieświadom historii, wniósł w r. 1933 do magistratu m.st. Warszawy pretensję o należność przypadającą mu jakoby za grunty będące rzekomo własnością jego rodziny, a zajęte ongi przez miasto na wytyczenie ulicy Mirowskiej oraz zbudowanie hal targowych Mirowskich.

Nazwa hal pochodzi od koszar Strzelców Gwardii Konnej Królestwa Polskiego, nazywanych Koszarami Mierowskimi od nazwiska ich dowódcy, generała Wilhelma Miera. Koszary wyburzono, a w latach 1898-1901 w ich miejscu powstały hale. Nazwane od dawnych koszar Mirowskimi („e” na przestrzeni lat wypadło). Projekt opierał się na założeniach Stefana Szyllera, a został zrealizowany przez: Bolesława Miłkowskiego (konstrukcja), Ludwika Panczakiewicza (elewacje), Apoloniusza Nieniewskiego oraz Władysława Kozłowskiego. W Krótkim Ilustrowanym Przewodniku po Warszawie z 1922 roku jest wzmianka o tych budynkach: Całość dość pretensjonalna, mimo kombinacji różnych stylów jest właściwie bezstylową i estetycznie nieudaną. Hale Mirowskie, choć krytykowane za architekturę, wpisały się w charakter okolicy.

Fot. Bartek WasilewskiFot. Bartek Wasilewski

Budynek z historią

Przed II wojną światową na blisko 400 straganach spożywczych sprzedawano głównie nabiał, warzywa, ryby i mięso. Hale były obiektami nowoczesnymi, zaopatrzonymi w kabiny chłodnicze, baseny rybne, instalacje do wyrobu sztucznego lodu. Na pobliskich ulicach Rynkowej i Mirowskiej, a także placach Żelaznej Bramy i Mirowskim, też handlowano, zaś przy hali wschodniej mieścił się bazar Janasza. Przed wojną plac Żelaznej Bramy, a więc otoczenie hal, tętnił życiem. Planowano tam budowę stacji metra. Jeździły tramwaje, które na placu kończyły swój bieg. Stąd można było przedostać się w najkrótszym czasie od rogatek wolskich do mostu Kierbedzia, tu krzyżowały się stołeczne szlaki komunikacyjne.

fot. Bartek Wasilewskifot. Bartek Wasilewski

Kiedy Warszawa została podzielona murem getta, hale zostały z niego wyłączone. Dostęp do nich mieli tylko Polacy, mimo że znajdowały się w dzielnicy semickiej. Budynki przetrwały w prawie nienaruszonym stanie aż do wybuchu powstania warszawskiego, kiedy zostały całkowicie wypalone i zdewastowane. W pierwszych dniach zrywu na terenie hal Niemcy dokonali masakry ludności cywilnej. Rozstrzelano 510 warszawiaków, co upamiętnia tablica wmurowana w północno-zachodni narożnik Hali Mirowskiej. Po wojnie planowano wyburzyć pozostałości budynków i w ich miejscu stworzyć park. Na krótko hale zaadaptowano na tymczasową zajezdnię autobusów miejskich MZK. Potem przez długi okres nie były użytkowane. W końcu podjęto jednak decyzję o odbudowie obydwu obiektów, czego dokonano w latach 60. XX wieku. Budynek wschodni utracił charakter handlowy, został „Halą Gwardii” (obecnie sekcja bokserska mieści się przy ul. Racławickiej 132b).

- Tradycja sportowa (walk bokserskich) silnie utrwaliła się w pamięci warszawian. Tu w meczach międzypaństwowych dopingowano najlepszych polskich pięściarzy. Bazar przy hali z czasem zaczął się cywilizować. W latach 90. przeszedł poważną modernizację, m.in. został otoczony ceglanym murem. Jeszcze dwadzieścia lat temu na bazarze baby ze wsi skubały kury z piór. Dziś to już tylko wspomnienie - mówi varsavianista Piotr Otrębski. W 1986 roku decyzją wojewódzkiego konserwatora zabytków Hale Mirowskie zostały wpisane do rejestru zabytków. Podczas ostatniego remontu elewacji nie została zdemontowana słynna nadbudówka nad wejściem od strony ul. Jana Pawła II, wiązałoby się to ze zbyt dużą ingerencją w konstrukcję budynku.

Smaki i zapachy

Targowisko wokół hal wciąż się rozwija i do grona seniorów, którzy są wierni temu miejscu od lat, dołącza młode pokolenie. Dzięki inicjatywom takim jak Sezonowa Akcja Zakupowa, której aż trzy edycje odbyły się na Halach Mirowskich, ludzie zaczynają bardziej świadomie kupować, a oprócz smaków poznają także nowe miejsca na mapie stolicy.

fot. Bartek Wasilewskifot. Bartek Wasilewski

Założenie akcji jest proste: szefowie kuchni, aktywiści kulinarni, blogerzy oprowadzają uczestników wydarzenia po swoich miejscach pod Halą. Jak mówią organizatorzy SAZ: - Nasza inicjatywa powstała, by ułatwić przyjezdnym, warszawiakom, pasjonatom jedzenia robienie zakupów w Warszawie. Przewodnikami są osoby, które karmią innych, o sukcesie dań, które przygotowują, w 80 proc. decyduje dobry produkt - muszą wiedzieć, co i od kogo kupują, muszą to sprawdzić, dopytać. Często zwracają uwagę na to, żeby produkt był sezonowy i lokalny. Są to świadomi konsumenci z otwartą głową, którzy pokazują nam, gdzie robić zakupy, jak nawiązywać relacje ze sprzedawcami. Podczas każdego SAZ wymieniamy się doświadczeniami, rozmawiamy o produktach, o tym, jak je kupować i na co zwracać uwagę. Szukamy ich z naszymi gośćmi, podążamy ich subiektywną trasą, odwiedzamy ich ulubione stragany, odkrywamy nieznane oblicza tych miejsc. Jak na przykład Hali Mirowskiej.

Fot. Bartek WasilewskiFot. Bartek Wasilewski

Świadomymi konsumentami są także Jarek i Marta Domeccy, wegetarianie, miłośnicy kuchni indyjskiej, którzy po składniki do swoich potraw przyjeżdżają pod halę specjalnie z Milanówka. Na targu kupują przede wszystkim zielone warzywa, np. szpinak chiński, świeże zioła, które tu można kupić na wagę, co nie jest praktykowane nigdzie indziej, hinduskie przyprawy, warzywa, bakalie. Jak mówi Jarek, zdarzało mu się wybierać pod halę tylko po doskonałe tofu, wyrabiane przez Wietnamczyków, które można kupić jedynie tam. Na popularność hali wpływ mają także sprzedający. Jak piszą na swoim fanpage'u „Nasza Hala Mirowska” na Facebooku, najważniejsze dla nich są: pochodzenie towarów, przystępna cena, wachlarz produktów i usług, zadowolenie klientów, które bierze się z obsługi na najwyższym poziomie. Potwierdzają to stali bywalcy targowiska, dla których istotny jest bezpośredni kontakt ze sprzedawcą, jakiego trudno szukać w sklepach wielkopowierzchniowych. Podczas zakupów na targu ogląda się, dotyka, wącha, próbuje, można doświadczyć przyjemności wybierania, smakowania. Można poznać historię produktów podczas rozmów ze sprzedającym.

Pan Darek, czyli Wódz

Monika Walecka, autorka bloga gotujebolubi.pl, chociaż od jakiegoś czasu nie mieszka już w Warszawie, z sentymentem wspomina zakupy pod halą: - To miejsce, w którym możemy się zetknąć z jedzeniem bezpośrednio od producentów - oprócz klasycznych sprzedawców, którzy zaopatrują się w towar na giełdzie, można tam kupić warzywa i owoce z upraw własnych, ewentualnie od kupców, którzy znają swoich dostawców osobiście. Sklepy mają często wyspecjalizowany asortyment: tu kupuje się sery, tutaj jagnięcinę, a tam jajka. Oczywiście nie bez znaczenia jest cały klimat, hałas, tłum ludzi, awanturujący się klienci, sprzedawcy z charakterem. Jak mieszkałam w Warszawie, to na hali pojawił się Daro - sprzedawca oliwek i greckich produktów, niesamowicie rubaszna postać.

fot. Bartek Wasilewskifot. Bartek Wasilewski

Dla sprzedawców ich praca często jest pasją. Kupcy starają się zaspokoić nawet najbardziej wyrafinowane potrzeby klientów. Dlatego pod halą można kupić chyba wszystko, począwszy od drobiu, wołowiny, wieprzowiny, jagnięciny, jajek, miodu, warzyw, owoców, świeżych ziół, kwiatów, bylin, suszu, orzechów i wielu innych, często bardzo wyszukanych produktów. Na targowisku, nawet zimą, można kupić agrest czy wiśnie. Legendarną postacią wśród sprzedawców, o której mówią wszyscy zaopatrujący się pod halą, jest Pan Darek, czyli Wódz. Prowadzi sklepik, który słynie ze sprzedaży świeżych ziół, ale także wielu ciekawostek, jak: egzotyczne warzywa, słodkie ziemniaki, skorzonera, topinambur, przyprawy z całego świata, nietypowe odmiany klasycznych warzyw, ciekawe przetwory. Monika Walecka mówi: - To niezwykły człowiek o niesamowitej wiedzy, czasami warto przystanąć obok niego, położyć siatkę na ziemi i posłuchać tego, co ma do powiedzenia.

Wysoka jakość

Pod halą zaopatrują się także kucharze ze znanych warszawskich restauracji, ceniąc obsługę i jakość produktów. Kuba Korczak, szef kuchni, organizator Good Food Fest, podkreśla, że zaufanie jest bardzo ważne w zakupach, zwłaszcza w gastronomii: - Codzienna współpraca nie byłaby możliwa bez nici porozumienia czy nawet przyjaźni ze sprzedawcą. Spędzamy ze sobą za dużo czasu, za dużo informacji sobie przekazujemy, często współpracujemy, opierając się na transakcjach bezgotówkowych, bardzo często zamówienia są ogromne i jako szef kuchni muszę mieć pewność, że zostaną zrealizowane i że produkty będą najwyższej jakości. Dlatego obopólne zaufanie jest bardzo ważne. Nieraz zdarzało mi się, że wysyłałem listę zakupów po północy i na 9.30 miałem przygotowane wszystkie produkty, tak jak zamówiłem.

fot. Bartek Wasilewskifot. Bartek Wasilewski

Sam pod halą bywa prawie codziennie i kupuje tam właściwie wszystko: drób, warzywa, mięso, kwiaty jadalne, zioła cięte i doniczkowe, kasze, jaja. Jego odkryciem jest stoisko z kreteńskimi produktami, gdzie można kupić doskonałą oliwę i ocet winny, chałwę, oliwki i sery. Często korzysta też z usług Pana Waldka, który prowadzi sklep z drobiem, gdzie na zamówienie można uwędzić wszystko, co nam się żywnie podoba. To, co jest najważniejsze w produktach spod hali, to ich wysoka jakość, dlatego kupują tam wszyscy: seniorzy, hipsterzy, studenci, pracownicy korporacji, szefowie kuchni. Wszyscy, którzy, poszukują dobrych towarów, niezależnie od wieku i budżetu domowego. Kuba Korczak twierdzi: - Pod halą będzie się działo coraz więcej, coraz więcej jest tu młodych ludzi. Kiedyś ludzie się dziwili, kiedy jeździłem na zakupy pod Hale Mirowskie, teraz zaczynają to rozumieć.

fot. Bartek Wasilewskifot. Bartek Wasilewski

Także organizatorzy Sezonowej Akcji Zakupowej uważają, że popularność ich inicjatywy, targowiska pod Halą Mirowską i lokalnych bazarków nie jest tylko chwilową modą: - To ludzka potrzeba, aby wyjść z domu, poznać ciekawych ludzi, porozmawiać z szefem kuchni lub innym smakoszem, dowiedzieć się czegoś ciekawego, zaskoczyć swoje kubki smakowe, poznać sprzedawców, którzy dostarczają na nasz stół produkty. Zrobić zakupy, wrócić do domu i móc opowiedzieć ciekawą historię. Jedzenie bardzo łączy i wszyscy je lubią. W internecie tego nie znajdziemy, a miasto jest duże i łatwo się w nim zgubić.

Targowiska przyszłości

Wszyscy, którzy robią zakupy pod halą, podkreślają, że to niezwykłe miejsce, z niepowtarzalnym klimatem. Można wybierać spośród świeżych warzyw u różnych sprzedawców, można odnaleźć ciekawe, nowe smaki i wrócić do domu zawsze z o wiele większą ilością dóbr, niż się planowało.

fot. Bartek Wasilewskifot. Bartek Wasilewski

- Targowiska na świecie to centra miast, to miejsca, wokół których toczy się życie, od targów zaczyna się wszystko: knajpy i miejsca usługowe. Robiąc tam zakupy, najpierw idzie się na kawę, potem na śniadanie, potem się kupuje, potem je się lunch. Często też zjada się to, co się zakupiło, bo w wielu miastach na świecie jest taka możliwość, żeby na miejscu przygotowano nam tę rybę, którą dopiero co kupiliśmy. Marzy mi się, że kiedyś tak samo będzie pod halą- - mówi Kuba Korczak. I miejmy nadzieję, że jego marzenie się spełni.

Fot. Bartek WasilewskiFot. Bartek Wasilewski

Hala Mirowska jest na dobrej drodze to tego, żeby za parę, paręnaście lat być takim miejscem. Polacy są coraz bardziej świadomymi konsumentami, eksperymentują, próbują nowych smaków, ale także zaczynają poszukiwać ciekawostek kulinarnych w rodzimej kuchni. Coraz chętniej będą więc robić zakupy w miejscach, gdzie można kupić świeże, najwyższej jakości produkty, a takim miejscem jest Hala Mirowska.

 

Iza Kieszek. Współtwórczyni Okna na Warszawę, zajmuje się promocją imprez filmowych i kulturalnych, współpracuje z „Grupą Wydawniczą Foksal”, angażuje się w lokalne sprawy Sielc, gdzie mieszka.

Komentarze (12)
Zaloguj się
  • kawiusz

    Oceniono 12 razy 10

    Jako mieszkaniec okolic hali pozwolę sobie dodać kilka ciekawostek:
    - mięsny po lewej od wejścia - do dziś pamiętam puste haki, na ostatnim z nich wisiał na sznurku gruby ołówek i zeszyt z napisem "Książka skarg i wniosków".
    - przesuwana krata, między słupami na dole po lewej stronie hali - odgradzała monopolowy od reszty hali, prawdopodobnie pojawiła się w latach 80tych gdy dział monopolowy otwierano dopiero od 13. Do dziś pozostała po niej prowadnica.
    - piekarnia "Nowakowski" - w miejscu dzisiejszej apteki, z wejściem od frontu. Chyba pierwszy sklep gdzie młode, uśmiechnięte i porządnie ubrane sprzedawczynie normalnie obsługiwały klientów. Od strony ul. Ptasiej wystawał i pachniał wywietrznik z zaplecza na którym na miejscu wypiekano bułki! W tym samym czasie w "społemowej" części hali normą były napisy typu "Pieczywo dotknięte uważa się za sprzedane". Był to chyba pierwszy przypadek kolejek do dobrego pieczywa. Dlaczego ta piekarnia zniknęła!?
    - bazar po drugiej stronie Marchlewskiego nazywany był bazarem "Pod Strażą". Stał w miejscu dzisiejszych biurowców Atrium. Oprócz typowej spożywki była tam sekcja "ruskich", na której można było kupić cuda techniki - grę elektroniczną wilka i zająca, urządzenie do gotowania wody "Minutka" itp.
    - "Nie ma pan drobniej?", "Nie mam wydać", "Grosik będę winna", "Ja panu nałożę", "Proszę nie przebierać" - to chyba najpowszechniejsze teksty z czasów gdy Hala nie była samoobsługowa. Obawiam się, że mimo inwazji kulinarnych blogerów dużo się nie zmieniło :)
    - klub w piwnicach Hali Mirowskiej - dlaczego ani słowa o nim? Toż to tez ulubione miejsce "hipsterów" ;)

  • brodkins

    Oceniono 7 razy 5

    Kraków ma też taki Plac Imbramowski, że już o Kleparzach nie wspomnę. Dla mnie osobiście jak ktoś się zaopatruje tylko na giełdzie i ma cały rok te same pompowane holenderskie warzywa - to żaden handlarz jest. Także Proszę Państwa, szukamy babci w ręcznie robionym sweterku - kupujemy od niej sery i kwiaty sezonowe. Następnie do umorusanego Pana co z córką sprzedaje podstawowe warzywa - widać ze brudnawe, ale z własnej uprawy - kapusta mu z samochodu się wytacza... Pani Marysia jajka z "piórkiem" ( i g_wnem) to jest szansa że od prawdziwych kur i w smaku zupełnie do biedronkowych niepodobne. Tu jest mięsny, że ponoć ekologiczne kurczaki z Podlasia... Uwielbiam - kasa leci, handelek się kręci, wszyscy korzystają...

  • Gość: pola

    Oceniono 6 razy 4

    Hala Mirowska jest moją miłością od dawna. Kocham ziołowe apteki, w której można kupić fantastyczne kremy, maseczki, suplementy. Panie są fantastyczne i maja ogromną wiedzę. Na górze jest jedna z najlepszych i najtańszych pralni - też świetna obsługa, obok pralni jest punkt Pana Dareczka - Mistrza Świata w reperacji toreb, zamków skracaniu futer itp. I oczywiście Pan Andrzejek wybitny krawiec tuż obok stoiska z ekspresami. I można pisać wiele ale warto tam się wybrać. W sezonie kupuję na przykład piękne zioła od bardzo miłego młodego Pana, które rosną później przez cały rok w doniczce. Już nie będę Was zanudzać, ale naprawdę warto odwiedzić Halę, szczególnie w sobotę gdy jest sporo ludzi

  • chili_dupeczka

    Oceniono 9 razy 1

    Zakupy pod Halą M. robię regularnie co tydzień, obowiązkowo w sobotnie południe. Najchętniej zaglądałabym tam codziennie, ale mam trochę za daleko. Faktycznie można tam wpaść na osoby związane zawodowo z branżą gastronomiczną, ja widuję tam regularnie sympatycznego właściciela znanych francuskich piekarnii.

    Natomiast targów warzyw i owoców jest w Warszawie więcej, mogę polecić np. Bazarek na dołku, na Natolinie, który również jest bardzo dobrze zaopatrzony. Jeśli chodzi zaś o zagraniczne bazarki z żywnością, warto zajrzeć na fantastyczny Borough Market w Londynie, La Boqueria w Barcelonie oraz targ rybny w Trapani na Sycylii. A na razie zapraszam na małe zakupy na targu warzyw i owoców w Trapani:
    www.youtube.com/watch?v=sQQb7EOVmWI

  • Gość: misio

    0

    Uwielbiam to miejsce.

  • naszahalamirowska

    0

    www.facebook.com/naszahalamirowska

  • abszperwentyl

    Oceniono 3 razy -1

    społem społem aż się wyspołem

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX