fot. Natalia Sosin

fot. Natalia Sosin (fot. Natalia Sosin)

im się udało

GringoBar - ziomalskie burrito na warszawskim Mokotowie

Z dala od najmodniejszych punktów na gastronomicznej mapie Warszawy i bez "warszawkowego" zadęcia. Na Mokotowie powstał GringoBar: knajpa, gdzie burrito i tacosy serwują raperzy, aktor i ich ziomale.

Zazwyczaj znani ludzie "swoim" restauracjom dają jedynie nazwisko i zapewniają reklamę w mediach. Tu jest zupełnie inaczej. Właściciel - gwiazda rapu - sam przygotowuje i podaje dania, gawędzi z klientami i dba o miłą atmosferę. Widać, że w tworzenie tego miejsca włożył całe serce. - Chciałem mieć swoje miejsce, w którym spokojnie mógłbym sobie posiedzieć, spotkać się ze znajomymi, nakarmić ich, pogadać... I tak powstał Gringo Bar - mówi o swojej knajpie Maciej Bilka, czyli "Bilon": raper, współzałożyciel HempGru, przedsiębiorca i, od niedawna, restaurator. No, może to za dużo powiedziane, ale na pewno - gastronom. Bilon zaznacza na samym początku rozmowy, że nie chce zdjęć, nie chce mówić o sobie i nie chce, żeby wyszło tak, że on usiłuje wykorzystać swoją popularność do promowania nowego biznesu. - Niech jedzenie broni się samo - mówi.

 Fot. GringoBar/Facebook

GringoBar, który Bilon otworzył "razem z ziomkami" na warszawskim Mokotowie, jest fastfoodem tylko w takim znaczeniu, że można tam zjeść szybko lub wziąć jedzenie na wynos. Nie jest to jednak miejsce, jakie z barem szybkiej obsługi może się kojarzyć. Żadnego tłustego mięsa, tylko naturalne składniki, od wejścia uderza zapach kolendry i papryki, po wyjściu nie doświadczymy zapachu smażeniny z ubrań, co nie jest bez znaczenia. - Od dawna gotowałem prywatnie, w domu. Gościom smakowało to, co im serwowałem, a mnie to cieszyło i tyle. Aż nagle zwolnił się lokal w kamienicy, w której się wychowywałem i pomyślałem: to idealny moment i idealne miejsce, tu chciałbym zrobić burritownię - mówi Bilon. - Muzyka nigdy mnie nie zmęczy, ale męczyło mnie już ciągłe siedzenie przy sprawach wydawniczych, produkcyjnych, te spotkania na pół dnia. Czułem, że muszę wyjść na ulicę, do ludzi, porozmawiać z nimi, poszukać nowych inspiracji - wyjaśnia Bilon.

 Fot. Wojtek Krosnowski

Inspiracje inspiracjami, zajawka zajawką, ale zderzenie z rzeczywistością musiało nastąpić. - Nie zapominajmy, że praca uszlachetnia - dyplomatycznie odpowiada mój rozmówca, pytany o trudy startu w nowej roli. - Szykowałem sam lokal od października, otworzyliśmy w kwietniu. Remont, jak to remont - wiadomo, że musi być zamieszanie, no i było straszne - dodaje. W zaprojektowaniu wnętrza, a głównie w zaadaptowaniu niewielkiego lokalu na potrzeby gastronomii, pomagała mu teściowa. Jest prosto: ciepła biel, drewniane wysokie stoły, oryginalna odrestaurowana posadzka z 1936 roku, tylko charakterystyczne czaszki są kolorowe. Za plecami kucharzy: zamalowana tablicówką ściana, na której wypisane jest menu. Proste, bo uznali, ze lepiej mieć kilka dopracowanych dań niż mnóstwo średnich; i zmienne, bo panowie lubią eksperymentować i wykorzystywać sezonowe składniki. Dlatego koło klasycznego burrito pojawia się "Polacos" z kiszonym ogórkiem i oscypkiem, a w zupie kukurydzianej - popcorn, chili i sos z malin. - To nie jest restauracja tex-mex, ja nie utożsamiam tego miejsca z kuchnią meksykańską. Stamtąd czerpaliśmy inspirację, ale pamiętamy o tym, że mamy zadowolić polskie podniebienie - mówi Bilon.

 Fot. Wojtek Krosnowski

- Eksperymentujemy cały czas - mówi drugi filar GringoBaru, kucharz Piotr "Saper" Sapożnikow. - Nie tylko my dwaj, mamy tutaj też ziomali, którzy nam pomagają. Bilon i ja dopieszczamy menu, wymyślamy, co można by zmienić, ulepszyć. Częstujemy gości, pytamy, czy jest fajne, smaczne, staramy się jak najbardziej wsłuchiwać w ich potrzeby.

Wszyscy pracownicy GringoBaru to koledzy Bilona ze środowiska hiphopowego. Poza kucharzem Piotrem "Saperem" jest BRZ - raper, Obuch (Bartosz Obuchowicz) - aktor i młodzi, uczący się na kucharzy.

 Fot. GringoBar/Facebook

Jak na tak młody lokal, mogą mówić o wielkim sukcesie. Po pierwsze, co podkreśla większość zapytanych na miejscu klientów, dają coś innego: - Obstawiałam kolejny wysyp frytek lub burgerów, a tu taka miła niespodzianka - mówi mieszkająca po sąsiedzku Gabrysia. - Nie dość, że to alternatywa dla wszechobecnych kotletów z bułką, to przede wszystkim dają świetne meksykańskie jedzenie, którego w Warszawie nadal brakuje. Jedynym minusem są godziny otwarcia, a tak naprawdę - godzina zamknięcia (20:00). Czasem fajnie byłoby nasycić się burrito czy quesadillą przed wyjściem na imprezę lub po dłuższym zasiedzeniu się w pracy.

 Fot. GringoBar/Facebook

Po drugie, Gringo wygrywa jakością. Produkty wybierał i zgrupował Bilon, podpierał się wiedzą Piotrka, zawodowego kucharza. Świeże składniki pozwalają im wygrywać z innymi miejscami. - Podajemy tylko świeże jedzenie - mówi Saper. - Wszystko przygotowujemy, jak widać, z rana (za jego plecami uwija się kilka osób, kroją, siekają, mieszają - przyp. autorki) od 8 rano do 12, wtedy otwieramy i przychodzą pierwsi klienci na wczesny obiad. Nie oszukujemy naszych gości, dajemy 100% czystego mięsa pierwszej klasy, zero tłuszczu, zero wypełniaczy, wszystko przyrządzamy na oliwie - wylicza. To też tłumaczy ceny (są dwie: 20 i 25 złotych). - Nie mamy zbyt dużej przebitki, bo używamy drogich produktów - mówi Saper. - Dobre mięso jest drogie, świeże składniki są drogie, nie używamy zwykłej soli, tylko sól himalajską, nie słodzimy cukrem, tylko ksylitolem, napoje sprowadzamy z Meksyku. Staramy się trzymać jak najwyższy poziom. Nie zarabiamy kokosów, ale nie o pieniądze tutaj chodzi, tylko o zajawkę, o zdrowe karmienie ludzi i o fajną miejscówkę, nie tylko dla ziomów - dodaje.

 Fot. Wojtek Krosnowski

Najwyraźniej "nie-ziomy" też doceniają jakość. W Gringo można spotkać cały przekrój społeczny dzielnicy: od starszych pań, po mamy z dziećmi, młodzież i "starszą młodzież" po trzydziestce. Wpadają pracownicy okolicznych biur w garniturach i sąsiedzi. Saper i Bilon zgodnie mówią, że nie spodziewali się, że miejsce będzie aż tak oblegane, szczególnie, że punkt nie jest rewelacyjny: na uboczu, trochę schowany. Mimo to na brak gości nie mogą narzekać. Chyba głównie dzięki wspomnianej wielokrotnie "zajawce", a mówiąc staroświecko: pasji i atmosferze, jaką stwarza Bilon, dzięki której każdy czuje się trochę ziomalem.

 Fot. GringoBar/Facebook

Paulina Gorzkowska, pisząca o jedzeniu dla Foch.pl i pracująca nieopodal GringoBaru, tłumaczy ich sukces tak: - Ich burrito, niezależnie od rodzaju, zawsze jest wyraziste i sycące, dzięki taco i zupie z kukurydzy mogą się tu stołować także bezglutenowcy. Chłopcy szybko zapamiętują upodobania stałych klientów i bez zmrużenia oka przyjmują zbiorowe zamówienia typu "Ja chcę Polacos, ale bez boczku!", "A ja z boczkiem, ale bez kolendry!", "A ja z kolendrą i boczkiem, ale bez cebuli". Do tego jakimś cudem, mimo ciągłego zamieszania, jeszcze nigdy tych zamówień nie pomylili. Z uczuciem i smacznie opowiadają o składnikach i ich pochodzeniu; równie swobodnie gawędzą z lokalną gimbazą, co starszą panią, która wpadła pogratulować pomysłu na knajpę. Na stołach codziennie czeka woda z miętą, którą można bezpłatnie popijać czekając na swoje zamówienie - podsumowuje.

Fot. GringoBar/FacebookFot. GringoBar/Facebook

- Powiem szczerze, musiałem przelać sporo energii w to miejsce, żeby je powołać do życia, postawić na nogi. To jest takie moje nowe, najmłodsze dziecko, którym się teraz intensywnie zajmuję, ale oczywiście nie zaniedbuję innych spraw. W tym momencie, mając taką ekipę, już mogę pozwolić sobie na to, że spędzam tutaj tylko część czasu, a poza tym mogę tworzyć muzę i zajmować się bieżącymi sprawami firmy odzieżowej, studia, wydawnictwa i tak dalej - mówi Bilon. Z hip-hopu rezygnować nie zamierza i podkreśla, że to nie jest tak, że znudziło mu się robienie muzyki, choć bycie gospodarzem w knajpie najwyraźniej bardzo mu pasuje.

Ich wielki sukces może zwiastować zwrot w trendzie - może już wkrótce w polskich miastach, jak niegdyś "suszarnie" i "burgerownie", zaczną powstawać "burritownie". Ja mam nadzieję, że tak - im większy wybór i różnorodność, tym lepiej. - Możliwe, że tak będzie, na tym polega zmienność mód gastronomicznych - kwituje ze spokojem Bilon. - Mam nadzieję, że nasi goście nie zapomną o nas. A my będziemy trzymać poziom i to wszystko, co możemy zrobić - dodaje z uśmiechem.

GringoBar, ul. Odolańska 15, Warszawa

 

Natalia Sosin. Redaktorka Foch.pl. Wcześniej - przez sześć lat - dziennikarka redakcji zagranicznej Polsat News. Twórczyni polskiej wersji językowej i redakcji cafebabel.com - jedynego europejskiego magazynu internetowego publikowanego w siedmiu językach. Absolwentka politologii i socjologii. Współpracowała z tygodnikiem "Polityka", francuskim "ELLE" i francusko-niemiecką telewizją Arte. Jej artykuły przedrukowano m.in. w "Courrier International", "La Stampa", "Die Zeit".

Komentarze (26)
Zaloguj się
  • qwerfvcxzasd

    Oceniono 39 razy 33

    "nie używamy zwykłej soli, tylko sól himalajską, "

    tradycyjna, meksykańska. już Majowie nią solili.

  • hinokiwood

    Oceniono 38 razy 32

    "Z dala od najmodniejszych punktów na gastronomicznej mapie Warszawy" - hahaha. ha. serio?

    Czy autorka była choć raz na Mokotowie?! Co z Regeneracją zaraz na przeciwko, z Limoni, z Relaksem, z Bułkę przez Bibułkę, z lokalami na Różanej, z Narbutta? Przecież to jest zagłębie warszawskiej hipsteriady.

  • qwerfvcxzasd

    Oceniono 36 razy 14

    Czy te wszystkie nowe knajpy muszą być robione jedną sztancą? Tablice, kreda, meble, naczynia, wygląd obsługi.. na wymioty sie zbiera...
    To już MacDonaldy bardziej się od siebie różnią.

  • tombanger

    Oceniono 22 razy 14

    Moze tez uda sie Wam trafic tam na moment, kiedy surowego, macerujacego sie kurczaka mieszaja ta sama reka ,w tej samej rekawiczce, ktora pozniej nakladaja wszystko inne.
    A juz mialem zamawiac...

  • Gość: ziomzbronxu

    Oceniono 13 razy 11

    Hej, foch.pl dzie mozna zaszamac te delykatesy? Taka reklama i adresu nie podać....

  • extrafresh

    Oceniono 22 razy 10

    Niezła ziomalska laurka. Ile coś takiego kosztuje?

  • Gość: Ja

    Oceniono 27 razy 5

    Byłam tam z narzeczonym pewnej soboty, w nocy przeczyściło nas jak nigdy.

  • Gość: Bartek

    Oceniono 3 razy 3

    W tym miejscu od zarania dziejów był mały zakład elektroniczny w którym to byłomożna naprawić wszystko.
    W ostatniej rozmowie, wynajmujący poskarżył się, że najemca podniósł mu czynsz trzykrotnie. Teraz wiem dlaczego.

  • Gość: a.

    Oceniono 3 razy 3

    super. gratulacje!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX