"Nuevo Laredo" (Nuevo Laredo, Meksyk, 1996 r., fot. Alex Webb, z "The Suffering of Light" (Aperture i Magnum Photos, 2011))

Fotografia

Alex Webb: "Fotograf zawsze jest na łasce i niełasce świata"

On jest jedną z fotograficznych gwiazd agencji Magnum. Ona - poetką i fotografką, której publikacje zebrały zasłużone nagrody. Specjalnie dla Gazeta.pl przy okazji warsztatów fotograficznych Magnum Masterclass na Fotofestiwalu w Łodzi Alex Webb i jego żona, i partnerka artystyczna Rebecca Norris Webb wybrali kilka swoich słynnych zdjęć i zdradzili kryjące się za nimi historie. A Alex Webb odpowiedział na kilka pytań.

ALEX WEBB

Związany z Magnum od 1976 r. Alex Webb pisze o sobie tak: "Umiem zbliżyć się do jakiegoś miejsca tylko piechotą. Bo i cóż innego robi fotograf uliczny? Idzie i patrzy, i czeka, i rozmawia, a potem patrzy i czeka jeszcze trochę, próbując utrzymać w sobie pewność, że Niespodziewane, Nieznane lub utajona natura Znanego czekają tuż za rogiem". Jak na tym zdjęciu:

Alex Webb - Nuevo LaredoFot. Alex Webb/Magnum Photos

W pana pracach regularnie powtarza się pewien temat. To miejsca, ludzie i kraje po tej złej stronie płotu oddzielającego biednych i bogatych. Wielokrotnie powraca pan w swoich fotograficznych podróżach do granicy amerykańsko-meksykańskiej. Ale to nie jedyny płot na świecie, który ma taką funkcję - jest mur w Izraelu, jest mur - czasem niematerialny - na południowych wybrzeżach Europy. Ubiegłoroczny konkurs World Press Photo wygrało zdjęcie imigrantów z Afryki Północnej, próbujących złapać zasięg sieci komórkowej podczas oczekiwania na transport do Europy. Czy to nie jest właściwie najważniejszy temat obecnie na świecie, także dla fotografów - te miliony napierające na granice raju, jakim jest dla nich "pierwszy świat"?

Jest jeszcze jedna ciekawa granica. To Stambuł, którym również się zajmuję - między Azją a Europą, między islamem a sekularyzmem, Starym i Nowym. Przez ostatnie 30 lat orbitowałem wokół granic, na obrzeżach społeczeństw, gdzie kultury mieszają się ze sobą, czasem płynnie, czasem ciężko. Jestem zafascynowany tym, jak różne kultury łączą się i tworzą coś w rodzaju hybrydy. Najoczywistszym przykładem tego zjawiska w mojej pracy jest właśnie mój długoterminowy projekt na granicy amerykańsko-meksykańskiej.

San Ysidro, grupa imigrantów w trakcie aresztowania przez amerykańskich pogranicznikówfot. Alex Webb, "San Ysidro, California, 1979,” z: „Alex Webb and Rebecca Norris Webb on Street Photography and the Poetic Image”, wyd. Aperture, Maj 2014

„Późnym latem 1979 r. towarzyszyłem oficerowi straży granicznej w SanYsidro w Kalifornii, tuż przy granicy z meksykańskim stanem Tijuana. Większość dnia spędziliśmy przemieszczając się wzdłuż "linii” - obszaru położonego przy płocie granicznym (dzielącym USA i Meksyk - M.G.), gdzie ma miejsce większość aresztowań (nielegalnych imigrantów próbujących przedostać się do USA - M.G.). W tamtych czasach duże grupy imigrantów często przekraczały granicę właśnie w tamtym rejonie, a straż graniczna była wyraźnie przytłoczona zadaniem ich powstrzymania. Często wyłapywali grupy po 25 lub więcej ludzi. Moje zdjęcia masowych aresztowań spełniły swoje zadanie, choć nie były niczym specjalnym - ukazywały sytuację taką, jaka była, ale nie ukazywały emocji, jakie temu towarzyszyły.

Później tego samego dnia, gdy jechaliśmy drogą wzdłuż granicy, wyjrzałem przez okno. Słońce, rozproszone przez południowokalifornijską mgiełkę, zbliżało się do horyzontu. Pole żółtych kwiatów błyszczało kolorem. Zauważyłem w oddali małe postacie i wiszący nad nimi helikopter. Wymogłem na kierowcy, by zatrzymał samochód i wyskoczyłem wprost w pole kwiatów, by udokumentować dziejące się przed moimi oczami nieszczęście aresztowania” (tekst ukazał się pierwotnie w książce Alexa Webba i Rebeki Norris Webb "O fotografii ulicznej i obrazie poetyckim”, Nowy Jork, 2014 r.).

Gdy patrzę na pana zdjęcie rowerzysty w Monachium, z tym surferem uchwyconym poprzez dziurę w murze, od razu myślę o innej fotografii: rowerzysta Henri Cartier-Bressona z francuskiego Hyeres. Zrobił pan wiele zdjęć, które podążają za maksymą Cartier-Bressona o "decydującym momencie". Jak ważna jest ona dla pana?

Dla mnie jedną z tych cech, które czynią fotografię wyjątkową dyscypliną, jest jej zdolność do zatrzymywania [w kadrze] konkretnego momentu w czasie - a co za tym idzie: w historii. To jest ta "prosta", niezmanipulowana wyjątkowość fotografii jako medium. Malarz może zawsze namalować obraz jeszcze raz. Pisarz może napisać książkę od nowa. Ale fotograf nigdy nie może wrócić do tego samego momentu. Bezpośredni związek ze światem i historią to jedna z najsilniejszych, a zarazem jedna z najsłabszych stron fotografii: fotograf zawsze jest na łasce i niełasce świata.

W Monachium, gdy jest ciepło, ludzie często surfują na rzece w Ogrodzie Angielskim (Englischer Garten). Wpływają na deskach w jej nurt i płyną. Uchwyciłem tę scenę przypadkiem. Szwendałem się przez Ogród Angielski i na moście udało mi się złapać surfera w okienku w murze. Rowerzysta patrzył akurat w dół...

Alex Webb - Monachium 1991"Munich, 1991", Fot. Alex Webb/Magnum Photos

"Czekaj i patrz, i idź, i rozmawiaj...". Napisał pan te słowa w 1989 r. Od tego czasu uliczna fotografia zmieniła się chyba bardziej niż jakakolwiek inna odmiana sztuki fotograficznej. Telefony komórkowe "produkują" miliony fotografii dziennie, a Google Glass zmieni wszystko jeszcze bardziej, umożliwiając ludziom "strzelanie" fotek wszędzie i zawsze, a przede wszystkim niepostrzeżenie. Dobry fotograf wykorzysta Glass, by stworzyć sztukę, jak Richard "Koci" Hernandez, ale większość będzie po prostu strzelać na ślepo kadry. Nie boi się pan, że nie będzie już czasu na to, by "czekać i patrzeć, i iść, i rozmawiać..."?

Nie mogę martwić się o to, co się stanie, bądź nie stanie z tym medium. Jedyne, co mogę zrobić, to robić dalej zdjęcia na moich zasadach, po mojemu, próbując zaadaptować i wykorzystać te technologiczne innowacje, które pomagają mi rozwijać się, a odrzucać te, które wydają się problematyczne. Dziennie powstają miliony zdjęć, więcej niż kiedykolwiek. A jednak zrobienie dobrej, wnikliwej fotografii, fotografii, która oddziałuje ze światem bądź odkrywa tajemnice życia, pozostaje tak samo trudne, jak było.

Seniorzy na widowni przed koncertem zespołu grającego standardy Cole'a Portera „zostali pięknie oświetleni przez ostre, północne promienie zachodzącego nad jeziorem Ontario słońca”.

Alex Webb - Sala widowiskowa w Rochesterfot. Alex Webb, "Dance Hall", jez. Ontario, Rochester, stan Nowy Jork, 2013, z albumu Memory City (z Rebeką Norris Webb), wyd. Radius Books (U.S.A.), Thames & Hudson (Europa), 06.2014

Poprowadził pan warsztaty na tegorocznym Fotofestiwalu w Łodzi. Co najważniejszego chciał pan przekazać młodym ludziom, którzy na nie przyszli?

Na warsztatach, które prowadzimy z moją żoną i partnerką artystyczną Rebeką Norris Webb, próbujemy skierować każdego z uczestników na własną drogę - aby odkrył lub rozwinął swoją indywidualną wizję [artystyczną]. Już sam fakt, że Rebecca i ja - dwoje różnych fotografów z dwoma różnymi sposobami widzenia świata - uczymy na tych warsztatach razem, zachęca uczestników do tego, by znaleźli własny kierunek. Nie mogą naśladować nas obojga jednocześnie, więc - mam nadzieję - zamiast tego wchodzą na drogę odkrycia swojej własnej tożsamości jako fotografa.

Bycie uczciwym wobec samego siebie i własna wizja - to jest to, co chcielibyśmy najbardziej zaszczepić w uczestnikach naszych warsztatów.

GUSA. 1997. Magnum photographer Alex WEBB. Photograph by Rebecca NORRIS.CCFot. Rebecca Norris Webb

REBECCA NORRIS WEBB

"Przez 15 lat badałam skomplikowane związki między ludźmi a naturą" - tak swoją fotograficzną pracę podsumowuje Rebecca Norris Webb, żona Alexa. Specjalnie dla Gazeta.pl fotografka, ale przede wszystkim poetka, w której albumach równie ważne, co zdjęcia, są słowa, opisała historię powstania swoich najważniejszych fotografii.

Rebecca Norris Webb - Fot. Rebecca Norris Webb, "Amanda i jej sukienka w kwiaty”, Rochester, Nowy Jork, 2012,” z albumu Memory City (z Alexem Webbem), Radius Books (U.S.A.),Thames & Hudson, (Europa), Czerwiec 2014

Podczas pracy nad albumem „Moja Dakota”, elegią na cześć jednego z moich braci, który nagle zmarł, moją uwagę przyciągnęło stado kosów - tysiące ptaków przelatywały po pochmurnym, burzowym niebie, jakby były jakimś jednym, mrocznym, wielkim wygłodniałym stworem, wyjadającym do czysta to, co pozostało na polach słoneczników w ostatnich dniach jesieni. Błyskawicznie zatrzymałam samochód i podniosłam do oka aparat, ale czarne stado znikło tak szybko, jak się pojawiło.

Przez cały tydzień śniły mi się te ptaki. Aż wreszcie pewnego dnia, nieopodal miasteczka Gray Goose w Dakocie Południowej, ujrzałam to stado, unoszące się nad polem słoneczników. Wspięłam się na płot z drutu kolczastego i pobiegłam w pole, zastanawiając się, jak wytłumaczyłabym się jego właścicielowi, gdyby złapał mnie na swojej ziemi. A potem stało się coś, czego się nie spodziewałam. Stado pozostało w miejscu. Czyżby właśnie tam było więcej niż zwykle ziaren, którymi mogło się pożywić? Czy wielkie słoneczniki ukrywały mnie przed płochliwymi ptakami?

Powoli, cicho, podkradłam się bliżej - aż stanęłam dokładnie za jednym z najwyższych słoneczników na polu. Tuż pod jego wielkim, pochylonym kwiatem nacisnęłam ponownie migawkę. I naciskałam raz za razem, dopóki ciemne stado nie znikło w zimnym, szarym, wietrznym listopadowym niebie.

Fot. Rebecca Norris Webb, "Amanda i jej sukienka w kwiaty”, Rochester, Nowy Jork, 2012,” z albumu "Memory City" (z Alexem Webbem), Radius Books (U.S.A.), Thames & Hudson, (Europa), Czerwiec 2014

Poznałam Amandę w kwietniu 2012 r., gdy asystowała mi i Alexowi podczas naszej pierwszej wyprawy do Rochester (stan Nowy Jork), kilka miesięcy po bankructwie Kodaka. Wydawała się idealną osobą do uwzględnienia w albumie "Memory City", ponieważ jej ojciec i dziadek pracowali w Kodaku, a ona sama studiuje fotografię w Instytucie Technologii w Rochester - a zatem historia jej rodziny odzwierciedla zarówno przeszłość miasta, jak i sugeruje coś o jego przyszłości. Na dodatek matka Amandy przechowała wiele jej niesamowitych sukienek - w tym tę w kwiatki, którą Amanda założyła na wesele wujka.

Rebecca Norris Webb - Fot. Rebecca Norris Webb, "Brienna”, z albumu Memory City (z Alexem Webbem), Radius Books (U.S.A.),Thames & Hudson, (Europa), Czerwiec 2014

Alex Webb studiował historię i literaturę na Harvardzie i fotografię w Carpenter Center for the Visual Arts. W 1974 r. rozpoczął karierę profesjonalnego fotografa. Już dwa lata później zaczął współpracować z agencją Magnum, a w 1979 r. stał się jej pełnoprawnym członkiem. Ma na koncie liczne nagrody i współpracę z najlepszymi magazynami na świecie, w tym "National Geographic" i "New York Times". W 1978 r. zaczął fotografować w kolorze i pozostał przy tym do dziś. Opublikował 11 albumów, w tym m.in.: "Under A Grudging Sun" i "Crossings" oraz najnowszy "Memory City" wraz z żoną Rebeką.

Rebecca Norris Webb, choć karierę zaczynała jako poetka, fotograficznym dorobkiem niewiele ustępuje mężowi. Wydała pięć albumów (większość z Alexem). Jej prace były wystawiane na całym świecie, współpracowała m.in. z magazynami: "Time", "New Yorker", "New York Review of Books" czy "National Geographic".

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz Gazeta.pl. Robi wywiady, pisze o sprawach zagranicznych i fotografii, pisze bloga Realpolitik, twittuje. Gdy nie musi pracować, chodzi po górach, jeździ na rowerze lub pływa żaglowcami po morzach. I robi zdjęcia.

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX