Fot.

Fot. "Brooklyn Burger&Wings" (Fot. Brooklyn Burger&Wings)

Fenomen

TripAdvisor prawdę ci powie? Najlepsze knajpy w stolicy

Eleganckie restauracje i nowoczesne bary, wykwintne dania i proste burgery - takie są najlepsze knajpy według turystów korzystających z popularnej aplikacji TripAdvisor. Odwiedzamy sześć z dziesięciu najwyżej ocenianych lokali w Warszawie, żeby dowiedzieć się, na czym polega ich fenomen*.

TripAdvisor to największa aplikacja pomagająca turystom znaleźć odpowiedni hotel, knajpę, czy ciekawe miejsce. Ma miliony użytkowników i dziesiątki milionów opinii.

 

Numer 1. Restauracja Polska Różana. Znajduje się na warszawskim górnym Mokotowie, przy Chocimskiej 7.

Specjalizuje się w kuchni polskiej: „Różana to eleganckie, ciepłe i niezobowiązujące miejsce, w którym delikatna i lekka kuchnia polska codziennie zaskakuje nowymi specjałami” - czytamy na stronie internetowej.

- Restauracja Różana słynie z polskich smaków, które są podane w sposób nieprzesadnie wydumany, choć nowoczesny. Wiele bazowych elementów dość obszernej karty, np. makarony czy pierogi, powstaje na miejscu, co zawsze zasługuje na uznanie. Duży dom, przyjemnie urządzony w nieco rustykalnym stylu i udekorowany świeżymi kwiatami, daje możliwość schronienia się przed oczami i uszami ciekawskich. Ustronny ogród pozwala cieszyć się chwilą spokoju w samym centrum miasta - za rogiem mamy plac Unii Lubelskiej. Różana słynie ze swoich tortów bezowych, ja natomiast najcieplej wspominam szyjki rakowe podawane w naleśnikach. Szkoda tylko, że karta lunchowa nie jest bardziej sezonowa - mówi Agata Michalak, redaktorka naczelna magazynu Kukbuk.

A co o swojej restauracji mówią jej właściciele? Tego nie udało nam się dowiedzieć. Po kilku telefonach do menadżera usłyszeliśmy, że nie są zainteresowani tematem, a z TripAdvisora nie korzystają i nie znają takiej aplikacji.

 

Numer 2. Mr India. Kuchnia indyjska. Al. KEN 47, przy stacji metra Natolin.

dFot. Mr India

Arun Barot, właściciel Mr India, udzielił nam wywiadu w samochodzie. - Nie mogę inaczej. Mam mało czasu, muszę jechać z dostawą, a potem będą kolejne i większy ruch w restauracji, więc możemy porozmawiać po drodze.

Agnieszka Durska: Jeździsz z dostawami sam?

Tak, wszystko robię sam. Jestem tu cały czas, nadzoruję, zaglądam do kuchni, sprzątam, kelneruję. Nie wyobrażam sobie innego podejścia. Wiem, że niektórzy właściciele restauracji tylko pokazują palcem. Ale to nie mój styl.

Skąd wasze wysokie miejsce w TripAdvisorze?

Bardzo dbamy o to, by każdy wychodził od nas zadowolony i polecał nas dalej. To jest skuteczniejsze od jakiejkolwiek reklamy. Z każdym staram się rozmawiać osobiście, cenię sobie wszystkie opinie. Nigdy też nie zostawiam niezadowolonych klientów, żeby wyszli bez rozmowy, zawsze pytam o przyczyny. Może sos był dla nich za ostry? Może porcja za mała albo za duża? Muszę to wiedzieć, bo dzięki temu szybko mogę zareagować. Trzeba obserwować. Ale nie to jest jeszcze w tym wszystkim najważniejsze. Klientów traktuję tak, jak ja sam chciałbym być potraktowany, to moja zasada. I ja bym chciał, żeby właściciel do mnie podszedł, żeby ze mną rozmawiał, żebym dostał danie naprawdę świeże i przygotowane specjalnie dla mnie.

[Arun mówi po polsku całkiem dobrze, choć brakujące słowa często zastępuje angielskimi. Jest tu od 9 lat, przyjechał na studia, które skończył z wyróżnieniem. Potem pracował w warszawskich restauracjach indyjskich, by w końcu, w listopadzie 2013 r. otworzyć swój lokal. Widziałam, jak wielu gości podchodzi do Aruna i osobiście się z nim wita lub żegna].

Znajomi?

Nie, nie, to klienci. Wiele osób przychodzi tu codziennie, niektórzy co drugi dzień. Są dla mnie trochę jak rodzina... [Arun odbiera telefon] Mam dziś urodziny, dlatego tyle telefonów.

Z których dań jesteś szczególnie dumny?

Mamy swój własny ser, pieczemy tradycyjne pieczywo, z tego jestem naprawdę dumny. Najpopularniejsze dania to chicken soup, biryani - bardzo duże porcje, często pakujemy je na wynos. Zasada jest prosta: w Indiach wszystko przyrządza się od razu i musi być świeże. Gotujemy potrawy z różnych regionów Indii, tu nie ma żadnego misz maszu, jak w wielu indyjskich knajpach. Mamy kuchnię regionalną, dokładnie z takimi daniami, jakie w różnych regionach Indii można zjeść. I wiesz, co jest jeszcze ważne - stosunek porcji do ceny. Tu się można zwyczajnie najeść. Mam teraz też ofertę na lunch za 15 złotych. To nie jest dużo, ale to gwarancja, że klienci będą zadowoleni i do mnie wrócą, bo za dobre pieniądze po prostu będą najedzeni. Ja myślę w długiej perspektywie, nie chcę szybkiego zysku.

A odniosłeś sukces?

Tak, zobacz, ile mamy dobrych opinii na samym TripAdvisorze. Spójrz na ruch tutaj - to jest dla mnie mój sukces. Swoją restaurację traktuję jak swoje dziecko, tu jest moja rodzina. W kuchni pracuje 5 osób, Hindusi, na sali też 5. I wszyscy się tu uwijają, ale ja sam sobie nie odpuszczam. Czasem jestem zmęczony, wychodzę po północy, ale wiem, że właśnie tak chciałbym być traktowany, jak ja traktuję innych. To się opłaca.

 

Numer 3. Restauracja Dom Polski. Ciepła, domowa restauracja w samym centrum Saskiej Kępy, ul. Francuska 11.

Restauracja Dom PolskiFot. restauracja Dom Polski

Damian Szymański: Dużo macie klientów z aplikacji TripAdvisor?

Katarzyna i Mirosław Wasilewscy: Nigdy nie wiemy, czy ktoś trafił do nas za pośrednictwem tej aplikacji, czy nie. Ludzie robią zdjęcia potraw, które dostają, ale nie wiemy, czy robią je dla siebie, czy do recenzji. Dowiadujemy się tego dopiero później, gdy widzimy zdjęcia naszych potraw w sieci.

Macie więcej gości z Polski czy z zagranicy?

Powiem szczerze, że więcej gości z TripAdvisora mamy z zagranicy. Robią rezerwację mailową i widzimy, że użyli aplikacji. Polacy najczęściej dzwonią. Zazwyczaj dowiadujemy się o tym, że gościliśmy kogoś z tej aplikacji po fakcie.

W jaki sposób utrzymujecie poziom swojej restauracji?

Przede wszystkim stawiamy na naturalność i sezonowość naszych potraw. Dbamy, aby te polskie smaki były jak najlepsze, jak najbardziej esencjonalne. Teraz mamy sezon truskawek, szparagów, wszelkiego rodzaju nowalijek. To widać na talerzu. Mamy kartę stałą i wkładkę właśnie sezonową, która się cały czas zmienia. Wszystko również produkujemy sami. Mamy zielnik, owoce bierzemy od zaprzyjaźnionego sadownika, mięso od sprawdzonego dystrybutora.

 

Restauracja Dom PolskiFot. restauracja Dom Polski

Goście często narzekają?

Staramy się rozmawiać z naszymi gośćmi. Uwagi przyjmujemy z uśmiechem i są dla nas bardzo ważne. Cały czas staramy się poprawiać wszelkie niedociągnięcia.

A stół obcokrajowca różni się od stołu polskiego gościa?

Nie zauważyliśmy jakiejś różnicy. Nasi goście często przychodzą większą grupą i zamawiają pierogi, pasztety i np. śledzia. Naszym specjałem jest kaczka, wiemy, że będzie się cieszyła wzięciem cały rok. Mamy też stałych klientów. Jest np. kobieta, która przyjeżdża do swojej babci z Niemiec i zawsze przychodzi do nas na polski żur. To jest bardzo miłe.

Z którego dania jesteście najbardziej dumni?

Bardzo ciężko wskazać jedno. Mamy całą kartę, którą się naprawdę możemy pochwalić. Goście bardzo chwalą naszą kaczkę z pieczonymi jabłkami i sosem śliwkowym. Mamy także pyszne pasztety własnej roboty z dzikiego białego ptactwa czy z dzika. Nie mogę nie wspomnieć o deserach. Wielkim wzięciem cieszy się nasz tort bezowy i ciasto kajmakowe.

 

Numer 4. Restauracja Stary Dom, kuchnia polska, ul. Puławska 104/106.

Restauracja Stary DomFot. restauracja Stary Dom

"Miejsce powraca do najlepszej tradycji polskiej kuchni i domowej atmosfery" - czytamy na stronie internetowej restauracji. Rozmawiam z Mariuszem Diakowskim, jednym z trzech, obok Piotra Adamczyka i Dariusza Zaremby, wspólników.

- Ranking TripAdvisor traktujemy bardzo poważnie i jesteśmy dumni, że Stary Dom zajmuje w nim wysoką pozycję. Aplikacja służy jako świetny kierunkowskaz dla większości zagranicznych gości, którzy coraz częściej porównują rekomendację hotelowych consierge z opiniami prawdziwych bywalców. W drzwiach lokalu nierzadko dochodzi do wymiany opinii osób wchodzących i wychodzących ze Starego Domu. Wszystkie opinie traktujemy jak recenzje od niezależnych i najważniejszych dla nas krytyków kulinarnych - gości. Każdy z nich ma swoje upodobania, więc jeśli udaje nam się trafić w gusta tak wielu osób, to dla nas jest to naprawdę cenne. Na pytanie, co daje nam TripAdvisor, odpowiedziałbym z pewnością: wiarygodność. To goście finalnie wystawiają nam ocenę, a biorąc pod uwagę liczbę opinii (127) i wysokie miejsce, chyba nie mogą się mylić. Oceny wystawiają nam bywalcy ze wszystkich stron świata, nie tylko z okolic Warszawy. Najczęściej odwiedzają nas Niemcy, Francuzi, Hiszpanie, Brytyjczycy, Rosjanie i Japończycy.

Agnieszka Durska: A co na nich robi największe wrażenie?

Wielokrotnie słyszymy o wspaniałej polskiej gościnności czy rodzinnej atmosferze panującej w lokalu. Jednak największe wrażenie pozostawia rodzima polska kuchnia, która wbrew powszechnym opiniom nie musi być tłusta. Przeciwnie, potrafi mile zaskoczyć różnorodnością regionalnych smaków. Serwujemy często trudno dostępne produkty od drobnych ekologicznych dostawców. Do potraw podawanych w Starym Domu nie używa się wyszukanych składników, lecz te najświeższe, pochodzące z zaufanych gospodarstw. Nasze dania opierają się na sprawdzonych, tradycyjnych przepisach, ale przygotowywane są z wykorzystaniem zdobytej za granicą wiedzy kulinarnej.

Połączenie sezonowości jadłospisu z osobistym serwowaniem potraw przez kucharzy bezpośrednio przy stole gości robi doskonałe wrażenie. Oprócz dosmaczanego na ich oczach tatara z dojrzewającej wołowiny świetne recenzje zbiera flambirowany przy nich Strogonoff, wątróbki z cynamonem i dania z codziennego wypieku: kaczka z modrą kapustą, żeberka wieprzowe czy karkówka z dzika w sosie z owoców jałowca. Sezonowo w jadłospisie pojawiają się potrawy takie, jak tatar z żubra czy udziec z mlecznej jagnięciny. Tu koniecznie musimy się też pochwalić ogromnym wyborem polskich wódek i nalewek. Mamy ich ponad 100.

Restauracja Stary DomFot. restauracja Stary Dom

Nie sposób chyba wybrać z takiej ilości?

To niełatwe zadanie - widok wózka wypełnionego po brzegi dziełami najlepszych polskich nalewkarzy robi ogromne wrażenie. W pamięci na długo pozostaje smak kwiatu czarnego bzu, rokitnika, czerwonej mirabelki, aronii czy mniszka lekarskiego.

Czym jeszcze możecie się pochwalić?

Stary Dom słynie również z deserów z własnej cukierni, w której prym wiodą torty bezowe, tarty z rabarbarem, malinami czy truskawkami. Jesienią do jadłospisu zawita selekcja najlepszych polskich serów zagrodowych Gieno Mientkiewicza, w tym łomnicki z kozieradką, kozia rura, kamlorek, a do tego musztarda piernikowa czy powidła śliwkowe z zakola Sanu. To nowy etap polskiej gastronomii - pracujemy tu z sercem i dużym zaangażowaniem. O, na przykład - moja mama. To właśnie ona dostarcza produkty z lokalnych targów i od zaufanych dostawców. Co prawda, wielu pojawia się w progach restauracji osobiście, ale mama cały czas ma z nimi kontakt. Rodzinnie, ciepło z zaangażowaniem - to tworzy naszą atmosferę.

 

Numer 5. Restauracja Brooklyn Burgers &Wings. Kuchnia amerykańska. Ul. Nowy Świat 36, Jana Pawła II 18.

Brooklyn Burger&Wingsfot. Brooklyn Burger&Wings

Damian Szymański: Warszawa burgerami stoi. Wasz lokal ma silną konkurencję. Burgerowni w stolicy jest ponad 60. Skąd pomysł?

Pracowaliśmy rok nad konceptem lokalu i nad menu z naszym amerykańskim kolegą Alanem Bohinskim, który specjalizuje się w burgerach. Zauważyliśmy, że coraz więcej osób ma ochotę na dobrego burgera w stolicy, ale - wtedy - nie było takich miejsc. Postanowiliśmy otworzyć własny lokal. Ten na Nowym Świecie prowadzimy od lutego 2013 r., czyli już prawie półtora roku.

Macie swój własny bar w samym sercu Warszawy. TripAdvisor pomógł wam zdobyć klientów. Wasi goście chwalą się, że przyszli z aplikacji?

Bardzo wielu. W ostatni piątek mieliśmy rezerwację na 13 osób z Niemiec. Od razu powiedzieli, że przeczytali o nas dzięki rekomendacjom na TripAdvisorze. Ale również sporo innych osób, w tym także wielu turystów, przychodzi do nas, próbuje amerykańskich burgerów.

Prowadzicie wybitnie amerykańską knajpę. Skąd bierzecie produkty? Sprowadzacie cokolwiek z USA?

Nie wyobrażamy sobie sprowadzać czegokolwiek ze Stanów, oprócz prawdziwych amerykańskich produktów, na bazie których robimy sosy i inne dodatki. Wszystkie świeże warzywa, ziemniaki na frytki są z Polski, od lokalnych sprawdzonych dostawców. Mamy zaprzyjaźniony zakład hodowli spoza Warszawy, więc mięso od samego początku do końca przygotowujemy sami. Dobieramy odpowiednie ilości rożnych części wołowiny i mielimy je według naszej receptury. Jedząc nasze burgery, masz gwarancję, że wszystko od bułki po mięso jest naturalne, świeże i sprawdzone.

Brooklyn Burger&WingsFot. Brooklyn Burger&Wings

A co z naszymi smakami? Polacy zamawiają inne burgery niż zagraniczni goście?

Nie. Szczerze? 80 proc. burgerów, które robimy najczęściej, to jest klasyczny cheeseburger i nasz numer popisowy - Brooklyn Burger, ze specjalnym amerykańskim sosem BBQ, grillowaną cebulką wędzonym boczkiem. Ten sos jest wyjątkowy. Myślę, że nie dostaniesz takiego sosu Barbeque w całej Warszawie! Podobnego burgera zjesz w Luizjanie czy gdzieś indziej na południu Stanów.

Czy TripAdvisor rzeczywiście jest tak pomocny w prowadzeniu własnej gastronomii?

Bardzo. Jeśli przyjechalibyśmy pierwszy raz do Warszawy i mielibyśmy ochotę na wybraną kuchnię, na pewno sugerowalibyśmy się recenzjami i rekomendacjami tej aplikacji. My jesteśmy w pierwszej piątce. To bardzo pomaga. Nie na 15 stronie, której nikt nie ogląda. Rzucamy się w oczy i to dla nas jest wielkie wyróżnienie. I to co jest najważniejsze - te recenzje są prawdziwe. Zdarzają się też gorsze. Ale to tylko uwiarygodnia naszą pozycję.

Świetne recenzje, burgery schodzą jak świeże bułeczki. Musicie się zacząć rozwijać.

Już zaczęliśmy. Ruszamy z nowym konceptem. Tym razem będzie to restauracja z prawdziwego zdarzenia o charakterze New American Cuisine. Stany Zjednoczone to kolebka rożnych kultur ze wszystkich stron świata, wiec można stworzyć bardzo ciekawą, oryginalną i jedyną w swoim rodzaju kuchnię w nowoczesnym stylu. Przy Rondzie ONZ działamy dopiero dwa miesiące, a już cieszymy się zaskakująco dużym zainteresowaniem.

 

Numer 6. Delizia. Włoska restauracja w centrum Warszawy, przy ulicy Hożej 58/60.

DeliziaFot. Delizia

Dzwonię do właściciela restauracji z prośbą o rozmowę. - Pronto! Ja mam dostawa za moment, pani przyjedzie, zapraszam - ucina krótko Lorenzo. Już sama mowa ciała zastępuje u niego polskie słowa, których czasami Włochowi brakuje. Jest w Polsce od 6 lat, przyjechał za dziewczyną, ale od razu mówi, żeby tego nie pisać, żeby nie złościć jego obecnej dziewczyny, bo z tamtą nie wyszło.

Lorenzo zaczynał w Konstancinie u Wejcherta. Uczył się między innymi we Włoszech, Francji, Niemczech, skończył kilka kursów i szkoleń. W 2010 r. otworzył wraz ze wspólnikiem, Lucą, z którym pracował, własny lokal na Hożej.

Agnieszka Durska: Co was wyróżnia, skąd takie opinie na TripAdvisorze?

Kuchnia. Kuchnia to moja duma. Zobacz, trafiliśmy do przewodnika Michelina. Jestem szefem kuchni. Staram się, by te pasję było widać. Tu mam wszystko świeże. Zresztą, zaraz przyjadą ryby, sama zobaczysz. Poza tym, rozmawiamy z gośćmi, oni nas polecają. Ja nie chcę być takim szefem kuchni, który się w ogóle nie pokazuje, często wychodzę na salę. No i cały czas coś zmieniam, próbuję. Właściwie to nieustannie wszystko ulepszam. Jestem w ruchu, bo nie może być tak, że ciągle jest to samo. Jest to, co jest najlepsze w danym dniu, świeże - przygotowane od razu do zjedzenia. Teraz mamy trufle. Te, na które jest sezon, czyli czarne. One są mniej aromatyczne niż białe, ale są właśnie teraz doskonałe. Na białe (dalba) sezon jest jesienią i wtedy będziemy mieć je w menu.

Delizia to jedna z niewielu w Polsce restauracji, która serwuje trufle tak, jak to się to robi na zachodzie, np. we Włoszech - w zależności od sezonu. Lorenzo trufli się nie boi, tak jak wielu polskich restauratorów.

Co kupujesz w Polsce?

Warzywa, mięso, ale też nie zawsze. Mięso często sprowadzam z Włoch - chodzi o niektóre gatunki cielęciny czy wieprzowiny, w tym chianinę. Z Włoch są owoce morza. Z Walii biorę jagnięcinę. Tam, gdzie jest najlepsza - to musi być naprawdę doskonałe i świeże. Chodź, jest dostawa!

DeliziaFot. Delizia

Rzeczywiście, na zapleczu już wypakowywano świeże owoce morza. Lorenzo wszystkiego sam dogląda, wszystko bierze do rąk, ocenia.

- Jakby coś było nie tak, wyrzuciłby od razu - zagaduje mnie dostawca, Marcin Kozłowski. - On jest niesamowity, naprawdę ma pasję, kocha to, co robi i robi to tak, jak włoscy restauratorzy. Dzwonię do niego np. z targu we Włoszech - co ci kupić Lorenzo? Bierz to, co jest najświeższe i przyjeżdżaj! Kiedyś przywiozłem z Włoch mięso, duże steki tzw. fiorentino. Próbowałem to sprzedać w kilku polskich restauracjach, nie wiedzieli, co z tym zrobić. Lorenzo się nie zastanawiał, wziął, obejrzał, natychmiast zabrał się za przygotowanie, usmażył i z takim stekiem wyszedł na salę: kto chce spróbować? Tu nie ma stałych dań - on każdego dnia serwuje coś innego.

Sprzeda dziś te owoce morza?

Myślę, że tak, a nawet jeśli nie - zjedzą sami. On sobie na to może po prostu pozwolić, ma inne podejście niż wielu polskich kucharzy. Nie planuje z wyprzedzeniem, jest spontaniczny. Ma na przykład produkty na jakąś zupę, krem, cokolwiek, gotuje to i dopiero potem dzieli na porcje - mniej więcej - mówi ach, z tego mi wyjdzie tyle i tyle. Dla niego najważniejsze jest to, żeby to było smaczne i świeże, i żeby goście to szybko dostali. Poza tym wie, co z tym wszystkim zrobić. Kupiłem mu kiedyś sepie - kałamarnice. Sam czyścił, nie zmarnował połowy, jak robi wielu polskich kucharzy, wykorzystał wszystko, co się dało.  Ale też nie jest to włoska popularna włoska kuchnia, on gotuje inaczej, odważniej i ludzie to doceniają.

- Ruch mamy stale, choć chyba zimą większy, tyle że latem jest więcej stolików. To się w zasadzie równoważy. Wyjeżdżacie latem nad morze albo uciekacie gdzie indziej. Zimą w sali jest zawsze tłok - mruga Lorenzo. - W kuchni ja szefuję, pomaga mi 7 osób, na sali są 3-4. Pracują ciężko, ale ja wychodzę z założenia, że zawsze da się więcej i lepiej. I nie myślę o pieniądzach, tylko o pasji. W to trzeba włożyć serce, wtedy wraca do ciebie i cieszysz się dobrą opinią.

*Ranking w aplikacji TripAdvisor ciągle się zmienia, dlatego może różnić się od naszego.

Agnieszka Durska. podwójna magister, podwójna mama, pojedyncza żona, niedoszła doktor nauk humanistycznych, PR-owiec z doświadczeniem na trudnym rynku (po stronie klienta, jak i w kilku agencjach), potencjalna autorka książek oraz autorka kilku publikacji i artykułów, trenerka, copywriterka, blogerka i dziennikarka Pieniadze.gazeta.pl

Damian Szymański. Dziennikarz portalu Pieniadze.gazeta.pl, wielki fan gitarowego bluesa w każdej postaci. Człowiek skromny i w swej skromności ujmujący.

Komentarze (12)
Zaloguj się
  • chanandlerbong

    Oceniono 16 razy 10

    Słownik języka polskiego:
    knajpa pot. posp. «podrzędna restauracja»

  • shawmut

    Oceniono 12 razy 8

    Ale dlaczego akurat Delizia? Jest od dłuższego czasu na 10 miejscu, a przed nią kilka lepszych restauracji. Czyżby darmowy obiad dla recenzentów?

  • tajlerdarden

    Oceniono 12 razy 4

    Reklama tripadvisora.
    Nic poza tym.

  • Gość: Kotek

    Oceniono 3 razy 3

    Jak Brooklyn otwiera knajpę w amerykańskim stylu, to mam nadzeję, że picie to też będzie dolewka w standardzie, bo ta "drobna" różnica wkurza mnie wszędzie, w Brooklynie także. Poza tym powodzenia, bo burgery i lunche super.

  • Gość: ROLMOPS

    0

    Kotek- dolewka w standardzie to w kfc lub mc'd ;) maja pyszne jedzenie i super klimat w dolnej reestauracji, TAK TRZYMAĆ ;) !!!!

  • spell2me

    Oceniono 37 razy -9

    Zainstalowałem tę aplikację, porównałem recenzje lokali z Gastronautami, i... odinstalowałem. Baza danych bardzo średnia, zarówno jeśli chodzi o ilość lokali, jak i liczbę opinii o nich.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX